Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Ziemia Lubelska”

Na dzień Zaduszny…

Cmentarz przy ulicy Lipowej w Lublinie (fotografia własna)

… sięgamy do prasy lubelskiej sprzed stu lat. Okazja ku temu jest wyjątkowa, więc żadnych komentarzy i nawet tradycyjnego w tej rubryce przywoływania boru dzisiaj nie będzie. Tylko tekst oryginalny.

„Głos Lubelski”


„Ziemia Lubelska”

 

„Głos Lubelski”  nr  303 z 2 XI 1917 r. i „Ziemia Lubelska” nr 549 z 2 XI 1917 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Wydarzyło się 100 lat temu…

3404-i

…  w Lublinie. Małą notką w wieczornym wydaniu „Ziemi Lubelskiej” z 2 marca 1917 r. Lublin żegnał Wielkiego Obywatela: znanego przemysłowca i filantropa, jedną z najpopularniejszych w (…) mieście postaci, prezesa Towarzystwa Przyjaciół uczącej się młodzieży, prezesa zarządu [i fundatora] Szpitala Dziecięcego, b. prezesa zarządu Rady opiekuńczej Szkoły Handlowej Męskiej [której brat jego,  August był założycielem] oraz członka Zarządu, bądź też zwykłego członka szeregu innych lubelskich instytucji społecznych, kulturalnych i filantropijnych. Jednym słowem – Wielkiego Człowieka!

Drugiego marca 1917 r. w Lublinie, przeżywszy lat 63, zmarł Juliusz Vetter.

1

P.S. Ze względu na poważny charakter tego wpisu odstępujemy od użycia w nim zwyczajowego sformułowania O Borze! (to taki las…)

Ziemia Lubelska z 2.III.1917 (Nr 114) 

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Z dziejów lodu lubelskiego

pocz_u_5238

Sto lat temu w Lublinie była zima. Przed jednym z domów przy ulicy Zamojskiej, na odcinku między ulicą Przemysłową a Bernardyńską, na chodniku pojawił się lód. Odcinek, między P… a B… jest dość spory, trudno więc stwierdzić, o który konkretnie dom chodzi. Z doświadczenia wiem, że po stu latach nic się w tej kwestii nie zmieniło i cały wspomniany odcinek zamienia się w lodowisko każdej zimy (nawet tej bezśnieżnej!). Lód jest z reguły bardziej okazały po stronie ulicy Miłej. Mechanizm powstawania ślizgawki był przed stu laty taki sam jak i dzisiaj – wystarczy przywołać tu jedno słowo: wskutek. Za „Ziemią Lubelską” podajmy, jakiż to był wskutek… wskutek nieczyszczenia chodnika i nieposypywania go piaskiem. I wszystko proste.

1

Dla wielu osób (nawet mi najbliższych) lód na chodniku to nie problem. Ale… wiecie, że to (O Borze! – to taki las…) karygodna zabawa? Nie bądźcie więc, jak ci włóczący się samopas po ulicach chłopcy uprawiający karygodną zabawę ślizgania po ulicach. Narażacie bowiem innych przechodniów na upadek na wyślizganych miejscach, a więc na potłuczenie się, lub nawet kalectwo. Autor (czyli ja) zgadza się z Autorem Sprzed Stu Lat, publikującym na łamach „Głosu Lubelskiego”, że należy temu zapobiedz przez niedopuszczanie do tej zabawy. Nie uważa jednak Autor obecny (czyli ja), że zgodnie z sugestią Autora Sprzed Stu Lat, od razu winno uciekać się do pomocy milycyi.

2

Wystarczy tylko odrobina wyobraźni…, da bowiem Bóg, że i Wy dożyjecie późnej starości i będąc staruszkiem (lub staruszką) staniecie przed problemem pokonania chodnikowej ślizgawki…

Ziemia Lubelska z 30.I.1917 (Nr 54) i  Głos Lubelski  z 30.I.1916 r. (Nr 30)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Z pustego i Salomon nie naleje, czyli 5 styczeń w Lublinie…

Oto przed Wami krótki przegląd tego, co przed laty wydarzyło się w Lublinie dnia 5 stycznia. Zaczynamy od roku 1917: przypomnijmy, że właśnie zaczął się kolejny rok Wielkiej Wojny, a miasto znajduje się pod okupacją austriacką. Tym niemniej od 5 listopada poprzedniego roku ludzie oddychają zupełnie innym powietrzem, bo teraz są obywatelami, wprawdzie o mocno ograniczonej autonomii, ale jednak zawsze, Królestwa Polskiego. Ulica – jak to ulica – z reguły żyje swoimi sprawami. Czasy nie były łatwe, nic więc dziwnego, że i ludzie nerwowi…

1

Głos Lubelski nr 5 z 5 I 1917 r.


Nadal rok 1917: okazuje się, że zima nie jest przeszkodą w realizacji nowych inwestycji. Władze wojenne rozpoczęły budowę nowego mostu na Czerniejówce. W planach (podobno) była również budowa drugiego toru do młyna Krausego.

2

 

Ziemia Lubelska nr 8 z 5 I 1917 r.


Dziesięć lat później… – coś się zapewne wydarzyło piątego stycznia, ale wobec braku materiałów źródłowych pozostawiamy to miejsce niewypełnione. O Borze! (to taki las).


Rok 1937 udowodnił, że „chodzenie po kolendzie” wcale nie było zajęciem łatwym i bezpiecznym.

3

Express Lubelski i Wołyński nr 5 z 5 I 1937 r.


I znów minęło dziesięć lat: w tym czasie wybuchła i skończył się wojna, a Lublin trafił pod okupację: najpierw niemiecką, potem sowiecką. Rok 1947 był ostatnim rokiem ukazywania się „niezależnej” Gazety Lubelskiej, ostatni numer dziennika datowany jest na 17 stycznia (jest to ostatni numer zachowany w zbiorze Biblioteki Cyfrowej UMCS).  A zatem już wkrótce pożegnanie z rokiem 1947  (no,  chyba że stanie się cud i ktoś wrzuci do sieci zdigitalizowany Sztandar Ludu…) Na razie jednak wracamy do naszej narracji: 2 stycznia otworzono pierwszą w Polsce stację „ambulatoryjnego leczenia penicyliną”. Niestety, nie w Lublinie, lecz w byłej wiosce rybackiej t.j. Gdyni. Zapowiedziano otwarcie kolejnych stacji w Sopocie i innych miejscowościach województwa gdańskiego. A w Lublinie? No cóż, jak śpiewa Grzegorz Turnau „lecz na wschodzie przynajmniej życie płynie zwyczajnie słońce wschodzi i dzień się zaczyna…” 

4

Gazeta Lubelska nr 4 z 5-6 I 1947 r.


Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

PanDa?

Sto lat temu w Lublinie był dzień trzydziestego października. Czy równo sto? To zależy od tego, jakiego dnia to czytacie. Wszak ten tekst też nie powstał trzydziestego października, a nawet tego dnia nie został opublikowany. A co dziś w programie? Jest wszystkiego więc po trochu: ciut kapusty, nieco grochu… w każdym kątku po dzieciątku. Koniec rymów.

W dniu dzisiejszym, sto lat temu będącym, „Głos Lubelski” zaanonsował dymisję gabinetu – ku rozczarowaniu niektórych naszych czytelników – nie „Osobliwości”, a austryjackiego.

1

Tego dnia w mieście Lublinie doszło do kilku drobnych incydentów natury kryminalnej, z których każdy jest / żaden nie jest* (*niepotrzebne skreślić) specjalnie godnym odnotowania. Z kronikarskiego obowiązku, wybieramy jedno wydarzonko i… przywołujemy z mroków przeszłości (wskrzeszamy nawet!), kamasznika Bronikowskiego z Zamojskiej. Staje przed Wami żywy ten, o którym być może nikt spośród żyjących już nie pamięta… A człowiek żyje tak długo, jak pamięć o nim… Taka jest moc Słowa!

2

Kamasznika Bronikowskiego z ulicy Zamojskiej 1 okradziono, pozbawiając różnych wyrobów skórzanych na sumę około 1000 koron.

Tego samego dnia ukazały się również dwa wydania „Ziemi Lubelskiej” – dwa, ponieważ „Ziemia” ukazywała się w edycji porannej i popołudniowej. Wydanie poranne „Ziemi” opublikowało m.in. kilka słów o nauczycielstwie:

3

4

Tekst niewątpliwie ciekawy – myślę, że wart jest przeczytania, chociażby w kontekście „dobrej zmiany” w szkolnictwie (czy to już ten czas, by się do lasu odwołać? Być może i morze… O Borze! (to taki las)) [Dwa nawiasy, chronią lasy!].

Z roku 1926 nie posiada „Gabinet Osobliwości” żadnych źródeł prasowych

(nie posiada?

jest i rada

na nieposiadanie:

kontynuuj więc czytanie!),

przenosimy się zatem o kolejnych dziesięć lat do przodu i lądujemy w roku 1936.

Na początek sięgamy po „Express Lubelski i Wołyński” z 30 października 1936 r. i omiatając wzrokiem reklamę lampek nagrobkowych „Polo”…

5

…oraz zastanawiając się dlaczego Pan dał dziecku coś innego…

6

…natrafiamy na informację o wrednych krowach, które spowodowały katastrofę samochodową na szosie pomiędzy Garwolinem. Pomiędzy Garwolinem? Tak, pomiędzy Garwolinem. Czyli między stacją kolejową Garwolin a miastem Garwolin. Pasażerowie na szczęście z opresji wyszli bez szwanku. Krowie szczęście nie dopisało…

7

A w Lublinie? W tych dniach obradował zjazd  przewodniczących oddziałów szkolnych Ligi Morskiej i Kolonialnej z terenu 10 powiatów woj. lubelskiego. „Express” odnotował z radością, że w całym województwie lubelskim LMiK miała w swych szeregach 17.000 młodzieży, zgrupowanej w 300 Kołach Szkolnych.

8

„Głos Lubelski” o Lidze nie pisał, zajął się natomiast róznymi przypadkami zasłabnięcia na ulicy: przy ulicy Lubartowskiej 8 zasłabła Chaja Akierman z Szerokiej 41. Na rogu Unickiej i Lubartowskiej wił się w boleściach Bolesław Oberwajs, przybyły do Lublina w poszukiwaniu pracy. U Oberwajsa stwierdzono silne zaburzenia żołądkowe. Znaczy się głodny…

9

Przewijamy czas o kolejnych 10 lat i trafiamy do roku 1946 i „Gazety Lubelskiej”. W tejże „Gazecie” znajdujemy niezwykle interesującą informację o… tym, co pisał „Głos Lubelski” 20 lat wcześniej, czyli w roku 1926! W ten sposób nasze koło czasu domyka się z głuchym łoskotem: oto przed Wami dzień 30 października 100…, 90…, 80  i 70 lat temu w Lublinie.

10

P.S. Teza, którą stara się udowodnić rzeczony artykuł jawi się prostą i oczywistą. Teza: „Wy, którzy narzekacie, że teraz [t.j. w roku 1946/2016] jest źle i do dudy, przeczytajcie, że naprawdę źle to było 20 lat temu! Nie narzekajcie! Bądźcie dumrni! To mówiłem Ja, ten co rację zawsze ma! Wasz na wieki: Catschy Yayek i Wyłnierze Zaklęci”

P.S. 2 Tak wiem: ten cytowany artykuł jest nie z 29, a z 30 października.

P.S. 3 „Awanturnicza wyprawa na Kijów?” A teraz jest już Inne Podejście do historii. Nie?

Głos Lubelski z 30.X.1916 r. (Nr 300) i 30.X.1936 r. (Nr 297), Ziemia Lubelska z 30.X.1916 r. (Nr 537), Express Lubelski i Wołyński z 30.X.1936 r. (Nr 302), Gazeta Lubelska z 30.X.1936 r. (Nr 517)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Im bardziej pada śnieg… im bardziej prószy śnieg…tym bardziej sypie śnieg…

snow_crystals_2b

Sto lat temu w Lublinie, dokładnie 18 października 1916 r. spadł w Lublinie pierwszy śnieg, a było to przed godzina czwartą po południu. O całej sprawie informowała „Ziemia Lubelska” z 19 października. Dziś, po stu latach, wracamy do tamtych pamiętnych wydarzeń…

1

Akurat była środa, gdy nad dachami i brukami lubelskich ulic pojawiła się chmura. z której pofrunęły ku ziemi białe płatki zwolna prószące z wysokości (dość dużej, jak sądzę). Płatki te były nie tylko przepięknym widowiskiem, wyzwalającym w człowieku silne wzruszenia i natchnienia poetyckie, lecz – w tych szczególnych czasach – zwiastunem zbliżającej się szybkim krokiem zimy. Szczególnych, bo rok 1916 był rokiem wyjątkowym, jako że nadchodziła własnie trzecia już ciężka, wojenna zima. Zapewne domyślacie się, co oznaczało to dla mieszkańców Lublina,  zwłaszcza tych biednych i wydziedziczonych przez los, dla których każda zima była trudną do przetrwania.  Bo przecież stokroć więcej trosk i niedoli sprowadzały na tych nieszczęśników zimy czasów wojennych i czasów zniszczenia, nędzy i nieszczęść.

W tym miejscu artykułu zaaplikowana zostaje Czytelnikowi krztyna poezji: gdy biały, cudny kobierzec śniegu okryje świat, gdy nad ziemią zapanuje mroźny wiew zimy, która – dla wywarcia na nim większego wrażenia – zostaje skonfrontowana z ciężką dolą miljonów ubogich nieszczęśników, którym zajrzą w oczy straszliwe widma nędzy, głodu i zimna.

Jaki był cel tego zabiegu? Niezwykle prosty: by nikt w potrzebie nie znalazł się bez pomocy…

Co jeszcze można by napisać o tym śniegu sprzed stu lat? Dzisiaj już nic. A może coś jeszcze o dniu 19 października? Bardzo chętnie: 19 października 2012 r. „Gabinet Osobliwości” opublikował autorski (tzn. jam to, nie chwaląc się, sprawił…) wiersz zatytułowany O Borze! Dziś więc przypominamy to wybitne (i chyba zapomniane?) dzieło polskiej poezji współczesnej:

*

O borze!

(To taki las)

* Znów zboże *

i znowu nie w czas.

***

Nie martwię się wcale,

**** uchodzę już w las ****

**** bo we wsi Moskale, ****

**** O nie! Nie dorwą już nas! ****

***

*

Ziemia Lubelska z 19.X.1916 r. (Nr 517)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

(Wy)Pustki…

lublin_-_ul-_lipowa_-_cmentarz_wojskowy_-_krzyze_nieznanych_zolnierzy_austriackich_-_dsc00371_v9

Cmentarz wojskowy przy ulicy Lipowej w Lublinie

O czym dzisiaj? No cóż, nie jest to zbyt oryginalny początek, ale jakieś zagajenie już mamy. Zagajenie? Za GAJ? E nieeee… Jednym słowem znowu las… A jak las (i w dodatku jednym słowem), to… o Borze! (to taki las). I w tym miejscu mógłbym już zakończyć dzisiejsze pisanie, ale nie zrobię tego, ponieważ tego nie zrobię. 😉

Przed stu laty wydarzyło się w Lublinie wiele wydarzeń, niektóre z nich nawet 24 września. O niektórych z nich pisała ówczesna prasa. Niektóre z tych gazet udało mi się przejrzeć i… oto się działo w roku 1916. „Głos Lubelski” propagował… kiszenie ogórków. Nie, to nie żart: Wincenty Dąbrowski, instruktor ogrodniczy, zaprezentował trzy sposoby kiszenia ogórków. Artykuł ten polecam zachować (raczej nie go nie wycinajcie!), bo w obliczu nadchodzącej zimy każde źródło witamin jest na wagę złota. Ja ze swej strony polecam kwas z ogórków:

1

Pochłonięci bez reszty kiszeniem ogórków, być może nie zauważyli Lublinianie dziwnego „zjawiska na niebie. Oto dnia poprzedniego w godzinach przedpołudniowych na przezroczystym horyzoncie nieba widać było wyraźnie sierp księżycowy, zaś obok gwiazdę.  Zjawisko budziło zrozumiałe zainteresowanie, jednak po rewolucji październikowej taki widok na nikim nie zrobiłby już wrażenia.

2

A co do tego wszystkiego ma bufetowa? Będąc młodą i inteligentną, musiała zapewne znać się na astronomii…

3

Teraz oddajmy „Głos” głos „Ziemi Lubelskiej” z tegoż samego dnia. Ze spraw lubelskich warto zwrócić uwagę na informację o urządzeniu przez komendę obwodową C. K. nowego cmentarza wojskowego, „na którym każde wyznanie otrzyma osobno wyznaczone miejsce”. W tekście nie podano lokalizacji cmentarza, ale ze słów, że nowe kwatery położone są „za cmentarzem prawosławnym i ewangelickim: można wywnioskować, ze chodzi tu o obecny cmentarz przy ulicy Lipowej.  „Ziemia” donosi. że roboty przy urządzaniu cmentarza są już na ukończeniu i że na nowym cmentarzu widnieje już kilkadziesiąt mogił żołnierskich tych, których fala wojny z ich rodzinnych stron przypędziła do kraju naszego i tu śmiercią nawiedziła.

45

Sto lat temu w Lublinie sprzedawano też owce. Sprzedażą beczącego towaru zajmowała się… Fabryka maszyn rolniczych i odlewnia żelaza Wacława Moritza:

6

„Ziemia” wydrukowała też chwytającą za serce historię z Austrii, która – może wbrew temu co napisano – w sposób oczywisty dowodzi istnienia Boga (i tego, że proście, a będzie…). Nie wierzycie, przeczytajcie sami.

7

A nie?

Z Bogiem!

Głos Lubelski z 24.IX.1916 r. (Nr 264) i Ziemia Lubelska z 24.IX.1916 r. (Nr 471)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Wikipedii
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Dnia 1 września roku…

POCZ_U_2768

… tysiąc dziewięćset szesnastego…

4 1

 

Jak możemy zobaczyć poniżej, ulica Bernardyńska – dość nieoczekiwanie – zmieniła się w ulicę Bernardyńskiego. Kim był Bernardyński… tego nie wiemy. 😉

2 3

Głos Lubelski z 1.IX.1916 r. (Nr 241)


56

 

Ten sam kierownik, ta sama szkoła i to samo ogłoszenie, co powyżej (w Głosie Lubelskim), ale w nieco innym wykonaniu:

7

 

I ładniejsza wersja gimnazjum z ulicy Bernardyńskiego Bernardyńskiej:

8

 

Reklamowało się też szkolnictwo specjalistyczne, nawet z Warszawy:

9

 

Nauczyciele poszukiwani! Poniżej ogłoszenie „Biura” – być może biura pośrednictwa pracy…

10

Ziemia Lubelska z 1.IX.1916 r. (Nr 429)


…dwadzieścia lat później, czyli w roku 1936…

12

13

 

Podręczniki! Podręczniki! Kupujcie podręczniki!

14

 

Wspominaliśmy już o ulicy Bernardyńskiego – poniżej inny kwiatek czyli ulica… Rusałkowska. Rusakowską została – jak nietrudno się domyślić – Rusałka, przez niektórych (O Borze! – to taki las…) tzw. „lubelaków” zwana nieprawidłowo ulicą Rusałki. Janowi Budzyńskiemu oczywiście współczujemy, a Edwardowi Pruchniakowi mniej.

15

Express Lubelski i Wołyń z 1.IX.1936 r. (Nr 243)


 

Ktoby jechał? Piszcie!

16

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Kukułeczka (generała) Kuka

            12 maja 1916 r. „Ziemia Lubelska” opublikowała na swych łamach odezwę zatytułowaną DO LUDNOŚCI Jen. Gubernatorstwa wojskowego!, zaczynająca się słowami: Na rozkaz Najwyższy Jego ces. i król Apostolskiej Mości, mego Najmiłościwszego Pana, obejmuję urząd generał gubernatora wojskowego na austr.-węg. obszarze okupowanym w Polsce. Na tem stanowisku witam jak najgoręcej ludność powierzonego mi kraju. W ten oto sposób powitał Lublinian, (jak również pozostałych mieszkańców generalnego gubernatorstwa lubelskiego) Karl Kuk, nowo mianowany gubernator Generalnego Gubernatorstwa Lubelskiego. Gubernatorstwo, powołane do życia 1 września 1915 r. obejmowało okupację austrowęgierską w Królestwie Polskim, czyli dotychczasowe gubernie: lubelską, kielecką, radomska i część piotrkowskiej oraz Jasną Górę (wydzieloną z okupacji niemieckiej).

1

            Dalej czytamy:            Zasady sprawiedliwości i życzliwości, któremi mój znakomity poprzednik przy sprawowaniu rządów tego kraju się kierował, będą mi również służyły za wskaźnik. Ów znakomity poprzednik,  to nie kto inny, jak Erich von Diller, poprzedni szef c. i k. okupacji. Kuk nie został przez wszystkich powitany z otwartymi rękoma, o czym świadczy chociażby opinia arystokratycznych kół warszawskich. Maria Lubomirska pisała w swym Pamiętniku: „Diller, były generał-gubernator w Lublinie, bardzo tam ceniony, został mianowany namiestnikiem w Galicji, a do Lublina przybyła natomiast marna figurka wojskowa nazwiskiem „Kuk”. Nie umie ani słowa po polsku i ze wszech miar krzywo nań patrzą na tym wysokim urzędzie”. Czy miał Kuk świadomość wspomnianej niechęci? Trudno powiedzieć, chociaż czytając dalszą część odezwy, takie właśnie możemy odnieść wrażenie: Od Was natomiast oczekuję, że nienagannem zachowaniem się ułatwicie mi życzliwe i przyjazne postępowanie.

20031013

           Karl Kuk

 

Warto na chwilę zatrzymać się przy osobie Karla Kuka. Urodził się 1 grudnia 1853 roku w Trieście, w rodzinie wojskowej – być może o korzeniach słoweńskich lub chorwackich (na co wskazywać mogłoby brzmienie jego nazwiska – w tych językach „Kuk” oznacza „skałę” lub „szczyt górski”). W roku 1876 ukończył Akademię Wojskowo-Techniczną w Wiedniu, następnie jako porucznik rozpoczął służbę w 2-gim pułku saperów. Rok 1883 zastał go jako kapitana w sztabie wojsk technicznych w Trydencie, gdzie opracowywał projekty fortyfikacji. W 1895 r. major Kuk wykładał sztukę fortyfikacji w Wyższej Szkole Wojennej w Wiedniu, a w 1904 – już jako pułkownik –  objął dowództwo Wojskowego Urzędu Kolei Żelaznych, Poczty i Telegrafów. Lata kolejne przyniosły mu stopień generała majora oraz stanowisko komendanta twierdz w Peterwardein (obecnie Petrovaradin) i Komorn (obecnie Komárom). W 1912 r. jako generał porucznik (Feldmarschalleutnant) objął dowództwo Twierdzy Kraków: po wybuchu I wojny światowej, z sukcesem dowodził jej obroną, za co w roku 1915 otrzymał awans na generała broni (Feldzeugmeistra). Jak już wspomnieliśmy, w maju 1916 Kuk przejął stanowisko gubernatorskie i… Wierny intencjom mego Dostojnego Monarchy, któremu dobro Wasze leży na sercu, skieruję me dążenia ku temu, aby według najlepszych sił łagodzić dalej ciężkie rany, zadane krajowi i popierać dalszy pomyślny rozwój tego kraju. „Dostojny monarcha” to, innymi słowy:

Von Gottes Gnaden Kaiser von Österreich;

Apostolischer König von Ungarn;

König von Böhmen, von Dalmatien, Kroatien, Slawonien, Galizien, Lodomerien und Illyrien;

König von Jerusalem etc.

Erzherzog von Österreich;

Großherzog von Toskana und Krakau;

Herzog von Lothringen, von Salzburg, Steier, Kärnten, Krain und der Bukowina;

Großfürst von Siebenbürgen;

Markgraf von Mähren;

Herzog von Ober- und Nieder-Schlesien, von Modena, Parma, Piacenza und Guastalla,

von Auschwitz und Zator, von Teschen, Friaul, Ragusa und Zara;

gefürsteter Graf von Habsburg und Tirol, von Kyburg, Görz und Gradiska;

Fürst von Trient und Brixen;

Markgraf von Ober- und Nieder-Lausitz und in Istrien;

Graf von Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenberg etc.;

Herr von Triest, von Catarro und auf der windischen Mark;

Großwoiwode der Woiwodschaft Serbien etc. etc.

a po polsku:

Z Bożej Łaski cesarz Austrii,

apostolski król Węgier,

król Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilyrii,

król Jerozolimy etc, etc…

arcyksiążę Austrii,

wielki książę Toskanii i Krakowa,

książę Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy i Bukowiny,

wielki książę Siedmiogrodu,

margrabia Moraw,

książę Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy, Guastalli, Oświęcimia i Zatora,

Cieszyna, Frulii, Raguzy i Zadaru,

uksiążęcony hrabia Habsburga i Tyrolu, Kyburga, Gorycji i Gradiszki,

książę Trydentu i Brixen,

margrabia Łużyc Dolnych i Górnych oraz Istrii,

hrabia Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenbergu,

pan Triestu, Cattaro i Marchii Słoweńskiej,

wielki wojewoda województwa Serbii, etc, etc, …

Kaiser_franz

Kawa i pączki…

Mówiąc krótko: Franciszek Józef I (1830-1916), cesarz Austrii, król Węgier i Czech, patron miłośników kawy i pączków, twórca C. i K. Atmosfery Krakowa i Galicji (kawa i pączki? O Borze! – to taki las… Non possumus!). I nic więcej o nim w tym miejscu.

Kuk kończy swą odezwę słowami: Zwracam się do Was wszystkich o poparcie mnie w tej pracy; odnoście się do mnie z pełnem zaufaniem. Podpisano w Lublinie, d. 9 maja 1916 r. – C. i k. Generał Gubernator wojskowy, Karol Kuk, zbrojmistrz polny, w. r.

2

            Co w czasie pierwszych dni swego urzędowania zobaczył nowy gubernator w zacnym mieście Lublinie? Wątpliwe, żeby akurat szedł Szeroką i że natknął się na nieczystość czyli nieporządek w domu Szejnbruma, Bromberga, Brajdego i Kupferszmita oraz na posesjach Chany Grunwald, Sz. Rozentala,  L. Laufmana, Chany Goldbaum. Być może widział też, przez swoje okno, tak ze dwie setki kóz pędzonych przez nieznanego mu osobnika. Po pewnym czasie z rozbawieniem przyglądał się rozhisteryzowanej kobiecie z rozwianym włosem: była to Spesa Rasz szukająca swych… skradzonych pieniędzy. – Zaraz, czy ja widziałem przed chwilą kozy?! Muszę odpocząć… – westchnął.. Oburzył się też bezczelnością M. Aspisa, który naubliżał a potem pobił… w sumie mało istotne, kogo.

– Dziwne miasto… – pomyślał i zagłębił się w lekturze rozprawy Tadeusza Ciświckiego pt: „Czy Lublin był miastem rosyjskiem i prawosławnem?”

16527_IIIc_01-00005

P.S. Nigdy nie był, Panie Prezydencie… Pan tego nie zmienisz…

Ziemia Lubelska z 12.V.1916 r. (Nr 228)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

A na placu (Bychawskim) w dzień targowy, takie słyszy się rozmowy…

Płomienie sięgały trzeciego piętra, a słup czarnego, tłustego dymu wznosił się pod niebiosa. Pożar ogarnął błyskawicznie… coś tam z pewnością ogarnął, ale z pewnością nie w Lublinie 13 kwietnia roku 1916. Tego właśnie dnia w Lublinie nie zanotowano dużych pożarów i straż ogniowa musiała wyjechać jedynie na Olejną 5, gdzie zapaliło się drzewo, złożone przy piecu oraz na Grodzką 24, gdzie zapaliła się słoma i parkan drewniany. Oczywiście oba pożary zostały bardzo szybko ugaszone przez straż.

1

Charakteru dramatycznego nie miały też wydarzenia z ulicy Bychawskiej i z placu Bychawskim zwanego, opisywane tegoż właśnie dnia przez Ziemię Lubelską. A doszło tam, z polecenia magistratu, do przeniesienia targu. Ten istniejący dotychczas na ul. Bychawskiej (wiodącej do przejazdu) na Piaskach, przeniesiono na plac Bychawski (po prawej stronie ul. Foksal, przy rogatce). Zadowolenie magistratu z „dobrej zmiany” nie znalazło przełożenia na zadowolenie adresata tejże, czyli ludności zwykłej (jak zwykle zresztą). Tym razem niewdzięczność władzy okazali handlarze i przekupnie (gorszy sort?), twierdząc, że na nowem miejscu jest im ciasno. O Borze (to taki las), co za ludzie!

2

Nie wspominał nic o targowych placach Kofta Janusz, lecz wołał jedynie o ogrodów niezapominanie. Odpowiadając na to florystyczne wezwanie skreślmy słów kilka o projektowanym ogrodzie na lubelskich Bronowicach. Rzecz dotyczyła urządzenia ogródków dla dziatwy z ochronek oraz dla młodzieży studiującej w szkołach botanikę. A ponieważ zbytecznym byłoby szeroko omawiać oczywisty pożytek z założenia podobnych ogródków, zatem omawiać go nie będziemy. Wspomnimy jedynie, że na cel założenia takiego ogródka ofiarowano już plac za kościołem na Bronowicach do plantu kolejowego. Jednakowoż placu darowanie  dopiero sprawy całej początkiem było. Bo rzecz pierwsza, to że plac taki musi być ogrodzony. A to niestety w czasach obecnych pociąga za sobą znaczny wydatek. Sczęśliwie w każdych czasach znaleźć można ludzi życzliwych i skłonnych do pomocy: w kwietniu roku 1916 takim człowiekiem okazał się dyr. Halicki, który na ogrodzenie placu przeznaczył dochód z piątkowego przedstawienia „Rewizora”. W tej sytuacji pozostawało już jedynie mieć nadzieję, że na piątkowem przedstawieniu zgromadzi się dostateczna ilość widzów, sympatyzujących z tym projektem, by prace w zakładanym ogródku mogły być natychmiast rozpoczęte. Serce rośnie, nieprawdaż?!

3

4

Może i prawdaż… Ale życie ma różne strony, również i te mniej przyjemne… zwracamy uwagę na brudy i nieporządki panujące na podwórzu i klatkach schodowych domu Waksmana przy ul. Ruskiej 3. Listy lokatorów w tym domu niema, a brama przez całą noc stoi otworem.

5

Dyr. Halicki i pan Waksman… Dr. Jekyll i Mr. Hyde po lubelsku…

 

Ziemia Lubelska z 13.IV.1916 r. (Nr 181)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Post Navigation