Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Ogród Saski”

Lublin w okowach…

…zimy. Aż chciałoby się wykrzyknąć O Borze! (to taki las…) ależ pieruńsko zimno, ale… się nie wykrzyknie: wszak jest zima i musi być zimno. Tak jest teraz, tak było i kiedyś w Lublinie (w innych miejscach takoż). Sześć dekad temu miasto znalazło się więc w zimowych okowach, co z lubością relacjonował ówczesny „Kurier Lubelski, zwracając uwagę na plusy tej sytuacji:

  • że miasto w nocy ładniejsze (to prawda, lecz nie tylko nocą, bowiem śnieg świeży ma tę magiczną właściwość skrywania wszelkich nieporządków miejskich, że w śniegu świat zawsze piękniejszy);

  • że dzieci śniegiem się cieszą (czy i dzisiaj? Bo raz, że często nie wiedzą, czym się cieszyć, dwa, że dzieci na dworze…?, a trzy… podobno za spacer po Saskim z dzieckiem będzie się dostawać mandaty… ).

Zauważa też kurier minusy zimowej aury:

  • że autobusy w szczerym polu, w sen zimowy po zaspach zapadają;

  • że z zaopatrzeniem w odzież zimową kiepściutko, oj kiepściutko…

  • że śniegu się tak nie sprząta (a no napisali…)

A puenta? Zamarzła, bo nieogacona w porę…

P.S.

„Kurier Lubelski”  nr  25 z 25 I 1958 r. i „Gazeta Gdańska – Echo Gdańskie” z 24 II 1928 r.

Ilustracje własne, ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

 

Z dziejów smrodu lubelskiego

Sto lat upłynęło jak jeden dzień, lecz w Lublinie czas jakby się w miejscu zatrzymał.  Wystarczy sięgnąć po Głos Lubelski z 26 maja 1917 r., otworzyć go na trzeciej stronie i zacząć czytać. I przeczytać, że oto w godzinach wieczornych jest strasznie zanieczyszczone powietrze na ulicy Szpitalnej (obecnie), podobnie na ulicy Szopena od rogu Krakowskiego Przedmieścia aż do uliczki bez wyjścia i na samym Krakowskim Przedmieściu, koło Saskiego Ogrodu i obok „Zacisza”.   

Artykuł nie daje nam odpowiedzi, czy ówczesne odnośne władze zajęły się skutecznym rozwiązaniem problemu, czy podobnie, jak odnośne władze A.D. 2017 uległy marazmowi i inercji. Odpowiedź na pytanie, czy zbadały przyczyny owych mocno podejrzanych zapachów i zło usunęły przyniosą być może kolejne numery „Gazety”

A zło na lubelskich ulicach rozpanoszyło się na dobre… Przy ulicy Ogrodowej, na przestrzeni ogrodów (od których Ogrodowa pozyskała swą nazwę) dochodzących do ul. Chmielnej powonieniu i innym zmysłom Lublinian zagrażał nieoczyszczony ściek i całe kupy gnijących śmieci, a całą ulicę zalewała woda ściekowa. W tej sytuacji przypuszczenie Gazety, że Ogrodową chodzą czasami milicyanci było niezwykle odważne i (raczej) nieuzasadnione…

Przy ulicy Powiatowej w domu Nr 2 pojawił się nowy zakład zanieczyszczania powietrza, w postaci jakiegoś motoru. parterowej budy drewnianej, w której się mieścił motor rozchodził się w godzinach wieczorowych gęsty, gryzący dym, który niczym iperyt zasnuwał całą przestrzeń ul. Powiatowej, Ogrodowej, skwer przed kościołem garnizonowym i na przylegającej części Krak. Przedm. Dym się nie rozwiewał, bo wokół stały wysokie kamienice.

Po stu latach, możemy jedynie stwierdzić, że dramatyczne wołanie Redakcji, że przecież istnieją jakieś przepisy! wciąż unosi się nad naszym miastem i podobnie, jak przed stu laty, jak dym rozwiewa się w nicości…

I tylko echo…

O Borze!

…las… las…

…las…

…as…

…s…

.

„Głos Lubelski”  nr 144 z 26 V 1917 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

W moim magicznym Ogrodzie…

POCZ

(r) Orkiestra w ogrodzie miejskim. Od dnia dzisiejszego będzie przygrywać w Ogrodzie Saskim, zwyczajem lat poprzednich cztery razy tygodniowo tj. w soboty, niedziele, wtorki i czwartki orkiestra pod batutą p. Żołobińskiego b. kapelmistrza artyleryi.

