Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

O Wrotach, acz niekoniecznie Baldura…

FOT_1336_II_0002

Stare wrota...

Wrota stare…

 

Estetycznie i praktyczniej… (e) Niedawno ukończono prace przy wstawianiu nowych wrót miejscowych do muzeum. Pomysł zamiany wrót poprzednich staroświeckich, ciężkich, drewnianych na obecne żelazne „ażurowe” okazał się wielce praktycznym, nadając przytym bardziej estetyczny wygląd zewnętrzny posesji muzealnej. Posesja zyskała dzięki nowym wrotom wygląd bardziej nowoczesny, a przezierająca przez kraty zieleń gazonu i klombów, oraz perspektywa leżącego w głębi ogrodu stanowią miłą atrakcję dla oka, przysparzającą Muzeum i „Zachęcie” zwiedzających.

Lublin Hartwig Biblioteka 2

... i wrota nowe

… wrota nowe…

Omal nie krwawa ofiara

na „przejeździe śmierci”.

Rok ubiegły przyniósł naszemu miastu kilka nowych ofiar ludzkich, które były wynikiem niedbałości władz kolejowych o powszechnie t. zw. „przejazd śmierci” przy ulicy Bychawskiej. pomimo jednak smutnego doświadczenia, nie uczyniło się w dalszym ciągu nic, coby w najmniejszym choćby stopniu zapobiegało częstym katastrofom, pochłaniającym życia ludzkie. Coprawda, od pewnego czasu dróżnicy kolejowi pilnujący szlabanów przy przejeździe bychawskim starają się nie przepuszczać furmanek i ludzi w czasie wekslowania i manewrowania pociągów, jednak, w wielu wypadkach zmuszeni są ustępować pod naporem zirytowanych i z cierpliwości  długim czekaniem wyprowadzonych, pragnących przedostać się przez przejazd. Utarło się już, a raczej praktykowało (dlaczego?), że wszelkie wozy wojskowe, pojazdy i samochody, pomimo najprzeróżniejszych zakazów były przepuszczane. Skutki tej niedbałości karygodnej oglądać mogliśmy w dniu wczorajszym. Około godziny 10 m. 30 przed południem przez przejeżdżał ciężarowy wóz wojskowy prowadzony przez dwu żołnierzy i naładowany węglem. W tym czasie kursował po liniach stacyjnych parowóz manewrowy Nr 3357, który wpadł właśnie na przejeżdżający wóz rozbijając go w mgnieniu oka i rozrzucając wieziony węgiel po całym torze kolejowym. Jedynie szczęśliwemu przypadkowi przypisać należy wyjście żołnierzy i koni z całej opresji bez szwanku. Szczątki rozbitego wozu natychmiast usunięto nie przerywając ani na chwilę normalnego ruchu pociągów. W sprawie tej nowej omal, że nie krwawej katastrofy zarówno władze kolejowe, jak i policyjne wdrożyły energiczne śledztwo. Jak przypuszczać należy, wina w tym wypadków spadnie w połowie na prowadzących wóz żołnierzy, w połowie zaś na dróżników, którzy nieoględnie przepuścili wóz przez przejazd, w czasie manewrowania parowozów. W każdym bądź razie winni zostaną zapewne surowo ukarani, co będzie dla innych przestrogą na przyszłość.


Oryginalne polowanie na Bonifraterskiej. (o) Na Bonifraterskiej odbywają się czasem polowania na wróble. Za broń w tym wypadku służy flower, którym zagorzali myśliwi manipulują z zapałem godnym lepszej sprawy, nie bacząc jednak na bezpieczeństwo przechodniów, którym nietrudno w takich okolicznościach postradać oko lub doznać innego jakiegoś uszkodzenia. Do zawołanych myśliwych należał m.in. sierż W. P. , który zetknąwszy się w reszcie w pogoni za wróblami  zpolicjntami , zmuszony był oddać flower – nie posiadał bowiem zezwolenia  władz cywilnych, ani odpowiedniego dowodu od władz wojskowych. Protokuł zaś przesłano do władz administracyjnych . Kiedyż wreszcie rozumieją ludzie  obyci ze zwyczajami mejskimi…, źe w miastach polować nie woln… nawet na wróble.


Ujęcie złodziei. ( w) W dniu onegdajszym policja miejscowa ujęła Jana Kukuryka l.  20, zam przy ulicy Młyńskiej 9, znanego złodzieja recydywistę wraz z kochanką Stefanią Jastrzębską l. 33 zam. przy ul. Wesołej 3. Podczas rewizji przeprowadzonej w mieszkaniach nadobnej parki znaleziono wszystką garderobę,pochodzącą z kradzieży dokonanej w tych dniach u Dawida Leresza, przy ul. Szerokiej 40.  Złodziei osadzono w więzieniu.


Listy do Redakcji.

Szanowny Panie Redaktorze!

Uprzejmie proszę o łaskawe zamieszczenie w „Głosie” następujących parę słów.

Dnia 23 grudnia r. z. wysłałem z Lubartowa do Warszawy przekazem telegraficznym pieniądze do osoby, która już nieraz pieniądze otrzymywała, a zatem omyłki w adresie być nie mogło. Przekaz do tej pory nie doręczony, zaś na moje żądanie natychmiastowego sprawdzenia stanu rzeczy, poczta lubartowska oznajmiła mi, że mogę to zrobić, t. j. telegrafować o wyjaśnienie do urzędu pocztowego, ale na własny rachunek. Ciekawa rzecz teraz, kto ponosi odpowiedzialność za niedbalstwo lub niesumienne spełnianie  swych obowiązków, nie mówiąc już o stratach, jakie nadawca i adresat z tego powodu ponoszą. Za co właściwie się opłaca i to dość drogo przesyłki pocztowe, jeżeli nie mamy zupełnej gwarancji, że adresat na czas je otrzyma, albo wogóle otrzyma, jeżeli by np. nadawca miał nieszczęście kwit pocztowy zgubić?

Jeżeli ktoś wysyła pieniądze telegraficznie i płaci drożej  – robi to tylko dlatego, że chodzi mu o prędkie załatwienie sprawy. Nasze urzędy pocztowe tego zrozumieć nie chcą. To ich nie obchodzi. Publiczność jest po to, aby płaciła podług ustalonych norm za przesyłki, ale różnicy w szybkości załatwienia sprawy nie widać zupełnie.

Pomimo że pociąg pocztowy odchodzi z Lubartowa do Lublina codziennie o godzinie 6-ej wiecz., list zwyczajny odbywa tą drogę czasami trzy dni, a miałem niedawno  wypadek, że listy wysłane w ciągu tygodnia w odstępach dwudniowych do Lublina z0stały doręczone adresatowi (w śródmieściu) pustem w sobotę. Tak widocznie wygodniej. Lepiej, bo gdy, zniecierpliwiony wysłałem ak zwany „express polecony”, płacąc zań 85 groszy – doręczono go również dopiero na trzeci dzień w Lublinie. W tym wypadku urząd pocztowy uważał najwidoczniej, że zwiększoną opłatę pobiera się jedynie za napis na kopercie, określający rodzaj listu, a, broń Boże, nie za szybkość doręczenia takowego. Smutne, ale prawdziwe.

Łączę wyrazy prawdziwego szacunku i poważania.

10.I.1925 r.                                                               Włodzimierz Łysiński



...i gdzie wrota?

…i gdzie wrota?

Głos Lubelski z 13 I 1925 r. (Nr 13)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej, książki „Lublin” z roku 1954 i własnych.
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: