Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the month “Maj, 2017”

Chytrość ma słabe nogi…

Przewodnik Katolicki 1936, nr 45

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Z „Kuriera” wycięte… [1] Najserdeczniejsze życzenia z okazji Dnia Matki!

1 marca 1957 r. ukazał się pierwszy numer nowego, socjalistycznego „Kuriera Lubelskiego, który ze starym dziewiętnastowiecznym „Kurierem” wspólny miał chyba tylko tytuł. Nowy „Kurier” był siermiężny, socjalistyczny i przaśny – podobnie jak cała ówczesna polska rzeczywistość. Ale był… a dziś, dzięki niemu możemy odwiedzić Lublin sprzed sześćdziesięciu lat. Nasze, niepozbawione swoistego uroku, wizyty w socjalistycznym Lublinie zaczynamy z Dniem Matki w roku 1957.

Na pierwszej stronie omawianego wydania „Kurier” zdemaskował niecne knowania pracownika dyrekcji Lubelskich Zakładów Rymarskich, który sam sobie – z pomocą dyrektora rzeczonych Zakładów – przydzielił mieszkanie 28 w bloku nr 12 przy ulicy Lipowej, administrowane przez Miejski Zarząd Budynków Komunalnych. Kwiatkowskiego jednak ktoś podkablował i dzielna załoga LZR, stojąca na straży socjalistycznej sprawiedliwości, ten niecny spisek udaremniła.

Zdemaskowawszy spisek wymierzony w socjalistyczne poczucie prawa i sprawiedliwości, rzucił „Kurier” zdumionego Czytelnika na front zdarzeń cudownych i zdumiewających. Rodzi się w tym miejscu pytanie: dlaczego tygrys bengalski, miast podziwiać we wsi Chilunka zakonserwowaną głowę Yeti, podróżował ekspresem z Berlina do Hanoweru? I to jeszcze bez ważnego biletu…

I kolejne pytanie: czy wolność w roku 1957 była nic nie warta? Albo przynajmniej mniej warta niż obecnie? Do takich wniosków dojść można po lekturze relacji z rusztowań Lublina opisującej budowę budynku mieszkalnego Lubelskiej Spółdzielni Spożywców przy Placu Wolności… o przepraszam placu wolności. No i szkoda, że dziś budów nowego, lepszego Lublina nie uświetniają wiklinowe ogrodzenia…

„Społeczeństwo ma prawo wiedzieć!” uznał organ prasowy socjalistycznej sprawiedliwości i – nie owijając w bawełnę, nie przejmując się ochroną danych osobowych i dobrego imienia – opublikował listę tych, „którzy nas okradali”, ukrócając tym samym proceder nielegalnego handlu alkoholem i… flanelą.

Ale przecież wiadomo, że picie alkoholu szkodzi. Zamiast szkodliwej dla organizmu substancji, lepiej więc wlewać w siebie lemoniadę. Tyle, że nie tę o smaku wody z rzeki, produkowaną przez Wytwórnię Wód Gazowych przy ulicy Lubartowskiej 28, jak również nie tę prywatnej (z prywatnej! w dobie powszechnej własności państwowej i społecznej!) firmy „Z. Winiarczyk i S-ka” , będącą jeszcze gorszym świństwem. Na szczęście z pomocą spragnionym Lublinianom pospieszył niezawodny, jak zawsze, LSS i wyprodukował „napój bogów” czyli „Oranż-Róż”. „Oranż-Róż”? „Oranż-Żenada”? A! „OranŻada”!

Jak tak dalej pójdzie w Lublinie, to nie wiadomo co to będzie. Prorocze słowa…

„Kurier Lubelski”  nr 53 z 26 V 1957 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

 

Z dziejów smrodu lubelskiego

Sto lat upłynęło jak jeden dzień, lecz w Lublinie czas jakby się w miejscu zatrzymał.  Wystarczy sięgnąć po Głos Lubelski z 26 maja 1917 r., otworzyć go na trzeciej stronie i zacząć czytać. I przeczytać, że oto w godzinach wieczornych jest strasznie zanieczyszczone powietrze na ulicy Szpitalnej (obecnie), podobnie na ulicy Szopena od rogu Krakowskiego Przedmieścia aż do uliczki bez wyjścia i na samym Krakowskim Przedmieściu, koło Saskiego Ogrodu i obok „Zacisza”.   

Artykuł nie daje nam odpowiedzi, czy ówczesne odnośne władze zajęły się skutecznym rozwiązaniem problemu, czy podobnie, jak odnośne władze A.D. 2017 uległy marazmowi i inercji. Odpowiedź na pytanie, czy zbadały przyczyny owych mocno podejrzanych zapachów i zło usunęły przyniosą być może kolejne numery „Gazety”

A zło na lubelskich ulicach rozpanoszyło się na dobre… Przy ulicy Ogrodowej, na przestrzeni ogrodów (od których Ogrodowa pozyskała swą nazwę) dochodzących do ul. Chmielnej powonieniu i innym zmysłom Lublinian zagrażał nieoczyszczony ściek i całe kupy gnijących śmieci, a całą ulicę zalewała woda ściekowa. W tej sytuacji przypuszczenie Gazety, że Ogrodową chodzą czasami milicyanci było niezwykle odważne i (raczej) nieuzasadnione…

Przy ulicy Powiatowej w domu Nr 2 pojawił się nowy zakład zanieczyszczania powietrza, w postaci jakiegoś motoru. parterowej budy drewnianej, w której się mieścił motor rozchodził się w godzinach wieczorowych gęsty, gryzący dym, który niczym iperyt zasnuwał całą przestrzeń ul. Powiatowej, Ogrodowej, skwer przed kościołem garnizonowym i na przylegającej części Krak. Przedm. Dym się nie rozwiewał, bo wokół stały wysokie kamienice.

Po stu latach, możemy jedynie stwierdzić, że dramatyczne wołanie Redakcji, że przecież istnieją jakieś przepisy! wciąż unosi się nad naszym miastem i podobnie, jak przed stu laty, jak dym rozwiewa się w nicości…

I tylko echo…

O Borze!

…las… las…

…las…

…as…

…s…

.

„Głos Lubelski”  nr 144 z 26 V 1917 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Czop wrócił!

Przewodnik Katolicki 1936, nr 44

Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Post Navigation