Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Sąd Okręgowy w Lublinie”

Krym I Nał

On to…

Jan Niecisław Baudouin de Courtenay (1845-1929), jeden z najwybitniejszych polskich językoznawców, miał powiedzieć, że uczony dążyć powinien tylko do prawdy, bez względu na to, czy wyniki tego dążenia będą przyjemne, czy też nieprzyjemne. Daleko mi wprawdzie do miana uczonego, ale w dążeniu do prawdy nie ustaję. A prawda na dzisiaj jest taka, że nie ma za bardzo o czym w Kurierze pisać… Dalibóg, tak jest w istocie! Los – ten okrutny włodarz ludzkiej kondycji –  sprawił, że wybór tematów do Kuriera jest dzisiaj żaden, bo do wyboru jest jeno materiał z roku 1938. Czemuż rwę szaty? Bo jakiż to wybór…

Dziś jednak,  jak śpiewał swego czasu zespół Vox, los mnie w drogę pchnął i ukradkiem drwiąc się śmiał… A śmiejąc się, pchnął w ramiona „Głosu Lubelskiego” z 25 stycznia  1938 r. (nie pytajcie dlaczego akurat ta data, bo i tak Wam nie zdradzę!),  w innych gazetach z tegoż dnia, nie uświadczyłem niczego godnego uwagi poza – przytoczoną poniżej – smutną historią kryminalną – O Borze… (to taki las! (bo SzyszK.O. zgas(ł))) <— widzicie potrójny nawias!

Skryjmy się zatem w cieniu szubienicy…

P.S. Myślałem, że chociaż reklamą kina Apollo rzucę trochę radosnych promieni na dzisiejsze wydanie „Kuriera”, niestety, dama pikowa skutecznie mnie od tego odwiodła… Może więc w poszukać odrobiny radości w królestwie zakochanych? Niełatwa to rzecz*, bo filmowa  Rurytania to fikcyjne królestwo…

* – lecz nikt nie mówi, że niemożliwa!

Kadr z filmu The Queen’s Affair (Królestwo zakochanych)

 

„Głos Lubelski”  nr  29 z 25 I 1938 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej, Wikipedii i IMDb
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Nowy rozkład jazdy autobusów. Gdzie znaleźć dorożkę. Jak chodzić po mieście – PORADNIK. Gratis: ostatni film Maksa Lindera (UWAGA – BARDZO ŚMIESZNY, ALE MAX POPEŁNIŁ PO NIM SAMOBÓJSTWO…)

1

 

 

Rozkład przystanków autobusów. „Linja Dworzec – Uniwersytet”: Dworzec – Plac Bychawski – most na Bystrzycy – róg Bernardyńskiej – Plac Łokietka – Hotel Europejski – Bank Polski – Sąd Okręgowy – Uniwersytet.

„Linja Szpital żydowski – Dworzec”: Szpital żydowski – Czwartek – Plac Targowy – Plac Łokietka – róg Bernardyńskiej – most na Bystrzycy – Plac Bychawski – Dworzec. Wszędzie kurs 40 gr. Od ratusza do Uniwersytetu 20 gr. Dla uczącej się młodzieży 25 gr.


POCZ_1

Rozkład postoju dorożek w mieście. Hotel „Victoria” parokon. 6. Jednokonne: Kapucyńska róg Krakow. Przedmieścia – 12 Trzeciego Maja – 16 Wieniawska róg Krakow. Przedm – 10, Królewska róg pl. Łokietka – 15, Szpitalna obok Teatru – 6, Kowalska róg Nowej (na Kowalskiej) – 15, Lubartowska obok targu – 15, Fabryczna obok fabr. Moritza – 6, Bychawska róg Foksalnej – 15, Dworzec kolejowy 85.


= Czas tę sprawę uregulować. ( w) Bezwątpienia, żyjemy dziś w czasach i sezonie najprzerozmaitszych „pas” przeważnie tanecznych. Nigdy jeszcze bowiem tańce nie były tak rozpowszechnione jak obecnie. Jeżeli jednak znamy doskonale najbardziej zawiłe kroki taneczne schimmy, one-stepa, jawy, tanga i t. p. to w zupełności nie posiadamy sztuki chodzenia po ulicach naszego miasta, a raczej stosowania się do istniejących przepisów dla ulicznego ruchu pieszego. Zagranicą kulturalna publiczność chodzi w jednym kierunku prawą stroną chodnika, a w odwrotnym lewą, lub przeciwnie. W ten sposób nie tamuje się ruchu pieszego. U nas zaś choć również istnieją takie przepisy, każdy chodzi, jak i gdzie chce. Dlatego też w godzinach popołudniowych, gdzie ruch jest najbardziej ożywiony  przejście Krakowskiem Przedmieściem jest połączone z takiemi trudnościami, że ktoś, kto ma pilny interes do załatwienia, woli zejść na jezdnię i narazić się na rozjechanie przez jaki wehikuł, niż przeciskać się chodnikiem przez tłum rozpychający się wzajemnie i idący jak się komu podoba. Każdego przytem uderzyć musi jeden fakt zaobserwowany z naszego życia ulicznego. Dlaczego wszyscy tak wolno chodzą, przystają co krok na środku chodnika urządzają sobie cerele towarzyskie, idą ławą po czterech lub sześciu, tak, że wszyscy ustępować muszą i t. d. i to w godzinach, kiedy na całym świecie wre gorączkowa praca. Czyżby tyle wolnego czasu mieli? Są jednakże i u nas tacy, którzy czasu nie mają i spieszą się do warsztatów pracy. W ich to interesie policja nasza winna przestrzegać ścisłego stosowania się do przepisów dla ruchu pieszego, tak samo, jak i dla ruchu kołowego.


= Nie lada udręka (w ). W pewnym pensjonacie przy ul. Szpitalnej , dość licznie w roku bieżącym zamieszkiwanym, jak nam donoszą, dzieją się rzeczy zgoła nieprawdopodobne. Jedno z mieszkań zajmuje bowiem p. P., która snać postępując w myśl przysłowia „Wolnoć Tomu w swoim domku”, formalnie „bębni” przez noce całe na rozklekotanym klawikordzie nie pozwalając reszcie mieszkańców na zasłużony całodzienną ciężką pracą zawodową  odpoczynek. To też znosić oni muszą tę udrękę z konieczności tylko, albowiem ogólny „głód” mieszkaniowy nie pozwala na natychmiastowe wyemigrowanie. W każdym razie, jak tam jest to jest, dość, że w imieniu tych nieszczęśliwych mieszkańców apelujemy do poczucia ludzkości p. P., gdyby zaś to nie poskutkowało, postaramy się o energiczniejszą interwencję.


= „Niebezpieczny wypadek”. (z) W dniu onegdajszym w godzinach wieczornych na stację Pogotowia Ratunkowego zgłosiła się matka 2 letniego chłopca, Marjana Mazurkiewicza zamieszkałego przy ulicy Ewangielickieh 6, którego podczas zabawy z pokojowym pieskiem – tenże ugryzł w pewne „bardzo dyskretne miejsce” powodując lekkie skaleczenie. Przestraszona o przyszłość jedynaka – matka, czemprędzej pobiegła do lekarza Pogotowia, który ją zapewnił, że synkowi nic nie będzie, a po nałożeniu opatrunku – oddał maleństwo pod opiekę rodzicielki.

Głos Lubelski z 16 I 1925 r. (Nr 16)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Za kraty, trafił… za kraty

= Wartoby powtórzyć ( w) Rokrocznie niemal władze policyjne w porozumieniu z komendą straży ogniowej wydają zarządzenia przeciwpożarowe, wzbraniające w pierwszym rzędzie ukrywania i gromadzenia materjałów łatwopalnych na strychach domów, klatkach schodowych i t. p. miejscach. W tym „sezonie zimowym” jednak zarządzenie to, ze względów zresztą zupełnie zrozumiałych nie zostało powtórzone, a liczni właściciele szczupłych mieszkań, zwłaszcza w dzielnicy starego miasta, w przeświadczeniu, ze stare rozporządzenie jest już nieobowiązujące, najspokojniej utrzymują na strychach i poddaszach materjały łatwopalne, co bynajmniej zdaje się nie przyczyni się do polepszenia stanu bezpieczeństwa ogniowego. Należałoby więc czemprędzej powtórzyć to zarządzenie wraz z ewentualnemi lustracjami domów w starej dzielnicy miasta.


=Zatarasowane przystanki. (e) T-wo przedsiębiorców, urządzających w Lublinie komunikację autobusową rozmieściło w poszczególnych punktach ulic tabliczki z napisami „Przystanek autobusowy”. Tam też winny zatrzymywać się autobusy. Dzieje się jednak inaczej: zamiast autobusów przy chodnikach zatrzymują się dorożki i pojazdy, wystając tam nieraz godzinami (jak np. koło Sądu Okręgowego), autobus zaś zmuszony jest stawać na środku ulicy, tamując ruch uliczny kołowy, oraz zmuszając pasażerów do przeciskania się między autobusem i zaprzęgami. O wypadek w takich okolicznościach nie trudno, to też należałoby tą sprawę definitywnie uregulować: albo niech w miejscach dzisiejszych przystanków zatrzymują się autobusy, albo też dorożki i inne zaprzęgi. Aut – ant… zdaniem naszem jednak policjanci winni zabraniać zatrzymywania się zaprzęgom w miejscach przystanków autobusowych. Tabliczka z napisem jest dostatecznem ku temu ostrzeżeniem.

1

= Chodziło o postój furmanek – nie o przenośne „jadłodajnie”. (a) Wyrażaliśmy już kilkakrotnie myśl, by celem odciążenia targu, a głównie w celu zapewnienia konsumentom możności kupna artykułów spozywczych bezpośrednio u producentów wiejskich a uniemożliwienia pośrednictwa przekupniom, udzielić zezwolenia właścicielowi obszernego podwórza przy ul S-to Duskiej Nr 10 na urządzenie tam postoju furmanek włościańskich. Tymczasem dzieje się coś wręcz odwrotnego: miast furmanek zajmują place stragany z kiełbasą, samowarem i śledziami (smażonemi!), unikając w ten sposób całkowicie oka policji, a zyskując możność na wielka skalę bezprawnego wyszynku alkoholu, uprawiania gry w karty, oraz dając możność bezkarnego wykonywania swego „zawodu” targowym złodziejaszkom. Należałoby bezwłocznie te skrzętne i pośpieszne przenosiny z targu na plac prywatny ukrócić. Na placu tym mieć może miejsce tylko postój furmanek włościańskich. Podobnie dzieje się również przy ul. Szewckiej, gdzie straganiarze, nie bacząc na łokciowej grubości warstwę błota, poczynają już ustawiać swoje stragany z kiełbasą, samowarem i śledziami, a nieoficjalnie z czymś więcej jeszcze.


= Złe i dobre skutki. (a) Tegoroczna bezśnieżna, i o niespotykanej temperaturze zima ma swoje, jak każda rzecz na świecie, złe i dobre strony. Tych pierwszych zdaje się jest więcej. Anormalna temperatura wpłynąć może nader szkodliwie na zasiewy ozime, zaś dziś już dzięki fatalnym drogom uniemożliwiony został normalny ruch młócenia zboża na wsi i dostawy artykułów do miasta. W ślad za tym postępuje drożyzna zboża, a za tą podwyżka cen innych artykułów. Ujemnych stron ciepłej zimy tegorocznej dopatrzećby się można więcej jeszcze – wystarczy jednak stwierdzić, że zarówno na bliższą jak i na dalszą przyszłość naszych stosunków gospodarczych wpłynie stan taki niekorzystnie. Dobrą stroną tegorocznej zimowej temperatury jest to, że szerokie warstwy mieszkańców mniej cierpią chłód i mniej wydatkują na węgiel. Kto wie jednak czy i to nie odbije się ujemnie na naszej produkcji węgla, a przedewszystkiem na zdrowotności ogółu miejskiego. Z korzyści oczywistych, płynących z zupełnego braku mrozów zanotować należy możność kontynuowania prac przy rozpoczętych jesienią budowlach. Korzystają z tego np. domki oficerskie i „pokrywają” się dachem. Gdzieś w początku maja b. r. zostaną już prawdopodobnie zamieszkane. Reasumując – powiedzieć trzeba, że korzyści z wysokiej temperatury tegorocznej zimy sa nikłe, bardzo nikłe.


Kraciaste palto. Wczoraj, około godziny 8-mej wieczorem krawiec warszawski Acikiewicz kroczył, trochę podchmielony Krakowskiem Przedmieściem. Miejscowa gawiedź podpatrzywszy słaba stronę gościa i jaskrawo reklamowo – kraciaste palto krawca poczęła go molestować, gwiżdżąc piszcząc i poszturchując. Kraciarz się bronił a gawiedź atakowała. Wdał się w ten spór posterunkowy i odosobnił właściciela kraciastego palta w komisarjacie policyjnym.

Głos Lubelski z 14 I 1925 r. (Nr 14)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Hau – Hau!

1Wielkie zawody ping-pongowe w Lublinie

Jak się dowiadujemy W. K. S. Unja zaprosiła na dzień 2 i 3 stycznia drużynę ping-pongową warszawskiej I. M. C. A., która w dniu 2 rozegra mecz z Unją a 3 stycznia z Reprezentacją Lublina. Zawody odbędą się w sali ośrodka w. f. przy ulicy Szpitalnej 12.


 Komunista skazany przez Lub. Sąd Okręgowy

na 6 lat ciężkiego więzienia

W dniu wczorajszym lubelski Sąd Okręgowy rozpatrywał sprawę karną przeciwko mieszkańcowi Lublina Edmundowi Jóźwiakowi zamieszkałemu przy ulicy Pochyłej Nr. 7 oskarżonemu z art. 102 K. K.

Akt oskarżenia zarzuca Jóźwiakowi utworzenie na terenie Lublina „Okręgowego Komitetu Komunistycznego”. Jako najbliżsi „współpracownicy” Jóźwiaka zatrzymani zostali Edmund Mazurkiewicz – Zamojska 11 i Dawid Mendelbaum – Kalinowszczyzna 7. Cała ta paczka komunistyczna poczęła rozwijać na tutejszym terenie ożywioną działalność wywrotową. Policja, która mając wiadomość o odbywanych przez komunistów zebraniach, pewnego dnia przyłapała ich i osadziła w więzieniu. Na skutek próśb komuniści zostali zwolnieni za kaucją. Jóźwiak został schwytany w Piotrkowie, natomiast Mazurkiewicz i Mendelbaum ukrywają się dotychczas przed okiem policji.

Jak już zaznaczyliśmy w dniu wczorajszym Sąd Okręgowy rozpatrywał sprawę Jóźwiaka. Po przesłuchaniu szeregu świadków oraz przemówień prokuratora i obrońców, Sąd wydał wyrok, mocą którego komunista Edmund Jóźwiak za działalność antypaństwową skazany został na 6 lat ciężkiego więzienia z pozbawieniem praw.


 Z TEATRU

Hau – Hau

Deszcz pada. Zima nie zima. Ludzie noszą futra, udają, że mróz. Martwota.

W Teatrze mniej więcej to samo. Na scenie kręcą się ludzie. Są ucharakteryzowani. Przypominają tych, co noszą futra, choć nie jest zimno. Niewiadomo dlaczego ci ludzie udają, że coś jest, choć niczego nie ma.

Pan Czarnowski jako doskonała siła aktorska zrobił wszystko co mógł.

Ale stoi on sam, beznadziejnie sam…

j. t.


Noc Sylwestrowa w S. U. P. Wzorem lat ubiegłych lubelskie koło S. U. P., organizuje w noc sylwestrową, dla członków i gości Zabawę Taneczną. Początek o godz. 10-ej. Bilety wejścia dla członków i pp. akademików po 2 zł., dla wprowadzonych gości po 3 zł. Bywalcy wesołych dancingów będą mieli możność przywitać Nowy Rok przy doborowej muzyce i smacznym oraz tanim bufecie.


Pobity. Szmul Kielman lat 14 zamieszkały przy ulicy Ruskiej 9 został w dniu wczorajszym rano pobity przez jakiegoś łobuziaka, który zadał mu ranę ciętą żelaznym drutem w prawe ramię. Poszkodowanemu pierwszej pomocy udzielił lekarz Pogotowia Ratunkowego.


Ukradli czy nie ukradli. W dn. 27 b. m. zameldowała dozorczyni domu Nr. 20 przy ul. Niecałej, że w mieszkaniu Frejta Zygmunta, zam. w tymże, nieobecnego z powodu wyjazdu na święta, nieznani sprawcy splądrowali takowe, lecz czy coś skradli, stwierdzić nie zdołała.


Rynka bez kaczek. Rynka Mikołaj, Dzierżawna 14, zameldował o kradzieży przez nieznanego sprawców z komórki 2 kaczek, wart. 10 zł

Ziemia Lubelska z 30 XII 1931 r. (Nr 352)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

O lufę – stojąc oparty – armaty…

2

LIST

O, matko moja! O lufę armaty,
stojąc oparty, list ten do Was piszę:
wokół posnęli towarzysze moi,
huk dział daleki nocną szarpie ciszę.
***
Dzisiaj wigilia… Wy – w rodzinnym kole,
z białym opłatkiem wyciągacie dłonie…
…siano i obrus śnieżysty na stole –
snop zboża w kącie… i choinka płonie…
***
Matko, ucałuj w myśli swoje dziecię,
które na warcie nocą stoi ciemną…
kiedy się łamać opłatkiem będziecie,
to złam go, matko, myślami i ze mną…
***
Ja jeden czuwam i milczące straże –
pruskie w oddali czernieją okopy –
i patrząc w niebo, sen ułudny marzę,
że twoje święte do ust tulę stopy.
***
Wydano rozkaz. Znów jęczą armaty…
bądź zdrowa, matko – żegnaj matko droga…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wnętrze się jawi cichej – jasnej chaty…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Hej! bracia moi – dalej w bój!… na wroga

Jan Sokolicz-Wroczyński.

1Głos Lubelski z 28 XII 1914 r. (Nr 78)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Wigilia w okopach

1

Wigilia w okopie.

W ciągu całego dnia grzmot armat nie ustawał ani na chwilę. Niemcy dwa razy szli do szturmu o okop, panujący nad płaskim brzegiem której rzeczułki – i za każdym razem, zostawiając na piasku nadbrzeżnym dziesiątki zabitych, musieli cofać się na swoje pozycye.

Wreszcie pod wieczór kanonada ustała, a o zmroku umilkła zupełnie.

W okopie, wypełnionym szeregiem postaci żołnierskich w szarych szynelach, zapanował względny spokój.

Wyczerpani fizycznie i nerwowo, żołnierze drzemali z karabinem w ręku, gotowi zerwać się przy pierwszym podejrzanym szmerze od strony porośniętych wrzosem pagórków po drugiej stronie rzeczki. Władysław oparł się plecami o ścianę okopu i, milcząc, błądził oczyma po cichych polach i ciemniejących coraz bardziej obłokach nad horyzontem, gdzie niedawno skryła się za las czerwona tarcza [słońca]…

Po całodziennym naprężeniu nerwów nastąpiła reakcya – pod czaszką pełzały oderwane, blade reminescencye przeżytych wrażeń. Nie spał, ale myśl stała się ciężką, leniwą – zapadając zwolna w jakieś odrętwienie.

Jeden z żołnierzy zbliżył się do niego.

– Władek, czy wiesz, że to dzisiaj Wigilia?

– Dostałem wczoraj z domu list z opłatkiem – dodał po chwili milczenia.

Władysław nie odpowiadał. Poprzednie odrętwienie nerwów znikło bez śladu. W jednej chwili okopy, Niemcy, szare postacie towarzyszy, – wszystko zapadło się w jakąś otchłań, a przed oczyma duszy otworzył się nagle obraz, oglądany tyle razy, od dzieciństwa…

Pełen światła pokój jadalny, z wielkim stołem pośrodku, krytym białym obrusem… Ojciec bierze paczkę opłatków, związaną niebieską wstążeczką, przełamuje  jeden z nich najpierw z matką, a potem po kolei z dziećmi… Są wszyscy – i Stach, i Jasiek, i Zośka, najmłodszy Jurek zapala w skupieniu świeczki choinki… A potem ojciec intonuje znaną od dzieciństwa melodyę: „W żłobie leży, któż pobieży”…

Ocknął się z zadumy i szepnął do towarzysza:

– Zygmunt! gdzie masz ten opłatek?…

Zgrabiałymi od chłodu palcami zapytany wydobył ukryty na piersiach list, wyjął z niego kawałek opłatka i podał go Władysławowi. Rozłamali go i łzy zakręciły się im w oczach…

Z poza całunu chmur spojrzała na nich gwiazdka – ta sama, której ukazania się pilnował mały Jurek u okna pełnej światła jadalni, tam – w starym domu nad Bystrzycą.

W. K.


Bóg się nam rodzi…

Bóg się nam rodzi!
Wokół krwi morze, krwią cała ziemia zalana,
A słońce jutra purpurą wschodzi –
Czarna zasłona zerwana…

***

Niegdyś na sianie
W stajence lichej Najświętsze Dziecię zrodzone
Niosło zbawienie i zmartwychwstanie
Przez krzyż i z cierni koronę.

***

Krwi Twojej świętej
Strasznem przelaniem zbawić musiałeś nas Chryste!
Ściemniały blaski, ogień skrzepnięty,
Struchlały moce nieczyste.

***

Tyś miecz i wojnę
Niósł, by zbudować państwo miłości na ziemi;
Błogosławione jest ramię zbrojne,
Co śmiercią żywot rozpleni.

***

Bóg się nam rodzi
W blasku pożogi, w krwawym walk strasznych odmęcie;
Królestwo Boże na ziemię schodzi –
Nowego świata poczęcie…

***

Błogosławiony,
Kto w krwawej roli rorzucon pozsiew żywota!
Nad pole bitew, nad śmierci trony
Wznosi krzyż miasto brzeszczota.

***

Po krwawym boju,
Trwodze i męce przekuje miecze w lemiesze;
W miłości bratniej, zgodzie, pokoju,
Wrócim w ojczyste pielesze.

***

Błogosławieństwo
Panu, co w wojnie piorunem i mieczem włada!
Błogosławiona śmierć i męczeństwo
Co chram miłości zakłada!

***

Gloria śpiewajcie –
Bóg się nam rodzi! Chrystus zstępuje na ziemię…
Nie płaczcie smutni i dzień witajcie,
Co ludzkie połączy plemię!

 

Ignis.

4


WOJNA.

Cynizm Niemców.

Gazety niemieckie, pyszniące się zwykle, że żołnierze niemieccy w obcem państwie prowadzą się bez zarzutu i za wszystko płacą gotówką, zmuszone są obecnie przedrukowywać następujące oświadczenie urzędowe „Norddeutsche Allg. Ztg., zdumiewające swym cynizmem:

„W społeczeństwie rozpowszechnione jest przekonanie, jakoby wojska nasze na teatrze działań wojennych płaciły za wszystko gotówką. Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na zupełnie mylne przedstawienie tej sprawy, która ze strony wojska naszego wskazywałaby tylko na niewłaściwą łagodność i krótkowzroczność. Płacimy kwitami, które będą wymieniane na monetę brzęczącą po zawarciu pokoju, na rachunek naszych wrogów. Siła czynna wojsk naszych dostatecznie zabezpiecza im możliwość płacenia gotówką tylko wówczas, gdy niema innych środków do pozyskania”.

2

Z LUBELSKIEGO I PODLASIA.

Płytkie mogiły. Padli na placu boju żołnierze chowani byli w gub. lubelskiej nieraz tak płytko, że często psy wygrzebują z ziemi nogi lub ręce ludzkie. Wypadek taki zauważono w Łopienniku, w pobliżu wsi. Urzędy gminne powinnyby się zająć sprawdzeniem tych wieści i zabezpieczeniem ciał poległych od profanacyi.

3

Z MIASTA.

Następny numer „Głosu Lubelskiego” z powodu świąt wyjdzie w niedzielę o zwykłej porze. W razie potrzeby wydamy dodatki nadzwyczajne.

Bioskop „Bristol”. Właściciel nowo-otworzonego bioskopu „Bristol” p. Dąbrowski przygotował efektowny program na dni świąteczne, spodziewając się licznych odwiedzin publiczności lubelskiej.

Głos Lubelski z 24 XII 1914 r. (Nr 76)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Na koniec świata, tylko w butach „Bata”!

2Zabił swą teściowę

Przypadkowe morderstwo pod Turobinem

We wsi Przedmieście Szczekaskie, gminy Turobin, powiatu krasnystawskiego, od pewnego czasu zamieszkiwał przy swej teściowej Katarzynie Ług, młody jej zięć, Paweł Wojtas.

Życie tej rodziny płynęło spokojnie, nie słychać tam było żadnych kłótni ani awantur. Pewnego wieczoru Wojtas począł manipulować rewolwerem, a pracy jego przyglądała się cała rodzina. W pewnej chwili teściowa zwróciła się do Wojtasa z zapytaniem „czego rewolwer nie psztyka”. – Wojtas chcąc teściowej pokazać „psztyknięcie” pociągnął za kurek. Rozległ się wystrzał. Stara kobiecina trafiona śmiertelnie w brzuch, padła trupem na miejscu.

Sprawę skierowano na drogę sądową. Na rozprawie sądowej świadkowie stwierdzili, że zabójstwo było przypadkowe. Sąd po krótkiej naradzie, skazał Wojtasa na 6 miesięcy więzienia.


Kulą w brzuch

Krwawa zemsta wieśniaków

Kilka dni temu we wsi Godziszów gm. Kawęczyn pow. janowskiego powracał do domu 26-letni mieszkaniec tej wsi  Andrzej Widz.

Widz cieszył się bardzo złą opinją i podejrzany był o dokonanie szeregu kradzieży. Kiedy idący znalazł się w pobliżu swego domu, nagle rozległ się suchy trzask wystrzału rewolwerowego i Widz z głuchym jękiem zwalił się na ziemię. Okazało się, że jakiś osobnik strzelił do niego trafiając w brzuch. Rannego w stanie groźnym przewieziono do szpitala.

Policja w tej sprawie rozpoczęła dochodzenie. Zachodzi przypuszczenie, że ma się tu do czynienia z aktem zemsty.

3

Skazanie komunisty przez lubelski

Sąd Okręgowy

Swego czasu do Gorzkowa w powiecie krasnystawskim, przybył mieszkaniec m. Warszawy Dawid Herszenson. Miał on w Gorzkowie Kuzynów, do których zawitał. Ponieważ policja miała co do jego osoby pewne podejrzenia, przeto roztoczyła nad nim surową inwigilację, dzięki której w kilka dni później ustalono, iż posiada on w celu rozpowszechnienia znaczną ilość ulotek o treści antypaństwowej wydanych przez K.P.P. Przeprowadzono rewizję i znalezione ulotki skonfiskowano.

Herszenson został pociągnięty do odpowiedzialności sądowej. Ostatnio stanął on przed lubelskim Sądem Okręgowym, który skazał go na 1 rok więzienia.


Krwawe „spotkanie” młodzieży dwuch wsi

W obronie własnej zastrzelił przeciwnika

Młodzież ze wsi Babin, gminy Zakrzówek, powiatu janowskiego całą gromadą wybrała się na zaręczyny swego znajomka do sąsiedniej wsi Annów leżące już na terenie powiatu krasnystawskiego.

O tej „wyprawie zaręczynowej” babiniaków dowiedzieli się mieszkańcy Annowa i za wszelką cenę zapragnęli nie dopuścić do ich przybycia na teren wsi. W tym celu zebrali się parobczacy z Annowa na naradę. Uradzono, że kiedy babiniacy przybędą do wsi – wówczas wszyscy chłopi z Annowa uzbrojeni w pały i kłonice „przepędzą gości na cztery wiatry”.

Jako teren spotkania obrano plac przed kuźnią mieszczącą się na skraju wsi.

Po jakimś czasie na drodze ukazali się „goście” – wówczas na ich „spotkanie” wyszedł jeden ze starszych gospodarzy Annowa uzbrojony w długą tyczkę i „kolnął” jednego z „gości” w pierś. Był to znak do ataku. Wszyscy annowiacy wyskoczyli ze swych kryjówek i rzucili się na przybyłych. Rozpoczęła się ogólna bójka na noże, pałki i inną „broń ludową!”

Pod naporem masy annowiaków szczupła garść przybyszów zachwiała się i poczęła uciekać.

Wówczas annowiacy chwycili w środek dwóch z Babina – braci Wojciecha i Michała Flisów.

Obaj młodzieńcy znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. Ponieważ napastnicy zabierali się do nich nie na żarty, wówczas Michał Flis wydobył z kieszeni rewolwer i strzelił do tłumu. Jeden z napastników ugodzony w czoło padł trupem, pozostali w popłochu zbiegli.

Flis w tych dniach stanął przed Sądem Okręgowym oskarżony o zabójstwo. Sąd uznał, że strzelił on w obronie koniecznej i uwolnił go od winy i kary.

1Piwiarnię okradli z żarówek. Wajser Icek, Zielona 5, zameldował o kradzieży 3-ch żarówek wart. 4,30 zł z piwiarni przez nieznanego sprawcę.


Oszustwo. Malinowski Ignacy, zakrystjan kościoła św. Pawła w Lublinie (Bernardyny) zameldował o oszustwie przez nieznanego osobnika, roznoszącego opłatki w rejonie parfji nie mając upoważnienia na zbieranie pieniędzy.

Ziema Lubelska z 22 XII 1931 r. (Nr 347)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Aeroplany i barchany…

2

WOJNA

Z Łodzi.

(…)

Gdy w pewnym momencie ukazały się nad miastem dwa niemieckie aeroplany, dwóch rosyjskich lotników wzniosło się w powietrze: poczęli oni okrążać miasto, wzbijając się coraz wyżej. Tłumy zamarły w oczekiwaniu strasznego pojedynku: na chwilę widowisko to kazało ludziom zapomnieć o okropnej grozie toczącej się bitwy. I oto rosyjscy lotnicy coraz bliżej przysuwają się do niemieckich, lecz ci, raptownie skręciwszy aparaty, skierowali się w stronę Łęczycy; rosyjscy podążyli za nimi i zniknęli w sinnej dali.

(…)

4

Chorą na płuca, panienkę, pozbawioną środków na koszty kuracyi, ośmielamy się polecić miłosiernemu sercu Czytelników. Łaskawe datki przyjmuje administracja „Głosu Lubelskiego” (Dla chorej panienki).

3ODPOWIEDZI REDAKCYI.

Panu, który się nie podpisał. Ostatnie słowa na samym końcu każdego naszego numeru, powinny Panu wiele wytłomaczyć. Każe nam Pan odgrywać rolę zuchów, a sam Pan stchórzył i nie podpisał się. Ustnie doszlibyśmy z pewnością do porozumienia, gdyby Pan ośmielił się wstąpić do redakcyi. Nie taki dyabeł straszny, jak go malują.

51Głos Lubelski z 20 XII 1914 r. (Nr 72)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Ofiary… świąt Bożego Narodzenia i wagi ciężkiej

V_0359_1931_0343-00001

Wstrząsająca tragedia młodego wieśniaka

Poszedł do lasu po choinkę a znalazł śmierć

Kilka dni temu mieszkaniec wsi Stara Wieś gminy Zakrzew, powiatu krasnystawskiego niejaki Władysław Stępień lat 32 udał się do pobliskiego lasu celem wycięcia tam niewielkiej choinki. Zaznaczyć należy, że Stępień który był ojcem kilkorga dzieci a kochał je bardzo, chciał im sprawić radość przez wcześniejsze przyniesienie choinki do domu. Uzbroiwszy się w ciężką siekierę – jak już zaznaczyliśmy – udał się do lasu. W czasie ścinania świerka Stępień tak nieszczęśliwie machnął siekierą, że przeciął sobie główną żyłę w nodze.

Krew bluznęła wielkim strumieniem. Nieszczęśliwy wieśniak z trudem począł posuwać się w stronę domu. Każdy krok sprawiał mu olbrzymi ból. Szedł jednak wytrwale, szedł aż dostał się na skraj lasu. Tu już nie mógł ruszyć się dalej. Osłabiony upływem krwi padł na ziemię. Nie tracił jednak nadzieji. Znacząc za sobą krwawy ślad czołgał się w stronę domu, gdzie czekał na niego ukochane dzieci. Tymczasem zmrok zapadał.

Nieszczęśliwemu wieśniakowi z każdą sekundą ubywało sił. Nie mógł już się zupełnie poruszać. Wspomniał na swe małe dzieci i łzy wielkie potoczyły się po jego trupio bladej twarzy. Tak przeleżał kilka chwil. Wreszcie ostatkiem sił zerwał się na nogi a przebiegłszy kilka kroków padł bez życia twarzą na ziemię. Trupa Stępnia znaleziono na drugi dzień.

Wstrząsający ten wypadek przejął do głębi wszystkich mieszkańców okolicznych wiosek.


 Kradzież przez okno

Skazanie złodzieja przez Sąd Okręgowy

Noc była ciemna, kiedy pod okna mieszkania zajmowanego przez Kulmana Frydmana w Byłżycach przybyło dwuch osobników.

Obaj po bacznem rozejrzeniu się na wszystkie strony, szybko wzięli się do wyjmowania szyby okiennej z okna Frydmana.

Złodzieje sprawnie załatwili się z wyjęciem szyby tak, że już w parę chwil później droga do mieszkania była wolna.

Wówczas jeden z nich dostał się do środka, gdzie zapakował w worek garderobę, bieliznę oraz inne drobiazgi. Nadto złodziej zabrał dwa weksle po 100 zł. Obaj złodzieje zabrawszy łup zbiegli.

Na drugi dzień po odkryciu kradzieży poszkodowany Frydman zawiadomił policję.

Przeprowadzone dochodzenie ustaliło, że kradzieży dokonał mieszkanie wsi Chmielnik, położonej w gminie Wojciechów powiatu lubelskiego niejaki Józef Staniszewski lat 25 oraz drugi Władysław Janczerek vel Janczerski. Ponieważ Janczerek zbiegł, przeto przed Sądem Okręgowym w Lublinie stanął tylko Staniszewski.

Sąd po rozpatrzeniu sprawy skazał Józefa Staniszewskiego na 2 lata więzienia z pozbawieniem praw.


 Odważnikiem w szczękę

Krwawy finał porachunków pieniężnych

We wsi Jeziorno mieszkał u swej siostry niejaki Michał Mazur mający porachunki pieniężne ze Stanisławem Bartyską mieszkańcem sąsiedniej wsi Kosarzew Dolny. Pewnego dnia do Mazura przybył Bartyska z żądaniem zapłacenia 30 złotych, które Mazur był mu winien. Mazur jednak odmówił, wówczas pomiędzy obu wieśniakami powstała awantura i bójka.

W pewnej chwili w ręku Bartyski znalazł się odważnik dość znacznych rozmiarów. Zadał on nim potężny cios w szczękę przeciwnika od którego ten padł na ziemię bez przytomności. Okazało się, że „znokautowany” w ten sposób Mazur, doznał zmiażdżenia szczęki. Okaleczenie to lekarze zaliczyli do kategorii ciężkich. Ostatnio Stanisław Bartyska zasiadł na ławie oskarżonych przed Sądem Okręgowym w Lublinie, który uznał go winnym i skazał go za wyżej opisany czyn na 6 miesięcy więzienia.


Przypadkowy pożar domu

ujawnił skład amunicji artyleryjskiej

Kilka dni temu we wsi Łykoczyn powiatu tomaszowskiego z powodu nieosrożnego obchodzenia się ogniem przez Wandziuka Stefana powstał nagle pożar który szybko objął zabudowania gospodarcze oraz dom mieszkalny.

Ponieważ we wsi istnieje straż ogniowa, przeto członkowie jej pośpieszyli na pomoc i poczęli ratować.

Nagle z domu mieszkalnego rozległa się głucha detonacja poczem wyleciał w górę olbrzymi słup ognia. Przerażeni strażacy rzucili się do ucieczki.

Następnie co chwila następowały niezwykle silne wystrzały. Okazało się że były to wybuchy nagromadzonej u Wandziuka jeszcze z czasów wojny amunicji artyleryjskiej i karabinowej. Wybuchy te całkowicie sparaliżowały akcję ratunkową straży ogniowej. W sprawie tej dochodzenie prowadzą władze policyjne.

Ziemia Lubelska z 18 XII 1931 r. (Nr 343)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Idealne meble jadalne i nie tylko

Napad bandycki. W Urszulinie pod Trawnikami, bandyci w nocy dobijali się do mieszkania kramarza Motla. Gdy ten niechciał otworzyć, wyłamali drzwi i zaczęli strzelać. Zabili 3 dzieci i żyda, który tam mieszkał. Następnie podpalili domek.


(j) Pożar. Wczoraj o godz. 12 w południe zawezwano straż ogniową do gmachu Sądu Okręgowego gdzie w mieszkaniu p. Widawskiego od gazu zapalił się sufit. Po wyrąbaniu sufitu, ogień ugaszono.


K u p i ę   niedrogo stół jadalny w dobrym stanie, dębowy jasny. Oferty w Administracyi dla J. B.

Głos Lubelski z 7 XII 1914 r. (Nr 59)

i-hate-facebook1

Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation