Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Królewska”

Boże Narodzenie w Lublinie! Wszystkiego najlepszego!

Jak wyglądało Boże Narodzenie w Lublinie w dawnych latach? Dziś, specjalnie dla Was, mała próbka tego, o czym niegdyś pisała lubelska prasa. A że okazja jest wyjątkowa, zawieszamy więc na moment komentarz odautorski (czyli np. dzisiaj nie użyjemy zwrotu: O Borze! (to taki las…)), pozwalając obcować Wam, Drodzy Czytelnicy, z oryginalnym materiałem. A w prezencie świątecznym historia ulicy Królewskiej ze świątecznego wydania „Głosu Lubelskiego” autorstwa Jana Riabinina. A zatem – Wszystkiego Najlepszego!

1936

1

2

Express Lubelski i Wołyński z 24-25 XII 1936 r. (Nr 357)


3

4

5

7

Głos Lubelski z 24 XII 1936 r. (Nr 352)


1946

(jeszcze można było świętować…)

9

Gazeta Lubelska z 25-27 XII 1946 r. (Nr 355)


 

1916

100 lat temu lubelskie gazety nie miały najwyraźniej  w zwyczaju przygotowywać specjalnych wydań świątecznych. Może z powodu wojny? A może po prostu nie było to przyjęte. Mimo to, specjalnie dla Was, wyłuskaliśmy coś z „Ziemi Lubelskiej”:

8

„Pamiętajcie Matki przyprowadzić dziatki!” czyli jasełka w „Rusałce”…

Ziemia Lubelska z 24 XII 1916 r. (Nr 637)


Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

26 września 1936 r….

fot_416_i_0010

Ul . Królewska w Lublinie. Było, nie było… trudno powiedzieć, ale zamieścić warto, bo to koniec lat 30-tych XX w.

… w Lublinie była sobota (w innych częściach Polski najprawdopodobniej również). Tego dnia na ulicy Królewskiej… nie, nie, nie: wróć! To musiało zdarzyć się wcześniej, bo TEGO akurat dnia o zdarzeniu napisały gazety – logicznie rzecz biorąc zdarzenie zdarzyło się wcześniej. Ale na pewno przy ulicy Królewskiej. W sklepie pod numerem piątym od pewnego czasu trwał remont. W trakcie tegoż remontu, majster prowadzący roboty odkręcił kurek od gazu.  Gaz… nie wybuchł od razu. Wybuchł za to w pewnej chwili. Przyczyny wybuchu prasa nie podała, gdyż w momencie druku gazet, wciąż nie była ona znana. Wskutek eksplozji poparzeniu uległ jeden z robotników. Nieszczęsny ów człowiek nazywał się Adam Łukasik i zamieszkiwał przy ulicy Dolnej Panny Marii 11. Pomocy rannemu udzieliło Pogotowie Ratunkowe, a że stan jego nie był ciężki, zostawiono go na kuracji w domu. Tak wspomniane zdarzenie relacjonował „Express Lubelski i Wołyński”.

1

Niemal identycznymi słowy sprawę zrelacjonował również „Głos Lubelski”:

2

To tyle z Lublina, gdzie osiemdziesiąt lat temu temperatura powietrza była nieco wyższa niż obecnie.

2a

Ponadto w mieście nie wydarzyło się nic, o czym bym chciał dzisiaj napisać. W ten sposób nie mogę nawet zastosować swojej ulubionej, prowokacyjnej, frazy „O Borze! (to taki las)”, która występuje w każdym tekście publikowanym przez „Kurier z Lublina. Zatem wybaczcie, ale dzisiaj nie napiszę O Borze! (to taki las) ani razu…  Żebyście jednak nie byli aż tak bardzo stratni, w ramach małej rekompensaty, oto przed Wami, z dalekiego (i bardzo Wolnego Miasta) Gdańska reklama… „Głosu Lubelskiego! Tak, Moi Drodzy! Lubelska gazeta dotarła nad morze już w roku 1921! Mało tego, jest tu obecna do chwili obecnej… przejedźcie i przekonajcie się o tym sami!

3

P.S. Nie słuchajcie ambientowych kawałków Moby’ego w taki dzień, jak dzisiejszy! To nie jest najlepszy pomysł…

Express Lubelski i Wołyński z 26.IX.1936 r. (Nr 267), Głos Lubelski z 26.IX.1936 r. (Nr 263) i Gazeta Gdańska z 27.IX.1921 r. (Nr 216)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Co ciekawsze kradzieże…

8

I od razu wyjaśnienie: nie co ciekawsze, a wszystkie odnotowane przez „Głos Lubelski” z 4 marca 1936 r. – nie oszukujmy się: historia Lublina, nie ważne czy przed 100, 90, 80 czy 70 laty, to w dużej mierze historia kryminalna. Mała i duża. Co więcej, taka jest też Lublina teraźniejszość. A mglisty i deszczowy dzień, jak ten dzisiejszy, nie motywuje do pisania o rzeczach piękniejszych i wznioślejszych. Pozostają zatem wspomniane kradzieże.

12Ene, due… przejdźmy zatem do wyliczanki: Janowi Maksymowiczowi z Dzierżawnej skradziono komórkę… przepraszam, przepraszam: skradziono z komórki! Królika… najprawdopodobniej sprawcą był Szalony Kapelusznik z „Alicji w krainie czarów”. Henryk Jaroszewicz z Warszawy stracił natomiast książki religijne i różańce wartości 274 złotych: dewocjonalia te zniknęły z mieszkania przy ulicy Królewskiej w Lublinie. Złodziej (lub złodzieje) potrzebowali gdzieś schować te wszystkie różańce i dlatego też ukradli Wandzie Białkowskiej (z ul. Narutowicza) torebkę, w której znajdowało się 9 złotych i różne drobiazgi ogólnej wart. 35 zł. Nudna wyliczanka, nieprawdaż? Cóż, życie… Skoro wspomnieliśmy o bardzo pobożnym złodzieju, nie sposób nie wspomnieć też i o rabusiu-ogrodniku – jego łupem padły: fartuch ogrodniczy, nożyce do cięcia trawy i in. ogólnej wart. 22 zł, przedmioty te – jak również płaszcz letni – skradziono z ogrodu przy ulicy Narutowicza. Kto przechowuje płaszcz letni w ogrodzie?! Skalski Roman…

345Wyliczamy dalej: spragniony piwa Marian Szczuka z Dzierżawnej, w piwiarni przy Racławickiej, natknął się na, spragnionego jego portfela, Feliksa Gospodarka z Wieniawskiej. Josefowi Kurlenderowi, zamieszkałemu na Dawnej (od jak dawna, nie wiadomo) skradziono papierosy różnego gatunku na sumę 450 złotych. Kradzieży dokonano ze sklepu przy Cyruliczej.
W rejonie ulicy Szopena grasował natomiast… hydraulik-kryminalista! Stanisławowi Patkowskiemu zniknęła rura wodociągowa z nowobudującego się domu pod numerem 23, zaś Łukaszowi Kuryło, monterowi pracującemu na budowie pod numerem 21, nieznany sprawca podprowadził, oprócz rury wodociągowej, kwitariusz na dostawę piasku z jego pieczątkami i podpisem…

6O Borze! (to taki las) – wyliczać już zakończyć czas! No właśnie… czas. Niestety, z czasem też nie najlepiej: bo jak tu mierzyć czas bez zegara, dokładnie takiego figurkowego, który Władysław Celiński z Niecałej skradł Kazimierzowi Łukaszewiczowi z Wieniawskiej? Spać się człowiekowi chce od tego ciągłego wyliczania… o jaka fajna poduszka! Dobranoc Państwu!

7Rubinsztejn Sura Szajndla zam. przy ul. Lubartowskiej 29 złożyła zameldowanie o kradzieży poduszki wartości 20 zł. dokonanej z balkonu…

Głos Lubelski z 4.III.1936 r. (Nr 63)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Pogodowe kryminałki

1

24 stycznia 1936 r. słońce nad Lublinem wzeszło o godzinie 7 minut 50, a zaszło o 16 minut 7. W kinie „Apollo”, tego właśnie dnia, doszło do radykalnej zniżki cen, zatem nic nie stało na przeszkodzie, by obejrzeć najnowszy dramat wojenny z Jackiem Holtem, zatytułowany „Burza nad Andami”.

lf

W mieście pogoda była o wiele spokojniejsza, zupełnie nieburzowa: temperatura dnia poprzedniego według termometru Bramy Krakowskiej była następująca: godz. 6-ta rano +1, godz. 12 w południe +0, godz. 18 +0. Codzienny raport o pogodzie publikował „Głos Lubelski”. Z tegoż „Głosu” dowiadujemy się też co nieco o kryminalnej codzienności naszego miasta.

2

      Wyobraźcie sobie, że – w owym czasie – przy ulicy Jezuickiej 14 w Lublinie, mieszkał niejaki Józef Czapczyński. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież musiał gdzieś mieszkać. Z drugiej strony, przez te wszystkie lata, był on nie pierwszym, i zapewne nieostatnim mieszkańcem z Jezuickiej 14. To taki żart w stylu angielskim, a zatem wcale nie musi być śmieszny. I pewnie nie jest… Wracając do meritum: Józio pewnego dnia, na drodze swego życia, spotkał Leokadję Oleskównę. Leokadja była panną, na co wskazuje forma zapisu jej nazwiska. Mieszkała w Majdanie Moniackim (pow. Janów). Źródła milczą jak długo trwała ich znajomość i w jaki sposób kształtowały się jej losy. Co nie jest tak ważne, jak to, że nasz bohater obiecał pannie Leokadji ożenek. Miał zająć się formalnościami związanymi ze ślubem: w tym też celu otrzymał od Leosi 150 zł – wtedy też zerwał zaręczyny. Pieniędzy oczywiście nie oddał i… ostatnio aresztowano kilku sprawców napadu a mianowicie… A mianowicie, spytacie zgorszeni, co to ma wspólnego ze sprawą oszusta matrymonialnego z Jezuickiej? Jak się okazuje, zupełnie nic, ale dzięki temu możemy przejść do kolejnej opowieści.

3

      Aresztowani (Stanisław Siczka ze wsi Chmiel, Józef Skrzypek ze wsi Piotrków, Władysław Podsiadły oraz Szczepan Mazura ze wsi Piotrkówek w pow. lubelskim) w listopadzie roku poprzedniego dokonali napadu rabunkowego na Szmula Mitaka i inn. kupców z osady Żółkiewka w pow. Krasnystaw. W owym czasie (to nasz ulubiony zwrot w tym tekście) lubelski Zamek pełnił funkcję zakładu penitencjarnego, nic więc dziwnego, że sprawców napadu osadzono w więzieniu na Zamku.

POCZ_U_4937_0008

      Potem zdarzenia potoczyły się błyskawicznie: Lidji Chomicz Kościuszki 7 skradziono 40 zł gotówki i zegarek wart. 55 zł, Franciszkowi Gołębiowskiemu Narutowicza 26 skradziono z warsztatu wędliny wart. 65 zł, a Halinie Niewiarowskiej Al. Bartosza Głowackiego 17 skradziono z piwnicy 2 liny i 2 bloki żelazne wart. 60 zł. Mało? Izrael Langer S to Duska 20 zawiadomił policję, że Mendel Krochmalnik Szeroka 20 skradł mu odważnik wart. 4 zł. Odważnik? To zrozumiałe: było trzeba przecież jakoś zważyć zwędzoną (nie wędzoną?) wędlinę! Ale bloki, liny i zegarek? MacGywer jeden wie, co z tego da się zrobić…

4

Lublinianie jednak nie poddali się narastającej fali drobnej przestępczości: Felik[s] Abroży Kr. Leszczyńskiego 7 przyłapał na gorącym uczynku kradzieży desek wart. 40 zł z ogrodu, z których jednego, Stefana Grajczyka (Lubomelska 4) zatrzymał. Sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa, trzeba było coś zapalić: Cecylia Dankiewicz Zamojska 3 zawiadomiła policję, że Ryszard Gumieniak skradł jej z kiosku przy ul. Królewskie[j], papierosy wart. 4.50 zł. A że był styczeń, ludzie marzli: Moszek Goldberg, Kr. Leszczyńskiego 23, zawiadomił policję, że Andrzej Gręga Spokojna 7, skradł mu spodnie i kamizelkę wart. 8 zł. Pamiętajmy, że choć temperatura utrzymywała się w granicach zera, w każdej chwili mogło powiać mroźniejszym powietrzem – spodnie i kamizelka wówczas by nie wystarczyły: Eli Ajchenbaum, Złota 2, skradziono futro wart. 250 zł. z przedpokoju. To przelało czarę goryczy: futra z przedpokoju są bardzo cenione w każdych czasach. Złodziejowi (złodziejom?) pozostała jedynie ucieczka. Rowerem… Stanisławowi Moskwa, Mochnackiego 17 skradziono rower wart. 100 zł.

5P.S. O Borze (to taki las…)!

Głos Lubelski z 24.I.1936 r. (Nr 23)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!

20130113_090728

3

4

2

5

1

Głos Lubelski z 2.XII.1925 r. (Nr 331)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Piejo chóry, piejo…

132Ziemia Lubelska z 11.V.1915 r. (Nr 129)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

O tem, co – Magistracie! – robić z wodą do głowy uderzającą…

Choćby prowizoryczne. (p) Wobec zbliżającego się lata i upałów a co za tem idzie wzmożonej konsumcji napojów chłodzących byłoby wielce pożądanem, aby magistrat ustawił na rogach ulic budki do sprzedaży wody sodowej, która jako przygotowana na wodzie dystylowanej (tak nakazują przepisy) jest napojem zdrowszym niż woda surowa i różne lemonjady nie wiadomo z czego sporządzane. Magistrat miałby z tego źródła dochód, a publiczność wygodę i pewność, że pije dobrą wodę sodową, mad której wartością czuwa komisja sanitarna.

POCZ

+ Dla robotników. (p) Robotnicy dzienni, poszukujący pracy, zbierają się tłumnie przed magistratem i na rogu Krakow. Przedm. i Królewskiej, utrudniając cyrkulację publiczności i zachowując się niewłaściwie, mianowicie zaczepiając kobiety w sposób nieprzyzwoity. Policja perjodycznie rozpędza ich, ale to nie pomaga gdyż wkrótce nanowo się zbierają. Byłoby pożądanem, aby dla tych robotników wyznaczono inne miejsce zbierania się.

+ Kulturalna dama. W piątek wieczorem do szpitala pp. Szarytek przyjechała dama w czarnym stroju na głowie i przywiozła swoją koleżankę chorą na tyfus. Dyżurna szarytka oświadczyła jej, zgodnie z przepisami, że ten szpital chorych zakaźnych nie przyjmuje, i że powinna zwrócić się do szpitala św. Jana Bożego, przeznaczonego specjalnie dla zakaźnych chorób, a w szczególności na tyfus.

W odpowiedzi na to dama w czarnym stroju na głowie nazwała szarytkę – „sobaką” i t. p.

Należy zaznaczyć, że owa dama z zawodu swego powinna była wiedzieć o przepisach prawnych, któremi szpitale muszą się kierować. Niekulturalne więc jej zachowanie się nie może być tłomaczone nieświadomością, ale czem innem, w naszych warunkach aż nadto często napotykanem.

Ziemia Lubelska z 26.IV.1915 r. (Nr 114)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

A która nie jest?

 1

+ Załamanie się schodów. (p) W domu p. Warmana (Królewska 7) załamały się stare i spróchniałe schody drewniane, wiodące do również starych  i zapewne również spróchniałych ganków drewnianych, ciągnących się dokoła oficyn w podwórzu. Idąca temi schodami w chwili katastrofy, 19 letnia Chana Eichert, spadła z wysokości pierwszego piętra, ale dziwnym trafem nie doznała poważnego szwanku.A jednak wypadek ten mógł się zakończyć bardzo smutnie.

+ Groźne niebezpieczeństwo. (p) W roku zeszłym zawalił się podczas budowy dom przy ul. Lubartowskiej, przy samym moście po lewej stronie, idąc od targu . Dom ten został wyreperowany, wykończony, przyjęty przez komisję budowlaną i wynajęty lokatorom. Obecnie oficyna prawa domu tego, właśnie od strony rzeki, zaczyna się zarysowywać i pękać, na co powinna zwrócić uwagę właściwa władza.

Ziemia Lubelska z 17.IV.1915 r. (Nr 105)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Połączyła ich bielizna: tragiczna historia Rozalii i Armanda

 1W POPRZEDNIM ODCINKU…

Braki i nonsensy. (e) Chodniki i bruki lubelskie słyną z wyboistości dziur i pułapek, czychających na przechodnia o każdej porze roku. Wiele się o tem mówi i pisze, a mimo to stan chodników pozostawia wiele do życzenia, nawet na Krakowskim Przedmieściu, gdzie np. od NN 22 do 36 widzi się zupełne pod tym względem zaniedbanie. Kiedyż wreszcie miarodajne czynniki doprowadzą rzecz tę do porządku? – i to nie dorywczo i częściowo, lecz systematycznie w całem mieście i w jak najkrótszym czasie. To jest cząstka zaledwie braków, bo weźmy np. zamiatanie ulic: odbywa się ono chaotycznie, w różnych porach dnia, przyczem zarządy gmachów państwowych i samorządowych miast służyć za wzór – przodują w zaniedbaniu. Albo polewanie ulic: policjanci bez względu na to, czy termometr wskazuje wyżej czy niżej zera, polecają dozorcom polewać ulice i chodniki rankiem. Skutek jest ten, że czasem na chodnikach polanych w czasie przymrozku tworzy się ślizgawica, wymagająca znowu posypywania piaskiem i tak w kółko. Czyżby zorjentowanie się w tak prostej sytuacji było takąż „szaradą”? Nie – trzeba tylko nieco rozsądnej gorliwości i najzwyklejszego zrozumienia, ale… o to właśnie najtrudniej.


= Zasłużona kara. (.w) Dzisiejszy nader opłakany stan lubelskich chodników zwrócił nareszcie uwagę miejscowych władz policyjnych, które wydały polecenie podwładnym czynnikom do sporządzania na opornych w reperowaniu ich i doprowadzania do należytego stanu, odpowiednich protokułów. Kierując się tem funkcjonarjusze służbowi sporządzili w dniu wczorajszym doraźny protokuł na p. Sikorskiego właściciela posesji Nr 51 przy ulicy Namiestnikowskiej, przed którą naprawdę chodnik jest wprost skandalicznym i niejednokrotnie zagrażać może życiu i zdrowiu przechodniów.

2

= Pomysłowy wieśniak. (.w) W dzisiejszych bezgotówkowych czasach żądza złota, zwłaszcza wśród zawsze chciwego ludu wzmogła się szalenie. Każdy niemal sili swój dowcip nad tem w jakiby to sposóbzdobyć potrzebne fundusze. Do tych ostatnich należał również Andrzej Polesiak mieszkaniec wsi Czerniejów gminy Piotrków powiatu lubelskiego, który mając kwity władz wojskowych wystawione na zakupione u niego zboże, postanowił zarobić na nich solennie, i w tym celu w sposób dosyć udatny na miejsce dawnych prawdziwych cyfr przezeń wywabianych wstawił sobie sumę, jaka mu właśnie do gustu przypadała. Pomimo jednak zręcznego podrabiania poznano się na sfałszowanych kwitach, a pomysłowego wieśniaka oddano w ręce władz policyjnych, które za fałszerstwo i chęć oszukania władz wojskowych pociągnęły go do odpowiedzialności sądowej.

4

= Niedozwolona kwesta. (.w) Miejscowe władze administracyjne w ostatnich czasach wobec częstych nadużyć wydały zaostrzone przepisy co do przeprowadzania kwest na cele dobroczynne. Jak zwykle w takich wypadkach, kiedy chodzi o przepisy obowiązujące, żydzi chcą je w jakiś sposób obejść, a najlepszym dla nich i najdogodniejszym znać okazał się sposób przeprowadzania kwest potajemnie, bez zezwolenia władz. Miedzy innemi w tych dniach lubelscy żydzi zbierali ofiary na rzecz towarzystwa „Mirrachi”, w której to bowiem przeszkodziła im niestety policja pociągając kwestujących do odpowiedzialności sądowej.

3

= Lubelski „Łazarz”. (d) Na onegdajszem zebraniu przedstawicieli Związków Zawodowych w Kasie Chorych p. Komisarz Kawecki przybrał się na rolę najnędzniejszego „żebraka” lubelskiego, oznajmiając publicznie, że mieszka tylko w jednym pokoju. Jak zdołaliśmy wczoraj stwierdzić w kamienicy Nr 6 przy ul. Królewskiej, pan Kawecki Dyonizy zajmuje tam 7 pokoi, kuchnię i łazienkę. Pocóż więc było uciekać się do demagogicznego tego kłamstwa. I w tym wypadku lubelski „Łazarz” okazał swą dżentelmaneria.


6

= Lokatorzy bez bielizny. (.w) Od dawna już, odkąd złodzieje poczęli grasować po strychach bezkarnie rzadko kto wiesza dziś do wysuszenia bieliznę na strychu, nie chcąc narazić się na skradzenie. Niektórzy jednak mieszkańcy z konieczności korzystają ze strychów  niejednokrotnie trzymając całemi nocami warty. O oględności tej zapomnieli lokatorzy domu Nr 52 przy ulicy Krakowskie Przedmieście Rozlja Kostrzewska, Armand Pusow i Małgorzata Pignowska, którzy powieszonej bielizny już nigdy oglądać prawdopodobnie nie będą. Nieznani bowiem sprawcy korzystając z tej nieoględności zakradli się nocą na strych, skąd skradli wszystką bieliznę. Władze policyjne są na tropie złodzieja.


= Znowu śnieg i znowu mokro. (e) Po kilku pięknych, słonecznych dzionkach, horyzont nad Lublinem zasłały znowu lekkie śniegowe chmurki, prusząc spokojnie miękkimi płatkami śniegu, topniejącymi bezwłocznie po zetknięciu z nagrzaną powierzchnią ziemi. Prawdopodobnie jednak śnieg nie zdoła już spaść w takiej ilości, by utrzymał się przez kilka dni bodaj na powierzchni, a przemijające chmurki śniegowe są tylko przednią strażą marca, któremu stare przysłowie nasze nadaje miano „garnca”, zawierającego resztki zimy i początki wiosny, a więc śnieg z deszczem, lub na przemian.

Głos Lubelski z 22 II 1925 r. (Nr 53)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Czy wiesz, czyją rękę masz w kieszeni?

+ Nowe czcionki. Powiadamiamy naszych prenumeratorów i czytelników, zamówione przez nas nowe czcionki już przybyły do Lublina. Drukowanie „Ziemi Lub.” nowymi czcionkami rozpoczniemy po rozsypaniu po rozsypaniu ich do nowych kaszt, czyli za kilka dni.


+ Bez wódki i wina. Z powodu ciągłych starań różnych zakładów, stowarzyszeń i t. p. o pozwolenie na sprzedaż wina i ograniczoną sprzedaż wódki wyższe władze wojskowe, od których decyzji cała sprawa zależy, odpowiedziały, że do czasu ukończenia wojny sprzedaż publiczna wódki i wina pozwolona nie będzie.


+ Z miasta. Przy ul. Radziwiłłowskiej wzdłuż posesji Frejtaga parkan od ulicy pochylił się tak bardzo, że trzeba głowy schylać, aby przejść tamtędy, i grozi niebezpieczeństwem. Należy parkan ten doprowadzić do porządku.


POCZ_U_SZUJAJ A ZNAJDZUESZ

+ Pod skrzynią towaru. (p.) Ul. Królewską przejeżdżała platforma Szymchy Biajwajsa, którą powoził furman Władysław Kukliński; platforma naładowana była  bardzo wysoko skrzyniami towaru, z których jedna spadła na nogę przejeżdżającemu obok pocztyljonowi, Franciszkowi Juźko. Uderzenie było tak silne, że noga pękła i  nieszczęśliwego J. trzeba było odwieźć do szapita pp.Szarytek na kurację. Policja spisała odpowiedni protokół dla pociągnięcia do odpowiedzialności tak woźnicy, jak i właściciela platformy.


+ Ukradzenie konia z wozem. (p) Za mostem żelaznym włościaninowi Janowi Koskowi we wsi Łuck w pow. Lubartowskim skradziono konia z wozem, wartości 120 rb. Wydział śledczy po 2 dniowym poszukiwaniu znalazł konia wraz z wozem w dzielnicy żydowskiej i wzywa K. po odbiór swej własności.


+ Na gorącym uczynku.(p) Robotnik kolejowy Gonczarow zauważył cudzą rękę w swojej kieszeni i uchwycił złodzieja, oddając go w ręce policji. Przy spisywaniu protokułu okazało się, że jest to znany złodziej  kieszonkowy, Józef Mazur.


Ziemia Lubelska z 17 II 1915 r. (Nr 48)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation