Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “kolej”

Czy w pociągu rozmawiać z kobietami? Edward plus Władysław równa się Stanisław i Mieczysław.

23

1

4

5

6

Głos Lubelski z 20.V.1915 r. (Nr 138)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Osobistość oszustem – tylko w Lublinie!

1

(r) Ujęcie oszustów. Od dłuższego już czasu na linii dr. żel. Nadwiślańskiej pomiędzay Warszawą a Radomiem i Warszawą, a Lublinem grasowała szajka nieznanych oszustów, siejąc postrach wśród podróżnych. Ci rzezimieszkowie przedstawiali się zwykle za ajentów sztabu 14-ego korpusu, i pod tą maską spełnili mnóstwo kradzieży. Dn. 17 b. m. ograbili oni kupca, mieszkańca Lublina, Kermana Icka Goldszwelda na 1,500 rb. następnie w ostatnich dniach Moszkowi Filszmanowi skradli 39 rb. i Jakubowi Fuchsowi 7 rb. i t. d. unikając zawsze karzącej ręki sprawiedliwości. Dopiero lubelski wydział policyi śledczej, ustalił osobistość, aresztowawszy jednego z nich w sądzie Okręgowym, drugiego zaś na ulicy Rynek. Jak się okazało, są to kilkakrotnie już karani lubelscy złodzieje zawodowi, Konstanty Wasilijew i Aleksander Szczęsny. Przy rewizyi odebrano od nich część pieniędzy i kosztowności.

2

Głos Lubelski z 29.IV.1915 r. (Nr 117)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Ballada wagonowa

1

Pościg za złodziejem po dachach pędzącego pociągu

Lew załapał złodzieja, którego osadzono na Zamku

Pewnej nocy letniej zdążał z Krakowa w stronę Lublina pociąg osobowy. W Rozwadowie do jednego z przedziałów III-ej klasy pociągu osobowego, w którym znajdował się Izaak Lew, wszedł jakiś młody człowiek.

Pociąg ruszył w dalszą drogę. Pasażerowie poczęli drzemać. Izaak Lew też się nieco zdrzemnął. Po jakimś czasie Lew uczuł, że jakaś ręka zagłębiła się w jego kieszeni, w której znajdowało się 1000 złotych. Błyskawicznie zerwał się i chwycił złodzieja za rękę, wzywając jednocześnie pomocy, ludzi znajdujących się w sąsiednim przedziale. Złodziej tym czasem wyrwał się z objęć Lwa i wyskoczył na korytarz, a następnie na dach wagonu.

Za nim rzuciło się w pogoń kilku pasażerów. Rozpoczął się szalony pościg po dachach pędzącego pociągu. Wreszcie kiedy uciekający złodziej miał zamiar skoczyć z pędzącego pociągu na ziemię, dopadli go ścigający i przytrzymali. Został on następnie oddany policji w Lublinie.

Ustalono, że jest to znany policji „ptaszek”, wielokrotnie już karany za różne kradzieże, warszawianin Bronisław Lewosz.

W dniu wczorajszym stanął on przed Sądem Okręgowym w Lublinie, który skazał go na 1 rok więzienia z pozbawieniem praw.


Jak pan kierownik Urzędu Pocztowego

zabawiał się w czarnoksiężnika

czyli jak na rozkaz jego rozkaz jego czarodziejskiej ręki znikały dolary
z listów amerykańskich

(t) Wesoły żywot prowadził pan kierownik Urzędu Pocztowego w Gościeradowie, nie siał nie orał a zbierał dolary.

Ten żywot iście „poczciwego” człowieka pan kierownik prowadziłby dłużej, gdyby mu się nie pośliznęła noga. Oto zawiadomiana Anastazja Pomorska, że otrzymała list z Ameryki, pobiegła na pocztę, gdzie stwierdziła, że list jest naruszony. Otworzyła go więc w urzędzie pocztowym i tu się okazało, ze list ten był w kilku miejscach podskrobany i że innem pismem wpisane było kilka zdań. Wtedy roztropna niewiasta odesłała list odwrotną pocztą do Ameryki do męża.

Wówczas wyszły na jaw malwersacje pana kierownika. Oto odpisuje, że on podejrzanych zdań nie pisał i że w liście tym posłał swej żonie 10 dolarów.

Zarządzono śledztwo podczas którego ekspertyza wykazała, że tym fałszerzem i zarazem złodziejem był kierownik.

W tych dniach – pomysłowy oszust stanął przed Sądem. Sąd Apelacyjny na mocy art. 578, cz. I i III KK. skazał go na 1 rok więzienia, karę tę zmniejszono mu na zasadzie amnestji do 6 miesięcy więzienia.


 2

Ciemności

Lampa, przyświecająca na ulicy Krochmalnej, od paru dni zgasła i ulicę zalegają zupełne ciemności. Ponieważ pod cukrownią zdarzają się częste napady i bójki, należy jak najszybciej ową lampę naprawić i w ten sposób usunąć grożące przechodniom w ciemnościach niebezpieczeństwo.


Pożar w Obozie Zachodnim

W dniu wczorajszym w godzinach popołudniowych z powodu wady w przewodzie kominowym wybuchł pożar w budynku mieszczącym dowództwo 2-go Dyonu Taborów. Ogień objął część ściany, która poczęła się szybko palić. Wezwano straż ogniową, która ogień szybko ugasiła.

Straty nieznaczne.


3Zarządzenie Magistratu

w sprawie numeracji domów i mieszkań

Zgodnie z rozporządzeniem P. Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 16 października 1930 r. Dz.Ust. R. P. Nr. 84 poz. 653 o meldunkach i księgach ludności wszystkie nieruchomości na terenie m. Lublina, jak również i mieszkania w domach, oraz oficynach i innych budynkach winny być oznaczone kolejnymi numerami.

Na podstawie ust. 8 $ 27 w-w rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i ust. 4 $ 12 instrukcji M. S. W. z dnia 27 listopada 1930 r. oraz rozporządzenia P. Wojewody Lubelskiego, Magistrat m. Lublina wzywa tych właścicieli nieruchomości, którzy nie oznaczyli dotychczas numerami swych domów, jak również i mieszkań w swych domach, ażeby w nieprzekraczalnym terminie do dnia 20 lutego 1931 r. zaopatrzyli swe nieruchomości w tabliczki i latarki z nazwą ulicy i numerem kolejnym według wykazu i wskazówek policji państwowej, jak również wszystkie mieszkania w domach, oficynach i innych budynkach oznaczyli kolejnymi numerami.

W razie niezastosowania się do niniejszego zarządzenia w określonym terminie zostaną zastosowane środki postępowania przymusowego (Dz. U. R. P. z 1928 r. Nr. 36 poz. 342).

Kierownik Zarządu Miejskiego
m. Lublina

J. Piechota

Naczelnik Wydziału Budownictwa

Inż. I. Kędzierski

Ziemia Lubelska z 7 II 1931 r. (Nr 36)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Szwabska Moralność. I nie tylko…

1

Z LUBELSKIEGO I PODLASIA

(r) Stragany na stacyach. Na skutek odnośnych poleceń wysłanych swego czasu przez odpowiednie władze po liniach dróg żel. Nadwiślańskich, poszczególne stacye prowadzą budowę krytych straganów. Stragany te znajdują się w pobliżu budynków stacyjnych. Okoliczni mieszkańcy zapłaciwszy pewną kwotę tytułem dzierżawy mogą prowadzić sprzedaż produktów spożywczych przejeżdżającemu wojsku, po cenach nie wyższych niż przewiduje odpowiednia taksa.

Winni wykroczenia w tym względzie będą pociągani w drodze administracyjnej do surowej odpowiedzialności. Stragany takie znajdują się i na naszej stacyi w Lublinie.


POCZ1

Saneczki. Sport saneczkowy w Ogrodzie Saskim ogromnie się rozwinął przy przeważającym udziale uczącej się młodzieży. Szybki rozwój tej zdrowej i przyjemnej rozrywki powinien zwrócić uwagę kierowników miejscowych szkół na konieczność zaspokojenia potrzeb naszej młodzieży w myśl zasady „mens sana in corpore sano”. Inicyatorowi i organizatorowi sportu saneczkowego p. Julianowi Korsakowi należą się wyrazy szczerego uznania za dostarczenie licznym zastępom młodzieży ze wszech miar godnej poparcia rozrywki.


(r) Kary administracyjne. Mieszkańca Lublina Józefa Komorowskiego za przechowywanie u siebie w mieszkaniu wina skazano w drodze administracyjnej na grzywnę w sumie 25 rubli lub areszt tygodniowy.

– Za jazdę po mieście po lewej stronie ulicy skazano niejakiego Stanisława Janyka na zapłacenie 10 rb. lub tydzień aresztu.


WOJNA.

List ochotnika.

Ciekawy list z linii bojowej nadsyła paryskiej „Polonii” jeden z ochotników polskich, walczących w armii francuskiej:

„Tak przywykliśmy – pisze – do życia w okopach, że czujemy się tam, jak w domu. Strzelanina i ataki na bagnety są dla nas raczej rozrywką w życiu spokojnem i cichem. Niektórzy z nas nawet rozbierają się na noc, jakgdyby mieli położyć się do łóżek. Śród Niemców naprzeciwko nas, znajduje się wielu Polaków x Poznańskiego, a nawet z Galicyi. Ci z nich, którzy zdołali się wymknąć z szańców nieprzyjacielskich, zapewniają, że tuż w pobliżu jest chyba 50,000 Polaków, sród Niemców, wyciągniętych linią przed pozycyami francuskiemi. Kochani jednak rodacy nasi wiedzą, że mają naprzeciwko siebie ochotników polskich i korzystają z każdej sposobności, aby się oddać w niewolę. W nocy na 23 grudnia, gdy kilku z nas stało na straży na pozycyach czołowych, ujrzeliśmy cień, czołgający się ku nam. Jeden z naszych zmierzył do niego lecz chybił. Wówczas cień skoczył na równe nogi i, wymachując chustkę, zaczął biedz ku nam, wołając: „Polak, polak!” Następnie zwróciwszy się ku poblizkiemu laskowi, dał znak i jeszcze sześć cieniów podniosło się z ziemi i połączyło się z nami. Wesoło wychyliliśmy kieliszki z naszymi siedmiu jeńcami rodakami. W dzień po śmierci naszego chorążego (Szuyskiego) Polacy z armii niemieckiej dowiedzieli się, że ich rodacy walczą w szeregach francuskich. Znajdowaliśmy się wówczas w odległości zaledwie 80 metrów od szańców nieprzyjacielskich. Ujrzawszy sztandar polski, poznali go natychmiast i zapłakali, wydając okrzyki w języku polskim. Było ich jednak zaledwie kilkudziesięciu, osaczonych wśród Prusaków, nie mogli się więc ruszyć. Nazajutrz Niemcy usunęli ich pośpiesznie z przed naszych pozycyi i odesłali gdzieindziej. Polacy ci jednak roznieśli wieść, iż rodacy ich walczą za Francyę, a wieść ta rozeszła się szybko śród naszych biednych poznańczyków”.

Głos Lubelski z 3 II 1915 r. (Nr 34)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Co poszło nie tak?

p0006Przewodnik Katolicki nr 39 z roku 1935

Ilustracja ze zbiorów Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Trzydzieści osiem i dziewięć

1

(r) Brak zapałek. Po długich i ciężkich cierpieniach mieszkańców naszego miasta, Lublin wreszcie dostał większą ilość nafty, oto zaczyna się utrapienie innego rodzaju. Drobniejsi kupcy i sklepikarze skarżą się iż w niektórych hurtowniach są b. małe zapasy zapałek, a w innych już zupełnie nie ma, wskutek czego cena hurtowa jakoby podskoczyła 20 kop. za tuzin, co równa się cenie naznaczonej przez taksę na sprzedaż detaliczną, wobec czego dają się słyszeć głosy, iż „nie opłaci się trzymać zapałek”. Tak więc, paliliśmy zamiast nafty oliwę, teraz w braku zapałek będziemy musieli nosić w kieszeni hubkę i krzesiwo.


Teatr „Panteon”. Dziś, w niedzielę, wznowienie opery komicznej p. t. „Piosenki Ułańskie” oraz nowa serya obrazów. W próbach prześliczna operetka „Panna z lalką”.

2


Z kraju.

– Z Warszawy.

– Na ostatniej wiorście kolei Warsz.-Wiedeńskiej, jak donosi „Warsz. Dniew.”. stoi obecnie pociąg-łaźnia im. Najjaśniejszej Pani Aleksandry Teodorówny, od rana do wieczora przychodzą żołnierze z rozmaitych oddziałów i otrzymują to, co jest nieodzowne dla żołnierza w czasie wojny podczas wojny – ciepłą odzież i czystość ciała.

Głos Lubelski z 24 I 1915 r. (Nr 24)


1

+ Program „Oazy” na dziś i jutro zapowiada dramat w 4 ch częściach „Cześć nam – śmierć wrogom”, osnuty na tle współczesnych wypadków, „Bombardowanie przez Austrjaków Kamieńca Podolskiego” z natury oraz komiczne obrazy: „Apasze paryscy” i „Głuptasiński, jako urzędnik w banku”.

2

+ W letargu. (p) Kilkoletnia dziewczynka Tupała wpadła w letarg na cmentarzu na Rurach po pogrzebie matki swojej, w którym przebywa już od poniedziałku. Dzieckiem zajęli się lekarze, którzy napróżno starają się przywrócić jej przytomność.

3

+ Poparzenie przez nieostrożność. (p) Na stacji Lublin d. 22 b m. zatrzymał się przed remizą parowóz, na którym znajdował się pomocnik maszynisty Adam Strychalkski i oczyszczał różne części. Palacz, nie wiedząc gdzie znajduje się pomocnik, rzucił szuflę rozżarzonego węgla tak nieszczęśliwie, że cała zawartość szufli trafiła prosto w twarz Strychalskiego, poparzywszy go dotkliwie. Strychalskiego odesłano na kurację do szpitala Jana Bożego.

4

+ Napad i rabunek w Lublinie. (p.) Dnia 23 b. m. nad ranem około godz. 3 ej powracał z przedmieścia Piaski artysta – magik salonowy Kazimierz Miź, który, wszedłszy na ul. Cichą, zatrzymał się przed domem Nr 3. Gdy sięgnął ręką, aby zadzwonić podbiegło kilku drabów, z których jeden zarzucił mu na szyję pętlę rzemienną i powalił na ziemię. Zrabowawszy 8 rb. i zegarek, opryszkowie zbiegli. Policja wdrożyła energiczne śledztwo.

5

+ Złamany mostek. (p) Przy ul. Św. Duskiej od pewnego czasu na wjeździe do jatek złamany jest mostek po którym zwykle przyjeżdżają furgony z mięsem i inne wozy. Konie i przechodnie wpadają do rynsztoku, o wypadek poważny więc więc nie trudno. Warto, aby magistrat zaopiekował się tym złamanym mostkiem, tembardziej, że jest on tak niedaleko.

Ziemia Lubelska z 24 I 1915 r. (Nr 24)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Katoliku! Czy wiesz komu powierzasz swój korpus?

1

= Dobroczynny wpływ autobusów. (e) Wysokie ceny za kurs dorożkarski, mimo stałego ich normowania przez władze miejskie, nigdy po wojnie nie były dla Lublina nowością. Ogół prawie zżył się z tem w rzadkich przypadkach wzywając interwencji policjanta. Dzisiaj sytuacja nieco się zmieniła. Pasażer, odbywający kurs dorożką, zdziwiony jest uprzejmością dorożkarską i skrupulatnością z jaką mistrze bata gotowi są potrzebującym ich usługi uczynić zadość. Tę nieznaną Lublinowi po wojnie uprzejmość zawdzięczać należy… autobusom. One to właściwie spowodowały przestrzeganie taksy dorożkarskiej ze strony zachłannych niegdyś „dryndziarskich” przedsiębiorców. Tylko, że… jedna jeszcze „pięta Achillesowa zmusza pasażerów do opłacania wysokiego haraczu za przejazd do stacji kolejowej, to – bagaż. Ale i na to znalazłby się sposób, – czy nie pożądanem i korzystnem byłoby np. uruchomienie autobusu osobowo-towarowego?….


Exodus dorożkarzy.

Komunikacja w naszem mieście, przez wprowadzenie autobusów została, co łacno stwierdzić należy, ulepszona. Żałować tylko należy, że dane przedsiębiorstwo nie jest własnością firm chrześcijańskich, lecz że prowadzą je żydzi białostoccy. Jak nas informują obrót jednomiesięczny spółki autobusowej wynosił około 20 tysięcy złotych, co w krótkim, jak widać, terminie zamortyzowało koszt wozów samochodowych. Podatek uiszczany z dochodu danego przedsiębiorstwa na rzecz miasta wynosi zaledwie 7 1/2%. Czy nie za niska stawka? Niech się nad tym zastanowią ojcowie grodowi.

Od chwili wprowadzenia ruchu autobusowego dorożkarze stracili trzy czwarte klientów i jak się dowiadujemy brak zarobków zmusi pewną liczbę właścicieli zarówno jedno jak i dwukonek do opuszczenia naszego grodu. Celem exodusu mają być miasta kresowe w tej liczbie Równe i Łuck. Liczba zaś mających i dobrą i przymuszoną wolę do przeniesienia się na inne bieżnie dochodzi do czterdziestu. Wszyscy oni to Polacy, żydzi bowiem i ze względu na system wożenia i poparcie ludności jako tako wegetują. Żaden żyd bowiem, gdy mu wypadnie skorzystać z dorożki nie wsiądzie do wehikułu goja, a katolik natomiast nie stara się przestrzegać komu powierza losy przewiezienia swego korpusu z miejsca na miejsce i często sadowi się w dorożce mniejszościowej, odbierając w ten sposób zarobek rodakowi.

Czy i na ten fakt nie należałoby zwrócić uwagi społeczeństwo polskiego? Sądzimy że tak.

Lux


POCZ_UWKA

Pułapka kolejowa.

Na stacji kolei żelaznej w Lublinie, na chodniku peronowym między wagonami  znajduje się dużych rozmiarów żelazna pokrywa studzienki, czy też czegoś innego – wzniesiona o kilka cent. nad poziomem chodnika. Zważywszy że chodnik ten jest wąski, – nieoświetlony, ruch na nim, przy każdym przyjściu i odejściu pociągu bardzo ożywiony, a pasażerowie sp[i]esząc nie wiedzą o zastawionej na nich pułapce zaczepiają pokrywę nogą i przewracają się. Może te upadki pasażerów byłyby tylko zabawne czy humorystyczne dla funkcjonariuszów stacji kolejowej gdyby nie to, że pułapka znajduje się na wąskim peronie tuż obok wagonów, a przewracając się czasem wpadają pod wagon, na szyny.

Przed paru dniami byłem świadkiem, gdy jeden spieszący się pasażer, zaczepiwszy nogą o tę pokrywę, upadł na chodnik peronowy, szczęśliwie gdyż wzdłuż chodnika.

Pomagający mu podnieść się z ziemi tragarz kolejowy oświadczył mi, że pan szczęśliwie upadł, gdyż w przed dzień, jakiś podróżny, zaczepiwszy nogą o tę pokrywę , wpadł pod wagon, szczęściem, że pociąg nie był w ruchu więc wyciągnięto go bez szwanku, – wypadki takie zdarzają się tu prawie codziennie.

Czy by też jakie władze nadzorcze nie chciały zwrócić uwagi na tę pułapkę?

T.


2

Wiosna czy zima? (m) Wczorajszy dzień pełen nastroju wiosennego wywabił na ulicę miasta, zwłaszcza w godzinach południowych sporą ilość jaśniejszych kostjumów i kapeluszy. Ożywił się też nieco park a niektóre niedoświadczone mamusie urządziły dla swych malusińskich spacer wózeczkami. Coś ta zima tegoroczna kręci.

3

Głos Lubelski z 21 I 1925 r. (Nr 21)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Zapraszamy na herbatę po rosyjsku!

1

Echa wojny

„Herbata wojenna”

Pod tym tytułem, czytamy w „Rieczi”, w „Berliner Tageblatt” umieszczono artykuł, w którym są opisane rosyjskie sposoby picia herbaty.

„Rosjanin – mówi on – pije znakomitą herbatę za pomocą trzech sposobów: pierwszy sposób najprzyjemniejszy dla Rosjan – to picie herbaty „z prykuską”. Pijący herbatę trzyma kawałek cukru w przednich zębach i filtruje przez ten kawałek cukru całą szklankę herbaty.

Drugi sposób, znacznie prostszy, to picie herbaty „z prylizią”. Jest to sposób następujący: od sufitu zwiesza się na sznureczku kawałek cukru, i każdy z siedzących przy stole gości liże ten cukier, a następnie popija herbatą. Wreszcie najtańszy sposób picia herbaty, to z „prydumką” (z marzeniem, jak objaśnia autor niemiecki i dodaje: „Jakżeż poetycznym jest naród rosyjski”. O cukrze przy tym sposobie picia herbaty tylko marzą”)

Dalej artykułu pisze, że Rosjanie nie uważają herbaty za napój poważny. „Ani razu nie widziałem, aby Rosjanin przed wypiciem herbaty przeżegnał się, natomiast na sam widok buteleczki z wódką żegna się po kilkakroć, a przed wypiciem kieliszka wódki Rosjanin żegna się ręką prawą przynajmniej i trzy razy”.


+ Brutalność stróżów. (p.) Niejednokrotnie pisaliśmy o nieostrożności stróżów, którzy przy usuwaniu błota z chodników lub posypywania ich piaskiem czynią to tak nieostrożnie, że zasypują przechodniów i brudzą im ubranie. Świeżo mamy do zanotowania liczne skargi Lublinian, którym stróżowie odpowiedzieli brutalnie na zwróconą im uwagę, iż porządki należy robić uważniej i nie narażać na przykrości przechodniów.


+ Brak ogrodzenia. (p.) Przy trakcie piaseckim, na drodze, wiodącej do szlachtuza brakuje ogrodzenia przy brzegu Czerniejówki. Pozostałe słupy świadczą, że ogrodzenie takie istniało kiedyś. Dla uniknięcia możliwego wypadku należałoby brzeg rzeki ogrodzić.


+ Rozprawa nożowa. (p.) W tych dniach przy ul. Grodzkiej znany policji nożowiec J. Wróblewski napadł i zranił nożem Franc. Dębczaka oraz Zygmunta Głogowskiego, który ujął się za napadniętym. Dębczaka odesłano na kurację do szpitala Szarytek, Głogowski leczy się w domu, a Wróblewskiego poszukuje policja.


+ Przejechanie. (p) Dnia 17 b m. 15 letnia córka wyrobnika J. Nakonieczna wyszła ze wsi Zabiele w pow. Lubartowskim z dwoma koleżankami do kościoła, dziewczyny szły po plancie kolejowym. W czasie tego nadjechał na drugim torze pociąg i maszynista dał sygnał, dziewczyny przestraszone stanęły, a Nakonieczna zmięszana wpadła na tą linją, po której szedł pociąg i dostała się pod koła, które obcięły jej prawą nogę powyżej kolana, a u lewej nogi stopę. Nieszczęśliwa w drodze do Lublina zmarła. Zwłoki zabezpieczono na st. Lublin do przyjazdu rodziców.


+ Kradzieże. (p) Przy ul. Ś-to Duskiej przy wyładowywaniu z wozu drożdży do składu pp. Wrzodaka i Barciszewskiego nieschwytany złodziej skradł 20 funt. paczkę drożdży. W tym czasie i na tejże ulicy skradziono komuś z wozu paczkę z tytuniem. Ponieważ jednak złodzieja spostrzeżono i zaczęto za nim gonić,   r z u c i ł   on paczkę i zbiegł.

Na poczcie żołnierzowi Dymitrowi Gorskiemu skradziono rb. 12, które miał wysłać do domu.

Wogóle na poczcie kradzieże zdarzają się dość często, należałoby rozciągnąć baczniejszy nadzór nad operującymi tam żołnierzami.

Ziemia Lubelska z 20 I 1915 r. (Nr 20)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

„Wielki Lublin”. Projekty co do poszczególnych dzielnic. CZĘŚĆ II

Nie ma targu na Placu Bychawskim, nie ma również Placu Bychawskiego - jest za to ulica Bychawska w czasie brukowania.

Nie ma targu na Placu Bychawskim, nie ma również Placu Bychawskiego – jest za to ulica Bychawska w czasie brukowania.

T a r g   n a   p l a c u   B y c h a w s k i m   jest tymczasowy. W niedalekiej przyszłości przeniesiony zostanie na inne, specjalnie wyznaczone do tego miejsce.

FOT_ZB_SP

D w o r z e c   k o l e j o w y   umieszczony został w punkcie nieodpowiednim. Jednakże w przeniesieniu go do innej części miasta leżą spore trudności, czyniące projekt ten, skądinąd wysuwany przynajmniej narazie nierealnym. W jego okolicy stanie w przyszłości wielki dom ludowy i cały szereg nowych budowli kolejowych, cały zaś rejon połączony z miastem nowymi szlakami komunikacyjnymi. Dworzec towarowy (z chwilą przeniesienia Dyrekcji z Radomia) odsunięty zostanie od miasta o kilka kilometrów, tam też odbywać się będzie koncentracja wagonów. (Nie spowoduje to jednak żadnych trudności w dostarczaniu towarów do miasta, owszem – ułatwi je).

FOT_ZB_SP_2

Przejazd kolejowy na Bychawskiej.

D z i e l n i c a   p r z e m y s ł o w a   otrzyma również nowe połączenia z miastem, szczególnie część jej leżąca za szlakiem kolejowym, która rokuje nadzieje na szybki rozwój. Na przejeździe wybudowany zostanie wielki tunel w celu uniknięcia wypadków i tamowania ruchu w czasie przejazdu i przechodzenia przez plan kolejowy. W tej też dzielnicy na krańcach znaleźć się musi odpowiednio z miastem połączone pole lotnicze.

Głos Lubelski z 10 I 1925 r. (Nr 10)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie

Część I, Część III

 

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Dlaczego w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu? Bo koń spod Ostrołęki do ryżu nie nawykł…

(r) O wygodę publiczności. Dochodzą nas zewsząd skargi na nieporządek panujący w Magistracie przy wykupywaniu patentów. Setki ludzi czeka swej kolei, stojąc całemi godzinami po to, by często odejść z niczem, gdy upłyną oznaczone godziny. Jest to rzeczywiście położenie dość trudne, gdyż niewykupienie patentu przed oznaczonym terminem grozi karą. Wskazanem byłoby bardzo, aby jakos temu zaradzić, aby zapewnić interesantom większą wygodę, oraz zapobiedz wynikającym przez wymienione braki przykrościom.


(r) Wypadek na stacyi w Lublinie. W ubiegły poniedziałek wieczorem od pociągu idącego do Motycza, oderwało się 20 wagonów i cofnąwszy się wskutek spadku wpadło na stojący z tyłu na stacyi parowóz. Zabity został smarownik, oraz ranni dwaj konduktorzy.

1

(r) Z „Bristolu”. Od czwartku b. m. do soboty 16 b. m. włącznie demonstrowany będzie nowy program złożony z nast. obrazów: Ciernista droga (wspaniały dramat), Nad rzeką Marna (nat.), Sen lokaja (komiczne), Widoki m. Łodzi (nat.), Daphne i Apollo (fantazja), Pies rzeźnika (komiczne), Międzynarodowy Czerwony Krzyż (natura).


 (r) Przepadli bez wieści. Pomiędzy zaginionymi szeregowcami 6 Nowoarchangielskiego pułku ułanów znajdował się mieszkaniec Lublina, szlachcic, Kazimierz Głowacki, oraz mieszkaniec wsi Czerniejów, gm. Piotrków – Józef Dudziak.


– Zaginieni włościanie. Donoszą z Ostrołęki: Podczas pobytu Niemców z pogranicznych gmin uprowadzono wraz z zarekwirowanemi podwodami i końmi 114 włościan, których zmuszono do udawania się z taborami wojskowymi. Włościanie ci dotąd nie powrócili a pozostałe po nich rodziny znajdują się w okrutnej nędzy. Ostrołecki komitet obywatelski na pomoc dla opuszczonych asygnował rb. 540. Co się stało z zaginionymi, niewiadomo.

Od jednego tylko z włościan otrzymała jego żona list z Francyi. Włościanin donosi, że Niemcy wysłali go z końmi i wozem na front zachodni, gdzie go znów wzięli do niewoli Francuzi. Obecnie ów jeniec wozi prowiant w obozie francuskim. W końcu listu pisze: „Nie bój się o mnie. Konie się poprawiły i moje zdrowie dobre”.

Głos Lubelski z 14 I 1915 r. (Nr 14)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation