O kozie, kawiarce i dozorcy ludzi

Z IZAJASZA Na twarz padam w proch przed Panem i łkający wznoszę głos Przecz pożądał od Sjonu hekatomby tak olbrzymiej, Co do wschodu od zachodu krwią mojego ludu dymi?... Przecz nie olśni wzroku Twego ten bijący w niebo stos?! W Twych świątyniach jęk nasz dławi Babylonu pyszny śpiew, A przed ołtarz, jako skarga zbezczeszczona płynie … Czytaj dalej O kozie, kawiarce i dozorcy ludzi

Telefon w łóżku lub pod? Nie radzimy!

(h) Saneczki. Niema w tym roku tańcujących herbatek, "wieczorków z pączkami" - maskarada - redut etc., więc... pozazdroszczono dzieciom , i kto żyw, a ma ochotę, pędzi do Saskiego ogrodu na "tor" z saneczkami... Od dni kilku "tor" cieszy się wielkiem powodzeniem. Nietylko młodzież szkolna, dzieci, lecz i dorośli czują się tu doskonale!- Trzeba widzieć … Czytaj dalej Telefon w łóżku lub pod? Nie radzimy!

Jest nas coraz mniej i mamy problem z telefonami: MY WIEMY DLACZEGO!

(r) Czy aeroplanem? Przy spadającym z dachu śniegu, gdy na wszystkich ulicach nieomal co kilka kroków ustawione są na chodnikach prowizoryczne zagrody, aby ominąć dane miejsce, przechodnie muszą iść brzegami ulic. W czasie ślizgawicy brzegi te, najczęściej pochyłe, są niemożliwe do przejścia, a więc możeby dla wygody publiczności miejsca podobne posypywać piaskiem, jak to się … Czytaj dalej Jest nas coraz mniej i mamy problem z telefonami: MY WIEMY DLACZEGO!

Leżeć: to nie zawsze znaczy to samo…

(r) Ulica Przemysłowa, która nie jest wprawdzie przyłączoną do miasta, znajduje się jednak prawie w śródmieściu, powinna więc wyglądać troszeczkę inaczej. Ciągle słychać skargi i narzekania mieszkańców, tej ulicy na nieporządki, którym niema kto zaradzić. Chodniki przedstawiają przedziwną rozmaitość pułapek czyhających na każdym kroku na biednego przechodnia. Śnieg, gdy raz upadnie, leży dotąd, dopóki go … Czytaj dalej Leżeć: to nie zawsze znaczy to samo…

Jak to na wojence ładnie…

WOJNA. Po bitwie. Koło wsi R. na zachód od Sochaczewa skończyła się bitwa dwudniowa. Na polu, gdzie okiem rzucić, pełno ludzi, którzy kręcą się po pobojowisku grupami po kilku, czasem w pojedynkę. W pobliżu drogi dwudziestu włościan - starych, młodych, a nawet prawie dzieci - kopie rów sążniowej szerokości, długi na czterdzieści kroków. Obok, jeden … Czytaj dalej Jak to na wojence ładnie…

Sanna po lubelsku, a także o tym, co przyniósł żołnierzom pod choinkę Mikołaj (car) i Wilhelm (cesarz)

Pierwsza sanna (j) Wczorajszej nocy spadł obfity śnieg, który pokrył grubą warstwą ulice, dachy i drzewa. Od rana ukazało się na mieście kilka par sanek, w których używano pierwszej w b. r. szlichtady. Zdaje się jednak, że śnieg ten nie poleży długo i rostaje, gdyż mrozik zaczyna słabnąć. Przy sposobności zauważyć należy, że na wielu … Czytaj dalej Sanna po lubelsku, a także o tym, co przyniósł żołnierzom pod choinkę Mikołaj (car) i Wilhelm (cesarz)

Licho lubelskie i aeroplan schwytany

Eustachy Orski Licho lubelskie. Jakiś bożek prześladowczy obrał sobie siedzibę w murach Lublina. Musiał to być brat mleczny  "Fauna" czyhającego w gęstwinie krzewów leśnych i "Wodnika" błądzącego po moczarach: tylko, że tamtych trzymały się figle i psoty, a ten wyraźnie  rozsiewał wszędzie wokoło "zło". I tak jak Boruta w zamku Łęczyckim zawziął się głównie na … Czytaj dalej Licho lubelskie i aeroplan schwytany