Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Lwów”

Chyba wszystko jest do d…y, bo w Lublinie leżą słupy

2

4

3

Głos Lubelski z 8.XI.1925 r. (Nr 308)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Z Lublina – rekrut, z Gdańska – Niemcy, z pociągu – brzytwa: DLA KAŻDEGO COŚ MIŁEGO!

43125

Głos Lubelski z 23.VI.1925 r. (Nr 171)

Ilustracje: Lubelska Biblioteka Wirtualna
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Kryminalne zagadki na miarę Lublina

1

Podrzutek. W bramie domu Nr. 5 przy ulicy Radzikowskiej znalezione zostało dziecko płci męskiej w wieku około 1 roku. Dziecko umieszczone zostało w żłobku przy ul. Sierocej.


Protokóły policyjne. Policja w ciągu dnia wczorajszego pociągnęła do odpowiedzialności karnej za opilstwo 6 osób, za zakłócanie spokoju publicznego i inne wykroczenia 17 osób.


Codzienne kradzieże. Bolesław Cholewiński ul. Boczna 3 złożył w policji zameldowanie, że Władysław Wierzbicki zam. przy ul. Zamojskiej 11 przywłaszczył sobie 2 obrączki złote, zegarek złoty, weksle na 29 zł. i 14 zł. gotówką.

– Chaji Goldman ul. Bychawska 8 skradziono 5 sztuk gęsi.

– Henryce Łętowskiej ul. Spokojna 9 skradziono z niezamkniętego mieszkania torebkę damską zawierającą 150 zł. gotówką oraz różne przedmioty łącznej wartości około 190 zł.

– Marji Hanczeróg ze Lwowa skradziono na stacji kolejowej w Lublinie w czasie snu teczkę z różnemi rzeczami wart. 50 zł. Kradzieży dokonał Antoni Krzyżanek zam. na Wrotkowie.

2

Głos Lubelski z 9.IV.1935 r. (Nr 98)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

…tylko żeby ta Mary Pickford (…) była choć mniej trochę brzydka…

Weteranów z r. 1863

jest niespełna 150.

W związku z 72-gą rocznicą wybuchu powstania styczniowego oddawano w całej Polsce hołd staruszkom – weteranom tych bohaterskich zmagań.

Uczestnicy tego powstania są już bardzo nieliczni. Nawet najmłodsi wówczas, bo 18-letni bohaterzy roku 1863, są dzisiaj sędziwymi starcami . Dolna granica wieku dzisiejszych weteranów 1863 roku to 89 lat, najstarsi wśród nich przekroczyli już lat sto. Jeszcze przed 5 laty było ich ponad 2000, obecnie każdy niemal dzień stwarza  wyrwę w przerzedzonych szeregach. W całej Polsce jest ich nie pełna 150.

Weteranami zajmuje się zespół specjalnie oddany ich sprawie: „Towarzystwo Przyjaciół Weteranów”. Ponadto we wszystkich większych miastach , a więc w Warszawie, Lwowie, Krakowie itd. istnieją koła „Towarzystwa Przyjaciół Weteranów”, których celem jest skupienie stosunków weteranów, zamieszkałych na danym terenie, w jedną wspólną rodzinę i utrzymywanie z nimi kontaktu osobistego lub korespondencyjnego.


Niezwykły konwertyta

Żyd-komunista przyjmuje katolicyzm aby uzyskać
schronienie w klasztorze

LUBLIN 24.1 Do klasztoru OO. Karmelitów w Lublinie zgłosił się młodzieniec wyznania mojżeszowego i podaje się za słuchacza wyższej uczelni w Warszawie. Złożył oświadczenie, że pragnie przyjąć chrzest święty i chciałby się poświęcić misji nawraca żydów na katolicyzm, że czuje powołanie do życia klasztornego.

OO. Karmelici przekonawszy się, że kandydat posiada już zupełne znajomości zasad wiary katolickiej, co świadczyć mogło o rzeczywistych i szczerych jego zamiarach zmiany wiary z przekonania, uważali za możliwe nie odkładać ceremonji chrztu i zaproszono na rodziców chrzestnych panią O. i pana R. przyjęli kandydata na łono Kościoła Katolickiego.

Neofita wszedł w ścisłe stosunki z klasztorem, gdzie nawet zamieszkał. U swoich rodziców chrzestnych bywał częstym gościem, a poza tem prowadził życie ruchliwe, zawierając w mieście wiele znajomości.

Pewnego razu, podczas bytności neofity w klasztorze, zgłosił się agent tajnej policji, zapytując o jego osobę. Zobaczywszy agenta, neofita… wyskoczył oknem i znikł w pogoni. Okazało się że zbieg jest dawno poszukiwanym przez policję działaczem komunistycznym, i że komedję chrztu podobno aranżował już parokrotnie w różnych miejscowościach. Tym razem chodziło mu prawdopodobnie o uzyskanie w klasztorze bezpiecznego schronienia.


Odpust w kościele św. Pawła. Dzisiaj 25 b. m. przypada odpust w kościele po Bernardyńskim z okazji święta Nawrócenia św. Pawła Apostoła. Uroczystą sumę o godz. 11-tej odprawi ks. kan. Stodulski z Luterskich Piask, kazanie wygłosi ks. prof. dr. Władysław Goral. Wieczorem o 6 tej będą odprawione uroczyste nieszpory z kazaniem Ojca Ireneusza, Karmelity bosego na temat „zjednoczenie kościołów – postulatem nauki Chrystusowej.


Nowe nazwy ulic. Wojewoda zatwierdził decyzję prez. Piechoty co do nadania nowych nazw niektórych nowych ulic m. Lublina.

Zatwierdzona więc została zmiana nazwy ul. Powiatowej na ul. Bronisława Pierackiego, oraz nazwy następujących ulic:

1) na gruntach Rury Jezuickie (gr. Michałowskiej) ul. Zachodnia, Słoneczna, Żniwna, Letnia i Siewna.

2) na gruntach Rydygier Bielajew przy ul. Narutowicza ul. Ochotnicza i Antoniego Szczerbowskiego.

3) na gruntach Rotrubina: ul. Czwartaków, Piotra Wysockiego i M. Langiewicza.

4) na gruntach wojskowych i miejskich przy ul. Racławickiej: ul. Płk. Lisa Kuli i Sławinkowska.

5) na gruntach Lemszczyzny: Plac Jana Kleniewskiego, ul. Sapiehy i ul. Szwedzka.

6) na gruntach Ponigwody: ul. Wielka, Plac  Ponigwoda, ul. Ziemiańska i ul. Dworska.


Mary_Pickford_cph.3c17995u

…mniej trochę brzydka?!

Z ekranu.

Kino Stylowy: „Cienie wielkiego miasta” i „Kiki”.

Obecny program kina Stylowego dostarcza wiele wrażeń tym, którzy lubią sensację, oraz tym, którzy lubią humor. Sensacji pod dostatkiem zawiera bowiem film „Cienie wielkiego miasta”. Mimo sensacyjnej fabuły, film nie jest zanadto banalny, zmontowany jest zręcznie, akcja jego wiąże się w dobrą i interesująca całość. Niemałą atrakcję stanowią momenty narciarskie w terenie wysokogórskim.Wybitnych „gwiazdorów” w filmie nie ma, ale wszyscy aktorzy są razem wziąwszy nienajgorsi.

„Kiki” to film niewątpliwie zabawny, tylko żeby ta Mary Pickford, tak przereklamowana, była choć mniej trochę brzydka i grała lepiej. Ratuje sytuację wiele momentów szczerego humoru, wprawdzie humoru amerykańskiego, więc hałaśliwego nieco, ale nie przeszkadza to jednak, że na widowni zapanowuje nastrój bez troski, a publiczność reaguje co chwila głośnym śmiechem.

Program akurat na dzisiejsze ciężkie czasy.

Głos Lubelski z 25 I 1935 r. (Nr 25)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Zajęte zęby

1

Komornik zajął zęby

inżyniera lwowskiego.

A. B. C. donosi: – Opowiadają sobie w lwowskich kawiarniach o podobno zupełnie autentycznym wypadku zajęcia przez egzekutora u pewnego dentysty, zębów pewnego inżyniera. Zęby te zamówił sobie inżynier Stanisław K., chcąc przed ślubem usunąć lukę w dolnej szczęce, naruszonej w czasie wojny polsko-bolszewickiej przez kulę. Po wielu mozolnych próbach dentysta sporządził nareszcie odpowiedni mostek, który niesłychanie podobał się inżynierowi, pragnącemu bez żadnych mankamentów stanąć na kobiercu ślubnym.

Tymczasem jednak już na drugi dzień po sporządzeniu mostka, zjawił się u dentysty egzekutor, wobec niezapłacenia podatku. Zobaczywszy u dentysty szczerozłoty mostek, zapisał go, jako przedmiot egzekucyjny. Nie pomogły wyjaśnienia dentysty, że jest to własność pacjenta. Egzekutor zostawił odpis „tytułu wykonawczego” i opuścił pracownię dentysty, który tego samego dnia zawiadomił o nieszczęściu inż. Stanisława K.

Sprawa „wyłączenia” zębów inżyniera będzie prawdopodobnie pomyślnie załatwiona na drodze prawnej, lecz wtajemniczeni opowiadają, że poszkodowany w ten sposób inżynier, będzie zmuszony odroczyć termin swojego ślubu.

Głos Lubelski z 21 I 1935 r. (Nr 21)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Pióro wieczne, a miłość… tragiczna

1

Wstrząsająca tragedia pary zakochanych

Nie chcąc żyć bez ślubu rzucili się pod koła pociągu

W domu Nr. 23 przy ulicy Bychawskiej oddawna zamieszkiwali przy swych rodzinach 20-letni Józef Górecki i 20-letnia Basia Cukierman córka szewca-żyda.

Oboje oni oddawna znali się i przebywali ze sobą. Toteż kiedy przyszły czasy, że ojciec Cukiermanówny począł się oglądać za mężem dla swej córki, ta starała się za wszelką cenę tę chwilę odwlec.

Górecki i Cukiermanówna pokochali się. Miłość ich była wielka, gorąca i nie znała różnic wyznaniowych (on był katolikiem ona żydówką). O ich miłości nikt nie wiedział.

W tych warunkach życie płynęło paru zakochanych spokojnym trybem.

Widmo rozstania jednak zbliżało się ku nim coraz szybciej. Cukiermanóna coraz ciężej była niepokojona przez ojca.

Przecież nie możesz zostać starą panną – mawiał Cukierman do swej córki. Na te słowa zalękniona dziewczyna odpowiadała cichym głosem.

– Jeszcze mam czas. Na tem kończyły się zazwyczaj rozmowy ojca z córką. Ostatnio zakochani, stwierdziwszy że z powodu różnicy wyznań nie będą mogli otrzymać ślubu ani żyć na wiarę, jednomyślnie postanowili rozstać się z tym światem.

W piątek wieczorem Górecki pożegnał się ze swą matką i wyszedł rzekomo do kina, to samo zrobiła w domu Cukiermanówna. Następnie oboje wsiedli do pociągu idącego w stronę Warszawy.

Kiedy pociąg zatrzymał się na stacji w Dęblinie, wysiedli oni na peron i torem kolejowym udali się w kierunku Warszawy. W odległości 1 klm. od stacji zatrzymali się a kiedy nadjechał pociąg, który ich przywiózł do Dęblina rzucili się pod jego koła. Pierwsza dostała się pod parowóz Cukiermanówna ponosząc śmierć na miejscu. Góreckiemu koła parowozu odcięły rękę i zmiażdżyły nogę. Doznał on też ciężkich obrażeń głowy. Pociąg został zatrzymany. Ciężko rannego Góreckiego przewieziono do Dęblina, skąd po udzieleniu pierwszej pomocy został on umieszczony w szpitalu Szarytek w Lublinie.

Wstrząsająca ta tragedia dwojga młodych ludzi wywołała silne wrażenie w dzielnicy Bychawskiej.

Stan zdrowia Góreckiego jest bardzo ciężki.

294

Czad przy ulicy Narutowicza

Cała rodzina w niebezpieczeństwie

Nocy wczorajszej dom Nr. 25 przy ulicy Narutowicza stał się terenem wypadku, który tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności ocalił od śmierci całą rodzinę składającą się z 5 osób.

Oto w wyżej wspomnianym domu oddawna zamieszkuje w niewielkiej izbie rodzina Chudzików. Onegdejszego wieczoru z powodu przejmującego zimna napalono dobrze pod kuchnią a ponieważ nie chciano by się ciepło ulatniało, przeto szczelnie zamknięto szyber poczem cała rodzina udała się na spoczynek.

Czad nie mając ujścia począł stopniowo wypełniać izbę. Wkrótce też znaczna część rodziny leżała już bez przytomności. Na szczęście w nocy przyjechał jeden z kuzynów, który drzwi od mieszkania otworzył a zobaczywszy co się dzieje pootwierał okna i wezwał Pogotowie Ratunkowe. Najbardziej ucierpiał od czadu Jan Chudzik jego syn 24-letni Paweł oraz synowa Seweryna lat 25 inne osoby ucierpiały mniej. Wszystkim poszkodowanym udzieliło pomocy Pogotowie Ratunkowe pozostawiając ich na miejscu.

3

8 11

Pod kołami autobusu. Ulica Fabryczna była w dniu wczorajszym widownią wypadku który nieomal nie pociągnął za sobą życia starszego mężczyzny. Oto wspomnianą ulicą przechodził 62 letni Józef Wojsak zamieszkały ul. Spokojna 14. Nagle nadjechał z dużą szybkością autobus zamiejski. Idący nie zdążył się usunąć i dostał się pod koła doznając ogólnych dość ciężkich obrażeń. Wezwane Pogotowie po udzieleniu pierwszej pomocy przewiozło nieszczęśliwego starowinę na kurację do domu.

7 10

Alfabet w opałach. Pan Majer Alfabet mężczyzna liczący sobie 29 lat życia, miał w dniu wczorajszym nielada przygodę. Oto w godzinach popołudniowych wyszedłszy ze swego domu (Krawiecka 21) na ulicę został zaczepiony obelżywem słowem przez jakiegoś draba. Pan Alfabet poczuł się obrażony, więc ze swej strony zwymyślał owego osobnika. Ten jednak rzucił się na Alfabeta i tak go poturbował że nieborakowi musiało udzielić pomocy Pogotowie Ratunkowe.

5

Odpoczynek „świąteczny” sportowców lubelskich

Okres świąteczny, spowodował że kluby lubelskie zmuszone były do przerwania wszelkiego rodzaju ćwiczeń sportowych, ponieważ jedyna w Lublinie sala gimnastyczna ośrodka na której ćwiczą wszystkie kluby została oddana na „Jasełki”. Przerwa ta potrwa aż do połowy stycznia. Przymusowy ten „odpoczynek świąteczny” wpłynie ujemnie przedewszystkiem na rozwój boksu. Jest nadzieja że w sprawy te wejrzy Okręgowy Urząd W. F. i P. W. i poczyni odpowiednie kroki w celu zmniejszenia „okresu” ustanowionego przez niewiadomo kogo.

6

Ziemia Lubelska z 19 XII 1931 r. (Nr 345)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Ślizgawica znów nie zachwyca…

V_0359_1931_0336-00004Pierwsze ofiary ślizgawicy

Jeszcze się zima nie zaczęła na dobre, a już na ulicach Lublina, spotyka przechodniów szereg nieszczęść w postaci nieszczęśliwych wypadków spowodowanych niedbalstwem dozorców, którzy lekceważąc sobie przepisy – nie posypują chodników piaskiem przed domami. Poniżej podajemy nazwiska pierwszych ofiar tegorocznej zimy.

Na ulicy Ruskiej poślizgnęła się i upadła, doznając złamania prawej ręki 65-letnia Haja Kuserbrener – Kalinowszczyzna 35.

Na ulicy Lubartowskiej poślizgnął się 18 letni Josek Cukierman – Lubartowska 10, chłopiec uderzył tak silnie głową o chodnik, że stracił przytomność.

Na ulicy Niskiej upadła i b. dotkliwie się potłukła 70 letnia Paulina Kozacka – Niska 2.

Wszystkim poszkodowanym pomocy udzieliło Pogotowie Ratunkowe. Zwracamy uwagę na konieczność posypywanie piaskiem chodników.


Groźny włamywacz grasujący w Lublinie aresztowany

W związki z ostatnio popełnionemi kradzieżami na terenie m. Lublina został zatrzymany podejrzany osobnik, który się podał za Antoniego Pelczarskiego. m-ca m. Lwowa i że przybył do Lublina do swojej rodziny. Drogą żmudnych wywiadów zdołano ustalić, że ów osobnik nie jest Pelczarskim, lecz zbiegłym kryminalistą i ostatecznie stwierdzono, że nazywa się Samotyj Antoni, który zbiegł z Sądu we Lwowie po ogłoszeniu wyroku, skazującego go na 2 i pół roku więzienia za kradzież biżuterji, wartości 100 000 zł, oraz dokonanie podkopu pod sklep jubilera Rapsa we Lwowie. Samotyj przyznał się do dokonanych kradzieży u Domiczka, Temkina Natana, Dr. Bobrowskiej i Wierońskiej, wskazując jako wspólnika Pelczarskiego Zygmunta, znanego recydywistę, zam. w Lublinie, który narazie zbiegł i ukrywa się. Dalsze dochodzenie prowadzą władze policyjne.


Jaja, masło i jabłka. Kłyk Adam Skibińska 2, zameldował o kradzieży 120 szt. jaj, 3 klg. masła oraz 16 klg. jabłek ogólnej wartości 40 zł. przez nieznanych sprawców.


Przed świętami. Janczek Józef, Bychawska 86, zameldował o kradzieży dwóch gęsi wart. 10 zł. zapomocą oderwania kłódki od komórki przez nieznanego sprawcę.


Nieszczęśliwy wypadek przy pracy. Jan Kowalski lat 23 zamieszkały przy ulicy Krętej 20 pomagając swemu bratu przy wjeżdżaniu wozem pod górę, wskutek gwałtownego cofnięcia się wozu doznał złamania prawego obojczyka. Pierwszej pomocy udzielił nieszczęśliwemu lekarz Pogotowia Ratunkowego.

Ziemia Lubelska z 11 XII 1931 r. (Nr 359)

Ilustracja z Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

O wyższości niemieckiej kultury nad buractwem polskim oraz porady z Kalisza dla Nowego Pana Prezydenta

Ofiara barbarzyństwa.

„Warszawskaja Myśl.” opisuje następujące zdarzenie we wsi Kilniki w pow. wierzbołowskim, w gub. suwalskiej: „Włościanie miejscowi – opowiada podporucznik M. – zaprowadzili mnie do chaty 56-letniego, Józefa Binderowicza. Gospodarz leżał na pryczy, ciało jego wstrząsały drgawki przedśmiertne. Córki jego w milczeniu poprowadziły mnie do nieszczęsnego i otworzyły palcami jego usta. Zajrzałem w jamę ustną i zdrętwiałem z przerażenia. Zamiast języka zobaczyłem wielką ranę. Binderowicz zmarł niebawem. Córki zmarłego opowiedziały mi, iż język odcięli ich ojcu oficerowie niemieccy za to, że nie chciał im powiedzieć, w jakim kierunku odjechał podjazd rosyjski.


Z Kalisza. Ludność Kalisza w przeważającej większości uciekła, pozostawiając na łasce losu dobytek swój i mieszkania. Niemcy i szumowiny, plądrując po opuszczonych mieszkaniach, zabrali wszystko, co się dało. Na pozostałe jednak rzeczy i odebrane od rabusiów nowomianowany burmistrz Kalisza, fabrykant Gustaw Michel urządził przetarg. Rzeczy kupowali za bezcen przybyli na przetarg handlarze niemieccy. Pieniądze z przetargu zabrał burmistrz. Z nielicznymi właścicielami rzeczy, którzy po powrocie do Kalisza, zwracali się po pieniądze za sprzedane z przetargu rzeczy, burmistrz Michel nie chciał nawet rozmawiać.   ,

Jak gdyby nigdy nic…

Jak wosk gromnicznych świec
Liść rudy kapie w sadzie
Po cichu spać się kładzie
Jak gdyby nigdy nic…

***

 Jakby na stary sad
Na złote lip aleje,
Ostatnie swe oleje
Słoneczny zachód kładł…
 ***
I duch by wziął zeń rad
Ostatnie pocieszenie
I chłonął te promienie
Jak stary, mrący sad…

***

 I takby opaść chciał,
Po cichu, jako w sadzie
Spalony liść się kładzie
Gdyby nie pohuk dział.
 ***
Gdyby nie armat huk
I nie to wyglądanie
Tej Jawy, co się stanie –
I duch-by spocząć mógł.
Maryla Wolska
Lwów, listopad, 1914
CZAS_1491c_1914_nr63_0004

Nasi stróże. Współpracownik pisma naszego pan N. przechodząc ul. Lubartowską, był świadkiem zajścia przy domu Nr. 5 tejże ulicy, gdzie zajęci czyszczeniem trotuaru stóżka i syn jej wyrostek lat 17, bez najmniejszej uwadi obryzgiwali przechodniów błotem. Na słuszny protest obłoconej przez stróżów p. A., ci odpowiedzieli obelgami, a następnie stróżka […] wybłociła jej suknię, a wyrostek uderzył p. A. kilkakrotnie pięścią. Dalszej samowoli stróżów przeszkodzili przechodzący p. N i funkcjonaryusz G., który spisał odpowiedni protokół. Spodziewamy się, że stróże napastnicy będą surowo ukarani: prócz tego, samo zajście zwróci uwagę odpowiednich władz na niekarność stróżów miejskich wogóle, a zarazem na nieodpowiednią porę uprzątania ulicy tak ruchliwej, jak Lubartowska. Zajście miało miejsce o godz. 9 rano.


Do pana Złodzieja!

We wtorek d. 8 grudnia w [rannych] godzinach skradziono żakiet, w którym znajdował się potfel z dowodami osobistymi, kwitkami różnrgo rodzaju e. ct. nie przedstawiającymi żadnej wartości dla złodzieja. Proszę przeto uprzejmie pana Zlja, aby zechciał zwrócić skradzione dokumrnty w jakiklowiek sosób, żakiet zaś niech służy jaknajdłużej.

Głos Lubelski z 11 XII 1914 r. (Nr 63 II)

Ilustracja z Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Uwaga awaria!

Z powodu zerwania linji telefonicznej  Lublin – Warszawa i Lublin – Lwów telegramów nie otrzymaliśmy.


ZAKUPIMY KAŻDĄ ILOŚĆ

SŁOMY W SNOPACH

I SIANA PRASOWANEGO

Łaskawe oferty do „Głosu Lubelskiego”

pod „Słoma i siano”.

Głos Lubelski z 28 XI 1922 r. (Nr 327)i-hate-facebook1

 

 

Polskie Termopile.

Konstanty Zarugiewicz (1901-1920) – polski Ormianin, jedno z Orląt Lwowskich, uczestnik wojny polsko-ukraińskiej i wojny polsko-bolszewickiej, kawaler Orderu Virtuti Militari, Krzyża Walecznych i Krzyża Niepodległości. Poległ pod Zadwórzem. Pismo Archidiecezjalnego Związku Ormian we Lwowie „Posłaniec św. Grzegorza” VII-IX 1938.  Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

17 sierpnia 1920 roku Pierwsza Konna Armia Siemiona Budionnego dotarła do wsi Zadwórze leżącej 33 kilometry od Lwowa. Pozbawione polskich żołnierzy miasto (zaangażowanych w obronę Warszawy przed głównymi siłami Armii Czerwonej) wydawało się łatwą zdobyczą dla sowieckich najeźdźców. Jednak w pobliżu Zadwórza oddziały Budionnego natknęły się na liczący 330 ludzi oddział Orląt Lwowskich. Młodzi ochotnicy, zaprawieni już w zwycięskich bojach z Ukraińcami, postanowili i tym razem za wszelką cenę nie dopuścić wroga do swego rodzinnego miasta.

Krwawe preludium bitwy nastąpiło 16 sierpnia, kiedy to I batalion 54 pułku piechoty został zaatakowany przez oddziały 6 dywizji konnej armii Budionnego i niemal do szczętu wybity. Następnego dnia batalion młodych lwowskich ochotników ze zgrupowania rotmistrza Romana Abrahama, dowodzony przez kapitana Bolesława Zajączkowskiego, maszerujący z Krasnego wzdłuż linii kolejowej do Lwowa,  niespodziewanie został ostrzelany z broni maszynowej w pobliżu wsi Kutkorz – strzały padły od strony Zadwórza. Kapitan Zajączkowski w tej sytuacji wydał rozkaz sformowania batalionu w 3 tyraliery , które skokami miały udać się w kierunku Zadwórza, zajętego przez wojska bolszewickie.

Do bezpośredniej wymiany ognia doszło w Zadwórzu – w pobliżu stacji kolejowej. Oddział pod dowództwem porucznika Antoniego Dawidowicza zaatakował stojące obok stacji działa, co wywołało kontratak bolszewickiej kawalerii stacjonującej w pobliskim lesie. Polacy odparli ten atak słynnej kawalerii, mało tego: w południe zdobyli stację kolejową! Niestety zaczynało brakować amunicji – zabierano ją zabitym i rannym. Bolszewicy, którzy posiadali przecież znaczną liczebną przewagę nie rezygnowali, rzucając do ataku kolejne szarże konnicy. Orlętom skończyła się amunicja – broniły się już tylko bagnetami. W tym krwawym boju trwającym  do wieczora, ostrzeliwani przez ciężką artylerię, odparli sześć konnych szarż,  ponosząc przy tym wielkie straty.

Stacja kolejowa po raz kolejny została zdobyta przez oddział porucznik Dawidowicza, natomiast pierwszej kompani udało się opanować pobliskie wzgórze. Do walki włączyły się również trzy polskie samoloty, które nadleciały od strony Lwowa i zaatakowały bolszewików ogniem karabinów maszynowych oraz bombami.

Na pole walki nadciągnęły nowe siły bolszewickie i sytuacja Polaków radykalnie się pogorszyła. Ale nawet wtedy, gdy zabrakło amunicji, otoczeni przez wroga żołnierze nie poddawali się. O zmierzchu przy życiu pozostało już tylko około 30 Obrońców Lwowa – kapitan Zajączkowski wydał rozkaz wycofywania się grupami do borszczowickiego lasu. Sytuacja garstki obrońców była jednak beznadziejna… otoczeni przez Rosjan, ostrzeliwani ogniem broni maszynowej przez sowieckie samoloty, już w zasadzie bezbronni, walczyli jeszcze krótko na kolby w pobliżu budki dróżnika. Sowieci, rozwścieczeni oporem, rąbali ich szablami a rannych dobijali kolbami. Poległo 318 polskich żołnierzy, nieliczni dostali się do niewoli. Kapitan Zajączkowski wraz z kilkoma żołnierzami popełnił samobójstwo  – by nie wpaść w ręce wroga.

Budionny, mimo zwycięstwa, zrezygnował z ataku na Lwów – jego oddziały wycofały się na wschód 20 sierpnia. Na pobojowisku pojawiły się polskie oddziały i rodziny poległych. Obdarte z odzieży i zmasakrowane ciała niemożliwym było zidentyfikować. Udało się rozpoznać jedynie 106. Zwłoki 7 poległych obrońców – kapitana Bolesława Zajączkowskiego, kapitana Krzysztofa Obertyńskiego, podporucznika Jana Demetera, podchorążego Władysława Marynowskiego, porucznika Tadeusza Hanaka, kaprala Stefana Gromnickiego i szeregowca Eugeniusza Szarka – pochowano uroczyście na Cmentarzu Obrońców Lwowa w oddzielnej kwaterze Zadwórzaków. Natomiast pozostałych poległych pochowano na wojskowym cmentarzu w Zadwórzu.

Dr Andrzej Mielęcki (1864-1920), polski działacz społeczny i polityczny na Górnym Śląsku, lekarz. Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

Tego samego dnia, na Śląsku…fałszywa informacja w prasie niemieckiej o zdobyciu Warszawy przez Armię Czerwoną, stała się pretekstem do zaatakowania przez niemieckie bojówki komunistyczne  siedziby powiatowego inspektora Międzysojuszniczej Komisji, płk Blancharda, przy ul. Warszawskiej w Katowicach. Żołnierze francuscy użyli broni, zabijając 10 atakujących. W odwecie zlinczowano znanego polskiego lekarza dr Andrzeja Mielęckiego i zdemolowano siedzibę polskiego komitetu plebiscytowego w Katowicach w hotelu Deutsches Haus (na rogu ul. Plebiscytowej i Wojewódzkiej) – w trakcie zamieszania pobito dr. Henryka Jarczyka.

Rok wcześniej, na tym samym Śląsku… doszło do bitwy o Paprocany (znanej też jako bitwa pod Paprocanami) – w dniu 17 sierpnia 1919 roku doszło w Paprocanach,w czasie I powstania śląskiego, do walk powstańców z wojskami niemieckimi. W miejscowości tej stacjonowała 100 osobowa niemiecka bateria artylerii polowej, wchodząca  w skład dywizji majora Aldenhovena. Powstańcy uzbrojeni w broń zdobytą wcześniej we wsi Urbanowice uderzyli na znajdującą się w Paprocanach baterię. Mimo początkowego zaskoczenia strony niemieckiej, opór Niemców przełamano dopiero po nadciągnięciu wsparcia dla powstańców śląskich w postaci trzech drużyn w okolic Tychów, dowodzonych przez Ludwika Gongora, Józefa Kurzaka i Jana Duka. Powstańcy śląscy wzięli do niewoli 100 jeńców oraz zdobyli 4 działa, 2 karabiny maszynowe i około 100 karabinów. Po stronie powstańców zginął Franciszek Szkudło.

Tego samego dnia, w Bydgoszczy… Podczas trwającego przedstawienia do Domu Polskiego w Bydgoszczy wtargnęło około 100 żołnierzy Grenzschutzu uzbrojonych w granaty ręczne. Raczej nie chodziło im o udział w przedstawieniu: zdemolowali lokal, zniszczyli sprzęt i urządzenia oraz zabili i zranili kilkadziesiąt osób.

Źródło: pl.wikipedia.org

Post Navigation