Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the day “Grudzień 12, 2014”

Psy wciąż gryzą bo hycel jest „niedysponowany”

Całkwita likwidacja groźnej szajki

włamywaczy grasującej na terenie Lublina

Herszt szajki – ostatnie włamanie – paserzy – policja na tropie szajki

zbrodnicza trójka – pod kluczem

Jak wiadomo od pewnego czasu na terenie Lublina poczęła grasować tajemnicza szajka włamywaczy, która w różnych odstępach czasu robiła „skoki” na magazyny i prywatne mieszkania zamożniejszych mieszkańców miasta. I tak w kolejności dokonano włamań do mieszkania p. Temkina – Radziwiłłowska 3, dr. Bobrowskiej – Narutowicza 14, nauczycielki Wierońskiej – Niecała 10 oraz do magazynów p.p. Domiczka i Rudigiera przy ulicy Kościuszki 2 i innych.

Władze policyjne przez pewien czas wobec precyzyjnej i z dużą wprawą wykonywanej „roboty” złodziejskiej nie mogły wykryć sprawców.

Jednak złoczyńcom podwinęła się noga. Policja lubelska dołożyła wszelkich wysiłków i wreszcie w ciągu ostatnich kilku dni szajkę całkowicie zlikwidowała, oddając jej członków do dyspozycji władz sądowych.

Poniżej zamieszczamy dzieje powstania i „pracy” szajki na terenie Lublina, tudzież walkę policji z szajką i jej likwidację.

Przed niedawnym czasem przybył do Lublina znany włamywacz lwowski, niejaki Samotyj Antoni. Osobnik ten wielokrotnie już karany, dokonał ostatnio we Lwowie głośnego włamania do zakładu jubilera Rapsa, gdzie skradł różnych kosztowności na sumę przeszło 100.000 złotych.

Samotyj został aresztowany przez policję lwowską i zasiadł na ławie oskarżonych przed lwowskim Sądem Okręgowym.

Skazany na 2 i pół lata więzienia – Samotyj zbiegł z sali sądowej i znikł na pewien czas z widowni.

Wreszcie, jak to już zaznaczyliśmy  – włamywacz lwowski „wylądował” w Lublinie.

Tu, po zbadaniu „gruntu” zawarł znajomość a następnie stosunek miłosny z kuzynką znanego recydywisty Zygmunta Pelczarskiego – Anną Pelczarską.

Po pewnym czasie Pelczarska została kochanką Samotyja.

„Dobrana para” szybko zawarła przyjaźń z Pelczarskim.

Cała to złodziejska paczka bez trudu doszła do porozumienia. Postanowili oni zawiązać szajkę włamywaczy, a terenem wystąpień złoczyńców miało być miasto Lublin. Samotyj, mając w osobach Pelczarskich wiernych druhów, począł sprzedawać lubelskim paserom zrabowane we Lwowie złote przedmioty, obrączki, kolczyki it.p. przetopione w sztaby.

Między innymi sprzedał on łomy złote jubilerowi Entenowi. W dalszej swej działalności na terenie Lublina banda weszła w porozumienie z „królem paserów” lubelskich, niejakim Binderem oraz innymi osobistościami tego świata: „Rumunem” którego prawdziwe nazwisko brzmi Kac Eljan, Akselrotem Szlomą oraz Kolendrem i Sztalhamerem.

Wszyskie skradzione rzeczy wędrowały do paserów lub też Pelczarska wywoziła je do Lwowa, gdzie już czekali na nią znajomi Samotyja.

Kiedy Samotyj „oswoił” się na tutejszym terenie, banda przystąpiła do „roboty”.

Rezultaty „pracy” włamywaczy są dobrze znane całemu Lublinowi.

Domiczek, Ritigier, Wierońska, dr. Bobrowska, Temkin, Fajzylber oto nazwiska osób, które padły ofiarami „występów” szajki włamywaczy.

Szereg tych zuchwałych z wielką wprawą dokonanych kradzieży i włamań zmusił władze policyjne do walki z przestępcami, którzy przez pewien czas zręcznie się izolowali od policji, unikając spotkania z nią za wszelką cenę.

Policja jednak nie dawała za wygrane i stale deptała włamywaczom po piętach.

Wreszcie drogą poufnych wywiadów, władze policyjne dowiedziały się o wszystkiem.

Złodzieje czując na sobie rękę policji znikli bez śladu. Policja przeprowadziła bardzo szczegółową rewizję w mieszkaniu Pelczarskiej. Rewizja dała nadspodziewane rezultaty. Oto za doniczką z kwiatami znaleziono ukryte kolczyki złote, jak się później okazało będące własnością okradzionej nauczycielki p. Wierońskiej. W dalszym ciągu rewizji natrafiono na rzeczy pochodzące z kradzieży u p. p. Temkina i Domiczka.

Wszyscy poszkodowani w znalezionych przedmiotach rozpoznali swoją własność.

Policja rozpoczęła pościg za włamywaczami. Pierwszy wpadł w ręce sprawiedliwości herszt szajki Antoni Samotyj. Starał się on przez pewien czas udawać Pelczarskiego. Przyznał się jednak później do prawdziwego nazwiska.

Następnie aresztowano Zygmunta Pelczarskiego, wspólnika Samotyja. W dniu onegdajszym wieczorem aresztowano ukrywającą się kochankę Samotyja – Annę Pelczarską.

W czasie składania zeznań cała zbrodnicza trójka przyznała się do wszystkich popełnionych kradzieży.

Włamywaczy osadzono na Zamku.

Zlikwidowanie tej szajki będącej plagą Lublina jest dziełem naszej policji, za co też należą się jej gorące słowa uznania za owocną i skuteczną walkę z występkiem.

V_0359_1931_0337-00004

Nowe ofiary ślizgawicy

Jeszcze nie przebrzmiały echa onegdajszych nieszczęśliwych wypadków spowodowanych przez ślizgawicę i nieposypywanie piaskiem chodników a już mamy do zanotowania dalsze wypadki którym ulegają nieszczęśliwi przechodnie lubelskich ulic.

Na ulicy Dolnej Panny Marji wskutek ślizgawicy upadła i doznała złamania lewej ręki, Michalina Kwiecień lat 37 zamieszkała ul. Dolna P. M. Nr 17.

Ten sam los spotkał również 50 letnią Łaję Landau zamieszkałą przy ulicy Szerokiej 22, która wsutek upadku doznała złamania prawej ręki.

Jan Koźlik lat 47 ze Snopkowa przechodząc u. Ś-to Duską poślizgnął się  i upadł raniąc się dość poważnie w głowie.

Wszystkim ofiarom ślizgawicy pierwszej pomocy udzieliło Pogotwie Ratunkowe.


Co się stało z młodym chłopcem? Belski Antoni, zam. Pawia 41, zameldował, że w dniu 9 b. . o godz. 16 ej brat jego Belski Bolesław, lat 15 wyszedł z domu zabierając w gotówce 26 zł i 3 dolary i dotąd nie powrócił. Rysopis zbiegłego: wzrost średni, szczupły, twarz okrągła, oczy czarne, włosy ciemne. Ubrany był w marynarkę czarną, krótkie spodenki sportowe koloru jasnego i kamasze carne. Poszukiwania zarządzono.


Psy ciągle gryzą. Hindla Wajman lat 48 zamieszkała Rynek 10, przechodząc przez ulicę została pokąsana przez psa w lewą rękę. Pierwszej pomocy udzielił jej lekarz Pogotowia Ratunkowego.


Czyściciel zatruł się alkoholem. Bolesław Przyczyna lat 25 syn rakarza miejskiego zamieszkały poza mistem na Dziesiątej, w dniu onegdajszym rozpoczął libację z ojcem i bratem. Pił tam bardzo dużo,  tak dużo że w pewnej chwili Bolesław Przyczyna dostał straszliwych boleści i padł na ziemię. Prezrażeni domownicy wezwali Pogotowie Ratunkowe które udzieliło pomocy.

Ziemia Lubelska z 12 XII 1931 r. (Nr 337)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

O stuletnich tradycjach polskiego pogotowia

Śmierć z nędzy. W Warszawie na Lesznie, wczoraj po południu, upadł na chodnik w stanie zupełnego wycieńczenia tragarz 56-letni Jan Stanisławski. Wezwany lekarz Pogotowia obejrzawszy chorego, dał mu 3 bony na obiady i pozostawił go na miejscu. Stanisławski nie mogąc się ruszyć z miejsca, przeleżał na ulicy 3 godziny. Wówczas stróż domu zawiadomił posterunek policyjny, który, przywoławszy dorożkę, odwiózł chorego do kancelarji 3 go cyrkułu, gdzie Stanisławski w kilka minut po przybyciu wyzionął ducha.

1

Z Lublina i gub Lubelskiej.

Potworne morderstwo. We wsi Stary Majdan, w pow. chelmskim, włościanie Jan Gileta i Andrzej Triniecki podczas bójki zranili ciężko włościanina Gęsiora. Świadkiem tej bójki był 16-letni Paweł Karpik. W celu uwolnienia się od świadka Gileta i Triniecki zabili Karpika i trupa wrzucili do studni.

Trup noworodka. Dnia 10 b. m.  za rogatką lubartowską na polu włościanina Michała Michalaka w nawozie, wywiezionym w nocy 8 b. m. z dołów kloacznych stacji kolejowej znaleziono nagi trup noworodka płci męskiej. Najwidoczniej dziecko zostało wrzucone kilka dni temu . Śledztwo w tej sprawie prowadzą władze sądowe i policyjne.

2

Kurjer z 12 XII 1908 r. (Nr 285)

Ilustracja z Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Licho lubelskie i aeroplan schwytany

Eustachy Orski

Licho lubelskie.

Jakiś bożek prześladowczy obrał sobie siedzibę w murach Lublina. Musiał to być brat mleczny  „Fauna” czyhającego w gęstwinie krzewów leśnych i „Wodnika” błądzącego po moczarach: tylko, że tamtych trzymały się figle i psoty, a ten wyraźnie  rozsiewał wszędzie wokoło „zło”. I tak jak Boruta w zamku Łęczyckim zawziął się głównie na szlachtę i na przejezdnych, tak i to „licho lubelskie” gnębiło przyjezdnych wieśniaków, czy to pan, czy chłop – tak, że w końcu zaczęliby ludziska stronić od Lublina tak, jak ongiś na parę mil omijano Łęczycę.

Inne czasy – inni ludzie, mniej bierni zaradniejsi jak ongiś!

Postanowiono bronić się przed tem „złem”, zwołano jedno i drugie zebranie, wybrano dwóch prezesów, trzech sekretarzy, całą komisyę.

Gwar, krasomóstwo i wielosłowność rozeszły się szeroką falą po okolicy, nie widziano jednak narazie, w czem tkwi zło, gdzie siedzi „licho”.

Aż słuchy doszły do pewnego wieśniaka. Ubogi to był człowiek, zmarnowany przez obcych i przez swoich, niegłośny, ale myślący za to.

Stracić już nie miał czego, zarobku mu dać nikt nie chciał. Żył chwilą… aż oto usłyszał o istnieniu komisyi do ujęcia „licha lubelskiego”. Jął badać sprawę, dociekać i szukać, a brał się do rzeczy różnie: To przebrany za pana, sprzedawał drzewo, zboże, kartofle; to jako wieśniak dowoził mleko, miód, skałki drzewne na podpałki, to znów faktorował „opas”, udając żydka.

I oto po paru dniach ku wielkiemu zdumieniu komisyi, obranej do szukania „licha”, przyszedł na zebranie i głośnow wyznał, że wie gdzie siedzi „licho lubelskie” – ale że nie prosił formalnie o głos, przywołano go do porządku. Po chwili znowu, gdy mówiono jak złemu zaradzić, oiarował swoje usługi, ale przerwał prezes I. Próbował raz jeszcze dojść do słowa – ale mu głosu nie dano, natomiast prezes II i sekretarz III po kolei szeptali z nim w kąciku. Poczem, ponieważ miano głosować nad jakimś projektem komisyi – wyrzucono go za drzwi.

Ale że był to człek myślący, nie obraził się ani na prezesów, ani na sekretarzy, ani na komisyę, ani nawet na tego, co mu doradził wyjść.

Poszedł do redakcyi poczytnego organu i za ostatnie grosze dał ogłoszenie na pierwszą stronę drukującego się numeru.

CZAS_1491c_1914_nr64_0002

Ogłoszenie wyszło i numer był rozchwytywany w mieście, a na prowincyi liczba prenumeratorów, opłacających prenumeratę, potroiła się.

Poczytne pismo przez wdzięczność obiecało „wieśniakowi” obszerną wzmiankę o licytacyi jego posiadłości i gratisowy nekrolog po śmierci, ale pieniędzy zapłaconych za ogłoszenie nie zwróciło.

Fakt ten komisya pod przewodnictwem obu prezesów uznała jako ostatni w mieście objaw wpływów „licha lubelskiego”, a wszyscy trzej sekretarze zaprotokółowali decyzye, poczem dokument złożono do archiwum biblioteki publicznej. Służyć on będzie za przyczynek do rozdziału historyi pod tytułem „rok 1914”.


PIOTROGRÓD. (AP.) 11.XII W rejonie Płock – Radom(?) schwytany został niemiecki samolot typu „Albatros” z lotnikiem i wywiadowcą.

Głos Lubelski z 12 XII 1914 r. (Nr 64)

Ilustracja z Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation