Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Wieniawska”

Szóstego października!!!

p-10

Ćwiczenie dla spostrzegawczych: znajdź dworzec autobusowy przy ulicy Nowej!

Dzisiaj migawka z roku 1946. W tym miejscu powinien nastąpić wstęp wyjaśniający Czytelnikowi, że w Lublinie, po tzw. wyzwoleniu w roku 1944, było niezwykle trudno, bo ruina, bo spustoszenie, bo dewastacja… i tak co najmniej akapit tekstu w ten deseń…  Poprzestańmy jednak na stwierdzeniu, że dobrze nie było i problemów ówcześni Lublinianie mieli bez liku. O jednym z nich napisała siedemdziesiąt lat temu „Gazeta Lubelska” w wydaniu z dnia szóstego października, w artykule zatytułowanym Sezamie, otwórz się! O co konkretnie chodziło autorowi tego tekstu, dowiadujemy się już z podtytułu: Czyli kłopoty podróżujących Lublinian. Z lektury dowiadujemy się, że źródłem utrapień dla wędrownych mieszkańców Lublina była w owym czasie PKS. Tu ciekawostka: przez lata PKS zmienił(a) płeć: kiedyś mówiło się „lubelska PKS”,  teraz „lubelski PKS”. To nic dziwnego, bo przecież skrót ten oznacza Państwową Komunikację Samochodową, jednoznacznie wskazując, że PKS zawsze była kobietą (tu Waszczyk wykrzyknąć już może: O Borze! (to taki las)…).

1

Teraz kilka faktów porządkujących zwariowaną narrację: w kwietniu 1945 utworzono w Warszawie Państwowy Urząd Samochodowy, któremu podlegały Wojewódzkie Urzędy Samochodowe. 1 lipca 1945 z PUS-u wydzielono organizację samochodową pod nazwą Państwowa Komunikacja Samochodowa. Istnienie PKS zostało usankcjonowane prawnie dekretem Rady Ministrów z dnia 16 stycznia 1946 o utworzeniu przedsiębiorstwa państwowego „Państwowa Komunikacja Samochodowa” (Dz. U. z 1946 r. Nr 4, poz. 31). Jako, że czasy były niezwykle ciężkie, pierwsze przewozy pasażerskie odbywały się za pomocą samochodów ciężarowych, adaptowanych do przewozu osób – w kraju zniszczonym wojną, autobusy również uległy zniszczeniu.

Lubelska PKS miała w tym czasie „pięknie prezentujący się garaż przy ul. Wieniawskiej” i bazę przy ul. Spokojnej. Co ciekawe „wszędzie panował ład, porządek i czystość” – rzecz w późniejszych latach historii PRL już nie tak oczywista… Podobnie jak oczywistym nie był w późniejszym okresie personel, „który życzliwie i bardzo grzecznie” obsługiwał pasażerów – takie były plusy lubelskiej PKS. Były też i minusy, a w zasadzie jeden duży minus: brak odpowiedniej infrastruktury do obsługi pasażerów, czyli poczekalni i kas biletowych. Jednak – jak postulowała „Gazeta” – jedno i drugie można było urządzić na „dworcu” autobusowym w budynku przy ul. Nowej. Wspomniany budynek był własnością Zarządu Miejskiego i mieściła się w nim knajpa o szumnej nazwie „Bar Sezam i gdyby pogadać z właścicielką niemniej „pożytecznego” a z wiekowymi tradycjami „Sezamu”… Właścicielka może by zgodziła się na urządzenie w swoim lokalu poczekalni i kasy „uświetnionej” jej bufetem. Nie wiemy, jak skończyła się ta historia i co stało się z barem „Sezam” – wiadomo jedynie, że rzeczywiście – w późniejszych latach – dworzec autobusowy przeniósł się ulicę Nową. Czy właścicielka baru „Sezam” miała tu w ogóle coś do powiedzenia? Pamiętajmy, że były to czasy niezbyt pod tym względem ciekawe…

Wspomnieliśmy również o braku kas biletowych: w jaki więc sposób sprzedawano bilety? No cóż, raczej nie chcielibyście być konduktorem w roku 1946. „Wozy dalekobieżne” były zatłoczone już na godzinę przed odjazdem i biedny konduktor, czepiając się ścian ciężarówki (autobusów na stanie lubelskiej PKS jeszcze nie było), sprzedaje bilety, wydaje resztę, a także… tłumaczy się przed pasażerami, że nie może udzielić zniżek! Maszyna ruszała o oznaczonej godzinie, a w drodze były przystanki, było więc wysiadanie i wsiadanie podróżnych. W takich właśnie warunkach wiózł konduktor państwowe pieniądze (czyli wpływy ze sprzedanych biletów) np. do Siedlec. Uruchomienie kasy na lubelskim „dworcu” uwolniłoby konduktora od tej troski, ale – co ważniejsze – kasa sprzedawałaby tylko tyle biletów, ile jest miejsc. Dzięki temu pasażerowie nie musieliby zajmować miejsc na godzinę przed odejściem samochodu. I to ostatnie twierdzenie, jest kluczowe do zrozumienia, na czym – przed laty – polegały kłopoty podróżujących Lublinian.

P.S. Fajne streszczenie, nie?

Gazeta Lubelska z 6.X.1946 r. (Nr 275)

Ilustracje ze zbiorów własnych i Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej.
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Co ciekawsze kradzieże…

8

I od razu wyjaśnienie: nie co ciekawsze, a wszystkie odnotowane przez „Głos Lubelski” z 4 marca 1936 r. – nie oszukujmy się: historia Lublina, nie ważne czy przed 100, 90, 80 czy 70 laty, to w dużej mierze historia kryminalna. Mała i duża. Co więcej, taka jest też Lublina teraźniejszość. A mglisty i deszczowy dzień, jak ten dzisiejszy, nie motywuje do pisania o rzeczach piękniejszych i wznioślejszych. Pozostają zatem wspomniane kradzieże.

12Ene, due… przejdźmy zatem do wyliczanki: Janowi Maksymowiczowi z Dzierżawnej skradziono komórkę… przepraszam, przepraszam: skradziono z komórki! Królika… najprawdopodobniej sprawcą był Szalony Kapelusznik z „Alicji w krainie czarów”. Henryk Jaroszewicz z Warszawy stracił natomiast książki religijne i różańce wartości 274 złotych: dewocjonalia te zniknęły z mieszkania przy ulicy Królewskiej w Lublinie. Złodziej (lub złodzieje) potrzebowali gdzieś schować te wszystkie różańce i dlatego też ukradli Wandzie Białkowskiej (z ul. Narutowicza) torebkę, w której znajdowało się 9 złotych i różne drobiazgi ogólnej wart. 35 zł. Nudna wyliczanka, nieprawdaż? Cóż, życie… Skoro wspomnieliśmy o bardzo pobożnym złodzieju, nie sposób nie wspomnieć też i o rabusiu-ogrodniku – jego łupem padły: fartuch ogrodniczy, nożyce do cięcia trawy i in. ogólnej wart. 22 zł, przedmioty te – jak również płaszcz letni – skradziono z ogrodu przy ulicy Narutowicza. Kto przechowuje płaszcz letni w ogrodzie?! Skalski Roman…

345Wyliczamy dalej: spragniony piwa Marian Szczuka z Dzierżawnej, w piwiarni przy Racławickiej, natknął się na, spragnionego jego portfela, Feliksa Gospodarka z Wieniawskiej. Josefowi Kurlenderowi, zamieszkałemu na Dawnej (od jak dawna, nie wiadomo) skradziono papierosy różnego gatunku na sumę 450 złotych. Kradzieży dokonano ze sklepu przy Cyruliczej.
W rejonie ulicy Szopena grasował natomiast… hydraulik-kryminalista! Stanisławowi Patkowskiemu zniknęła rura wodociągowa z nowobudującego się domu pod numerem 23, zaś Łukaszowi Kuryło, monterowi pracującemu na budowie pod numerem 21, nieznany sprawca podprowadził, oprócz rury wodociągowej, kwitariusz na dostawę piasku z jego pieczątkami i podpisem…

6O Borze! (to taki las) – wyliczać już zakończyć czas! No właśnie… czas. Niestety, z czasem też nie najlepiej: bo jak tu mierzyć czas bez zegara, dokładnie takiego figurkowego, który Władysław Celiński z Niecałej skradł Kazimierzowi Łukaszewiczowi z Wieniawskiej? Spać się człowiekowi chce od tego ciągłego wyliczania… o jaka fajna poduszka! Dobranoc Państwu!

7Rubinsztejn Sura Szajndla zam. przy ul. Lubartowskiej 29 złożyła zameldowanie o kradzieży poduszki wartości 20 zł. dokonanej z balkonu…

Głos Lubelski z 4.III.1936 r. (Nr 63)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

A kto dziś nie poszukuje…?

(r) Z porządków miejskich. Dochodzą nas częste skargi mieszkańców Wieniawy ul. Wieniawskiej i okolicznych na fatalny stan ulic w tamtych miejscowościach. Rzeczywiście Wieniawa licznie zaludniona i położona pod bokiem pryncypialnej ulicy miasta, winna zapewnić swoim mieszkańcom jeżeli już nie wygodę, to choć niezbędne potrzeby. Tymczasem w noc ciemną w czasie najlepszej odwilży wprost trudno jest zapuścić się w tamte strony dzięki błotu, jak to mówią „po kolana” i wybojom. Dodajmy brak prymitywnego nawet miejscami oświetlenia a łatwo wyobrazimy sobie upośledzenie mieszkańców Wieniawy.


(r) Tajna fabryka wódki. Wydział miejscowej policyi śledczej wykrył u niejakiego Franciszka Doka (ul. Rybna Nr 8) prymitywne laboratoryum, służące do wyrobu nalewek na spirytusie denaturatowanym. Naczynia skonfiskowano, zaś winnego pociągnięto do odpowiedzialności.


(r) Kary administracyjne. Właścicieli jatek mięsnych [?]ka Erlichmana i Fajgę Fleiszera skazano w drodze administracyjnej na grzywnę w sumie po 15 rubli aresztu lub 10 dni aresztu.


– Mieszkańca Lublina Beniamina [Sz]wercberga za wykroczenie przeciw przepisom sanitarnym skazano na zapłacenie 15 rub. lub areszt dwutygodniowy.


M ł o d a   inteligentna osoba, nauczycielka z Łęczycy, poszukuje jakiegokolwiek zajęcia. Wiadomość w Admin. Głosu.


 POCZ_KASA

o t r z e b n a   jest zdolna podręczna do kapeluszy. Krakowskie Przedmieście. Kasa Przemysłowców. M. Modzelewska.


P o s z u k u j ę   jakiegokolwiek zajęcia np ekspedyenta, szwajcara lub woźnego. Ofert łaskawie przyjmuje Adminstracya „Głosu” dla „Radomiaka”.

Głos Lubelski z 19 II 1915 r. (Nr 50)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Nowy rozkład jazdy autobusów. Gdzie znaleźć dorożkę. Jak chodzić po mieście – PORADNIK. Gratis: ostatni film Maksa Lindera (UWAGA – BARDZO ŚMIESZNY, ALE MAX POPEŁNIŁ PO NIM SAMOBÓJSTWO…)

1

 

 

Rozkład przystanków autobusów. „Linja Dworzec – Uniwersytet”: Dworzec – Plac Bychawski – most na Bystrzycy – róg Bernardyńskiej – Plac Łokietka – Hotel Europejski – Bank Polski – Sąd Okręgowy – Uniwersytet.

„Linja Szpital żydowski – Dworzec”: Szpital żydowski – Czwartek – Plac Targowy – Plac Łokietka – róg Bernardyńskiej – most na Bystrzycy – Plac Bychawski – Dworzec. Wszędzie kurs 40 gr. Od ratusza do Uniwersytetu 20 gr. Dla uczącej się młodzieży 25 gr.


POCZ_1

Rozkład postoju dorożek w mieście. Hotel „Victoria” parokon. 6. Jednokonne: Kapucyńska róg Krakow. Przedmieścia – 12 Trzeciego Maja – 16 Wieniawska róg Krakow. Przedm – 10, Królewska róg pl. Łokietka – 15, Szpitalna obok Teatru – 6, Kowalska róg Nowej (na Kowalskiej) – 15, Lubartowska obok targu – 15, Fabryczna obok fabr. Moritza – 6, Bychawska róg Foksalnej – 15, Dworzec kolejowy 85.


= Czas tę sprawę uregulować. ( w) Bezwątpienia, żyjemy dziś w czasach i sezonie najprzerozmaitszych „pas” przeważnie tanecznych. Nigdy jeszcze bowiem tańce nie były tak rozpowszechnione jak obecnie. Jeżeli jednak znamy doskonale najbardziej zawiłe kroki taneczne schimmy, one-stepa, jawy, tanga i t. p. to w zupełności nie posiadamy sztuki chodzenia po ulicach naszego miasta, a raczej stosowania się do istniejących przepisów dla ulicznego ruchu pieszego. Zagranicą kulturalna publiczność chodzi w jednym kierunku prawą stroną chodnika, a w odwrotnym lewą, lub przeciwnie. W ten sposób nie tamuje się ruchu pieszego. U nas zaś choć również istnieją takie przepisy, każdy chodzi, jak i gdzie chce. Dlatego też w godzinach popołudniowych, gdzie ruch jest najbardziej ożywiony  przejście Krakowskiem Przedmieściem jest połączone z takiemi trudnościami, że ktoś, kto ma pilny interes do załatwienia, woli zejść na jezdnię i narazić się na rozjechanie przez jaki wehikuł, niż przeciskać się chodnikiem przez tłum rozpychający się wzajemnie i idący jak się komu podoba. Każdego przytem uderzyć musi jeden fakt zaobserwowany z naszego życia ulicznego. Dlaczego wszyscy tak wolno chodzą, przystają co krok na środku chodnika urządzają sobie cerele towarzyskie, idą ławą po czterech lub sześciu, tak, że wszyscy ustępować muszą i t. d. i to w godzinach, kiedy na całym świecie wre gorączkowa praca. Czyżby tyle wolnego czasu mieli? Są jednakże i u nas tacy, którzy czasu nie mają i spieszą się do warsztatów pracy. W ich to interesie policja nasza winna przestrzegać ścisłego stosowania się do przepisów dla ruchu pieszego, tak samo, jak i dla ruchu kołowego.


= Nie lada udręka (w ). W pewnym pensjonacie przy ul. Szpitalnej , dość licznie w roku bieżącym zamieszkiwanym, jak nam donoszą, dzieją się rzeczy zgoła nieprawdopodobne. Jedno z mieszkań zajmuje bowiem p. P., która snać postępując w myśl przysłowia „Wolnoć Tomu w swoim domku”, formalnie „bębni” przez noce całe na rozklekotanym klawikordzie nie pozwalając reszcie mieszkańców na zasłużony całodzienną ciężką pracą zawodową  odpoczynek. To też znosić oni muszą tę udrękę z konieczności tylko, albowiem ogólny „głód” mieszkaniowy nie pozwala na natychmiastowe wyemigrowanie. W każdym razie, jak tam jest to jest, dość, że w imieniu tych nieszczęśliwych mieszkańców apelujemy do poczucia ludzkości p. P., gdyby zaś to nie poskutkowało, postaramy się o energiczniejszą interwencję.


= „Niebezpieczny wypadek”. (z) W dniu onegdajszym w godzinach wieczornych na stację Pogotowia Ratunkowego zgłosiła się matka 2 letniego chłopca, Marjana Mazurkiewicza zamieszkałego przy ulicy Ewangielickieh 6, którego podczas zabawy z pokojowym pieskiem – tenże ugryzł w pewne „bardzo dyskretne miejsce” powodując lekkie skaleczenie. Przestraszona o przyszłość jedynaka – matka, czemprędzej pobiegła do lekarza Pogotowia, który ją zapewnił, że synkowi nic nie będzie, a po nałożeniu opatrunku – oddał maleństwo pod opiekę rodzicielki.

Głos Lubelski z 16 I 1925 r. (Nr 16)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Gdzie – do licha – jest słonina?!

Wielki Kino – Teatr

„COLOSSEUM”

ulica Szpitalna.

Od soboty 27 listopada do piątku 3 grudnia r. b., udało nam się kolosalnym nakładem kosztów uzyskać obraz

osnuty na tle walk z bolszewią o Niepodległość

DLA CIEBIE POLSKO

wielka epopea narodowa w 7 aktach; w wykonaniu brało udział wojsko (piechota, artyleria, konnica) bolszewicy i lud.

GŁÓWNE SCENY: Wróg w granicach Polski. Na gruzach trzech tyranji. Kaci wykonywują rozkaz, pozycje bolszewickie, prowokatorzy. Bitwa pod Zamościem. Śmierć dowódcy. Miłość Franka i Hanki, pod gradem kul, wejście wojsk Polskich do Wilna. Miłe spotkanie w Wilnie. Franek przyrzeka Hance, że ją poślubi po uwolnieniu Ojczyzny od najazdu.

⇒Uwaga: Dyrekcja przyjmuje zamówienia na seansy dla szkół.⇐

W celu uniknięcia natłoku uprasza się o przybycie na pierwsze seansy.===
=========== Pomimo wielkich kosztów ceny miejsc n i e  p o d w y ż s z o n e.
Początek we dnie powszednie o godz. 5-ej,
w SOBOTĘ, NIEDZIELE i ŚWIĘTA o godz. 2-ej po południu.
Ilustracya muzyczna orkiestry symfonicznej 8 p. p. Leg. składająca się
z 25 osób pod kierunkiem kapelmistrza  J u l j u s z a  S z r e y e r a.

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

Brak wędlin i słoniny.

Otrzymaliśmy następujący artykuł:

Ciekawe stosunki zapanowały na rynku masarskim w Lublinie od czasu, gdy zwalczana tak zajadle przez zjednoczone socjal paskarstwo lubelskie z różnymi Dymidasami na czele – miejska fabryka masarska, która normowała ceny i choć w części zaspakajała potrzeby miejscowej ludności – musiała zostać przez Zarząd miasta zlikwidowaną.

Pozbywszy się niebezpiecznego w swoim mniemaniu, konkurenta, który znał ceny i stosunki rynkowe i mógł je zawsze w odpowiednim momencie ujawnić – rzeźnicy lubelscy w znacznej większości już bez żadnych skrupułów pozamykali obecnie swoje sklepy, nierównie bowiem lepiej im się opłaca paskowanie żywemi sztukami, albo bicie wieprzy po komórkach i wysyłanie słoniny na kresy, gdzie produkty żywnościowe dochodzą do cen niesłychanych, albo do Besarabji, skąd przybyli do nas specjalni agenci w tym celu. Nawet wielu żydów rzeźników pozamykało jatki i zajęło się handlem słoniną, czego im widocznie już nie bronią przepisy wyznaniowe.

Brak okrasy, słoniny, smalcu, nie mówiąc już o wędlinach – przy prawie zupełnym braku nabiału na rynku i w sklepach spożywczych – pozbawia szerokie masy najelementarniejszych środków odżywczych, a wiadomo, że głód jest złym doradcą.

Czas byłby największy, aby nasze władze miejskie i policyjne wejrzały w tą sprawę i położyły kres karygodnemu paskarstwu i zupełnemu lekceważeniu przez wzbogaconych rzeźników najkonieczniejszych potrzeb miasta.

T.


Wymowa cyfr. W jednej tylko rzeźni na Bronowicach w przeciągu czasu od dnia 8 listopada do 23 wedle urzędowego wykazu zabito 770 wieprzy, w sklepach i jatkach, jednakże słoniny, smalcu i wędlin prócz odrobiny marnych kiełbasek – ani śladu. Czy istotnie władze nasze są bezsilne wobec „panów” rzeźników lubelskich i nie są w możności ukrócić szmugla?


Ślizgawica na ulicach. Zwracamy uwagę odnośnych władz na gołoledź, która oszkliła nasze bruki i chodniki – niewysypane piaskiem mogą stać się przyczyną niejednego nieszczęścia.

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

Na czasie!

Niezawodny środek przeciwko duszności, kaszlom, kokluszom, katarom i zapaleniom oskrzeli – – –

„GRANULKI RUSSYANA”

(Granules sulphuris aursti benzoinatl)

Wyrobu labor. farmac. „Ap. KOWALSKI” W Warszawie, Miodowa 1

Sprzedaż w aptekach i składach aptecznych. – – – – – – – – – – – – – – – – –

– – – – – – – – – – – – – – – – Sposób użycia dołączony do każdego pudełka.

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

K o ł d r y   watowe piękne. Magazyn A. Rakowskiego.


Z a g i n ą ł   pies mięszany foksterjer wyżeł duży graniasty, proszę o zawiadomienie właściciela Józef Wilkołaski Lublin Wieniawska 4.

Głos Lubelski z 27 XI 1920 r. (Nr 319)

i-hate-facebook1

Bezdomny chłopiec i różne zimowe nieszczęścia

Bezdomny chłopiec. Sercu naszych Czytelników polecamy b. biednego 12-letniego chłopca z uczciwej rodziny, który jest zupełnie pozbawiony dachu nad głową. Ojciec jego inwalida wojenny mieszka w Domu Inwalidów, matka również kaleka – w baraku emigracyjnym. Ani w jednym ani w drugim przytułku chłopcu przebywać nie wolno – skazany więc jest po prostu na nocowanie pod gołem niebem. Może kto z naszego miasta zechciałby zająć się losem nieszczęśliwego i dać mu u siebie mieszkanie ewentualnie pożywienie, za które chłopiec mógłby pełnić jakieś posługi.


Żywa pochodnia. (u) Zamieszkała przy ulicy Rybnej Nr 1, Chana Kuczer, lat 30, chcąc łatwiej rozpalić ogień w żelaznej kuchence, nalewała do niej z bańki naftę, gdy w tej chwili szyjka bańki zaczęła się palić. Na widok ten Kuczer szarpnęła bańkę ku sobie, oblewając się naftą i w ten sposób stanęła cała w płomieniach, zamieniając się w żywą pochodnię. Przestraszona wyskoczyła przez okno na ulicę Rybną z wysokości 5 ciu łokci i pobiegła kilkadziesiąt kroków. Skutkiem wiatru jednak ogień przybrał większe rozmiary. Ofiara wypadku wyczerpana z sił padła w śnieg, tarzając się w nim z bólu. Zawezwane Pogotowie Ratunkowe po udzieleniu pierwszej pomocy odwiozło ją do szpitala żydowskiego na kurację.


Zawalenie się zabudowania. (u) W sobotę w godzinach wieczorowych w budynku, w którym mieści się stajnia oraz sklepik w posesji p. Michelisa przy ul. Początkowskiej nr 6, wskutek nadmiernego ciężaru śniegu, zapadł się dach i zawaliła ściana frontowa. Na miejsce wypadku przybyły władze policyjne, oraz pluton toporników straży ogniowej miejskiej, którzy usunąwszy konie wynieśli towary ze sklepu, a zarówno sklep, jak i stajnie opieczętowano.


Śmierć wskutek zaczadzenia. (u) W nocy z piątku na sobotę przy ul. Wieniawskiej 51, w mieszkaniu rodziny Wajsbrod napalono w kuchni wieczorem i zbyt wcześnie zatkano szyber, wskutek czego ulegli zaczadzeniu: 57 letnia Hesia Hejsbrod i 32 letnia jej córka Bajla. Zawezwane Pogotowie Ratunkowe w nocy o godzinie 4-ej skonstatowało śmierć staruszki, zaś córce jej Bajli udzieliło pomocy i pozostawiło na opiece domowej.


Nagły skon. (u) W sobotę o godzinie 6 ej wieczorem zamieszkała przy ulicy Szewckiej Nr 7, Eugienja Sawicka, wskutek apopleksji zmarła nagle. Zawezwane Pogotowie Ratunkowe skonstatowało śmierć.


Usiłowanie samobójstwa. (u) Wczoraj około godziny 11-ej przed południem zawezwano Pogotowie Ratunkowe do domu przy ulicy Niecałej Nr. 5 gdzie zamieszkała w tym domu niejaka Marja Karo w celu samobójczym wypiła odpowiednią ilość opium. Po udzieleniu pomocy przez lekarza Pogotowia, denatkę pozostawiono na opiece domowej.

Głos Lubelski z 24 XI 1919 r. (Nr 296)

i-hate-facebook1

Post Navigation