Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Zamek w Lublinie”

Dwie strony Światowida, czyli Lublin w kolorze.

No może (O Borze! – to taki las…) nie cały w kolorze, bo kolorowe są tylko dwie ilustracje z – zamieszczonego w numerze 23 z 4 czerwca 1939 r. magazynu ilustrowanego Światowid – artykułu zatytułowanego Piękno prastarego Lublina. Krótki ten artykuł to zapowiedź urządzanych w dniach 4-11 czerwca „Dni Lublina, Zamościa i Lubelszczyzny”, na których miasto nasze miało okazję z chlubą swą przeszłość i teraźniejszość całej Polsce zaprezentować. Dziś, dokładnie osiemdziesiąt lat później, w rocznicę wspomnianej imprezy, na naszych skromnych łamach ów artykuł prezentujemy w całości – ku Waszej i naszej (też przecież) radości. Przyjemnej lektury!

 

„Światowid” nr  23 z 4 VI 1939 r.   

Ilustracje ze zbiorów Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Pogodowe kryminałki

1

24 stycznia 1936 r. słońce nad Lublinem wzeszło o godzinie 7 minut 50, a zaszło o 16 minut 7. W kinie „Apollo”, tego właśnie dnia, doszło do radykalnej zniżki cen, zatem nic nie stało na przeszkodzie, by obejrzeć najnowszy dramat wojenny z Jackiem Holtem, zatytułowany „Burza nad Andami”.

lf

W mieście pogoda była o wiele spokojniejsza, zupełnie nieburzowa: temperatura dnia poprzedniego według termometru Bramy Krakowskiej była następująca: godz. 6-ta rano +1, godz. 12 w południe +0, godz. 18 +0. Codzienny raport o pogodzie publikował „Głos Lubelski”. Z tegoż „Głosu” dowiadujemy się też co nieco o kryminalnej codzienności naszego miasta.

2

      Wyobraźcie sobie, że – w owym czasie – przy ulicy Jezuickiej 14 w Lublinie, mieszkał niejaki Józef Czapczyński. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież musiał gdzieś mieszkać. Z drugiej strony, przez te wszystkie lata, był on nie pierwszym, i zapewne nieostatnim mieszkańcem z Jezuickiej 14. To taki żart w stylu angielskim, a zatem wcale nie musi być śmieszny. I pewnie nie jest… Wracając do meritum: Józio pewnego dnia, na drodze swego życia, spotkał Leokadję Oleskównę. Leokadja była panną, na co wskazuje forma zapisu jej nazwiska. Mieszkała w Majdanie Moniackim (pow. Janów). Źródła milczą jak długo trwała ich znajomość i w jaki sposób kształtowały się jej losy. Co nie jest tak ważne, jak to, że nasz bohater obiecał pannie Leokadji ożenek. Miał zająć się formalnościami związanymi ze ślubem: w tym też celu otrzymał od Leosi 150 zł – wtedy też zerwał zaręczyny. Pieniędzy oczywiście nie oddał i… ostatnio aresztowano kilku sprawców napadu a mianowicie… A mianowicie, spytacie zgorszeni, co to ma wspólnego ze sprawą oszusta matrymonialnego z Jezuickiej? Jak się okazuje, zupełnie nic, ale dzięki temu możemy przejść do kolejnej opowieści.

3

      Aresztowani (Stanisław Siczka ze wsi Chmiel, Józef Skrzypek ze wsi Piotrków, Władysław Podsiadły oraz Szczepan Mazura ze wsi Piotrkówek w pow. lubelskim) w listopadzie roku poprzedniego dokonali napadu rabunkowego na Szmula Mitaka i inn. kupców z osady Żółkiewka w pow. Krasnystaw. W owym czasie (to nasz ulubiony zwrot w tym tekście) lubelski Zamek pełnił funkcję zakładu penitencjarnego, nic więc dziwnego, że sprawców napadu osadzono w więzieniu na Zamku.

POCZ_U_4937_0008

      Potem zdarzenia potoczyły się błyskawicznie: Lidji Chomicz Kościuszki 7 skradziono 40 zł gotówki i zegarek wart. 55 zł, Franciszkowi Gołębiowskiemu Narutowicza 26 skradziono z warsztatu wędliny wart. 65 zł, a Halinie Niewiarowskiej Al. Bartosza Głowackiego 17 skradziono z piwnicy 2 liny i 2 bloki żelazne wart. 60 zł. Mało? Izrael Langer S to Duska 20 zawiadomił policję, że Mendel Krochmalnik Szeroka 20 skradł mu odważnik wart. 4 zł. Odważnik? To zrozumiałe: było trzeba przecież jakoś zważyć zwędzoną (nie wędzoną?) wędlinę! Ale bloki, liny i zegarek? MacGywer jeden wie, co z tego da się zrobić…

4

Lublinianie jednak nie poddali się narastającej fali drobnej przestępczości: Felik[s] Abroży Kr. Leszczyńskiego 7 przyłapał na gorącym uczynku kradzieży desek wart. 40 zł z ogrodu, z których jednego, Stefana Grajczyka (Lubomelska 4) zatrzymał. Sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa, trzeba było coś zapalić: Cecylia Dankiewicz Zamojska 3 zawiadomiła policję, że Ryszard Gumieniak skradł jej z kiosku przy ul. Królewskie[j], papierosy wart. 4.50 zł. A że był styczeń, ludzie marzli: Moszek Goldberg, Kr. Leszczyńskiego 23, zawiadomił policję, że Andrzej Gręga Spokojna 7, skradł mu spodnie i kamizelkę wart. 8 zł. Pamiętajmy, że choć temperatura utrzymywała się w granicach zera, w każdej chwili mogło powiać mroźniejszym powietrzem – spodnie i kamizelka wówczas by nie wystarczyły: Eli Ajchenbaum, Złota 2, skradziono futro wart. 250 zł. z przedpokoju. To przelało czarę goryczy: futra z przedpokoju są bardzo cenione w każdych czasach. Złodziejowi (złodziejom?) pozostała jedynie ucieczka. Rowerem… Stanisławowi Moskwa, Mochnackiego 17 skradziono rower wart. 100 zł.

5P.S. O Borze (to taki las…)!

Głos Lubelski z 24.I.1936 r. (Nr 23)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Praca uszlachetnia

1

2

Głos Lubelski z 27.IX.1925 r. (Nr 265)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Ballada wagonowa

1

Pościg za złodziejem po dachach pędzącego pociągu

Lew załapał złodzieja, którego osadzono na Zamku

Pewnej nocy letniej zdążał z Krakowa w stronę Lublina pociąg osobowy. W Rozwadowie do jednego z przedziałów III-ej klasy pociągu osobowego, w którym znajdował się Izaak Lew, wszedł jakiś młody człowiek.

Pociąg ruszył w dalszą drogę. Pasażerowie poczęli drzemać. Izaak Lew też się nieco zdrzemnął. Po jakimś czasie Lew uczuł, że jakaś ręka zagłębiła się w jego kieszeni, w której znajdowało się 1000 złotych. Błyskawicznie zerwał się i chwycił złodzieja za rękę, wzywając jednocześnie pomocy, ludzi znajdujących się w sąsiednim przedziale. Złodziej tym czasem wyrwał się z objęć Lwa i wyskoczył na korytarz, a następnie na dach wagonu.

Za nim rzuciło się w pogoń kilku pasażerów. Rozpoczął się szalony pościg po dachach pędzącego pociągu. Wreszcie kiedy uciekający złodziej miał zamiar skoczyć z pędzącego pociągu na ziemię, dopadli go ścigający i przytrzymali. Został on następnie oddany policji w Lublinie.

Ustalono, że jest to znany policji „ptaszek”, wielokrotnie już karany za różne kradzieże, warszawianin Bronisław Lewosz.

W dniu wczorajszym stanął on przed Sądem Okręgowym w Lublinie, który skazał go na 1 rok więzienia z pozbawieniem praw.


Jak pan kierownik Urzędu Pocztowego

zabawiał się w czarnoksiężnika

czyli jak na rozkaz jego rozkaz jego czarodziejskiej ręki znikały dolary
z listów amerykańskich

(t) Wesoły żywot prowadził pan kierownik Urzędu Pocztowego w Gościeradowie, nie siał nie orał a zbierał dolary.

Ten żywot iście „poczciwego” człowieka pan kierownik prowadziłby dłużej, gdyby mu się nie pośliznęła noga. Oto zawiadomiana Anastazja Pomorska, że otrzymała list z Ameryki, pobiegła na pocztę, gdzie stwierdziła, że list jest naruszony. Otworzyła go więc w urzędzie pocztowym i tu się okazało, ze list ten był w kilku miejscach podskrobany i że innem pismem wpisane było kilka zdań. Wtedy roztropna niewiasta odesłała list odwrotną pocztą do Ameryki do męża.

Wówczas wyszły na jaw malwersacje pana kierownika. Oto odpisuje, że on podejrzanych zdań nie pisał i że w liście tym posłał swej żonie 10 dolarów.

Zarządzono śledztwo podczas którego ekspertyza wykazała, że tym fałszerzem i zarazem złodziejem był kierownik.

W tych dniach – pomysłowy oszust stanął przed Sądem. Sąd Apelacyjny na mocy art. 578, cz. I i III KK. skazał go na 1 rok więzienia, karę tę zmniejszono mu na zasadzie amnestji do 6 miesięcy więzienia.


 2

Ciemności

Lampa, przyświecająca na ulicy Krochmalnej, od paru dni zgasła i ulicę zalegają zupełne ciemności. Ponieważ pod cukrownią zdarzają się częste napady i bójki, należy jak najszybciej ową lampę naprawić i w ten sposób usunąć grożące przechodniom w ciemnościach niebezpieczeństwo.


Pożar w Obozie Zachodnim

W dniu wczorajszym w godzinach popołudniowych z powodu wady w przewodzie kominowym wybuchł pożar w budynku mieszczącym dowództwo 2-go Dyonu Taborów. Ogień objął część ściany, która poczęła się szybko palić. Wezwano straż ogniową, która ogień szybko ugasiła.

Straty nieznaczne.


3Zarządzenie Magistratu

w sprawie numeracji domów i mieszkań

Zgodnie z rozporządzeniem P. Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 16 października 1930 r. Dz.Ust. R. P. Nr. 84 poz. 653 o meldunkach i księgach ludności wszystkie nieruchomości na terenie m. Lublina, jak również i mieszkania w domach, oraz oficynach i innych budynkach winny być oznaczone kolejnymi numerami.

Na podstawie ust. 8 $ 27 w-w rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i ust. 4 $ 12 instrukcji M. S. W. z dnia 27 listopada 1930 r. oraz rozporządzenia P. Wojewody Lubelskiego, Magistrat m. Lublina wzywa tych właścicieli nieruchomości, którzy nie oznaczyli dotychczas numerami swych domów, jak również i mieszkań w swych domach, ażeby w nieprzekraczalnym terminie do dnia 20 lutego 1931 r. zaopatrzyli swe nieruchomości w tabliczki i latarki z nazwą ulicy i numerem kolejnym według wykazu i wskazówek policji państwowej, jak również wszystkie mieszkania w domach, oficynach i innych budynkach oznaczyli kolejnymi numerami.

W razie niezastosowania się do niniejszego zarządzenia w określonym terminie zostaną zastosowane środki postępowania przymusowego (Dz. U. R. P. z 1928 r. Nr. 36 poz. 342).

Kierownik Zarządu Miejskiego
m. Lublina

J. Piechota

Naczelnik Wydziału Budownictwa

Inż. I. Kędzierski

Ziemia Lubelska z 7 II 1931 r. (Nr 36)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Sweter

1

Wysłańcy proroka Eljasza w Lublinie

Apostołowie „nowej wiary” z dalekiego Polesia

LUBLIN, 31. 1. Dziś w naszej redakcji zjawili się dwaj „wysłańcy proroka Eljasza”, sekty o której piszemy na innej stronie. Są to dwaj chłopi białoruscy z Motola w powiecie Drohiczyńskim pod Pińskiem. Miał im się okazać prorok Eljasz, i dawszy się poznać cudami, o których wysłańcom mówić nie wolno – kazał im iść w świat głosić ową wiarę.

Wiara ta ma na celu zjednoczenie ludzi we wspólnej religii. Świętować się ma dwa dni w tygodniu – sobotę i niedzielę. Nie wolno jeść świńskiego mięsa, bowiem świnia jest nieczysta i ma zły charakter, który udziela się ludziom spożywającym jej mięso.

Zasadniczą podstawą „nowej religii” jest zachowywanie Dziesięciorga przykazań. Wysłańcy wędrują na piechotę, nie wolno im przyjmować datków pieniężnych i żywieni są w drodze przez ludzi.

Owi dwaj poleszucy robią dziwne wrażenie ludzi zahipnotyzowanych. Obaj są drobnymi rolnikami. Porzucili sadyby, żony i dzieci którymi opiekują się tymczasem ich sąsiedzi – współwyznawcy. Wędrują już tak od żniw, głosząc zasady swej sekty.

Zasady te m. in. jak nam oświadczyli wysłańcy proroka Eljasza, zabraniają używania tytoniu i alkoholu. Związki małżeńskie są dozwolone i nie uważane za grzech. W Lublinie mają zamiar zostać koło tygodnia. Dokąd się udadzą następnie – jeszcze nie wiedzą.


Elektryfikacja Sławinka. Kilkunastu właścicieli willi na Sławinku zdawna oczekuje już przedłużenia miejskiej sieci elektrycznej. Jak nas informują sprawa obecnie posunęła się do naprzód, ponieważ ustalono podział kosztów z elektryfikacją związanych. Zarząd elektrowni własnym kosztem doprowadziłby kabel wysokiego napięcia (6600 v) i pobudował transformator na Sławinku na prąd użytkowy 220 v., właściciele zaś willi wpłaciliby sumy potrzebne na doprowadzenie linii od transformatora do ich posiadłości. Koszta te wyniosłyby do paruset złotych, zależnie od długości pojedyńczej linii, jednak elektrownia koszta te zwróciłaby każdemu w formie dostarczanego prądu. Obecnie wskazane jest żeby każdy właściciel willi na Sławinku  zgłosił się do Zarządu Elektrowni Miejskiej i złożył deklarację pokrycia kosztów swego odcinka linji.


Też „spoczynek niedzielny”. Nie tylko handel w sklepach jest chyba zakazany w niedzielę, ale również zapewne funkcjonowanie innych przedsiębiorstw, jak np. przewozowych. Tymczasem nie byle gdzie, bo na Krakowskim Przedmieściu widzieć można ciągnące wysoko ładowane fury, pełne towaru jadące w kierunku Alei Racławickich w każdą niemal niedzielę i święto. Są to wozy żydowskich przedsiębiorstw przewozowych, które obecnie przewożą końmi towary, zastępując w ten sposób drogie i wysoko opodatkowane samochody. Sądzimy, że ustawa o spoczynku niedzielnym rozciąga się również na przedsiębiorstwa tego rodzaju, tak że władze owemu procederowi w niedzielę i święta kres położyć powinny.


Hazard uliczny. Na ulicy Zamojskiej jacyś trzej osobnicy urządzili sobie znowu istne Monte Carlo. Ustawiają stół, na nim kilka wygranych (przeważnie budzików) i wciągają do gry naiwnych przechodniów. Grę prowadzi jeden z przedsiębiorców, dwaj drudzy stoją na czatach i w razie pojawienia się na horyzoncie policjanta alarmują towarzysza, który porywa stolik, budziki i wszystko ukrywa się w najbliższej bramie. Wartoby posłać na miejsce po cywilnemu ubranych wywiadowców, aby z tem zrobili porządek.

Specjalista od takich gier Ekiert, znany bojówkarz sanacyjny z okresu wyborów, siedzi podobno w więzieniu. Jak widać – znalazł następców.


Historja skradzionego wieprza. Władze policyjne pociągnęły do odpowiedzialności karnej Adolfa Fijałkowskiego (Skibińska 29) który dokonał kradzieży wieprza u St. Filipowicza. Fijałkowski zabił wieprza i zamierzał mięso sprzedać. Zabitego wieprza zwrócono Filipowiczowi.


Żydzi okradli sklep żydowski. W związku z okradzeniem sklepu Symchy Szypra przy ul. Szerokiej (gdzie skradziono towarów na około 1000 zł.) policja po przeprowadzeniu dochodzeń aresztowała sprawców kradzieży w osobach Samuela Cukiermana (ul. Krawiecka 5) i Moszka Gurfinkla (Krawiecka 5). Obu złodziei osadzono na Zamku.


Specjalista od kiosków w areszcie. W związku z ciągłem okradaniem kiosków inwalidzkich zatrzymany został sprawca tych kradzieży Czesław Ogrodowski zam. przy ul. Krochmalnej 15. Ogrodowski dokonał kradzieży w kioskach przy ul. Szopena 15, Kapucyńskiej 5 i usiłował dokonać kradzieży w jednym z kiosków przy ulicy Narutowicza.


Codzienne kradzieże. Wiktorii Jasińskiej zam. przy ul. Konopnickiej 5 skradziono z mieszkania sweter wartości 30 zł. Kradzieży tej dokonała Helena Szymańska bez stałego miejsca zamieszkania.

Głos Lubelski z 1 II 1935 r. (Nr 32)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Psy wciąż gryzą bo hycel jest „niedysponowany”

Całkwita likwidacja groźnej szajki

włamywaczy grasującej na terenie Lublina

Herszt szajki – ostatnie włamanie – paserzy – policja na tropie szajki

zbrodnicza trójka – pod kluczem

Jak wiadomo od pewnego czasu na terenie Lublina poczęła grasować tajemnicza szajka włamywaczy, która w różnych odstępach czasu robiła „skoki” na magazyny i prywatne mieszkania zamożniejszych mieszkańców miasta. I tak w kolejności dokonano włamań do mieszkania p. Temkina – Radziwiłłowska 3, dr. Bobrowskiej – Narutowicza 14, nauczycielki Wierońskiej – Niecała 10 oraz do magazynów p.p. Domiczka i Rudigiera przy ulicy Kościuszki 2 i innych.

Władze policyjne przez pewien czas wobec precyzyjnej i z dużą wprawą wykonywanej „roboty” złodziejskiej nie mogły wykryć sprawców.

Jednak złoczyńcom podwinęła się noga. Policja lubelska dołożyła wszelkich wysiłków i wreszcie w ciągu ostatnich kilku dni szajkę całkowicie zlikwidowała, oddając jej członków do dyspozycji władz sądowych.

Poniżej zamieszczamy dzieje powstania i „pracy” szajki na terenie Lublina, tudzież walkę policji z szajką i jej likwidację.

Przed niedawnym czasem przybył do Lublina znany włamywacz lwowski, niejaki Samotyj Antoni. Osobnik ten wielokrotnie już karany, dokonał ostatnio we Lwowie głośnego włamania do zakładu jubilera Rapsa, gdzie skradł różnych kosztowności na sumę przeszło 100.000 złotych.

Samotyj został aresztowany przez policję lwowską i zasiadł na ławie oskarżonych przed lwowskim Sądem Okręgowym.

Skazany na 2 i pół lata więzienia – Samotyj zbiegł z sali sądowej i znikł na pewien czas z widowni.

Wreszcie, jak to już zaznaczyliśmy  – włamywacz lwowski „wylądował” w Lublinie.

Tu, po zbadaniu „gruntu” zawarł znajomość a następnie stosunek miłosny z kuzynką znanego recydywisty Zygmunta Pelczarskiego – Anną Pelczarską.

Po pewnym czasie Pelczarska została kochanką Samotyja.

„Dobrana para” szybko zawarła przyjaźń z Pelczarskim.

Cała to złodziejska paczka bez trudu doszła do porozumienia. Postanowili oni zawiązać szajkę włamywaczy, a terenem wystąpień złoczyńców miało być miasto Lublin. Samotyj, mając w osobach Pelczarskich wiernych druhów, począł sprzedawać lubelskim paserom zrabowane we Lwowie złote przedmioty, obrączki, kolczyki it.p. przetopione w sztaby.

Między innymi sprzedał on łomy złote jubilerowi Entenowi. W dalszej swej działalności na terenie Lublina banda weszła w porozumienie z „królem paserów” lubelskich, niejakim Binderem oraz innymi osobistościami tego świata: „Rumunem” którego prawdziwe nazwisko brzmi Kac Eljan, Akselrotem Szlomą oraz Kolendrem i Sztalhamerem.

Wszyskie skradzione rzeczy wędrowały do paserów lub też Pelczarska wywoziła je do Lwowa, gdzie już czekali na nią znajomi Samotyja.

Kiedy Samotyj „oswoił” się na tutejszym terenie, banda przystąpiła do „roboty”.

Rezultaty „pracy” włamywaczy są dobrze znane całemu Lublinowi.

Domiczek, Ritigier, Wierońska, dr. Bobrowska, Temkin, Fajzylber oto nazwiska osób, które padły ofiarami „występów” szajki włamywaczy.

Szereg tych zuchwałych z wielką wprawą dokonanych kradzieży i włamań zmusił władze policyjne do walki z przestępcami, którzy przez pewien czas zręcznie się izolowali od policji, unikając spotkania z nią za wszelką cenę.

Policja jednak nie dawała za wygrane i stale deptała włamywaczom po piętach.

Wreszcie drogą poufnych wywiadów, władze policyjne dowiedziały się o wszystkiem.

Złodzieje czując na sobie rękę policji znikli bez śladu. Policja przeprowadziła bardzo szczegółową rewizję w mieszkaniu Pelczarskiej. Rewizja dała nadspodziewane rezultaty. Oto za doniczką z kwiatami znaleziono ukryte kolczyki złote, jak się później okazało będące własnością okradzionej nauczycielki p. Wierońskiej. W dalszym ciągu rewizji natrafiono na rzeczy pochodzące z kradzieży u p. p. Temkina i Domiczka.

Wszyscy poszkodowani w znalezionych przedmiotach rozpoznali swoją własność.

Policja rozpoczęła pościg za włamywaczami. Pierwszy wpadł w ręce sprawiedliwości herszt szajki Antoni Samotyj. Starał się on przez pewien czas udawać Pelczarskiego. Przyznał się jednak później do prawdziwego nazwiska.

Następnie aresztowano Zygmunta Pelczarskiego, wspólnika Samotyja. W dniu onegdajszym wieczorem aresztowano ukrywającą się kochankę Samotyja – Annę Pelczarską.

W czasie składania zeznań cała zbrodnicza trójka przyznała się do wszystkich popełnionych kradzieży.

Włamywaczy osadzono na Zamku.

Zlikwidowanie tej szajki będącej plagą Lublina jest dziełem naszej policji, za co też należą się jej gorące słowa uznania za owocną i skuteczną walkę z występkiem.

V_0359_1931_0337-00004

Nowe ofiary ślizgawicy

Jeszcze nie przebrzmiały echa onegdajszych nieszczęśliwych wypadków spowodowanych przez ślizgawicę i nieposypywanie piaskiem chodników a już mamy do zanotowania dalsze wypadki którym ulegają nieszczęśliwi przechodnie lubelskich ulic.

Na ulicy Dolnej Panny Marji wskutek ślizgawicy upadła i doznała złamania lewej ręki, Michalina Kwiecień lat 37 zamieszkała ul. Dolna P. M. Nr 17.

Ten sam los spotkał również 50 letnią Łaję Landau zamieszkałą przy ulicy Szerokiej 22, która wsutek upadku doznała złamania prawej ręki.

Jan Koźlik lat 47 ze Snopkowa przechodząc u. Ś-to Duską poślizgnął się  i upadł raniąc się dość poważnie w głowie.

Wszystkim ofiarom ślizgawicy pierwszej pomocy udzieliło Pogotwie Ratunkowe.


Co się stało z młodym chłopcem? Belski Antoni, zam. Pawia 41, zameldował, że w dniu 9 b. . o godz. 16 ej brat jego Belski Bolesław, lat 15 wyszedł z domu zabierając w gotówce 26 zł i 3 dolary i dotąd nie powrócił. Rysopis zbiegłego: wzrost średni, szczupły, twarz okrągła, oczy czarne, włosy ciemne. Ubrany był w marynarkę czarną, krótkie spodenki sportowe koloru jasnego i kamasze carne. Poszukiwania zarządzono.


Psy ciągle gryzą. Hindla Wajman lat 48 zamieszkała Rynek 10, przechodząc przez ulicę została pokąsana przez psa w lewą rękę. Pierwszej pomocy udzielił jej lekarz Pogotowia Ratunkowego.


Czyściciel zatruł się alkoholem. Bolesław Przyczyna lat 25 syn rakarza miejskiego zamieszkały poza mistem na Dziesiątej, w dniu onegdajszym rozpoczął libację z ojcem i bratem. Pił tam bardzo dużo,  tak dużo że w pewnej chwili Bolesław Przyczyna dostał straszliwych boleści i padł na ziemię. Prezrażeni domownicy wezwali Pogotowie Ratunkowe które udzieliło pomocy.

Ziemia Lubelska z 12 XII 1931 r. (Nr 337)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Tragiczna i prawdziwa historia miłosna

V_0359_1931_0326-00003-1

Zazdrość o narzeczoną

pchnęła go do zbrodni

Morderstwo na polu pod Lublinem

Swego czasu we wsi Wilczopole położonej o kilka kilometrów od Lublina pomiędzy Józefem Gustawem lat 23 a Józefą Gardałówną lat 19 zawiązał się stosunek miłosny. Przez pewien czas narzeczeni żyli ze sobą w przykładnej zgodzie i nic nie zapowiadało, że między nimi nastąpić mogą jakieś nieporozumienia.

Po jakimś czasie młoda dziewczyna zwróciła swą uwagę w stronę młodego parobczaka niejakiego Stanisława Kołodzieja.

Kołodziej począł jej towarzyszyć na zabawy i wycieczki. Ona coraz częściej opuszczała narzeczonego.

W tym też czasie, ludzie poczęli sobie pokpiwać z Gustawa, mówiąc mu, że go narzeczona „kantem” puściła oraz, że Kołodziej mu ją „odbija”. Młody chłopak wpadał z tego powodu w rozpacz. Odgrażał się, że Kołodzieja „usadzi” – prosił dziewczynę by się opamiętała. Wszystkie prośby pozostawały bez skutku.

W końcu dziewczyna oświadczyła Gustawowi, że będzie chodziła z Kołodziejem. Wówczas to Gustaw zapragnął krwi rywala.

Pewnej letniej nocy Gustaw postanowił zakończyć z Kołodziejem. Dowiedział się on, że Kołodziej jest na zabawie z Gardołówną w pobliskiej wsi Kąty.

Uzbroił się więc w potężną pałkę, a wziąwszy do pomocy swych kuzynów Jana Gustawa, Józefa Gustawa i Franciszka Krzywickiego ruszył na ich czele w kierunku wspomnianej wsi.

W drodze Gustaw ze swą gromadą napotkali wracającego Kołodzieja. Wszyscy więc rzucili się na niego i poczęli go bić pałkami.

Zmasakrowany, zalany krwią Kołodziej zwalił się na ziemię. Wówczas Gustaw zadał mu jeszcze kilka ciosów. Kołodziej w kilka chwil później zmarł.

O morderstwie zawiadomiono policję, która sprawcę aresztowała i osadziła w więzieniu na Zamku. W najbliższych dniach Gustaw i jego wspólnicy staną przed sądem Okręgowym w Lublinie.

V_0359_1931_0326-00004


 Awanturniczy Filipek. P. Stanisław Filipek, lat 27, zamieszkały przy ulicy Wojennej 5, po sutej libacji wpadł w wojowniczy nastrój. Toteż kiedy się począł awanturować na ulicy, dostał od jakiegoś przechodnia laską w głowę. W dalszym ciągu awantur, pan Filipak natknął się na posterunkowego, który mimo oporu z jego strony został odprowadzony na wytrzeźwienie do komisariatu.


 Osiemdziesięcioletnia staruszka pod kopytami spłoszonych koni. W dniu wczorajszym przechodnie Alei Racławickich byli świadkami omal nie tragicznego wypadku. Oto chodnikiem od strony koszar szła 80-letnia mieszkanka osady Chodel, niejaka Magdalena Furtak. Nagle na szosie spłoszyły się od przejeżdżającego auta – konie. Zwierzęta nieokiełznane jak wicher rzuciły się na chodnik, ciągnąc za sobą wóz. Staruszka nie zdążyła się usunąć, to też dostała się pod kopyta koni. Cudem tylko uniknęła śmierci. Doznała natomiast złamania jednego żebra oraz szeregu obrażeń głowy i całego ciała. Pomocy udzieliło jej Pogotowie Ratunkowe. Policja spisała protokuł.


V_0359_1931_0326-00003-2

Uważać na dzieci. Obecnie z nastaniem mrozów, kiedy mniejsze stawy i rzeczki pokryły się cienką taflą lodu, tłumy dzieci wybierają się na „ślizgawkę”. Otóż ze względu na bezpieczeństwo dzieci, rodzice nie powinni pozwolić na ślizganie się po rzekach i stawach, gdyż cienka warstwa lodu grozi w każdej chwili załamaniem się. Nie dalej, jak w niedzielę, miało miejsce kilka wypadków pęknięcia lodu, a dzieci tylko cudem wyratowano z głębin. Z uwagi na ten fakt, należy obecnie zwrócić baczniejszą uwagę na dzieci.


Posypywać chodniki piaskiem. Przy rynsztokach zwłaszcza na przejściach ulic utworzyły się duże rozlewy, które stwarzają dla przechodniów znaczne niebezpieczeństwo narażają ich na upadki bardzo bolesne i. t. d. Zwracamy uwagę na wyżej wspomnianą bolączkę i mamy nadzieję że zostanie ona usunięta przez przysypywanie piaskiem zamarzniętych przejść.

Ziemia Lubelska z 1 XII 1931 r. (Nr 326)i-hate-facebook1

Zorganizowana przestępczość garderobiana w nie do końca gramatycznie zorganizowanej wiadomości

Schwytanie trzech zbiegów więziennych. W dniu 21 listopada b. r. agentom wydziału śledczego M. M. udało się schwytać Aleksandra Migałę, Stefana Kunca i Pawła Maternickiego, zbiegów więziennych, którzy dopuścili się trzech wielkich kradzieży i garderoby w Teatrze Wielkim, garderoby z komory dezynfekcyjnej ze szpitala św. Jana Bożego oraz o obrabowanie, mieszkania na Bronowicach. Schwytanych przestępców osadzono z powrotem pod kluczem w więzieniu na Zamku.

Głos Lubelski z 25 XI 1918 r. (Nr 324)

i-hate-facebook1

Święto E. Wedla…

Źródło: http://www.allegro.pl Jak znajdę puszkę z „Murzynka”, podmienię

… czyli dawniej 22 lipca. Szczęśliwie już zniesione, więc świętować nie trzeba, ani Odrodzenia, ani uchwalenia Manifestu PKWN. Tego dnia, również roku 1944, Lublin z okupacji niemieckiej dostał się pod okupację sowiecką – i mimo tego że już od lat pod nią nie jest, nadal nie może się po niej podnieść. Ale przynajmniej Maria Bechczyc-Rudnicka była szczęśliwa… O szczęściu nie da się za to powiedzieć w odniesieniu do 300 więźniów Zamku Lubelskiego, których Niemcy (nie wiem czy hitlerowcy lub naziści – na pewno Niemcy) zdążyli rozstrzelać. Do więźniów strzelano przez kraty… cele i korytarze szybko wypełniły się stosami ciał, na podłodze stały kałuże krwi – krew przesiąknąwszy przez stropy kapała z sufitów cel na niższym poziomie. Ponieważ, jak wiadomo, Niemcy byli niewinni – wykonywali tylko rozkazy, słów kilka o tym który wydał rozkaz tej masakry, czyli o Wilhelmie Koppe,  wyższym dowódcy SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie.

Wilhelm Koppe to ten z lewej, w środku Heinrich Himmler (miał popełnić samobójstwo, ale dokumenty z jego śmierci zostały utajnione do 2045 roku, więc tak do końca nie wiadomo),Ksi po prawej Fritz Bracht (umknął sprawiedliwości popełniając wraz z żoną samobójstwo 9 maja 1945 roku). Fotografia pochodzi z Bundesarchiv i jest udostępniana na licencji Common Creative.

Ponieważ tak się złożyło, że motywem przewodnim jest dzisiaj czekolada, nikogo nie powinno dziwić, że po wojnie Koppe (pod fałszywym nazwiskiem) został dyrektorem jednej z fabryk czekolady w RFN.  Koppe, pomimo polskich próśb o ekstradycję, nigdy nie został Polsce wydany, unikając odpowiedzialności karnej za swe zbrodnie. Wprawdzie aresztowano go w roku 1960, ale już 19 kwietnia 1962 zwolniono go za kaucją (30 tysięcy marek). W 1964 prokuratura w Bonn nawet wszczęła przeciw niemu postępowanie, oskarżając m.in. o współudział w zamordowaniu 145000 osób. Co z tego, skoro w 1966 postępowanie zostało oddalone przez sąd krajowy w Bonn, z powodu złego stanu zdrowia oskarżonego (zapewne masakra na Zamku to również przejaw troski o więźniów, będącej elementem, tradycyjnej niemieckiej wyższej cywilizacji). Zmarł w 1975 w Bonn – jak sądzę ze starości, a nie ze złego stanu zdrowia. Bohater wczorajszego wpisu nie miał, jak widać, tyle szczęścia co Koppe. Podobnie jak większość niemieckich zbrodniarzy. I chociaż nie jestem zwolennikiem publicznych egzekucji, to z powodu braku jakichkolwiek konsekwencji za popełnione czyny, skłaniałbym się ku „ostatecznemu rozwiązaniu kwestii niemieckiej”. A przecież przykład Rudolfa Hessa pokazuje inny model sprawiedliwości, ale niezbyt chyba popularny we władzach niemieckich po wojnie.

… Więcej na ten temat:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_na_Zamku_Lubelskim

Chciałbym dzisiejszy wpis zakończyć jakimś radosnym akcentem, takim jak np. nadanie Księstwu Warszawskiemu konstytucji i kodeksu praw (tzw. kodeksu Napoleona) w roku 1807 – w końcu na tym kodeksie opiera się cały współczesny porządek prawny (chociaż teraz to raczej mamy nieporządek).

 Napoleon nadaje konstytucję Księstwu Warszawskiemu. Fotografia dostępna  w Wikimedia Commons  – repozytorium wolnych zasobów.

Niestety, 22 lipca 1793 roku miał również miejsce II rozbiór Polski – deputacja sejmowa w Grodnie pod lufami rosyjskich dział zrzekła się na rzecz Rosji województw: mińskiego, kijowskiego, bracławskiego i podolskiego oraz części wileńskiego, nowogródzkiego, brzeskolitewskiego i wołyńskiego (250 tys. km²).

Tyle nam zostało… po II rozbiorze. Grafika pochodzi z  Wikimedia Commons  – repozytorium wolnych zasobów.

P. S. Jednak jest radosna rocznica: w roku 1018 Bolesław Chrobry w bitwie pod Wołyniem pokonał księcia kijowskiego Jarosława Mądrego. Bitwa zasłynęła z tego, że przed walką obie armie w niewybredny sposób obrzucały się obelgami, stojąc na przeciwległych brzegach rzeki Bug. Ruskie przekleństwa chyba były lepsze, bo to wyprowadzeni z równowagi Polacy odnieśli zwycięstwo.

(…) jedna jest droga człowiecza, prosta i niewątpliwa – niekończące się nigdy rozdroże.

Bolesław Chrobry, t. 6, Rozdroża

Post Navigation