Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Chleba naszego powszedniego…

klosy

Osiemdziesiąt lat temu spadło na Lublin prawdziwe nieszczęście. Nie po raz pierwszy i – zapewne – nie ostatni. Tym nieszczęściem był strajk piekarzy. Jak wyglądał ów protest, tego z szesnastopaździernikowej prasy się nie dowiemy, a po innodatową – zgodnie z konwencją – sięgamy niechętnie lub wcale. Dzisiaj więc wcale. Nie zdradzimy Wam wielkiej tajemnicy, jeśli przyznamy, że powodem strajku były zbyt niskie ceny chleba. O zbytniskości cen pieczywa orzekli sami jego producenci i przystąpili do strajku, który zakończył się sukcesem protestujących. „Express Lubelski i Wołyński” z dnia 16 października 1936 r., pisał: Starostwo Grodzkie w Lublinie ustaliło w porozumieniu z piekarzami nowe ceny na chleb. Ceny, które zobaczyć możecie na załączonych obrazkach, były cenami ostatecznymi i w razie ich nieprzestrzegania, groziło nieprzestrzegaczom pociągnięcie do odpowiedzialności karno-administracyjnej.

I w tym momencie opowieść o chlebie mogłaby zakończyć się, gdyby nie chęć nasza, by ją z  tegosamodniowego „Głosu Lubelskiego” wyciągnąć i przed Was na ubitą ziemię ciepnąć. „Głos” bowiem lakoniczną notkę „Expresu” uszczegółowił, dzięki czemu, jeszcze bardziej dowiedzieć się można, jak to z tym chlebem było. A więc posłuchajcie (no chyba, że nie macie przy sobie nikogo, kto by Wam ten tekst przeczytał, w takim wypadku przeczytajcie posłuchajcie” jako przeczytajcie” ([nawias w nawiasie]: co za zmyślne cudzysłowów użycie [koniec nawiasu w nawiasie, a zarazem  nawiasu kwadratowego w nawiasu nawiasie zastosowanie]  ):

2

Najpierw chleba nie było – pisał „Głos Lubelski” – bo był strajk pracowników piekarskich. Jednak spełnienie postulatów strajkujących nie rozwiązało problemów i nadal trudno było kupić pieczywo, jako że rynek został zakłócony i nie może ani rusz odzyskać równowagi. Powodem zakłócenia rynku stały się podwyżki cen żyta i mąki. W rezultacie piekarnie  chleb wypiekały, ale nie dostarczały go do sklepów! Tłumaczenie tego faktu było niezwykle proste: cena chleba jest tak niska, że nie mogą w żaden sposób dawać sklepom spożywczym procentu od sprzedaży. No i masz babo placek! A nie, placka też nie masz, bo za tani…

Jak zatem w tej sytuacji radzili sobie klienci sklepów spożywczych. Najbardziej ucierpieli zarabiający najmniej, a zwłaszcza świat urzędniczy (słyszysz świecie urzędniczy? kiedyś mało zarabiałeś!), którzy kupowali na kredyt (kartkę, zeszyt, kreskę… jakkolwiek byśmy tego nie zwali), bo oni – jak zauważa „Głos” – koło 15-go są już zazwyczaj bez grosza. Jeśli więc sklep kredytujący ich zakupy, chleba nie miał, to zostawali z niczym… bo przecież pieniędzy na zakup pieczywa z innych źródeł nie mieli. Niektórzy właściciele sklepów spożywczych próbowali ratować sytuację, kupując chleb w piekarniach i odstępując go klientom bez zarobku. Ale co się przy tej okazji taki kupiec musiał nabiegać… ponieważ jednak wypiek jest wogóle ograniczony, kupiec musi nieraz oblecieć kilka piekarń, nim zbierze odpowiednią ilość bochenków, na których notabene nic nie zarobi.

Sytuację miało uratować podniesienie cen urzędowych za chleb. Tak, tak, moi drodzy: ceny urzędowe, to wcale nie wymysł PRL i – z punktu widzenia kupującego niektóre podstawowe i niezbędne do życia produkty – wcale niegłupi pomysł. Tak samo niegłupi jak to, że służba zdrowia, kultura, oświata, etc., etc. to nie są dziedziny gospodarki produkcyjnej i zysk jaki przynoszą całemu społeczeństwach nie może być liczony w złotówkach. Sorry, ale zysk finansowy to może przynosić sprzedawanie majtek, a nie wyrywanie zębów i wypożyczanie książek! Myślę, że na chlebie i wodzie też się nie godzi robić majątku… na pączusiach i owszem, ale na chlebie… W dzisiejszych czasach nie byłoby więc możliwe takie rozwiązanie, jak to z roku 1936: dziś sklepy same ustalają swoje marże i nie są związane żadnymi urzędowymi ograniczeniami. No i powiedzcie sami, że przed wojną nie było lepiej, bo: 1) chleb był chlebem, nie zaś wyrobem chlebopodobnym, 2) wszędzie kosztował tyle samo… A dziś? Za grosze sprzedają pieczone w marketach powietrze, a chleb prawdziwy – jeśli jest jeszcze – kosztuje fortunę. Kiedyś chleb żytni był pożywieniem zwykłego człowieka; obecnie trafił na salony (ze smalcem i ogórkiem). Pieczywo jasne z menu bogaczy trafiło pod strzechy, przestając jednocześnie być pieczywem w ogóle.

Czas zmierzać ku szczęśliwemu zakończeniu dzisiejszej opowieści: urzędowe regulacje cen pieczywa uspokoiły sytuację w mieście. I wtedy zastrajkowali stolarze…

3

P. S. O Borze! (to taki las…) 

Głos Lubelski z 16.X.1936 r. (Nr 283)  i Express Lubelski i Wołyński z 16.X.1936 r. (Nr 288)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i ze strony Sławokosław.pl
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: