Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “1-go Maja”

Krytycznie o ciszy nocnej

Ulica 1 Maja w Lublinie, w czasie regulacji.

O tym, że uprzykrzanie mieszkańcom Lublina zasłużonego wypoczynku nocnego nie jest wynalazkiem współczesnym, dowiadujemy się z lektury „Głosu Lubelskiego” z 19 października 1937 r.

[Co za odkrywcze stwierdzenie… Żenada!]

Na niepokojące hałasy skarżyli się na łamach „Głosu” mieszkańcy ulicy 1-go Maja z okolic Placu Bychawskiego. Jak się okazało, hałasy wyczyniali w nocy robotnicy zatrudnieni przy robotach związanych z przebudową ulicy 1-go Maja.

[I co, mądralo? Żadnego złośliwego komentarza, że ludzie chcą spać, a potem narzekają, że drogi nie pobudowane, że bruk za szorstki, ze kostka w niewłaściwym odcieniu….?]

Ale miarka się przebrała, gdy pewnej nocy, o godzinie 12 w nocy zaczęto wyrywać, z niedawno ułożonej jezdni kamienie i rzucać do żelaznej taczki, wywołując tym straszliwy hałas.

[No i gdzie kolejne złośliwości „na siłę”? Nie zażartujesz w swoim stylu, nie stwierdzisz, że musiał być hałas, bo taczka z żelaza, więc dźwięczeć musi, gdy w nią czymś ciężkim uderzyć? „Dowcipnie” nie zaproponujesz, żeby taczkę wyłożyć filcem lub użyć drewnianej?]

W takich warunkach wszelka możliwość odpoczynku staje pod znakiem zapytania.

[Taaa… teraz nawiąż do naszych czasów i tych hałasów, które to – rzekomo – generuje Browar Perły przy ulicy Bernardyńskiej. Wyciągnąłeś z jakiejś starej gazety dawno przebrzmiałą wiadomość, bo chcesz na siłę udowodnić, że niby ci co mieszkają w mieście mogą stanąć na drodze młodzieży, która chce się BAWIĆ. Ludzie chcą spać?! Żenada  Niech się na wieś wyprowadzą (lub do puszczy), bo miasto = zabawa cały rok przez całą dobę i jak się z tym nie zgadzasz, to wyp…]

Mamy nadzieję, że Zarząd Miejski natychmiast zlikwiduje ten stan rzeczy…

[Założę, się że teraz zaatakujesz Szanownego Pana Prezydenta, twórcę Wielkiego Lublina i Człowieka 700-lecia! Gdyby nie On, to byś już dawno… Nikt tyle nie zrobił dla Lublyna i Lubelaków, co on! O Borze! (to taki las…) – Żałosne i nie da się tego więcej czytać…]
[P.S. Obsesję masz jakąś, czy co?]
[P.S.2 Hospicjum? Śmieszny jesteś…]

„Głos Lubelski”  nr 287 z 19 X 1937 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Biblioteki Multimedialnej Teatru NNi-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Z „Kuriera” wycięte… [4] Poezja lubelskich ulic

Posucha w lubelskiej prasie sprawiła, że znów sięgamy do roku 1957. Niestety, w gazetach z czasów I wojny nadal drobne kradzieże i zakłócenia porządku publicznego, a „Express Lubelski i Wołyński” okazał się tym razem bardziej wołyński niż lubelski. Na placu boju pozostał więc jedynie socjalistyczny „Kurier Lubelski… Nie martwcie się jednak, może od lipca coś w tej materii się zmieni i jeszcze nie raz ujrzycie w tym miejscu nasze święte wezwanie „O Borze! (to taki las…), póki co, zarezerwowane wyłącznie dla epoki przedwojennej.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo oto przed Wami prawdziwa poezja lubelskich ulic. Poezja sprzed lat sześćdziesięciu, która wcale nie straciła na aktualności. A wydawać by się mogło, że budowa i przebudowa ulic uskuteczniana obecnie w naszym mieście, coś w tym względzie zmieniła. Nic bardziej mylnego! Pojawienie się nowych ulic na planie Lublina, zwiększa tylko ilość ulic nie leżących „Naprzeciw Ratusza”. Wadą tą obarczona jest więc nie tylko Szewska, ale i wiele, wiele innych… Na przykład Wesoła:

 

Również ulica Narutowicza nie miała tyle szczęścia, by leżeć „naprzeciw Ratusza” – mało tego, znajdowała się również z dala od… Okręgowego Przedsiębiorstwa Handlu Opałem. A cóż wspólnego ma asfaltowanie ulicy z opałem? – zapytacie. Ano ma. Wybaczcie, ze nie będę się zagłębiał w szczegóły techniczne procesu asfaltowania, ale węgiel był do tego niezbędny. Niestety Rejonowe Przedsiębiorstwo Eksploatacji Dróg Publicznych przydziału węgla nie otrzymało, w związku z czym asfaltować Narutowicza nie było sposobu. I w ten oto sposób załamała się „ofensywa podjęta przez Miejska Radę Narodową przeciw złym drogom”. Od tamtych czasów minęło sześć dekad… czyżby obecnie Pan Prezydent też nie miał węgla?

Kolejną ulicą „z dala” był też Lipowa, która doczekała się nowych bloków, lecz nie chodników.  Zamiast nich ulicę zdobiły leżące na stertach – dość długo – płyty chodnikowe:

Jak czytamy w „Kurierze”, problemem porozrzucanych płyt chodnikowych mogliby się zająć miejscowi chuligani. Niestety ci zajęci byli zupełnie inną działalnością, prowadzoną tradycyjnie w rejonie ulic Rusałki, Buczka (obecnie Zamojska), Przemysłowej i 1-go Maja (obecnie Fabryczna). Dziś tamtych chuliganów już nie ma, możecie się jednak spotkać z ich wnukami. Adres już znacie:

Myślałby kto, że już czas na zmiany… Czas najwyższy! Ale jak, skoro zegarków już nie ma. Przynajmniej w tym miejscu Krakowskiego Przedmieścia, gdzie 60 lat temu dzielny kierownik Stępień tak ładnie zorganizował sprzedaż 110 niemieckich zegarków po 300 złotych. Śp. Kalicki, gdyby żył, na trzeźwo by tego nie ogarnął.

I dlatego Kanadyjczycy wymyślili trzeźwometr…

„Kurier Lubelski”  nr 74-75 z 20-21 VI 1957 r.

Ilustracje ze zbiorów własnych (foto) i Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej (prasa)i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Jak grom z jasnego nieba ogolił człowieka

1

Codzienne kradzieże. Patrol policyjny zatrzymał Marjana Głębockiego ul. Czechowska 17 i Władysława Tatarę Towarowa 27, którym odebrano sieć i worek z rybami pochodzącymi z kradzieży.

Fajwlowi Ledermanowi ul. Narutowicza 18 skradziono z restauracji kilka kilogramów sera „szwajcarskiego”. Kradzieży dokonał Stanisław Gorzel zam. przy ul. Gminnej.

Bronisławie Kułakowskiej ul. Siemiradzkiego 4 skradziono 20 kur i 3 indyki wartości  około 60 zł.

Aronowi Hasvogiel ul. Szeroka 50 skradziono parkan wart. ok 200 zł.

Aresztowano Katarzynę Ogonowską bez stałego miejsca zamieszkania, która usiłowała sprzedać męski płaszcz za 1 zł. na ul. Ruskiej niejakiemu J. M. Zachodzi podejrzenie, że płaszcz pochodził z kradzieży.

 Feliksa Dudzińska ul. Konopnickej 3 zameldowała w policji, że Marjan Godziszewski ul. Hrubieszowska 20 i Józef Skałecki ul. 1 Maja 6 nieuregulowali rachunku za wypite piwo.

2

Głos Lubelski z 11.IV.1935 r. (Nr 100)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Czasy się (nie) zmieniają…

1

Dzień zmiennej konjunktury

Wczesny ranek zapowiada się bardzo dodatnio i może przynieść pomyślne okazje w sprawach finansowych i współdziałaniu z innemi. Już jednak koło 11 godz. zaznaczą się gorsze wpływy, powodujące zbytnie rozdrażnienie. Później sytuacja ulega zmianie na lepsze, a wieczór przynosi wpływy ustalające.


Pogoda na dziś

Na północy chmurno i drobne opady śnieżne. Pozatem po rannych mgłach dość pogodnie. Lekki, na wschodzie umiarkowany mróz. Słabe, na północy umiarkowane wiatry z zachodu.


Nowe ulice

przybyły Lublinowi

W tych dniach w magistracie miasta Lublina odbyło się posiedzenie specjalnej Komisji, na którem nadane zostały nowopowstałym ulicom nazwy.

I tak ulicę łączącą nowowybudowany gmach poczty z tunelem przy ulicy Bychawskiej  nazwano ulicą Pocztową. Nowopowstałe ulice przy Elektrowni Miejskiej nazwano: Wierzbową, Topolową, Jesionową, Bukową i Elektryczną.

W osiedlu powstałem na parcelach z gruntów p. Sachsa – Lotniczą, Startową, Wirową i Metalową.

Na gruntach Ponigwody od dość dawną powstałą ulicę – Wschodnią oraz przylegające do niej – Hutniczą, Daleką i Mełgiewską.


Na lubelskim bruku

Sześć kur wartości 25 złotych skradziono z komórki niejakiej Stefanii Markisz, zamieszkałej przy ul. Kalinowszczyzna 18.

*

Wacławowi Zdziebłowskiemu (Fabryczna 4) skradziono 6 gołębi wartości 50 złotych.

*

Za potajemny wyszynk pociągnięto do odpowiedzialności właściciela piwiarni przy ulicy Przechodniej Nr 1, u którego znaleziono 1 litr wódki, oraz niejakiego Szlomę Szmira (Krawiecka 16) u którego zakwestjinowano trzy butelki wódki oraz butelkę spirytusu. Za nielegalną sprzedaż wódki pociągnięto również do odpowiedzialności niejaką Dworakową, właścicielkę piwiarni przy ulicy 1-go Maja 40.

*

Za handel mięsem z potajemnego uboju pociągnięto do odpowiedzialności sądowej niejakiego Krukowskiego Władysława (Parcela Dziesiąta),

Gazeta Lubelska z 4 III 1931 r. (Nr 60)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej UMCS
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść…

Dzień pomyślny

z wyjątkiem wieczoru

Wczesny ranek może nam dać powody do niezadowolenia, później jednak sytuacja ulega zasadniczej zmianie na lepsze.

Wieczór zato przynosi rozdrażnienie i nerwowe niepokoje.


Pogoda na dziś

Na wschodzie i południu zachmurzenie zmienne z możliwością przelotnych opadów, pozatem dość pogodnie. Lekki, na wschodzie umiarkowany mróz. Słabnące wiatry północno-zachodnie i północne.


Ulica Garbarska

Ulica Garbarska

Tragedja staruszki.

Wyczerpana upadła na chodnik.

Jedna z wielu cichych tragedyj rozgrywających się niemal codziennie w murach naszego miasta, miała miejsce w tych dniach przy ulicy Garbarskiej.

Oto niejaka Magdalena Skulimowska, bezdomna staruszka licząca 71 lat życia, będąc w stanie zupełnego wycieńczenia upadła na chodnik przy jednym z domów wymienionej ulicy.

Powiadomione o wypadku Pogotowie Ratunkowe, przewiozło opuchniętą z głodu i zimna staruszkę do baraków dla bezdomnych przy ulicy Unickiej.


Pod brzemieniem nędzy

ugięła się młoda dziewczyna

W tych dniach w godzinach popołudniowych, przy ulicy Lubartowskiej 16, miał miejsce tragiczny wypadek usiłowania pozbawienia się życia.

Niejaka Wacława Wawrzycka licząca zaledwie osiemnaście lat, nie mając własnego kąta i nie mogąc zdobyć pracy, pędziła już od dłuższego czasu nędzne, tułacze życie.

Wreszcie przywiedziona do ostateczności postanowiła rzucić się w objęcia śmierci.

Kupiwszy małą flaszeczkę esencji octowej, w bramie wyżej wymienionego domu wypiła jej zawartość.

Na krzyk nieszczęśliwej, wijącej się w strasznych boleściach, zbiegli się przechodnie.

Wezwano Pogotowie Ratunkowe, które po udzieleniu jej pierwszej pomocy w stanie groźnym przewiozło ją do szpitala Szarytek.


Na lubelskim bruku.

Portmonetkę zawierającą 25 złotych gotówką skradziono za Magistratem na targu niejakiej Rohmie Fruchtgarten (Powiatowa 3).

*

Bronisławie Chrzanowskiej (Kalinowszczyzna 54) skradziono z komórki wieprza wartości 80 złotych.

*

Indyka, koguta oraz osiem kur łącznej wartości 75 złotych skradziono z komórki niejakiemu Miłkowskiemu Janowi (Krochmalna 7).

*

Za uprawianie handlu mięsem z nielegalnego uboju pociągnięto do odpowiedzialności sądowej niejakiego Bolesława Wróblewskiego właściciela restauracji przy ulicy 1-go Maja 43.

*

Znaleziono na ulicy Kapucyńskiej okulary z futerałem są do odebrania w Głównym Komisarjacie P. P.

1

Gazeta Lubelska z 3 III 1931 r. (Nr 59)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej UMCS i Google Street View
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Najlepszy dzień w roku! Korzystajcie!

czas13916_1_1931_58_0001

Dzień

obiecujący powodzenie

Bardzo niewiele dni w roku jest tak pomyślnych , jak dzień dzisiejszy. Wszystko, co dziś rozpoczniemy, przyniesie jaknaj lepsze rezultaty, zarówno w zakresie finansowym, jak i współdziałaniach innych. Związki dziś zawarte będą trwałe i szczęśliwe. Szczególnie godz. 13 przyniesie nieoczekiwanie pomyślne wiadomości.


Pogoda na dziś

W dniu dzisiejszym na południu kraju pochmurno i deszczowo, pozatem zachmurzenie zmienne z przelotnemi opadami. Na Podkarpaciu ciepło, pozatem temperatura w pobliżu zera. W całym kraju umiarkowane wiatry zachodnie, na Pomorzu porywiste północno zachodnie i północne.


Towarowa Numer Dwadzieścia Trzy...

Towarowa Numer Dwadzieścia Trzy…

Pod kopytami spłoszonych koni

Mrożący krew w żyłach wypadek miał miejsce  na ulicy Towarowej.

Dramatyczny wypadek miał miejsce w dniu wczorajszym w Lublinie na ulicy Towarowej. W godzinach porannych na ulicy tej stał wóz taboru miejskiego. W pewnej chwili konie spłoszyły się i ruszyły z miejsca galopem. W tym momencie przez jezdnię przechodziła Balbina Lipkowa, lat 51, mieszkanka domu Nr. 23 przy tejże ulicy.

Szła spokojnie nie zauważywszy grożącego niebezpieczeństwa. Gdy się zorjentowała w sytuacji było już zapóźno. Jeszcze sekunda i nieszczęśliwa znalazła się pod kołami wozu. Szczęśliwym jednak zbiegiem okoliczności ten mrożący krew w żyłach wypadek nie zakończył się tragicznie.

Lipkowa rzucona o ziemię odniosła tylko kontuzję nóg oraz kilka drobnych ranek na głowie. Pierwszej pomocy udzieliło jej Pogotowie Ratunkowe.


Zdziczali zbrodniarze

zbeszcześcili święte figury.

W tych dniach, nieznane ręce zbrodnicze dopuściły się w Lublinie strasznej profanacji, zanieczyszczając, wzniesiony za czasów okupacji austryjackiej przy zbiegu ulic Garbarskiej i Wspólnej na Kośminku, Krzyż.

Drugi wypadek niepoczytalnego barbarzyństwa miał miejsce przy zbiegu ulic Fabrycznej i 1-go Maja, gdzie u podnóża wzniesionego Krzyża stała gipsowa figurka Najświętszej Marji Panny Niepokalanego Poczęcia. Figurce tej nieznany zbrodniarz odtrącił głowę, która leży na ziemi, wzbudzając wielkie oburzenie u przechodzących wiernych. Obowiązkiem jest ujęcie zbrodniarzy.


Kosztowny zegarek z dewizką

skradziono śpiącemu pasażerowi na stacji Lublin

Mieszkaniec Jasła, Tadeusz Kieszlawski powracał z Warszawy w rodzinne strony. Gdy pociąg zatrzymał się na stacji w Lublinie nasz podróżny spał głębokim snem. Skorzystał z tego jakis rzezimieszek który zakradłszy się do przedziału, wyciągnął p. Kieszlawskiemu z kieszeni złoty zegarek z dewizką i kamieniami wartości 1500 złotych.

Gdy obrabowany obudził się i zorjentował się w sytuacji było już zapóźno. Złodziej zniknął bez śladu. Policja spisała jednostronny protokuł.

Gazeta Lubelska z 2 III 1931 r. (Nr 58)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej UMCS i Google Street View
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Magistrat – za drogo. Wciąż kradną. Dyskretny powrót bielizny.

2

Magistrat czyści kominy

i bierze za to dwa razy drożej, niż robiliby

wykwalifikowani rzemieślnicy

 

LUBLIN 29.1. W środę odbędzie się w Starostwie Grodzkim konferencja w sprawie wycieru kominów w Lublinie, mająca na celu rewizję opłat kominiarskich.

Koncesję na proceder kominiarski w Lublinie ma Zarząd Miasta i wykonuje ją ku ogólnemu niezadowoleniu zainteresowanych.

Taryfa pobierana przez miasto za wycier kominów jest tak wysoka i droga, że organizacje właścicieli nieruchomości domagają się, aby koncesja ta została oddana w ręce prywatne. Wystarczy powiedzieć, że prywatni majstrowie kominiarscy, fachowi rzemieślnicy cechowi, chcą się podjąć wycieru za cenę od 43 do 50 proc. niższą.

W tym stanie rzeczy pobieranie nadmiernych opłat przez magistrat jest właściwie jeszcze jednym, zamaskowanym podatkiem miejskim, obciążającym płatników. Zaradzićby można temu tylko w ten sposób, aby na przyszłość wycier kominów w Lublinie oddawany był w drodze przetargu oferentowi, który złoży najniższą co do cen ofertę. Do przetargu należałoby oczywiście dopuszczać wyłącznie fachowców, dających pełne gwarancje znajomości kominiarskiego rzemiosła, mogących się wylegitymować np. dyplomem mistrzowskim. Nie wątpimy, że przy tym systemie haracz płacony przez ludność miasta za wycier kominów zmniejszyłby się o połowę, a prace kominiarskie byłyby wykonywane jeśli nie lepiej, to z pewnością nie gorzej.

Mamy nadzieję, że Starostwo Grodzkie, które wykazało dużo stanowczości w akcji obniżenia cen, pójdzie i obecnie po linji ukrócenia apetytów magistratu i zlikwiduje ten szkodliwy przywilej pobierania tak nadmiernych cen za czyszczenie kominów.


1

Buchalter zabrał księgi banku. Do policji zgłosił się Bencjan Fran zam. ul. Staszica 7 i złozył zameldowanie, że Josef Goldryng zam. przy ul. S to Duskiej  22 przywłaszczył sobie księgi buchalteryjne b. Banku Spółdzielczego ul. S to Duska 22, wartości około 200 złotych.


Pod kołami samochodu. Na ul. 1 Maja samochód osobowy prowadzony przez szofera Winnickiego najechał na 40 letnią Helenę Jankowską, zam. 1-go Maja 39. Nieszczęśliwa doznała ciężkich obrażeń ciała i w stanie b. groźnym przewieziona została do szpitala.


Wypadek na ślizgawce. W czasie ślizgania się po lodzie przy ul. Siennej upadł i uległ złamaniu prawej nogi 13 letni Abram Tenenbaum zam. przy ul. Ruskiej 4. Nieszczęśliwemu pomocy udzieliło pogotowie ratunkowe, przewożąc go następnie do szpitala.


Codzienne kradzieże. Antoniemu Mazurkowi ul. Podlaska 18, skradziono z niezamkniętej komórki świnię wartości około 20 złotych.

– Janinie Surackiej, zam. przy ul. Junoszy 3, skradziono ze strychu bieliznę wartości około 30 zł.

– Antoninie Prus zam. przy ul. Wapiennej 7, na Bronowicach skradziono w nocy z kurnika 6 kur i 1 koguta wartości 14 zł.

Głos Lubelski z 30 I 1935 r. (Nr 30)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Głośny okrzyk bólu…

1

The-Four-Feathers-1929

„Cztery Pióra” („The Four Feathers”, rok prod. 1929)

 


2

 Dzieci spowodowały wypadek

55-letnia kobieta łamie sobie rękę

Dnia wczorajszego ze szkoły przy ulicy Dolnej P. Marji wybiegła w godzinach południowych gromada młodych chłopców, biegli oni krzycząc i popychając się wzajemnie.

Nagle rozległ się w tym tłumie głośny krzyk bólu. Okazało się, że chodnikiem przechodziła obok szkoły niosąc dwa wiadra wody 55-cioletnia Anastazja Szymkowska – Dolna P. Marji 12. Kobieta została pchnięta przez jednego z chłopców a upadając na chodnik złamała sobie prawą rękę. Lekarz pogotowia po udzieleniu jej pomocy przewiózł chorą na kurację do domu.


 3

RogueSongSM

„Pieśniarz Gór” (obecnie: „Pieśń skazańca”, „The Rouge Song, rok prod. 1930)

Warto posłuchać piosenki z filmu!

Samowola. Kuczewski Stanisław – Szopena 7, adwokat, zameldował o samowolnem zdjęciu drzwi z wynajętego garażu, należącego do spadkobierców ś. p. Eugenjusza Friemana – 1-go Maja 12 przez właśc. tekże posesji Szaja Praszkier. Pierwotny stan przywrócono.


Pożar. W mieszkaniu Gajzencwajga Wigdora – Bychawska 8, zatliła się ścianka drewniana, przylegająca do pieca kuchennego. Ogień został stłumiony przez domowników.


Potajemny wyszynk. Pociągnięto do odpowiedzialności Dowborową Helenę – 1-go Maja 57 za potajemny wyszynk wódki, przyczem zakwestjonowano 1/4 litra wódki.


Znaleziono. Bogusz Władysław, zam. przy ul. Unickiej, znalazł korespondencję oraz różne notatki firmy „Prakmat”, które znajdują się do odebrania w głównym Komisarjacie P. P.

4

Lastlaughposter

„Portjer Hotelu Atlantic” („Der Letzte Mann”, rok prod. 1924)

 

Ziemia Lubelska z 12 I 1931 r. (Nr 11)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie i z Wikipedii
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

W okresie przedświątecznym ludzie do wszystkiego się przyzwyczajają…

Z BRUKU LUBELSKIEGO

Migawki przedświąteczne

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Targowiska lubelsie przedstawiają obecnie niesamowity widok. Okres przedświąteczny sprawił że na rynku znalazło się wszystko to, czego dusza zapragnie. Obok wędlin i nabiału, leżą tam stosami słodycze, galanterja, choinki i ozdoby. Wszędzie panuje niezwykły ruch i harmider, spowodowany bądź targowaniem się, bądź też niezwykle głośną reklamą. W „tłoku” nie brak różnego rodzaju ciemnych typów, to też co pewien czas z tłumu wyrywa się okrzyk pełen rozpaczy „okradli mnie”. Koło takiej „ofiary” – zazwyczaj płaczącej – zbiera się w jednej chwili tłum litościwych kumoszek. Po pewnym czasie wszyscy rozchodzą sie a „obrobiona” ofiara idzie z policjantem do Komisarjatu.

Obok jatek na placu za Magistratem stoi stara żydówka z koszem napełnionym cytrynami. Jej krzyk – „tanie cytryny”- słychać na znaczną odległość.  Wokoło niej tłum kupujących. Nagle jakiś łobuziak wywraca kosz, cytryny rozsypują się, a gawiedź czemprędzej zbiera je do… własnych koszyków. „Pracy” tej towarzyszy głośny krzyk starej żydówki. Lecz i ta scena szybko jest zapomniana. Z cytryny nie zostało ani śladu.

Wąskie, strome schody w budynku mieszczącym jatki. W pewnej chwili na szczycie schodów ukazuje się korpulentna postać niewieścia do której poprzyczepiane jest mnóstwo różnych pakunków. Nagle niewiasta potyka się i „zjeżdża” po schodach w dół przyczem wszystkie paczki spadają za nią. Nieszczęśliwej musiał pośpieszyć z pomocą lekarz Pogotowia. Kto się zajął jej paczkami pozostało tajemnicą.

Targ przy ulicy 1-go Maja. Zajeżdża jakiś wieśniak wozem naładowanymi choinkami. W jednej chwili wóz zostaje otoczony kupującymi. Większość „kupujących” bierze towar (choinki) pod pachę i szybko się ulatnia. Wieśniak, który przywiózł około 50 drzewek otrzymał zaledwie pieniądze za… 7.

Naogół jednak tego rodzaju „kawałów” trafia się bardzo mało a to dzięki policji, która na skutek wzmożonego ruchu przedświątecznego zwróciła baczniejszą uwagę na targi.

O tem wiedzą wszelkiego rodzaju „swojacy” i to im psuje „interes”.

Gdzieindziej jakaś kobiecina „targuje” u wieśniaczki osełkę masła. W tem podchodzi inna niewiasta i deklaruje bez targu sumę, którą za masło żąda wieśniaczka. Na ten „podstęp” owa kobiecina chwyta za masło i z całej siły uderza nim w twarz „znajomą”. Oczywiście, że cios zmarzniętym masłem nie pozostaje na „sucho” bowiem z nadwyrężonego nosa owej „paniusi” tryska strumieniem krew. Zajście o musi zlikwidować posterunkowy, lecz tego rodzaju „wypadki” nie przejmują nikogo. W okresie przedświątecznym ludzie do wszystkiego się przyzwyczajają.

1

Ziemia Lubelska z 21 XII 1931 r. (Nr 346)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Dwaj malcy okradli gołębia… a ścieki zamarzają nie tylko na Bychawskiej, na której piją sprawcy kradzieży i włamań w Lublinie, ale nie wiadomo jak oni tego dokonali i znowu okradli Temkin i Dominko

Kilka słów

w sprawie wyglądu ulic

skanalizowanych i nieskanalizowanych

Na skutek energicznej działalności Dyrekcji Wodociągów i Kanalizacji wygląd pryncypalnych ulic w śródmieściu zmienił się, trzeba przyznać, cokolwiek na lepsze. Jeśli przejść się ul. Krak. Przedmieście w dzień mroźny, bezśnieżny, to dzięki skanalizowaniu i włączeniu ścieków do kanalizacji większości domów, już nie widać tak licznych, jak dawniej, stert lodów, które dozorcy układali z lodu, wyrąbanego z rynsztoków, któremi dawniej płynęły nieczystości zlewowe. Właściciele posesyj skanalizowanych nie potrzebują zatrudniać dozorców domów przy rąbaniu rynsztoków, przyczem wygląd ulicy przed takiemi posesjami zyskał na estetyce. Jednak nie wszyscy właściciele domów dbają o to i zwlekają z odprowadzeniem nieczystości do kanalizacji, przyczyniając się do złej opinji m. Lublina.

Mianowicie, idąc prawą stroną Krakowskiego-Przedmieścia w kierunku Ogrodu Saskiego, już poczynając od ul. Ewangielickiej, widzimy „starannie” przez dozorców ułożone sterty lodu, pochodzące z wody z domu A. Budnego Nr. 49 (przed cukiernią), z wody wylewanej z jatek przy ul. Krótkiej przed sodówkami „Bombonierka”, „Empire”, Kuropatwy i Lengi w domu Nr. 53, ze ścieków podwórzowych domu B-ci Pieniążków Nr. 55, ze zlewów z domu Idzikowskiego, Wajdenbauma i Hurdes Nr. 59 i. t. d.

Lewa strona Krakowskiego-Przedmieścia wygląda cokolwiek lepiej. Niemniej jednak koło domu ss-rów Stodolnickiego 28 i Sz. Bromberga Nr. 22 oraz przy ul. Pijarskiej widać pełno stert  lodu z nieczystościami, które pod działaniem słońca gniją, wydzielając „przyjemne zapachy”. W bocznych ulicach wygląd ich oraz stan sanitarny przedstawia się dużo gorzej. Jaskrawym tego przykładem jest ulica Okopowa, gdzie szeroko rozlewając się po jezdni, płyną ścieki z domu Karwana przy ul. Okopowej 4 oraz z ul. Orlej Nr Nr 4 i 6.

Podobnie przedstawia się ul. Kościuszki, gdzie przed redakcją „Głosu Lubelskiego tworzą się wstrętne sterty lodu, pomieszanego z nieczystościami. Ulica Szpitalna jest zanieczyszczona po stronie Nr Nr nieparzystych ściekami z domu Brodla, ul. Kościuszki 5, z gmachu Poczty Nr. 1 (dotąd nieskanalizowanego!) i z domów Nr. 4 i 6 przy ul. Kołłątaja.

Jeśli taki wygląd mają ulice w śródmieściu, cóż mówić o dzielnicy Lubartowskiej, Starego Miasta, Bychawskiej, 1-go Maja i innych.

Reasumując powyższe, widzimy, że choć wygląd estetyczny i stan sanitarny ulic się polepsza, jednak daleko im do ideału, do którego należy dążyć prezedewszystkiem przez przyłączanie się do kanalizacji.

Obserwator.


Biblioteka Cyfrowa KUL

Biblioteka Cyfrowa KUL


 Z TEATRU

„Dwaj malcy”

Decourella
reżyseria W. Wacławskiego
czyli skandalczna premjera
na scenie lubelskiej

Panie Reżyserze! Czego Pan chciał od nas?! Ogłoszono spektakl, sprzedano (na szczęście dla publiczności) kilka zaledwie biletów, napsuto morze światła elektrycznego i cóż Pan nam pokazał?

Toć w remizie strażackiej, często, amatorskie siły zdobywają się na stokrotnie wyższy poziom artystyczny.

Przecież Teatr lubelski nawet za najgorszych swoich czasów przedstawienia takiego nie dawał. Nie piszę nic o samym kiczu. Taką bujdę pokazywać w dobie dzisiejszej – to istny kryminał.

Ale reżyserja, na Boga!, gdzie szukać i dopatrywać się najsłabszego bodaj muśnięcia ręki reżyserskiej w tym kabotyńskim sztuczydle? Wprowadza Pan na scenę niemowlę w pieluchach i chce Pan, by publiczność wierzyła Panu na słowo, że malec gdy dorośnie pamięta o swych niemowlęcych wyczynach. Cóż pomyśleć o takiej reżyserji, albo były to kpiny z widzów, albo wzorował się Pan na własnej fenomenalnej naturze… Kawał z dzieckiem należy jednak do najmniejszych.

Aktorzy kręcili się po scenie zesztywniali, bez życia, bez zrozumienia nawet tak niewybrednej historji jak „dwuch malców”. Absolutny rozgardjasz, nieumiejętność ról, komedjancki patos (Frenklówna, Wacławski) i brak kultury, a wszystko razem rozpięte na 7 ogromniastych aktów – było karygodną torturą dla tych, którzy się zdobyli na najwyższy wysiłek woli i pozostali do końca.

* *

Stosunek nasz do Teatru lubelskiego, któremu niejednokrotnie dawaliśmy wyraz, polegał  i polega przede wszystkiem na zrozumieniu warunków, w jakich Teatr  ten, się znajduje.

Traktowaliśmy usterki w inscenizacjach i normalne niedociągnięcia w grze autorów jako nieuniknione zło w życiu teatru prowincjonalnego i należeliśmy zawsze do ostatnich, którzy je wytykali, rozumując życiowo, że scena lubelska nie może się przecież zdobyć na rywalizację z teatrami stołecznemi lub eksperymentalnemi Europy zachodniej. Wreszcie stanowisko nasze zawsze było takie, by Teatrowi nie utrudniać pracy i by na rzetelne wysiłki jego zwrócić uwagę publiczności, szczerze pragnąc, by publiczność nasza od teatru nie stroniła.

To co się jednak obecnie wyrabia na scenie lubelskiej nie może w żaden sposób liczyć na wyrozumiałość jej przyjaciół.

Co ma być – niechaj będzie dla nieudolnych eksperymentów p. Wacławskiego et consortes Teatr lubelski służyć dalej nie może!

Juljan Tur.


Przed ostatecznem zlikwidowaniem sprawców

ostatnich włamań i kradzieży w Lublinie

W związku z włamywaniami i kradzieżami, dokonywanemi w ostatnich czasach na terenie m. Lublina, została zarządzona obserwacja elementu przestępczego, oraz wywiady i patrole nocne, które przyczyniły się do zlikwidowania bandy, grasującej na terenie m. Lublina, powiatu lubelskiego i okolicznych powiatów. Banda ta składa się z Kasperskiego Józefa, Mazurka Jana, Spaczyńskiego Czesława oraz Podlaszewskiego Andrzeja i kochanki Mazurka Jana – Bus Marji. Ta ostania pracując  charakterze służącej u mieszkańca m. Lublina Federa Eljasza ułatwiała dokonywanie kradzieży na szkodę tegoż Federa. Dotychczas zdołano im odebrać 3 patefony i maszynę do szycia – pochodzące z kradzieży. Ta sama banda w składzie Kasperskiego, Mazurka i Spaczyńskiego w dniu 28 b.m. usiłowała dokonać wyrobów tytuniowych w budce należącej do Olszewskiego Jana, mieszczącej się przy ul. Al. Racławickie. Podczas rewizji u wspomnianych, znaleziono różne przedmioty pochodzące z kradzieży. Dalsze dochodzenia, w kierunku ujawnienia całkowitej przestępczej działalności tej szajki trwają.


Okradli Gołębia

Gołąb Paweł, zam. w Markuszowie, zameldował o kradzieży worka cukru, wart. 161 zł. na szosie między koszarami wojskowemi a Sławinkem, przez nieznanych sprawców, podczas przejazdu wozem.


Znowu kradzieże u pp. Temkina i Dominki. Temkin Gustawa, Radziwiłłowska 3 zameldowała o kradzieży balji wart. 15 zł. ze strychu domu przez nieznanego sprawcę.

– Dominko Władysław, zam. przy ul. Mikołaja Reja, zameldował o kradzieży 15 kur wart. 40 zł. przez nieznanych sprawców zapomocą oderwania skobla od komórki.


Jak oni tego dokonali? Kowalski Jan zam. we wsi Krzysimów gm. Mełgiew zameldował o kradzieży z targowicy na Kalinowszczyźnie, przez nieznanych sprawców wozu z para koni oraz z znajdującą się na wozie świnią ogólnej wart. 300 zł.


Na Bychawskiej piją… Pociągnięto do odpowiedzialności Wardową Kazimierę, właścicielkę sklepu przy ul. Bychawskiej Nr. 33 za uprawianie potajemnego wyszynku wódki, przyczem zakwestjonowano wódkę w 3 butelkach, pojemności 1 litr, pół litra i piątą część litra.

Ziemia Lubelska z 4 XII 1931 r. (Nr 329)

i-hate-facebook1

Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation