Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Grodzka”

A na placu (Bychawskim) w dzień targowy, takie słyszy się rozmowy…

Płomienie sięgały trzeciego piętra, a słup czarnego, tłustego dymu wznosił się pod niebiosa. Pożar ogarnął błyskawicznie… coś tam z pewnością ogarnął, ale z pewnością nie w Lublinie 13 kwietnia roku 1916. Tego właśnie dnia w Lublinie nie zanotowano dużych pożarów i straż ogniowa musiała wyjechać jedynie na Olejną 5, gdzie zapaliło się drzewo, złożone przy piecu oraz na Grodzką 24, gdzie zapaliła się słoma i parkan drewniany. Oczywiście oba pożary zostały bardzo szybko ugaszone przez straż.

1

Charakteru dramatycznego nie miały też wydarzenia z ulicy Bychawskiej i z placu Bychawskim zwanego, opisywane tegoż właśnie dnia przez Ziemię Lubelską. A doszło tam, z polecenia magistratu, do przeniesienia targu. Ten istniejący dotychczas na ul. Bychawskiej (wiodącej do przejazdu) na Piaskach, przeniesiono na plac Bychawski (po prawej stronie ul. Foksal, przy rogatce). Zadowolenie magistratu z „dobrej zmiany” nie znalazło przełożenia na zadowolenie adresata tejże, czyli ludności zwykłej (jak zwykle zresztą). Tym razem niewdzięczność władzy okazali handlarze i przekupnie (gorszy sort?), twierdząc, że na nowem miejscu jest im ciasno. O Borze (to taki las), co za ludzie!

2

Nie wspominał nic o targowych placach Kofta Janusz, lecz wołał jedynie o ogrodów niezapominanie. Odpowiadając na to florystyczne wezwanie skreślmy słów kilka o projektowanym ogrodzie na lubelskich Bronowicach. Rzecz dotyczyła urządzenia ogródków dla dziatwy z ochronek oraz dla młodzieży studiującej w szkołach botanikę. A ponieważ zbytecznym byłoby szeroko omawiać oczywisty pożytek z założenia podobnych ogródków, zatem omawiać go nie będziemy. Wspomnimy jedynie, że na cel założenia takiego ogródka ofiarowano już plac za kościołem na Bronowicach do plantu kolejowego. Jednakowoż placu darowanie  dopiero sprawy całej początkiem było. Bo rzecz pierwsza, to że plac taki musi być ogrodzony. A to niestety w czasach obecnych pociąga za sobą znaczny wydatek. Sczęśliwie w każdych czasach znaleźć można ludzi życzliwych i skłonnych do pomocy: w kwietniu roku 1916 takim człowiekiem okazał się dyr. Halicki, który na ogrodzenie placu przeznaczył dochód z piątkowego przedstawienia „Rewizora”. W tej sytuacji pozostawało już jedynie mieć nadzieję, że na piątkowem przedstawieniu zgromadzi się dostateczna ilość widzów, sympatyzujących z tym projektem, by prace w zakładanym ogródku mogły być natychmiast rozpoczęte. Serce rośnie, nieprawdaż?!

3

4

Może i prawdaż… Ale życie ma różne strony, również i te mniej przyjemne… zwracamy uwagę na brudy i nieporządki panujące na podwórzu i klatkach schodowych domu Waksmana przy ul. Ruskiej 3. Listy lokatorów w tym domu niema, a brama przez całą noc stoi otworem.

5

Dyr. Halicki i pan Waksman… Dr. Jekyll i Mr. Hyde po lubelsku…

 

Ziemia Lubelska z 13.IV.1916 r. (Nr 181)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

„Dwuch” amatorów „alkocholu” – z dziejów nie tylko ortografii

2

1

Głos Lubelski z 18.XI.1915 r. (Nr 320)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

…gdy tu błądzisz, wszędy ci, zapomniana, nikła, lśni… jakaś mara przeszłych dni…

Dzień

interesujących przeżyć

Już w godzinach rannych zaznaczą się zmiany na lepsze, rozbudzenie psychiczne i szersze zainteresowania.

Po godz. 10 rano nasza energia życiowa i aktywność będzie się potęgować, obiecując powodzenie w poczynaniach życiowych, wymagających przedsiębiorczości i odwagi.

Godz. 14 zapowiada dobre wpływy kosmiczne, obiecując powodzenie w miłości. Wieczór przedstawia się mniej pomyślnie.


Pogoda na dziś

Na wschodzie i południu chmurno  i mglisto z drobnemi opadami, pozatem dość pogodnie o zachmurzeniu wzrastającym, lekki, na wschodzie umiarkowany mróz. Słabe wiatry z kierunków północnych.


1

Krwawa rozprawa nożowa

na ulicy Grodzkiej

Ciężko rannego uczestnika bójki

przewieziono do szpitala Szarytek

W dniu wczorajszym w późnych godzinach wieczorowych przy ulicy Grodzkiej miała miejsce krwawa rozprawa nożowa, ofiarą której padł niejaki Alfons Arciszewski, lat 29, zamieszkały przy ulicy Dawnej 1.

Nieznani na razie osobnicy, na tle prawdopodobnie porachunków osobistych, napadli na wyżej wymienionego Arciszewskiego, zadając mu szereg ran w głowę oraz ramiona.

Widząc Arciszewskiego padającego na ziemię, napastnicy rozbiegli się, znikając w ciemnych zakamarkach przyległych ulic.

Wezwane Pogotowie Ratunkowe, po udzieleniu pierwszej pomocy, ofiarę porachunków osobistych przewiozło w stanie groźnym do szpitala Szarytek.


Trup noworodka

W dniu onegdajszym, wieczorem, jeden z mieszkańców Kośminka, idąc obok oparkanienia otaczającego gmach elektrowni miejskiej, natknął się na leżące w zawiniątku z łachmanów zwłoki noworodka płci męskiej.

Powiadomiona o powyższym wypadku policja wszczęła energiczne dochodzenie celem ujęcia i przykładnego ukarania zwyrodniałej matki.


Na lubelskim bruku.

Bronisławowi Zakościelnemu (Kalinowszczyzna 8) wybiwszy otwór w murze,nieznani sprawcy skradli 19 kur wartości 100 złotych.

*

Dwie obrączki ślubne, zegarek oraz garnitur męski łącznej wartości 550 złotych skradziono niejakiemu Hukielowi Antoniemu (Dolna 3-go Maja 3.)

*

Rajsowi Izraelowi-Hunie (Jezuicka 5) skradziono 50 złotych.

*

Na targu przy ulicy Bychawskiej skradziono niejakiemu Małosze Janowi, mieszkańcowi wsi Czerniejów pow. lubelskiego, 70 złotych.

*

Za handel mięsem z potajemnego uboju pociągnięto do odpowiedzialności sądowej niejaką Cypę Lew (Bychawska 48) u której zakwestjonowano 4 kg. mięsa wołowego.

Gazeta Lubelska z 5 III 1931 r. (Nr 61)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Czy złożyłeś już życzenia swojemu Panu Prezydentowi?

 

Kronika miejscowa.

Pan Prezydent z wizytą na Lubelszczyźnie w maju roku 1939.

Pan Prezydent Rzplitej z wizytą na Lubelszczyźnie w maju roku 1939.

Imieniny Prezydenta Rzeczypospolitej. W dniu 1 lutego przypadają imieniny P. Prezydenta Rzeczypospolitej. W związku z tym z inicjatywy Prezydjum Zarządu Miasta w dniu 1 lutego w kościele Katedralnym odprawiona zostanie uroczysta Msza św. na intencję Solenizanta. Tegoż dnia o godz. 12 ej w południe szkoły powszechne urządzaja w sali Teatru Obchód imienin P. Prezydenta. O godzinie 5-ej po poł. tegoż dnia Towarzystwo Naukowe K.U.L. urządza uroczystą akademję ku uczczeniu 30 lecia pracy naukowej prof. Mościckiego.


Czy to prawda? Komunikują nam czytelnicy, że dyrekcja Rzeźni Miejskiej do pobielania kotłów i wózków cyną zakontraktowała w swoim czasie… cyganów, jakby nie było rzemieślników polskich. Cyganie za tę robotę pobrać mieli około 800 zł., a wykonać mieli ja tak, że po paru tygodniach rzeźnia była zmuszona oddać powtórnie pobielenie tego wszystkiego rzemieślnikom miejscowym. O ile by to odpowiadało prawdzie, niezbyt pochlebnie by świadczyło o gospodarce w rzeźni. Nie mając możliwości sprawdzić – zapytujemy czy to prawda?

1

Ostrożnie z oszustką! Po domach chodzi młoda kobieta, w granatowem palcie i chustce podając się za Górnoślązaczkę, która jedzie z Równego do Katowic i nie ma pieniędzy na drogę. Aby wzbudzić litość, kobieta opowiada, że uległa jakiemuś wypadkowi i że leżała kilka dni w jednym ze szpitali lubelskich. Zbiera datki „na bilet”.

Wymieniona odwiedziła i naszą redakcję. Chcąc jej pomóc – skomunikowaliśmy się z Opieką Społeczną, gdzie nas poinformowano, że o ile leżała w szpitalu  – to szpital wyda jej bilet kolejowy za darmo. Ponieważ ofiara losu nie mogła podać w którym szpitalu leżała – połączyliśmy się z oboma szpitalami lubelskiemi, gdzie się okazało, że takiej pacjentki nie znają. Widząc że zostanie zdemaskowana – kobieta uciekła z redakcji.

Podaje się za Karolinę Czarodziejczyk lub Kołodziejczyk. Ostrzega się przed oszustką.

Kradzież w budce inwalidzkiej. Z kiosku inwalidzkiego przy ul. Szopena 15 skradziono w nocy pewną ilość bibułki „Aida”, kilka numerów „Kina”. Poszkodowany Stefan Nostkowski (Dziesiąta) oblicza swe straty na około 7 zł. Dochodzenie policyjne przeprowadzone w tej sprawie ustaliło, że kradzieży tej dokonał Czesław Orzodowski zam. przy ul. Krochmalnej 15.


Codzienne kradzieże. Karolowi Małkowi ul. Łęczyńska 22, skradziono z podwórka pewną ilość nowych desek.

– Surze Goldsztajn zam. przy ul. Bernardyńskiej 6, skradziono z balkonu 2 poduszki wartości około 30 złotych.

– Edwardowi Małkowskiemu zam. przy ul. Grodzkiej 16, skradziono z mieszkania różne artykuły spożywcze i inne przedmioty domowego użytku łącznej wartości 40 zł.

Głos Lubelski z 31 I 1935 r. (Nr 31)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Memu miastu na do widzenia…

1

Słowa o Lublinie – dawnem mieście

O duszy starych miast

Kroki błądzące w murach Wilna, Lublina czy Krakowa, wszystko jedno zima to, lato lub jesień złotolistna, powolne są, jak zmiany pór roku. Bo czy podobna szybkiemi stopami przemierzać wąziutkie chodniki zaułków, przy których dom patrzy domowi przeciwległemu zbliska w twarz, gdzie arki klamrami spinają mur z murem, gdzie szkarpa się wysuwa na chodnik pochyła, wysoka, niby noga olbrzyma w dostojnej pozie zastygłego.

Powolność, spokój, echo niepowrotności czasów sprawiają, że po starem mieście chodzimy cicho, poważnie. A chodząc tak, przystając, na piętra, załomy, cienie, napisy patrząc, ani wiemy kiedy i jak zaczyna do nas mówić dusza starych kątów. Słuchajmy.

Mury lubelskie

Przy kościołach, cmentarzach jakże wabią oko stare ogrodzenia murowane. To przy kościele Ewangielickim, niziutkie, tu wyższe, tam niższe, nierówne jak szereg rekrutów, zamglone cieniem starych kasztanów, liczy sobie lat sto kilkadziesiąt.

A mury Misjonarskie od ulicy tejże nazwy, również asymetryczne, tylko bardziej okazałe, zdobią niepozorną ulicę niebywale.

Ci, którzy przechodzą obok cerkwi ulicą Ruską mijają obojętnie jej ogrodzenie murowane i piękny w nim murowany występ, zdobiony geometrycznym fryzem. Któż pamięta, że ten występ to dawna furta z czasów, gdy jeszcze ulica przebiegała o 3 łokcie niżej.

A dalej jeszcze, ku Kalinowszczyźnie, w odwiecznym murze kirkuta ileż uroku. Linją kapryśnie łamaną, jak ramię, otacza on wzgórze ciężkie od wielkich drzew i masywnych głazów grobowych, które czas odchylił od pionu ku starości. Powierzchnia odwiecznych cegieł szara i chropawa, ukosy wsporników, romantyczne latarnie gazowe bez szyb i świateł, nawskroś przebijane przez wiatr – ileż mają uroku. Nie mijajmy ich obojętnie.

Rzeczy, których już nie ma

Odbudować w wyobraźni rzeczy, których już nie ma i dopełnić niemi obraz rzeczywistości – to piękne zadanie. Spróbujmy.

Gdzie ulica Rybna krzyżuje się z Grodzką, była ongiś arkada pod dwupiętrowym domem. Tamtędy, w cieniu łukowatego sklepienia wchodziło się na Rybną alias Menniczą. Bezmyślność czyjaś obdarła Lublin z tego pięknego motywu architektonicznego.

Znamy wszyscy zachwycające kościoły drewniane (Rabka, Sękowa), ale mało kto wie, że pod Lublinem, jeszcze w końcu XVIII wieku, na polach między Czechówką, a Czwartkiem stała taka właśnie urocza drewniana budowla jak to w piosence: „kosciółek z descułek, a dzwonnica z tarcic…” Być może, że znajdował się on na gruntach zwanych Lemszczyzna, w pobliżu samotnego pomnika „Szwedzkiego”.

Ongi, plac pochyły za kościołem św. Ducha zajmowały szpital i cmentarz szpitalny, a dalej nieco, w nimbie grozy i złej sławy jarzyły się po nocach wąskie okienka domu, który zamieszkiwał mistrz, kat miejski.

A teraz…?

Drobiazgi

Garść piasku rzuć na wiatr – zagra kolorami. Piach rozsypie się, a każda jego drobinka inna, odmienną naznaczona barwą. Wspominki drobne o dawnych rzeczach, niech rozpadną się sypką tęczą jak piasku garść. Więc:

…Znana kamienica Sobieskich w Rynku ma teraz tylko 2 piętra. Drugie dwa górne rozebrano w czasach Królestwa Kongresowego.

…Wielka ilość starych budowli zmurowana jest z opoki, lub z cegły zmieszanej z opoką. Łatwo to sprawdzić na walącem się domostwie obok wieży Grodzkiej.

…Sierpiński pisze w r. 1839: nie słychać dzwonków zimowych jak w Warszawie i innych miastach stołecznych; dotąd bowiem ani jednej publicznej dorożki miasto nie posiada”.

…Ulice przemianowano. Nie tak się za wieku starego nazywały: Dzisiejsza Bramowa – dawniej Przyrynek, Dzisiejsza Rybna – dawniej Mennicza, Lipowa zwała się Grobową, Namiestnikowska – ulicą Maryji Panny, Królewska – to Przedmieście Korce, Aleje Racławickie zwano ulicą Warszawską.

…Kompleks budynków wieńcem otaczający górę zamkową nietylko był poza juryzdycją miasta Lublina, ale nawet miał osobnego wójta, którego wójtem podzameckim (że to na Podzamczu) zwano. Ostatniego wójta mianował tam Stanisław August. A jeszcze przypomnieć warto, że Podzamcze i herb miało własny: łeb barani bez rogów, pod złotą koroną.

Ot, drobiazgi, drobiazgi.

Dola rośnie

Na Białorusi mówią: „ty śpisz, a dola twoja rośnie”. Otóż tak. Dola rośnie, mijają lata. Kiedyś,  w sto lat po nas, ze wzruszeniem będą nowi ludzie oglądali ślady naszego czasu. Historja Polski urośnie, nowemi faktami obciążona, dzieje Lublina wzrosną razem z nią. W zimowy wieczór, w subtelnym blasku neonowych lamp będą wówczas chodzili po Lublinie, jak dziś, młodzi entuzjaści. Zatrzymają się na ulicy: „To tędy Beliniacy wjeżdżali do miasta witani kwiatami, to w murach tej szkoły zrodził się strajk 1905 roku, to tu urzędował Rząd Republiki Ludowej, to tu Piłsudski, wielki Marszałek, przemawiał wśród sztandarów i tłumów…”

I z pożółkłych gazet, z wystrzępionych dokumentów zbierać będą nowe drobiazgi, o ludziach i murach, o rzeczach których już nie ma, o duszy starego miasta.

J. C.

Ziemia Lubelska z 26 I 1931 (Nr 25)

Ilustracja autorstwa Autora wpisu (nie zaś cytowanego tekstu)
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Zapraszamy na herbatę po rosyjsku!

1

Echa wojny

„Herbata wojenna”

Pod tym tytułem, czytamy w „Rieczi”, w „Berliner Tageblatt” umieszczono artykuł, w którym są opisane rosyjskie sposoby picia herbaty.

„Rosjanin – mówi on – pije znakomitą herbatę za pomocą trzech sposobów: pierwszy sposób najprzyjemniejszy dla Rosjan – to picie herbaty „z prykuską”. Pijący herbatę trzyma kawałek cukru w przednich zębach i filtruje przez ten kawałek cukru całą szklankę herbaty.

Drugi sposób, znacznie prostszy, to picie herbaty „z prylizią”. Jest to sposób następujący: od sufitu zwiesza się na sznureczku kawałek cukru, i każdy z siedzących przy stole gości liże ten cukier, a następnie popija herbatą. Wreszcie najtańszy sposób picia herbaty, to z „prydumką” (z marzeniem, jak objaśnia autor niemiecki i dodaje: „Jakżeż poetycznym jest naród rosyjski”. O cukrze przy tym sposobie picia herbaty tylko marzą”)

Dalej artykułu pisze, że Rosjanie nie uważają herbaty za napój poważny. „Ani razu nie widziałem, aby Rosjanin przed wypiciem herbaty przeżegnał się, natomiast na sam widok buteleczki z wódką żegna się po kilkakroć, a przed wypiciem kieliszka wódki Rosjanin żegna się ręką prawą przynajmniej i trzy razy”.


+ Brutalność stróżów. (p.) Niejednokrotnie pisaliśmy o nieostrożności stróżów, którzy przy usuwaniu błota z chodników lub posypywania ich piaskiem czynią to tak nieostrożnie, że zasypują przechodniów i brudzą im ubranie. Świeżo mamy do zanotowania liczne skargi Lublinian, którym stróżowie odpowiedzieli brutalnie na zwróconą im uwagę, iż porządki należy robić uważniej i nie narażać na przykrości przechodniów.


+ Brak ogrodzenia. (p.) Przy trakcie piaseckim, na drodze, wiodącej do szlachtuza brakuje ogrodzenia przy brzegu Czerniejówki. Pozostałe słupy świadczą, że ogrodzenie takie istniało kiedyś. Dla uniknięcia możliwego wypadku należałoby brzeg rzeki ogrodzić.


+ Rozprawa nożowa. (p.) W tych dniach przy ul. Grodzkiej znany policji nożowiec J. Wróblewski napadł i zranił nożem Franc. Dębczaka oraz Zygmunta Głogowskiego, który ujął się za napadniętym. Dębczaka odesłano na kurację do szpitala Szarytek, Głogowski leczy się w domu, a Wróblewskiego poszukuje policja.


+ Przejechanie. (p) Dnia 17 b m. 15 letnia córka wyrobnika J. Nakonieczna wyszła ze wsi Zabiele w pow. Lubartowskim z dwoma koleżankami do kościoła, dziewczyny szły po plancie kolejowym. W czasie tego nadjechał na drugim torze pociąg i maszynista dał sygnał, dziewczyny przestraszone stanęły, a Nakonieczna zmięszana wpadła na tą linją, po której szedł pociąg i dostała się pod koła, które obcięły jej prawą nogę powyżej kolana, a u lewej nogi stopę. Nieszczęśliwa w drodze do Lublina zmarła. Zwłoki zabezpieczono na st. Lublin do przyjazdu rodziców.


+ Kradzieże. (p) Przy ul. Ś-to Duskiej przy wyładowywaniu z wozu drożdży do składu pp. Wrzodaka i Barciszewskiego nieschwytany złodziej skradł 20 funt. paczkę drożdży. W tym czasie i na tejże ulicy skradziono komuś z wozu paczkę z tytuniem. Ponieważ jednak złodzieja spostrzeżono i zaczęto za nim gonić,   r z u c i ł   on paczkę i zbiegł.

Na poczcie żołnierzowi Dymitrowi Gorskiemu skradziono rb. 12, które miał wysłać do domu.

Wogóle na poczcie kradzieże zdarzają się dość często, należałoby rozciągnąć baczniejszy nadzór nad operującymi tam żołnierzami.

Ziemia Lubelska z 20 I 1915 r. (Nr 20)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Chłopiec przyzwoity i inteligentna starsza panienka: nie pojedynkują się na pogrzebacze, ni widelca w skroń nie wrażąją…

1

Doczekał się pociechy. (d) Dawid Satanowicz zamieszkały przy ulicy Grodzkiej 16 zdawna już ubolewał nad przyszłym losem dorodnego synalka, obecnie 20-letniego Borucha, bowiem młodzian miast, jak to zwykle u żydów bywa, dopomagać ojcu w handlu, rozpróżniaczył się i trwonił zapracowaną przez ojca gotówkę. Kiedy wreszcie zrozpaczony ojciec odmawiać począł codziennych datków, syn wziął się na sposób i bez skrupułów w tych dniach okradł ojca z biżuterji i gotówki. Przywiedziony tem do największej rozpaczy ojciec uznał za stosowne oddać syna pod opiekę policji, która całą sprawę skierowała do Sądu Pokoju II Okręgu. Zapewne lekkomyślnego młodzieńca nie minie kara, która naprowadzi go prawdopodobnie na właściwą drogę. Niema zatem tego złego coby na dobre nie wyszło.


Włamywacze nie śpią. (d) Grasujący od dłuższego czasu na terenie naszego miasta włamywacze po krótkiej przerwie świątecznej wznowili swą działalność włamaniem dokonanym w nocy z dnia 2 na 3 b. m. do sklepu przy ulicy Pijarskiej 2. Za pomocą zepsucia kłódki i wykręcenia sztaby dostali się oni do wnętrza sklepu, skąd skradli większą ilość obuwia i 52 złote gotówką. Poszkodowany Icek Herma Bronberg, zamieszkały przy ulicy Krawieckiej 2, oblicza straty na ogólną sumę 2720 złotych. Zawiadomiona o śmiałym tym włamaniu policja wszczęła energiczne dochodzenie.


Widelec narzędziem zemsty. (d) W dniu onegdajszym, przy ulicy Plac Bychawski Nr 3 wydarzył się dość oryginalny wypadek bójki pomiędzy Józefem Ciechanem, a Amelją Koneczną. Ciechan nie mogąc poradzić krewkiej kobiecie, użył za narzędzie broni widelca, którym zranił ją dotkliwie w skroń. Wezwane do wypadku Pogotowie Ratunkowe, po udzieleniu poszkodowanej pierwszej pomocy lekarskiej i założeniu opatrunku pozostawiło ją na kuracji pod opieką domowników.

2

Ukarany „czarnoksiężnik”. (d) Bieniek Franciszek „czarnoksiężnik” z ul. 3-go Maja, zajmujący się „zamawianiem” chorób, leczeniem ziołami i znachorstwem, czerpiąc wiedzę swą z „ksiąg czarnoksięskich” pełnych bzdurstw i najrozmaitszych niedorzeczności, pochodzących jeszcze z czasów czarowników i czarownic palonych na stosach – jak to już podawaliśmy – pociągnięty został do odpowiedzialności administracyjno-karnej i, jak się dowiadujemy, ukarany został grzywną w wysokości 50 złotych. Na początek kara jest jeszcze niezbyt dotkliwa, zapewne jednak spowoduje u Bieńka pewne postanowienia wyrzeczenia się raz na zawsze czarnoksięstwa i zajęcia się jakimś innym uczciwym „fachem”. Księgi z zakresu „białej i czarnej magji” zostały skonfiskowane.


Energiczna córka. (d) Nie lada kłopot miała Feliksa Osnowska, zam. przy ulicy Namiestnikowskiej 48 ze swą córką Marją Saszyńską której energja nie mając widać ujścia, wyładowała się w dniu onegdajszym na niej samej, bowiem córuś w przystępie miłości dotkliwie ją pobiła. Policja, która została zawiadomiona o tym niekulturalnym wybryku „córeczki”, sporządziła odpowiedni protokuł.


„Pojedynek” na pogrzebacze. (d) Zaiste pomysły ludzkie są niewyczerpane. Dowodem tego jest choćby oryginalny „pojedynek” na pogrzebacze, jaki miał miejsce w dniu onegdajszym pomiędzy Anną Martyniak, zamieszkałą przy ulicy Plac Bychawski Nr 5, a Franciszkiem Karwowowskim, zamieszkałym przy ulicy Króla Leszczyńskiego Nr 29. Mistrzynią we władaniu tego rodzaju bronią okazała się oczywiście Martyniak, która zadała dość ciężką ranę w głowę Karwowskiemu. Ponieważ jednak „pojedynki” tego rodzaju są ustawowo wzbronione, została ona pociągniętą do odpowiedzialności karnej przez miejscową policję.

3

C h ł o p i e c   przyzwoity, uczciwy, wyżej 16 lat potrzebny do posług biurowych. Zgłaszać się ze świadectwami o g. 11 – 1 w Administracji „Głosu”.


P o t r z e b n a   jest inteligentna starsza panienka do sklepu na stałe. Wiadomość: Skład Instrumentów Muzycznych A. Wolny Początkowska Nr. 2.


P o k ó j   przy rodzinie dla dwóch inteligentnych. Grodzka 28 m. 8 I piętro, w podwórzu, lewa oficyna.


S t a n c j a   dla ucznia, lub spokojnego mężczyzny. Namiestnikowska 13 m. 1.

4Głos Lubelski z 6 I 1925 r. (Nr 6)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

A przecież idą Święta…

Tablice pamiątkowe. Na skutek starań Tow. ochrony zabytków gen, – gubernator warszawski zezwolił na umieszczenie w ścianach odpowiednich domów w Lublinie dwuch tablic pamiątkowych na cześć dwuch lublinian a mianowicie: 1) poety Wincentego Pola z napisem: „W tym domu urodził się 1807 roku Wincenty Pol, autor „Pieśni o ziemi naszej”, i 2) satyryka Sebastiana Klonowicza z napisem „Dom ongi Sebastjana Klonowicza, Acerna poety, autora Flisaków”.

Tablice te umieszczone zostaną: pierwsza na ścianie domu Nr 111 przy ul. Grodzkiej, własność p. Giwerca, a druga na domu Nr 2 w Rynku, własności spadkobierców Surzyckich.

CZAS_1490c_1908_nr291_0001

Wypadek z bronią. Dnia 17 b. m. o godz. 11 rano w kolonji Czechówka do domu Fr. Kryszki przyszedł 30 letni Feliks Górny, narzeczony córki gospodarza Natalji. Górny przyniósł ze sobą dubeltówkę myśliwską i dla zabawy zaczął strzelać ślepymi nabojami. Następnie podał strzelbę narzeczonej, prosząc by strzeliła sama. Gdy nieświadoma obchodzenia się z bronią kobieta pociągnęła za kurek traf nieszczęśliwy chciał, aby odpowiednia lufa była nabita zajęczym śrutem. Cały nabój trafił Górnego, który zachęcając narzeczoną do strzału stanął naprzeciw otworu lufy, w oko i położył go trupem na miejscu. Ślub Górnego miał się odbyć po Bożym Narodzeniu, a zapowiedzi już wyszły.


Napad bandycki. Dnia 17 b. m. o godz. 10 wieczorem kilku bandytów dokonało napadu na lokal zarządu cukrowni „Garbów”. Napastnicy uzbrojeni byli w rewolwery. Szczegółów brak.

Kurjer z 19 XII 1908 r. (Nr 291)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Już wkrótce: dramat w odcinkach!

4

Szczegóły sprawy już wkrótce w „Gabinecie”! (HISTORIA W ODCINKACH ?)

Śmiertelny skok z IV-go piętra

Wstrząsający zamach samobójczy przy ulicy Niecałej 10

W niedzielę około godziny 4 nad ranem w domu nr. 10 przy ulicy Niecałej popełniła samobójstwo rzucając się wysokości IV piętra na podwórze 40 letnia Gienia Frakter żona znanego żydowskiego działacza sportowego oraz matka kilkorga dzieci. Jak krążą pogłoski powodem samobójstwa nieszczęśliwej kobiety była choroba nerwowa na którą od pewnego czasu cierpiała denatka. Na godzinę przed samobójstwem nieszczęśliwa matka ucałowała swe dzieci, które niewiedziały dlaczego matka żegna się z niemi. Kiedy spostrzeżono leżącą w kałuży krwi na podwórzu kobietę, wszelka pomoc okazała się już spóźniona. Nieszczęśliwa upadając na kamienne podwórko poniosła śmierć na miejscu. Samobójstwo denatki w całej okolicy wywarło duże wrażenie gdyż była ona ogólnie lubianą i poważną niewiastą.

1

Kulą w brzuch

Krwawa walka kłusownika z gajowym

W dniu 11 bm. o godzinie 11 gajowy lasów Trzeszczany – Korniłowicz Aleksander, na polach należących do wsi Mikołajówka, pod lasem zatrzymał Kidybę Pawła, mieszkańca wsi Mikołajówka – który niósł zająca złapanego w druciane sidła. Kidyba odmówił oddania zająca i rzucił się na Korniłowicza, przyczem wynikła szarpanina, w czasie której Korniłowicz postrzelił Kidybę z rewolweru w brzuch. Kidyba został przewieziony do szpitala, zaś gajowego Korniłłowicza zatrzymano i przekazano władzom sądowym.

3

Nieszczęśliwy wypadek z powodu ślizgawicy. W niedzielę ulicą Grodzką przechodził do domu 7-letni Mendel Wajsman zamieszkały przy ulicy Szerokiej nr. 22. Z powodu ślizgawicy chłopiec upadł i doznał złamania prawej ręki. Pierwszej pomocy udzielił mu lekarz Pogotowia Ratunkowego.

Posypywać piaskiem chodniki. Niemal codziennie, kroniki miejscowych pism przepełnione są wiadomościami o nieszczęśliwych wypadkach wydarzających się z powodu ślizgawicy i nieposypywania piaskiem chodników. Najczęsciej wypadki te mają miejsca na tych ulicach, które posiadają spadki. Z uwagi na stale grożące niebezpieczeństwo przechodniom – chodniki na tych ulicach winny być posypywane piaskiem lub popiołem. Sprawy te polecamy również uwadze władz policyjnych.

2Ziemia Lubelska z 15 XII 1931 r. (Nr 340)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

W roku 1931 lublin112.pl donosił(by)…

Moskiewskie ślady. Mimo że moskale już przed 15-tu laty opuścili nasze miasto, jednak widnieją świeże i jakby specjalnie pielęgnowane ślady ich pobytu. Miejscem tem jest fabryka wyrobów żelaznych b-ci Frydman przy ulicy Żelaznej 20 na Kośminku. Na budynkach tej fabryki widnieją niezwykłych rozmiarów napisy w języku rosyjskim. Dziwnym jest ten fakt, ale jeszcze dziwniejszym jest stanowisko właściciela wspomnianych zabudowań, który tak troskliwie przez piętnaście lat otacza opieką te kacapskie „zabytki”. Mamy nadzieję, że tych kilka słów skłoni p.p. Frydmanów do usunięcia śladów pozostałych po zaborcach z murów ich fabryki.


Nieszczęśliwe wypadki. Lejba Zyser lat 72 przechodząc ulicą Ruską upadł nagle na ziemię. Wezwany lekarz Pogotowia stwierdził udar mózgu i po udzieleniu pierwszej pomocy Pogotowie przewiozło nieszczęśliwego starca do szpitala żydowskiego. Ten sam los spotkał Joska Gajstmana lat 20 – Staszica 4 który upadł ze schodów i tak nieszczęśliwie się potłukł, że musiano go przewieść do szpitala.


W Pogotowiu Ratunkowem. W ciągu dnia wczorajszego Pogotowie Ratunkowe udzieliło pomocy następującym osobom – Besi Goldmir lat 23 ul. Nadstawna 20 (rana szarpana lewej ręki).

– Natanowi Helbersztajnowi lat 37 Grodzka 1, (rana noża) Pobity w czasie awantury.


Zatruł się alkoholem. Stanisław Hyćko, lat20, lubił sobie wypić, lecz nigdy mu to nie wychodziło na dobre. Tak było i tym razem. W niewielkiej kompanji tak się „ululał” a następnie zrobił awanturę, rezultatem czego było zamknięcie go na komisrjacie. Ponieważ w pewnej chwili Hyćko stracił przytomność, przeto wezwano Pogotowie Ratunkowe, które przepłukało mu żołądek.


Pobity Dawid. Pan Dawid Rubinsztajn lat 22 zamieszkały przy ulicy Grodzkiej 1 miał w dniu wczorajszym niezwykle przykrą przygodę. Oto w godzinach południowych został napadnięty przez jakiegoś draba na ulicy, który zadał mu cios laską w głowe. Rannego Dawidka opatrzył lekarz Pogotowia Ratunkowego.


Bójka na Podzamczu. W dniu wczorajszym na ulicu Podzamcze, pomiędzy Natanem Zelmanem lat 18 – Podzamcze 14 a drugim osobnikiem nieznanego nazwiska powstała bójka w czasie której Zelman otrzymał kilka ciosów pałką po głowie i rękach. Awanturnik zbiegł. Zelmana odprowadzono na stację Pogotowia Ratunkowego, gdzie lekarz nałożył mu opatrunki.


Kradzież bali. Kibiś Władysław, Puławska 20, zameldował o kradzieży dwóch bali dębowych wart. 80 zł. przez nieznanego sprawcę.


Na Śliskiej kradną. Kołodziej Helena, Bychawska 70, zameldowała o kradzieży przez nieznanych sprawców wozu o wart. 100 zł z ulicy Śliskiej.


Pociągnięto do odpowiedzialności Pałkę Józefa, Nowy Świat Nr 7 za kradzież węgla na szkodę P. K. P. Lublin


Amator cudzej własności Sznajder Chaim, zam. Lubartowska 26 zameldował o przywłaszczeniu na jego szkodę maszynki do strzyżenia włosów, wart. 30 zł przez Gemurę Lejbę Bychawska Nr. 70.

Biblioteka Cyfrowa KUL

Biblioteka Cyfrowa KUL

Ziemia Lubelska z 2 XII 1931 r. (Nr 359)

i-hate-facebook1

Post Navigation