Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Bychawska”

O potrzebie z przedmieścia zrobienia Śródmieścia

Lublin. Ok. 1939 r.

O! Nowe wydanie „Kuriera z Lublina”! Ba… cóż w tym dziwnego… W „Gabinecie” do Świąt jeszcze daleko, ale o tym, że nieuchronnie nadchodzą świadczy rosnąca ilość wzmianek o tychże świętach. Nawet w tytułach cytowanych przez „Kurier z Lublina” gazet. A zatem przytoczony poniżej artykuł zaczerpnięto nie z „Ekspresu Lubelskiego i Wołyńskiego”, a z „Dodatku Świątecznego” do tegoż „Ekspresu” z dnia 27 marca 1937 r. Jaki z tego wniosek? Wniosek? Tak wniosek! A taki, że przed 80 (słownie: osiemdziesięciu) czy laty Wielkanoc wypadała pod koniec marca. Co do meritum sprawy poruszonej w niniejszym artykule, „Gabinet” postanowił ponownie skorzystać z prawa do zachowania milczenia, pozwalając Czytelnikowi na samodzielne przemyślenia i wyciągnięcie własnych wniosków. W prezencie gratisowo dostajecie ilustrowaną reklamę motopomp i ogłoszenia dwóch instytucji związanych z ulicą Narutowicza nr 4. Tu powinienem zakończyć wielokropkiem, dla lepszego efektu dramatycznego, ale… (jak widzicie to nie zawsze działa)

P.S. Odpowiedź skrywa się w tekście…

„Dodatek Świąteczny” do „Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego z 27.III.1937 r. 

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

A na placu (Bychawskim) w dzień targowy, takie słyszy się rozmowy…

Płomienie sięgały trzeciego piętra, a słup czarnego, tłustego dymu wznosił się pod niebiosa. Pożar ogarnął błyskawicznie… coś tam z pewnością ogarnął, ale z pewnością nie w Lublinie 13 kwietnia roku 1916. Tego właśnie dnia w Lublinie nie zanotowano dużych pożarów i straż ogniowa musiała wyjechać jedynie na Olejną 5, gdzie zapaliło się drzewo, złożone przy piecu oraz na Grodzką 24, gdzie zapaliła się słoma i parkan drewniany. Oczywiście oba pożary zostały bardzo szybko ugaszone przez straż.

1

Charakteru dramatycznego nie miały też wydarzenia z ulicy Bychawskiej i z placu Bychawskim zwanego, opisywane tegoż właśnie dnia przez Ziemię Lubelską. A doszło tam, z polecenia magistratu, do przeniesienia targu. Ten istniejący dotychczas na ul. Bychawskiej (wiodącej do przejazdu) na Piaskach, przeniesiono na plac Bychawski (po prawej stronie ul. Foksal, przy rogatce). Zadowolenie magistratu z „dobrej zmiany” nie znalazło przełożenia na zadowolenie adresata tejże, czyli ludności zwykłej (jak zwykle zresztą). Tym razem niewdzięczność władzy okazali handlarze i przekupnie (gorszy sort?), twierdząc, że na nowem miejscu jest im ciasno. O Borze (to taki las), co za ludzie!

2

Nie wspominał nic o targowych placach Kofta Janusz, lecz wołał jedynie o ogrodów niezapominanie. Odpowiadając na to florystyczne wezwanie skreślmy słów kilka o projektowanym ogrodzie na lubelskich Bronowicach. Rzecz dotyczyła urządzenia ogródków dla dziatwy z ochronek oraz dla młodzieży studiującej w szkołach botanikę. A ponieważ zbytecznym byłoby szeroko omawiać oczywisty pożytek z założenia podobnych ogródków, zatem omawiać go nie będziemy. Wspomnimy jedynie, że na cel założenia takiego ogródka ofiarowano już plac za kościołem na Bronowicach do plantu kolejowego. Jednakowoż placu darowanie  dopiero sprawy całej początkiem było. Bo rzecz pierwsza, to że plac taki musi być ogrodzony. A to niestety w czasach obecnych pociąga za sobą znaczny wydatek. Sczęśliwie w każdych czasach znaleźć można ludzi życzliwych i skłonnych do pomocy: w kwietniu roku 1916 takim człowiekiem okazał się dyr. Halicki, który na ogrodzenie placu przeznaczył dochód z piątkowego przedstawienia „Rewizora”. W tej sytuacji pozostawało już jedynie mieć nadzieję, że na piątkowem przedstawieniu zgromadzi się dostateczna ilość widzów, sympatyzujących z tym projektem, by prace w zakładanym ogródku mogły być natychmiast rozpoczęte. Serce rośnie, nieprawdaż?!

3

4

Może i prawdaż… Ale życie ma różne strony, również i te mniej przyjemne… zwracamy uwagę na brudy i nieporządki panujące na podwórzu i klatkach schodowych domu Waksmana przy ul. Ruskiej 3. Listy lokatorów w tym domu niema, a brama przez całą noc stoi otworem.

5

Dyr. Halicki i pan Waksman… Dr. Jekyll i Mr. Hyde po lubelsku…

 

Ziemia Lubelska z 13.IV.1916 r. (Nr 181)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Skradziono bieliznę…

1Wiktorowi Jankowskiemu (Narutowicza 34). Ponieważ za bieliznę Wiktor zapłacił 100 zł., był więc piątek 13 marca 1936 r. dla niego dniem pechowym. Pecha nie mieli natomiast Zygmunt Miechowski i Zdzisław Guz (Sieroca 1), bo nie chodzili głodni. A że głód zażegnali ciastem skradzionym Jakubowi Tulerowi (Lubartowska 28)… By nie skupiać się znowu wyłącznie na kradzieżach, odnotujmy tylko, że cytowany „Express Lubelski i Wołyński” sprzed 80 lat wspomniał m.in. o zaginięciu: dziesięcioletniego chłopczyka, dwóch kur, sześciu gołębi i roweru męskiego.

2345


Oraz skarbu żebraczki, co było już sprawą większej rangi, ponieważ „Express” poświęcił jej osobny artykuł (artykulik – mówiąc ściślej). Ryfce Szulmajster, żebraczce, skradziono 298 zł. z kuferka oddanego na przechowanie. Żebractwo okazuje się być więc całkiem intratnym zajęciem – dla porównania: pracownik umysłowy zarabiał w tym czasie od 160 do 300 zł, a wspomniany przed chwilą skradziony rower wart był 250 zł. Moi drodzy: wszyscy na ulicę!

6


Gazeta poświęciła swe łamy nie tylko sprawom kryminalnym: w krótkiej notce zaprezentowano Czytelnikom efekty pracy lubelskiej komisji sanitarnej. Sytuacja nie przedstawiała się zbyt dobrze, czego dowiadujemy się już w tytule: Brud i niechlujstwo. Smutne wyniki lustracji komisji sanitarnej w Lublinie. Komisja kontrolowała posesye kilkudziesięciu zakładów przemysłowych, handlowych i.t.p., stwierdzając brud i niechlujstwo w piętnastu jatkach, sześciu sklepach spożywczych i trzech sodówkach.

9


Przejdźmy do rzeczy mniej przyziemnych: oto wielkimi kroki zbliżał się dzień 19 marca, czyli corocznie obchodzone imieniny Marszałka Józefa Piłsudskiego. W roku 1936 Marszałka nie było już pomiędzy żyjącymi, dlatego też, w dzień Jego imienin, postanowiono uczcić w nastroju poważnym pamięć Tego, który Polskę wywiódł z niewoli i na drogi rozwoju mocarstwowego skierował. Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego postanowił, że nie będą urządzane akademje ani w szerszym zakresie obchody żałobne. Nie uczczono więc, w sposób uroczysty, nawet Tego, który niewątpliwie na wdzięczność i pamięć Narodu sobie zasłużył; co powiedzieliby nasi szlachetni Przodkowie, widząc, że obecnie chce się urządzać miesięcznice każdej (o Borze! – to taki las) pękniętej gumy!

7Tak, nie mylicie się: zgodnie z panującym obecnie klimatem na skanie powyżej zastosowano C E N Z U R Ę! To po to, żebyście nie mogli wszystkiego przeczytać…

Jedyną formą uczczenia pamięci Marszałka miało być przemówienie radiowe Pana Prezydenta Rzeczpospolitej (tak, byli wtedy Panowie Prezydenci) wygłoszone w dniu 18 marca. W związku z tym Komitet zwrócił się z prośbą do wszystkich posiadaczy głośników aby je tak umieścili by przemówienie Pana Prezydenta mogło być słyszane przez domowników ale i na ulicy. Przemówienie miało być utrwalone na stillu i dwukrotnie wyemitowane przez Polskie Radio w dniu 19 marca. W lubelskiej katedrze, na godzinę 10 zapowiedziano uroczyste nabożeństwo za spokój duszy Zmarłego Wodza Narodu, z udziałem władz państwowych i instytucyj. Władze wojskowe przygotowały ponadto przemarsz oddziałów wojskowych przed sztandarem w tak werbla. Jedyną melodią odegraną przez wojskową orkiestrę miał być Hymn Narodowy. Czasem to naprawdę wystarczy…

8

Express Lubelski i Wołyński z 13.III.1936 r. (Nr 73)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Ballada druga tunelowa

Tunel nigdy się nie kończy? Wszak to noc, która trwa chwilę krótką. Po czym jest już raniutko. Jednak nie w Lublinie. Problem to nie nowy: oto 25 lutego 1946 r. w „Gazecie Lubelskiej”, w rubryce Listy do Redakcji, ukazał się list Czytelnika zatytułowany Uporządkować wejście do tunelu. Pierwsze lata powojenne to czas upowszechniania się nowej nomenklatury: na szpaltach gazet zaroiło się od towarzyszy i obywateli – takie nadchodzą były czasy… Wielce Szanowny Obywatelu Redaktorze! zaczynają swój list Mieszkańcy za Tunelem, po czym – komplementując „Gazetę” – proszą Redakcję o zamieszczenie niniejszego listu w swym poczytnym piśmie.

1

W następnym zdaniu Mieszkańcy przekonują, że są ludźmi niezwykle szczęśliwymi: mamy szczęście mieszkać w dzielnicy „za Tunelem”, po czym przystępują do opisu swojej codzienności: mieszkańcy tej dzielnicy muszą przebywać tunel przynajmniej dwa razy dziennie, spiesząc do pracy, do miasta, lub na Targ przy ul. Pocztowej i z powrotem. Tu przerywamy narrację Mieszkańcom, by przybliżyć Czytelnikowi ówczesną sytuację: rok 1946 to kolejny już rok od czasu, kiedy to okupant niemiecki został zastąpiony okupantem sowieckim. Miasto jest zrujnowane i zdewastowane, głód i bieda są na porządku dziennym: ludzie żyją z dnia na dzień… Luty – zima sroży się w najlepsze. Tunel przy Kunickiego w roku 1946 osiąga pełnoletniość – zbudowano go zaledwie osiemnaście lat wcześniej, w roku 1928. I wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie pojawiła się ona: Zima Czarodziejka! Od pewnego czasu miejsce, gdzie znajdują się schody przy tunelu – o dziwo! Zima Czarodziejka zamieniła na tor saneczkowy! Zima znów zaskoczyła. I tu pojawił się problem, ponieważ nie wszyscy mieszkańcy wspomnianej dzielnicy posiadają sanki lub narty. No właśnie, z tego powodu zjazd odbywa się wbrew zasadom sportu zimowego. Miast sprzętu narciarskiego, przechodnie używają różnych części ciała. Zjeżdżają na kolanach, plecach, brzuchu lub… Hmm, na du… pierwszorzędną zabawę mieli i narzekali? Dziwne, zaiste. To samo dzieje się na schodach prowadzących na Plac Targowy. Mieszkańcy nie chcieli jednak zamykać otwierającej się szansy na rozwój sportów zimowych: w celu ułatwienia mieszkańcom dzielnicy „za Tunelem” przebycia schodów zasypanych śniegiem, prosimy tą drogą Zarząd Miejski – Wydz. Gospodarczy (obecnie byłby to Departament Kultury, Sportu i Relacji Zewnętrznych Urzędu Miejskiego [zamierzona ironia]) o otwarcie wypożyczalni sanek lub nart. Zdając sobie najwyraźniej sprawę z tego, że, mimo wszystko, schody mogą nie spełniać standardów nowoczesnego obiektu sportowego proponują Zarządowi Miejskiemu: skasowanie toru saneczkowego i urządzenie takowego gdzieś w innym, więcej odpowiednim miejscu. List kończą wyrazy głębokiego szacunku i poważania.
Redakcja „Gazety” uznała postulaty Mieszkańców za Tunelem za słuszne i b. na czasie, wyrażając nadzieję, iż Zarząd Miejski zainteresuje się nie tylko tą sprawą, lecz również i fatalnymi warunkami dla komunikacji pieszej w innych częściach miasta, których ofiarą padają przechodnie.

Czy Zarząd Miejski wziął sobie do serca te słowa? „Dziennik Wschodni” pisał w styczniu roku 2016 o rzeczonym tunelu: Nowe przejście jest, ale nie dla wszystkich. Ani osoby na wózkach inwalidzkich, ani te z wózkami dziecięcymi nie mogą przejść nad ul. Kunickiego po odnowionym przez kolej wiadukcie. Dla pozostałych to całkiem wygodny skrót.

2

A może wystarczyłoby zadzwonić… ale gdzie? No, gdzie trzeba! O Borze! (to taki las) wszędzie jest to możliwe, wszędzie, tylko nie w Lublinie: Telefon, ten cudowny wynalazek, pozwalający nam na błyskawiczne pokonywanie przestrzeni stracił w naszym drogim Lublinie całkowicie rację bytu czytamy w artykule zatytułowanym: Telefon, Lublin i… cierpliwość. Autor, skrywający się pod inicjałami JD, pisał: Nie mamy tu ogromnych odległości, ot, np. chce człowiek porozmawiać z dworcem kolejowym, siedząc w redakcji gazety. Całkiem naturalne człowieka pragnienie, nieprawdaż? Na dworze czaruje Zima Czarodziejka: za oknem śnieg, zawierucha, samochód – jak zwykle – odmawia posłuszeństwa: szanowna „Dekawka” (czyli coś w rodzaju samochodu) w remoncie, więc naturalnie mamy zamiar skorzystać z telefonu. Coś w rodzaju samochodu to pojazd wyprodukowany przez niemiecką firmę DKW: stąd nazwa dekawka. Akronim DKW w Polsce złośliwie tłumaczono jako dykta, klej i woda, odnosząc się tym samym do prostej konstrukcji tych aut.

1Lubelska książka telefoniczna z roku 1945

I wtedy zaczyna się prawdziwa tragedia – w tym miejscu JD przechodzi do istoty dramatu – warto zwrócić uwagę na to, ile emocji w człowieku wywołać może próba nawiązania rozmowy telefonicznej. W owych czasach, by uzyskać połączenie telefoniczne, należało podnieść z widełek słuchawkę i wykręcić żądany numer (żadnego stukania, klikania czy macania ekranu). Podnosimy słuchawkę – nie ma sygnału. Czekamy chwilę i ponawiamy próbę z takim samym skutkiem. Zaczynamy się troszkę denerwować: serce wali w przyspieszonym tempie, na twarz występują rumieńce; zdejmujemy znowu słuchawkę z widełek, tym razem nieco energiczniej – nic, cisza. Zaczyna się robić nerwowo: Potrząsamy aparatem, uderzamy nim kilka razy rytmicznie w stół i o ścianę (aparaty były solidne, ebonitowe), tak na zmianę: raz stół, raz ściana! w końcu – jest! Absolutnie oszałamiający sukces – jest sygnał! Przeciągłe „buczenie” daje nam znać, że możemy się połączyć. Oddychamy z ulgą pełną piersią, wykręcamy żądany numer i… nowe rozczarowanie – bo sygnał to dopiero początek.
„Hallo, czy to dworzec kolejowy? O której odchodzi pociąg do…?” Oto kolejny zwrot akcji: Słuchacz „po drugiej stronie” przerywa ci słodziutkim głosem (to chyba słuchaczka) „Obywatel chce dworzec? Tu zakład pogrzebowy! Mamy eleganckie trumienki na składzie! Może potrzeba?” JD zamiast do np. Ciechocinka, powędruje chyba w zaświaty… Trudno więc dziwić się narastającej irytacji: Zwróć się pan do Zarządu telefonów, to dostaniesz hurtowe zamówienia dla abonentów” – krzyczysz z wściekłością i rzucasz słuchawkę. Po fazie buntu, pojawia się rezygnacja. I – być może – akceptacja: Rezygnujesz z telefonu, naciskasz czapkę na oczy i wędrujesz (per pedes apostalorum) na miasto. Po drodze o mało nie straciłeś życia: pod same stopy spada ci aparat telefoniczny, wyrzucony energicznie z drugiego piętra (ha!, dobre, dobre…). Uśmiechasz się tylko! Już wiesz, co to znaczy! W tym miejscu JD uśmiecha się z gorzką ironią: Gorzej, gdy zdarzy się jakiś wypadek w mieście! Zanim wezwie się pogotowie, chory może umrzeć! Wtedy zupełnie aktualny będzie zakład pogrzebowy! (Choć wcale nie ma gwarancji, że dzwoniąc do zakładu pogrzebowego, nie dodzwonicie się do Żuka Skarabeusza…).
Antyfona telefoniczna pod adresem Zarządu Telefonów kończy się wezwaniem: jeśli nie możecie nic poradzić, aby usunąć uszkodzenia, to zamieńcie abonentom lubelskim aparaty telefoniczne przynajmniej na rowery! Nie wymagamy samochodów, bo może nie wytrzymałoby to kalkulacji! Jeśli nie możecie nam dać rowerów, to przydzielcie nam chociaż dobre buty! Bo wędrując pieszo, prędzej załatwimy pilną sprawę, niż przy pomocy lubelskiego telefonu.

Nie wiemy, czy Zarząd Telefonów ustosunkował się do całej tej sytuacji – tym niemniej olbrzymia popularność Lubelskiego Roweru Miejskiego nie wydaje się być przypadkową…

Gazeta Lubelska z 25.II.1946 r. (Nr 56)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Ballada tunelowa

1Tunel to, jak gdyby, taka noc na niby. Noc trwa chwilę krótką i wnet jest raniutko. Słowa te pojawiały się już w „Gabinecie”. Tym razem pretekstem do ich przywołania jest reklama ostatniego seansu w kinoteatrze „Oaza” – 21 lutego 1916 r. wystawiono (wyświetlono) „Tunel”. Trudno powiedzieć czy był to film czy performance innego rodzaju: nie żądajcie odpowiedzi, bo… o Borze – (to taki las!) – sorry: taki mamy gorszego sortu klimat, że nawet norki skryły się do norki. Warto odnotować, że reklama owego „Tunelu” krzyczała dużymi czcionkami zarówno ze szpalt „Głosu Lubelskiego”, jak i konkurencyjnej „Ziemi Lubelskiej”.
A co ponadto wydarzyło się w ówczesnym Lublinie? W mieście – jak pamiętamy – kolejny rok znajdującym się pod okupacją i cierpiącym na niedostatki spowodowane wojną, zwykli ludzie przeżywali dole i niedole dnia codziennego.

POCZ_U_33_0006Był luty – zima w pełni…

2I wtedy właśnie Ignacy Rola ukradł zelówki. No… nie tyle ukradł, co za rzeczoną kradzież skazany został przez Sąd Pokoju II Okręgu m. Lublina na 3 miesiące więzienia. Co się dziwić, wszak warunki były trudne i każdy starał się radzić sobie na własną rękę.

3O wiele cenniejszą od zelówek zdobycz stanowił węgiel: Na stacyi Lublin żandarmi schwytali na gorącym uczynku kradzieży węgla z wagonu Henryka D [nieczytelne]. H.D. po spisaniu odpowiedniego protokołu został osadzony w areszcie policyjnym.

456Być może Pan Henryk, uciął sobie pogawędkę z Heleną Gągot – mieszkanką Świdnika Dużego, odsiadującą 1 tydzień aresztu policyjnego za obrazę sołtysa oraz z Mordką Mandelem, skazanym na 15 dni aresztu za kupno kradzionych rzeczy. W areszcie przebywali w tych dniach również awanturnicy: Ortman Szloma awanturował się na ulicy, Ruchla Goldgrau i Bejla Runtman – w szpitalu św. Józefa. To akurat nie dziwi mnie wcale: ostatnimi czasy zdarzyło mi się kilkukrotnie odwiedzić, wraz z Żoną, placówki tak zwanej „służby zdrowia” i nie raz miałem chęć dać komuś w papę (i nie mam tu na myśli rolki z papą).

7Do aresztu zapuszkowano również dwóch specjalistów od kradzieży kieszonkowej: Zyserman Berek połakomił się na papierosy z kieszeni pana W. Kwatka Hersz już sięgał do kieszeni pana K.H.; jednak K.H. zachował czujność i oddał sprawcę w ręce władz policyjno-wojskowych dla ukarania.

8Tymczasem na ulicy Żmigród doszło do kolejnej spektakularnej kradzieży: oto Wacławowi Orłowskiemu, nieznani sprawcy zwędzili, być może z myślą o wędzeniu, 60 funtów słoniny (ok. 24 kilogramów) wartości 200 koron!

9Dajmy już jednak pokój kradzieżom, zauważając jedynie, że – tym razem – nie dokonano żadnego bezprawnego zaboru bielizny i przechodząc do zagadnień porządku i braku tegoż. Głos w tej sprawie dała redakcja „Głosu” (Lubelskiego): proszeni jesteśmy o zwrócenie uwagi, że w domu Nr 84, przy ul. Bychawskiej urządzono na podwórku formalny śmietnik, z którego wyziewy zarażają powietrze. Zarażanie powietrza to nie tylko przenośnia: w domu tym notowano już parę wypadków zachorowań na tyfus plamisty.

1„Ziemia Lubelska” podaje dodatkowe szczegóły tej śmierdzącej sprawy: Józef Polenicki, właściciel domu przy ul. Bychawskiej 84, w którym było już kilka wypadków zasłabnięć na choroby za[raźliwe], został pociągnięty do odpowiedzialności sądowej za brudne utrzymywanie swego domu. Trudno dziwić się surowości wymiaru sprawiedliwości w przytoczonej sprawie: złe warunki sanitarne w ogarniętym wojną kraju sprzyjały szerzeniu się wielu groźnych epidemii.

2Na Kośminku, tymczasem, doszło do omal nie katastrofy: cudem tylko ogień nie strawił krewnych Mieczysławy Delakowej, przybyłych do niej z Galicji. Delakowa, napaliwszy w piecu, wyszła do miasta, zostawiając w domu śpiącą rodzinę: od rozpalonego pieca zajęła się stojąca obok szafa z ubraniem, czego nie zauważyli śpiący goście. Na szczęście jednak, współmieszkańcy: ujrzeli płomienie i dym i zdążyli na czas wynieść z płonącego mieszkania uśpionych i nieprzytomnych z zaczadzenia [gości] oraz ugasić ogień.

3Sto lat temu w Lublinie… podobnie jak na rosyjskiej widowni wojny: nic ważnego nie zaszło i niema żadnych ważniejszych wiadomości.

4

Głos Lubelski z 20.II.1936 r. (Nr 49) i Ziemia Lubelska z 20.II.1916 r. (Nr82)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Narodowego Archiwum Cyfrowego
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Święta idą: strzeżcie się badacza z opłatkiem!

SM0_1-M-2180
Śpiewaczka i aktorka Marta Eggerth
przy choince Bożonarodzeniowej (grudzień 1938 r.)

1

4

3

2

Głos Lubelski z 8.XII.1925 r. (Nr 337)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!

20130113_090728

3

4

2

5

1

Głos Lubelski z 2.XII.1925 r. (Nr 331)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Deszcze listopadowe budzą wiatry zimowe…

1-DSC_9455-226x300

ks. kan. Józef Pruszkowski
proboszcz parafii Nawrócenia św. Pawła w Lublinie
w latach 1907-1925

4

1

2

3

Ziemia Lubelska z 26.XI.1915 r. (Nr 412)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i ze strony internetowej parafii pw. Nawrócenia św. Pawła w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Chyba wszystko jest do d…y, bo w Lublinie leżą słupy

2

4

3

Głos Lubelski z 8.XI.1925 r. (Nr 308)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Jak budował się tunel…

4

1

2

3

Głos Lubelski z 7.XI.1925 r. (Nr 306)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Post Navigation