Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the category “O Wielki Parapecie!”

Dwa listy

Jaśnie Wielmożny Panie Premierze Rządu Jego Parapetowej Mości!

Zgodnie z obowiązującym zwyczajem i prawem od lat niezmiennym, przesyłam Waszej Miłości raport z podległej mej władzy kolonii. Jak co roku, czynimy to natychmiast po ustąpieniu śniegów – jak Wasza Miłość zapewne wie, tegoroczna zima odeszła od nas szybko: czy to doprawdy nie jest zdumiewającym, że u progu maja nie ma już dwudziestostopniowych mrozów i nie pokrywa nas dwumetrowa warstwa śniegu, tego puchu białego szaleństwa! Bogom niech będzie dzięki! Z radością donoszę, jak zawsze uprzejmie, że zimę żegnamy silni i potężni, jak chyba nigdy dotąd. Wszyscy poddani Króla Naszego, niech nam panuje jak najdłużej!, ochoczo podnoszą swe głowy ku życie dającemu słońcu. Wszyscy – bez wyjątku – ślemy Waszej Miłości korne nasze pozdrowienia i radosne wyrazy uznania! Wszyscy, jak tu rośniemy: Pivonnowie, Łubinowicze, Pierwi Wiosnkowie, Rosschodniccy, Marcinowie od Jesienni, jako też Wasz uniżony sługa Roy de Nick, gubernator królewski Obszarów Zaokiennych. Czy muszę dodawać, że strat żadnych Obszary nie odnotowały, a wszystko wskazuje iż rok bieżący wyjątkowo urodzajnem nastąp!

Niech żyje Król! Niech żyje Premier!

Roy de Nick, hrabia

 

Najmilszy Kuzynie, Czcigodny Tłustoszu!

Niechaj słońce obdarzy Cię wzmożoną fotosyntezą, a ciepłe powietrze obdarzy urodzajem owadów wszelakich (nigdy nie rozumiałem twojego upodobania do befsztyków z owadziny, ale skoro gustujesz w azocie ze zwierzyny… dzięki Bogom, nie zjadasz przynajmniej tak wielkich much, jako to zwykli czynić Kuzyni twoi – Mucho Łówkowie! Zawsze się zastanawiam, dlaczego nie możecie poprzestać na fotosyntezie…). Wracając jednak do meritum: cieszę się, że mogę zakomunikować Ci, że przeżyliśmy zimę. Cudem przetrwaliśmy te straszne mrozy i śniegi…A jak wiesz, zima trzymała nadzwyczaj długo: bo sam przyznaj – czy pamiętasz taki rok, żebyśmy na dwie niedziele przed majem, obawiać się musieli jej nawrotu. Paradoksalne okazać się może, że Ogrodnicy, którzy tradycyjnie grozili nam przymrozkami, dadzą nam ocieplenie… Zaiste dziwny to rok! Kwiecień mówisz, a żadnego kwiatu nie uświadczysz… Może tam u Was, w stolicy, jest inaczej: my jednak tutaj, w Obszarach, bardzo przygnębieni jesteśmy. Jak się nam udało przetrwać ten trudny czas, nie mam pojęcia. Ze stolicy żadnej pomocy, szczęśliwie w tym roku nikt chyba nie wymarzł, ale wszyscy mają w pamięci rok zeszły. „Ukochany” nasz Premier obwieścił sukces, jako też zapewne i teraz uczyni, sukces wręcz niebywały. Trudno się nam pogodzić z tym, że po Róży Krzaku Okazałym nie ogłoszono nawet żałoby? A Kalina, co się stało z Kaliną?! Wiesz co? Czasem mam po prostu dosyć tego wszystkiego? Na co mi to całe gubernatorowanie: więcej z tego szkody… człowiek walczy z tymi chwastami rok cały (o już podnoszą głowy Barwiący Na Żółto Swym Sokiem!), stara się jak może, i co? Wyrzuty, wymówki, nagany i nieroślinne traktowanie  I za co? I jaki w tym cel? Czy to się kiedyś skończy? Chętnie bym się gdzieś wyprowadził? To się wyprowadź? Roślino! Czy ty rozum postradałeś? Jak mam to zrobić? Jak mnie kto nie przesadzi… I dokąd pójdę… Przecież wiesz, że nie mam dokąd pójść… Ani do kogo… a poza tym po co miałbym iść do kogoś? Przecież nie jestem rośliną dwupienną. Człowiekiem też nie (tak, wiem: Człowiek to tylko legenda…). No więc po co miałbym gdzieś iść… Chociaż chciałbym mieć taką możliwość… No dobrze, kończę już bo znowu zaczynasz mnie denerwować. Tak, oczywiście, jeszcze napiszę!

Twój Kuzyn

Rojnik

P.S. Jan Min (wszyscy mówimy na niego Jaś), też chyba nie umarzł. Ale ziemiórka go tam wie, zawsze budzi się później i przychodzi na gotowe…

Memuary zielonej mary II

Wspominałem ostatnio o Cereusie i jego przedziwnych wymaganiach klimatycznych. Można by rzec – wysokogórskich. Ale to nie jedyna dziwna rzecz, jaką można powiedzieć o nim i o doniczce, którą zamieszkuje. W zasadzie to zamieszkują: Cereus bowiem dzieli swój pałac z Marginatusem Marginatusem. Tak, tak dobrze widzicie – nie dwoi Wam się w oczach. ON NAZYWA SIĘ DWUKROTNIE TAK SAMO! Albo chciałby, żebyśmy tak myśleli… Podobno jego prawdziwe imię to… MarginatoCEREUS! Nie wiem czy można wierzyć w te pogłoski, bo takie rzeczy powtarzają kaktusowie związani z rodem Mammilaria. A oni – jako kuliści, i kulę za kształt najdoskonalszy uważający – zrobią wszystko, by oczernić swych kolumnowych konkurentów (jakby za mało im było tych kwiatów, którymi kwitną, próbując w ten sposób wywyższać się nad innych). Tym niemniej, jak powiadają, w każdej plotce tkwi ziarno prawdy – i coś w tym musi być. Da się nawet pewne podobieństwo między Cereusem i Marginatusem dostrzec… kiedyś nawet byli tego samego wzrostu (ale to było zanim Cereus zaczął marzyć o rozrzedzonym powietrzu górnych warstw atmosfery). Podobno cereusowy pałac skrywa jeszcze inne tajemnice – w jego murach rozgrywały się różne tragedie: porwanie (lub jak chcą niektórzy morderstwo), grzybowa epidemia (lub według innych trucizna). Wszystko miało się zacząć pięć cykli temu… ale o tym w następnym wpisie, bo nawet doniczki mają uszy (a Cereus podobno wścibskich zauszników – nie do końca wiadomo, kto jest jego szpiegiem). No i mam gości, więc na dziś odkładam pisanie.

Memuary zielonej mary

Rok Trzeci, Dzień – powiedzmy -Trzeci?

Upał czterdzieści stopni. Żar leje się z nieba, a słońce zdaje się spalać na wiór całą rzeczywistość. Nareszcie pogoda jaką lubię – niestety tutaj gdzie mieszkam – i gdzie się też urodziłem – nie ma zbyt wielu takich dni jak dzisiejszy. Najczęściej mamy chłodną aurę tak  typową dla Parapetów. Ledwie 25 stopni. To jednak jeszcze nic w porównaniu z naszymi zimami. Podstawowa rzecz, że w krainie moich przodków zim nie ma po prostu wcale! Owszem deszcz wtedy pada i jest nieco chłodniej, w nocy zdarzają się mrozy, ale śniegu tam nie widziano! Wprawdzie Cereus z Forbsji, który pochodzi z wysokich gór Południowych, zwykł powiadać że nic nie umywa się do życia w rozrzedzonej atmosferze na wysokości kilku tysięcy metrów… ale bez przesady, nie przeniesiemy przecież stolicy w jakieś góry. Zresztą Cereus, odkąd mocno poszedł w górę stał się jakiś dziwny, by nie powiedzieć wyniosły i trzeba brać poprawkę na to co mówi. A w zimie to już w ogóle… staje się jakiś taki granatowy. Niech to zostanie między nami: ale on chyba postanowił osiągnąć wzrost taki, żeby stożkiem wzrostu sięgnąć tych swoich rozrzedzonych warstw atmosfery. Ech ci Peruwiańczycy… Ale my, mieszkańcy stolicy, lubimy taką pogodę jak ta dzisiejsza (na wysokości nad poziomem morza również jak ta dzisiejsza 🙂 )

Post Navigation