(r) Waga w ogrodzie miejskim do ważenie publiczności została wydzierżawiona na sezon bieżący za 75 rb. 50 kop. p. Bujalskiemu.

(r) Znaczna kradzież. Członkowi intendentury wojskowej p. Pierecowi skradziono przy ul. Lubartowskiej Nr 10 trzynaście paczek herbaty wartości 1300 rb.

(r) Uciekinierzy. Policya powiatowa zatrzymała znów w gm. Jaszczów dwóch młodych chłopców którzy uciekli z domu popróbować szczęścia na wojnie. Są to: 14-letni mieszkaniec Charkowa Piotr Górbas i Nikifor Kasienienko z Kijowa w tymże wieku.

(r) Ujęcie dezertera. Mieszkaniec osady i gm. Piaski luterskie Szosta Akerman rekrut z r. 1911, który uciekł ze zbornego punktu, został teraz zatrzymany w Berdyczowie i przysłany do wojennego naczelnika w Lublinie.

Głos Lubelski z 24.IV.1915 r. (Nr 112)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

(Od)wagi!

1

(r) Z Magistratu. W poniedziałek dnia 18 b. m. o godz. 12 w południe odbędzie się ustny przetarg na wzięcie w dzierżawę na sezon r. b. wagi-krzesła w Ogrodzie Saskim, do ważenia publiczności. Licytacyą rozpocznie się od sumy 75 rb. 50 kop. na cały sezon in plus. Suma ta, przy utrzymaniu się licytanta, powinna być niezwłocznie całkowicie uiszczona. Kaucya jest wymagana w wysokości 15 rb.

Głos Lubelski z 16.IV.1915 r. (Nr 104)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowek WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

„Wielki Lublin”. Projekty co do poszczególnych dzielnic. CZĘŚĆ III

POCZ_OGR_SASKI

O g r ó d    S a s k i   zostanie prawdopodobnie nieco zreformowany. Przedewszystkiem usunięte mają być z jego obszaru stajnie wojskowe. Ogród sam dziś mocno zaceniony, zdziczały, zostanie nieco więcej odsłonięty dla operacji słońca i przewiewu powietrza. Obwód tego miejsca, gdzie dawniej mieściła się muszla koncertowa, zostanie znacznie powiększony i połączony z koliskiem sąsiadującem, a dziś przedzielonem budynkiem restauracyjnym, który podobnie jak i projektowana nowa muszla dla orkiestry przeniesiony zostanie na peryferję poszerzonego placu. Tam też mieścić się będą kioski ze słodyczami, napojami orzeźwiającymi i t. p. Ogród będzie ze wszech stron otoczony ulicami, a to celem zupełnego odseparowania od budowli zamieszkanych. W dalszej części ogrodu poczynionoby również pewne zmiany, pozwalające na pełne wykorzystanie go dla przechadzek i odpoczynku. Istnieje również projekt poszerzenia go i połączenia z czechowskim stawem, który wówczas odgrywałby w ogrodzie rolę wielkiej sadzawki, odpowiednio utrzymywanej.

Głos Lubelski z 10 I 1925 r. (Nr 10)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie

Część I, Część II

 i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Szlachetny powrót bielizny

Z LUBELSKIEGO I PODLASIA.

(r) Młodociany bandyta. Kilkakrotnie już pisaliśmy o rozmaitych napadach bandytów w lubelskiem, które w ostatnich czasach przybrały zastraszające rozmiary. Obecnie do tego procederu zabierają się i młodsi: niedawno miał miejsce fakt następujący: Na drodze w pobliżu wsi Stok gm. Celejów pow. puławskiego na przejeżdżającego mieszkańca Końskowoli Mordkę Pomarańca napadł piętnastoletni Wojciech Horuch ze wsi Pożóg i pchnąwszy P. kilkakrotnie nożem w głowę, odebrał mu kilkadziesiąt rubli i następnie zbiegł. Straż ziemska po poszukiwaniach znalazła młodocianego bandytę, który przyznał się do winy.


(r) Trup niemowlęcia. W dniu onegdajszym w majątku Piotrowice, należącym do hr. Łosia jedn ze służby tegoż majątku Karol Kryszczak znalazł w piwnicy trupa niemowlęcia płci żeńskiej, który pozostawiono na miejscu do zjechania władz sądowych.


Ogłoszenie. Władze policyjne opublikowały następujące ogłoszenie:

„Podaje się do publicznej wiadomości, że specyalna komisya przy Magistracie miejskim wyznaczyła na wywożenie suchych śmieci i śniegu następujące miejsca: 1) parów na placu miejskim za Saskim ogrodem przy drodze do os. Wieniawa, 2) miejskie pole orne na Kośminku za nieruchomością Mazuta w oddali od drogi, przy oddalonym końcu płotu, wysuniętego w pole, 3) plac w majątku Rury p. Michalewskiego koło cegielni, 4) plac w majątku Lemszczyzna p. Kleniewskiego, znajdujący się po lewej stronie szosy lubartowskiej za rogatką, koło chmielnika, o 100 kroków od szosy.

Jednocześnie uprzedza się, że osoby, które będą zwalały śmiecie w jakichkolwiek innych miejscach, zostaną pociągnięte do odpowiedzialności zgodnie z postanowieniem obowiązującym warszawskiego gubernatora z dn. 15 lipca 1914 r.

Dn. 20 stycznia (2 lutego) 1915 r. w Lublinie.

Policmajster m. Lublina kapitan Sliżykow


2_27

Z fabryk lubelskich. Miasto nasze, liczące sporo zakładów fabrycznych, odczuło dość [silnie] skutki obecnej wojny w dziedzinie przemysłu. Brak materiałów surowych, a mianowicie koksu, węgla, żelaza i t. d., wywołany przerwą w ruchu kolejowym, zmusił niektóre zakłady fabryczne do ograniczenia godzin pracy i liczby pracowników.

Tak np. fabryka Hessa [na ilustracji], wbrew mylnym informacyom zamieszczonym niedawno w „Ziemi Lubelskiej”, zatrudnia obecnie przeciętnie czterdziestu kilku robotników, gdy w czasach normalnych pracowało tam około 600 ludzi.


(r) Bielizna dla rannych. W domu p. gubernatora lubelskiego jest wydawaną do domu osobom prywatnym bielizna do szycia dla rannych żołnierzy. Życzący sobie otrzymać takową, mogą się zgłaszać codziennie prócz niedziel i świąt od godz. 9 rano do godz. 7 wieczorem.

Głos Lubelski z 4 II 1915 r. (Nr 35)

Ilustracja z serwisu regiopedia.pl
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Szwabska Moralność. I nie tylko…

1

Z LUBELSKIEGO I PODLASIA

(r) Stragany na stacyach. Na skutek odnośnych poleceń wysłanych swego czasu przez odpowiednie władze po liniach dróg żel. Nadwiślańskich, poszczególne stacye prowadzą budowę krytych straganów. Stragany te znajdują się w pobliżu budynków stacyjnych. Okoliczni mieszkańcy zapłaciwszy pewną kwotę tytułem dzierżawy mogą prowadzić sprzedaż produktów spożywczych przejeżdżającemu wojsku, po cenach nie wyższych niż przewiduje odpowiednia taksa.

Winni wykroczenia w tym względzie będą pociągani w drodze administracyjnej do surowej odpowiedzialności. Stragany takie znajdują się i na naszej stacyi w Lublinie.


POCZ1

Saneczki. Sport saneczkowy w Ogrodzie Saskim ogromnie się rozwinął przy przeważającym udziale uczącej się młodzieży. Szybki rozwój tej zdrowej i przyjemnej rozrywki powinien zwrócić uwagę kierowników miejscowych szkół na konieczność zaspokojenia potrzeb naszej młodzieży w myśl zasady „mens sana in corpore sano”. Inicyatorowi i organizatorowi sportu saneczkowego p. Julianowi Korsakowi należą się wyrazy szczerego uznania za dostarczenie licznym zastępom młodzieży ze wszech miar godnej poparcia rozrywki.


(r) Kary administracyjne. Mieszkańca Lublina Józefa Komorowskiego za przechowywanie u siebie w mieszkaniu wina skazano w drodze administracyjnej na grzywnę w sumie 25 rubli lub areszt tygodniowy.

– Za jazdę po mieście po lewej stronie ulicy skazano niejakiego Stanisława Janyka na zapłacenie 10 rb. lub tydzień aresztu.


WOJNA.

List ochotnika.

Ciekawy list z linii bojowej nadsyła paryskiej „Polonii” jeden z ochotników polskich, walczących w armii francuskiej:

„Tak przywykliśmy – pisze – do życia w okopach, że czujemy się tam, jak w domu. Strzelanina i ataki na bagnety są dla nas raczej rozrywką w życiu spokojnem i cichem. Niektórzy z nas nawet rozbierają się na noc, jakgdyby mieli położyć się do łóżek. Śród Niemców naprzeciwko nas, znajduje się wielu Polaków x Poznańskiego, a nawet z Galicyi. Ci z nich, którzy zdołali się wymknąć z szańców nieprzyjacielskich, zapewniają, że tuż w pobliżu jest chyba 50,000 Polaków, sród Niemców, wyciągniętych linią przed pozycyami francuskiemi. Kochani jednak rodacy nasi wiedzą, że mają naprzeciwko siebie ochotników polskich i korzystają z każdej sposobności, aby się oddać w niewolę. W nocy na 23 grudnia, gdy kilku z nas stało na straży na pozycyach czołowych, ujrzeliśmy cień, czołgający się ku nam. Jeden z naszych zmierzył do niego lecz chybił. Wówczas cień skoczył na równe nogi i, wymachując chustkę, zaczął biedz ku nam, wołając: „Polak, polak!” Następnie zwróciwszy się ku poblizkiemu laskowi, dał znak i jeszcze sześć cieniów podniosło się z ziemi i połączyło się z nami. Wesoło wychyliliśmy kieliszki z naszymi siedmiu jeńcami rodakami. W dzień po śmierci naszego chorążego (Szuyskiego) Polacy z armii niemieckiej dowiedzieli się, że ich rodacy walczą w szeregach francuskich. Znajdowaliśmy się wówczas w odległości zaledwie 80 metrów od szańców nieprzyjacielskich. Ujrzawszy sztandar polski, poznali go natychmiast i zapłakali, wydając okrzyki w języku polskim. Było ich jednak zaledwie kilkudziesięciu, osaczonych wśród Prusaków, nie mogli się więc ruszyć. Nazajutrz Niemcy usunęli ich pośpiesznie z przed naszych pozycyi i odesłali gdzieindziej. Polacy ci jednak roznieśli wieść, iż rodacy ich walczą za Francyę, a wieść ta rozeszła się szybko śród naszych biednych poznańczyków”.

Głos Lubelski z 3 II 1915 r. (Nr 34)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Telefon w łóżku lub pod? Nie radzimy!

POCZ_SASKI

(h) Saneczki. Niema w tym roku tańcujących herbatek, „wieczorków z pączkami” – maskarada – redut etc., więc… pozazdroszczono dzieciom , i kto żyw, a ma ochotę, pędzi do Saskiego ogrodu na „tor” z saneczkami… Od dni kilku „tor” cieszy się wielkiem powodzeniem. Nietylko młodzież szkolna, dzieci, lecz i dorośli czują się tu doskonale!- Trzeba widzieć te rozbawione twarze. Tam jakiś „kolega” wysokim dyszkantem wykrzykuje: „Ja nie chcę jechać z tym dryblasem on mię jeszcze wywróci!”…

Tu znów „starszy sztubak” namawia koleżankę by pojechali razem…

– Kiedy ja się z panem boję – pan jeszcze tak kiepsko jeździ – odpowiada żywo „koleżanka” – bo ma ochotę przejechać się z innym.

To znów miła mamusia wiezie swoją „pociechę” rozpromienioną. Owdzie młodzieniec ubrany po sportowemu z tyumfem spoziera na „publiczność” na boku stojącą, gdyż zdaje mu się, że jest tu „primusem”.

Tam słychać energiczne „Z toru” potem trzask łamanych saneczek i inny młodzieniec (ten przyodziany w modny garnitur) uprząta złamane saneczki oraz dwie pasażerki na które najechano…

Słychać wybuchy śmiechu. Ochoczą jest ta zabawa na świeżem powietrzu, zdrową, hygieniczną – cóż kiedy „tor” niebardzo wygodny i nie falisty jak być powinien.


(r) Kradzież gałek. W miejscowym oddziale Banku Handlowego przy ul. Kapucyńskiej skradziono ze schodów kilkadziesiąt gałek mosiężnych. Policja śledcza ujęła złodziei, którymi są Szczepan Wrona l. 18 i Michał Wadel l. [?]


1

Z Kinematografów.

Z „Louvru”. W bioskopie „Louvre” już tylko dziś i jutro będzie demonstrowany dramat „Mazepa” według poematu Juliusza Słowackiego. Obraz ten zasługuje ze wszech miar na zobaczenie. Pan Kubicki, właściciel „Louvru” nie licząc się z ogromnemi kosztami, jakie pociągnęło za soboą sprowadzenie tego arcydzieła kinematograficznego dał nam możność podziwiania na ekranie jedną z pereł naszej literatury dramatycznej. Całość przestawia się imponująco i robi na widzu wrażenie, a i techniczna strona obrazu nic nie pozostawia do życzenia: niema tak pospolitych drgań, a odznacza się nadzwyczajną jasnością i plastyką.


Ukryty telefon.

– Było to w S. opowiadał żołnierz, nagrodzony krzyżem św. Jerzego za wykrycie ukrytego telefonu niemieckiego. Wysłano mnie na widetę. Przechodząc przez miasteczko, wstępujemy do piekarni, azeby kupić parę bułek. Stukamy do drzwi… Milczenie. Żadnej odpowiedzi… W tejże chwili zbliża się do nas chłopiec 13 – 14 letni i mówi po polsku.

– Nie stukajcie napróżno… nie otworzą wam… Gdy tylko zobaczą żołnierzy, zaraz zamykają się i nie wychodzą zupełnie… Tak jakby się obawiali czego.

Ostatnie słowa chłopca dały nam dużo do myślenia, coś mi w duszy szepnęło, ze dostać się do wewnątrz tego domu jest naszym obowiązkiem.

– Czekajcie… Ja zastukam… Mnie może otworzą – zaproponował chłopiec…

Stanęliśmy z boku… Chłopiec zastukał lekko i dyskretnie, a po chwili za drzwiami rozległy sie jakies szmery i pytanie:

– Kto tam?

– Wpuśćcie, to ja… Mama po bułki przysyła…

Zgrzytnął klucz w zamku i z za ostrożnie uchylonych drzwi wysunęła się jakaś ruda czupryna. Było to już sprawą jednej minuty dostać się wewnątrz. W sionce stał przed nami brudny jak łachman człowiek i patrzył z podełba, ponuro, przyczem nie był wstanie ukryć lekkiego drżenia. Rozpoczęliśmy rewizję. W pierwszej izbie sypialni, wzruszony i trwoga widoczną przejęty piekarz, usiadł na łóżku i odczułem, że chce od tego łóżka odwrócić naszą uwagę. Kazałem mu wstać… udał ze nie słyszy, a gdy go przemocą ściągnąłem, bronił sie tak wściekle, że aż mnie ugryzł w rękę.

Musiałem uderzeniem kolby ogłuszyć go i już bez przeszkody obejrzeliśmy owe tajemnicze łóżko, pod którem znaleźliśmy aparat telefoniczny. Chłopiec, który nas tu wprowadził ostrzegł wówczas, że w piwnicy jest więcej Niemców. Istotnie znaleźliśmy tam żołnierza niemieckiego.

Po przecięciu przewodu telefonicznych obu szpiegów niemieckich, piekarza i żołnierza, odprowadziliśmy do naszej kompanii.


R o c z n i k   „Głosu Lubelskiego” kupię w zupełnie dobrym stanie. Oferty w Administr. „Głosu”.

Głos Lubelski z 28 I 1915 r. (Nr 28)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1  Polub Gabinet na Facebooku!

Dwaj malcy okradli gołębia… a ścieki zamarzają nie tylko na Bychawskiej, na której piją sprawcy kradzieży i włamań w Lublinie, ale nie wiadomo jak oni tego dokonali i znowu okradli Temkin i Dominko

Kilka słów

w sprawie wyglądu ulic

skanalizowanych i nieskanalizowanych

Na skutek energicznej działalności Dyrekcji Wodociągów i Kanalizacji wygląd pryncypalnych ulic w śródmieściu zmienił się, trzeba przyznać, cokolwiek na lepsze. Jeśli przejść się ul. Krak. Przedmieście w dzień mroźny, bezśnieżny, to dzięki skanalizowaniu i włączeniu ścieków do kanalizacji większości domów, już nie widać tak licznych, jak dawniej, stert lodów, które dozorcy układali z lodu, wyrąbanego z rynsztoków, któremi dawniej płynęły nieczystości zlewowe. Właściciele posesyj skanalizowanych nie potrzebują zatrudniać dozorców domów przy rąbaniu rynsztoków, przyczem wygląd ulicy przed takiemi posesjami zyskał na estetyce. Jednak nie wszyscy właściciele domów dbają o to i zwlekają z odprowadzeniem nieczystości do kanalizacji, przyczyniając się do złej opinji m. Lublina.

Mianowicie, idąc prawą stroną Krakowskiego-Przedmieścia w kierunku Ogrodu Saskiego, już poczynając od ul. Ewangielickiej, widzimy „starannie” przez dozorców ułożone sterty lodu, pochodzące z wody z domu A. Budnego Nr. 49 (przed cukiernią), z wody wylewanej z jatek przy ul. Krótkiej przed sodówkami „Bombonierka”, „Empire”, Kuropatwy i Lengi w domu Nr. 53, ze ścieków podwórzowych domu B-ci Pieniążków Nr. 55, ze zlewów z domu Idzikowskiego, Wajdenbauma i Hurdes Nr. 59 i. t. d.

Lewa strona Krakowskiego-Przedmieścia wygląda cokolwiek lepiej. Niemniej jednak koło domu ss-rów Stodolnickiego 28 i Sz. Bromberga Nr. 22 oraz przy ul. Pijarskiej widać pełno stert  lodu z nieczystościami, które pod działaniem słońca gniją, wydzielając „przyjemne zapachy”. W bocznych ulicach wygląd ich oraz stan sanitarny przedstawia się dużo gorzej. Jaskrawym tego przykładem jest ulica Okopowa, gdzie szeroko rozlewając się po jezdni, płyną ścieki z domu Karwana przy ul. Okopowej 4 oraz z ul. Orlej Nr Nr 4 i 6.

Podobnie przedstawia się ul. Kościuszki, gdzie przed redakcją „Głosu Lubelskiego tworzą się wstrętne sterty lodu, pomieszanego z nieczystościami. Ulica Szpitalna jest zanieczyszczona po stronie Nr Nr nieparzystych ściekami z domu Brodla, ul. Kościuszki 5, z gmachu Poczty Nr. 1 (dotąd nieskanalizowanego!) i z domów Nr. 4 i 6 przy ul. Kołłątaja.

Jeśli taki wygląd mają ulice w śródmieściu, cóż mówić o dzielnicy Lubartowskiej, Starego Miasta, Bychawskiej, 1-go Maja i innych.

Reasumując powyższe, widzimy, że choć wygląd estetyczny i stan sanitarny ulic się polepsza, jednak daleko im do ideału, do którego należy dążyć prezedewszystkiem przez przyłączanie się do kanalizacji.

Obserwator.


Biblioteka Cyfrowa KUL

Biblioteka Cyfrowa KUL


 Z TEATRU

„Dwaj malcy”

Decourella
reżyseria W. Wacławskiego
czyli skandalczna premjera
na scenie lubelskiej

Panie Reżyserze! Czego Pan chciał od nas?! Ogłoszono spektakl, sprzedano (na szczęście dla publiczności) kilka zaledwie biletów, napsuto morze światła elektrycznego i cóż Pan nam pokazał?

Toć w remizie strażackiej, często, amatorskie siły zdobywają się na stokrotnie wyższy poziom artystyczny.

Przecież Teatr lubelski nawet za najgorszych swoich czasów przedstawienia takiego nie dawał. Nie piszę nic o samym kiczu. Taką bujdę pokazywać w dobie dzisiejszej – to istny kryminał.

Ale reżyserja, na Boga!, gdzie szukać i dopatrywać się najsłabszego bodaj muśnięcia ręki reżyserskiej w tym kabotyńskim sztuczydle? Wprowadza Pan na scenę niemowlę w pieluchach i chce Pan, by publiczność wierzyła Panu na słowo, że malec gdy dorośnie pamięta o swych niemowlęcych wyczynach. Cóż pomyśleć o takiej reżyserji, albo były to kpiny z widzów, albo wzorował się Pan na własnej fenomenalnej naturze… Kawał z dzieckiem należy jednak do najmniejszych.

Aktorzy kręcili się po scenie zesztywniali, bez życia, bez zrozumienia nawet tak niewybrednej historji jak „dwuch malców”. Absolutny rozgardjasz, nieumiejętność ról, komedjancki patos (Frenklówna, Wacławski) i brak kultury, a wszystko razem rozpięte na 7 ogromniastych aktów – było karygodną torturą dla tych, którzy się zdobyli na najwyższy wysiłek woli i pozostali do końca.

* *

Stosunek nasz do Teatru lubelskiego, któremu niejednokrotnie dawaliśmy wyraz, polegał  i polega przede wszystkiem na zrozumieniu warunków, w jakich Teatr  ten, się znajduje.

Traktowaliśmy usterki w inscenizacjach i normalne niedociągnięcia w grze autorów jako nieuniknione zło w życiu teatru prowincjonalnego i należeliśmy zawsze do ostatnich, którzy je wytykali, rozumując życiowo, że scena lubelska nie może się przecież zdobyć na rywalizację z teatrami stołecznemi lub eksperymentalnemi Europy zachodniej. Wreszcie stanowisko nasze zawsze było takie, by Teatrowi nie utrudniać pracy i by na rzetelne wysiłki jego zwrócić uwagę publiczności, szczerze pragnąc, by publiczność nasza od teatru nie stroniła.

To co się jednak obecnie wyrabia na scenie lubelskiej nie może w żaden sposób liczyć na wyrozumiałość jej przyjaciół.

Co ma być – niechaj będzie dla nieudolnych eksperymentów p. Wacławskiego et consortes Teatr lubelski służyć dalej nie może!

Juljan Tur.


Przed ostatecznem zlikwidowaniem sprawców

ostatnich włamań i kradzieży w Lublinie

W związku z włamywaniami i kradzieżami, dokonywanemi w ostatnich czasach na terenie m. Lublina, została zarządzona obserwacja elementu przestępczego, oraz wywiady i patrole nocne, które przyczyniły się do zlikwidowania bandy, grasującej na terenie m. Lublina, powiatu lubelskiego i okolicznych powiatów. Banda ta składa się z Kasperskiego Józefa, Mazurka Jana, Spaczyńskiego Czesława oraz Podlaszewskiego Andrzeja i kochanki Mazurka Jana – Bus Marji. Ta ostania pracując  charakterze służącej u mieszkańca m. Lublina Federa Eljasza ułatwiała dokonywanie kradzieży na szkodę tegoż Federa. Dotychczas zdołano im odebrać 3 patefony i maszynę do szycia – pochodzące z kradzieży. Ta sama banda w składzie Kasperskiego, Mazurka i Spaczyńskiego w dniu 28 b.m. usiłowała dokonać wyrobów tytuniowych w budce należącej do Olszewskiego Jana, mieszczącej się przy ul. Al. Racławickie. Podczas rewizji u wspomnianych, znaleziono różne przedmioty pochodzące z kradzieży. Dalsze dochodzenia, w kierunku ujawnienia całkowitej przestępczej działalności tej szajki trwają.


Okradli Gołębia

Gołąb Paweł, zam. w Markuszowie, zameldował o kradzieży worka cukru, wart. 161 zł. na szosie między koszarami wojskowemi a Sławinkem, przez nieznanych sprawców, podczas przejazdu wozem.


Znowu kradzieże u pp. Temkina i Dominki. Temkin Gustawa, Radziwiłłowska 3 zameldowała o kradzieży balji wart. 15 zł. ze strychu domu przez nieznanego sprawcę.

– Dominko Władysław, zam. przy ul. Mikołaja Reja, zameldował o kradzieży 15 kur wart. 40 zł. przez nieznanych sprawców zapomocą oderwania skobla od komórki.


Jak oni tego dokonali? Kowalski Jan zam. we wsi Krzysimów gm. Mełgiew zameldował o kradzieży z targowicy na Kalinowszczyźnie, przez nieznanych sprawców wozu z para koni oraz z znajdującą się na wozie świnią ogólnej wart. 300 zł.


Na Bychawskiej piją… Pociągnięto do odpowiedzialności Wardową Kazimierę, właścicielkę sklepu przy ul. Bychawskiej Nr. 33 za uprawianie potajemnego wyszynku wódki, przyczem zakwestjonowano wódkę w 3 butelkach, pojemności 1 litr, pół litra i piątą część litra.

Ziemia Lubelska z 4 XII 1931 r. (Nr 329)

i-hate-facebook1

Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation