Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “80 lat temu”

Dwie strony Światowida, czyli Lublin w kolorze.

No może (O Borze! – to taki las…) nie cały w kolorze, bo kolorowe są tylko dwie ilustracje z – zamieszczonego w numerze 23 z 4 czerwca 1939 r. magazynu ilustrowanego Światowid – artykułu zatytułowanego Piękno prastarego Lublina. Krótki ten artykuł to zapowiedź urządzanych w dniach 4-11 czerwca „Dni Lublina, Zamościa i Lubelszczyzny”, na których miasto nasze miało okazję z chlubą swą przeszłość i teraźniejszość całej Polsce zaprezentować. Dziś, dokładnie osiemdziesiąt lat później, w rocznicę wspomnianej imprezy, na naszych skromnych łamach ów artykuł prezentujemy w całości – ku Waszej i naszej (też przecież) radości. Przyjemnej lektury!

 

„Światowid” nr  23 z 4 VI 1939 r.   

Ilustracje ze zbiorów Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

O Borze… to nie Pomorze, czyli Pari Banu w Lublinie [14 V 1939]*

 

* – bór to taki las. Wątpliwość nie w czas!

PARI-BANU

Przyjęło się, że rok 1939 to nieszczęsny wrzesień i wybuch II wojny światowej. Jednak zanim do tego doszło, czyli przez osiem miesięcy, życie toczyło się normalnym, niewojennym trybem. Nim nastał wrzesień, był wszakże maj, jak w każdym innym roku usadowiony wygodnie między kwietniem i czerwcem. I nawet jeśli słychać było pierwsze pomruki wojennej zawieruchy, życie toczyło się utartymi koleinami, a ludzie żyli codziennymi sprawami…

14 maja w Lublinie – jak donosił Głos Lubelski – nie było zbyt ciepło, a temperatura… a temperatura wiosny niestety nie czyniła:

Z kolei jednym z problemów nurtujących czytelników Expresu Lubelskiego i Wołyńskiego była komunikacja zbiorowa: dziennik opublikował obszerny artykuł o przedsiębiorstwie, które niegdyś kulało,  lecz dziś zaczęło świetnie prosperować. Mowa o jednym z najbardziej rentownych i najbardziej dynamicznych przedsiębiorstw zarządu miejskiego, jakim w roku 1939 była Miejska Komunikacja Autobusowa w Lublinie:

Zły stan, w którymś się niegdyś MKA znajdowała, nie był jednak  wynikiem złej przemiany materii, choć – jak wiadomo – ta powoduje z reguły szereg rozmaitych dolegliwości: bóle artretyczne, łamanie w kościach, bóle głowy, et cetera, et cetera (pełna lista poniżej). Podsumowując, choroby złej przemiany materii niszczą organizm i przyśpieszają starość, ergo skracają życie, zaś ja – wzmianką o Cholekinazie – umykam od wysnuwania analogii MKA – MPK lub ZTM, której niektórzy z Was w tym miejscu oczekują:

Lecz życie skrócone wskutek materii nie najlepszej przemiany, wciąż pozostaje życiem: dlaczegóż więc go sobie nie umilić? Nie trzeba zbyt wiele, wystarczy kupić aparat na raty:

A wtedy, oprócz umilenia, zyskujecie niepowtarzalną okazję uwiecznienia chwil i miejsc niezwykłych.  Takich jak np. jedna z najgorzej przedstawiających się pod względem sanitarnym dzielnic Lublina t. zw. Bronowice, która to dzielnica dziś jest… No dobrze: która to dzielnica dziś jest tą najbardziej zaniedbaną? Na Wasze odpowiedzi czekają komentarze pod tekstem.

Wystarczyło jednak wyjechać z waszym nowym aparatem za miasto: jeśli się miało szczęście (lub jak zauważyli, że „kamerujecie” – nieszczęście), by sfotografować zbrodnicze harce wiejskiej chuliganerii, którą Express zaliczał do zdecydowanych wrogów elektryfikacji

Najlepszą receptą na wszystkie lubelskie problemy okazało się jednak PARI-BANU, jasnowidzące-medium, które postanowiło w tych dniach na bardzo krótki czas zatrzymać się w Lublinie:

I wiecie co? Na dobre zadomowiło się w naszym mieście! Tyle, że już nie przyjmuje w domu Nr. 4 m. 8 przy ulicy Wieniawskiej. Dziś wprawdzie nadal rezyduje na Wieniawskiej, ale chyba przeniosło się pod czternastkę…

„Głos Lubelski” nr  130 z 14 V 1939 r. i „Express Lubelski i Wołyński nr 130 (wraz z dwoma dodatkami) z 14 V 1939 r.  

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Koń jaki jest, każdy widzi… [TRANSMISJA NA ŻYWO]

Naprawdę? O Borze! (to taki las…) – NIE IDŹMY TĄ DROGĄ!

A teraz sprawy bieżące (lecz dokąd…?) – 80 (słownie: osiemdziesiąt) lat temu, w Lublinie:

Na miejscu jest już nasz specjalny wysłannik – oto jego bezpośrednia relacja:

 

„Głos Lubelski” nr 179 z 2 VII 1938 r.  

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

O Mieście, Które Stało (Się) Perłą

Ponad rok później…

O mój Borze! (to taki las): Szanowny Panie Pr…

.

.

.

.

.

 

[Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk na mocy „Ustawy z dnia 31 lipca 1981 r. o kontroli publikacji i widowisk” – Dz.U. 1981 nr 20 poz. 99].

 

 



 

 

 „Express Lubelski i Wołyński” nr 173 z 25 VI 1938 r. i „Głos Lubelski” nr 172 z 25 VI 1938 r.  

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

 

 

Najbardziej zaniedbane miasto w Polsce

Lublin w roku 1918 – na zamieszczonej fotografii znajdź drewniane sandały.

Oczywiście, mowa tu o roku 1938 i o kulturze fizycznej. Na pewno tylko o roku 1938…? Na pewno tylko o kulturze fizycznej? Albo w ogóle, tylko o kulturze? Te pytania jednak nie do mnie, a do Redakcji „Expresu Lubelskiego i Wołyńskiego”, który artykuł opublikował.

Tymczasem zadaniem naczelnym „Gabinetu” jest troska o Lublin i jego dobre imię. Jeśli ktoś odniósł wrażenie, że jest na odwrót… O mój Borze! (las taki…) przecież, że nie! Dlatego też i dzisiaj chcemy przywołać kolejne, chwalebne karty z wielkiej historii dumnego grodu nad Bystrzycą i jego mieszkańców: oto sto lat temu, w pamiętnym roku 1918, doszło w Lublinie do wydarzeń wielkiej wagi i znaczenia dla Narodu i Państwa w Przededniu Odzyskania:

  1. ulicę Ogrodową uznano za upośledzoną ze względu na niej pasące się owce i (wcześniej) konie;
  2. ze szpitala Jana Bożego zbiegł obłąkany;
  3. na ulice miasta (ale tylko te na których nie było owiec i (wcześniej) koni), wyszli ludzie w drewnianych sandałach na bosych nóżkach. Bose nóżki jednoznacznie wskazują, że były to panie, ponieważ – jak wszyscy dobrze wiemy – męskie bose nóżki (bez skarpet, najlepiej białych i za kostkę) w przyrodzie w zasadzie nie występują.

 


 

Przed dziewięćdziesięciu laty, też się coś w Lublinie działo, ale dzięki uprzejmości bibliotek cyfrowych, nie do końca wiadomo co…

Z pustego i Salomon nie zwykł nalewać.


Osiemdziesiąt lat temu, dość niespodziewanie i nagle, wybuchły w Lublinie wakacje. I na dobre rozpętało się lato:


Minęła kolejna dekada i nadszedł rok 1948. Najwyraźniej jednak zawarł tajne porozumienie z 1928 – ergo: Salomon ponownie bezradny (i chyba zrozpaczony?)


Ale rok 1958 ponownie przyniósł Lublinianom nowy wybuch wakacji:

I koniec.

Roku szkolnego…

 

„Głos Lubelski”  nr  169 z 22 VI 1918 r. i nr 169 z 22 VI 1938 r. , „Ziemia Lubelska”  nr  288 z 22 VI 1918 r., „Express Lubelski i Wołyński” nr 170 z 22 VI 1938 r. i „Kurier Lubelski” nr 170-171 z 22 VI 1958 r.  

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo!

Dziś sięgamy do prasy lubelskiej sprzed lat osiemdziesięciu i… bez zbędnego przedłużania przypominamy, że:

Primo.

Osiemdziesiąt lat temu w ubiegłą niedzielę ks. biskup Fulman dokonał konsekracji nowego kościoła pod wezwaniem św. Michała na Bronowicach. Według kalendarza na rok 1938 ubiegła niedziela wypadała w dzień 5 czerwca. A więc mamy jubileusz, z którego oczywiście się bardzo radujemy i wszystkim chętnym składamy najserdeczniejsze życzenia!

 

Secundo.

O ile pierwsze przypomnienie skierowaliśmy do ogółu wiernych i niewiernych, o tyle to drugie dedykujemy: Szanownemu Panu Prezydentowi, samorządowi studentów pewnego koziego uniwersytetu, piwowarom od św. Kazimierza, kulturalnym trollom z Mostu i wszystkim nocnym harcownikom. Bo póki tchu… nie ustaniemy w przypominaniu, że:

 

Tertium. Non datur!

To już nie pierwszy wpis, w którym nie użyto zwrotu: O Borze! (to taki las…) Przepraszamy!

„Głos Lubelski”  nr  155 z 8 VI 1938 r. i „Express Lubelski i Wołyński” nr 156 z 8 VI 1938 r.  

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Krym I Nał

On to…

Jan Niecisław Baudouin de Courtenay (1845-1929), jeden z najwybitniejszych polskich językoznawców, miał powiedzieć, że uczony dążyć powinien tylko do prawdy, bez względu na to, czy wyniki tego dążenia będą przyjemne, czy też nieprzyjemne. Daleko mi wprawdzie do miana uczonego, ale w dążeniu do prawdy nie ustaję. A prawda na dzisiaj jest taka, że nie ma za bardzo o czym w Kurierze pisać… Dalibóg, tak jest w istocie! Los – ten okrutny włodarz ludzkiej kondycji –  sprawił, że wybór tematów do Kuriera jest dzisiaj żaden, bo do wyboru jest jeno materiał z roku 1938. Czemuż rwę szaty? Bo jakiż to wybór…

Dziś jednak,  jak śpiewał swego czasu zespół Vox, los mnie w drogę pchnął i ukradkiem drwiąc się śmiał… A śmiejąc się, pchnął w ramiona „Głosu Lubelskiego” z 25 stycznia  1938 r. (nie pytajcie dlaczego akurat ta data, bo i tak Wam nie zdradzę!),  w innych gazetach z tegoż dnia, nie uświadczyłem niczego godnego uwagi poza – przytoczoną poniżej – smutną historią kryminalną – O Borze… (to taki las! (bo SzyszK.O. zgas(ł))) <— widzicie potrójny nawias!

Skryjmy się zatem w cieniu szubienicy…

P.S. Myślałem, że chociaż reklamą kina Apollo rzucę trochę radosnych promieni na dzisiejsze wydanie „Kuriera”, niestety, dama pikowa skutecznie mnie od tego odwiodła… Może więc w poszukać odrobiny radości w królestwie zakochanych? Niełatwa to rzecz*, bo filmowa  Rurytania to fikcyjne królestwo…

* – lecz nikt nie mówi, że niemożliwa!

Kadr z filmu The Queen’s Affair (Królestwo zakochanych)

 

„Głos Lubelski”  nr  29 z 25 I 1938 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej, Wikipedii i IMDb
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego jest!

Owoców nie swoich też nie pożądajcie!  Lublin, ul. Cyrulicza  w 1938 r.

Bez zbędnych dywagacji, bez zbędnych O Borze! (to taki las…), przechodzimy do konkretów. Nie pożądaj więc:

  • 1) torebki Pani Klepki Bronisławy (ani żadnej innej takoż);

  • 2) zakąsek, piwa i wina (zwłaszcza jeśli nie możesz za nie zapłacić);

 

  • 3) garderoby nadesłanej paczką wprost z Ameryki (jeśli paczka nie do ciebie, nawet jeśliś amerykańskiej garderoby wielkim amatorem);

  • 4) artykułów spożywczych ze spiżarki (kompociku się zachciało?);

  • 5) szyn nieswoich (nawet jeśli liczba ich nieparzysta);

  • 6) SZYN?

  • 7) Nie pożądaj również nie swojej broni, nawet jeśli Bronia nie ma nic przeciwko (tu już wchodzi inne przykazanie, lecz: jej torebki również nie pożądaj, zob. p. 1).

Po prostu, nie pożądaj! Nawet jeśli nie jest to rok 1938 i nie jest to Lublin, a rzeczy, które chciał(a)byś porządnie pożądać, nie ma na naszym wykazie…

…NIE POŻĄDAJ I JUŻ!

 

„Głos Lubelski”  nr 10 z 11 I 1938 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i fotopolska.eu
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Lustereczko, lustereczko… Powiedz przecie…

Okazuje się, że teza postawiona w poprzednim naszym wpisie jest (przynajmniej na razie) na wyrost i oto jutro nadeszło i jest już dzisiaj: mamy zatem rok dwa tysiące i osiemnasty, a w roku tym pełno roczNIC, przeczNIC i obietNIC. A także nadziei, że nie ostanie nam się, jak temu chamowi z Wyspiańskiego, jeno sznur (czyli właśnie nic). Nic to, trza się otrzepać i wznowić wędrówkę przez czas i przestrzeń, przy akompaniamencie słynnego już „O Borze! (to taki las…) wezwania. Zatem do roboty!

I na początek dobra wiadomość: wraca na łamy „Kuriera z Lublina” „Express Lubelski i Wołyński”, wzmacniając tym samym, skromną bazę źródłową „Gabinetu”. A korzystając z okazji, wyrażamy nadzieję, że w roku nowym, Sympatyczni Koledzy z lubelskiej Wszechnicy (tej, co sto jedenasty rok ma już na karku), dorzucą trochę zdigitalizowanych czasopism lubelskich. I chociaż podobno spes mater jest stultorum, ja jednak contra spem – spero. Koniec wymądrzania się, czas na gołe (nie zimno im w styczniu?) fakty…

Mamy więc 1 styczeń roku 1938. Lublin i Lubelszczyzna oddają się refleksji nad czasem minionym:

O roku ów:

  • przyniosłeś poprawę gospodarczą: dla miasta i regionu;
  • rynek pracy znacząco podreperowałeś (fabrykami Hessa i Moritza, tudzież innymi);
  • suszą wielką dopiekłeś wszystkim, dzięki czemu „wielki zjazd rolniczy” w Lublinie miał o czym rozprawiać;
  • Centralny Okręg Przemysłowy ku nam żeś przybliżyć raczył (choć wojną niedaleką, jego zniweczenia żeś przewidzieć nie potrafił);
  • dałeś nam płonną nadzieję na szkołę cywilną dla pilotów w Świdniku (nie wspominając już o niezrealizowanym planie przeniesienia na ten teren jednego z poważniejszych ośrodków wyszkoleniowych wojskowych;
  • pokazałeś, jak wielkie trzeba podjąć wysiłki w kierunku uporządkowania miasta (1937-2017);
  • w sporcie żeś specjalnie nie zachwycił;
  • ujawniłeś, że w Lublinie dziedzina życia umysłowego i kulturalnego w dalszym ciągu tkwi w impasie, nie mogąc wyjść na twórcze ścieżki…

…zaraz, zaraz czy aby na pewno chodzi o rok 1937?

Lublin (sed in loco Gdańsk et Gdynia), Anno Domini 2018.

 

„Express Lubelski i Wołyński”  nr 1  z 1 I 1938 r. – dodatek świąteczny

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

(Przed)Świątecznie o Lublinie i książkach

Okres przedświąteczny, to tradycyjny czas nacechowany czasu brakiem właśnie. Tak jest teraz (O Borze! – to taki las…), tak było i przed osiemdziesięciu laty w Lublinie. Po prostu nie ma czasu na nic, tylko czasem jest chwila czasu, by pomyśleć, że znów nie ma czasu. Nie ma czasu na pisanie, nie ma czasu na czytanie, a tym bardziej czytanie o tym, jak powstaje piwo w browarze K. R. Vettera (tak, proszę sobie wyobrazić, ze w browarze K. R. Vettera powstawało piwo! Bo w browarze, co jest teraz…) Ale jeśli ktoś ma takie pragnienie (nie na piwo, lecz lekturę o nim) zapraszam do „Głosu Lubelskiego” z 23 grudnia 1937 r. (czyli wigilii Wigilii):

A dlaczego nie ma czasu na nic? – może się ktoś zastanawiać. No chociażby dlatego, że ryby trzeba kupić…

…i Broń Borze (taki las, przypomnę) nie zapomnieć o ciastach na świąteczny stół…

…ale przede wszystkim o tym, że pusty talerz na wigilijnym stole to nie dekoracja

A po wieczerzy wigilijnej przychodzi czas na rozpakowanie prezentów pod choinką (znaczy nie ma przeszkód, żebyście je rozpakowali i w innym miejscu – nie musicie wczołgiwać się pod choinkę). W roku 1937 prezentem dla Lublinian była zapowiedź budowy dwóch nowych hal targowych. Niestety, realizacji doczekała się tylko hala przy Lubartowskiej (obecnie, po wielu przebudowach „Bazar” LSS). Na przeszkodzie budowy drugiej stanął wybuch wojny i budynek Dyrekcji Okręgowej PKP (to znaczy budynek stanął tam o wiele później, ale bardziej pisarsko brzmi to w takiej własnie formie).

Kończąc ten niezbyt długi tekst (wybaczcie, brak czasu (wybaczcie brak czasu?)), przyjmijcie od Gabinetu najserdeczniejsze życzenia świąteczne:

Bożych Błogosławieństw! 

Abyście otrzymali wszystko,

czego potrzebujecie!

P. S. Wciąż nie przestaję się dziwić, jak wiele osób nie zgadza się ze stwierdzeniem z zamieszczonej powyżej reklamy. A zatem: ponieważ nie ulega wątpliwości, że KSIĄŻKA ZASTĘPUJE WSZYSTKIE UPOMINKI, worka książek pod choinką każdemu z Was życzę!

 

„Głos Lubelski”  nr  351 z 23 XII 1937 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Post Navigation