Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Łódź”

Krótka rozprawa między Osobami

Szczególny widok ogólny Lublina (ok. 1918 r.)

Sto lat minęło, jak jeden dzień… O Borze!  (to taki las…) jak ten czas szybko leci. W styczniu roku 1918 „Głos Lubelski” postulował przeprowadzenie w Lublinie pewnych zmian. Sto lat minęło…

Rzeczywiście, czas by Lublin pomyślał o godnym przygotowaniu się do roli, którą niezawodnie wypadnie mu odgrywać w dziejach Polski.

Prawda: czas najwyższy (plus sto lat).

Wszak, pod wieloma względami jest on miastem drugiem po Warszawie. Łódź liczebnie większa, nie będzie miał nigdy tego znaczenia kulturalnego, dla kraju, które Lublin miał zawsze, a które musi wzmacniać w przyszłości. jest on pięknym zabytkiem architektonicznym, pełno w nim pamiątek narodowych, ogniskuje (…) ruch handlowy, będzie zawsze niesłychanie ważną strażnicą polskich kresów.

Już nie jest drugim… Wszak mamy Poznań, Gdańsk, Szczecin, Wrocław, Kraków i… sporo innych miast. Nawet Rzeszów…

Sił żywotnych miasta posiadającego tyle wartości, spełniającego tyle zadań, nie wolno osłabiać, nie wolno pomniejszać przez niedbalstwo i skąpstwo. 

I cóż z tego, że nie wolno, skoro wciąż się i pomniejsza, i osłabia…

 Zaspokoić potrzeby kulturalne mieszkańców.

No niby jest Centrum Spotkania Kultur. Bakteryjnych? Są Cosienalia. Most też jest kulturalny. Pod mostem z kulturą już gorzej…

Stworzyć wreszcie takie warunki, któreby nie wyganiały z miasta najlepszych obywateli – tych którzy czują najwrażliwiej, więc nie mogą znieść istniejących urządzeń sanitarnych i innych.

Musicie wiedzieć, że Gdynia jest fajna. Gdańsk też niczego sobie. Sopot? Trochę przereklamowany…

Wyposażenie Lublina w jakie takie warunki schludności i hygieny odbije się natychmiast na zdrowiu i dobrobycie ludności. Wzmoże się szczęście jednostki i gromady.

Już dwa lata wzmaga się szczęście jednostki i gromady z ulicy Wesołej. Ergo: prawda to.

Zakwitnie ta i owa sztuka.

Przybysz z innej miejscowości Polski, znalazłszy w Lublinie środowisko kultury i chyżego postępu w tej czy innej dziedzinie pracy, nawiąże z ludnością stosunki handlowe, przemysłowe, a, wróciwszy do swoich, nie będzie ich bawił opowiadaniami o „porządkach lubelskich”.

Chodź, opowiem Ci bajeczkę.

Nikt nie wątpi, że wobec mających się rozpocząć robót miejskich, czasy brudu, zaduchu, błota i ohydnych kurzaw ulicznych, są w Lublinie na schyłku. Z każdym rokiem będzie lepiej. Musi być lepiej…

…optymizm jest bowiem cechą prawdziwie lubelską.

Zapewne ani Magistrat, ani jego Wydział Budowlany, ani Rada Miejska nie myślą opóźnić sprawy. Ale mogą działać mniej lub bardziej energicznie.

„Mniej działać” już się nie da, energiczniej – c’est impossible.

Otóż stopień tej energii napewno się podwyższy, jeśli opina publiczna miasta nie poskąpi Zarządowi bodźców, przypominań, pochwał i nawet oznak niecierpliwości.

Panie Prezydencie, proszę nie dziękować!

Nie wstydźmy się naszej chęci zdobycia warunków kulturalnych. Więc na wieść o podjętych pracach budowlanych i sanitarnych w naszem mieście, powiedzmy Panu Prezydentowi i panom Radnym: nigdy zawiele wysiłków, nigdy zawiele pośpiechu!

Mówimy więc.

P. S. W Lublinie fajne są trolejbusy. Ale w Gdyni też są, ale nie zamarzają…

 

„Głos Lubelski”  nr  19 z 19 I 1918 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Pomarańczowy Dodatek Ilustrowany. Nr 1

pomppm

Więcej pomarańcz

niż kartofli

Łódź. 25. 1

Przez kilka dni na łódzkim rynku pomarańczowym panował chaos cen wywołany niedostateczną podażą. Jak wynika ze statystyki, Łódź spożyła w ciągu ostatniego tygodnia siedem wagonów pomarańcz, czyli znacznie więcej, niż kartofli.

Władze kontrolują transporty nadchodzące z Gdyni, oraz zażądały od hurtowników spisów sprzedawców, by w ten sposób mieć skuteczniejszy nadzór nad sprzedażą. Dzięki temu można było prawie wszędzie otrzymać pomarańcze w cenie zł. 1.30 za kilkogram.

Łódzcy bezrobotni nie mają tyle kartofli, ile łódzkie żydy mogą się najeść pomarańcz. Znak czasu.

Głos Lubelski z 26 I 1935 r. (Nr 26)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Ostrzeżenie dla Świdnika i okolic: proszę nie flirtować z pilotami!

Fabryka samolotów E. Plage i T. Laśkiewicz w Lublinie.

Fabryka samolotów E. Plage i T. Laśkiewicz w Lublinie.

Flirtujący pilot.

W dniu wczorajszym, w godzinach porannych wyruszył z lotniska fabryki samolotów Plage i Laśkiewicz na krótką przejażdżkę pilot fabryczny, szybując przez czas dłuższy ponad głowami uśpionych jeszcze mieszkańców. W czasie lotu, dzielny lotnik pozwalał sobie na przeróżne, najbardziej zawiłe i brawurowe „beczki” i „korkociągi”, aż wreszcie znudzony snać jazdą, postanowił powrócić na lotnisko. Jak zwykle więc, zatoczył ponad terenem fabrycznym olbrzymi łuk i począł obniżać się do lądowania. W tym momencie jednak spostrzegł, gdzieś w oddali łopoczącą na wietrze sukienkę, skierował zatem aparat w tym kierunku i jakgdyby chcąc popisać się przed nadobną właścicielką rozwiewanych szat, na niewielkiej wysokości od ziemi, powtarzać począł swe karkołomne „sztuczki”. Efekt, jak efekt, wypadł nader okazale. Wypadłby jednak stokroć razy lepiej gdyby nie zwykły w takich razach fatalny przypadek. Nieznaczny bowiem [d]efekt w aparacie zmusił odważnego pilota do natychmiastowego lądowania na zupełnie nieodpowiednim terenie, nieopodal przedmieścia Kośminka. Stało się. Nie tracąc przytomności umysłu pilot spokojnie rozpoczął lądowanie na grzęzłym kartoflisku. Kółka samolotu napotkawszy grubo miękki grunt miast potoczyć się z aparatem w dal nagle uwięzły, a rozpędzony całą siłą motoru aparat wywinął koziołka i legł w ciemnym, obrzydliwym błocisku. Zapewne też miękkiemu owemu terenowi zawdzięczając dzielny lotnik wyszedł z owej opresji bez szwanku. Nie da się niestety powiedzieć tego o aparacie.

Skutkiem „plajty” został on niezbyt znacznie coprawda, ale cokolwiek uszkodzony. Na miejscu niefortunnego tego lądowania zebrał się niezadługo spory tłum gapiów, komentując najróżnorodniej przyczyny omal, że nie nowej katastrofy pod Lublinem i lejąc już gorzkie łzy nad świeżym „grobem” polskiego lotnika.


= Aleja Zygmuntowska. (m.) O ile kto nie zna topografii miasta, tego informujemy, iż jest to droga, prowadząca od ulicy Zamojskiej przez łąki do ulicy Szopena. Czy posiada ładne drzewa? Po co? Przecież to dopiero pomysł afiszowy poza którym kryją się dobre chęci Magistratu. A gdyby tak tego roku jesienią dla nieośmieszania, „aleji” wkopano parę drzewek – co? I droga by się wzmocniła i „aleja” byłaby aleją.


= Nie całą noc. (w.) Jesteśmy proszeni o zaznaczenie, że p. P nauczycielka muzyki zamieszkała w pensjonacie Z. przy ulicy Szpitalnej gra na fortepianie nie całą noc, ale od godziny 10 rano do godziny 9 wieczorem.


1

[PONIŻEJ DWA FRAGMENTY FILMU „WSCHÓD I ZACHÓD”‚

 

– Niedoszłe „powstanie” na Wołyniu. Dn. 4-go lutego odbędzie się w Równem rozprawa w trybie doraźnym przeciw bandzie, która za pieniądze sowieckie przygotowywała wybuch zbrojnego „powstania” na Wołyniu.

Przed sądem stanie trzech głównych organizatorów i szpiegów sowieckich, a to: Mikołaj Kałyńczuk, Samuel Radkinia i Jonasz Romanow.

Nadto na ławie oskarżonych zasiądzie 16 agitatorów i kurjerów bolszewickich.


 3

Jak zdusić hydrę drożyzny mięsnej.

Jedną z kardynalnych przyczyn drożyzny mięsa i chleba, tych najniezbędniejszych artykułów codziennej potrzeby i powszechnego użytku, jest zupełne prawie „opanowanie u nas hurtowego handlu tymi artykułami przez żydów”. Oni to samorzutnie, z semicką solidarnością organizując się w trusty, dyktują nam ceny tych artykułów i regulują podaż w celach spekulacyjnych. Olbrzymie kapitały dają im możność skutecznego zwalczania pomniejszych przedsiębiorstw handlowych chrześcijańskich.


Ukarany bluźnierca.

(m) Znany na gruncie Lublina histerjon-prelegent p. Wieniawa-Długoszowski umieścił w jednym z numerów łódzkiego „Kurjera Wieczornego” artykuł, w którym w sposób sarkastyczny i ostry wyraża się o klerze polskim, krytykując jego działalność jako tego, który korzystając z nieuświadomionych mas, „pędzi owce tak, jak im się podoba”.

W dalszym ciągu p. Wieniawa-Długoszowski wyraża się o ceremoniach kościelnych z niebywałem lekceważeniem.

„Naturalnie, księża wynaleźli post, ale do czego? – do ćwiczenia żołądka” i t. p.

Artykuł ten rozpoznawał w dniu 16 b. m. łódzki Sąd Okręgowy a ponieważ ani p. Długoszowski ani jego obrońca do sprawy nie stanęli, postanowiono przeto rozpoznawać ją w nieobecności oskarżonego.

Zbadani świadkowie i biegli zeznali, że istotnie artykuł ten miał na celu szerzenie nienawiści wśród wyznawców Chrystusa.

Zdaniem biegłego, artykuł jest karalny przez Kościół.

Prokurator w przemówieniu swem ostro napiętnował działalność p. Długoszowskiego, dodając, że nie zależy mu na wysokości wyroku, jeno stanowczem ukaraniu.

Sąd, po naradzie, wydał zaoczny wyrok, mocą którego p. Tadeusz Wieniawa-Długoszewski skazany został na 4 miesiące więzienia.

2

Głos Lubelski z 18 I 1925 r. (Nr 18)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Pióro wieczne, a miłość… tragiczna

1

Wstrząsająca tragedia pary zakochanych

Nie chcąc żyć bez ślubu rzucili się pod koła pociągu

W domu Nr. 23 przy ulicy Bychawskiej oddawna zamieszkiwali przy swych rodzinach 20-letni Józef Górecki i 20-letnia Basia Cukierman córka szewca-żyda.

Oboje oni oddawna znali się i przebywali ze sobą. Toteż kiedy przyszły czasy, że ojciec Cukiermanówny począł się oglądać za mężem dla swej córki, ta starała się za wszelką cenę tę chwilę odwlec.

Górecki i Cukiermanówna pokochali się. Miłość ich była wielka, gorąca i nie znała różnic wyznaniowych (on był katolikiem ona żydówką). O ich miłości nikt nie wiedział.

W tych warunkach życie płynęło paru zakochanych spokojnym trybem.

Widmo rozstania jednak zbliżało się ku nim coraz szybciej. Cukiermanóna coraz ciężej była niepokojona przez ojca.

Przecież nie możesz zostać starą panną – mawiał Cukierman do swej córki. Na te słowa zalękniona dziewczyna odpowiadała cichym głosem.

– Jeszcze mam czas. Na tem kończyły się zazwyczaj rozmowy ojca z córką. Ostatnio zakochani, stwierdziwszy że z powodu różnicy wyznań nie będą mogli otrzymać ślubu ani żyć na wiarę, jednomyślnie postanowili rozstać się z tym światem.

W piątek wieczorem Górecki pożegnał się ze swą matką i wyszedł rzekomo do kina, to samo zrobiła w domu Cukiermanówna. Następnie oboje wsiedli do pociągu idącego w stronę Warszawy.

Kiedy pociąg zatrzymał się na stacji w Dęblinie, wysiedli oni na peron i torem kolejowym udali się w kierunku Warszawy. W odległości 1 klm. od stacji zatrzymali się a kiedy nadjechał pociąg, który ich przywiózł do Dęblina rzucili się pod jego koła. Pierwsza dostała się pod parowóz Cukiermanówna ponosząc śmierć na miejscu. Góreckiemu koła parowozu odcięły rękę i zmiażdżyły nogę. Doznał on też ciężkich obrażeń głowy. Pociąg został zatrzymany. Ciężko rannego Góreckiego przewieziono do Dęblina, skąd po udzieleniu pierwszej pomocy został on umieszczony w szpitalu Szarytek w Lublinie.

Wstrząsająca ta tragedia dwojga młodych ludzi wywołała silne wrażenie w dzielnicy Bychawskiej.

Stan zdrowia Góreckiego jest bardzo ciężki.

294

Czad przy ulicy Narutowicza

Cała rodzina w niebezpieczeństwie

Nocy wczorajszej dom Nr. 25 przy ulicy Narutowicza stał się terenem wypadku, który tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności ocalił od śmierci całą rodzinę składającą się z 5 osób.

Oto w wyżej wspomnianym domu oddawna zamieszkuje w niewielkiej izbie rodzina Chudzików. Onegdejszego wieczoru z powodu przejmującego zimna napalono dobrze pod kuchnią a ponieważ nie chciano by się ciepło ulatniało, przeto szczelnie zamknięto szyber poczem cała rodzina udała się na spoczynek.

Czad nie mając ujścia począł stopniowo wypełniać izbę. Wkrótce też znaczna część rodziny leżała już bez przytomności. Na szczęście w nocy przyjechał jeden z kuzynów, który drzwi od mieszkania otworzył a zobaczywszy co się dzieje pootwierał okna i wezwał Pogotowie Ratunkowe. Najbardziej ucierpiał od czadu Jan Chudzik jego syn 24-letni Paweł oraz synowa Seweryna lat 25 inne osoby ucierpiały mniej. Wszystkim poszkodowanym udzieliło pomocy Pogotowie Ratunkowe pozostawiając ich na miejscu.

3

8 11

Pod kołami autobusu. Ulica Fabryczna była w dniu wczorajszym widownią wypadku który nieomal nie pociągnął za sobą życia starszego mężczyzny. Oto wspomnianą ulicą przechodził 62 letni Józef Wojsak zamieszkały ul. Spokojna 14. Nagle nadjechał z dużą szybkością autobus zamiejski. Idący nie zdążył się usunąć i dostał się pod koła doznając ogólnych dość ciężkich obrażeń. Wezwane Pogotowie po udzieleniu pierwszej pomocy przewiozło nieszczęśliwego starowinę na kurację do domu.

7 10

Alfabet w opałach. Pan Majer Alfabet mężczyzna liczący sobie 29 lat życia, miał w dniu wczorajszym nielada przygodę. Oto w godzinach popołudniowych wyszedłszy ze swego domu (Krawiecka 21) na ulicę został zaczepiony obelżywem słowem przez jakiegoś draba. Pan Alfabet poczuł się obrażony, więc ze swej strony zwymyślał owego osobnika. Ten jednak rzucił się na Alfabeta i tak go poturbował że nieborakowi musiało udzielić pomocy Pogotowie Ratunkowe.

5

Odpoczynek „świąteczny” sportowców lubelskich

Okres świąteczny, spowodował że kluby lubelskie zmuszone były do przerwania wszelkiego rodzaju ćwiczeń sportowych, ponieważ jedyna w Lublinie sala gimnastyczna ośrodka na której ćwiczą wszystkie kluby została oddana na „Jasełki”. Przerwa ta potrwa aż do połowy stycznia. Przymusowy ten „odpoczynek świąteczny” wpłynie ujemnie przedewszystkiem na rozwój boksu. Jest nadzieja że w sprawy te wejrzy Okręgowy Urząd W. F. i P. W. i poczyni odpowiednie kroki w celu zmniejszenia „okresu” ustanowionego przez niewiadomo kogo.

6

Ziemia Lubelska z 19 XII 1931 r. (Nr 345)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Aeroplany i barchany…

2

WOJNA

Z Łodzi.

(…)

Gdy w pewnym momencie ukazały się nad miastem dwa niemieckie aeroplany, dwóch rosyjskich lotników wzniosło się w powietrze: poczęli oni okrążać miasto, wzbijając się coraz wyżej. Tłumy zamarły w oczekiwaniu strasznego pojedynku: na chwilę widowisko to kazało ludziom zapomnieć o okropnej grozie toczącej się bitwy. I oto rosyjscy lotnicy coraz bliżej przysuwają się do niemieckich, lecz ci, raptownie skręciwszy aparaty, skierowali się w stronę Łęczycy; rosyjscy podążyli za nimi i zniknęli w sinnej dali.

(…)

4

Chorą na płuca, panienkę, pozbawioną środków na koszty kuracyi, ośmielamy się polecić miłosiernemu sercu Czytelników. Łaskawe datki przyjmuje administracja „Głosu Lubelskiego” (Dla chorej panienki).

3ODPOWIEDZI REDAKCYI.

Panu, który się nie podpisał. Ostatnie słowa na samym końcu każdego naszego numeru, powinny Panu wiele wytłomaczyć. Każe nam Pan odgrywać rolę zuchów, a sam Pan stchórzył i nie podpisał się. Ustnie doszlibyśmy z pewnością do porozumienia, gdyby Pan ośmielił się wstąpić do redakcyi. Nie taki dyabeł straszny, jak go malują.

51Głos Lubelski z 20 XII 1914 r. (Nr 72)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Pan Prezydent pozwoli? Lublin miastem alkoholi?

CZAS_1491c_1914_nr70_0001

W Łodzi.

(…)

Niemcy wezwali na podstawie listy proskrypcyjnej kilku Polaków i żydów, częściowo z kół fabrykantów i inteligencyi i powiesili ich na balkonach ich własnych domów za to, że dawali pomoc Rosyanom.

(…)


(j) Fałszywa pogłoska. W dniu przedwczorajszym rozpuszczoną została pogłoska, iż główny skład monopolowy sprzedawać będzie wódkę. W dniu tym nazjeżdżało się mnóstwo włościan z różnych stron, lecz po całodziennem oczekiwaniu okazało się, iż była to fałszywa pogłoska.


(j) Pobicie. Stolarz folw. Czechów Adalbert Szeliga lat 59 został raniony w głowę przez niewiadomego sprawcę. Poszwankowanego przywieziono do szpitala Szarytek.


 

(j) Ofiara wojny. Mieszkaniec Ratoszyna, gm. Chodel, Józef Prawicki lat 13 znalazłszy szrapnel na polu przyniósł go do domu, który oberwał mu rękę i nogę. Nieszczęśliwego przywieziono do szpitala Szarytek, gdzie zmarł.

CZAS_1491c_1914_nr70_0004Głos Lubelski z 18 XII 1914 r. (Nr 70)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Chyba jednak nie słodziła herbaty…

CZAS_1490c_1908_nr289_0001

Drożyzna sklepów. Do jakich rozmiarów dochodzi podrożenie sklepów w Lublinie może posłużyć fakt wynajęcia sklepu w domu kościoła św. Ducha. Znany sklep p. Kalickiego dzierżawiącego od kilkunastu lat mieszkanie organisty kosztował dotychczas 550 rb., obecnie po zainstalowaniu się nowego rektora, ma kosztować rocznie 1200 rb. Dotychczasowy właścicel musiał, oczywiście ustąpić, a nowym lokatorem będzie ktoś więcej dający. Podobno nawet obecny rektor nie chce dać kilkoletniego kontraktu, zamierzając, prawdopodobnie, po roku znowu podwyższyć komorne. Zupełnie jak inni śmiertelnicy, nasi poczciwi kamienicznicy.

Komorne podwyższają i w innych miastach, ale tam choć częściowe usprawiedliwienie znajdujemy w kosztorysach meljoracyjnych, u nas zaś wystarczy, by jeden właściciel „dusz” lokatorskich ustąpił swój monopol na obdzieranie drugiemu, a wówczas podrożenie mieszkań jest pewne. Ba, jak widzimy, wystarczy, ażeby jeden gospodarz kościoła został zastąpiony przez drugiego, a nic już nie uratuje lokatorów przykościelnych domów, nie posiadających, żadnej stosownej ziemskiej opieki od podwójnej opłaty za mieszkanie.


Pożar. Wczoraj o godzinie 7 wieczorem w majątku Tatary pod Lublinem należącym do p. Władysława Grafa z niewiadomych przyczyn spaliła się sterta zboża. Przybyła straż ogniowa miejska zapobiegła rozszerzeniu się pożaru i ugasiła ogień. Straty wynoszą około 1000 rubli.


Bogata żebraczka. Łódzka gmina żydowska poszukuje za pośrednictwem gazet żydowskich spadkobierców po żebraczce Gitli Lei Bidermanowej, która do ostatniej chwili chodziła po prośbie. Po śmierci żebraczki znaleziono u niej w mieszkaniu kilka weksli dyskontowych na sumę 1,300 rb. książeczkę z Banku Państwa na 560 rb. i dwie książeczki kas oszczędności. Znaleziono także około 15 funtów cukru, którego nazbierała kawałkami po domach.

CZAS_1490c_1908_nr289_0004

Kurjer z 17 XII 1908 r. (Nr 69)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lubline
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Dura lex sed lex…

… czy dotyczy księdza, prezydenta czy szefa (szefowej?) fundacji Sztuka Sznurek – bo… wszyscy Polacy to jedna rodzina!:

Źródło: lodz.gazeta.pl (ale z radością zacytuję coś na ten temat z lublin.gazeta.pl)

Post Navigation