Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Pytania do…

…Pana Prezydenta Żuka.

Kluska dobry dla każdej… kobry!

Przewodnik Katolicki 1936, nr 49

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Na dzień Zaduszny…

Cmentarz przy ulicy Lipowej w Lublinie (fotografia własna)

… sięgamy do prasy lubelskiej sprzed stu lat. Okazja ku temu jest wyjątkowa, więc żadnych komentarzy i nawet tradycyjnego w tej rubryce przywoływania boru dzisiaj nie będzie. Tylko tekst oryginalny.

„Głos Lubelski”


„Ziemia Lubelska”

 

„Głos Lubelski”  nr  303 z 2 XI 1917 r. i „Ziemia Lubelska” nr 549 z 2 XI 1917 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Mięczaki zawsze wychodzą…

Przewodnik Katolicki 1936, nr 48

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Po prostu kilka zdań… (i wielokropek)

4 października 1957 roku o godzinie 19:28:34 czasu uniwersalnego Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich wystrzelił w kosmos pierwszego w historii ludzkości sztucznego satelitę. Tym satelitą był Sputnik. Sputnik po osiągnięciu odpowiedniej orbity zaczął krążyć wokół Ziemi i – węsząc po przestrzeni kosmicznej jak rasowa sobaka  – 22 listopada dotarł do „Kuriera Lubelskiego”. To byłby całkiem niezły początek kolejnego artykułu… i niewykluczone, ze nawet będzie, ale dopiero za miesiąc (jeśli taka będzie wola losu),  bowiem dziś na tapecie „Kurier” o miesiąc wcześniejszy, czyli z 22 października.

A dzisiaj spróbujemy pokazać, że w Lublinie nie zawsze dzieje się coś interesującego

Na pierwszej stronie znajdujemy informację, ze niejaki Paweł Dąbek, zabity komunista i przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie krytycznie oceniał działalność władz miejskich w Lublinie. I wiecie co? Chyba się z nim zgadzam: ja też krytycznie oceniam działalność władz miejskich w Lublinie (ale to już zapewne wiecie od dawna).

Na stronie drugiej zbyt wielu porywających informacji również nie znajdziemy, więc – z pewną wszakże niechęcią – przywołajmy genialny w swej prostocie pomysł ministerstwa handlu wewnętrznego, które znalazło sposób na zatrudnienie dziesięciu tysięcy maturzystów.  Na maturzystów czekało aż dwanaście tysięcy miejsc pracy w… handlu uspołecznionym. O radości! Obecnie, po sześćdziesięciu z górą latach, oparte na podobnym pomyśle projekty realizują kolejne ministerstwa. Wprawdzie już nie te od handlu w niedzielę, ale te od posyłania młodych ludzi w kamasze, to i owszem.

Strona trzecia przynosi błyskotliwą i pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji opowieść o zdziesiątkowanych paczkach papierosów marki „Sport”, sprzedawanych w kiosku „Ruchu” przy ulicy Długiej. Działający tam sportowiec-recydywista uszczuplał każdą paczkę papierosów o jedną sztukę tytoniowego przysmaku.

Może też próbował przetrwać do wiosny, jak bohaterowie fascynującej i epickiej sagi o ludziach z utęsknieniem wyglądających tej pięknej pory roku.

Strona czwarta…? Niech się schowa! Tam o sporcie biegną słowa.

Tu się kończy ta przemowa.

O Borze!

To

Taki

Las

 

„Kurier Lubelski”  nr 195 z 22 X 1957 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualneji-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Krytycznie o ciszy nocnej

Ulica 1 Maja w Lublinie, w czasie regulacji.

O tym, że uprzykrzanie mieszkańcom Lublina zasłużonego wypoczynku nocnego nie jest wynalazkiem współczesnym, dowiadujemy się z lektury „Głosu Lubelskiego” z 19 października 1937 r.

[Co za odkrywcze stwierdzenie… Żenada!]

Na niepokojące hałasy skarżyli się na łamach „Głosu” mieszkańcy ulicy 1-go Maja z okolic Placu Bychawskiego. Jak się okazało, hałasy wyczyniali w nocy robotnicy zatrudnieni przy robotach związanych z przebudową ulicy 1-go Maja.

[I co, mądralo? Żadnego złośliwego komentarza, że ludzie chcą spać, a potem narzekają, że drogi nie pobudowane, że bruk za szorstki, ze kostka w niewłaściwym odcieniu….?]

Ale miarka się przebrała, gdy pewnej nocy, o godzinie 12 w nocy zaczęto wyrywać, z niedawno ułożonej jezdni kamienie i rzucać do żelaznej taczki, wywołując tym straszliwy hałas.

[No i gdzie kolejne złośliwości „na siłę”? Nie zażartujesz w swoim stylu, nie stwierdzisz, że musiał być hałas, bo taczka z żelaza, więc dźwięczeć musi, gdy w nią czymś ciężkim uderzyć? „Dowcipnie” nie zaproponujesz, żeby taczkę wyłożyć filcem lub użyć drewnianej?]

W takich warunkach wszelka możliwość odpoczynku staje pod znakiem zapytania.

[Taaa… teraz nawiąż do naszych czasów i tych hałasów, które to – rzekomo – generuje Browar Perły przy ulicy Bernardyńskiej. Wyciągnąłeś z jakiejś starej gazety dawno przebrzmiałą wiadomość, bo chcesz na siłę udowodnić, że niby ci co mieszkają w mieście mogą stanąć na drodze młodzieży, która chce się BAWIĆ. Ludzie chcą spać?! Żenada  Niech się na wieś wyprowadzą (lub do puszczy), bo miasto = zabawa cały rok przez całą dobę i jak się z tym nie zgadzasz, to wyp…]

Mamy nadzieję, że Zarząd Miejski natychmiast zlikwiduje ten stan rzeczy…

[Założę, się że teraz zaatakujesz Szanownego Pana Prezydenta, twórcę Wielkiego Lublina i Człowieka 700-lecia! Gdyby nie On, to byś już dawno… Nikt tyle nie zrobił dla Lublyna i Lubelaków, co on! O Borze! (to taki las…) – Żałosne i nie da się tego więcej czytać…]
[P.S. Obsesję masz jakąś, czy co?]
[P.S.2 Hospicjum? Śmieszny jesteś…]

„Głos Lubelski”  nr 287 z 19 X 1937 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Biblioteki Multimedialnej Teatru NNi-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Noc Lublina…

…no bo dzień, jak pisał „Kurier Lubelski” z 28 września 1957 r., to raczej nie był, jako że dzień kojarzy nam się raczej ze światłem i słońcem, a opisane w „Kurierze” sytuacje ukazywały raczej nieco bardziej mroczną stronę życia w naszym mieście. Lecz też i bez przesady z tą mrocznością, bo jak powiadają: „jakie miasto, taka mroczność”. A w tym przypadku może i nawet pomroczność…

Bór

W tym miejscu pozwolimy sobie na tradycyjne wezwanie lasu: „O Borze! (to taki las)


Cóż więc gnębiło mieszkańców Lublina przed siedemdziesięciu laty?

Lokatorzy spod szóstki na Sądowej rozpaczliwie wzywali pomocy: prosili o ratunek przed ciągnącym się niemiłosiernie remontem. Inna rzecz, że w ramach prac remontowych postanowiono wymienić całkiem dobre ściany wewnętrzne… Czegóż więc obawiali się lokatorzy? Zimy? Że ich w takich warunkach zastanie…? No proszę Was…!

Ach Ci niewdzięczni Lublinianie! Już tak mają chyba we krwi (w odróżnieniu od Lubelaków), że gdy Ktoś Kto Wie Lepiej chce im pomóc, to tylko narzekają i są WBN (Władzy Bardzo Niewdzięczni) Jaka zima? Jaka wilgoć? Trochę chłodu i już się ludziom w głowach przewraca!

A na cóż jeszcze owi Lublinianie narzekali? A na to, że – podobno – numery autobusów nieczytelne. Czy to w ogóle wymaga jakiegokolwiek komentarza?! Nie sądzę (aby nie być sądzonym). Jednak pomysł na jeżdżące anonimowo autobusy i trolejbusy  polecam uwadze Szanownego. 

Kończę więc, bo nam dzwonić nie kazano…

28 września 1957 r.

Miarka się przebrała

 

„Kurier Lubelski”  nr 172 z 28 IX 1957 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualneji-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

 

Niezrównoważony wpis o zrównoważonym transporcie (albo odwrotnie)

Zdjęcie ze strony internetowej MPK Lublin

W tym roku „Gabinet” postanowił wziąć udział w trwającym właśnie Europejskim Tygodniu Zrównoważonego Transportu. Nie pierwszy to i – być może (O Borze! (to taki las…)) nie ostatni taki tydzień, lecz pierwszy (lecz, czy nie ostatni? (A czy jeśli ostatni, to pierwszy zarazem? Bo wszak napisane jest, że ostatni będzie pierwszym. Ale jeśli pierwszy, to jest też napisane, że pierwszy będzie ostatnim. Czyli jednak ostatni, lecz i pierwszy zarazem: i tak rzecz cała na powrót… Oszaleć? Można! Lecz po co?) w którym głos zabiera na łamach „Kuriera z Lublina” tenże „Gabinet”.  W celu godnego uczczenia tej wielkopomnej okazji, odkurzamy naszą szafę z gazetami i wyciągamy z niej, wyblakły nieco, numer „Kuriera Lubelskiego” z 22 września 1957 roku. Zamieszczony poniżej artykuł z naddatkiem wyczerpuje poruszoną dziś tematykę, zwalniając nas tym samym od konieczności komentowania czegokolwiek. Miłej lektury!

P.S. Nam najbardziej spodobał się pomysł na kontrolerów przebierańców i przystanki do przeklinania. Korzystając z okazji dziękujemy Zarządowi Transportu Miejskiego i Panu Prezydentowi, którym też się spodobały tak bardzo, że zdecydowali się te pomysły sprzed lat 60 rzeczywiście wprowadzić w życie! GLORIA VAE VICTIS!

„Kurier Lubelski”  nr 166-167 z 22-23 IX 1957 r.

Ilustracje ze zbiorów MPK i Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej (prasa)i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Pióra zostały rzucone

Przewodnik Katolicki 1936, nr 47

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

O straszliwej nawałnicy w Lublinie…

…nic dziś nie napiszemy, bo i nie ma o czym.

Lipiec przynosi niewielkie zmiany w „Kurierze z Lublina”: na pól roku żegnamy się z „Ekspresem Lubelskim i Wołyńskim”, ale w zamian za to witamy ponownie na pokładzie „Głos Lubelski” z roku 1937. Jak to mówią: tak „Gabinet” tworzy, jak Łopaciński przysporzy… Bo może nie wszyscy wiedzą, ale materiały do artykułów czerpiemy z zasobów tej zasłużonej dla Lublina instytucji, które obecnie dostępne są powszechnie dzięki Lubelskiej Bibliotece Wirtualnej. Tym razem w zestawieniu zabrakło też „Kuriera Lubelskiego” z roku 1957. To tyle, jeśli chodzi o laurki i kadzenie, w związku z czym mogę zaprosić Was na lipcowy spacer po Lublinie roku 1937.

Koń (z prawej…) i Marszałek Edward Śmigły-Rydz w Lublinie

Nie przebrzmiały jeszcze echa ostatniej wizyty Pana Prezydenta Rzplitej w Lublinie, a już swą wizytę w mieście zapowiedział sam Naczelny Wódz R.P., czyli Marszałek-Rydz Śmigły (a imię jego Edward). Marsz. Śmigły przybywał do miasta nie ze względu na liczne atrakcje i uroki tutejszej metr(o!)polii… Marszałka skierowała do Lublina… miłość do koni, która przywiodła go do objęcia protektoratem honorowym Wystawy Koni, otwieranej w Lublinie w dniu 1 lipca. Marszałek do nasyego miasta zamierzał przybyć dzień później, samochodem z Warszawy o godzinie 11 rano. Komitet powitalny złożony z Ważnych, Mniej Ważnych, Tych Którym Się Wydaje Że Są Ważni oraz tych Rzeczywiście Najważniejszych (czyli zwykłych mieszkańców miasta) miał powitać Marszałka u bramy tryumfalnej wzniesionej przy Alejach Racławickich. Miasto zaś zostało wezwane do przystrojenia się we flagi, etc. etc. – jak to z reguły bywa przy takich okazjach., więc po co się nad tym rozwodzić…?

 

Lipcowe noce gorące i duszne… można nawet spać pod gołym niebem. Albo i nawet w bramie kamienicy… Tak właśnie czyniły lubelskie murzynki (dziś niektórzy powiedzieliby murzyniątka), czyli chłopcy po lat 9-12, ci wieczorowi sprzedawcy gazet. Niektórzy z nich mieli nawet własne „domy”, lecz – mimo to – woleli wypoczynek na dworzu, niż w dusznych i ciasnych suterynach. Ale wielu nie miało nawet dachu nad głową. I wszystko to działo się w mieście szczycącym się 10 najróżnorodniejszymi towarzystwami [opieki] nad dziećmi! Które to towarzystwa, raz po raz, organizowały zbiórki na misje afrykańskie wykupywanie murzynków. Nie ma oczywiście niczego złego w pomocy wszystkim potrzebującym, ale tylko wówczas, jeśli nie sprowadzają się do tego, że panie „prezeski” i panowie „prezesi” różnych dobroczynnych instytucyj zasypiają błogim snem na wygodnych łóżkach pod puchowymi kołdrami w przeświadczeniu dobrze spełnionego obowiązku po „odwaleniu” 1 lub 2 godzinnego zebrania lub posiedzenia, a biedne „murzynki” śpią półnagie, drżąc z zimna w chłodne noce po różnych cegielniach, starych budynkach lub wnękach bram”.

Letnie upały nie tylko poprawiały komfort termiczny śpiących pod gołym niebem dzieci, ale zwiększały również prawdopodobieństwo powstania i rozszerzania się niebezpiecznych pożarów, takich jak ten, który wybuchł na lubelskich Rurach, gdzie spłonęło bowiem 21 zagród z dobytkiem domowym, inwentarzem martwym, drobiem i.t.p. Jednak gdyby nie tak sprężyście prowadzona akcja – pożar gasiło 9 zastępów straży pożarnej – pożar byłby przyjął znacznie większe rozmiary i zamieniłby się w klęskę. Dzieła zniszczenia dopełniły bandy złodziei, które momentalnie rozkradały wszystko, cokolwiek z płonących domów wynoszono, a co ukraść się dało. Otwartemu rabunkowi zapobiegła policja…

A skoro poruszyliśmy już sprawę kradzieży, dzisiejszy spacer kończymy ogłoszeniem: PROSIMY O POMOC W ODNALEZIENIU roweru męskiego, na balonach, malowanego na kolor żółty ze strzałkami czerwono-niebieskimi, kierownikiem niklowym z rączkami na dół obręczami żelaznymi. UWAGA! Z tyłu roweru znajdował się numer rejestracyjny S. 17662.

 O mój Borze!

(to taki las)

Ktoś pomoże?

Czy stracony czas?

 

„Głos Lubelski”  nr  177 z 1 VII 1937 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Już tak mój los, dostanę w ucho, dostanę w nos…

Przewodnik Katolicki 1936, nr 46

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Post Navigation