Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the month “Listopad, 2016”

Nie będzie ciasteczek?!

stlty0mdkxmi1mb3rvlze2njeuanbn

Sto lat temu w Lublinie doszło do niewyobrażalnej w dzisiejszych czasach tragedii… Nawet obecnie, po tylu latach od tamtych pamiętnych wydarzeń, trudno jest mówić (i pisać też) o nich, nie ulegając emocjom. Wydarzenia te na zawsze zmieniły oblicze Lublina: miasto do tej pory kwitnące i przeżywające czasy niespotykanej prosperity stanęło na krawędzi zagłady… Dla wielu (jeśli nawet nie dla większości Lublinian) ich świat po prostu się skończył. Dla tych, którzy potem doszli do siebie – a wierzcie mi, nie było ich zbyt wielu – życie „po” było już jednak zupełnie innym życiem. Skończyły się czasy sielanki i beztroski. Wielu historyków twierdzi, że upadek Lublina rozpoczął się po wojnach przetaczających się w XVII wieku przez ziemie Rzeczpospolitej. Że to ci wszyscy Szwedzi, Kozacy, Tatarzy, Moskale i inne Polsce nieprzychylne nacje to nieszczęsne miasto do ruiny przywiedli. I że krótki epizod stanisławowskiej Komisji Dobrego Porządku, chcącej Lublin z upadku podźwignąć, na nic się zdał, bo zaraz potem znowu armie najeźdźcze, w te i nazad Polskę przebiegające, do dalszego zniszczenia biedne miasto przywiodły. Przez całe dziewiętnaste stulecie, z wolna, bardzo z wolna, dźwigał się Lublin z upadku, jak feniks z popiołów… w drugiej połowie stulecia… na początku nowego, dwudziestego już wieku… Ale wtedy wybuchła wojna… Wielka Wojna… i znowu… najpierw Rosjanie, potem Austryjacy… i znowu się Lublin pogrążył. Taka jest przynajmniej oficjalna wykładnia lubelskiej historii.

Prawda jest jednak mniej złożona i bardziej brutalna: to nie wojny doprowadziły to miasto do upadku…

…lecz konfiskata herbatników.

1

Mimo wszystko Lublin uniknął gorszego losu, jaki stał się udziałem wielu innych polskich miast, w których skonfiskowano także mleko i biszkopty…

P.S. Wiem, wiem… O Borze! (to taki las…)

Ziemia Lubelska z 1.XII.1916 r. (Nr 598)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Wywiad z krową

unnamed

Dzisiejszą rozmawiamy z bohaterką pamiętnych lubelskich wydarzeń sprzed lat osiemdziesięciu:

– Dzień dobry Pani!

– Muuu!

– Proszę przedstawić się naszym Czytelnikom!

– Muuu, muuu!

– A zatem jest Pani  krową…?

– Muuuuu!

– Ależ oczywiście: Krową, a nie krową… ja wcale nie chciałem Pani obrazić? Wybaczy mi Pani?

– Muuu!

– Jeszcze raz najmocniej przepraszam. Wracając zaś do naszej rozmowy: jak rozumiem, mieszkała Pani w Lublinie…

– …muuu, muuu, muuu.

– Wyjaśnijmy Czytelnikom nie znającym topografii Lublina, że Wieniawa to historyczna dzielnica Lublina, będąca niegdyś osobnym miasteczkiem. W czasie okupacji niemieckiej, przez Niemców całkowicie i doszczętnie zrównana z ziemią. Obecna Wieniawa…

– Muuu!

– Ma Pani całkowitą rację: to dzielnica niezbyt ciekawa – po starej Wieniawie tak naprawdę została tylko historyczna nazwa. Podsumowując – mieszkała sobie Pani spokojnie na Wieniawie, aż tu pewnego dnia… proszę powiedzieć, co się wtedy stało?

– Muuu, muuu, muuu, muuu, muuu, muuu…

– O Borze…

– Muuu?

– To taki las!

– Muuu!

– I nic nie zapowiadało tej tragedii? Żadnych dziwnych zachowań Pani gospodarzy…

– Mu!

12

I tak po prostu wysłali Panią na postronku, prowadzoną przez tego 12-letniego malca…

– Muuu, muuu…

– Tak, tak, Stasia Wójcika. Dobrze znała Pani tego chłopaka?

– Muuu, muuu…

– Ach tak, wypasał Panią na pobliskiej łące… A stosunki między wami były całkowicie poprawne?

– Muuu!

– Rozumiem: relacja wypasany – wypasający… Ale wtedy na Kalinowszczyźnie, mały Stasio mocno przez Panią ucierpiał…

Muuuuuuuuuu!

– … w końcu walczyła Pani o życie…

– Muuu, muuu, muuu…

– No tak, to tylko nieszczęśliwy wypadek….

– Muu… muuuuuuu… mu… mu… muuuuu!

– Ależ proszę nie płakać! Postaramy się przekazać Pani przeprosiny poszkodowanemu i jego rodzinie… chociaż może być to trudne…

– Mu?

– No tak, w końcu upłynęło już 80 lat i nie wiadomo, czy on… oni… jeszcze do tej pory… no wie Pani!

– Mu!

– Ależ oczywiście! Zrobimy wszystko, co w naszej mocy!

– Muuu…

– Nie ma za co! Proszę powiedzieć, jaki był finał tej dramatycznej ucieczki? W końcu wiemy tylko, że za krową…

–  Muuu!

– Ale to tylko cytat! My przecież zawsze dużą literą…

– Muuu…

– No nie gniewam się wcale… Wracajmy jednak do naszej rozmowy: za krową wszczęto poszukiwania… I co było dalej?

– Muuu, muuu….. mu!

– Rozumiem, rozumiem… zmyliły Panie pogoń i znalazły bezpieczne schronienie… Panie?! Chce Pani powiedzieć, że było Was więcej?

– Muuu….! Mu.

3

– Ach tak, pomogła Pani uciec koleżance z koloni Dębówka w gminie Konopnica…

– Muuuuuuuuuu!

– … i dwudziestu kolejnym koleżankom…

45

–  Muu!

– …oczywiście, że trzeba – cytując Panią – coś na szynkę włożyć…

– Muuuuu!

– Rozumiem. A proszę powiedzieć, gdzie Panie znalazłyście bezpieczne schronienie? W końcu ukrywacie się już z powodzeniem osiemdziesiąt lat…

– Muuu! Muuu!

– Ależ to oczywiście najzupełniej zrozumiałe, że nie możecie Panie zdradzać adresu…

– Muuu…

– Czyli jednak Lublin…

– Muuuuuuuuu…

– Ach! Często widuje Pani Pana Prezydenta…

– Muuuuu!

– Współczuję…

Głos Lubelski z 21.XI.1936 r. (Nr 319)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i ze strony http://blog.gdziezjesc.info/
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

 

 

Wy kroje!

Dzisiejsze wydanie „Kuriera” ucieszy niewątpliwie część naszych Czytelników, jako że mało będzie tu tekstu autorskiego. Wprawdzie nie przywróci to „Gabinetowi” tego jednego Czytelnika, który na Facebooku przestał nas lubić, ale może powstrzyma kolejnych… a bzdura! Niewielka ilość tekstu to efekt wyłącznie związany z tegotygodniową organizacją czasu, nie zaś wątpliwa próba budowania popularności „Gabinetu”. „Gabinet” był, jest i będzie! O Borze! (to taki las), O Borze! (to taki las),O Borze! (to taki las)!

A co dzisiaj? A dzisiaj dzień 18 listopada roku 1936 w Lublinie (jedynym takim mieście na świecie… (cokolwiek to znaczy))

„Express Lubelski i Wołyński” pisał tego dnia m.in. o zastrzeleniu w Kasynie Garnizonowym w Lublinie kelnera, sp. Władysława Olszaka:

2

„Express” podsumował również rok działalności pierwszego ogródka jordanowskiego w Lublinie.

1

Ta nadzwyczaj pożyteczna i miła instytucja zawitała również na łamy „Głosu Lubelskiego”:

3

Znikomą ilość tekstu chcemy dziś zrekompensować przynajmniej naszym Czytelniczkom, dołączając do każdego egzemplarza „Kuriera” gustowny żakiecik i czapeczkę (do samodzielnego montażu) Niech się dobrze nosi!

4

P.S. Nie zapomnieliśmy również o czytających Panach: dla Was moi drodzy – zupełnie gratis – niewspomniane w tym tekście dwa doniesienia o wypadkach i ogłoszenie pewnego lekarza…

Express Lubelski i Wołyński z 18.XI.1936 r. (Nr 321), Głos Lubelski z 18.XI.1936 r. (Nr 316)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

 

Obyś żył w… dzisiejszych czasach?

Dziewięćdziesiąt osiem lat temu Polska odzyskała niepodległość. Od tego czasu, rok w rok („z małymi” przerwami wynikłymi z różnych okupacji i reżimów) kolejne rocznice odzyskania są w Polsce świętowane. Nie inaczej było i w Lublinie osiemdziesiąt lat temu, o czym dowiedzieć można się z „Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego” z 11 listopada 1936 r. W tej sprawie Autor nie ma już nic więcej do dodania i odsyła Was do tekstu oryginalnego, zamieszczonego poniżej:

1

Tego samego dnia miało w Lublinie miejsce inne bardzo ważne wydarzenie. W kinie „Stylowy” odbyła się premiera…

2

 

Obyś żył w ciekawych czasach? Dzisiejszych czasach…? O mój Borze! (to taki las)

Wesołych Świąt!

Express Lubelski i Wołyński z 11.XI.1936 r. (Nr 314), Głos Lubelski z 11.XI.1936 r. (Nr 304)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Nie ręczę za obręcze!

PK 1936 nr 39

Przewodnik Katolicki 1936, nr 39

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Bajka o tym, jak Lublin chciał stać się naprawdę

fot_398_iv_0016

„Most żelbetowy” na Bystrzycy. Zdjęcie z wielkiej powodzi w roku 1947.

Gdybym był złośliwy (a nie jestem!, nie? jestem!, nie! jestem?, nie jestem?) zacząłbym ten tekst od wykrzyknięcia O Borze! (to taki las…), bo poruszany temat jest z gatunku tych drażliwie drażniących. Temat ten to Lublin. Dlaczego? Dlatego, że jak Coś człowiek kocha i mu na Tym Czymś zależy, to nie może przejść obojętnie obok faktu tego kochanego Czegoś rozdrapywania i marnowania przez różnych technokratów, krasnych stawian i innych szarlatanów.

Historia Lublina potoczyła się jakoś tak, że naprawdę znaczącym miastem przestał być w XVII wieku, wskutek licznych wojen trawiących ówczesną Rzeczpospolitą. Od tego czasu próbował się Kozi… Lublin (kozi to może być co najwyżej ser! (albo bobek…)) z tego upadku podnosić. Z różnym skutkiem się podnosił i – jak widzimy – raczej się z tego upadku podniósł (no przecież jest nieco lepiej niż np. w czasach saskich…).

Podnoszeniu się z upadku, towarzyszyły Lublinowi sny o potędze… No cóż, skoro powstać miał Lublin ze snu Leszka Czarnego, to takie mojego miasta marzenia senne nie są może niczym dziwnym. Gorzej jednak, gdy sny owe z marzeń przekształcają się w koszmary…

Takie jak ten ostatni, z którego obecnie Lublin obudzić się nie może… Ohady jakieś, metropolie śnią się…

1

Lubelskie ambicje bycia wielkim liczą sobie już z górą przeszło sto lat – wystarczy wspomnieć o planach Wielkiego Miasta Lublina z lat międzywojennych. Dziś jednak tym tematem nie będziemy się zajmować, sięgając jedynie po „Express Lubelski i Wołyński” z 4 listopada 1936 r., gdzie na ostatniej stronie znalazła się informacja o wielkim czteroletnim planie robót inwestycyjnych. Na inwestycje w latach 1937-194o przeznaczano łącznie 6,252,342 złotych – pieniądze te wyasygnowano dla Lublina w ramach wielkiego planu inwestycyjnego opracowanego na najbliższe cztery lata dla całego państwa. Środki przeznaczono głównie na inwestycje drogowe w postaci regulacji i wymiany nawierzchni poszczególnych ulic (szczegółowy wykaz w cytowanym artykule). Ponadto przewidziano wzniesienie dwóch mostów żelbetowych na Bystrzycy i Czerniejówce, a także przesklepienie rzeki Czerniejówki od ulicy Lubartowskiej do Siennej. Tego ostatniego nie dało się jednak zrobić za żadne pieniądze, z prozaicznego powodu: między Lubartowską a Sienną Czerniejówka nigdy nie płynęła. Płynęła zaś… Czechówka i to Czechówkę zaczęto przesklepiać w kolejnych latach. Ergo (czyli więc po polsku) w artykule pomylono ze sobą dwie rzeki.

I cóż można by jeszcze dodać? Większość zamierzeń inwestycyjnych udało się zrealizować: mosty na Bystrzycy i – z tego co pamiętam (ale poprawcie mnie, jeśli się mylę) na Czerniejówce wybudowano, Czechówkę przesklepiać zaczęto, choć dzieło to kończyli już Niemcy w czasach okupacji…

No i Niemcy właśnie sprawili, że tego czteroletniego planu inwestycji miejskiej w stu procentach w wolnej Polsce już nie zrealizowano.

A po wojnie? Od wojny minęło przecież już tyle lat, a Lublin wciąż śni swój sen srebrny o europejskim mieście. Słodkich snów, miasto me! Wszak sen – mara, Bóg – wiara…

P.S. Ceny odrobinę spadły…

Express Lubelski i Wołyński z 4.XI.1936 r. (Nr 302), Gazeta Lubelska z 30.X.1936 r. (Nr 517)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Post Navigation