Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the month “Marzec, 2016”

Krótki tekst ratunkowy czyli dyliżansem po zdrowie

1

W marcu roku 1936 zdarzyło się w Lublinie coś tak potwornie koszmarnego, że aż… w sumie, tak naprawdę, to nie wiemy co… Wiemy jedynie, że niejaki Rembkowski (imienia niestety historia nie przekazała potomności), słowem obraźliwym ranił ciężko pana Jabłońskiego. Dlaczego? Co nim powodowało? To właśnie owa wielka niewiadoma: sprawa musiała być poważna, a pan Jabłoński prawdopodobnie zażądał satysfakcji. Możliwe też, że zagroził wstąpieniem na drogę sądową. Rembkowski, ochłonąwszy, najwyraźniej zmitygował się, a zdając sobie sprawę z ewentualnych skutków swej zapalczywości, postanowił działać. Niestety nie wiemy jak wyglądały rozmowy pokojowe szanownych adwersarzy: wiadomo tylko tyle, że efektem stało się porozumienie: Rembkowski na wezwanie p. Jabłońskiego odwołał obraźliwe słowa. Ponadto przekazał 3 złote na Pogotowie Ratunkowe…

2…Pogotowie Ratunkowe, które było – zdaniem Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego – jedyną w mieście instytucją pracującą z tak wielkim poświęceniem dla dobra społeczeństwa. Pracę Pogotowia obrazowały nie tylko statystyki: jak sam już zapewne dostrzegłeś, Szanowny Czytelniku, codziennie w kronikach wypadków codziennych wszystkich pism, dostrzegamy stale powtarzający się zwrot „pierwszej pomocy udzieliło Pogotowie Ratunkowe”. Oczywiście, jak napisała gazeta, to tylko suchy zwrot, nie oddający nawet w części wielkiego wysiłku samarytańskiego, tej niezwykle pożytecznej instytucji. Niestety instytucja tak istotna dla całego Lublina, nie miała stałych źródeł finansowania swej działalności – dochody Pogotowia składały się ze składek nielicznych członków, wpływających – jak zauważył „Express” – dosyć nieregularnie oraz ofiar publicznych. Ale to było zbyt mało, nawet na skromne pensje personelu, pracującego bez przerwy całą dobę, nie mówiąc już o zakupie niezbędnych środków leczniczych i opatrunkowych. Tak finansowane Pogotowie, niejeden raz zetknęło się nawet z groźbą likwidacji! A jeśli chodzi o karetkę… o Borze! (to taki las): jaką znowu karetkę?! Zapewne w całej cywilizowanej Europie, w mieście posiadającym taką ilość ludności jak Lublin, niema konnej karetki Pogotowia Ratunkowego. A Lublin, miasto mające ambicje europejskie miał karetkę z konnym zaprzęgiem… W dodatku w stanie technicznym, w skrócie zwanym lada moment może rozlecieć się na kawałki. „Wandę” – jak Express nazwał konną karetkę – postanowiono zastąpić automobilem z prawdziwego zdarzenia, w tym celu powołując do życia komitet Zakupu Karetki Samochodowej i licząc na ofiarność społeczeństwa lubelskiego. Inicjatywa ze wszech miar słuszna i – zdaniem gazety – nikt nie powinien odmówić zadeklarowania ofiary bodaj najmniejszej, bodaj groszowej, ponieważ dając na karetkę Pogotowia nigdy się nie wie czy kiedyś nie odda nam ona usługi – nam, lub naszym najbliższym.

3I co z tego wynika? Że KOSMOS to prawdziwa muzyka!   

 

Express Lubelski i Wołyński z 22.III.1936 r. (Nr 82)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Oto, co w tym kraju spotyka małych, wstrętnych podglądaczy…

PK 1936 nr 31

Przewodnik Katolicki 1936, nr 31

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Kolejna szafa

POCZ_U_5732

Kościół św. Józefa w w Lublinie: dawniej po-karmelicki, obecnie znów karmelicki. Tak bardzo spodobał się Rawie Ruskiej, że aż chciała go sobie przywłaszczyć. Niedobra Rawa!

Jak napisać tekst o… Jak? Po prostu tak! Jest marzec roku 1916, Lublin, zmęczony wojną, okupacją i zimą,  z utęsknieniem wygląda nadchodzącej wiosny. Bo pragnieniu trawy i słońca, zaprawdę nigdy nie ma końca… Zbliża się właśnie dziewiętnasty dzień miesiąca: w kościele po-Karmelickim obchodzi się uroczystość odpustową ku czci św. Józefa. Najpierw, osiemnastego marca, odprawia się nieszpory o godzinie piątej po południu. W niedzielę odpustową msze święte o godzinie ósmej oraz dziewiątej i pół, uroczysta suma o godzinie 11. W czasie nieszporów konkluzyjnych o godzinie piątej kazanie głosi ks. Cyraski.

1            Józef  nie może jednak poczęstować gości imieninowym ciastem: w Lublinie panoszy się głód cukrowy. Wiadomo, olbrzymie braki w zaopatrzeniu, a jednak… w sklepach i hurtowniach, w drodze łaski i dobrej znajomości, cukier można otrzymać w cenie od 50 do 70 kopiejek za funt. Ale czy sytuacja rzeczywiście jest tak dramatyczna? Koła kupieckie zapewniają, że w kierunku Lublina zmierza kilkanaście wagonów cukru. To niewątpliwie dobra wiadomość, pod warunkiem oczywiście, że cukier trafi w ręce uczciwych sprzedawców, którzy – nadzorowani przez Komitety Ratunkowe i Wydział żywnościowy – będą go sprzedawać po cenach oznaczonych. W innym wypadku do głosu znów dojdzie lichwa cukrowa.

2            Okazuje się jednak, że Wydział Żywnościowy już sprzedaje cukier w wyznaczonych sklepach, do których dołącza właśnie sklep IV-go Lubelskiego Stowarzyszenia Spożywczego przy Namiestnikowskiej 48. Dzisiejszej soboty, deficytowy towar sprzedawany jest od godziny dziewiątej rano: na rodzinę przypadają dwa funty białego proszku. Kupujący nie zapominają o zabraniu ze sobą kart cukrowych, autor natomiast nie poddaje się dziwnej mani nazywania cukru białą śmiercią.

3            Sklep przy Namiestnikowskiej to nie jedyny sklep otwierający dziś swe podwoje w Lublinie: przy ulicy Bernardyńskiej 2, konfekcję damską i dziecięcą nabyć można w pracowni pod nazwą „Michalina i S-ka”. Informacja dla lękających się podstępów złego ducha: sklep jest już poświęcony. Poświęcił ks. Stodolski.

4            Nastrojów w mieście nie poprawia nowe zarządzenie C. i K. Komendanta Obwodu, podpułkownika Turnaua, na mocy którego – zarządzenia, nie podpułkownika Turnaua – rekwiruje się wszelkie rodzaje łoju. Zajęciu podlegają wszystkie zapasy surowca zmagazynowane u rzeźników, wytapiaczy łoju, handlarzy, mydlarzy i garbarzy. Wspomnieni mają również obowiązek meldowania Komendzie Obwodowej aktualnych stanów magazynowych łoju rzeczonego surowca. Kara grzywny i aresztu grozi wszystkim występującym przeciwko postanowieniom Komendy. Takiej samej karze podlegają również  ci wszyscy, którzy przyłapawszy bliźnich na łojowych nadużyciach, nie doniosą o tym władzom. Zaś ci, którzy doniosą, liczyć mogą na nagrodę – to prawda uniwersalna i ponadczasowa. Dobra, zmiana? Niekoniecznie: porządnych cwaniaczki łoją w każdym czasie i przy każdej sposobności… łoj!

5I do tego śledzie holenderskie pakowane w papier pakowy. Autor już nie może? Morze! O Borze (to taki las!) Toże… w zborze (to taki zbór)! Chodźta przez zboże, we wsi Moskal stoi!

O szafie „Głos Lubelski” z 18 marca 1916 r. nie napisał niczego…

6

Głos Lubelski z 18.III.1916 r. (Nr 76)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Andrzej. D**a z tego wyszła…

 

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

Stworzono w aplikacji Bitstrips

 

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Z pamiętnika piłkofuriata

PK 1936 nr 30

Przewodnik Katolicki 1936, nr 30

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Skradziono bieliznę…

1Wiktorowi Jankowskiemu (Narutowicza 34). Ponieważ za bieliznę Wiktor zapłacił 100 zł., był więc piątek 13 marca 1936 r. dla niego dniem pechowym. Pecha nie mieli natomiast Zygmunt Miechowski i Zdzisław Guz (Sieroca 1), bo nie chodzili głodni. A że głód zażegnali ciastem skradzionym Jakubowi Tulerowi (Lubartowska 28)… By nie skupiać się znowu wyłącznie na kradzieżach, odnotujmy tylko, że cytowany „Express Lubelski i Wołyński” sprzed 80 lat wspomniał m.in. o zaginięciu: dziesięcioletniego chłopczyka, dwóch kur, sześciu gołębi i roweru męskiego.

2345


Oraz skarbu żebraczki, co było już sprawą większej rangi, ponieważ „Express” poświęcił jej osobny artykuł (artykulik – mówiąc ściślej). Ryfce Szulmajster, żebraczce, skradziono 298 zł. z kuferka oddanego na przechowanie. Żebractwo okazuje się być więc całkiem intratnym zajęciem – dla porównania: pracownik umysłowy zarabiał w tym czasie od 160 do 300 zł, a wspomniany przed chwilą skradziony rower wart był 250 zł. Moi drodzy: wszyscy na ulicę!

6


Gazeta poświęciła swe łamy nie tylko sprawom kryminalnym: w krótkiej notce zaprezentowano Czytelnikom efekty pracy lubelskiej komisji sanitarnej. Sytuacja nie przedstawiała się zbyt dobrze, czego dowiadujemy się już w tytule: Brud i niechlujstwo. Smutne wyniki lustracji komisji sanitarnej w Lublinie. Komisja kontrolowała posesye kilkudziesięciu zakładów przemysłowych, handlowych i.t.p., stwierdzając brud i niechlujstwo w piętnastu jatkach, sześciu sklepach spożywczych i trzech sodówkach.

9


Przejdźmy do rzeczy mniej przyziemnych: oto wielkimi kroki zbliżał się dzień 19 marca, czyli corocznie obchodzone imieniny Marszałka Józefa Piłsudskiego. W roku 1936 Marszałka nie było już pomiędzy żyjącymi, dlatego też, w dzień Jego imienin, postanowiono uczcić w nastroju poważnym pamięć Tego, który Polskę wywiódł z niewoli i na drogi rozwoju mocarstwowego skierował. Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego postanowił, że nie będą urządzane akademje ani w szerszym zakresie obchody żałobne. Nie uczczono więc, w sposób uroczysty, nawet Tego, który niewątpliwie na wdzięczność i pamięć Narodu sobie zasłużył; co powiedzieliby nasi szlachetni Przodkowie, widząc, że obecnie chce się urządzać miesięcznice każdej (o Borze! – to taki las) pękniętej gumy!

7Tak, nie mylicie się: zgodnie z panującym obecnie klimatem na skanie powyżej zastosowano C E N Z U R Ę! To po to, żebyście nie mogli wszystkiego przeczytać…

Jedyną formą uczczenia pamięci Marszałka miało być przemówienie radiowe Pana Prezydenta Rzeczpospolitej (tak, byli wtedy Panowie Prezydenci) wygłoszone w dniu 18 marca. W związku z tym Komitet zwrócił się z prośbą do wszystkich posiadaczy głośników aby je tak umieścili by przemówienie Pana Prezydenta mogło być słyszane przez domowników ale i na ulicy. Przemówienie miało być utrwalone na stillu i dwukrotnie wyemitowane przez Polskie Radio w dniu 19 marca. W lubelskiej katedrze, na godzinę 10 zapowiedziano uroczyste nabożeństwo za spokój duszy Zmarłego Wodza Narodu, z udziałem władz państwowych i instytucyj. Władze wojskowe przygotowały ponadto przemarsz oddziałów wojskowych przed sztandarem w tak werbla. Jedyną melodią odegraną przez wojskową orkiestrę miał być Hymn Narodowy. Czasem to naprawdę wystarczy…

8

Express Lubelski i Wołyński z 13.III.1936 r. (Nr 73)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Gorzkie za taczką żale…

PK 1936 nr 29

Przewodnik Katolicki 1936, nr 29

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Co ciekawsze kradzieże…

8

I od razu wyjaśnienie: nie co ciekawsze, a wszystkie odnotowane przez „Głos Lubelski” z 4 marca 1936 r. – nie oszukujmy się: historia Lublina, nie ważne czy przed 100, 90, 80 czy 70 laty, to w dużej mierze historia kryminalna. Mała i duża. Co więcej, taka jest też Lublina teraźniejszość. A mglisty i deszczowy dzień, jak ten dzisiejszy, nie motywuje do pisania o rzeczach piękniejszych i wznioślejszych. Pozostają zatem wspomniane kradzieże.

12Ene, due… przejdźmy zatem do wyliczanki: Janowi Maksymowiczowi z Dzierżawnej skradziono komórkę… przepraszam, przepraszam: skradziono z komórki! Królika… najprawdopodobniej sprawcą był Szalony Kapelusznik z „Alicji w krainie czarów”. Henryk Jaroszewicz z Warszawy stracił natomiast książki religijne i różańce wartości 274 złotych: dewocjonalia te zniknęły z mieszkania przy ulicy Królewskiej w Lublinie. Złodziej (lub złodzieje) potrzebowali gdzieś schować te wszystkie różańce i dlatego też ukradli Wandzie Białkowskiej (z ul. Narutowicza) torebkę, w której znajdowało się 9 złotych i różne drobiazgi ogólnej wart. 35 zł. Nudna wyliczanka, nieprawdaż? Cóż, życie… Skoro wspomnieliśmy o bardzo pobożnym złodzieju, nie sposób nie wspomnieć też i o rabusiu-ogrodniku – jego łupem padły: fartuch ogrodniczy, nożyce do cięcia trawy i in. ogólnej wart. 22 zł, przedmioty te – jak również płaszcz letni – skradziono z ogrodu przy ulicy Narutowicza. Kto przechowuje płaszcz letni w ogrodzie?! Skalski Roman…

345Wyliczamy dalej: spragniony piwa Marian Szczuka z Dzierżawnej, w piwiarni przy Racławickiej, natknął się na, spragnionego jego portfela, Feliksa Gospodarka z Wieniawskiej. Josefowi Kurlenderowi, zamieszkałemu na Dawnej (od jak dawna, nie wiadomo) skradziono papierosy różnego gatunku na sumę 450 złotych. Kradzieży dokonano ze sklepu przy Cyruliczej.
W rejonie ulicy Szopena grasował natomiast… hydraulik-kryminalista! Stanisławowi Patkowskiemu zniknęła rura wodociągowa z nowobudującego się domu pod numerem 23, zaś Łukaszowi Kuryło, monterowi pracującemu na budowie pod numerem 21, nieznany sprawca podprowadził, oprócz rury wodociągowej, kwitariusz na dostawę piasku z jego pieczątkami i podpisem…

6O Borze! (to taki las) – wyliczać już zakończyć czas! No właśnie… czas. Niestety, z czasem też nie najlepiej: bo jak tu mierzyć czas bez zegara, dokładnie takiego figurkowego, który Władysław Celiński z Niecałej skradł Kazimierzowi Łukaszewiczowi z Wieniawskiej? Spać się człowiekowi chce od tego ciągłego wyliczania… o jaka fajna poduszka! Dobranoc Państwu!

7Rubinsztejn Sura Szajndla zam. przy ul. Lubartowskiej 29 złożyła zameldowanie o kradzieży poduszki wartości 20 zł. dokonanej z balkonu…

Głos Lubelski z 4.III.1936 r. (Nr 63)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Post Navigation