Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Narutowicza”

Po prostu kilka zdań… (i wielokropek)

4 października 1957 roku o godzinie 19:28:34 czasu uniwersalnego Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich wystrzelił w kosmos pierwszego w historii ludzkości sztucznego satelitę. Tym satelitą był Sputnik. Sputnik po osiągnięciu odpowiedniej orbity zaczął krążyć wokół Ziemi i – węsząc po przestrzeni kosmicznej jak rasowa sobaka  – 22 listopada dotarł do „Kuriera Lubelskiego”. To byłby całkiem niezły początek kolejnego artykułu… i niewykluczone, ze nawet będzie, ale dopiero za miesiąc (jeśli taka będzie wola losu),  bowiem dziś na tapecie „Kurier” o miesiąc wcześniejszy, czyli z 22 października.

A dzisiaj spróbujemy pokazać, że w Lublinie nie zawsze dzieje się coś interesującego

Na pierwszej stronie znajdujemy informację, ze niejaki Paweł Dąbek, zabity komunista i przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie krytycznie oceniał działalność władz miejskich w Lublinie. I wiecie co? Chyba się z nim zgadzam: ja też krytycznie oceniam działalność władz miejskich w Lublinie (ale to już zapewne wiecie od dawna).

Na stronie drugiej zbyt wielu porywających informacji również nie znajdziemy, więc – z pewną wszakże niechęcią – przywołajmy genialny w swej prostocie pomysł ministerstwa handlu wewnętrznego, które znalazło sposób na zatrudnienie dziesięciu tysięcy maturzystów.  Na maturzystów czekało aż dwanaście tysięcy miejsc pracy w… handlu uspołecznionym. O radości! Obecnie, po sześćdziesięciu z górą latach, oparte na podobnym pomyśle projekty realizują kolejne ministerstwa. Wprawdzie już nie te od handlu w niedzielę, ale te od posyłania młodych ludzi w kamasze, to i owszem.

Strona trzecia przynosi błyskotliwą i pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji opowieść o zdziesiątkowanych paczkach papierosów marki „Sport”, sprzedawanych w kiosku „Ruchu” przy ulicy Długiej. Działający tam sportowiec-recydywista uszczuplał każdą paczkę papierosów o jedną sztukę tytoniowego przysmaku.

Może też próbował przetrwać do wiosny, jak bohaterowie fascynującej i epickiej sagi o ludziach z utęsknieniem wyglądających tej pięknej pory roku.

Strona czwarta…? Niech się schowa! Tam o sporcie biegną słowa.

Tu się kończy ta przemowa.

O Borze!

To

Taki

Las

 

„Kurier Lubelski”  nr 195 z 22 X 1957 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualneji-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Z „Kuriera” wycięte… [4] Poezja lubelskich ulic

Posucha w lubelskiej prasie sprawiła, że znów sięgamy do roku 1957. Niestety, w gazetach z czasów I wojny nadal drobne kradzieże i zakłócenia porządku publicznego, a „Express Lubelski i Wołyński” okazał się tym razem bardziej wołyński niż lubelski. Na placu boju pozostał więc jedynie socjalistyczny „Kurier Lubelski… Nie martwcie się jednak, może od lipca coś w tej materii się zmieni i jeszcze nie raz ujrzycie w tym miejscu nasze święte wezwanie „O Borze! (to taki las…), póki co, zarezerwowane wyłącznie dla epoki przedwojennej.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo oto przed Wami prawdziwa poezja lubelskich ulic. Poezja sprzed lat sześćdziesięciu, która wcale nie straciła na aktualności. A wydawać by się mogło, że budowa i przebudowa ulic uskuteczniana obecnie w naszym mieście, coś w tym względzie zmieniła. Nic bardziej mylnego! Pojawienie się nowych ulic na planie Lublina, zwiększa tylko ilość ulic nie leżących „Naprzeciw Ratusza”. Wadą tą obarczona jest więc nie tylko Szewska, ale i wiele, wiele innych… Na przykład Wesoła:

 

Również ulica Narutowicza nie miała tyle szczęścia, by leżeć „naprzeciw Ratusza” – mało tego, znajdowała się również z dala od… Okręgowego Przedsiębiorstwa Handlu Opałem. A cóż wspólnego ma asfaltowanie ulicy z opałem? – zapytacie. Ano ma. Wybaczcie, ze nie będę się zagłębiał w szczegóły techniczne procesu asfaltowania, ale węgiel był do tego niezbędny. Niestety Rejonowe Przedsiębiorstwo Eksploatacji Dróg Publicznych przydziału węgla nie otrzymało, w związku z czym asfaltować Narutowicza nie było sposobu. I w ten oto sposób załamała się „ofensywa podjęta przez Miejska Radę Narodową przeciw złym drogom”. Od tamtych czasów minęło sześć dekad… czyżby obecnie Pan Prezydent też nie miał węgla?

Kolejną ulicą „z dala” był też Lipowa, która doczekała się nowych bloków, lecz nie chodników.  Zamiast nich ulicę zdobiły leżące na stertach – dość długo – płyty chodnikowe:

Jak czytamy w „Kurierze”, problemem porozrzucanych płyt chodnikowych mogliby się zająć miejscowi chuligani. Niestety ci zajęci byli zupełnie inną działalnością, prowadzoną tradycyjnie w rejonie ulic Rusałki, Buczka (obecnie Zamojska), Przemysłowej i 1-go Maja (obecnie Fabryczna). Dziś tamtych chuliganów już nie ma, możecie się jednak spotkać z ich wnukami. Adres już znacie:

Myślałby kto, że już czas na zmiany… Czas najwyższy! Ale jak, skoro zegarków już nie ma. Przynajmniej w tym miejscu Krakowskiego Przedmieścia, gdzie 60 lat temu dzielny kierownik Stępień tak ładnie zorganizował sprzedaż 110 niemieckich zegarków po 300 złotych. Śp. Kalicki, gdyby żył, na trzeźwo by tego nie ogarnął.

I dlatego Kanadyjczycy wymyślili trzeźwometr…

„Kurier Lubelski”  nr 74-75 z 20-21 VI 1957 r.

Ilustracje ze zbiorów własnych (foto) i Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej (prasa)i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Z „Kuriera” wycięte… [2] Żeglarze z rozpaczy na jawie

Ulica Lubartowska w roku 1960.

Zapraszamy na kolejną wycieczkę po socjalistycznym Lublinie z roku 1957. Dziś udamy się na zakupy, co – jak zobaczycie – nie było w tamtych czasach rzeczą łatwą. Po pierwsze ulicom naszego miasta po zmroku zdarzało się tonąć  w ciemnościach, czego mogliśmy doświadczyć na ulicy Nowotki (obecnie Radziszewskiego). „Kurier” sugerował, że w ten sposób elektrownia przejawia troskę o pary zakochanych studentów, zapominając jednak przy tym o ludziach samotnych i pozbawionych opiekuńczego ramienia, których opiekuńcze ramię (z powodu nieposiadania tegoż) nie było w stanie uchronić przed wpadnięciem w doły, urozmaicające nawierzchnię wspomnianej ulicy.

Lecz i w dzień na lubelskich ulicach wcale nie było lepiej, o czym mogliśmy się przekonać na „rozbebeszonej” z powodu remontu Lubartowskiej. Obrazek jak z dzisiejszych czasów: samochody robią objazd, szoferzy klną, furmani jeszcze głośniej, a tylko przechodnie nie pozbawieni poczucia humoru, śmieją się. Najweselej jak sami muszą skakać przez rowy i wertepy. Z jednym tylko wyjątkiem: nie ma już furmanów…

…ale może to i dobrze, że ich nie ma (choć osobiście znam jednego, który jest, lecz przez duże F). Bo nie ma też furmanek – a furmanki, jeśli jeszcze tego nie wiecie – zaraz po ciemności i wertepach – były również zmorą lubelskich ulic, o czym przekonuje przypadek ulicy Mełgiewskiej. Znajdowały się tam składy, tak dziś niepopularnego i obwinianego za wszelkie zło, węgla. „Wozarze”, od świtu przyjeżdżający po węgiel, tarasowali furmankami całą ulicę, blokując tym samym przejazd ciężarówkom, które przyjeżdżały do piekarni po chleb. Nie potrzeba już dodawać jak bardzo opóźniły się dostawy chleba do poszczególnych sklepów”.

 

Czy furmanki blokowały jeszcze jakieś inne zakłady produkujące żywność? Można podejrzewać, że mafia złowieszczych węglarzy blokowała też spółdzielnię mleczarską, o czym zdaje się świadczyć relacja ze sklepu spożywczego przy ulicy Wróblewskiego (nadal Wróblewskiego). Miejski Handel Detaliczny, nie zważając na przeciwności losu, stanął na wysokości zadania i – nie chcąc być gorszym od Jezusa – dokonał cudu rozmnożenia masła. Osiemdziesiąt kilogramów masła w ciągu godziny rozeszło się w mgnieniu oka. Aż (a może tylko) trzysta dwadzieścia osób opuściło sklep MHD zadowolonych, a każda z nich dumnie dzierżyła ćwiartkę masła. Ile osób odeszło z kwitkiem? Jednak czasy były lepsze niż obecnie, przynajmniej dla miłośników masła. Bo masło było prawdziwe, a ćwiartka ważyła 25 dkg, a nie 20… Tak, wiem: teraz się mówi kostka, nie ćwiartka, a masło było w osełkach… itd… itd…

Zwróćcie też uwagę, że tytuł tej notki optycznie zajmuje ponad połowę przeznaczonej nań kolumny! I nie trzeba czytać całego artykułu, żeby wiedzieć o czym jest…

 

Spisek furmanów sięgał jednak daleko poza granice miasta. Specjalnie przeszkolone komanda furmańskie blokowały również granice państwowe Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, uniemożliwiając sprowadzanie do kraju części zamiennych do radioodbiorników produkowanych w NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna), CRS (Republika Czechosłowacka czyli Československá republikaČSR) i na Węgrzech. Brakowało w handlu lamp do tych urządzeń, co było nieustanną bolączką naszej socjalistycznej ojczyzny (ojczyzny małą literą!), aż do końca jej istnienia. Telewizor mojego dzieciństwa, biało-czarny Beryl 102 też więcej nie działał niż działał. Rozumiecie, lampy… A były to już lata 80-te!

 

Nie tylko furmani spiskowali przeciwko prawu i sprawiedliwości, ale dzięki rewolucyjnej czujności reporterów „Kuriera” udało się i te knowania zniweczyć. A musicie wiedzieć, że wróg czaił się wszędzie… Nawet w szeregach straży przemysłowej LZM (Lubelskich Zakładów Mięsnych) zalęgło się zło: Bolesław Woliński (członek tejże) miał pilnować, aby z zakładów nikt nie ukradł mięsa. Tymczasem patrol MO (Milicji Obywatelskiej) przyłapał go na kradzieży ośmiu kilogramów słoniny.

Reporterzy „Kuriera” nie tylko ganili, ale również uspokajali (że zapas „Giewontów” w handlu uspołecznionym się nie wyczerpał: szukajcie, a znajdziecie!), chwalili (piekarnie nr 1 (bułki) i 7 (chleb) za to, że teraz pieczywo jest bardzo wcześnie nawet chleb można kupić przed 7 rano, a nie jak dawniej o 10.)…

… oraz wyjaśniali zagadki. Na przykład dotyczące sprzedaży motocykli Jawa. Udało się ustalić, że Jawy trafią do handlu i że będą sprzedawane „na talony”, czyli z przydziału. Czy jednak motocykle trafią w ręce najbardziej potrzebujących? – zapytywał „Kurier”. Rada Miejscowa Związków Zawodowych przy WRN (Wojewódzka Rada Narodowa) dostała przydział na dziesięć sztuk. Dlaczego aż tyle i jakim prawem? – grzmiał z oburzeniem „Kurier”. I takim pytaniom nie było końca, bo Lubelskie Zakłady Spożywcze Przemysłu Terenowego dostały motocykl bezpośrednio z WZH, z pominięciem MHW.  CTZ czyli Cokolwiek To Znaczy.

Nie rozumiem natomiast oburzenia „Kuriera” z powodu przekazania jednej maszyny kierowcy dyrektora Lubelskiego Zarządu Budynków. Ów kierowca napisał w podaniu, że daleko mu chodzić piechotą do pracy. A miał do niej około 20 minut pieszej wędrówki – mieszkał bowiem przy ulicy Narutowicza, a pracował tuż za rogatka Lubartowską. I wiecie co? Redakcja opatrzyła ten przypadek krytycznym komentarzem! Pytam się: dlaczego? Przecież sami napisali, że Lubartowska rozkopana i że trzeba objazdem jechać! To co, miał chłopina do pracy zasuwać piechotą przez Racławickie?!

P.S. Szkoda tylko, że [po siedemdziesięciu latach nadal ] „dziesiątek” jest tak mało w Lublinie. Oj tak…

„Kurier Lubelski”  nr 57 z 31 V 1957 r.

Ilustracje ze zbiorów własnych (foto) i Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej (prasa)
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

 

O potrzebie z przedmieścia zrobienia Śródmieścia

Lublin. Ok. 1939 r.

O! Nowe wydanie „Kuriera z Lublina”! Ba… cóż w tym dziwnego… W „Gabinecie” do Świąt jeszcze daleko, ale o tym, że nieuchronnie nadchodzą świadczy rosnąca ilość wzmianek o tychże świętach. Nawet w tytułach cytowanych przez „Kurier z Lublina” gazet. A zatem przytoczony poniżej artykuł zaczerpnięto nie z „Ekspresu Lubelskiego i Wołyńskiego”, a z „Dodatku Świątecznego” do tegoż „Ekspresu” z dnia 27 marca 1937 r. Jaki z tego wniosek? Wniosek? Tak wniosek! A taki, że przed 80 (słownie: osiemdziesięciu) czy laty Wielkanoc wypadała pod koniec marca. Co do meritum sprawy poruszonej w niniejszym artykule, „Gabinet” postanowił ponownie skorzystać z prawa do zachowania milczenia, pozwalając Czytelnikowi na samodzielne przemyślenia i wyciągnięcie własnych wniosków. W prezencie gratisowo dostajecie ilustrowaną reklamę motopomp i ogłoszenia dwóch instytucji związanych z ulicą Narutowicza nr 4. Tu powinienem zakończyć wielokropkiem, dla lepszego efektu dramatycznego, ale… (jak widzicie to nie zawsze działa)

P.S. Odpowiedź skrywa się w tekście…

„Dodatek Świąteczny” do „Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego z 27.III.1937 r. 

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Dnia 1 września roku…

POCZ_U_2768

… tysiąc dziewięćset szesnastego…

4 1

 

Jak możemy zobaczyć poniżej, ulica Bernardyńska – dość nieoczekiwanie – zmieniła się w ulicę Bernardyńskiego. Kim był Bernardyński… tego nie wiemy. 😉

2 3

Głos Lubelski z 1.IX.1916 r. (Nr 241)


56

 

Ten sam kierownik, ta sama szkoła i to samo ogłoszenie, co powyżej (w Głosie Lubelskim), ale w nieco innym wykonaniu:

7

 

I ładniejsza wersja gimnazjum z ulicy Bernardyńskiego Bernardyńskiej:

8

 

Reklamowało się też szkolnictwo specjalistyczne, nawet z Warszawy:

9

 

Nauczyciele poszukiwani! Poniżej ogłoszenie „Biura” – być może biura pośrednictwa pracy…

10

Ziemia Lubelska z 1.IX.1916 r. (Nr 429)


…dwadzieścia lat później, czyli w roku 1936…

12

13

 

Podręczniki! Podręczniki! Kupujcie podręczniki!

14

 

Wspominaliśmy już o ulicy Bernardyńskiego – poniżej inny kwiatek czyli ulica… Rusałkowska. Rusakowską została – jak nietrudno się domyślić – Rusałka, przez niektórych (O Borze! – to taki las…) tzw. „lubelaków” zwana nieprawidłowo ulicą Rusałki. Janowi Budzyńskiemu oczywiście współczujemy, a Edwardowi Pruchniakowi mniej.

15

Express Lubelski i Wołyń z 1.IX.1936 r. (Nr 243)


 

Ktoby jechał? Piszcie!

16

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Co ciekawsze kradzieże…

8

I od razu wyjaśnienie: nie co ciekawsze, a wszystkie odnotowane przez „Głos Lubelski” z 4 marca 1936 r. – nie oszukujmy się: historia Lublina, nie ważne czy przed 100, 90, 80 czy 70 laty, to w dużej mierze historia kryminalna. Mała i duża. Co więcej, taka jest też Lublina teraźniejszość. A mglisty i deszczowy dzień, jak ten dzisiejszy, nie motywuje do pisania o rzeczach piękniejszych i wznioślejszych. Pozostają zatem wspomniane kradzieże.

12Ene, due… przejdźmy zatem do wyliczanki: Janowi Maksymowiczowi z Dzierżawnej skradziono komórkę… przepraszam, przepraszam: skradziono z komórki! Królika… najprawdopodobniej sprawcą był Szalony Kapelusznik z „Alicji w krainie czarów”. Henryk Jaroszewicz z Warszawy stracił natomiast książki religijne i różańce wartości 274 złotych: dewocjonalia te zniknęły z mieszkania przy ulicy Królewskiej w Lublinie. Złodziej (lub złodzieje) potrzebowali gdzieś schować te wszystkie różańce i dlatego też ukradli Wandzie Białkowskiej (z ul. Narutowicza) torebkę, w której znajdowało się 9 złotych i różne drobiazgi ogólnej wart. 35 zł. Nudna wyliczanka, nieprawdaż? Cóż, życie… Skoro wspomnieliśmy o bardzo pobożnym złodzieju, nie sposób nie wspomnieć też i o rabusiu-ogrodniku – jego łupem padły: fartuch ogrodniczy, nożyce do cięcia trawy i in. ogólnej wart. 22 zł, przedmioty te – jak również płaszcz letni – skradziono z ogrodu przy ulicy Narutowicza. Kto przechowuje płaszcz letni w ogrodzie?! Skalski Roman…

345Wyliczamy dalej: spragniony piwa Marian Szczuka z Dzierżawnej, w piwiarni przy Racławickiej, natknął się na, spragnionego jego portfela, Feliksa Gospodarka z Wieniawskiej. Josefowi Kurlenderowi, zamieszkałemu na Dawnej (od jak dawna, nie wiadomo) skradziono papierosy różnego gatunku na sumę 450 złotych. Kradzieży dokonano ze sklepu przy Cyruliczej.
W rejonie ulicy Szopena grasował natomiast… hydraulik-kryminalista! Stanisławowi Patkowskiemu zniknęła rura wodociągowa z nowobudującego się domu pod numerem 23, zaś Łukaszowi Kuryło, monterowi pracującemu na budowie pod numerem 21, nieznany sprawca podprowadził, oprócz rury wodociągowej, kwitariusz na dostawę piasku z jego pieczątkami i podpisem…

6O Borze! (to taki las) – wyliczać już zakończyć czas! No właśnie… czas. Niestety, z czasem też nie najlepiej: bo jak tu mierzyć czas bez zegara, dokładnie takiego figurkowego, który Władysław Celiński z Niecałej skradł Kazimierzowi Łukaszewiczowi z Wieniawskiej? Spać się człowiekowi chce od tego ciągłego wyliczania… o jaka fajna poduszka! Dobranoc Państwu!

7Rubinsztejn Sura Szajndla zam. przy ul. Lubartowskiej 29 złożyła zameldowanie o kradzieży poduszki wartości 20 zł. dokonanej z balkonu…

Głos Lubelski z 4.III.1936 r. (Nr 63)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Pogodowe kryminałki

1

24 stycznia 1936 r. słońce nad Lublinem wzeszło o godzinie 7 minut 50, a zaszło o 16 minut 7. W kinie „Apollo”, tego właśnie dnia, doszło do radykalnej zniżki cen, zatem nic nie stało na przeszkodzie, by obejrzeć najnowszy dramat wojenny z Jackiem Holtem, zatytułowany „Burza nad Andami”.

lf

W mieście pogoda była o wiele spokojniejsza, zupełnie nieburzowa: temperatura dnia poprzedniego według termometru Bramy Krakowskiej była następująca: godz. 6-ta rano +1, godz. 12 w południe +0, godz. 18 +0. Codzienny raport o pogodzie publikował „Głos Lubelski”. Z tegoż „Głosu” dowiadujemy się też co nieco o kryminalnej codzienności naszego miasta.

2

      Wyobraźcie sobie, że – w owym czasie – przy ulicy Jezuickiej 14 w Lublinie, mieszkał niejaki Józef Czapczyński. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież musiał gdzieś mieszkać. Z drugiej strony, przez te wszystkie lata, był on nie pierwszym, i zapewne nieostatnim mieszkańcem z Jezuickiej 14. To taki żart w stylu angielskim, a zatem wcale nie musi być śmieszny. I pewnie nie jest… Wracając do meritum: Józio pewnego dnia, na drodze swego życia, spotkał Leokadję Oleskównę. Leokadja była panną, na co wskazuje forma zapisu jej nazwiska. Mieszkała w Majdanie Moniackim (pow. Janów). Źródła milczą jak długo trwała ich znajomość i w jaki sposób kształtowały się jej losy. Co nie jest tak ważne, jak to, że nasz bohater obiecał pannie Leokadji ożenek. Miał zająć się formalnościami związanymi ze ślubem: w tym też celu otrzymał od Leosi 150 zł – wtedy też zerwał zaręczyny. Pieniędzy oczywiście nie oddał i… ostatnio aresztowano kilku sprawców napadu a mianowicie… A mianowicie, spytacie zgorszeni, co to ma wspólnego ze sprawą oszusta matrymonialnego z Jezuickiej? Jak się okazuje, zupełnie nic, ale dzięki temu możemy przejść do kolejnej opowieści.

3

      Aresztowani (Stanisław Siczka ze wsi Chmiel, Józef Skrzypek ze wsi Piotrków, Władysław Podsiadły oraz Szczepan Mazura ze wsi Piotrkówek w pow. lubelskim) w listopadzie roku poprzedniego dokonali napadu rabunkowego na Szmula Mitaka i inn. kupców z osady Żółkiewka w pow. Krasnystaw. W owym czasie (to nasz ulubiony zwrot w tym tekście) lubelski Zamek pełnił funkcję zakładu penitencjarnego, nic więc dziwnego, że sprawców napadu osadzono w więzieniu na Zamku.

POCZ_U_4937_0008

      Potem zdarzenia potoczyły się błyskawicznie: Lidji Chomicz Kościuszki 7 skradziono 40 zł gotówki i zegarek wart. 55 zł, Franciszkowi Gołębiowskiemu Narutowicza 26 skradziono z warsztatu wędliny wart. 65 zł, a Halinie Niewiarowskiej Al. Bartosza Głowackiego 17 skradziono z piwnicy 2 liny i 2 bloki żelazne wart. 60 zł. Mało? Izrael Langer S to Duska 20 zawiadomił policję, że Mendel Krochmalnik Szeroka 20 skradł mu odważnik wart. 4 zł. Odważnik? To zrozumiałe: było trzeba przecież jakoś zważyć zwędzoną (nie wędzoną?) wędlinę! Ale bloki, liny i zegarek? MacGywer jeden wie, co z tego da się zrobić…

4

Lublinianie jednak nie poddali się narastającej fali drobnej przestępczości: Felik[s] Abroży Kr. Leszczyńskiego 7 przyłapał na gorącym uczynku kradzieży desek wart. 40 zł z ogrodu, z których jednego, Stefana Grajczyka (Lubomelska 4) zatrzymał. Sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa, trzeba było coś zapalić: Cecylia Dankiewicz Zamojska 3 zawiadomiła policję, że Ryszard Gumieniak skradł jej z kiosku przy ul. Królewskie[j], papierosy wart. 4.50 zł. A że był styczeń, ludzie marzli: Moszek Goldberg, Kr. Leszczyńskiego 23, zawiadomił policję, że Andrzej Gręga Spokojna 7, skradł mu spodnie i kamizelkę wart. 8 zł. Pamiętajmy, że choć temperatura utrzymywała się w granicach zera, w każdej chwili mogło powiać mroźniejszym powietrzem – spodnie i kamizelka wówczas by nie wystarczyły: Eli Ajchenbaum, Złota 2, skradziono futro wart. 250 zł. z przedpokoju. To przelało czarę goryczy: futra z przedpokoju są bardzo cenione w każdych czasach. Złodziejowi (złodziejom?) pozostała jedynie ucieczka. Rowerem… Stanisławowi Moskwa, Mochnackiego 17 skradziono rower wart. 100 zł.

5P.S. O Borze (to taki las…)!

Głos Lubelski z 24.I.1936 r. (Nr 23)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Tungsram nie składa broni (dwuskrętnej)

2

1

Express Lubelski i Wołyński z 10.XI.1935 r. (Nr 312)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Miraculia Lubelskie czyli cudowne Lublina opisanie z osobliwościami jego wszelkiemi poczynione (3)

Dziś kolejny odcinek niezwykłego przewodnika po Mieście z Cudów Wszelakich Słynącym, spisanego przez wielebnego ojca Fundamenta, opata klasztoru Braci Strapionych pod wezwaniem Obwodnicy Zawsze w Budowie Będącej. O fontannie wtorej dziś opowieść niezwykła, niezapomniana i w ogóle… nie ważne. Zapomnieliśmy najwyraźniej, co w ogóle….

pruszony

Źródło: Google Street View

3) Pruszonowe Gacie. Oj… niełatwem zadaniem jest opisane curiosum owego, jako że słowem trudno jest oddać bezmiar i ogrom owej osobliwości. Wszak dylemat to odwieczny: jak opisać nieopisywalne? Jak dać słowo temu co słowem wyrazić się nie da. Wielu mędrcom sztuka ta przysparzała niestrawności i żołądka bólu. Mimo i naszej nie najlepszej w tem względzie kondycyi, temu zadaniu sprostać się postaramy. A z owymi Spodniami było tak: pewnego wiosennego (letniego, jesiennego lub też zimowego dnia) Pruszko Prezydent pomarkotniał czemuś. – Ech! – westchnął – Ech, że ech! I nic już nigdy więcej nie powiedział – na tą przypadłość cierpią podobnież Ludzie Niemali, czyli ci wszyscy, co o swej wspaniałości i gieniuszu są przekonani (nawet bardziej niż święcie). Pruszko (w swym mniemaniu) zrobił wiele dla Koziego Grodu tak wiele, że…  wszyscy Lublina mieszkańcy wspominać winni jego imię z nabożną czcią i na kolana upadając. Rzecz w tem, że nikt nie wie jakie to były zasługi i czyny wielkie. Nie zginie zatem pamięć o czynach jego! Nie zginie zatem pamięć o czynach jego? Nie zginie zatem pamięć o… o czym nie zginie pamięć, przypomnijcie proszę! No przecie, wszyscy będziemy pamiętać o… o Bogowie! o czem też mieliśmy pisać ninie? Jak że to?! Zali wżdy?! Może to być?! Snadnie może, skoro jest…

(Ciąg Dalszy Nastąpi: niech nikt nie wątpi!)

W poprzednich odcinkach: 1, 2

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Jak grom z jasnego nieba ogolił człowieka

1

Codzienne kradzieże. Patrol policyjny zatrzymał Marjana Głębockiego ul. Czechowska 17 i Władysława Tatarę Towarowa 27, którym odebrano sieć i worek z rybami pochodzącymi z kradzieży.

Fajwlowi Ledermanowi ul. Narutowicza 18 skradziono z restauracji kilka kilogramów sera „szwajcarskiego”. Kradzieży dokonał Stanisław Gorzel zam. przy ul. Gminnej.

Bronisławie Kułakowskiej ul. Siemiradzkiego 4 skradziono 20 kur i 3 indyki wartości  około 60 zł.

Aronowi Hasvogiel ul. Szeroka 50 skradziono parkan wart. ok 200 zł.

Aresztowano Katarzynę Ogonowską bez stałego miejsca zamieszkania, która usiłowała sprzedać męski płaszcz za 1 zł. na ul. Ruskiej niejakiemu J. M. Zachodzi podejrzenie, że płaszcz pochodził z kradzieży.

 Feliksa Dudzińska ul. Konopnickej 3 zameldowała w policji, że Marjan Godziszewski ul. Hrubieszowska 20 i Józef Skałecki ul. 1 Maja 6 nieuregulowali rachunku za wypite piwo.

2

Głos Lubelski z 11.IV.1935 r. (Nr 100)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation