Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the day “Grudzień 9, 2014”

Zatrute strzały ludożerców

120 trupów na statku

Do Brukseli nadeszła wiadomość z Konga w Afryce o strasznym losie załogi statku „Esther”, która została zaatakowana w Isaaka przez kilkuset ludożerców, uzbrojonych w łuki, strzały i oszczepy. Na każdym zakręcie rzeki, którą statek płynął pojawiali się czarni i raz po raz zasypywali pokład strzałami. Po przybyciu do portu w mieście Francqui przeprowadzono dochodzenie i stwierdzono, że strzały ludożerców były zatrute tak silną trucizną iż przy najmniejszym zadraśnięciu w kilka minut uśmiercały. W ten sposób połowa załogi okrętu, w liczbie 120 osób wymarła. Ów szczep ludożerców należy do plemienia Basongo i jest jednym z najdzikszych w tych stronach Afryki.

Ziemia Lubelska z 9 XII 1931 r. (Nr 334)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Śmiejąc się ile sił w płucach…

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

Polub Gabinet na Facebooku!

i-hate-facebook1

Czerstwy chleb i bezimienna mogiła

Biblioteka Cyfrowa WBP w Lublinie

Biblioteka Cyfrowa WBP w Lublinie

O tułaczce Merysi!

(Epizod z wojny).

Wśród rannych przywieziono do Kijowa 13-letnią dziewczynkę ze wsi podkarpackiej Mozernia, Marysię Maksymowicz. Chuda, o bladej cerze i wylęknionych oczach, z raną postrzałową w nodze, przeszła ona przez wszystkie okropności wojny, poczynając od zniszczenia ogniska rodzinnego, a kończąc na głodzie, chłodzie i tułaczce. Była ona świadkiem przemarszu nieskończonych szeregów wojsk, a następnie bitwy, podczas której rodzinna jej wieś uległa doszczętnemu zniszczeniu, a ludność uciekła w popłochu.

Wśród huku kanonady, w ogniu pękających pocisków rodzina Marysi, składająca się z ojca, matki i trzyletniego braciszka, szukała bezpiecznego miejsca. Podczas ucieczki Marysia straciła z oczu ojca i matkę i pozostała sama z małym chłopaczkiem na ręku. Dokoła niej cofały się zdziesiątkowane zastępy austryackie. Pola i wzgórza usiane były porzuconą bronią, trupami ludzi i koni. Wreszcie pociągnęły ostatnie zastępy, za nimi ukazała się konnica rosyjska. Przez dzień i noc szły kolumny wojsk rosyjskich, niosąc przed sobą szczęk bitwy, który się oddalał i wreszcie ustał zupełnie. Długo błąkała się Marysia po spustoszonej, bezludnej okolicy, szukając swych rodziców. Głąd [!] ją dręczył, mróz spędzał sen z powiek. W końcu, zmęczona tułaczką, zasnęła, przytuliwszy do siebie zaledwo przykrytego łachmanami braciszka. Gdy się zbudziła jedyny towarzysz jej tułaczki już nie żył. Wykopała dla niego dołek w polu, zasypała go ziemią zmieszaną na wpół ze śniegiem i poszła dalej. Kiedy dolatywał ją huk dział szła, szła w przeciwną stronę i tak błądziła bez końca w nieznanej sobie okolicy, poszukując ludzi i schroniska. Wreszcie spotkała błądzący również patrol rosyjski, składający się z czterech żołnierzy, który od niejakiego czasu bezskutecznie poszukiwał swego oddziału. Od tej chwili szli razem, wypytując o drogę nielicznych napotykanych w okolicy włościan. Od żołnierzy rosyjskich Marysia po długim poście otrzymała kawałek czerstwego chleba. W polu rozkładano ogniska i pieczono niewykopane jeszcze gdzieniegdzie ziemniaki. Podczas jednego z takich postojów przy ognisku zdarzył się wypadek, który ostatecznie zdecydował o losach Marysi. Oto z oddalonych o kilka wiorst i misternie ukrytych okopów, których, się nikt z tułaczy nie domyślał, padł strzał szrapnelowy w samo ognisko dokoła którego grzali się żołnierze. Rozległ się ogłuszający wybuch i ognisko zgasło. Po upływie kilku godzin przybyli sanitaryusze rosyjscy, na miejscu ostatniego postoju tułaczy wykopali dół i pochowali w nim trzech współtowarzyszy Marysi. Czwarty żołnierz w ciężkim stanie i raniona Marysia zostali przewiezieni do Kijowa.


Z LUBELSKIEGO I PODLASIA

Podczas najścia Austryaków. W tarnogrodzkim urzędzie gminnym podczas pobytu wojsk austryackich została rozbita puszka z ofiarami na sieroty. Pieniądze, które znajdowały się w puszce, przepadły.


Z MIASTA

Wyjazd gubernatora. Gubernator lubelski, radca stanu Streligow wyjechał wczoraj rano do powiatu janowskiego w sprawach służbowych.


Z KRAJU

Z Warszawy.

– W ciągu ostatnich lat kilku prawie wszystkie wiatraki w pow. warszawskim zniknęły i w najbliższej okolicy pod Warszawą został tylko jeden na Woli. Obecnie dostawcy mlewa dla wojska objeżdżają dalekie nawet okolice, powierzając właścicielom wiatraków zboże, pomimo bowiem kołowej odstawy, wypada to dla nich jeszcze taniej. Niestety na lewym brzegu Wisły prawie nie ocalał żaden wiatrak, gdyż zawzięcie niszczyli je Prusacy w przekonaniu, że obracanie się skrzydeł wiatraka znamionuje sygnały.

Głos Lubelski z 9 XII 1914 r. (Nr 61)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation