Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the category “Bajki, biki (czyt. bajki) i inne przytyki”

Miniaturowa rowerowa zimowa…

…baśń. Bo tutaj tylko jedno zdjęcie…

go… bo pozostałe znajdziecie w Fotoplastikonie!

Zmienna ekspozycja niezmiennego Gabinetu czyli co nam przyniosła Wielka Fala?

The_Great_Wave,_Sète (1)

“The Great Wave, Sète” (1857) by Gustave Le Gray Metropolitan Museum of Art
Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

W roku 1857 Gustaw LaGrey postanowił sfotografować jednocześnie morze i niebo. Niestety raczkująca sztuka fotograficzna nie dawała takich możliwości.  Le Gray wykonał zatem dwie oddzielne fotografie z różnym czasem naświetlania, po czym wykonał pozytyw, wykorzystując różne fragmenty negatywów. W ten sposób narodziła się technika HDR  – jako rzecze Wikipedia:

High dynamic range imaging – technika w fotografii polegająca na wykonaniu kilku ekspozycji tego samego kadru, z których część jest niedoświetlona, a pozostała część prześwietlona. Pozwala ona otrzymać obraz sceny charakteryzujący się dużą rozpiętością tonalną.

Dziś technikę HDR można zaprząc do fotografowania komórką wyposażoną w system Android – jako dowód niech posłużą fotografie wykonane – hmm… -telefonem Samsung Galaxy Ace 2, przy pomocy programu HDR Camera+. A zatem, przed Wami, dwie premiery w Fotoplastikonie. Fotorelacja lubelska Lublin wiosną: na rowerze, w plenerze i hadeerze – to kolejna odsłona, znanych z rubryki Bajki, biki (czyt. bajki) i inne przytyki, rowerowych fotoreportaży. A jako bonus (a może danie główne?) Kwiaty dla wszystkich – chyba nie trzeba Wam tłumaczyć po co są kwiaty?!

Zimowa ballada rowerowa…

…czyli na koniec roku opowieść o człowieku, który się lodom nie kłaniał, tylko je fotografował:

P.S. Szczere i gorące podziękowania dla wynalazcy zimowej opony rowerowej z kolcami! Podziękowania dla władz miejskich za zimowe utrzymanie ścieżek rowerowych – zwłaszcza w imieniu nieszczęśnika, który spadając z roweru, nakrył się nogami – wcale nie przysłowiowo! Jeszcze raz dzięki za kolce, kimkolwiek jesteś!

My precioussss…

… czyli: mój ssskarb zwykł powtarzać osobnik Gollumem zwany, a przez Tolkiena opisany i Jacksona sfilmowany. Ja chyba powinienem tak zwracać się do swoich pojazdów. Wprawdzie daleko mi od antropomorfizacji przedmiotów użytkowych, ale coraz częściej odnoszę wrażenie,  że mój rower i samochód są o siebie zazdrosne. Każdy z nich uważa, że jego kosztem  poświęcam za dużo czasu temu drugiemu. Oczywiście najwyraźniej ma tu zastosowanie stara zasada, że czas to pieniądz i w tym cały problem. W zasadzie to jest remis, przyznam że dość kosztowny. Kiedy rower był jedynakiem, cały czas (czyli pieniądz) poświęcałem właśnie jemu. Potem pojawił się samochód i już na wstępie zażądał bardzo wiele czasu dla siebie. A potem to już typowa wojna podjazdowa – raz jeden, raz drugi… Ostanie słowo należało do niedawna do roweru – wiecie: przegląd generalny, nowe opony… Tak było aż do teraz. Bo właśnie Złotko się upomina o uwagę – jeszcze nie wiem ile czasu będę musiał mu poświęcić, ale być może w przyszły tygodniu będę bogatszy – znaczy uboższy o tę wiedzę.

Lublin w Lublinie

Pierwotnie dział „zamiarował” być – dawno, dawno temu – samodzielnym blogiem i dotyczyć miał spraw tylko rowerowych. W międzyczasie, chociaż do tej pory nie wiem jak to się stało, do roweru doszedł samochód i możliwość jego prowadzenia (to już ósmy miesiąc, a ja wciąż z trudem mogę w to uwierzyć), w związku z tym będę poruszał się w kręgu różnych, absorbujących spraw komunikacyjnych. Zanim jednak opublikuję ilustrowaną historię mojego transportu zamieszczam dwie fotki z dzisiaj:

Wszystko fajnie tylko ten kolor taki jakiś do Lublina nie pasujący…

Może na zdjęciu tego nie widać, ale kolor jest taki jakby złoty… z moim samochodem współgra dobrze, ale z Lublinem?

Bajki, biki (czyt. bajki) i inne przytyki (NIE czyt. przytajki)

Czy trzeba wyjaśniać tytuł? Bajki – rzecz nie wymaga tłumaczenia. Jeśli wymaga: przykro nie jestem w stanie Wam pomóc (ale okazałem Wam szacunek, bo Was napisałem dużą literą – o już trzy razy tak Was uhonorowałem. O i znowu – to już czwarty raz okazałem W… przepraszam! Już przestaję się z Wa… Dosyć! Wystarczy!). Biki czyli bajki to nie są takie bajki opowiadajki, a z angielska rowery, czyli bikes. Co oznacza tylko tyle, że dział ów będzie przedsięwzięciem może trochę literackim, może rowerowym, a może w ogóle jeszcze innym. To się okaże i przyszłość pokaże (ale nie chcę zadymy przez z Częstochowy rymy). Reasumując: żeby się dowiedzieć o czym tu napiszę, muszę to napisać. Za to Ty Czytelniku ( o widzicie: podwójny szacun!) jesteś w o wiele lepszym położeniu, żeby zyskać takąż wiedzę nic pisać nie musisz, wystarczy że będziesz czytał. Do czego serdecznie zapraszam!

Post Navigation