Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Szpital Szarytek”

Dnia 1 września roku…

POCZ_U_2768

… tysiąc dziewięćset szesnastego…

4 1

 

Jak możemy zobaczyć poniżej, ulica Bernardyńska – dość nieoczekiwanie – zmieniła się w ulicę Bernardyńskiego. Kim był Bernardyński… tego nie wiemy. 😉

2 3

Głos Lubelski z 1.IX.1916 r. (Nr 241)


56

 

Ten sam kierownik, ta sama szkoła i to samo ogłoszenie, co powyżej (w Głosie Lubelskim), ale w nieco innym wykonaniu:

7

 

I ładniejsza wersja gimnazjum z ulicy Bernardyńskiego Bernardyńskiej:

8

 

Reklamowało się też szkolnictwo specjalistyczne, nawet z Warszawy:

9

 

Nauczyciele poszukiwani! Poniżej ogłoszenie „Biura” – być może biura pośrednictwa pracy…

10

Ziemia Lubelska z 1.IX.1916 r. (Nr 429)


…dwadzieścia lat później, czyli w roku 1936…

12

13

 

Podręczniki! Podręczniki! Kupujcie podręczniki!

14

 

Wspominaliśmy już o ulicy Bernardyńskiego – poniżej inny kwiatek czyli ulica… Rusałkowska. Rusakowską została – jak nietrudno się domyślić – Rusałka, przez niektórych (O Borze! – to taki las…) tzw. „lubelaków” zwana nieprawidłowo ulicą Rusałki. Janowi Budzyńskiemu oczywiście współczujemy, a Edwardowi Pruchniakowi mniej.

15

Express Lubelski i Wołyń z 1.IX.1936 r. (Nr 243)


 

Ktoby jechał? Piszcie!

16

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Lubelskie przygody wesołej córy Koryntu oraz tragedia pod Garbowem

2

4

3

1

Głos Lubelski z 15.IX.1925 r. (Nr 253)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

O tem, co – Magistracie! – robić z wodą do głowy uderzającą…

Choćby prowizoryczne. (p) Wobec zbliżającego się lata i upałów a co za tem idzie wzmożonej konsumcji napojów chłodzących byłoby wielce pożądanem, aby magistrat ustawił na rogach ulic budki do sprzedaży wody sodowej, która jako przygotowana na wodzie dystylowanej (tak nakazują przepisy) jest napojem zdrowszym niż woda surowa i różne lemonjady nie wiadomo z czego sporządzane. Magistrat miałby z tego źródła dochód, a publiczność wygodę i pewność, że pije dobrą wodę sodową, mad której wartością czuwa komisja sanitarna.

POCZ

+ Dla robotników. (p) Robotnicy dzienni, poszukujący pracy, zbierają się tłumnie przed magistratem i na rogu Krakow. Przedm. i Królewskiej, utrudniając cyrkulację publiczności i zachowując się niewłaściwie, mianowicie zaczepiając kobiety w sposób nieprzyzwoity. Policja perjodycznie rozpędza ich, ale to nie pomaga gdyż wkrótce nanowo się zbierają. Byłoby pożądanem, aby dla tych robotników wyznaczono inne miejsce zbierania się.

+ Kulturalna dama. W piątek wieczorem do szpitala pp. Szarytek przyjechała dama w czarnym stroju na głowie i przywiozła swoją koleżankę chorą na tyfus. Dyżurna szarytka oświadczyła jej, zgodnie z przepisami, że ten szpital chorych zakaźnych nie przyjmuje, i że powinna zwrócić się do szpitala św. Jana Bożego, przeznaczonego specjalnie dla zakaźnych chorób, a w szczególności na tyfus.

W odpowiedzi na to dama w czarnym stroju na głowie nazwała szarytkę – „sobaką” i t. p.

Należy zaznaczyć, że owa dama z zawodu swego powinna była wiedzieć o przepisach prawnych, któremi szpitale muszą się kierować. Niekulturalne więc jej zachowanie się nie może być tłomaczone nieświadomością, ale czem innem, w naszych warunkach aż nadto często napotykanem.

Ziemia Lubelska z 26.IV.1915 r. (Nr 114)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

…gdy tu błądzisz, wszędy ci, zapomniana, nikła, lśni… jakaś mara przeszłych dni…

Dzień

interesujących przeżyć

Już w godzinach rannych zaznaczą się zmiany na lepsze, rozbudzenie psychiczne i szersze zainteresowania.

Po godz. 10 rano nasza energia życiowa i aktywność będzie się potęgować, obiecując powodzenie w poczynaniach życiowych, wymagających przedsiębiorczości i odwagi.

Godz. 14 zapowiada dobre wpływy kosmiczne, obiecując powodzenie w miłości. Wieczór przedstawia się mniej pomyślnie.


Pogoda na dziś

Na wschodzie i południu chmurno  i mglisto z drobnemi opadami, pozatem dość pogodnie o zachmurzeniu wzrastającym, lekki, na wschodzie umiarkowany mróz. Słabe wiatry z kierunków północnych.


1

Krwawa rozprawa nożowa

na ulicy Grodzkiej

Ciężko rannego uczestnika bójki

przewieziono do szpitala Szarytek

W dniu wczorajszym w późnych godzinach wieczorowych przy ulicy Grodzkiej miała miejsce krwawa rozprawa nożowa, ofiarą której padł niejaki Alfons Arciszewski, lat 29, zamieszkały przy ulicy Dawnej 1.

Nieznani na razie osobnicy, na tle prawdopodobnie porachunków osobistych, napadli na wyżej wymienionego Arciszewskiego, zadając mu szereg ran w głowę oraz ramiona.

Widząc Arciszewskiego padającego na ziemię, napastnicy rozbiegli się, znikając w ciemnych zakamarkach przyległych ulic.

Wezwane Pogotowie Ratunkowe, po udzieleniu pierwszej pomocy, ofiarę porachunków osobistych przewiozło w stanie groźnym do szpitala Szarytek.


Trup noworodka

W dniu onegdajszym, wieczorem, jeden z mieszkańców Kośminka, idąc obok oparkanienia otaczającego gmach elektrowni miejskiej, natknął się na leżące w zawiniątku z łachmanów zwłoki noworodka płci męskiej.

Powiadomiona o powyższym wypadku policja wszczęła energiczne dochodzenie celem ujęcia i przykładnego ukarania zwyrodniałej matki.


Na lubelskim bruku.

Bronisławowi Zakościelnemu (Kalinowszczyzna 8) wybiwszy otwór w murze,nieznani sprawcy skradli 19 kur wartości 100 złotych.

*

Dwie obrączki ślubne, zegarek oraz garnitur męski łącznej wartości 550 złotych skradziono niejakiemu Hukielowi Antoniemu (Dolna 3-go Maja 3.)

*

Rajsowi Izraelowi-Hunie (Jezuicka 5) skradziono 50 złotych.

*

Na targu przy ulicy Bychawskiej skradziono niejakiemu Małosze Janowi, mieszkańcowi wsi Czerniejów pow. lubelskiego, 70 złotych.

*

Za handel mięsem z potajemnego uboju pociągnięto do odpowiedzialności sądowej niejaką Cypę Lew (Bychawska 48) u której zakwestjonowano 4 kg. mięsa wołowego.

Gazeta Lubelska z 5 III 1931 r. (Nr 61)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść…

Dzień pomyślny

z wyjątkiem wieczoru

Wczesny ranek może nam dać powody do niezadowolenia, później jednak sytuacja ulega zasadniczej zmianie na lepsze.

Wieczór zato przynosi rozdrażnienie i nerwowe niepokoje.


Pogoda na dziś

Na wschodzie i południu zachmurzenie zmienne z możliwością przelotnych opadów, pozatem dość pogodnie. Lekki, na wschodzie umiarkowany mróz. Słabnące wiatry północno-zachodnie i północne.


Ulica Garbarska

Ulica Garbarska

Tragedja staruszki.

Wyczerpana upadła na chodnik.

Jedna z wielu cichych tragedyj rozgrywających się niemal codziennie w murach naszego miasta, miała miejsce w tych dniach przy ulicy Garbarskiej.

Oto niejaka Magdalena Skulimowska, bezdomna staruszka licząca 71 lat życia, będąc w stanie zupełnego wycieńczenia upadła na chodnik przy jednym z domów wymienionej ulicy.

Powiadomione o wypadku Pogotowie Ratunkowe, przewiozło opuchniętą z głodu i zimna staruszkę do baraków dla bezdomnych przy ulicy Unickiej.


Pod brzemieniem nędzy

ugięła się młoda dziewczyna

W tych dniach w godzinach popołudniowych, przy ulicy Lubartowskiej 16, miał miejsce tragiczny wypadek usiłowania pozbawienia się życia.

Niejaka Wacława Wawrzycka licząca zaledwie osiemnaście lat, nie mając własnego kąta i nie mogąc zdobyć pracy, pędziła już od dłuższego czasu nędzne, tułacze życie.

Wreszcie przywiedziona do ostateczności postanowiła rzucić się w objęcia śmierci.

Kupiwszy małą flaszeczkę esencji octowej, w bramie wyżej wymienionego domu wypiła jej zawartość.

Na krzyk nieszczęśliwej, wijącej się w strasznych boleściach, zbiegli się przechodnie.

Wezwano Pogotowie Ratunkowe, które po udzieleniu jej pierwszej pomocy w stanie groźnym przewiozło ją do szpitala Szarytek.


Na lubelskim bruku.

Portmonetkę zawierającą 25 złotych gotówką skradziono za Magistratem na targu niejakiej Rohmie Fruchtgarten (Powiatowa 3).

*

Bronisławie Chrzanowskiej (Kalinowszczyzna 54) skradziono z komórki wieprza wartości 80 złotych.

*

Indyka, koguta oraz osiem kur łącznej wartości 75 złotych skradziono z komórki niejakiemu Miłkowskiemu Janowi (Krochmalna 7).

*

Za uprawianie handlu mięsem z nielegalnego uboju pociągnięto do odpowiedzialności sądowej niejakiego Bolesława Wróblewskiego właściciela restauracji przy ulicy 1-go Maja 43.

*

Znaleziono na ulicy Kapucyńskiej okulary z futerałem są do odebrania w Głównym Komisarjacie P. P.

1

Gazeta Lubelska z 3 III 1931 r. (Nr 59)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej UMCS i Google Street View
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Dziś w numerze: cudowny lek na wszelkie bolączki!

Poważna zwyżka cen

na mięso wieprzowe i wędliny

jest nieuzasadniona.

Poczynając od dnia 21 lutego b.r. zaczął obowiązywać w Lublinie nowy cennik na mięso wieprzowe, wędliny i tłuszcze. Ceny poniższe obowiązują za 1 kg. w detalu.

I tak. Cena słoniny wynosi według tego cennika 2 zł. 40 gr.; schabu surowego 2 zł. 80 gr.; żeberek grubych 2 zł. 2o gr.; szynki surowej 2 zł.; boczku surowego 2 zł.; nóg 90 gr.; głowizny 1 zł.; wątroby 1 zł. 20 gr.; lekkie 70 groszy; błony czystej 2 zł. 60 gr.; smalcu 3 zł.; kiełbasy zwyczajnej 3 zł.; kiełbasy serdelowej 3 zł. 20 gr.; kiszki pasztetowej 2 zł. 80 gr.; kiszki kaszanej 90 groszy; salcesonu włoskiego 2 zł. 80 gr.; salcesonu szwabskiego 1 zł. 80 gr.; szynki gotowanej 5 zł.; golonki 3 zł. 20 gr.

Za nieprzestrzeganie powyższych cen grozi sprzedającym grzywna w wysokości trzech tysięcy złotych albo sześciotygodniowy areszt.

Zaznaczyć należy że ceny powyższe są w porównaniu z dotychczas obowiązującymi podniesione od dwudziestu do dwudziestu pięciu procent.

Ponieważ ceny żywca spadają ciągle przeto ta wielka podwyżka jest niezrozumiała.

Opinia publiczna czeka na wyjaśnienie miarodajnych czynników.


Krwawy napad

na ulicy Fabrycznej.

Rozwielmożniona łobuzerja lubelska raz po raz daje znać o sobie bandyckiemi wybrykami.

W dniu onegdajszym trzech znanych w Lublinie urwipołciów Tadeusz Walkowiak (Skibińska 20), Leon Walas (Hrubieszowska 6) i Franciszek Kuter (Hrubieszowska 20) postanowili pobić na tle porachunków osobistych Stefana Małochę (Podlaska 8).

Spotkawszy go na ulicy Fabrycznej rzucili się nań i silnie pobili. Ponadto Kuter uderzył go dwukrotnie nożem.

Pogotowie odwiozło Małochę w stanie ciężkim na kurację do szpitala Szarytek.

Krwawych napastników aresztowano.


Matka i synek

ulegli zaczadzeniu.

W tych dniach o godzinie 11 rano przy ulicy Bronowickiej 1 miał miejsce wypadek zaczadzenia, któremu uległa niejaka Felicja Szmaga, lat 32, oraz czteroletni jej synek Henryk.

Dzięki przebudzeniu się męża Szmagi zaczadzenie nie miało poważniejszych następstw.

Zawezwane Pogotowie Ratunkowe udzieliło pomocy.


Pod wpływem zazdrości

mąż poturbował żonę.

Mężowie są zazdrośni. Starą tę prawdę odczuła na sobie p. Marja Klejn zamieszkała w domu Nr. 45 przy Krakowskiem-Przedmieściu.

W dniu 23 b. m. p. Marja poszła wieczorem na przyjęcie do znajomych.

Czas mile spędzony biegł szybko to też gdy nastąpił moment powrotu do domu była godzina trzecia po północy.

Mąż, któremu znowu w domu w ciszy i samotności czas djablo się wydłużał, przywitał powracającą małżonkę ponuro i ozięble a w odpowiedzi na usprawiedliwienia skoczył jak tygrys i silnie poturbował. Widząc jednak że żona pod wpływem takiego zwrotu rzeczy zemdlała przeraził się nie na żarty i telefonicznie wezwał Pogotowie Ratunkowe.

Lekarz Pogotowia stwierdziwszy obrzęk na lewym policzku i górnej wardze nałożył bandaże.


Z mieszkania biżuterję

a ze sklepu
wyroby tytuniowe
zabrali złodzieje.

Zamieszkałego w domu Nr. 22 przy ulicy Bychawskiej Stanisława Drozda spotkała przykra niespodzianka.

Oto jacyś nieznani sprawcy zakradli się do jego mieszkania skąd zabrali mu biżuterję.

Mało tego.

Prawdopodobnie ciż sami sprawcy dostali się tegoż dnia późnym wieczorem do jego sklepu skąd zabrali wyroby tytuniowe i kilkanaście złotych gotówką.

Łącznie swe straty ocenia p. Drozd na tysiąc prawie złotych.


Na lubelskim bruku.

Antoniemu Dołęgowskiemu skradziono wóz wartości 340 złotych.

*

Zygmuntowi Danielowi (Drobna 7) skradziono ubranie i palto łącznej wartości 600 złotych.

*

Bieliznę i garderobę wartości 1500 złotych skradziono Janowi Rejtarowi zamieszkałemu na Dziesiątej.

*

Za sprzedaż mięsa pochodzącego z potajemnego uboju pociągnięto do odpowiedzialności Moszka Redlicha (Bychawska 53).


1

Gazeta Lubelska z 25 II 1931 r. (Nr 53)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej UMCS
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Czy wiesz, czyją rękę masz w kieszeni?

+ Nowe czcionki. Powiadamiamy naszych prenumeratorów i czytelników, zamówione przez nas nowe czcionki już przybyły do Lublina. Drukowanie „Ziemi Lub.” nowymi czcionkami rozpoczniemy po rozsypaniu po rozsypaniu ich do nowych kaszt, czyli za kilka dni.


+ Bez wódki i wina. Z powodu ciągłych starań różnych zakładów, stowarzyszeń i t. p. o pozwolenie na sprzedaż wina i ograniczoną sprzedaż wódki wyższe władze wojskowe, od których decyzji cała sprawa zależy, odpowiedziały, że do czasu ukończenia wojny sprzedaż publiczna wódki i wina pozwolona nie będzie.


+ Z miasta. Przy ul. Radziwiłłowskiej wzdłuż posesji Frejtaga parkan od ulicy pochylił się tak bardzo, że trzeba głowy schylać, aby przejść tamtędy, i grozi niebezpieczeństwem. Należy parkan ten doprowadzić do porządku.


POCZ_U_SZUJAJ A ZNAJDZUESZ

+ Pod skrzynią towaru. (p.) Ul. Królewską przejeżdżała platforma Szymchy Biajwajsa, którą powoził furman Władysław Kukliński; platforma naładowana była  bardzo wysoko skrzyniami towaru, z których jedna spadła na nogę przejeżdżającemu obok pocztyljonowi, Franciszkowi Juźko. Uderzenie było tak silne, że noga pękła i  nieszczęśliwego J. trzeba było odwieźć do szapita pp.Szarytek na kurację. Policja spisała odpowiedni protokół dla pociągnięcia do odpowiedzialności tak woźnicy, jak i właściciela platformy.


+ Ukradzenie konia z wozem. (p) Za mostem żelaznym włościaninowi Janowi Koskowi we wsi Łuck w pow. Lubartowskim skradziono konia z wozem, wartości 120 rb. Wydział śledczy po 2 dniowym poszukiwaniu znalazł konia wraz z wozem w dzielnicy żydowskiej i wzywa K. po odbiór swej własności.


+ Na gorącym uczynku.(p) Robotnik kolejowy Gonczarow zauważył cudzą rękę w swojej kieszeni i uchwycił złodzieja, oddając go w ręce policji. Przy spisywaniu protokułu okazało się, że jest to znany złodziej  kieszonkowy, Józef Mazur.


Ziemia Lubelska z 17 II 1915 r. (Nr 48)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Zapraszamy na herbatę po rosyjsku!

1

Echa wojny

„Herbata wojenna”

Pod tym tytułem, czytamy w „Rieczi”, w „Berliner Tageblatt” umieszczono artykuł, w którym są opisane rosyjskie sposoby picia herbaty.

„Rosjanin – mówi on – pije znakomitą herbatę za pomocą trzech sposobów: pierwszy sposób najprzyjemniejszy dla Rosjan – to picie herbaty „z prykuską”. Pijący herbatę trzyma kawałek cukru w przednich zębach i filtruje przez ten kawałek cukru całą szklankę herbaty.

Drugi sposób, znacznie prostszy, to picie herbaty „z prylizią”. Jest to sposób następujący: od sufitu zwiesza się na sznureczku kawałek cukru, i każdy z siedzących przy stole gości liże ten cukier, a następnie popija herbatą. Wreszcie najtańszy sposób picia herbaty, to z „prydumką” (z marzeniem, jak objaśnia autor niemiecki i dodaje: „Jakżeż poetycznym jest naród rosyjski”. O cukrze przy tym sposobie picia herbaty tylko marzą”)

Dalej artykułu pisze, że Rosjanie nie uważają herbaty za napój poważny. „Ani razu nie widziałem, aby Rosjanin przed wypiciem herbaty przeżegnał się, natomiast na sam widok buteleczki z wódką żegna się po kilkakroć, a przed wypiciem kieliszka wódki Rosjanin żegna się ręką prawą przynajmniej i trzy razy”.


+ Brutalność stróżów. (p.) Niejednokrotnie pisaliśmy o nieostrożności stróżów, którzy przy usuwaniu błota z chodników lub posypywania ich piaskiem czynią to tak nieostrożnie, że zasypują przechodniów i brudzą im ubranie. Świeżo mamy do zanotowania liczne skargi Lublinian, którym stróżowie odpowiedzieli brutalnie na zwróconą im uwagę, iż porządki należy robić uważniej i nie narażać na przykrości przechodniów.


+ Brak ogrodzenia. (p.) Przy trakcie piaseckim, na drodze, wiodącej do szlachtuza brakuje ogrodzenia przy brzegu Czerniejówki. Pozostałe słupy świadczą, że ogrodzenie takie istniało kiedyś. Dla uniknięcia możliwego wypadku należałoby brzeg rzeki ogrodzić.


+ Rozprawa nożowa. (p.) W tych dniach przy ul. Grodzkiej znany policji nożowiec J. Wróblewski napadł i zranił nożem Franc. Dębczaka oraz Zygmunta Głogowskiego, który ujął się za napadniętym. Dębczaka odesłano na kurację do szpitala Szarytek, Głogowski leczy się w domu, a Wróblewskiego poszukuje policja.


+ Przejechanie. (p) Dnia 17 b m. 15 letnia córka wyrobnika J. Nakonieczna wyszła ze wsi Zabiele w pow. Lubartowskim z dwoma koleżankami do kościoła, dziewczyny szły po plancie kolejowym. W czasie tego nadjechał na drugim torze pociąg i maszynista dał sygnał, dziewczyny przestraszone stanęły, a Nakonieczna zmięszana wpadła na tą linją, po której szedł pociąg i dostała się pod koła, które obcięły jej prawą nogę powyżej kolana, a u lewej nogi stopę. Nieszczęśliwa w drodze do Lublina zmarła. Zwłoki zabezpieczono na st. Lublin do przyjazdu rodziców.


+ Kradzieże. (p) Przy ul. Ś-to Duskiej przy wyładowywaniu z wozu drożdży do składu pp. Wrzodaka i Barciszewskiego nieschwytany złodziej skradł 20 funt. paczkę drożdży. W tym czasie i na tejże ulicy skradziono komuś z wozu paczkę z tytuniem. Ponieważ jednak złodzieja spostrzeżono i zaczęto za nim gonić,   r z u c i ł   on paczkę i zbiegł.

Na poczcie żołnierzowi Dymitrowi Gorskiemu skradziono rb. 12, które miał wysłać do domu.

Wogóle na poczcie kradzieże zdarzają się dość często, należałoby rozciągnąć baczniejszy nadzór nad operującymi tam żołnierzami.

Ziemia Lubelska z 20 I 1915 r. (Nr 20)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

O Litewskim Placu. Jako też, przy sobocie, innych wieści macie krocie

1

POCZ_U_5298

Rozbiórka soboru na ukończeniu. (o) Dzięki łagodnej temperaturze tegorocznej zimy rozbiórka soboru na Placu Litewskim postępuje nieprzerwanie naprzód. Z wielkiego kadłuba, zasłaniającego dotąd gmach Okręg. Dyrekcji R. P. pozostały już tylko szczątki i stos gruzów dokoła. Gruz przewożony jest obecnie na wolną część placu, celem umożliwienia dalszej rozbiórki, tym razem już fundamentów i podziemi. O ile styczeń i luty będziemy mieli pod względem temperatury taki jak grudzień i listopad – to jest nadzieja, iż w ciągu tych dwu miesięcy rozbiórka zostanie ostatecznie zakończona. Plac zostanie wyrównany, a na miejscu  gdzie wznosił się symbol przemocy z czasów niewoli, narazie może urządzony zostanie – estetyczny klomb.


„Bagienko” w śródmieściu. (d) Któż nie zna, położonej nieomal, że w śródmieściu przepastnej ulicy Granicznej. Widocznie dla wyodrębnienia jej od całego miasta pozbawiono ją bruków, trotuarów, obdarzając natomiast licznemi rowami i dołami, w które jak w pułapki wpadają wieczorami mieszkańcy tej nieszczęsnej ulicy, tonącej w wiecznych ciemnościach. Zdarza się nawet, podobno, że pilna potrzeba wezwania pomocy lekarskiej do chorego obywatela tejże ulicy pozostaje nigdy nie zaspokojoną, a to tylko ze względu na bruki i ciemności, gdyż żaden dorożkarz za wszelką cenę odmawia przewiezienia lekarze na tę ulicę, obawiając się o czułość pojazdu i życie konia. Cóż mają czynić biedni mieszkańcy? Przez rok cały zanoszą błagalne modły do Magistratu – oczywiście, jak zwykle bezskutecznie. [Ale] no!, zobaczymy, czy nadchodzący [?] rok przyniesie w tym względzie [jako]wąś poprawę.


Pod kołami autobusu. (d) Jak gdyby na urągowisko, w dzień po ukazaniu się naszej ostrzegawczej notatki, przy ulicy Nowej wydarzył się wypadek. Oto o godz. 9 m. 15 wieczorem w dniu onegdajszym podczas biegu autobusu Nr. 142 W. P. R. przy ulicy Nowej 13 letni Józef Bielak zamieszkały na Kalinowszczyźnie Nr. 7 wskoczył do autobusu tak niefortunnie, że wpadł pod koła, ulegając przejechaniu lewej nogi powyżej kolana. Wezwane na miejsce wypadku Pogotowie Ratunkowe po udzieleniu pierwszej pomocy lekarskiej odwiozło poszkodowanego do szpitala Szarytek.


„Noworoczna” kradzież. (d) Nieznany jakiś „spryciarz” miał w dzień Nowego Roku niezwykłe szczęście, albowiem za darmo zaopatrzył się w wyśmienite artykuły spożywcze, jak konfitury, łakocie, gęsi, i t. d. i t. d. Były one własnością Szmula Wajsenberga, zamieszkałego przy ulicy Lubartowskiej Nr 9, a zapewne przez nieostrożność ukryte w znajdującej się na korytarzu domu szafie. Kradzież popełnioną została mniejwięcej pomiędzy godziną 7 a 8 wieczorem, kiedy wszyscy mieszkańcy kamienicy, przeważnie żydzi przesiadywali w swych mieszkaniach. Ogólna wartość skradzionych artykułów nie przekracza 400 złotych. Zawiadomiona o kradzieży policja wszczęła energiczne dochodzenie.


Okradziony z futra. (d) W dniu onegdajszym Nusymowi Dawidowi Janowskiemu zamieszkałemu przy ul Lubartowskiej 28 podczas pobytu w domu modlitwy przy ulicy Nowy Plac Targowy skradziono futro wartości 200 złotych. Zawiadomiona o kradzieży policja wszczęła energiczne dochodzenie.


Kradzież w zakładzie litograficznym. (d) Przed kilkoma dniami w zakładzie litograficznym przy ul. Bernardyńskiej 8 przez nieznanego dotychczas sprawcę dokonaną została kradzież pewnej sumy gotówki z szuflady stolika. Zawiadomiona o kradzieży policja wszczęła dochodzenie, które, jak się spodziewać należy nie wykryje sprawcy, gdyż o dokonaniu kradzieży zawiadomiono ją nieco zapóźno. bo po kilku dopiero dniach. Sądzić by należało, że w imię obopólnego dobra poszkodowani nie powinni ociągać się z zawiadamianiem policji o wypadku kradzieży, bowiem utrudnia to w wysokim stopniu działalność służby bezpieczeństwa.


„Sezonowe” kalkulacje. (o) Dwie, widać różne, zgoła do siebie niepodobne kalkulacje prowadzą właściciele sklepów z futrami i odzieniem zimowem w różnych porach roku. Pomiędzy zimą i latem istnieje tu olbrzymia różnica, którą trudno doprawdy usprawiedliwić nawet tem znanem zjawiskiem, iż towary sezonowe są zawsze w sezonie droższe. Różnica bowiem w kalkulacji, jaka obecnie w porównaniu z latem  co do cen futer ma miejsce, jest zbyt wielka, nieuzasadniona. Tembardziej dziwnem wydaje się to zjawisko, że zimę mamy lekką dotychczas, a prawdopodobnie i dalsze jej miesiące nie zaznaczą się zbyt niską temperaturą. Oby pomyśleli o tem właściciele sklepów z futrami.


Usiłowanie samobójstwa. (z) W dniu wczorajszym o godz. 8-ej po poł. Pogotowie Ratunkowe wezwane zostało na ul. Orlą Nr 8 gdzie zamieszkały tamże Piotr Lewczuk lat 30, w zamiarze samobójczym napił się esencji octowej. Po udzieleniu poszkodowanemu pierwszej pomocy lekarskiej pozostawiono go na kuracji domowej. Przyczyną targnięcia się na życie – były podobno waśnie domowe.

2Głos Lubelski z 3 I 1925 r. (Nr 3)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Pióro wieczne, a miłość… tragiczna

1

Wstrząsająca tragedia pary zakochanych

Nie chcąc żyć bez ślubu rzucili się pod koła pociągu

W domu Nr. 23 przy ulicy Bychawskiej oddawna zamieszkiwali przy swych rodzinach 20-letni Józef Górecki i 20-letnia Basia Cukierman córka szewca-żyda.

Oboje oni oddawna znali się i przebywali ze sobą. Toteż kiedy przyszły czasy, że ojciec Cukiermanówny począł się oglądać za mężem dla swej córki, ta starała się za wszelką cenę tę chwilę odwlec.

Górecki i Cukiermanówna pokochali się. Miłość ich była wielka, gorąca i nie znała różnic wyznaniowych (on był katolikiem ona żydówką). O ich miłości nikt nie wiedział.

W tych warunkach życie płynęło paru zakochanych spokojnym trybem.

Widmo rozstania jednak zbliżało się ku nim coraz szybciej. Cukiermanóna coraz ciężej była niepokojona przez ojca.

Przecież nie możesz zostać starą panną – mawiał Cukierman do swej córki. Na te słowa zalękniona dziewczyna odpowiadała cichym głosem.

– Jeszcze mam czas. Na tem kończyły się zazwyczaj rozmowy ojca z córką. Ostatnio zakochani, stwierdziwszy że z powodu różnicy wyznań nie będą mogli otrzymać ślubu ani żyć na wiarę, jednomyślnie postanowili rozstać się z tym światem.

W piątek wieczorem Górecki pożegnał się ze swą matką i wyszedł rzekomo do kina, to samo zrobiła w domu Cukiermanówna. Następnie oboje wsiedli do pociągu idącego w stronę Warszawy.

Kiedy pociąg zatrzymał się na stacji w Dęblinie, wysiedli oni na peron i torem kolejowym udali się w kierunku Warszawy. W odległości 1 klm. od stacji zatrzymali się a kiedy nadjechał pociąg, który ich przywiózł do Dęblina rzucili się pod jego koła. Pierwsza dostała się pod parowóz Cukiermanówna ponosząc śmierć na miejscu. Góreckiemu koła parowozu odcięły rękę i zmiażdżyły nogę. Doznał on też ciężkich obrażeń głowy. Pociąg został zatrzymany. Ciężko rannego Góreckiego przewieziono do Dęblina, skąd po udzieleniu pierwszej pomocy został on umieszczony w szpitalu Szarytek w Lublinie.

Wstrząsająca ta tragedia dwojga młodych ludzi wywołała silne wrażenie w dzielnicy Bychawskiej.

Stan zdrowia Góreckiego jest bardzo ciężki.

294

Czad przy ulicy Narutowicza

Cała rodzina w niebezpieczeństwie

Nocy wczorajszej dom Nr. 25 przy ulicy Narutowicza stał się terenem wypadku, który tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności ocalił od śmierci całą rodzinę składającą się z 5 osób.

Oto w wyżej wspomnianym domu oddawna zamieszkuje w niewielkiej izbie rodzina Chudzików. Onegdejszego wieczoru z powodu przejmującego zimna napalono dobrze pod kuchnią a ponieważ nie chciano by się ciepło ulatniało, przeto szczelnie zamknięto szyber poczem cała rodzina udała się na spoczynek.

Czad nie mając ujścia począł stopniowo wypełniać izbę. Wkrótce też znaczna część rodziny leżała już bez przytomności. Na szczęście w nocy przyjechał jeden z kuzynów, który drzwi od mieszkania otworzył a zobaczywszy co się dzieje pootwierał okna i wezwał Pogotowie Ratunkowe. Najbardziej ucierpiał od czadu Jan Chudzik jego syn 24-letni Paweł oraz synowa Seweryna lat 25 inne osoby ucierpiały mniej. Wszystkim poszkodowanym udzieliło pomocy Pogotowie Ratunkowe pozostawiając ich na miejscu.

3

8 11

Pod kołami autobusu. Ulica Fabryczna była w dniu wczorajszym widownią wypadku który nieomal nie pociągnął za sobą życia starszego mężczyzny. Oto wspomnianą ulicą przechodził 62 letni Józef Wojsak zamieszkały ul. Spokojna 14. Nagle nadjechał z dużą szybkością autobus zamiejski. Idący nie zdążył się usunąć i dostał się pod koła doznając ogólnych dość ciężkich obrażeń. Wezwane Pogotowie po udzieleniu pierwszej pomocy przewiozło nieszczęśliwego starowinę na kurację do domu.

7 10

Alfabet w opałach. Pan Majer Alfabet mężczyzna liczący sobie 29 lat życia, miał w dniu wczorajszym nielada przygodę. Oto w godzinach popołudniowych wyszedłszy ze swego domu (Krawiecka 21) na ulicę został zaczepiony obelżywem słowem przez jakiegoś draba. Pan Alfabet poczuł się obrażony, więc ze swej strony zwymyślał owego osobnika. Ten jednak rzucił się na Alfabeta i tak go poturbował że nieborakowi musiało udzielić pomocy Pogotowie Ratunkowe.

5

Odpoczynek „świąteczny” sportowców lubelskich

Okres świąteczny, spowodował że kluby lubelskie zmuszone były do przerwania wszelkiego rodzaju ćwiczeń sportowych, ponieważ jedyna w Lublinie sala gimnastyczna ośrodka na której ćwiczą wszystkie kluby została oddana na „Jasełki”. Przerwa ta potrwa aż do połowy stycznia. Przymusowy ten „odpoczynek świąteczny” wpłynie ujemnie przedewszystkiem na rozwój boksu. Jest nadzieja że w sprawy te wejrzy Okręgowy Urząd W. F. i P. W. i poczyni odpowiednie kroki w celu zmniejszenia „okresu” ustanowionego przez niewiadomo kogo.

6

Ziemia Lubelska z 19 XII 1931 r. (Nr 345)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation