Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “marzec”

Zapomniana rocznica

Rok 2018 jest dla nas wszystkich rokiem niewątpliwie wyjątkowym: świętujemy bowiem SETNĄ ROCZNICĘ! Setną rocznicę? Ale czego? Jak to czego! Odzyskania bielizny!

Lubelski marzec przed stu laty zapisał się w historii dosyć ponurymi zgłoskami: nie dość, że pogoda była… (po prostu była!), to jakby tego było mało, na miasto padł  blady strach, a wraz z nim złowrogi i przerażający cień trwogi, przerażenia i Bór (to taki las…) jeden wie, czego tam jeszcze pa… (nie, no paść już nie mógł, bo wtedy będziemy mieli w tekście haniebne powtórzenie, a tego nie możemy się dopuścić): niech więc będzie, że groza spłynąła na miasto falą, lepką i gęstą niczym mgła śmierdząca, smogiem dziś zwana. Jednym słowem, Lublin ogarniała fala bieliźnianego terroru. A wszystko to za sprawą szajki złodziei, specjalizującej się w kradzieży bielizny ze strychów (w tych czasach – drogie dziatki – ludzie suszyli bieliznę na strychach, bo… mieli strychy). Wprawdzie zdarzało się już wcześniej, że pojedyncze sztuki garderoby ginęły skradzione przez jakieś indywidua, ale były to niewinne i incydentalne przypadki upadku słabej z definicji, natury człowieczej. Teraz jednak proceder zaboru garderoby urósł do niebotycznych wręcz rozmiarów.

To nie są (i wtedy też nie były) żarty: sto lat temu nikomu w Lublinie nie było do śmiechu, bo – jak czytamy w „Głosie Lubelskim” – w marcu roku 1918  kradzieże bielizny stały się tak częste, że przerażeni perspektywą jej utraty Lublinianie, zupełnie zaniechali korzystania ze strychów. Nie było zapewne w Lublinie żadnej rodziny, która nie przeżywałaby bolesnej straty, najbliższej swemu ciału, części garderoby. Wyobraźcie sobie te sznury rozwieszone w mieszkaniach, dekoracyjnie zdobiące nawet salony i (o zgrozo!) gabinety… Nawet naszego Gabinetu nie ominęło to traumatyczne doświadczenie. Być może współczesny Czytelnik wzruszy lekceważąco ramionami, pytając: gdzie tu dramat, gdzie – ach! – tragedia: wszak we współczesnym mieszkalnictwie galotki suszące się w salonie, łazience lub kuchni są na porządku dziennym (lub nocnym; a jak w mieszkaniu zimno, to i całodobowym). Ale sto lat temu ludzie żyli w sposób cywilizowany i sznur z bielizną w mieszkaniu był rzeczą ekstrawagancką i nieprzyjemną.

Nic więc dziwnego, że policja wszczęła energiczne śledztwo, chcąc szybko przyskrzynić zbrodniarzy: oczami wyobraźni widzimy jak zirytowany komisarz milicji, wychylając się spod dyndających nad jego biurkiem kalesonów, rzuca gardłowe: „Znajdźcie tych drani!”.

Niestety, mimo najszczerszych chęci, stróże porządku byli bezradni wobec ogromu zła i bez powodzenia tropili geniuszy bieliźnianego zła, którzy przez długi czas pozostawali nieuchwytni, a skradziona przez nich konfekcja przepadała bez śladu, jakby rozpływając się w powietrzu (czy można rozpływać się w powietrzu? W powietrzu raczej się zwykło rozwiewać, rozpływanie zostawiając wodzie – lub też innej cieczy). Sytuacja była patowa: mieszkańcom Lublina perspektywa nagłej nagości stanęła przed oczami. Lub też perspektywa bielizny brudnej i nieświeżej, bo niepranej: bo jak tu prać, kiedy uprane w mig kradną! No więc pat (i pataszon) po prostu…

Jednak któregoś marcowego poranka sytuacja niespodziewanie (rzec by można (ale czy trzeba?) gwałtownie) uległa diametralnej zmianie: geniuszom desu-zbrodni (alias dessous występku) powinęła się noga (vel nogi – wszak geniuszy było więcej niż jeden). Oto dzielni funkcjonariusze Milicyi M. (Municyplanej zapewne, choć może i Miejskiej) z pierwszego Komisaryatu, zdybali bieliźniarzy na gorącym uczynku. Niespodziewających się niczego (oprócz oczywiście nowej porcji świeżo upranej bielizny) opryszków schwytano na strychu domu przy ulicy Foksal numer jeden. Było ich trzech, lecz… no pech…

Wzięci na spytki zaczęli dość szybko sypać: wtedy też na jaw wyszła szokująca prawda, że dopuścili się oni trzydziestu kradzieży bielizny w Lublinie! Rozeznanie w tym, co można ukraść  mieli zaś od niektórych praczek, które – być może za udział w reformach (lub innej garderobie) – były z nimi w zmowie. Dzisiaj, na szczęście, prawdziwych praczek już nie ma, ale – na Waszym miejscu – nie cieszyłbym się zbyt szybko: wszak nastaje właśnie era inteligentnych urządzeń AGD, obdarzonych coraz to większymi umiejętnościami. Kto Wam da gwarancję, że za jakiś czas Wasza inteligentna pralka z dostępem do Internetu, nie nawiąże przez Sieć kontaktu z mafią bieliźnianą? Pamiętajcie, ostrzegaliśmy!

Lublinianie mogli odetchnąć z ulgą…

Ale niektóre pytania do dzisiaj nie znalazły odpowiedzi:

  1. czy złodziei było tylko trzech, czy też mieli wspólników, którym udało się uniknąć karzącego ramienia sprawiedliwości?
  2. na co skazano pojmanych: czy nie – na przykład – na pracę przymusową w zakładzie pralniczym, gdzie mogli nadal dać upust swym chorym skłonnościom?
  3. czy skradziona bielizna wróciła do prawowitych właścicieli? (bo jeśli nie, to po co Święto Odzyskania?)
  4. kto to przeczyta(ł)? (bo skoro doszedł do tego miejsca, to jest szansa, że jednak przeczytał).

„Głos Lubelski”  nr  70 z 13 III 1918 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Soli marność…

 

„Jam nie z soli i nie z roli,

jeno z tego co mnie boli”.

Ech, Czarniecki, żeś przysolił…

bo żeś z siebie myśl wyzwolił,

co – przyznajmy wszyscy szczerze –

może dobrze na papierze

pisać da się – w dobrej wierze…

A nas wszystkich dzisiaj boli

właśnie nadmiar owej soli!

A na koniec przyszła pora,

by napisać coś o borach:

on ci nigdy nie pomoże,

gdy zawołasz „O mój Borze!”

(wyjaśnijmy jeszcze raz:

bór to zwykły… bór to las!).

„Kurier Lubelski”  nr  42 z 11 II 1958 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Wilki i owce

Dziś ponownie cofamy się do roku 1958: w Lublinie zrobiło się wtedy naprawdę niebezpiecznie, kiedy okazało się, że:

O Borze! (To taki las przecież)

Ale dzisiaj wiadomość ta nie robi już na nikim wrażenia, bo po tym jak wilki całkowicie opanowały miasto (wszelkie urzędy, instytucje i inne niespodziewane miejsca), Lublinianie starają się ich po prostu nie zauważać. Nie jest łatwo, ale c’est la vie. Chociaż z tym radzeniem – jak widzicie – też różnie bywa, i dlatego też:

Mimo to…

 

Ale – mimo wszystko – (nie) tylko koni żal…

„Kurier Lubelski”  nr  60-61 z 2-3 III 1958 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

 

O potrzebie z przedmieścia zrobienia Śródmieścia

Lublin. Ok. 1939 r.

O! Nowe wydanie „Kuriera z Lublina”! Ba… cóż w tym dziwnego… W „Gabinecie” do Świąt jeszcze daleko, ale o tym, że nieuchronnie nadchodzą świadczy rosnąca ilość wzmianek o tychże świętach. Nawet w tytułach cytowanych przez „Kurier z Lublina” gazet. A zatem przytoczony poniżej artykuł zaczerpnięto nie z „Ekspresu Lubelskiego i Wołyńskiego”, a z „Dodatku Świątecznego” do tegoż „Ekspresu” z dnia 27 marca 1937 r. Jaki z tego wniosek? Wniosek? Tak wniosek! A taki, że przed 80 (słownie: osiemdziesięciu) czy laty Wielkanoc wypadała pod koniec marca. Co do meritum sprawy poruszonej w niniejszym artykule, „Gabinet” postanowił ponownie skorzystać z prawa do zachowania milczenia, pozwalając Czytelnikowi na samodzielne przemyślenia i wyciągnięcie własnych wniosków. W prezencie gratisowo dostajecie ilustrowaną reklamę motopomp i ogłoszenia dwóch instytucji związanych z ulicą Narutowicza nr 4. Tu powinienem zakończyć wielokropkiem, dla lepszego efektu dramatycznego, ale… (jak widzicie to nie zawsze działa)

P.S. Odpowiedź skrywa się w tekście…

„Dodatek Świąteczny” do „Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego z 27.III.1937 r. 

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Wydarzyło się 100 lat temu…

3404-i

…  w Lublinie. Małą notką w wieczornym wydaniu „Ziemi Lubelskiej” z 2 marca 1917 r. Lublin żegnał Wielkiego Obywatela: znanego przemysłowca i filantropa, jedną z najpopularniejszych w (…) mieście postaci, prezesa Towarzystwa Przyjaciół uczącej się młodzieży, prezesa zarządu [i fundatora] Szpitala Dziecięcego, b. prezesa zarządu Rady opiekuńczej Szkoły Handlowej Męskiej [której brat jego,  August był założycielem] oraz członka Zarządu, bądź też zwykłego członka szeregu innych lubelskich instytucji społecznych, kulturalnych i filantropijnych. Jednym słowem – Wielkiego Człowieka!

Drugiego marca 1917 r. w Lublinie, przeżywszy lat 63, zmarł Juliusz Vetter.

1

P.S. Ze względu na poważny charakter tego wpisu odstępujemy od użycia w nim zwyczajowego sformułowania O Borze! (to taki las…)

Ziemia Lubelska z 2.III.1917 (Nr 114) 

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Krótki tekst ratunkowy czyli dyliżansem po zdrowie

1

W marcu roku 1936 zdarzyło się w Lublinie coś tak potwornie koszmarnego, że aż… w sumie, tak naprawdę, to nie wiemy co… Wiemy jedynie, że niejaki Rembkowski (imienia niestety historia nie przekazała potomności), słowem obraźliwym ranił ciężko pana Jabłońskiego. Dlaczego? Co nim powodowało? To właśnie owa wielka niewiadoma: sprawa musiała być poważna, a pan Jabłoński prawdopodobnie zażądał satysfakcji. Możliwe też, że zagroził wstąpieniem na drogę sądową. Rembkowski, ochłonąwszy, najwyraźniej zmitygował się, a zdając sobie sprawę z ewentualnych skutków swej zapalczywości, postanowił działać. Niestety nie wiemy jak wyglądały rozmowy pokojowe szanownych adwersarzy: wiadomo tylko tyle, że efektem stało się porozumienie: Rembkowski na wezwanie p. Jabłońskiego odwołał obraźliwe słowa. Ponadto przekazał 3 złote na Pogotowie Ratunkowe…

2…Pogotowie Ratunkowe, które było – zdaniem Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego – jedyną w mieście instytucją pracującą z tak wielkim poświęceniem dla dobra społeczeństwa. Pracę Pogotowia obrazowały nie tylko statystyki: jak sam już zapewne dostrzegłeś, Szanowny Czytelniku, codziennie w kronikach wypadków codziennych wszystkich pism, dostrzegamy stale powtarzający się zwrot „pierwszej pomocy udzieliło Pogotowie Ratunkowe”. Oczywiście, jak napisała gazeta, to tylko suchy zwrot, nie oddający nawet w części wielkiego wysiłku samarytańskiego, tej niezwykle pożytecznej instytucji. Niestety instytucja tak istotna dla całego Lublina, nie miała stałych źródeł finansowania swej działalności – dochody Pogotowia składały się ze składek nielicznych członków, wpływających – jak zauważył „Express” – dosyć nieregularnie oraz ofiar publicznych. Ale to było zbyt mało, nawet na skromne pensje personelu, pracującego bez przerwy całą dobę, nie mówiąc już o zakupie niezbędnych środków leczniczych i opatrunkowych. Tak finansowane Pogotowie, niejeden raz zetknęło się nawet z groźbą likwidacji! A jeśli chodzi o karetkę… o Borze! (to taki las): jaką znowu karetkę?! Zapewne w całej cywilizowanej Europie, w mieście posiadającym taką ilość ludności jak Lublin, niema konnej karetki Pogotowia Ratunkowego. A Lublin, miasto mające ambicje europejskie miał karetkę z konnym zaprzęgiem… W dodatku w stanie technicznym, w skrócie zwanym lada moment może rozlecieć się na kawałki. „Wandę” – jak Express nazwał konną karetkę – postanowiono zastąpić automobilem z prawdziwego zdarzenia, w tym celu powołując do życia komitet Zakupu Karetki Samochodowej i licząc na ofiarność społeczeństwa lubelskiego. Inicjatywa ze wszech miar słuszna i – zdaniem gazety – nikt nie powinien odmówić zadeklarowania ofiary bodaj najmniejszej, bodaj groszowej, ponieważ dając na karetkę Pogotowia nigdy się nie wie czy kiedyś nie odda nam ona usługi – nam, lub naszym najbliższym.

3I co z tego wynika? Że KOSMOS to prawdziwa muzyka!   

 

Express Lubelski i Wołyński z 22.III.1936 r. (Nr 82)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Co ciekawsze kradzieże…

8

I od razu wyjaśnienie: nie co ciekawsze, a wszystkie odnotowane przez „Głos Lubelski” z 4 marca 1936 r. – nie oszukujmy się: historia Lublina, nie ważne czy przed 100, 90, 80 czy 70 laty, to w dużej mierze historia kryminalna. Mała i duża. Co więcej, taka jest też Lublina teraźniejszość. A mglisty i deszczowy dzień, jak ten dzisiejszy, nie motywuje do pisania o rzeczach piękniejszych i wznioślejszych. Pozostają zatem wspomniane kradzieże.

12Ene, due… przejdźmy zatem do wyliczanki: Janowi Maksymowiczowi z Dzierżawnej skradziono komórkę… przepraszam, przepraszam: skradziono z komórki! Królika… najprawdopodobniej sprawcą był Szalony Kapelusznik z „Alicji w krainie czarów”. Henryk Jaroszewicz z Warszawy stracił natomiast książki religijne i różańce wartości 274 złotych: dewocjonalia te zniknęły z mieszkania przy ulicy Królewskiej w Lublinie. Złodziej (lub złodzieje) potrzebowali gdzieś schować te wszystkie różańce i dlatego też ukradli Wandzie Białkowskiej (z ul. Narutowicza) torebkę, w której znajdowało się 9 złotych i różne drobiazgi ogólnej wart. 35 zł. Nudna wyliczanka, nieprawdaż? Cóż, życie… Skoro wspomnieliśmy o bardzo pobożnym złodzieju, nie sposób nie wspomnieć też i o rabusiu-ogrodniku – jego łupem padły: fartuch ogrodniczy, nożyce do cięcia trawy i in. ogólnej wart. 22 zł, przedmioty te – jak również płaszcz letni – skradziono z ogrodu przy ulicy Narutowicza. Kto przechowuje płaszcz letni w ogrodzie?! Skalski Roman…

345Wyliczamy dalej: spragniony piwa Marian Szczuka z Dzierżawnej, w piwiarni przy Racławickiej, natknął się na, spragnionego jego portfela, Feliksa Gospodarka z Wieniawskiej. Josefowi Kurlenderowi, zamieszkałemu na Dawnej (od jak dawna, nie wiadomo) skradziono papierosy różnego gatunku na sumę 450 złotych. Kradzieży dokonano ze sklepu przy Cyruliczej.
W rejonie ulicy Szopena grasował natomiast… hydraulik-kryminalista! Stanisławowi Patkowskiemu zniknęła rura wodociągowa z nowobudującego się domu pod numerem 23, zaś Łukaszowi Kuryło, monterowi pracującemu na budowie pod numerem 21, nieznany sprawca podprowadził, oprócz rury wodociągowej, kwitariusz na dostawę piasku z jego pieczątkami i podpisem…

6O Borze! (to taki las) – wyliczać już zakończyć czas! No właśnie… czas. Niestety, z czasem też nie najlepiej: bo jak tu mierzyć czas bez zegara, dokładnie takiego figurkowego, który Władysław Celiński z Niecałej skradł Kazimierzowi Łukaszewiczowi z Wieniawskiej? Spać się człowiekowi chce od tego ciągłego wyliczania… o jaka fajna poduszka! Dobranoc Państwu!

7Rubinsztejn Sura Szajndla zam. przy ul. Lubartowskiej 29 złożyła zameldowanie o kradzieży poduszki wartości 20 zł. dokonanej z balkonu…

Głos Lubelski z 4.III.1936 r. (Nr 63)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Tylko w „Gabinecie”: Uroczystości Wielkiego Tygodnia we wszystkich świątyniach lubelskich…

…w roku 1915:

Ceremonje Wielkotygodniowe.

(p) W Wielkim Tygodniu uroczyste ceremonje odprawione będą jak niżej:

1

W kościele katedralnym.

Ceremonje Wielko Tygodniowe rozpoczną się we Czwartek Wielki o g. 8 rano, Ciemne jutrznie w Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę o g. 4 po poł. Rezurekcja rozpocznie się w Wielką Sobotę o g. 8 wieczorem. W Wielką Niedzelę i Poniedziałek sumy będą odprawione o g. 11 rano, nieszpory o godz. 4 po poł.

2

W kościele po-Bernardyńskim.

W Wielki Czwartek o g. 8 rano, w Piątek o g. 9 rano, w Sobotę o g. 7 rano. Rezurekcja w Niedzielę o g. 6 rano. Suma w Niedzielę i Poniedziałek o g. 11 rano. Nieszpory o g, 4 po poł.

3

W kościele św. Ducha.

W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę o g. 7 rano. Rezurekcja w Niedziele o g. 7 rano, po rezurekcji Msza św. Nieszpory o g. 5 poł.

4

W kościele po-Kapucyńskim.

W Wielki Czwartek o g. 8 rano, w Piątek i Sobotę o g. 9 rano (święcenie wody). Rezurekcja w Sobotę o g, 7 wiecz. Suma w Niedzielę i Poniedziałek o g. 10 rano.

5

W kościele po-Wizytkowskim.

W Wielki Czwartek, Piątek i sobotę o g. 9 rano. Rezurekcja w Sobotę o g. 7 wiecz. Suma w Niedzielę o g. 11 m. 30 rano.

6

W kościele pp. Bernardynek.

W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę o g, 7 rano. Rezurekcja w Sobotę o g. 7 wiecz. Suma w Niedzielę i Poniedziałek o g. 11 rano.

7

W kościele św. Wincentego (pp. Szarytek).

W Wielki Czwartek i Piątek o g. 6 rano (święcenie wody). Rezurekcja w Niedzielę o g. 6 rano, poo rezurekcji Msza św. Nieszpory o g. 5 po poł.

8

W kościele po-Karmelickim.

W Wielki Czwartek o g. 8 rano, w Piątek pasje o g, 5 po poł., w Sobotę święcenie wody o g. 8 rano. Rezurekcja w Niedzielę o g. 7 rano, po rezurekcji Msza św. Nieszpory o g. 5 po poł.

9

W kościele po-Dominikańskim.

W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę o g. 6 rano, Rezurekcja w Sobotę o g. 8 wiecz. Suma w Niedzielę o g. 10 rano. Nieszpory o g. 4 po poł.

10

W kościele po-Misjonarskim.

W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę o g. 7 rano. Rezurekcja w Niedzielę o g. 7 rano, po rezurekcji Msza św.

1211

W kościołach na Kalinowszczyźnie i Czwartku.

W Wielki Czwartek o g. 10 rano, w Piątek o g. 9 rano (tegoż dnia pasje o g. 5 po poł), w Sobotę o g. 7 rano (święcenie wody). Rezurekcja w Niedzielę o g. 7 rano, po rezurekcji suma. Nieszpory o g. 4 po poł.

Ziemia Lubelska z 31.III.1915 r. (Nr 90)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

„Gabinet”: U nas bez zakazu wypieku ciast świątecznych i chleba!

W Niemczech.

SZTOKHOLM 28/3 (AP.) W Niemczech ogłoszono zakaz wypiekania na święta Wielkanocne, nietylko w piekarniach, ale i w domach prywatnych, ciasta z mąki pszennej na drożdżach. Pogwałcenie tego zakazu karane będzie więzieniem do pół roku.

Dzienniki berlińskie radzą ludności, aby zamiast przyozdabiania balkonów kwiatami, sadziła tam ogórki, sałatę i inne jarzyny.

1Kronika.

+ „Oaza”. Dziś i jutro w „Oazie” demonstrowany będzie następujący program: „Gra namietności” (dramat w 4 cz.), „Z Ajacio do Bonifacio” (natura), „Niepomyślny stan” (komedja).

We czwartek, piątek i sobotę Wilelkiego Tygodnia wszelkie widowiska będą zawieszone.

Pierwsze przedstawienie po tej przerwie odbędzie się w niedzielę 4 kwietnia. Program na ten dzień oraz na poniedziałek 5 kwietnia zapowiada: „Willa róż” (dramat w 3 cz.), „Nicea” (z natury), „Toto i sztandar” (komiczny), „Bez mamy ani kroku” (komedja).

Ziemia Lubelska z 30.III.1915 r. (Nr 89)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Nie sądźcie, że nie będziecie sądzeni!

Niefortunny sędzia. Izba sądowa piotrogrodzka sądziła zaocznie byłego sędziego miejskiego w Wieliżu w guberni Witebskiej, Migulina, o cały szerg wykroczeń służbowych i prawnych, ferowanie wyroków niezgodnych z prawem i t.d. Akt oskarżenia przytoczył około 20 oryginalnych wyroków świadczących o zupełnej ignorancji prawniczej pana sędziego. Zapomniał on bowiem zupełnie o istnieniu manifestu jubileuszowego i deliwerenci mający prawo do amnestji odsiadywali areszt bez zamiany na karę pieniężną, a potem na prośbę skazanego rozmyślał się i zmieniał wyrok. Niekiedy zapominał wezwać na sąd oskarżonego. W pewnym wypadku skazani odbywali karę aresztu przed nabraniem przez wyrok mocy prawnej, pomimo złożenia skargi kasacyjnej, którą, jak sam się przedtem tłumaczył, znalazł sędzia przypadkowo w niezapieczętowanej kopercie, już po odbyciu kary przez skazanych. W jednym wyroku „uniewinnił oskarżonego i oskarżyciela”, w innym znów orzekł, że skazanie N. N. byłoby niesprawiedliwością, zaś uniewinninić go nie można, przeto więc sprawę należy umorzyć”. A oto jeszcze jeden wyrok sędziego wieliskiego Migulina w sprawie szopy zbudowanej na obcej ziemi: „Ponieważ szopa jest stara bardzo, nie należy więc jej rozbierać, sama, bowiem wkrótce się rozsypie: o ile wszakże do chwili rozpoczęcia obok budowy domu szopa się nie wywróci, to należy ją rozebrać”.

Wice-prokurator wyraził zdziwienie, że człowiek z tak słabą znajomością prawa został sędzią.

P. Migulin na sąd nie stawił się z powodu choroby i został skazany na usunięcie ze stanowiska swego.

CZAS_1494c_1915_nr88_0002

Z A G I N Ę Ł A   D Z I E W C Z Y N A , lat 20, wysoka, czerniawa, głucha, ale mówiąca i umiejąca czytać. Upraszam spółczytelników. aby w razie spotkania zechcieli napisać i dać jej do przeczytania, że rodzice ją poszukują i ubolewają nad jej losem. Rodziców zaś niech dobrzy ludzie zawiadomią pod adresem: „Stanisław Wnuk” w Ludwinowie gminie Chodlu, w gubernji Lubelskiej.

Ziemia Lubelska z 29.III.1915 r. (Nr 88)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1
Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation