Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the month “Styczeń, 2015”

Czy złożyłeś już życzenia swojemu Panu Prezydentowi?

 

Kronika miejscowa.

Pan Prezydent z wizytą na Lubelszczyźnie w maju roku 1939.

Pan Prezydent Rzplitej z wizytą na Lubelszczyźnie w maju roku 1939.

Imieniny Prezydenta Rzeczypospolitej. W dniu 1 lutego przypadają imieniny P. Prezydenta Rzeczypospolitej. W związku z tym z inicjatywy Prezydjum Zarządu Miasta w dniu 1 lutego w kościele Katedralnym odprawiona zostanie uroczysta Msza św. na intencję Solenizanta. Tegoż dnia o godz. 12 ej w południe szkoły powszechne urządzaja w sali Teatru Obchód imienin P. Prezydenta. O godzinie 5-ej po poł. tegoż dnia Towarzystwo Naukowe K.U.L. urządza uroczystą akademję ku uczczeniu 30 lecia pracy naukowej prof. Mościckiego.


Czy to prawda? Komunikują nam czytelnicy, że dyrekcja Rzeźni Miejskiej do pobielania kotłów i wózków cyną zakontraktowała w swoim czasie… cyganów, jakby nie było rzemieślników polskich. Cyganie za tę robotę pobrać mieli około 800 zł., a wykonać mieli ja tak, że po paru tygodniach rzeźnia była zmuszona oddać powtórnie pobielenie tego wszystkiego rzemieślnikom miejscowym. O ile by to odpowiadało prawdzie, niezbyt pochlebnie by świadczyło o gospodarce w rzeźni. Nie mając możliwości sprawdzić – zapytujemy czy to prawda?

1

Ostrożnie z oszustką! Po domach chodzi młoda kobieta, w granatowem palcie i chustce podając się za Górnoślązaczkę, która jedzie z Równego do Katowic i nie ma pieniędzy na drogę. Aby wzbudzić litość, kobieta opowiada, że uległa jakiemuś wypadkowi i że leżała kilka dni w jednym ze szpitali lubelskich. Zbiera datki „na bilet”.

Wymieniona odwiedziła i naszą redakcję. Chcąc jej pomóc – skomunikowaliśmy się z Opieką Społeczną, gdzie nas poinformowano, że o ile leżała w szpitalu  – to szpital wyda jej bilet kolejowy za darmo. Ponieważ ofiara losu nie mogła podać w którym szpitalu leżała – połączyliśmy się z oboma szpitalami lubelskiemi, gdzie się okazało, że takiej pacjentki nie znają. Widząc że zostanie zdemaskowana – kobieta uciekła z redakcji.

Podaje się za Karolinę Czarodziejczyk lub Kołodziejczyk. Ostrzega się przed oszustką.

Kradzież w budce inwalidzkiej. Z kiosku inwalidzkiego przy ul. Szopena 15 skradziono w nocy pewną ilość bibułki „Aida”, kilka numerów „Kina”. Poszkodowany Stefan Nostkowski (Dziesiąta) oblicza swe straty na około 7 zł. Dochodzenie policyjne przeprowadzone w tej sprawie ustaliło, że kradzieży tej dokonał Czesław Orzodowski zam. przy ul. Krochmalnej 15.


Codzienne kradzieże. Karolowi Małkowi ul. Łęczyńska 22, skradziono z podwórka pewną ilość nowych desek.

– Surze Goldsztajn zam. przy ul. Bernardyńskiej 6, skradziono z balkonu 2 poduszki wartości około 30 złotych.

– Edwardowi Małkowskiemu zam. przy ul. Grodzkiej 16, skradziono z mieszkania różne artykuły spożywcze i inne przedmioty domowego użytku łącznej wartości 40 zł.

Głos Lubelski z 31 I 1935 r. (Nr 31)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Magistrat – za drogo. Wciąż kradną. Dyskretny powrót bielizny.

2

Magistrat czyści kominy

i bierze za to dwa razy drożej, niż robiliby

wykwalifikowani rzemieślnicy

 

LUBLIN 29.1. W środę odbędzie się w Starostwie Grodzkim konferencja w sprawie wycieru kominów w Lublinie, mająca na celu rewizję opłat kominiarskich.

Koncesję na proceder kominiarski w Lublinie ma Zarząd Miasta i wykonuje ją ku ogólnemu niezadowoleniu zainteresowanych.

Taryfa pobierana przez miasto za wycier kominów jest tak wysoka i droga, że organizacje właścicieli nieruchomości domagają się, aby koncesja ta została oddana w ręce prywatne. Wystarczy powiedzieć, że prywatni majstrowie kominiarscy, fachowi rzemieślnicy cechowi, chcą się podjąć wycieru za cenę od 43 do 50 proc. niższą.

W tym stanie rzeczy pobieranie nadmiernych opłat przez magistrat jest właściwie jeszcze jednym, zamaskowanym podatkiem miejskim, obciążającym płatników. Zaradzićby można temu tylko w ten sposób, aby na przyszłość wycier kominów w Lublinie oddawany był w drodze przetargu oferentowi, który złoży najniższą co do cen ofertę. Do przetargu należałoby oczywiście dopuszczać wyłącznie fachowców, dających pełne gwarancje znajomości kominiarskiego rzemiosła, mogących się wylegitymować np. dyplomem mistrzowskim. Nie wątpimy, że przy tym systemie haracz płacony przez ludność miasta za wycier kominów zmniejszyłby się o połowę, a prace kominiarskie byłyby wykonywane jeśli nie lepiej, to z pewnością nie gorzej.

Mamy nadzieję, że Starostwo Grodzkie, które wykazało dużo stanowczości w akcji obniżenia cen, pójdzie i obecnie po linji ukrócenia apetytów magistratu i zlikwiduje ten szkodliwy przywilej pobierania tak nadmiernych cen za czyszczenie kominów.


1

Buchalter zabrał księgi banku. Do policji zgłosił się Bencjan Fran zam. ul. Staszica 7 i złozył zameldowanie, że Josef Goldryng zam. przy ul. S to Duskiej  22 przywłaszczył sobie księgi buchalteryjne b. Banku Spółdzielczego ul. S to Duska 22, wartości około 200 złotych.


Pod kołami samochodu. Na ul. 1 Maja samochód osobowy prowadzony przez szofera Winnickiego najechał na 40 letnią Helenę Jankowską, zam. 1-go Maja 39. Nieszczęśliwa doznała ciężkich obrażeń ciała i w stanie b. groźnym przewieziona została do szpitala.


Wypadek na ślizgawce. W czasie ślizgania się po lodzie przy ul. Siennej upadł i uległ złamaniu prawej nogi 13 letni Abram Tenenbaum zam. przy ul. Ruskiej 4. Nieszczęśliwemu pomocy udzieliło pogotowie ratunkowe, przewożąc go następnie do szpitala.


Codzienne kradzieże. Antoniemu Mazurkowi ul. Podlaska 18, skradziono z niezamkniętej komórki świnię wartości około 20 złotych.

– Janinie Surackiej, zam. przy ul. Junoszy 3, skradziono ze strychu bieliznę wartości około 30 zł.

– Antoninie Prus zam. przy ul. Wapiennej 7, na Bronowicach skradziono w nocy z kurnika 6 kur i 1 koguta wartości 14 zł.

Głos Lubelski z 30 I 1935 r. (Nr 30)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Och…?

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

i-hate-facebook1

Polub Gabinet na Facebooku!

Urzędnik jakkolwiek bądź, daleki jeszcze od dobrobytu…

= Fortuna variabilis… (e) Urzędnik państwowy w czasie inflacji był przedmiotem ogólnego współczucia z racji swego nędznego uposażenia, oraz z przyczyny wzrastającej z dnia na dzień drożyzny. Ideałem jego był wówczas sklepikarz, którego stać było na wszystko, co przeciętnemu człekowi do szczęścia potrzeba i którego majątek bynajmniej się nie uszczuplał. Dziś role się zmieniły. Urzędnik jakkolwiek bądź, daleki jeszcze od dobrobytu, ma jednak możność związania końca z końcem i pracy w spokoju. Jakże nieszczęsnym jest wobec niego kupiec detaliczny, któremu wciąż protestują weksle, a towary pokrywa pleśń zapomnienia. Różnica widoczna nawet na obrazkach z życia codziennego. Urzędnik pragnie np. rozmienić 50 zł. (przy końcu miesiąca!), wpada do kiosku z gazetami bierze jedną płaci…

„Niestety, nie mam wydać – odpowiada sklepowa – to pan mi później ureguluje”. „Gorzej” – pomyślał sobie i wstąpił po drodze do cukierni. „Proszę dziesięć pączków.” Po wyliczeniu i zapakowaniu ta sama historia – „to pan mi później zapłaci” – No, no, ciekawe – pomyślał i wstąpił do znajomego masarza. „Proszę kilo słoniny”… – zwinnie odważono, szarmancko zapakowano i położono na ladzie… „Mam cię” – pomyślał urzędnik, ale tym razem omylił się z kretesem. – „Co pięćdziesiąt złotych?… nie mam reszty”… i w tym samym momencie słonina powędrowała pod ladę. Podwójnie charakterystyczne? n’est ce pas?


FOT

= Strzały w śródmieściu (w.) W dniu onegdajszym , w godzinach wieczorowych posterunkowy służby śledczej zatrzymał koniokrada Kazimierza Kowalczyka, którego chciał przeprowadzić do Ekspozytury śledczej. Kiedy obaj znaleźli się na ul. Górnej i zmierzali ku Namiestnikowskiej, koniokrad począł uciekać w kierunku ulicy Dolnej Panny Marji. Pomimo kilkakrotnych wezwań o zatrzymania się ze strony goniącego wywiadowcy, Kowalczyk kontynuował ucieczkę, wobec czego wywiadowca zmuszony był użyć broni palnej, z której dał do uciekającego dwa strzały. Z powodu jednak panujących ciemności strzały chybiły, a koniokrad zbiegł w kierunku pobliskich łąk. Poszukiwanie i pościg za nim zarządzono.


= Niepotrzebne stosy. (w.) Tuż obok gmachu mieszczącego biuro Komendy Policji Powiatowej, przy ul. Zielonej, przed jedną z kamienic piętrzą się spore  już stosy śmiecia, odpadków, zrąbanego lodu z rynsztoków, które przy dość wysokiej jak na zimę temperaturze wydają z siebie cuchnącą niezbyt dla powonienia przyjemną woń. Stosy owe rosną z dnia na dzień, zwiększa się zatem i przykry odór. Czyżby zapomniano już o tem, że ulica Zielona bądź co bądź znajduje się w śródmieściu? A zresztą, czy dopuszczalnem jest, by śmiecie te i odpadki stały po kilka dni i nie były w odpowiednie miejsca usuwane z ulicy? Niechby się więc usunięciem ich coprędzej zajęli pp. dozorcy, bowiem pierwszego lepszego dnia może ich spotkać niespodzinaka w postaci protokułu sporządzonego przez przypadkowo spostrzegawczego policjanta.

Głos Lubelski z 29 I 1925 r. (Nr 29)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Telefon w łóżku lub pod? Nie radzimy!

POCZ_SASKI

(h) Saneczki. Niema w tym roku tańcujących herbatek, „wieczorków z pączkami” – maskarada – redut etc., więc… pozazdroszczono dzieciom , i kto żyw, a ma ochotę, pędzi do Saskiego ogrodu na „tor” z saneczkami… Od dni kilku „tor” cieszy się wielkiem powodzeniem. Nietylko młodzież szkolna, dzieci, lecz i dorośli czują się tu doskonale!- Trzeba widzieć te rozbawione twarze. Tam jakiś „kolega” wysokim dyszkantem wykrzykuje: „Ja nie chcę jechać z tym dryblasem on mię jeszcze wywróci!”…

Tu znów „starszy sztubak” namawia koleżankę by pojechali razem…

– Kiedy ja się z panem boję – pan jeszcze tak kiepsko jeździ – odpowiada żywo „koleżanka” – bo ma ochotę przejechać się z innym.

To znów miła mamusia wiezie swoją „pociechę” rozpromienioną. Owdzie młodzieniec ubrany po sportowemu z tyumfem spoziera na „publiczność” na boku stojącą, gdyż zdaje mu się, że jest tu „primusem”.

Tam słychać energiczne „Z toru” potem trzask łamanych saneczek i inny młodzieniec (ten przyodziany w modny garnitur) uprząta złamane saneczki oraz dwie pasażerki na które najechano…

Słychać wybuchy śmiechu. Ochoczą jest ta zabawa na świeżem powietrzu, zdrową, hygieniczną – cóż kiedy „tor” niebardzo wygodny i nie falisty jak być powinien.


(r) Kradzież gałek. W miejscowym oddziale Banku Handlowego przy ul. Kapucyńskiej skradziono ze schodów kilkadziesiąt gałek mosiężnych. Policja śledcza ujęła złodziei, którymi są Szczepan Wrona l. 18 i Michał Wadel l. [?]


1

Z Kinematografów.

Z „Louvru”. W bioskopie „Louvre” już tylko dziś i jutro będzie demonstrowany dramat „Mazepa” według poematu Juliusza Słowackiego. Obraz ten zasługuje ze wszech miar na zobaczenie. Pan Kubicki, właściciel „Louvru” nie licząc się z ogromnemi kosztami, jakie pociągnęło za soboą sprowadzenie tego arcydzieła kinematograficznego dał nam możność podziwiania na ekranie jedną z pereł naszej literatury dramatycznej. Całość przestawia się imponująco i robi na widzu wrażenie, a i techniczna strona obrazu nic nie pozostawia do życzenia: niema tak pospolitych drgań, a odznacza się nadzwyczajną jasnością i plastyką.


Ukryty telefon.

– Było to w S. opowiadał żołnierz, nagrodzony krzyżem św. Jerzego za wykrycie ukrytego telefonu niemieckiego. Wysłano mnie na widetę. Przechodząc przez miasteczko, wstępujemy do piekarni, azeby kupić parę bułek. Stukamy do drzwi… Milczenie. Żadnej odpowiedzi… W tejże chwili zbliża się do nas chłopiec 13 – 14 letni i mówi po polsku.

– Nie stukajcie napróżno… nie otworzą wam… Gdy tylko zobaczą żołnierzy, zaraz zamykają się i nie wychodzą zupełnie… Tak jakby się obawiali czego.

Ostatnie słowa chłopca dały nam dużo do myślenia, coś mi w duszy szepnęło, ze dostać się do wewnątrz tego domu jest naszym obowiązkiem.

– Czekajcie… Ja zastukam… Mnie może otworzą – zaproponował chłopiec…

Stanęliśmy z boku… Chłopiec zastukał lekko i dyskretnie, a po chwili za drzwiami rozległy sie jakies szmery i pytanie:

– Kto tam?

– Wpuśćcie, to ja… Mama po bułki przysyła…

Zgrzytnął klucz w zamku i z za ostrożnie uchylonych drzwi wysunęła się jakaś ruda czupryna. Było to już sprawą jednej minuty dostać się wewnątrz. W sionce stał przed nami brudny jak łachman człowiek i patrzył z podełba, ponuro, przyczem nie był wstanie ukryć lekkiego drżenia. Rozpoczęliśmy rewizję. W pierwszej izbie sypialni, wzruszony i trwoga widoczną przejęty piekarz, usiadł na łóżku i odczułem, że chce od tego łóżka odwrócić naszą uwagę. Kazałem mu wstać… udał ze nie słyszy, a gdy go przemocą ściągnąłem, bronił sie tak wściekle, że aż mnie ugryzł w rękę.

Musiałem uderzeniem kolby ogłuszyć go i już bez przeszkody obejrzeliśmy owe tajemnicze łóżko, pod którem znaleźliśmy aparat telefoniczny. Chłopiec, który nas tu wprowadził ostrzegł wówczas, że w piwnicy jest więcej Niemców. Istotnie znaleźliśmy tam żołnierza niemieckiego.

Po przecięciu przewodu telefonicznych obu szpiegów niemieckich, piekarza i żołnierza, odprowadziliśmy do naszej kompanii.


R o c z n i k   „Głosu Lubelskiego” kupię w zupełnie dobrym stanie. Oferty w Administr. „Głosu”.

Głos Lubelski z 28 I 1915 r. (Nr 28)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1  Polub Gabinet na Facebooku!

Pomarańczowy Dodatek Ilustrowany. Nr 2

pomppm

Ceny pomarańcz

uległy zmianom

WARSZAWA, 26. 1 (tel. wł.) Agencja „Press” donosi, że cena pomarańcz hiszpańskich 1 zł. 30 gr. za kilo nie została definitywnie ustalona.

W ministerstwie Przemysłu i Handlu odbyła się konferencja, na której zostały ustalone następujące ceny: Za kilo pomarańcz hiszpańskich 1 gatunku 1 zł. 76 groszy, za kilo 2 gatunku 1 zł. 55  i z kilo 3 gatunku 1 zł. 27 grosze.

Za kilo pomarańcz włoskich ustalono cenę 2 zł. 29 gr., za kilo palestyńskich 1 zł. 77 gr. Ceny te zostały ustalone narazie tylko dla Warszawy.

Głos Lubelski z 27 I 1935 r. (Nr 27)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

SZOK! Przed wojną dziennikarze znali język polski!

1

= O czystość języka. (e) W mieście naszem i okolicy w ostatnich czasach ajenci T-wa Okręgowego p. t. T-wa Okręgowego [Okrętowego – przyp. Red] p. t. „United States Line” rozrzucili w obfitej ilości ulotki reklamowe z portretami okrętów T-wa, szczegółowym opisem wygód i komfortu, jakich podróżującym dostarczają oraz z szeregiem listów dziękczynnych, którzy przyjemności podróży na okrętach wspomnianego T-wa doświadczyli. Język polski, w jakim ulotki wydrukowano, jest tak okropnie okaleczony, że w wielu miejscach trudno się w nim dopatrzeć polszczyzny. Rozpowszechniane tak okaleczonego języka w druku winno być kategorycznie zabronione, a osoby rozpowszechniające podobne do przytoczonych ulotki, bez wiadomości władz, winny być pociągane do odpowiedzialności. Oto niektóre wyrażenia z przytaczanej ulotki reklamowej: „wieński chleb”, „gotowane kartofli”, „rosół mięsowy”, „chrzanny sos”, „dobieran, chłodnę cięcle” i t. p. Jest to t. zw. „Przykładna karta jedzenia” na wspomnianych okrętach – sporządzono ją stosunkowo jeszcze najczyściej po polsku (!)…


= Plac Łokietka oczyszczony (w.) Przed kilku dniami pisaliśmy o niesłychanych harcach, jakie przez cały dzień i długie wieczory wyprawiają na placu Łokietka grupy wyrostków. Jak zdołaliśmy onegdaj zauważyć energiczna interwencja policjanta służbowego ukróciła nieco swawolę niedorostków, a mieszkańcy okolicznych posesji z ulgą odetchnęli. Trzeba jednak, aby ta energia uwidaczniała się zawsze, a z pewnością plac Łokietka będzie z łobuzującej młodzieży oczyszczony.


= Omal nie katastrofa (z). W dniu onegdajszym około godz. 1 ej w południe byliśmy świadkami zderzenia autobusu z jadącą bryczką, jakie miało miejsce na ul. Krakowsk.-Przedmieście róg Szopena, a które tylko dzięki przytomności umysłu szofera – nie skończyło się tragicznie. Autobus wracający od strony Uniwersytetu, na rogu ul. Szopena najechał na bryczkę zaprzężoną w parę koni, która skręcała w bok. Szofer momentalnie zatrzymał maszynę, tak że skutki zderzenia są minimalne. U bryczki złamał się dyszel, zaś u samochodu nastąpiło lekkie uszkodzenie karoserji. Szofer twierdzi, iż dawał sygnały ostrzegawcze, a więc winę ponosi nieuważny woźnica. Na miejscu wypadku pojawiła się policja, która spisała o całym zajściu protokół. Podczas „katastrofy” utworzyło się liczne zbiegowisko ciekawych komentując sobie w różny sposób przyczynę wypadku.


= Wypadek w teatrze wojskowym (z). W dniu onegdajszym, o godzinie 10 ej wieczorem w teatrze wojskowym (za rogatką warszawską) zdarzył się nieszczęśliwy wypadek podczas zabawy tanecznej. Oto jedna z tancerek, niejaka Kazimiera Jarmułówna lat 19 zamieszkała Krak. Przedmieście Nr 6 upadła tak nieszczęśliwie, iż uległa złamaniu lewej nogi. Wezwano telefonicznie Pogotowie Ratunkowe po udzieleniu poszkodowanej pierwszej pomocy lekarskiej, przewiozło ją na kurację do szpitala P. P. Szarytek.


Do kogo to należy?

Cały Lublin zarówno w rannych, jak i popołudniowych godzinach tonie w tumanach smrodliwej, brudnej kurzawy.

To dozorcy zamiatają ulice nie skropiwszy je uprzednio wodą. Są przepisy policyjne, które zabraniają w ten sposób zamiatać ulice, nakazując trotuary i ulice przed zamieceniem zlewać wodą, – stosują je dozorcy, ale latem, w zimie widocznie uważają za zbędne.

Pomijamy już fakt, że zamiatanie „na sucho” ulic i trotuarów jest pracą syzyfową, bowiem kurz unosi się na wysokość piętra, poczem osiada na nowo, aleć od paru dni zamieniono Lublin w wielką hodownię bakcylów i rozsadników wszelkich zarazków. Czyż zaś nie należy mieć względu dla potrzeby mieszkańców, wyrażającej się w możności przejścia przez miasto, – obecnie jest to połączone z zakurzeniem się i ubrudzeniem od stóp do głów i z ostrym bólem głowy. Do kogo to należy, żeby z tem zrobić porządek?

X.

Głos Lubelski z 27 I 1925 r. (Nr 27)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Pomarańczowy Dodatek Ilustrowany. Nr 1

pomppm

Więcej pomarańcz

niż kartofli

Łódź. 25. 1

Przez kilka dni na łódzkim rynku pomarańczowym panował chaos cen wywołany niedostateczną podażą. Jak wynika ze statystyki, Łódź spożyła w ciągu ostatniego tygodnia siedem wagonów pomarańcz, czyli znacznie więcej, niż kartofli.

Władze kontrolują transporty nadchodzące z Gdyni, oraz zażądały od hurtowników spisów sprzedawców, by w ten sposób mieć skuteczniejszy nadzór nad sprzedażą. Dzięki temu można było prawie wszędzie otrzymać pomarańcze w cenie zł. 1.30 za kilkogram.

Łódzcy bezrobotni nie mają tyle kartofli, ile łódzkie żydy mogą się najeść pomarańcz. Znak czasu.

Głos Lubelski z 26 I 1935 r. (Nr 26)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

…ale deszcz mniej boli…

Odszedł Demis Roussos…znany głownie jako solista. W mojej Muzyce zajmuje jednak poczesne miejsce jako współzałożyciel artrockowej grupy Aphrodite’s Child, w której występował razem z Vangelisem Papathanassiou (światu znany jako Vangelis) i Lucasem Siderasem. Zespół działał w latach 1968 – 1970.

Trudno było mi zdecydować, którą wersją „Rain And Tears” zaprezentować, dlatego zamieszczamy obydwie. Pierwsza to oryginalne nagranie telewizyjne z epoki:

Tutaj natomiast wersja ze słowami an(g)ielskimi ;):

W Sieci, bez większego trudu, odnajdziecie wiele innych wykonań tej piosenki, jako że Roussos wykonywał ją w czasie swej długoletniej kariery solowej wielokrotnie… Jednak to właśnie wersja pierwotna i oryginalna jest w Gabinecie kanoniczną… Poniżej polskie tłumaczenie tekstu, zaczerpnięte ze strony tekstowo.pl – jeśli będzie takie zapotrzebowanie, opublikujemy własne, Gabinetowe tłumaczenie Łez i deszczu…:

 

Deszcz i łzy

Deszcz i łzy są podobne
Ale w słońcu grasz
Kiedy płaczesz w zimie
Możesz udawać
Że to tylko deszcz
Wielokrotnie widziałem
Łzy płynące z Twoich niebieskich oczu

Deszcz i łzy w słońcu
Ale w Twoim sercu
Grasz
Daj mi odpowiedz miłości
Potrzebuje odpowiedzi miłości

Deszcz i łzy w słońcu
Ale w Twoim sercu
Czujesz fale tęczy

Deszczu lub łez
Również unikam
Ale w moim sercu
Nigdy nie będzie słońca

Deszcz i łzy
Są podobne
Ale w słońcu masz grać


Teledyski się nie odtwarzają?
NAPISZ!
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Memu miastu na do widzenia…

1

Słowa o Lublinie – dawnem mieście

O duszy starych miast

Kroki błądzące w murach Wilna, Lublina czy Krakowa, wszystko jedno zima to, lato lub jesień złotolistna, powolne są, jak zmiany pór roku. Bo czy podobna szybkiemi stopami przemierzać wąziutkie chodniki zaułków, przy których dom patrzy domowi przeciwległemu zbliska w twarz, gdzie arki klamrami spinają mur z murem, gdzie szkarpa się wysuwa na chodnik pochyła, wysoka, niby noga olbrzyma w dostojnej pozie zastygłego.

Powolność, spokój, echo niepowrotności czasów sprawiają, że po starem mieście chodzimy cicho, poważnie. A chodząc tak, przystając, na piętra, załomy, cienie, napisy patrząc, ani wiemy kiedy i jak zaczyna do nas mówić dusza starych kątów. Słuchajmy.

Mury lubelskie

Przy kościołach, cmentarzach jakże wabią oko stare ogrodzenia murowane. To przy kościele Ewangielickim, niziutkie, tu wyższe, tam niższe, nierówne jak szereg rekrutów, zamglone cieniem starych kasztanów, liczy sobie lat sto kilkadziesiąt.

A mury Misjonarskie od ulicy tejże nazwy, również asymetryczne, tylko bardziej okazałe, zdobią niepozorną ulicę niebywale.

Ci, którzy przechodzą obok cerkwi ulicą Ruską mijają obojętnie jej ogrodzenie murowane i piękny w nim murowany występ, zdobiony geometrycznym fryzem. Któż pamięta, że ten występ to dawna furta z czasów, gdy jeszcze ulica przebiegała o 3 łokcie niżej.

A dalej jeszcze, ku Kalinowszczyźnie, w odwiecznym murze kirkuta ileż uroku. Linją kapryśnie łamaną, jak ramię, otacza on wzgórze ciężkie od wielkich drzew i masywnych głazów grobowych, które czas odchylił od pionu ku starości. Powierzchnia odwiecznych cegieł szara i chropawa, ukosy wsporników, romantyczne latarnie gazowe bez szyb i świateł, nawskroś przebijane przez wiatr – ileż mają uroku. Nie mijajmy ich obojętnie.

Rzeczy, których już nie ma

Odbudować w wyobraźni rzeczy, których już nie ma i dopełnić niemi obraz rzeczywistości – to piękne zadanie. Spróbujmy.

Gdzie ulica Rybna krzyżuje się z Grodzką, była ongiś arkada pod dwupiętrowym domem. Tamtędy, w cieniu łukowatego sklepienia wchodziło się na Rybną alias Menniczą. Bezmyślność czyjaś obdarła Lublin z tego pięknego motywu architektonicznego.

Znamy wszyscy zachwycające kościoły drewniane (Rabka, Sękowa), ale mało kto wie, że pod Lublinem, jeszcze w końcu XVIII wieku, na polach między Czechówką, a Czwartkiem stała taka właśnie urocza drewniana budowla jak to w piosence: „kosciółek z descułek, a dzwonnica z tarcic…” Być może, że znajdował się on na gruntach zwanych Lemszczyzna, w pobliżu samotnego pomnika „Szwedzkiego”.

Ongi, plac pochyły za kościołem św. Ducha zajmowały szpital i cmentarz szpitalny, a dalej nieco, w nimbie grozy i złej sławy jarzyły się po nocach wąskie okienka domu, który zamieszkiwał mistrz, kat miejski.

A teraz…?

Drobiazgi

Garść piasku rzuć na wiatr – zagra kolorami. Piach rozsypie się, a każda jego drobinka inna, odmienną naznaczona barwą. Wspominki drobne o dawnych rzeczach, niech rozpadną się sypką tęczą jak piasku garść. Więc:

…Znana kamienica Sobieskich w Rynku ma teraz tylko 2 piętra. Drugie dwa górne rozebrano w czasach Królestwa Kongresowego.

…Wielka ilość starych budowli zmurowana jest z opoki, lub z cegły zmieszanej z opoką. Łatwo to sprawdzić na walącem się domostwie obok wieży Grodzkiej.

…Sierpiński pisze w r. 1839: nie słychać dzwonków zimowych jak w Warszawie i innych miastach stołecznych; dotąd bowiem ani jednej publicznej dorożki miasto nie posiada”.

…Ulice przemianowano. Nie tak się za wieku starego nazywały: Dzisiejsza Bramowa – dawniej Przyrynek, Dzisiejsza Rybna – dawniej Mennicza, Lipowa zwała się Grobową, Namiestnikowska – ulicą Maryji Panny, Królewska – to Przedmieście Korce, Aleje Racławickie zwano ulicą Warszawską.

…Kompleks budynków wieńcem otaczający górę zamkową nietylko był poza juryzdycją miasta Lublina, ale nawet miał osobnego wójta, którego wójtem podzameckim (że to na Podzamczu) zwano. Ostatniego wójta mianował tam Stanisław August. A jeszcze przypomnieć warto, że Podzamcze i herb miało własny: łeb barani bez rogów, pod złotą koroną.

Ot, drobiazgi, drobiazgi.

Dola rośnie

Na Białorusi mówią: „ty śpisz, a dola twoja rośnie”. Otóż tak. Dola rośnie, mijają lata. Kiedyś,  w sto lat po nas, ze wzruszeniem będą nowi ludzie oglądali ślady naszego czasu. Historja Polski urośnie, nowemi faktami obciążona, dzieje Lublina wzrosną razem z nią. W zimowy wieczór, w subtelnym blasku neonowych lamp będą wówczas chodzili po Lublinie, jak dziś, młodzi entuzjaści. Zatrzymają się na ulicy: „To tędy Beliniacy wjeżdżali do miasta witani kwiatami, to w murach tej szkoły zrodził się strajk 1905 roku, to tu urzędował Rząd Republiki Ludowej, to tu Piłsudski, wielki Marszałek, przemawiał wśród sztandarów i tłumów…”

I z pożółkłych gazet, z wystrzępionych dokumentów zbierać będą nowe drobiazgi, o ludziach i murach, o rzeczach których już nie ma, o duszy starego miasta.

J. C.

Ziemia Lubelska z 26 I 1931 (Nr 25)

Ilustracja autorstwa Autora wpisu (nie zaś cytowanego tekstu)
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation