Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Policja Państwowa”

Sztandar Niepodległej wypierz w Radionie!

SM0_1-G-6211

Państwowy Bank Rolny w Lublinie

SM0_1-G-6210

Uroczystość otwarcia i poświęcenia oddziału Państwowego Banku Rolnego w Lublinie

1

2

3

4

Express Lubelski i Wołyński z 10.XI.1935 r. (Nr 312)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Narodowego Archiwum Cyfrowego
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Powrót taty

= Rury gazowe „biegną” ku Konopnickiej. (e) Od kilku dni dzięki bezchmurnej suchej pogodzie podjęte zostały roboty nad przeprowadzeniem rur gazowych w kierunku ul. Konopnickiej. Za parę więc tygodni ulica ta dość sympatyczna i zaciszna zyska oświetlenie gazowe, a zatem stanie się dostępną dla przechodniów i wieczorem, na co dotąd nie każdy spokojny obywatel by się odważył. Wnioskując z zygzakowatej wędrówki rur gazowych z Krakowskiego Przedmieścia przez ul. Szopena, Okopową i Orlą, przypuszczać należy, iż po przejściu Konopnickiej powędrują dalej na Namiesnikowską w kierunku Rur (tym razem innych już niż gazowe) i tam przyczynią się do rozjaśnienia panujących za rogatką ciemności. „Światłość” robi w tej dzielnicy znaczne postępy.


= Coś jak w bajeczce „o rzepce, dziadku, babce i wnuczce…” (e) Studentki i studenci angielscy , którzy w roku ubiegłym wizytowali lubelską młodzież akademicką, wyrażali zdziwienie, iż tak wiele spotyka się jeszcze na ulicach miast naszych koni… Wobec zastąpienia w państwach zachodnio-europejskich konia przez maszynę, zdziwienie to jest zupełnie zrozumiałe. Jakżeby się jednak zdziwili, a przytem uśmieli goście angielscy (oczywiście wąziutko „pod wąsem”) gdyby tak trafili np. na taki obrazek. Na pryncypalnej ulicy, w święto, w piękną pogodę, gdy tłumy publiczności zalegają szerokie chodniki – pośrodku jezdni zatrzymuje się nagle jednokonna „drynda”, koń staje dęba, a wreszcie nie chce iść zupełnie („naturliwy”, jak mówią dorożkarze). Siedząca w powoziku skonfundowana madame nie wie, czy wyjść, czy jechać dalej… ogląda się z zakłopotaniem na wsze strony, a wokół „pojazdu” gromadzi się grupa ciekawskich żądna świątecznej atrakcji. „Dryndziarz” wśród szeregu niedwuznacznych epitetów i siarczystych soczysto-zawiesistych zaklęć schodzi z kozła i… ciągnie konia wraz z dryndą i skonfundowaną madame… Wreszcie stojący opodal koledzy po bacie pomagają skołatanemu właścicielowi „naturliwego” konia wybrnąć z ciężkiej sytuacji i jakoś po dużych mitręgach puszczają dorożkę „w kurs”… Autentyczne. A numer dryndy? – 140 i coś. Cy więc nie czas byłoby i u nas zastąpić już nieszczęsne zwierzęta maszynami.


1

= Posesje bez wody. (.w) Jak nas znowu dochodzą skargi licznych mieszkańców, od kilku dni wyższe piętra (II i III) niektórych posesji w mieście naszem są pozbawione wody. Jeżeli zaś woda jest, to jedynie w godzinach rannych, przyczem z powodu domieszek jakie posiada nie nadaje się absolutnie do spożycia. Czemu to więc przypisać? Czyżby znowu zepsuło się coś w miejskich wodociągach? Ze względu choćby na konieczność zachowania hygieny, Zarząd wodociągów winien wszelkie niedomagania podobne usunąć w jaknajszybszym tempie.


= Opatrzyć marszrutą… (e). Zwracaliśmy już uwagę na konieczność zaopatrzenia autobusów w tablice z napisami skąd i dokąd kursują. Jest to potrzebne dla ułatwienia orjentacji nie tylko przyjezdnym, ale i publiczności miejskiej. Dwa autobusy otrzymały już tabliczki z napisami (co prawda tak nikłymi, że wieczorem je trudno dojrzeć) reszta zaś pozostaje w stanie „bezimienności”. Należałoby brak ten uzupełnić.


= Awantury na Koziej. (e) Przy ul. Koziej istnieje, jak wiadomo, mleczarnia, herbaciarnia i piwiarnia. Żadna z nich oficjalnie niema z alkoholem nic wspólnego. A jednak roi się tam od pijaków. Np. w dn. 5 b. m. o godz. 11-ej w nocy posterunkowy I-go Komisarjatu zatrzymał tam trzech podchmielonych i awanturujących się osobników, a mianowicie Mikołaja Sidorczuka, Janaszejko i Franciszka Jaworskiego. Wyżej wymienieni sprowadzeni zostali do Komisarjatu, gdzie spisano protokuł celem pocięgnięcia winnych do odpowiedzialności. Czy jednak fakt, iż Kozia jest tak licznie nawiedzana przez zwolenników nadmiernego spożywania alkoholu nie pozostaje „przypadkiem” w ścisłym związku z istniejącymi tam herbaciarniami?… Może tak, może nie – któż jednak zbada ich przepastne tajniki?

Głos Lubelski z 7 III 1925 r. (Nr 66)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Za kraty, trafił… za kraty

= Wartoby powtórzyć ( w) Rokrocznie niemal władze policyjne w porozumieniu z komendą straży ogniowej wydają zarządzenia przeciwpożarowe, wzbraniające w pierwszym rzędzie ukrywania i gromadzenia materjałów łatwopalnych na strychach domów, klatkach schodowych i t. p. miejscach. W tym „sezonie zimowym” jednak zarządzenie to, ze względów zresztą zupełnie zrozumiałych nie zostało powtórzone, a liczni właściciele szczupłych mieszkań, zwłaszcza w dzielnicy starego miasta, w przeświadczeniu, ze stare rozporządzenie jest już nieobowiązujące, najspokojniej utrzymują na strychach i poddaszach materjały łatwopalne, co bynajmniej zdaje się nie przyczyni się do polepszenia stanu bezpieczeństwa ogniowego. Należałoby więc czemprędzej powtórzyć to zarządzenie wraz z ewentualnemi lustracjami domów w starej dzielnicy miasta.


=Zatarasowane przystanki. (e) T-wo przedsiębiorców, urządzających w Lublinie komunikację autobusową rozmieściło w poszczególnych punktach ulic tabliczki z napisami „Przystanek autobusowy”. Tam też winny zatrzymywać się autobusy. Dzieje się jednak inaczej: zamiast autobusów przy chodnikach zatrzymują się dorożki i pojazdy, wystając tam nieraz godzinami (jak np. koło Sądu Okręgowego), autobus zaś zmuszony jest stawać na środku ulicy, tamując ruch uliczny kołowy, oraz zmuszając pasażerów do przeciskania się między autobusem i zaprzęgami. O wypadek w takich okolicznościach nie trudno, to też należałoby tą sprawę definitywnie uregulować: albo niech w miejscach dzisiejszych przystanków zatrzymują się autobusy, albo też dorożki i inne zaprzęgi. Aut – ant… zdaniem naszem jednak policjanci winni zabraniać zatrzymywania się zaprzęgom w miejscach przystanków autobusowych. Tabliczka z napisem jest dostatecznem ku temu ostrzeżeniem.

1

= Chodziło o postój furmanek – nie o przenośne „jadłodajnie”. (a) Wyrażaliśmy już kilkakrotnie myśl, by celem odciążenia targu, a głównie w celu zapewnienia konsumentom możności kupna artykułów spozywczych bezpośrednio u producentów wiejskich a uniemożliwienia pośrednictwa przekupniom, udzielić zezwolenia właścicielowi obszernego podwórza przy ul S-to Duskiej Nr 10 na urządzenie tam postoju furmanek włościańskich. Tymczasem dzieje się coś wręcz odwrotnego: miast furmanek zajmują place stragany z kiełbasą, samowarem i śledziami (smażonemi!), unikając w ten sposób całkowicie oka policji, a zyskując możność na wielka skalę bezprawnego wyszynku alkoholu, uprawiania gry w karty, oraz dając możność bezkarnego wykonywania swego „zawodu” targowym złodziejaszkom. Należałoby bezwłocznie te skrzętne i pośpieszne przenosiny z targu na plac prywatny ukrócić. Na placu tym mieć może miejsce tylko postój furmanek włościańskich. Podobnie dzieje się również przy ul. Szewckiej, gdzie straganiarze, nie bacząc na łokciowej grubości warstwę błota, poczynają już ustawiać swoje stragany z kiełbasą, samowarem i śledziami, a nieoficjalnie z czymś więcej jeszcze.


= Złe i dobre skutki. (a) Tegoroczna bezśnieżna, i o niespotykanej temperaturze zima ma swoje, jak każda rzecz na świecie, złe i dobre strony. Tych pierwszych zdaje się jest więcej. Anormalna temperatura wpłynąć może nader szkodliwie na zasiewy ozime, zaś dziś już dzięki fatalnym drogom uniemożliwiony został normalny ruch młócenia zboża na wsi i dostawy artykułów do miasta. W ślad za tym postępuje drożyzna zboża, a za tą podwyżka cen innych artykułów. Ujemnych stron ciepłej zimy tegorocznej dopatrzećby się można więcej jeszcze – wystarczy jednak stwierdzić, że zarówno na bliższą jak i na dalszą przyszłość naszych stosunków gospodarczych wpłynie stan taki niekorzystnie. Dobrą stroną tegorocznej zimowej temperatury jest to, że szerokie warstwy mieszkańców mniej cierpią chłód i mniej wydatkują na węgiel. Kto wie jednak czy i to nie odbije się ujemnie na naszej produkcji węgla, a przedewszystkiem na zdrowotności ogółu miejskiego. Z korzyści oczywistych, płynących z zupełnego braku mrozów zanotować należy możność kontynuowania prac przy rozpoczętych jesienią budowlach. Korzystają z tego np. domki oficerskie i „pokrywają” się dachem. Gdzieś w początku maja b. r. zostaną już prawdopodobnie zamieszkane. Reasumując – powiedzieć trzeba, że korzyści z wysokiej temperatury tegorocznej zimy sa nikłe, bardzo nikłe.


Kraciaste palto. Wczoraj, około godziny 8-mej wieczorem krawiec warszawski Acikiewicz kroczył, trochę podchmielony Krakowskiem Przedmieściem. Miejscowa gawiedź podpatrzywszy słaba stronę gościa i jaskrawo reklamowo – kraciaste palto krawca poczęła go molestować, gwiżdżąc piszcząc i poszturchując. Kraciarz się bronił a gawiedź atakowała. Wdał się w ten spór posterunkowy i odosobnił właściciela kraciastego palta w komisarjacie policyjnym.

Głos Lubelski z 14 I 1925 r. (Nr 14)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Chłopiec przyzwoity i inteligentna starsza panienka: nie pojedynkują się na pogrzebacze, ni widelca w skroń nie wrażąją…

1

Doczekał się pociechy. (d) Dawid Satanowicz zamieszkały przy ulicy Grodzkiej 16 zdawna już ubolewał nad przyszłym losem dorodnego synalka, obecnie 20-letniego Borucha, bowiem młodzian miast, jak to zwykle u żydów bywa, dopomagać ojcu w handlu, rozpróżniaczył się i trwonił zapracowaną przez ojca gotówkę. Kiedy wreszcie zrozpaczony ojciec odmawiać począł codziennych datków, syn wziął się na sposób i bez skrupułów w tych dniach okradł ojca z biżuterji i gotówki. Przywiedziony tem do największej rozpaczy ojciec uznał za stosowne oddać syna pod opiekę policji, która całą sprawę skierowała do Sądu Pokoju II Okręgu. Zapewne lekkomyślnego młodzieńca nie minie kara, która naprowadzi go prawdopodobnie na właściwą drogę. Niema zatem tego złego coby na dobre nie wyszło.


Włamywacze nie śpią. (d) Grasujący od dłuższego czasu na terenie naszego miasta włamywacze po krótkiej przerwie świątecznej wznowili swą działalność włamaniem dokonanym w nocy z dnia 2 na 3 b. m. do sklepu przy ulicy Pijarskiej 2. Za pomocą zepsucia kłódki i wykręcenia sztaby dostali się oni do wnętrza sklepu, skąd skradli większą ilość obuwia i 52 złote gotówką. Poszkodowany Icek Herma Bronberg, zamieszkały przy ulicy Krawieckiej 2, oblicza straty na ogólną sumę 2720 złotych. Zawiadomiona o śmiałym tym włamaniu policja wszczęła energiczne dochodzenie.


Widelec narzędziem zemsty. (d) W dniu onegdajszym, przy ulicy Plac Bychawski Nr 3 wydarzył się dość oryginalny wypadek bójki pomiędzy Józefem Ciechanem, a Amelją Koneczną. Ciechan nie mogąc poradzić krewkiej kobiecie, użył za narzędzie broni widelca, którym zranił ją dotkliwie w skroń. Wezwane do wypadku Pogotowie Ratunkowe, po udzieleniu poszkodowanej pierwszej pomocy lekarskiej i założeniu opatrunku pozostawiło ją na kuracji pod opieką domowników.

2

Ukarany „czarnoksiężnik”. (d) Bieniek Franciszek „czarnoksiężnik” z ul. 3-go Maja, zajmujący się „zamawianiem” chorób, leczeniem ziołami i znachorstwem, czerpiąc wiedzę swą z „ksiąg czarnoksięskich” pełnych bzdurstw i najrozmaitszych niedorzeczności, pochodzących jeszcze z czasów czarowników i czarownic palonych na stosach – jak to już podawaliśmy – pociągnięty został do odpowiedzialności administracyjno-karnej i, jak się dowiadujemy, ukarany został grzywną w wysokości 50 złotych. Na początek kara jest jeszcze niezbyt dotkliwa, zapewne jednak spowoduje u Bieńka pewne postanowienia wyrzeczenia się raz na zawsze czarnoksięstwa i zajęcia się jakimś innym uczciwym „fachem”. Księgi z zakresu „białej i czarnej magji” zostały skonfiskowane.


Energiczna córka. (d) Nie lada kłopot miała Feliksa Osnowska, zam. przy ulicy Namiestnikowskiej 48 ze swą córką Marją Saszyńską której energja nie mając widać ujścia, wyładowała się w dniu onegdajszym na niej samej, bowiem córuś w przystępie miłości dotkliwie ją pobiła. Policja, która została zawiadomiona o tym niekulturalnym wybryku „córeczki”, sporządziła odpowiedni protokuł.


„Pojedynek” na pogrzebacze. (d) Zaiste pomysły ludzkie są niewyczerpane. Dowodem tego jest choćby oryginalny „pojedynek” na pogrzebacze, jaki miał miejsce w dniu onegdajszym pomiędzy Anną Martyniak, zamieszkałą przy ulicy Plac Bychawski Nr 5, a Franciszkiem Karwowowskim, zamieszkałym przy ulicy Króla Leszczyńskiego Nr 29. Mistrzynią we władaniu tego rodzaju bronią okazała się oczywiście Martyniak, która zadała dość ciężką ranę w głowę Karwowskiemu. Ponieważ jednak „pojedynki” tego rodzaju są ustawowo wzbronione, została ona pociągniętą do odpowiedzialności karnej przez miejscową policję.

3

C h ł o p i e c   przyzwoity, uczciwy, wyżej 16 lat potrzebny do posług biurowych. Zgłaszać się ze świadectwami o g. 11 – 1 w Administracji „Głosu”.


P o t r z e b n a   jest inteligentna starsza panienka do sklepu na stałe. Wiadomość: Skład Instrumentów Muzycznych A. Wolny Początkowska Nr. 2.


P o k ó j   przy rodzinie dla dwóch inteligentnych. Grodzka 28 m. 8 I piętro, w podwórzu, lewa oficyna.


S t a n c j a   dla ucznia, lub spokojnego mężczyzny. Namiestnikowska 13 m. 1.

4Głos Lubelski z 6 I 1925 r. (Nr 6)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

O Litewskim Placu. Jako też, przy sobocie, innych wieści macie krocie

1

POCZ_U_5298

Rozbiórka soboru na ukończeniu. (o) Dzięki łagodnej temperaturze tegorocznej zimy rozbiórka soboru na Placu Litewskim postępuje nieprzerwanie naprzód. Z wielkiego kadłuba, zasłaniającego dotąd gmach Okręg. Dyrekcji R. P. pozostały już tylko szczątki i stos gruzów dokoła. Gruz przewożony jest obecnie na wolną część placu, celem umożliwienia dalszej rozbiórki, tym razem już fundamentów i podziemi. O ile styczeń i luty będziemy mieli pod względem temperatury taki jak grudzień i listopad – to jest nadzieja, iż w ciągu tych dwu miesięcy rozbiórka zostanie ostatecznie zakończona. Plac zostanie wyrównany, a na miejscu  gdzie wznosił się symbol przemocy z czasów niewoli, narazie może urządzony zostanie – estetyczny klomb.


„Bagienko” w śródmieściu. (d) Któż nie zna, położonej nieomal, że w śródmieściu przepastnej ulicy Granicznej. Widocznie dla wyodrębnienia jej od całego miasta pozbawiono ją bruków, trotuarów, obdarzając natomiast licznemi rowami i dołami, w które jak w pułapki wpadają wieczorami mieszkańcy tej nieszczęsnej ulicy, tonącej w wiecznych ciemnościach. Zdarza się nawet, podobno, że pilna potrzeba wezwania pomocy lekarskiej do chorego obywatela tejże ulicy pozostaje nigdy nie zaspokojoną, a to tylko ze względu na bruki i ciemności, gdyż żaden dorożkarz za wszelką cenę odmawia przewiezienia lekarze na tę ulicę, obawiając się o czułość pojazdu i życie konia. Cóż mają czynić biedni mieszkańcy? Przez rok cały zanoszą błagalne modły do Magistratu – oczywiście, jak zwykle bezskutecznie. [Ale] no!, zobaczymy, czy nadchodzący [?] rok przyniesie w tym względzie [jako]wąś poprawę.


Pod kołami autobusu. (d) Jak gdyby na urągowisko, w dzień po ukazaniu się naszej ostrzegawczej notatki, przy ulicy Nowej wydarzył się wypadek. Oto o godz. 9 m. 15 wieczorem w dniu onegdajszym podczas biegu autobusu Nr. 142 W. P. R. przy ulicy Nowej 13 letni Józef Bielak zamieszkały na Kalinowszczyźnie Nr. 7 wskoczył do autobusu tak niefortunnie, że wpadł pod koła, ulegając przejechaniu lewej nogi powyżej kolana. Wezwane na miejsce wypadku Pogotowie Ratunkowe po udzieleniu pierwszej pomocy lekarskiej odwiozło poszkodowanego do szpitala Szarytek.


„Noworoczna” kradzież. (d) Nieznany jakiś „spryciarz” miał w dzień Nowego Roku niezwykłe szczęście, albowiem za darmo zaopatrzył się w wyśmienite artykuły spożywcze, jak konfitury, łakocie, gęsi, i t. d. i t. d. Były one własnością Szmula Wajsenberga, zamieszkałego przy ulicy Lubartowskiej Nr 9, a zapewne przez nieostrożność ukryte w znajdującej się na korytarzu domu szafie. Kradzież popełnioną została mniejwięcej pomiędzy godziną 7 a 8 wieczorem, kiedy wszyscy mieszkańcy kamienicy, przeważnie żydzi przesiadywali w swych mieszkaniach. Ogólna wartość skradzionych artykułów nie przekracza 400 złotych. Zawiadomiona o kradzieży policja wszczęła energiczne dochodzenie.


Okradziony z futra. (d) W dniu onegdajszym Nusymowi Dawidowi Janowskiemu zamieszkałemu przy ul Lubartowskiej 28 podczas pobytu w domu modlitwy przy ulicy Nowy Plac Targowy skradziono futro wartości 200 złotych. Zawiadomiona o kradzieży policja wszczęła energiczne dochodzenie.


Kradzież w zakładzie litograficznym. (d) Przed kilkoma dniami w zakładzie litograficznym przy ul. Bernardyńskiej 8 przez nieznanego dotychczas sprawcę dokonaną została kradzież pewnej sumy gotówki z szuflady stolika. Zawiadomiona o kradzieży policja wszczęła dochodzenie, które, jak się spodziewać należy nie wykryje sprawcy, gdyż o dokonaniu kradzieży zawiadomiono ją nieco zapóźno. bo po kilku dopiero dniach. Sądzić by należało, że w imię obopólnego dobra poszkodowani nie powinni ociągać się z zawiadamianiem policji o wypadku kradzieży, bowiem utrudnia to w wysokim stopniu działalność służby bezpieczeństwa.


„Sezonowe” kalkulacje. (o) Dwie, widać różne, zgoła do siebie niepodobne kalkulacje prowadzą właściciele sklepów z futrami i odzieniem zimowem w różnych porach roku. Pomiędzy zimą i latem istnieje tu olbrzymia różnica, którą trudno doprawdy usprawiedliwić nawet tem znanem zjawiskiem, iż towary sezonowe są zawsze w sezonie droższe. Różnica bowiem w kalkulacji, jaka obecnie w porównaniu z latem  co do cen futer ma miejsce, jest zbyt wielka, nieuzasadniona. Tembardziej dziwnem wydaje się to zjawisko, że zimę mamy lekką dotychczas, a prawdopodobnie i dalsze jej miesiące nie zaznaczą się zbyt niską temperaturą. Oby pomyśleli o tem właściciele sklepów z futrami.


Usiłowanie samobójstwa. (z) W dniu wczorajszym o godz. 8-ej po poł. Pogotowie Ratunkowe wezwane zostało na ul. Orlą Nr 8 gdzie zamieszkały tamże Piotr Lewczuk lat 30, w zamiarze samobójczym napił się esencji octowej. Po udzieleniu poszkodowanemu pierwszej pomocy lekarskiej pozostawiono go na kuracji domowej. Przyczyną targnięcia się na życie – były podobno waśnie domowe.

2Głos Lubelski z 3 I 1925 r. (Nr 3)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Myślę, więc… nie myślę?

14

Nowy Rok.

Wielki mierniczy dziejów świata – czas znowu uderzył w swój dzwon wiekuisty, a potężny dźwięk jego, grzebiąc w otchłani przeszłości rok stary, zwiastując nam narodziny Roku Nowego.

I oto przed nami widnieje nowa „tubula [!] rasa” – karta wielkiej księgi przeznaczeń, niezbadanych wyroków Stwórcy, gdzie zapisane zostaną nowe klęski i wydarzenia w doli i niedoli ludzkiej, oraz losy tak jednostek, jak i całych narodów i państw.

Nowy Rok zatem – to chwile, w której każdy z nas mimowoli ogląda się poza siebie i obrachunek czyni, jak miniony rok przeżył, co zyskał i co utracił? I niejeden czyje, że się zmęczył, że mu sił ubyło, że serce silniej ręką przyciskać musi, aby stamtąd nieuleciała mu nadzieja lepszej przyszłości…

„Rok Nowy – życzeń tysiące”! woła poeta i nie myli się – bo serce ludzkie mieści w sobie tysiące pragnień, tysiące zadań, prac i obowiązków, więc dobrze jest, że w nowej chwili czasu postawi sobie przed myślą: co stanowi cel naszych nadziei, naszych dążeń w tym Nowym Roku”. Jest to więc moralny budżet życia naszego, który należy zrobić, aby nie istnieć z dnia na dzień – od wypadku do wypadku, lecz być przygotowanym na przyjęcie szczęścia lub ciosu, który nas powalić może. Linja zaś między pragnieniem a możnością osiągnięcia upragnionej rzeczy jest nieraz tak wydłużona, że miłość jeżeli nie – gorąca, rezygnuje, nadzieja chwieje się, wiara siłę swą traci…

To też, chcąc uniknąć tego, trzeba w owym moralnym budżecie wykazać, jak długą musi być droga od zamiaru do celu i ile należy włożyć pracy, trudów i cierpliwości w każde nasze przedsięwzięcie, aby pod ciężarem zawodów i niepowodzeń nie tracić nadziei i nie zatruwać sobie życie… jak to wielu z nas, niestety, czyni.

A jednak można bez szkody dla duszy, bez zawodów dla życia najgórniejsze pragnienia ziścić, byle tylko umieć obrać sobie umiejętną drogę do ich spełnienia. Każde zaś życie ludzkie – nawet najnieszczęśliwsze, postawione w warunkach najcięższych, jeżeli tylko jest czyste i nieskalane występkiem, zawsze stanowi wielką potęgę na arenie życia w walce dobrego ze złem!..

W dzień więc Nowego Roku ludzie „dobrej woli”, ludzie zacni podają sobie dłonie i ściskają je wzajemnie, aby ideę moralnej godności człowieka podnieść i udoskonalić.

Niech więc żyją! ludzie „dobrej woli”, ludzie, kochający prawdę, ludzie, którzy drogą górnych szlaków ludzkość popychają, za promieniami czystego ideału idą, a w ofierze na rzecz bliźnich cnotę widzą – niech żyją!

Niech żyją w pomyślności i Sz. Czytelnicy „Głosu Lubelskiego”,- niech im ten Nowy Rok przyniesie lepsze szczęście i powodzenie, niech wytrwale dążą do unarodowienia naszego handlu i przemysłu, niech solidarnie pracują nad uświadomieniem ciemnych mas współbraci, niech miłość Boga i Ojczyzny będzie im gwiazdką prawdziwą do – szczęścia, do – ideału! Niech więc żyją!

F. Borysławski

2

Epidemja bójek. (d) W ostatnich dniach zapewne pod wpływem świątecznych nastrojów, miał miejsce cały szereg bójek, kończących się zazwyczaj lekkiemi obrażeniami ciała. I tak I[?]ela Gardin zamieszkały przy ul. Czwartek 2 pobił Icka Waserbumana, Leon Siekierski szeregowiec 8 pp. Leg. i Antoni Gadalea, zamieszkały przy ulicy Namiestnikowskiej Nr 47, pokonali w walce na pięście Stanisława Staszewskiego i jego żonę Marjannę zam. przy ul. Tatarskiej 16, a wreszcie Stanisław Bukowski zamieszkały przy ul. Dzierżawnej 42 pokaleczył lekko nożem Jana Gzymana zamieszkałego w folwarku Dziesiąta. We wszystkich bójkach interweniowała policja.


 Nauka i wychowanie


 

W 6-ciu miesiącach wyuczam mówić po francusku. Zgłoszenia „Praca” Adm. „Głosu”.


 Za skromne wynagrodzenie udzielam francuskiego z konwersacją. „Nauka” Adm. „Głosu”.


 

3

Głos Lubelski z 1 I 1925 r. (Nr 1)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

W okresie przedświątecznym ludzie do wszystkiego się przyzwyczajają…

Z BRUKU LUBELSKIEGO

Migawki przedświąteczne

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Targowiska lubelsie przedstawiają obecnie niesamowity widok. Okres przedświąteczny sprawił że na rynku znalazło się wszystko to, czego dusza zapragnie. Obok wędlin i nabiału, leżą tam stosami słodycze, galanterja, choinki i ozdoby. Wszędzie panuje niezwykły ruch i harmider, spowodowany bądź targowaniem się, bądź też niezwykle głośną reklamą. W „tłoku” nie brak różnego rodzaju ciemnych typów, to też co pewien czas z tłumu wyrywa się okrzyk pełen rozpaczy „okradli mnie”. Koło takiej „ofiary” – zazwyczaj płaczącej – zbiera się w jednej chwili tłum litościwych kumoszek. Po pewnym czasie wszyscy rozchodzą sie a „obrobiona” ofiara idzie z policjantem do Komisarjatu.

Obok jatek na placu za Magistratem stoi stara żydówka z koszem napełnionym cytrynami. Jej krzyk – „tanie cytryny”- słychać na znaczną odległość.  Wokoło niej tłum kupujących. Nagle jakiś łobuziak wywraca kosz, cytryny rozsypują się, a gawiedź czemprędzej zbiera je do… własnych koszyków. „Pracy” tej towarzyszy głośny krzyk starej żydówki. Lecz i ta scena szybko jest zapomniana. Z cytryny nie zostało ani śladu.

Wąskie, strome schody w budynku mieszczącym jatki. W pewnej chwili na szczycie schodów ukazuje się korpulentna postać niewieścia do której poprzyczepiane jest mnóstwo różnych pakunków. Nagle niewiasta potyka się i „zjeżdża” po schodach w dół przyczem wszystkie paczki spadają za nią. Nieszczęśliwej musiał pośpieszyć z pomocą lekarz Pogotowia. Kto się zajął jej paczkami pozostało tajemnicą.

Targ przy ulicy 1-go Maja. Zajeżdża jakiś wieśniak wozem naładowanymi choinkami. W jednej chwili wóz zostaje otoczony kupującymi. Większość „kupujących” bierze towar (choinki) pod pachę i szybko się ulatnia. Wieśniak, który przywiózł około 50 drzewek otrzymał zaledwie pieniądze za… 7.

Naogół jednak tego rodzaju „kawałów” trafia się bardzo mało a to dzięki policji, która na skutek wzmożonego ruchu przedświątecznego zwróciła baczniejszą uwagę na targi.

O tem wiedzą wszelkiego rodzaju „swojacy” i to im psuje „interes”.

Gdzieindziej jakaś kobiecina „targuje” u wieśniaczki osełkę masła. W tem podchodzi inna niewiasta i deklaruje bez targu sumę, którą za masło żąda wieśniaczka. Na ten „podstęp” owa kobiecina chwyta za masło i z całej siły uderza nim w twarz „znajomą”. Oczywiście, że cios zmarzniętym masłem nie pozostaje na „sucho” bowiem z nadwyrężonego nosa owej „paniusi” tryska strumieniem krew. Zajście o musi zlikwidować posterunkowy, lecz tego rodzaju „wypadki” nie przejmują nikogo. W okresie przedświątecznym ludzie do wszystkiego się przyzwyczajają.

1

Ziemia Lubelska z 21 XII 1931 r. (Nr 346)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Upadli z Lublina – ciąg dalszy nastąpi(ł)

Liczba ofiar ślizgawicy stale wzrasta

Od kilku dni na terenie Lublina wydarzają się nieprzerwanym łańcuchem wypadki spowodowane przez ślizgawicę. W dniu wczorajszym wydarzyły się następujące wypadki.

Małka Bekierman lat 28 zamieszkała przy ulicy Krawieckiej 39, idąc ulicą upadła i doznała złamania lewej ręki.

– Dwojra Oksenbaum lat 56 Unicka 2, wskutek poślizgnięcia się upadła i doznała niebezpiecznej kontuzji krzyża i głowy.

– Antoni Adamczyk lat 28, zamieszkały Wesoła 10, wskutek upadku doznał zranienia głowy.

– Zofja Rutkowska przechodząc Alejami Racławickimi upadła tak nieszczęśliwie, że doznała silnych obrażeń ciała oraz straciła przytomność.

– Stanisław Argan lat 37, zam. Aleje Długosza 18 wskutek upadku powodowanego ślizgawicą doznał skręcenia lewej nogi.

Wszystkim poszkodowanym pierwszej pomocy udzielił lekarz Pogotowia.

Należy bezwzględnie w okresie zimowym przestrzegać posypywania piaskiem chodników, gdyż tylko w ten sposób zapobiec można tak częstym wypadkom.

1

Ozdoby na choinkę. Kmicic Wacław, zam. we wsi Snopków zameldował o kradzieży przyborów do choinki, wart. 12 zł. przez nieznanego sprawcę.


Gołębie pocztowe. Zdybicki Aleksander, Orla 5, zameldował o kradzieży 2-ch gołębi pocztowych, wart. 120 zł. przez Kostyłę Henryka, zam. w kol. Natalin, gm. Konopnica.


Czyje rzeczy? W dniu 15 b. m. został znaleziony przy ul. Czechowskiej w rozwalonym domu pakunek, zawierający dwie poszewki do poduszek, jeden obrus, jedną ścierkę, 1 parę dessous 1 halkę, 1 firankę, kuchenną, 1 stanik damski z monogramem 1. Z., bluzkę damską, sweter trykotowy, 2 saczki damskie, czarne z aksamitnemi kołnierzami, oraz płaszcz czarny, które to przedmioty, prawdopodobnie pochodzące z kradzieży znajdują się w 1. Komisarjacie P. P.


Worek pęcaku. Waserbaum Izaak, Białkowska Góra 16, zameldował o kradzieży worka pęcaku, wart. 17 zł. przez nieznanego sprawcę z wozu w czasie nieobecności meldującego.


Kradzież świń z pociągu. Dąbrowski Antoni, przewoźnik świń, zam. w Skierbieszowie, pow. Zamość zameldował na posterunku kolejowym P. P., że nieznani sprawcy na przestrzeni Świdnik – Lublin skradli z wagonu 4 świnie, wartości około 900 zł. Wysłani w celu poszukiwań policjanci odnaleźli 2 sztuki świń – jedną za tarczą ostrzegawczą, drugą za przejazdem na Majdanku Tatarskim. Dochodzenie prowadzi się.


Nielegalny handel choinkami. Pociągnięto do odpowiedzialności Robaka Józefa – Szańcowa 21 za uprawianie handlu choinkami, których pochodzenia nie mógł wyjaśnić. 

Ziemia Lubelska z 17 XII 1931 r. (Nr 342)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Dlaczego Hetman kradnie…?

1

Z łomami, siekierami, świdrami po kury i gęsi…

Nieudana wyprawa „w teren” lubelskiego włamywacza

W dniu 13 b.m. na ul. Nowy Świat w Lublinie, zostali zatrzymani Zbroński Stanisław, zam. Wrotkowska 8, oraz Michalski Michał, zam. na Rurach Jezuickich 32 wraz z wozem jednokonnym, na którym znajdowały się różne narzędzia złodziejskie, jak to: łom, siekiera, nożyce do cięcia żelaza, świder i t. p. oraz 5 worków próżnych, 1 półszrotek, 3 kury i 2 gęsi niewiadomego pochodzenia.

W toku dochodzenia zostało ustalonem, że Zbroński Stanisław w dniu 12 m.b. wyjechał do Żółkiewki z narzędziami złodziejskiemi w celu dokonania tam włamania sklepowego.Ponieważ z przyczyn od niego niezależnych nie mógł przestępstwa tego dokonać, powracając do Lublina, przez wieś Głuszczyznę, gm. Zemborzyce, dokonał tam kradzieży z włamaniem do obory, z której skradł 2 gęsi, oraz 5 kur, na szkodę Bielaka Piotra, zaś na szkodę Kubisia Piotra – półszorek. Zbroński znany jest Wydziałowi Śledczemu, jako dawniejszy koniokrad a obecnie włamywacz sklepowy.


Zagubienie znaczka służby śledczej. Jeden z funkcjonariuszów służby śledczej miejscowego Wydziału Śledczego zagubił swój znaczek służbowy Nr. 393.

Opis znaczka: metalowy, wielkości 5-cio złotówki, po bokach wawrzyn, po środku godło (orzełek) u góry napis „Policja śledcza”, u dołu liczba „393”.

Uczciwy znalazca zechce zwrócić znaczek do najbliższego Urzędu Policyjnego.


Kradzieże. Krak Lucjan, Al. Głowackiego 17 zameldował o kradzieży furtki wart. 20 zł. przez nieznanego sprawcę.

– Bakłakow Aleksander, Lubartowska 72, zameldował o kradzieży świni wart. 40 zł. przez nieznanego sprawcę za pomocą dobranego klucza.

– Kosior Wojciech zam. we wsi Jastków zameldował o kradzieży weksla na sumę 200 zł. przez Hetmana Aleksandra zam. tamże.

– Niemczycki Stefan Bychawska 18 zameldował  o kradzieży desek wart. 7 zł. przez Czechowicza Stanisława, zam. w tymże domu.

– Olszyna Józef zam. Szańcowa 7 zameldował o skradzeniu mu przez nieznanego sprawcę legitymacji Urzędu Pośrednictwa Pracy.

Ziemia Lubelska z 16 XII 1931 r. (Nr 341)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Psy wciąż gryzą bo hycel jest „niedysponowany”

Całkwita likwidacja groźnej szajki

włamywaczy grasującej na terenie Lublina

Herszt szajki – ostatnie włamanie – paserzy – policja na tropie szajki

zbrodnicza trójka – pod kluczem

Jak wiadomo od pewnego czasu na terenie Lublina poczęła grasować tajemnicza szajka włamywaczy, która w różnych odstępach czasu robiła „skoki” na magazyny i prywatne mieszkania zamożniejszych mieszkańców miasta. I tak w kolejności dokonano włamań do mieszkania p. Temkina – Radziwiłłowska 3, dr. Bobrowskiej – Narutowicza 14, nauczycielki Wierońskiej – Niecała 10 oraz do magazynów p.p. Domiczka i Rudigiera przy ulicy Kościuszki 2 i innych.

Władze policyjne przez pewien czas wobec precyzyjnej i z dużą wprawą wykonywanej „roboty” złodziejskiej nie mogły wykryć sprawców.

Jednak złoczyńcom podwinęła się noga. Policja lubelska dołożyła wszelkich wysiłków i wreszcie w ciągu ostatnich kilku dni szajkę całkowicie zlikwidowała, oddając jej członków do dyspozycji władz sądowych.

Poniżej zamieszczamy dzieje powstania i „pracy” szajki na terenie Lublina, tudzież walkę policji z szajką i jej likwidację.

Przed niedawnym czasem przybył do Lublina znany włamywacz lwowski, niejaki Samotyj Antoni. Osobnik ten wielokrotnie już karany, dokonał ostatnio we Lwowie głośnego włamania do zakładu jubilera Rapsa, gdzie skradł różnych kosztowności na sumę przeszło 100.000 złotych.

Samotyj został aresztowany przez policję lwowską i zasiadł na ławie oskarżonych przed lwowskim Sądem Okręgowym.

Skazany na 2 i pół lata więzienia – Samotyj zbiegł z sali sądowej i znikł na pewien czas z widowni.

Wreszcie, jak to już zaznaczyliśmy  – włamywacz lwowski „wylądował” w Lublinie.

Tu, po zbadaniu „gruntu” zawarł znajomość a następnie stosunek miłosny z kuzynką znanego recydywisty Zygmunta Pelczarskiego – Anną Pelczarską.

Po pewnym czasie Pelczarska została kochanką Samotyja.

„Dobrana para” szybko zawarła przyjaźń z Pelczarskim.

Cała to złodziejska paczka bez trudu doszła do porozumienia. Postanowili oni zawiązać szajkę włamywaczy, a terenem wystąpień złoczyńców miało być miasto Lublin. Samotyj, mając w osobach Pelczarskich wiernych druhów, począł sprzedawać lubelskim paserom zrabowane we Lwowie złote przedmioty, obrączki, kolczyki it.p. przetopione w sztaby.

Między innymi sprzedał on łomy złote jubilerowi Entenowi. W dalszej swej działalności na terenie Lublina banda weszła w porozumienie z „królem paserów” lubelskich, niejakim Binderem oraz innymi osobistościami tego świata: „Rumunem” którego prawdziwe nazwisko brzmi Kac Eljan, Akselrotem Szlomą oraz Kolendrem i Sztalhamerem.

Wszyskie skradzione rzeczy wędrowały do paserów lub też Pelczarska wywoziła je do Lwowa, gdzie już czekali na nią znajomi Samotyja.

Kiedy Samotyj „oswoił” się na tutejszym terenie, banda przystąpiła do „roboty”.

Rezultaty „pracy” włamywaczy są dobrze znane całemu Lublinowi.

Domiczek, Ritigier, Wierońska, dr. Bobrowska, Temkin, Fajzylber oto nazwiska osób, które padły ofiarami „występów” szajki włamywaczy.

Szereg tych zuchwałych z wielką wprawą dokonanych kradzieży i włamań zmusił władze policyjne do walki z przestępcami, którzy przez pewien czas zręcznie się izolowali od policji, unikając spotkania z nią za wszelką cenę.

Policja jednak nie dawała za wygrane i stale deptała włamywaczom po piętach.

Wreszcie drogą poufnych wywiadów, władze policyjne dowiedziały się o wszystkiem.

Złodzieje czując na sobie rękę policji znikli bez śladu. Policja przeprowadziła bardzo szczegółową rewizję w mieszkaniu Pelczarskiej. Rewizja dała nadspodziewane rezultaty. Oto za doniczką z kwiatami znaleziono ukryte kolczyki złote, jak się później okazało będące własnością okradzionej nauczycielki p. Wierońskiej. W dalszym ciągu rewizji natrafiono na rzeczy pochodzące z kradzieży u p. p. Temkina i Domiczka.

Wszyscy poszkodowani w znalezionych przedmiotach rozpoznali swoją własność.

Policja rozpoczęła pościg za włamywaczami. Pierwszy wpadł w ręce sprawiedliwości herszt szajki Antoni Samotyj. Starał się on przez pewien czas udawać Pelczarskiego. Przyznał się jednak później do prawdziwego nazwiska.

Następnie aresztowano Zygmunta Pelczarskiego, wspólnika Samotyja. W dniu onegdajszym wieczorem aresztowano ukrywającą się kochankę Samotyja – Annę Pelczarską.

W czasie składania zeznań cała zbrodnicza trójka przyznała się do wszystkich popełnionych kradzieży.

Włamywaczy osadzono na Zamku.

Zlikwidowanie tej szajki będącej plagą Lublina jest dziełem naszej policji, za co też należą się jej gorące słowa uznania za owocną i skuteczną walkę z występkiem.

V_0359_1931_0337-00004

Nowe ofiary ślizgawicy

Jeszcze nie przebrzmiały echa onegdajszych nieszczęśliwych wypadków spowodowanych przez ślizgawicę i nieposypywanie piaskiem chodników a już mamy do zanotowania dalsze wypadki którym ulegają nieszczęśliwi przechodnie lubelskich ulic.

Na ulicy Dolnej Panny Marji wskutek ślizgawicy upadła i doznała złamania lewej ręki, Michalina Kwiecień lat 37 zamieszkała ul. Dolna P. M. Nr 17.

Ten sam los spotkał również 50 letnią Łaję Landau zamieszkałą przy ulicy Szerokiej 22, która wsutek upadku doznała złamania prawej ręki.

Jan Koźlik lat 47 ze Snopkowa przechodząc u. Ś-to Duską poślizgnął się  i upadł raniąc się dość poważnie w głowie.

Wszystkim ofiarom ślizgawicy pierwszej pomocy udzieliło Pogotwie Ratunkowe.


Co się stało z młodym chłopcem? Belski Antoni, zam. Pawia 41, zameldował, że w dniu 9 b. . o godz. 16 ej brat jego Belski Bolesław, lat 15 wyszedł z domu zabierając w gotówce 26 zł i 3 dolary i dotąd nie powrócił. Rysopis zbiegłego: wzrost średni, szczupły, twarz okrągła, oczy czarne, włosy ciemne. Ubrany był w marynarkę czarną, krótkie spodenki sportowe koloru jasnego i kamasze carne. Poszukiwania zarządzono.


Psy ciągle gryzą. Hindla Wajman lat 48 zamieszkała Rynek 10, przechodząc przez ulicę została pokąsana przez psa w lewą rękę. Pierwszej pomocy udzielił jej lekarz Pogotowia Ratunkowego.


Czyściciel zatruł się alkoholem. Bolesław Przyczyna lat 25 syn rakarza miejskiego zamieszkały poza mistem na Dziesiątej, w dniu onegdajszym rozpoczął libację z ojcem i bratem. Pił tam bardzo dużo,  tak dużo że w pewnej chwili Bolesław Przyczyna dostał straszliwych boleści i padł na ziemię. Prezrażeni domownicy wezwali Pogotowie Ratunkowe które udzieliło pomocy.

Ziemia Lubelska z 12 XII 1931 r. (Nr 337)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation