Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the day “Grudzień 3, 2014”

O ocen stałości a niezmienności

Biblioteka Cyfrowa WBP w Lublinie

Biblioteka Cyfrowa WBP w Lublinie

Purpury, fjolety i gronostaje, okrywające dostojników rządu i Kościoła, zaczynają się zmienić w łachmany moralnej nędzy i nicości, w zgniliznę nadużycia i uprawnionego wyzysku.

Kurjer z 3 XII 1908 r. (Nr 278) – fragment artykułu „Kwestja „mrożąca””.

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Czyja to koza?

W objęciach zdradzieckiego czadu

Omal nie śmierć całej rodziny przy ulicy Bychawskiej

Kamienica Nr. 23 przy ulicy Bychawskiej stała się nocy wczorajszej terenem wypadku, który omal nie pociągnął za sobą życia kilku osób. W wyżej wspomnianej  k a m i e n i c y  zajmowała skromne mieszkanko rodzina Skoczylasów.

Nocy wczorajszej z powodu dużego mrozu po uprzedniem dobrem napaleniu pod kuchnią, został przedwcześnie zasunięty szyber. Czad w krótkim czasie zapełnił niewielką izbę, biorąc w swe zdradzieckie objęcia kilka śpiących osób. Na szczęście dla śpiących, do mieszkania wszedł jeden z członków rodziny, który był poza domem. Podniesiono alarm, otworzono okna oraz wezwano Pogotowie Ratunkowe, które po przybyciu udzieliło pomocy zaczadzonym domownikom. Na szczęście poza 60 letnią Emilją Skoczylas, którą Pogotowie odwiozło do szpitala Szarytek – reszta osób wyszła z objęć czadu bez większego szwanku.

Przy okazji należy zwrócić uwagę na karygodne lekceważenie sobie życia przez wiele ludzi, którzy zbyt wcześnie „dla oszczędności” zamykają szybry, powodując w ten sposób wiele ciężkich i tragicznych wypadków.


 Pan Walenty był „urżnięty”! Ciesielski Walenty, człek jeszcze nie stary, lecz zato nałogowy pijak, w dniu wczorajszym „urżnął się na całego”. Nic też dziwnego że będąc mocno pod „gazem” zapragnął zmierzyć swe siły z jakimś przeciwnikiem. Nieszczęście chciało że Pana Walenty natrafił na jakiegoś draba – który mu rozbił nos i posiniaczył pięściami twarz. Walczących rozpędził policjant. W pogotowiu opatrzono Ciesielskiego poczem powędrował on do komisarjatu na wytrzeźwienie.


Marianna Fiut ciągle kradnie węgiel. Pociągnięo do odpowiedzialności karnej Fiat [!] Marjannę, zam. Wolska 2, za kradzież węgla na szkodę P. K. P. Lublin.


Czyja koza? Majko Andrzej, zam. Betonowa 10, zameldował o przybłąkaniu się do niego kozy, maści białej niewiadomego właściciela, za którym zarządzono poszukiwania.

Ziemia Lubelska z 3 XII 1931 r. (Nr 328)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Człowiek to brzmi du… Żałosne…

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

O nowego gubernatora i jeńców przybyciu, iako też o Niemców okrucieństwach i wiatrakach

(j) Przyjazd nowego gubernatora. Wczoraj o godz. 1 z minutami przyjechał do Lublina nowomianowany gubernator, radca stanu Sterligow. Na stacji przyjmowali gubernatora przedstawiciele różnych instytucji rządowych.


(j) Jeńcy. Wczorajszej nocy przyprowadzono partyę jeńców austryackich, liczącą do 2000 ludzi; prócz tego w dniu przedwczorajszym przez stacyę Lublin przeszedł pociąg, wiozący dużą partyę jeńców niemieckich.


Okrucieństwo Niemców.

WARSZAWA (AP.) 30.XI W pewnej wsi w okolicach Brzezin Niemcy zamienili kościół na więzienie dla jeńców, których trzymali tam kilka dni. Pomimo kilkunastostopniowego mrozu zabrali im wszystkie ciepłe ubrania i pozostawili ich prawie w bieliźnie, morząc ich głodem i nie pozwalając ludności miejscowej dać im pożywienia. Gdy proboszcz miejscowy kupił dla nieszczęśliwych za 30 rb. chleba. Niemcy zarekwirowali ten chleb. Jeńcy skazani byli na śmierć głodową, od której uradowało ich wypędzenie Niemców.


Niemieckie wiatraki.

Korespondent „Utra Rossi” opisuje wypadek, jak kolonista Niemiec dawał sygnały swym ziomkom za pomocą wiatraka. Wojska rosyjskie zbliżały się do Turka w celu wypędzenia stamtąd Niemców i zachodziły im od tyłu. Nad ranem, już niedaleko miasteczka, nagle w przydrożnym wiatraku zatrzeszczały skrzydła. – Mimowoli zwróciliśmy na to uwagę – opowiada oficer.

– Patrzcie, patrzcie i drugi wiatrak jest w ruchu.

Rzeczywiście i następny wiatrak, odległy od pierwszego o jakieś dwie wiorsty, zaczął się kręcić.

Otoczono najbliższy młyn, skąd wyskoczył jakiś mężczyzna. Obejrzano wiatrak, ziarna nie było, nie pozostawało więc nic do mielenia.

– Dlaczego skrzydła się zakręciły?

– Chciałem zreperować wiatrak – odrzekł zdetonowany jegomość.

Zrewidowano go. W kieszeni znaleziono list adresowany do Wilhelma Hecha we Władysławowie. Okoliczni mieszkańcy Polacy opowiadali oficerom, że znają pana Hecha, gdyż już pięć lat tam mieszka; nic osobliwszego o nim powiedzieć nie mogli nad to, że lubi bardzo Niemców.

Głos Lubelski z 3 XII 1914 r. (Nr 55)

i-hate-facebook1

Post Navigation