Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the month “Maj, 2013”

Czy wiecie że…

…”Kino w Browarze” już nie istnieje? Tak, tak, moi drodzy: przepoczwarzyło się w „Kino Perła”. I wiecie, co? Swym zasięgiem objęło ponoć pół Polski! Czyli, według zapowiedzi budyniowej Izabell, aż… uwaga, uwaga… 7 miast! Cosik skurczył się nam ostatnio ten Przywiślański Kraj, skoro na 14 grodów rachować go trzeba… Ale ja nie o tym: zapewne pamiętacie ubiegłoroczną aferę z Kinem? Jeśli nie, poszperajcie w naszych archiwach. Kończąc podsumowanie sezonu 2012, jak mniemam, dla Izabell niezwykle udanego, nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednym (jej?) sukcesie „medialnym”: otóż osobom na facebookowym profilu, protestującym przeciwko ekscesom Kina i jego pijanych bywalców, skutecznie odebrano głos, blokując możliwość pisania tam czegokolwiek. Głos odebrano również i mnie: co prawda był to profil „Kina w Browarze”, co nie zmienia faktu, że… blokada istnieje również na profilu „Kino Perła”. Pani Dyrektor! Pani w zeszłym roku ulubiony dział Gabinetu, również zmienił nazwę… Pytam więc, czy „Wieprze przed perły…” będzie jej ulubionym miejscem, również i w tym sezonie? Bo Pan Prezydent jeszcze nie podjął decyzji…

Boże Ciało

Przewodnik Katolicki 1938, nr 25. Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa.

Przewodnik Katolicki 1938, nr 25.
Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa.

I nic więcej.

Uroczystość Trójcy Przenajświętszej

scutum_fidei_by_aib_the_sun_god-d4j0ggk

Kluska – zawsze niezawodny, jeśli chodzi o gaszenie światła…

Przegląd Katolicki 1934, nr 17. Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa.

K Przewodnik Katolicki 1934, nr 17.
Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa.

Oddajcie rondo pod Bramą Krakowską, złodzieje!

Na początek: nie, nie zamykamy Gabinetu. Gdyby tak było, to byście nie mogli tu wejść, bo byłoby zamknięte! To oczywiste. I proste: jak żądanie zawarte w temacie tej wiadomości. Za prezydenta Bryłowskiego rozpoczął się kolejny okres upadku tego zacnego miasta: gdybyście chcieli zobaczyć, jak wyglądało zanim… to zapraszamy do nowej odsłony w naszym Fotoplastikonie: dziś Brama Krakowska. Podobno wizytówka Lublina… I na Boga: nie pijcie zwietrzałej kawy! Lepiej już nic nie pić, chociaż skutecznie zwietrzałość człowieka pozbawia senności…

P.S. I chyba wygodniej było przechodzić przez dwa przejścia, niż przez to co jest dzisiaj?

Zbliżając się do kresu… (Długie, smutne i nie na temat)

Nie jest to niewątpliwie odkrywcze stwierdzenie, ale zbliżam się do kresu. Podobnie jak i  Wy: – ale przecież każdy z nas się do niego zbliża, nie wiemy tylko jak szybko. Do tej ostatecznej Granicy, za którą jest… nikt na dobrą sprawę nie wie co. Jedynie Bóg wie ile czasu nam zostało i co jest „poza”. Jeśli istnieje. W tej chwili nie jest to istotne. Nie jest też istotne, to co za chwilę przeczytacie, ale zdążyliście się już chyba przyzwyczaić do tego, że „Gabinet” nigdy nie pisze o rzeczach istotnych: cytując Macieja Stuhra to tylko takie luźne pitu pitu. Bez znaczenia. O właśnie: to dobre sformułowanie. Bez znaczenia. A „Memuary Czarnej Mary” zawsze pełniły w głoszeniu różnych moich prawd rolę szczególną: wyrażały mnie osobiście: jest to bowiem to, czym był ten blog w wersji papierowej – zapisem tego co myślę. Niestety, w dzisiejszych czasach, nie można pisać otwarcie tego, co się myśli. Głownie dlatego, że taka otwartość jest uznawana za słabość i bez skrupułów wykorzystywana przez ludzi nikczemnych. Może nie chodzi o wyrażanie myśli w znaczeniu opinii na jakiś temat, a bardziej o dzielenie się najgłębszymi uczuciami i refleksjami płynącymi z wnętrza. I kogo by to interesowało, skoro najwyraźniej empatia jest pomyłką ewolucji gatunku ludzkiego. Tym niemniej, biorąc pod uwagę wspomniane ograniczenia, „Memuary…”, na ile tylko jest to możliwe, osłaniane językiem ezopowym, pełnią rolę takiego osobistego diariusza. I nawet mimo ukrycia się za murem aluzji i niedomówień, było w nich kilka takich momentów, w których uważny i inteligentny czytelnik, byłby w stanie się na mnie obrazić (lub cokolwiek gorszego) za to co o nim napisałem. Z czego wniosek jest oczywisty: albo „właściwi” czytelnicy nie czytają bloga (chociaż jeden to czyni na pewno), albo też epidemia wtórnego analfabetyzmu tak się już rozszerzyła w naszym pięknym kraju… . Krucho najwyraźniej i z inteligencją. Póki co, żadne nieprzyjemności z powodu „Memuarów…” jeszcze mnie nie spotkały. Dziękuję przynajmniej za pełną uprzejmości, milczącą obojętność.

Mając na uwadze powyższe, zakładam że niniejszy tekst również nie wywoła przesadnie żywiołowej reakcji publiczności. Miło by było oczywiście z kimś się w kulturalny sposób (po)nie zgadzać, ale  lotto mi to. Już mi nie zależy. Albo nie wiem, czy mi zależy.

No więc właśnie, zmierzając do nieuchronnego kresu, zastanawiam się nad tym, czy mam prawo obarczać sobą innych ludzi. Co do Czytelników Gabinetu wątpliwości nie mam: czytanie Osobliwości jest całkowicie dobrowolne i nie wynika z żadnego przymusu. W przypadku życia prywatnego, sytuacja jest chyba nieco inna: bo nie zawsze ma się wpływ na wybór sobą obarczonych – ale czy jest właściwym obarczanie sobą, Bogu ducha winnych osób, które Opatrzność postawiła na naszej drodze?

Masz dość leżenia w promieniach słońca
Zostajesz w domu, by oglądać deszcz
Jesteś młody, a życie jest długie
I masz trochę czasu do śmierci
Pewnego dnia odkryjesz, że minęło dziesięć lat
Nikt nie powiedział ci, kiedy biec, przegapiłeś sygnał na start

Niektórym po prostu się zdarza, że przegapiają sygnał startera. Może w lepszej sytuacji są ludzie, których tenże starter zastrzelił. Zastanawiam się, jak to zrobić strzelając ślepakami – życie jest jednak zaskakujące. Póki jest…

Skrajnie nieodpowiedzialnym jest więc obarczanie winą za swoje niepowodzenia zarówno startera, jak i innych zawodników tego biegu. Nawet tych najbliższych, których znasz od zawsze. Albo i tych, napotkanych po drodze, którzy z nieznanych przyczyn są dla ciebie mili i sympatyczni…

Nie należy też szukać usprawiedliwienia w kataklizmach, które towarzyszyły momentowi startu. Realna groźba utraty wszystkiego co w życiu najcenniejsze, strata bliskich osób, różne inne… stop! Pamiętajcie: żadnego obarczania!

Kres w końcu nadejdzie… niektórzy mogą narzekać, że za szybko. Inni znowu będą utyskiwać, że za długo przychodzi im czekać: ale akurat próba, aby wziąć sprawy we własne ręce, to dla mnie tchórzostwo.  A może tchórzostwem jest nie wzięcie spraw we własne ręce… nie wiem, mnie to nie interesuje.

A „Gabinet”? Już dwa razy był zamknięty. Ostatecznie. Ale pewnie nawet tego nie zauważyliście… Nie mogę spokojnie przejść do konkluzji, bo mi tu gadają nad głową o sprawach jeszcze mniej istotnych, niż te opisywane powyżej. Skupić się trudno, ale co tam…

Do tej pory się udawało. Życie z przyzwyczajenia. Do tej pory się udawało?

P. S. Tekst jak tekst… może w wersji papierowej byłby lepszy? Rozchmurzcie się, już sobie idę…

Czemu, Cieniu, odjeżdżasz… 130 rocznica ŚMIERCI Cypriana Kamila Norwida

23 maja 1883 w Paryżu… Pozazdrościć…

…Iusiurandum patri datum
usque ad hanc-diem ita servavi…
Annibal

I
Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz,
Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan? –
Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan;
Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz.
– Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,
Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie.
Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą i znaki
Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami
Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki…
Jako wiele pomysłów, któreś dościgał włóczniami…

II
Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona
Ze snopami wonnymi, które wiatr w górze rozrywa,
Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa,
Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona…
Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia,
Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.

III
Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba,
W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne;
Przeogromna chorągiew, co się wśród dymów koleba,
Włóczni ostrzem o łuki, rzekłbyś, oparta pod-niebne…

IV
Wchodzą w wąwóz i toną… wychodzą w światło księżyca
I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął,
I po ostrzach, jak gwiazda spaść nie mogąca, prześwieca,
Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął…

V
Dalej – dalej – aż kiedyś stoczyć się przyjdzie do grobu
I czeluście zobaczym czarne, co czyha za drogą,
Które aby przesadzić, Ludzkość nie znajdzie sposobu,
Włócznią twego rumaka zeprzem jak starą ostrogą…

VI
I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody,
W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów,
Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą – pleśń z oczu zgarną narody…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Dalej – dalej – –

Na pewno ci zimno, piesku.

Vega-3-resized

Rano budzę się zesztywniały. Śpiwór i Jaspera pokrywa szron. Moją wełnianą czapkę też. Może nienajlepszy pomysł żeby spać pod gołym niebem. To nic, za chwilę rozpalimy ognisko.

Na pewno ci zimno, piesku. Chodź. Ciągnę za jego kapę w postaci z kreskówek żeby go przykryć. Jest ciężki, nieruchomy. Coraz sztywniejszy, rano mu trudniej.

No chodź, mały, tak będzie lepiej. Dopóki nie rozpalę ogniska. Chodź.

Ignoruje mnie. Wyciągam kapę i otulam go nią, muskam jego ucho. Moja dłoń zastyga. Jego ucho jest zamarzniete. Przesuwam rękę na jego pysk, przecieram mu oczy.

Jasper, wszystko dobrze? Trę i trę. Trę i ciągnę za futro na szyi.

Hej, hej.

Szarpię za kark. Hej, obudź się.

Siadam i obracam się na bok, klatka piersiową na jego plecy, i przykrywam go.

Hej, wszystko dobrze. Prześpij się trochę.

Prześpij.

Przeciągam go, sztywnego i skulonego, bliżej siebie i otulam go kapą i kładę się na plecach. Oddycham. Powinienem był zauważyć. Jak ciężko mu się szło. Łzy których nie było wczoraj zalewają. Przerwały tamę i zalewają.

Jasper. Młodszy bracie. Moje serce.

Rozpalę ogień. Ułożę patyki na oplątwie i rozpalę. Usmażę ostatnie dwie ryby. Zjem jedną. Ja.

*

„Podróżowaliśmy.

Teraz ty będziesz drogą

Którą będę szedł

Po tobie.”

*

Cały dzień się nie ruszam. Stale dokładam do ognia. Leży w swojej kapie, owinięty wygodnie, wystaje mu tylko nos. To z jego widokiem nie chcę się rozstać.

On jest teraz jedynym. Jedynym widokiem. Który. Jutro będę. Nie wiem.

Peter Heller, Gwiazdozbiór psa, Insignis Media 2013.

 

Tyle mówicie o tolerancji…

… a tu znowu wprowadzacie jakąś segregację. Na litość boską, przecież to też ludzie; dlaczego więc nazywacie ich śmieciami?!

A może „o borze?” Onegdaj był taki las…

Pióro mam i ja…

… i nie zawaham się go użyć: pytanie jest tylko takie: czy jeżeli jest wieczne, to czy znaczy, iż może czekać w nieskończoność? I podpisy pod zdjęciami też robię zdecydowanie lepsze. Jaki to byłby – Jaki to byłby – Jaki to byłby PLUSK!

Post Navigation