Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the day “Grudzień 30, 2014”

Hau – Hau!

1Wielkie zawody ping-pongowe w Lublinie

Jak się dowiadujemy W. K. S. Unja zaprosiła na dzień 2 i 3 stycznia drużynę ping-pongową warszawskiej I. M. C. A., która w dniu 2 rozegra mecz z Unją a 3 stycznia z Reprezentacją Lublina. Zawody odbędą się w sali ośrodka w. f. przy ulicy Szpitalnej 12.


 Komunista skazany przez Lub. Sąd Okręgowy

na 6 lat ciężkiego więzienia

W dniu wczorajszym lubelski Sąd Okręgowy rozpatrywał sprawę karną przeciwko mieszkańcowi Lublina Edmundowi Jóźwiakowi zamieszkałemu przy ulicy Pochyłej Nr. 7 oskarżonemu z art. 102 K. K.

Akt oskarżenia zarzuca Jóźwiakowi utworzenie na terenie Lublina „Okręgowego Komitetu Komunistycznego”. Jako najbliżsi „współpracownicy” Jóźwiaka zatrzymani zostali Edmund Mazurkiewicz – Zamojska 11 i Dawid Mendelbaum – Kalinowszczyzna 7. Cała ta paczka komunistyczna poczęła rozwijać na tutejszym terenie ożywioną działalność wywrotową. Policja, która mając wiadomość o odbywanych przez komunistów zebraniach, pewnego dnia przyłapała ich i osadziła w więzieniu. Na skutek próśb komuniści zostali zwolnieni za kaucją. Jóźwiak został schwytany w Piotrkowie, natomiast Mazurkiewicz i Mendelbaum ukrywają się dotychczas przed okiem policji.

Jak już zaznaczyliśmy w dniu wczorajszym Sąd Okręgowy rozpatrywał sprawę Jóźwiaka. Po przesłuchaniu szeregu świadków oraz przemówień prokuratora i obrońców, Sąd wydał wyrok, mocą którego komunista Edmund Jóźwiak za działalność antypaństwową skazany został na 6 lat ciężkiego więzienia z pozbawieniem praw.


 Z TEATRU

Hau – Hau

Deszcz pada. Zima nie zima. Ludzie noszą futra, udają, że mróz. Martwota.

W Teatrze mniej więcej to samo. Na scenie kręcą się ludzie. Są ucharakteryzowani. Przypominają tych, co noszą futra, choć nie jest zimno. Niewiadomo dlaczego ci ludzie udają, że coś jest, choć niczego nie ma.

Pan Czarnowski jako doskonała siła aktorska zrobił wszystko co mógł.

Ale stoi on sam, beznadziejnie sam…

j. t.


Noc Sylwestrowa w S. U. P. Wzorem lat ubiegłych lubelskie koło S. U. P., organizuje w noc sylwestrową, dla członków i gości Zabawę Taneczną. Początek o godz. 10-ej. Bilety wejścia dla członków i pp. akademików po 2 zł., dla wprowadzonych gości po 3 zł. Bywalcy wesołych dancingów będą mieli możność przywitać Nowy Rok przy doborowej muzyce i smacznym oraz tanim bufecie.


Pobity. Szmul Kielman lat 14 zamieszkały przy ulicy Ruskiej 9 został w dniu wczorajszym rano pobity przez jakiegoś łobuziaka, który zadał mu ranę ciętą żelaznym drutem w prawe ramię. Poszkodowanemu pierwszej pomocy udzielił lekarz Pogotowia Ratunkowego.


Ukradli czy nie ukradli. W dn. 27 b. m. zameldowała dozorczyni domu Nr. 20 przy ul. Niecałej, że w mieszkaniu Frejta Zygmunta, zam. w tymże, nieobecnego z powodu wyjazdu na święta, nieznani sprawcy splądrowali takowe, lecz czy coś skradli, stwierdzić nie zdołała.


Rynka bez kaczek. Rynka Mikołaj, Dzierżawna 14, zameldował o kradzieży przez nieznanego sprawców z komórki 2 kaczek, wart. 10 zł

Ziemia Lubelska z 30 XII 1931 r. (Nr 352)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Patrzę przeto psu prosto w oczy…

1

KRONIKA

+ Spekulacje nafciane. (p) Od chwili wydania taksy obowiązującej na produkty pierwszej potrzeby, nafta z handlu zniknęła zupełnie. Sklepy specjalne z naftą, przeważnie należące do Żydów, pozmykano i nafty dla ogółu nie ma. Sprzedaje się jednak dobrze znajomym, pewnym osobom w mieszkaniu, po cenie, naturalnie, dużo wyższej od wyznaczonej w taksie. A jednak najwyższy czas nadszedł, aby sprawa oświetlenia została uregulowana, co nie jest połączone z niemożliwemi trudnościami.

Ziemia Lubelska z 30 XII 1914 r. (Nr 359)


Z MIASTA

(k) W sprawie nafty. Niektórzy pp. kupcy jak również drobni sklepikarze lubelscy nie chcą zupełnie sprzedawać nafty, odpowiadając wprost, że „nafty niema, a co mam – to dla siebie”. Policya podobno naftę taką ma konfiskować. Może więc taksa ostatnia wejdzie wreszcie praktycznie w życie, a nie będzie figurować jedynie na słupach i na rogach ulic, jak jej poprzedniczki.


(k) Śnieg. W tych dniach w Lublinie spadł dość obfity śnieg, dzięki jednak odwilży sanna nie utrzymała się. To samo dzieje się i na szosach podmiejskich: jedynie na t. zw. „polskich drogach” można jako tako użyć sani.


WOJNA.

Pewny sposób.

W „Daily Telegraph” czytamy:

„Osoby przybyłe z zajętej przez Niemców Ostendy, opowiadają iż Niemcy na dworcu miejscowym wywiesili tablice z napisem „Kales”. Wszyscy zachodzili w głowę, poco Niemcy przechrzcili w tak dziwaczny Wsposób tę miejscowość, przecież nazwa Ostendy trudnych do wymówienia dla Niemca zgłosek nie zawiera. Tajemnica wyjaśniła się później dzięki niedyskrecyi oficera niemieckiego. „Jak się okazało, zagadkowe „Kales” miało wyobrażać w niemieckiej pisowni francuskie „Calais”. Mistyfikacyi dokonali zaś Niemcy poto, by przybywający do Ostendy żołnierze byli pewni, iż znajdują się w twierdzy francuskiej, która – jak w nich w kraju wmawiano – dawno została przez armie Wilhelma zdobyta.


 Grzebanie umarłych.

Jedna z gazet francuskich podaje wstrząsające opowiadanie młodej dziewczyny z okolic Wogezów.

„Niemcy, wszedłszy do naszej wioski, nic nam złego nie czynili, i powtarzali często, że Francuski są o wiele ładniejsze od Niemek, że po wojnie będą się żenili z Francuskami. Pewnego wieczora a było to bo bitwie pod Garbenviller, podoficer obchodził wszystkie domy prosząc, aby kobiety pośpieszyły rannym z pomocą. Dużo z pomiędzy nas chętnie stawiło się na wezwanie. O godz. 11 w nocy oficer zaprowadził nas w głąb lasu, rozkazując zbierać zabitych i nosić ich do wykopanych już głębokich dołów. Noc była ciemna, nie pozwolono nam jednak zapalić przyniesionych ze sobą latarni, z oddali bowiem padały kule dział francuskich. Potykając się co chwila, prowadzone przez przewodników, stanęliśmy wreszcie na ziemi pokrytej trupami.

Widok był tak straszny, iż nie miałyśmy odwagi zabrać się do pracy, lecz popychane kolbami, musiałyśmy poddać się bez oporu. Jedna z nas brała trupa za ramiona druga za nogi i tak niosłyśmy go do dołu o kilkaset metrów odległego. Zadanie było okropne i bardzo uciążliwe. Padałyśmy ze znużenia a nie wolno nam było odpocząć. Gdy sił do noszenia zabrakło, wlokłyśmy trupy po ziemi, potykając się przewracając – nerwowy śmiech wstrząsał nieraz nami, mimo ohydy widoku wokół się roztaczającego, – same okrwawione, wyglądałyśmy strasznie przy tej pracy. Jedynym odpoczynkiem była chwila, gdy czekałyśmy na wykopanie nowych dołów dla pomieszczenia w nich zabitych. O godz. 6-ej rano ukończyłyśmy tę okropną pracę – pochowałyśmy 103 trupy!”.


 Pies – sanitaryusz.

Armia francuska posiada 150 psów, wytresowanych dla pełnienia służby sanitarnej w polu: odszukiwania rannych, przewożenia wózków z materyałem opatrunkowym etc. W „Tribune Geneve” znajdujemy opowiadanie rannego, malujące zmyślność czworonogich saniataryuszów.

„Leżałem ranny odłamem pocisku w ramię, kulą – w szczękę i cięciem pałasza w głowę. Nademną piętrzył się stos trupów. Myślałem, że ostatnia moja godzina nadeszła. Wtem czuję coś w rodzaju pieszczoty: otwieram oczy i widzę, że pies sanitarny liże moją twarz. Widziałem, iż psy nasze są tak tresowane, że dane im w zęby kepi odnoszą do posterunku sanitarnego i w ten sposób sygnalizują obecność rannego. Cóż, kiedy zgubiłem swoje kepi podczas ataku – zresztą nie mógłbym się nawet poruszyć. Patrzę przeto psu prosto w oczy i powtarzam: „piesku, kochany piesku, pobiegnij, sprowadź mi mych kolegów”. Powiedziałem to raz, drugi – i widzę, że pies, który się bacznie we mnie wpatrywał, zrozumiał. Szczeknął wesoło, jakgdyby mi chciał dodać otuchy, i pomknął, jak strzała. Nie upłynęło dziesięciu minut a zostałem wydobyty z pod trupów i opatrzony. Ogromnie się ucieszyłem…

„Niemniej jednak się cieszył i mój czworonogi zbawca, który z radości tak się kręcił, że nawet przeszkadzał przy opatrunku”.

Głos Lubelski z 30 XII 1914 r. (Nr 80)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation