Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Kraków”

Krótka rozprawa między Osobami

Szczególny widok ogólny Lublina (ok. 1918 r.)

Sto lat minęło, jak jeden dzień… O Borze!  (to taki las…) jak ten czas szybko leci. W styczniu roku 1918 „Głos Lubelski” postulował przeprowadzenie w Lublinie pewnych zmian. Sto lat minęło…

Rzeczywiście, czas by Lublin pomyślał o godnym przygotowaniu się do roli, którą niezawodnie wypadnie mu odgrywać w dziejach Polski.

Prawda: czas najwyższy (plus sto lat).

Wszak, pod wieloma względami jest on miastem drugiem po Warszawie. Łódź liczebnie większa, nie będzie miał nigdy tego znaczenia kulturalnego, dla kraju, które Lublin miał zawsze, a które musi wzmacniać w przyszłości. jest on pięknym zabytkiem architektonicznym, pełno w nim pamiątek narodowych, ogniskuje (…) ruch handlowy, będzie zawsze niesłychanie ważną strażnicą polskich kresów.

Już nie jest drugim… Wszak mamy Poznań, Gdańsk, Szczecin, Wrocław, Kraków i… sporo innych miast. Nawet Rzeszów…

Sił żywotnych miasta posiadającego tyle wartości, spełniającego tyle zadań, nie wolno osłabiać, nie wolno pomniejszać przez niedbalstwo i skąpstwo. 

I cóż z tego, że nie wolno, skoro wciąż się i pomniejsza, i osłabia…

 Zaspokoić potrzeby kulturalne mieszkańców.

No niby jest Centrum Spotkania Kultur. Bakteryjnych? Są Cosienalia. Most też jest kulturalny. Pod mostem z kulturą już gorzej…

Stworzyć wreszcie takie warunki, któreby nie wyganiały z miasta najlepszych obywateli – tych którzy czują najwrażliwiej, więc nie mogą znieść istniejących urządzeń sanitarnych i innych.

Musicie wiedzieć, że Gdynia jest fajna. Gdańsk też niczego sobie. Sopot? Trochę przereklamowany…

Wyposażenie Lublina w jakie takie warunki schludności i hygieny odbije się natychmiast na zdrowiu i dobrobycie ludności. Wzmoże się szczęście jednostki i gromady.

Już dwa lata wzmaga się szczęście jednostki i gromady z ulicy Wesołej. Ergo: prawda to.

Zakwitnie ta i owa sztuka.

Przybysz z innej miejscowości Polski, znalazłszy w Lublinie środowisko kultury i chyżego postępu w tej czy innej dziedzinie pracy, nawiąże z ludnością stosunki handlowe, przemysłowe, a, wróciwszy do swoich, nie będzie ich bawił opowiadaniami o „porządkach lubelskich”.

Chodź, opowiem Ci bajeczkę.

Nikt nie wątpi, że wobec mających się rozpocząć robót miejskich, czasy brudu, zaduchu, błota i ohydnych kurzaw ulicznych, są w Lublinie na schyłku. Z każdym rokiem będzie lepiej. Musi być lepiej…

…optymizm jest bowiem cechą prawdziwie lubelską.

Zapewne ani Magistrat, ani jego Wydział Budowlany, ani Rada Miejska nie myślą opóźnić sprawy. Ale mogą działać mniej lub bardziej energicznie.

„Mniej działać” już się nie da, energiczniej – c’est impossible.

Otóż stopień tej energii napewno się podwyższy, jeśli opina publiczna miasta nie poskąpi Zarządowi bodźców, przypominań, pochwał i nawet oznak niecierpliwości.

Panie Prezydencie, proszę nie dziękować!

Nie wstydźmy się naszej chęci zdobycia warunków kulturalnych. Więc na wieść o podjętych pracach budowlanych i sanitarnych w naszem mieście, powiedzmy Panu Prezydentowi i panom Radnym: nigdy zawiele wysiłków, nigdy zawiele pośpiechu!

Mówimy więc.

P. S. W Lublinie fajne są trolejbusy. Ale w Gdyni też są, ale nie zamarzają…

 

„Głos Lubelski”  nr  19 z 19 I 1918 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Słynni Lublinianie (1)

Na początek uwaga: to nie jest tekst o Panu, Szanowny Panie Prezydencie. Bo dziś nie o Krasnymstawie rzecz…

Okazuje się, że całkiem sporo ciekawostek lubelskich znaleźć można w codziennej prasie krakowskiej z dwudziestolecia międzywojennego. Inaugurujemy, tym samym, obecność na naszych łamach ILUSTROWANEGO KURYERA CODZIENNEGO! (BRAWA! OKLASKI! OGÓLNY APLAUZ!)

2

Dziś zapraszamy do lektury artykułu o zapomnianej już Lubliniance – Kawuni. Postulujemy jednocześnie upamiętnienie jej ptasiej osoby odpowiednim pomnikiem w centralnym miejscu Nowego Krakowskiego Przedmieścia!

1

Ilustrowany Kuryer Codzienny z 18.V.1936 r. (Nr 138)

Ilustracje ze zbiorów Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Kukułeczka (generała) Kuka

            12 maja 1916 r. „Ziemia Lubelska” opublikowała na swych łamach odezwę zatytułowaną DO LUDNOŚCI Jen. Gubernatorstwa wojskowego!, zaczynająca się słowami: Na rozkaz Najwyższy Jego ces. i król Apostolskiej Mości, mego Najmiłościwszego Pana, obejmuję urząd generał gubernatora wojskowego na austr.-węg. obszarze okupowanym w Polsce. Na tem stanowisku witam jak najgoręcej ludność powierzonego mi kraju. W ten oto sposób powitał Lublinian, (jak również pozostałych mieszkańców generalnego gubernatorstwa lubelskiego) Karl Kuk, nowo mianowany gubernator Generalnego Gubernatorstwa Lubelskiego. Gubernatorstwo, powołane do życia 1 września 1915 r. obejmowało okupację austrowęgierską w Królestwie Polskim, czyli dotychczasowe gubernie: lubelską, kielecką, radomska i część piotrkowskiej oraz Jasną Górę (wydzieloną z okupacji niemieckiej).

1

            Dalej czytamy:            Zasady sprawiedliwości i życzliwości, któremi mój znakomity poprzednik przy sprawowaniu rządów tego kraju się kierował, będą mi również służyły za wskaźnik. Ów znakomity poprzednik,  to nie kto inny, jak Erich von Diller, poprzedni szef c. i k. okupacji. Kuk nie został przez wszystkich powitany z otwartymi rękoma, o czym świadczy chociażby opinia arystokratycznych kół warszawskich. Maria Lubomirska pisała w swym Pamiętniku: „Diller, były generał-gubernator w Lublinie, bardzo tam ceniony, został mianowany namiestnikiem w Galicji, a do Lublina przybyła natomiast marna figurka wojskowa nazwiskiem „Kuk”. Nie umie ani słowa po polsku i ze wszech miar krzywo nań patrzą na tym wysokim urzędzie”. Czy miał Kuk świadomość wspomnianej niechęci? Trudno powiedzieć, chociaż czytając dalszą część odezwy, takie właśnie możemy odnieść wrażenie: Od Was natomiast oczekuję, że nienagannem zachowaniem się ułatwicie mi życzliwe i przyjazne postępowanie.

20031013

           Karl Kuk

 

Warto na chwilę zatrzymać się przy osobie Karla Kuka. Urodził się 1 grudnia 1853 roku w Trieście, w rodzinie wojskowej – być może o korzeniach słoweńskich lub chorwackich (na co wskazywać mogłoby brzmienie jego nazwiska – w tych językach „Kuk” oznacza „skałę” lub „szczyt górski”). W roku 1876 ukończył Akademię Wojskowo-Techniczną w Wiedniu, następnie jako porucznik rozpoczął służbę w 2-gim pułku saperów. Rok 1883 zastał go jako kapitana w sztabie wojsk technicznych w Trydencie, gdzie opracowywał projekty fortyfikacji. W 1895 r. major Kuk wykładał sztukę fortyfikacji w Wyższej Szkole Wojennej w Wiedniu, a w 1904 – już jako pułkownik –  objął dowództwo Wojskowego Urzędu Kolei Żelaznych, Poczty i Telegrafów. Lata kolejne przyniosły mu stopień generała majora oraz stanowisko komendanta twierdz w Peterwardein (obecnie Petrovaradin) i Komorn (obecnie Komárom). W 1912 r. jako generał porucznik (Feldmarschalleutnant) objął dowództwo Twierdzy Kraków: po wybuchu I wojny światowej, z sukcesem dowodził jej obroną, za co w roku 1915 otrzymał awans na generała broni (Feldzeugmeistra). Jak już wspomnieliśmy, w maju 1916 Kuk przejął stanowisko gubernatorskie i… Wierny intencjom mego Dostojnego Monarchy, któremu dobro Wasze leży na sercu, skieruję me dążenia ku temu, aby według najlepszych sił łagodzić dalej ciężkie rany, zadane krajowi i popierać dalszy pomyślny rozwój tego kraju. „Dostojny monarcha” to, innymi słowy:

Von Gottes Gnaden Kaiser von Österreich;

Apostolischer König von Ungarn;

König von Böhmen, von Dalmatien, Kroatien, Slawonien, Galizien, Lodomerien und Illyrien;

König von Jerusalem etc.

Erzherzog von Österreich;

Großherzog von Toskana und Krakau;

Herzog von Lothringen, von Salzburg, Steier, Kärnten, Krain und der Bukowina;

Großfürst von Siebenbürgen;

Markgraf von Mähren;

Herzog von Ober- und Nieder-Schlesien, von Modena, Parma, Piacenza und Guastalla,

von Auschwitz und Zator, von Teschen, Friaul, Ragusa und Zara;

gefürsteter Graf von Habsburg und Tirol, von Kyburg, Görz und Gradiska;

Fürst von Trient und Brixen;

Markgraf von Ober- und Nieder-Lausitz und in Istrien;

Graf von Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenberg etc.;

Herr von Triest, von Catarro und auf der windischen Mark;

Großwoiwode der Woiwodschaft Serbien etc. etc.

a po polsku:

Z Bożej Łaski cesarz Austrii,

apostolski król Węgier,

król Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilyrii,

król Jerozolimy etc, etc…

arcyksiążę Austrii,

wielki książę Toskanii i Krakowa,

książę Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy i Bukowiny,

wielki książę Siedmiogrodu,

margrabia Moraw,

książę Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy, Guastalli, Oświęcimia i Zatora,

Cieszyna, Frulii, Raguzy i Zadaru,

uksiążęcony hrabia Habsburga i Tyrolu, Kyburga, Gorycji i Gradiszki,

książę Trydentu i Brixen,

margrabia Łużyc Dolnych i Górnych oraz Istrii,

hrabia Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenbergu,

pan Triestu, Cattaro i Marchii Słoweńskiej,

wielki wojewoda województwa Serbii, etc, etc, …

Kaiser_franz

Kawa i pączki…

Mówiąc krótko: Franciszek Józef I (1830-1916), cesarz Austrii, król Węgier i Czech, patron miłośników kawy i pączków, twórca C. i K. Atmosfery Krakowa i Galicji (kawa i pączki? O Borze! – to taki las… Non possumus!). I nic więcej o nim w tym miejscu.

Kuk kończy swą odezwę słowami: Zwracam się do Was wszystkich o poparcie mnie w tej pracy; odnoście się do mnie z pełnem zaufaniem. Podpisano w Lublinie, d. 9 maja 1916 r. – C. i k. Generał Gubernator wojskowy, Karol Kuk, zbrojmistrz polny, w. r.

2

            Co w czasie pierwszych dni swego urzędowania zobaczył nowy gubernator w zacnym mieście Lublinie? Wątpliwe, żeby akurat szedł Szeroką i że natknął się na nieczystość czyli nieporządek w domu Szejnbruma, Bromberga, Brajdego i Kupferszmita oraz na posesjach Chany Grunwald, Sz. Rozentala,  L. Laufmana, Chany Goldbaum. Być może widział też, przez swoje okno, tak ze dwie setki kóz pędzonych przez nieznanego mu osobnika. Po pewnym czasie z rozbawieniem przyglądał się rozhisteryzowanej kobiecie z rozwianym włosem: była to Spesa Rasz szukająca swych… skradzonych pieniędzy. – Zaraz, czy ja widziałem przed chwilą kozy?! Muszę odpocząć… – westchnął.. Oburzył się też bezczelnością M. Aspisa, który naubliżał a potem pobił… w sumie mało istotne, kogo.

– Dziwne miasto… – pomyślał i zagłębił się w lekturze rozprawy Tadeusza Ciświckiego pt: „Czy Lublin był miastem rosyjskiem i prawosławnem?”

16527_IIIc_01-00005

P.S. Nigdy nie był, Panie Prezydencie… Pan tego nie zmienisz…

Ziemia Lubelska z 12.V.1916 r. (Nr 228)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Z Lublina – rekrut, z Gdańska – Niemcy, z pociągu – brzytwa: DLA KAŻDEGO COŚ MIŁEGO!

43125

Głos Lubelski z 23.VI.1925 r. (Nr 171)

Ilustracje: Lubelska Biblioteka Wirtualna
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Ballada wagonowa

1

Pościg za złodziejem po dachach pędzącego pociągu

Lew załapał złodzieja, którego osadzono na Zamku

Pewnej nocy letniej zdążał z Krakowa w stronę Lublina pociąg osobowy. W Rozwadowie do jednego z przedziałów III-ej klasy pociągu osobowego, w którym znajdował się Izaak Lew, wszedł jakiś młody człowiek.

Pociąg ruszył w dalszą drogę. Pasażerowie poczęli drzemać. Izaak Lew też się nieco zdrzemnął. Po jakimś czasie Lew uczuł, że jakaś ręka zagłębiła się w jego kieszeni, w której znajdowało się 1000 złotych. Błyskawicznie zerwał się i chwycił złodzieja za rękę, wzywając jednocześnie pomocy, ludzi znajdujących się w sąsiednim przedziale. Złodziej tym czasem wyrwał się z objęć Lwa i wyskoczył na korytarz, a następnie na dach wagonu.

Za nim rzuciło się w pogoń kilku pasażerów. Rozpoczął się szalony pościg po dachach pędzącego pociągu. Wreszcie kiedy uciekający złodziej miał zamiar skoczyć z pędzącego pociągu na ziemię, dopadli go ścigający i przytrzymali. Został on następnie oddany policji w Lublinie.

Ustalono, że jest to znany policji „ptaszek”, wielokrotnie już karany za różne kradzieże, warszawianin Bronisław Lewosz.

W dniu wczorajszym stanął on przed Sądem Okręgowym w Lublinie, który skazał go na 1 rok więzienia z pozbawieniem praw.


Jak pan kierownik Urzędu Pocztowego

zabawiał się w czarnoksiężnika

czyli jak na rozkaz jego rozkaz jego czarodziejskiej ręki znikały dolary
z listów amerykańskich

(t) Wesoły żywot prowadził pan kierownik Urzędu Pocztowego w Gościeradowie, nie siał nie orał a zbierał dolary.

Ten żywot iście „poczciwego” człowieka pan kierownik prowadziłby dłużej, gdyby mu się nie pośliznęła noga. Oto zawiadomiana Anastazja Pomorska, że otrzymała list z Ameryki, pobiegła na pocztę, gdzie stwierdziła, że list jest naruszony. Otworzyła go więc w urzędzie pocztowym i tu się okazało, ze list ten był w kilku miejscach podskrobany i że innem pismem wpisane było kilka zdań. Wtedy roztropna niewiasta odesłała list odwrotną pocztą do Ameryki do męża.

Wówczas wyszły na jaw malwersacje pana kierownika. Oto odpisuje, że on podejrzanych zdań nie pisał i że w liście tym posłał swej żonie 10 dolarów.

Zarządzono śledztwo podczas którego ekspertyza wykazała, że tym fałszerzem i zarazem złodziejem był kierownik.

W tych dniach – pomysłowy oszust stanął przed Sądem. Sąd Apelacyjny na mocy art. 578, cz. I i III KK. skazał go na 1 rok więzienia, karę tę zmniejszono mu na zasadzie amnestji do 6 miesięcy więzienia.


 2

Ciemności

Lampa, przyświecająca na ulicy Krochmalnej, od paru dni zgasła i ulicę zalegają zupełne ciemności. Ponieważ pod cukrownią zdarzają się częste napady i bójki, należy jak najszybciej ową lampę naprawić i w ten sposób usunąć grożące przechodniom w ciemnościach niebezpieczeństwo.


Pożar w Obozie Zachodnim

W dniu wczorajszym w godzinach popołudniowych z powodu wady w przewodzie kominowym wybuchł pożar w budynku mieszczącym dowództwo 2-go Dyonu Taborów. Ogień objął część ściany, która poczęła się szybko palić. Wezwano straż ogniową, która ogień szybko ugasiła.

Straty nieznaczne.


3Zarządzenie Magistratu

w sprawie numeracji domów i mieszkań

Zgodnie z rozporządzeniem P. Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 16 października 1930 r. Dz.Ust. R. P. Nr. 84 poz. 653 o meldunkach i księgach ludności wszystkie nieruchomości na terenie m. Lublina, jak również i mieszkania w domach, oraz oficynach i innych budynkach winny być oznaczone kolejnymi numerami.

Na podstawie ust. 8 $ 27 w-w rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i ust. 4 $ 12 instrukcji M. S. W. z dnia 27 listopada 1930 r. oraz rozporządzenia P. Wojewody Lubelskiego, Magistrat m. Lublina wzywa tych właścicieli nieruchomości, którzy nie oznaczyli dotychczas numerami swych domów, jak również i mieszkań w swych domach, ażeby w nieprzekraczalnym terminie do dnia 20 lutego 1931 r. zaopatrzyli swe nieruchomości w tabliczki i latarki z nazwą ulicy i numerem kolejnym według wykazu i wskazówek policji państwowej, jak również wszystkie mieszkania w domach, oficynach i innych budynkach oznaczyli kolejnymi numerami.

W razie niezastosowania się do niniejszego zarządzenia w określonym terminie zostaną zastosowane środki postępowania przymusowego (Dz. U. R. P. z 1928 r. Nr. 36 poz. 342).

Kierownik Zarządu Miejskiego
m. Lublina

J. Piechota

Naczelnik Wydziału Budownictwa

Inż. I. Kędzierski

Ziemia Lubelska z 7 II 1931 r. (Nr 36)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Memu miastu na do widzenia…

1

Słowa o Lublinie – dawnem mieście

O duszy starych miast

Kroki błądzące w murach Wilna, Lublina czy Krakowa, wszystko jedno zima to, lato lub jesień złotolistna, powolne są, jak zmiany pór roku. Bo czy podobna szybkiemi stopami przemierzać wąziutkie chodniki zaułków, przy których dom patrzy domowi przeciwległemu zbliska w twarz, gdzie arki klamrami spinają mur z murem, gdzie szkarpa się wysuwa na chodnik pochyła, wysoka, niby noga olbrzyma w dostojnej pozie zastygłego.

Powolność, spokój, echo niepowrotności czasów sprawiają, że po starem mieście chodzimy cicho, poważnie. A chodząc tak, przystając, na piętra, załomy, cienie, napisy patrząc, ani wiemy kiedy i jak zaczyna do nas mówić dusza starych kątów. Słuchajmy.

Mury lubelskie

Przy kościołach, cmentarzach jakże wabią oko stare ogrodzenia murowane. To przy kościele Ewangielickim, niziutkie, tu wyższe, tam niższe, nierówne jak szereg rekrutów, zamglone cieniem starych kasztanów, liczy sobie lat sto kilkadziesiąt.

A mury Misjonarskie od ulicy tejże nazwy, również asymetryczne, tylko bardziej okazałe, zdobią niepozorną ulicę niebywale.

Ci, którzy przechodzą obok cerkwi ulicą Ruską mijają obojętnie jej ogrodzenie murowane i piękny w nim murowany występ, zdobiony geometrycznym fryzem. Któż pamięta, że ten występ to dawna furta z czasów, gdy jeszcze ulica przebiegała o 3 łokcie niżej.

A dalej jeszcze, ku Kalinowszczyźnie, w odwiecznym murze kirkuta ileż uroku. Linją kapryśnie łamaną, jak ramię, otacza on wzgórze ciężkie od wielkich drzew i masywnych głazów grobowych, które czas odchylił od pionu ku starości. Powierzchnia odwiecznych cegieł szara i chropawa, ukosy wsporników, romantyczne latarnie gazowe bez szyb i świateł, nawskroś przebijane przez wiatr – ileż mają uroku. Nie mijajmy ich obojętnie.

Rzeczy, których już nie ma

Odbudować w wyobraźni rzeczy, których już nie ma i dopełnić niemi obraz rzeczywistości – to piękne zadanie. Spróbujmy.

Gdzie ulica Rybna krzyżuje się z Grodzką, była ongiś arkada pod dwupiętrowym domem. Tamtędy, w cieniu łukowatego sklepienia wchodziło się na Rybną alias Menniczą. Bezmyślność czyjaś obdarła Lublin z tego pięknego motywu architektonicznego.

Znamy wszyscy zachwycające kościoły drewniane (Rabka, Sękowa), ale mało kto wie, że pod Lublinem, jeszcze w końcu XVIII wieku, na polach między Czechówką, a Czwartkiem stała taka właśnie urocza drewniana budowla jak to w piosence: „kosciółek z descułek, a dzwonnica z tarcic…” Być może, że znajdował się on na gruntach zwanych Lemszczyzna, w pobliżu samotnego pomnika „Szwedzkiego”.

Ongi, plac pochyły za kościołem św. Ducha zajmowały szpital i cmentarz szpitalny, a dalej nieco, w nimbie grozy i złej sławy jarzyły się po nocach wąskie okienka domu, który zamieszkiwał mistrz, kat miejski.

A teraz…?

Drobiazgi

Garść piasku rzuć na wiatr – zagra kolorami. Piach rozsypie się, a każda jego drobinka inna, odmienną naznaczona barwą. Wspominki drobne o dawnych rzeczach, niech rozpadną się sypką tęczą jak piasku garść. Więc:

…Znana kamienica Sobieskich w Rynku ma teraz tylko 2 piętra. Drugie dwa górne rozebrano w czasach Królestwa Kongresowego.

…Wielka ilość starych budowli zmurowana jest z opoki, lub z cegły zmieszanej z opoką. Łatwo to sprawdzić na walącem się domostwie obok wieży Grodzkiej.

…Sierpiński pisze w r. 1839: nie słychać dzwonków zimowych jak w Warszawie i innych miastach stołecznych; dotąd bowiem ani jednej publicznej dorożki miasto nie posiada”.

…Ulice przemianowano. Nie tak się za wieku starego nazywały: Dzisiejsza Bramowa – dawniej Przyrynek, Dzisiejsza Rybna – dawniej Mennicza, Lipowa zwała się Grobową, Namiestnikowska – ulicą Maryji Panny, Królewska – to Przedmieście Korce, Aleje Racławickie zwano ulicą Warszawską.

…Kompleks budynków wieńcem otaczający górę zamkową nietylko był poza juryzdycją miasta Lublina, ale nawet miał osobnego wójta, którego wójtem podzameckim (że to na Podzamczu) zwano. Ostatniego wójta mianował tam Stanisław August. A jeszcze przypomnieć warto, że Podzamcze i herb miało własny: łeb barani bez rogów, pod złotą koroną.

Ot, drobiazgi, drobiazgi.

Dola rośnie

Na Białorusi mówią: „ty śpisz, a dola twoja rośnie”. Otóż tak. Dola rośnie, mijają lata. Kiedyś,  w sto lat po nas, ze wzruszeniem będą nowi ludzie oglądali ślady naszego czasu. Historja Polski urośnie, nowemi faktami obciążona, dzieje Lublina wzrosną razem z nią. W zimowy wieczór, w subtelnym blasku neonowych lamp będą wówczas chodzili po Lublinie, jak dziś, młodzi entuzjaści. Zatrzymają się na ulicy: „To tędy Beliniacy wjeżdżali do miasta witani kwiatami, to w murach tej szkoły zrodził się strajk 1905 roku, to tu urzędował Rząd Republiki Ludowej, to tu Piłsudski, wielki Marszałek, przemawiał wśród sztandarów i tłumów…”

I z pożółkłych gazet, z wystrzępionych dokumentów zbierać będą nowe drobiazgi, o ludziach i murach, o rzeczach których już nie ma, o duszy starego miasta.

J. C.

Ziemia Lubelska z 26 I 1931 (Nr 25)

Ilustracja autorstwa Autora wpisu (nie zaś cytowanego tekstu)
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

…tylko żeby ta Mary Pickford (…) była choć mniej trochę brzydka…

Weteranów z r. 1863

jest niespełna 150.

W związku z 72-gą rocznicą wybuchu powstania styczniowego oddawano w całej Polsce hołd staruszkom – weteranom tych bohaterskich zmagań.

Uczestnicy tego powstania są już bardzo nieliczni. Nawet najmłodsi wówczas, bo 18-letni bohaterzy roku 1863, są dzisiaj sędziwymi starcami . Dolna granica wieku dzisiejszych weteranów 1863 roku to 89 lat, najstarsi wśród nich przekroczyli już lat sto. Jeszcze przed 5 laty było ich ponad 2000, obecnie każdy niemal dzień stwarza  wyrwę w przerzedzonych szeregach. W całej Polsce jest ich nie pełna 150.

Weteranami zajmuje się zespół specjalnie oddany ich sprawie: „Towarzystwo Przyjaciół Weteranów”. Ponadto we wszystkich większych miastach , a więc w Warszawie, Lwowie, Krakowie itd. istnieją koła „Towarzystwa Przyjaciół Weteranów”, których celem jest skupienie stosunków weteranów, zamieszkałych na danym terenie, w jedną wspólną rodzinę i utrzymywanie z nimi kontaktu osobistego lub korespondencyjnego.


Niezwykły konwertyta

Żyd-komunista przyjmuje katolicyzm aby uzyskać
schronienie w klasztorze

LUBLIN 24.1 Do klasztoru OO. Karmelitów w Lublinie zgłosił się młodzieniec wyznania mojżeszowego i podaje się za słuchacza wyższej uczelni w Warszawie. Złożył oświadczenie, że pragnie przyjąć chrzest święty i chciałby się poświęcić misji nawraca żydów na katolicyzm, że czuje powołanie do życia klasztornego.

OO. Karmelici przekonawszy się, że kandydat posiada już zupełne znajomości zasad wiary katolickiej, co świadczyć mogło o rzeczywistych i szczerych jego zamiarach zmiany wiary z przekonania, uważali za możliwe nie odkładać ceremonji chrztu i zaproszono na rodziców chrzestnych panią O. i pana R. przyjęli kandydata na łono Kościoła Katolickiego.

Neofita wszedł w ścisłe stosunki z klasztorem, gdzie nawet zamieszkał. U swoich rodziców chrzestnych bywał częstym gościem, a poza tem prowadził życie ruchliwe, zawierając w mieście wiele znajomości.

Pewnego razu, podczas bytności neofity w klasztorze, zgłosił się agent tajnej policji, zapytując o jego osobę. Zobaczywszy agenta, neofita… wyskoczył oknem i znikł w pogoni. Okazało się że zbieg jest dawno poszukiwanym przez policję działaczem komunistycznym, i że komedję chrztu podobno aranżował już parokrotnie w różnych miejscowościach. Tym razem chodziło mu prawdopodobnie o uzyskanie w klasztorze bezpiecznego schronienia.


Odpust w kościele św. Pawła. Dzisiaj 25 b. m. przypada odpust w kościele po Bernardyńskim z okazji święta Nawrócenia św. Pawła Apostoła. Uroczystą sumę o godz. 11-tej odprawi ks. kan. Stodulski z Luterskich Piask, kazanie wygłosi ks. prof. dr. Władysław Goral. Wieczorem o 6 tej będą odprawione uroczyste nieszpory z kazaniem Ojca Ireneusza, Karmelity bosego na temat „zjednoczenie kościołów – postulatem nauki Chrystusowej.


Nowe nazwy ulic. Wojewoda zatwierdził decyzję prez. Piechoty co do nadania nowych nazw niektórych nowych ulic m. Lublina.

Zatwierdzona więc została zmiana nazwy ul. Powiatowej na ul. Bronisława Pierackiego, oraz nazwy następujących ulic:

1) na gruntach Rury Jezuickie (gr. Michałowskiej) ul. Zachodnia, Słoneczna, Żniwna, Letnia i Siewna.

2) na gruntach Rydygier Bielajew przy ul. Narutowicza ul. Ochotnicza i Antoniego Szczerbowskiego.

3) na gruntach Rotrubina: ul. Czwartaków, Piotra Wysockiego i M. Langiewicza.

4) na gruntach wojskowych i miejskich przy ul. Racławickiej: ul. Płk. Lisa Kuli i Sławinkowska.

5) na gruntach Lemszczyzny: Plac Jana Kleniewskiego, ul. Sapiehy i ul. Szwedzka.

6) na gruntach Ponigwody: ul. Wielka, Plac  Ponigwoda, ul. Ziemiańska i ul. Dworska.


Mary_Pickford_cph.3c17995u

…mniej trochę brzydka?!

Z ekranu.

Kino Stylowy: „Cienie wielkiego miasta” i „Kiki”.

Obecny program kina Stylowego dostarcza wiele wrażeń tym, którzy lubią sensację, oraz tym, którzy lubią humor. Sensacji pod dostatkiem zawiera bowiem film „Cienie wielkiego miasta”. Mimo sensacyjnej fabuły, film nie jest zanadto banalny, zmontowany jest zręcznie, akcja jego wiąże się w dobrą i interesująca całość. Niemałą atrakcję stanowią momenty narciarskie w terenie wysokogórskim.Wybitnych „gwiazdorów” w filmie nie ma, ale wszyscy aktorzy są razem wziąwszy nienajgorsi.

„Kiki” to film niewątpliwie zabawny, tylko żeby ta Mary Pickford, tak przereklamowana, była choć mniej trochę brzydka i grała lepiej. Ratuje sytuację wiele momentów szczerego humoru, wprawdzie humoru amerykańskiego, więc hałaśliwego nieco, ale nie przeszkadza to jednak, że na widowni zapanowuje nastrój bez troski, a publiczność reaguje co chwila głośnym śmiechem.

Program akurat na dzisiejsze ciężkie czasy.

Głos Lubelski z 25 I 1935 r. (Nr 25)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Pióro wieczne, a miłość… tragiczna

1

Wstrząsająca tragedia pary zakochanych

Nie chcąc żyć bez ślubu rzucili się pod koła pociągu

W domu Nr. 23 przy ulicy Bychawskiej oddawna zamieszkiwali przy swych rodzinach 20-letni Józef Górecki i 20-letnia Basia Cukierman córka szewca-żyda.

Oboje oni oddawna znali się i przebywali ze sobą. Toteż kiedy przyszły czasy, że ojciec Cukiermanówny począł się oglądać za mężem dla swej córki, ta starała się za wszelką cenę tę chwilę odwlec.

Górecki i Cukiermanówna pokochali się. Miłość ich była wielka, gorąca i nie znała różnic wyznaniowych (on był katolikiem ona żydówką). O ich miłości nikt nie wiedział.

W tych warunkach życie płynęło paru zakochanych spokojnym trybem.

Widmo rozstania jednak zbliżało się ku nim coraz szybciej. Cukiermanóna coraz ciężej była niepokojona przez ojca.

Przecież nie możesz zostać starą panną – mawiał Cukierman do swej córki. Na te słowa zalękniona dziewczyna odpowiadała cichym głosem.

– Jeszcze mam czas. Na tem kończyły się zazwyczaj rozmowy ojca z córką. Ostatnio zakochani, stwierdziwszy że z powodu różnicy wyznań nie będą mogli otrzymać ślubu ani żyć na wiarę, jednomyślnie postanowili rozstać się z tym światem.

W piątek wieczorem Górecki pożegnał się ze swą matką i wyszedł rzekomo do kina, to samo zrobiła w domu Cukiermanówna. Następnie oboje wsiedli do pociągu idącego w stronę Warszawy.

Kiedy pociąg zatrzymał się na stacji w Dęblinie, wysiedli oni na peron i torem kolejowym udali się w kierunku Warszawy. W odległości 1 klm. od stacji zatrzymali się a kiedy nadjechał pociąg, który ich przywiózł do Dęblina rzucili się pod jego koła. Pierwsza dostała się pod parowóz Cukiermanówna ponosząc śmierć na miejscu. Góreckiemu koła parowozu odcięły rękę i zmiażdżyły nogę. Doznał on też ciężkich obrażeń głowy. Pociąg został zatrzymany. Ciężko rannego Góreckiego przewieziono do Dęblina, skąd po udzieleniu pierwszej pomocy został on umieszczony w szpitalu Szarytek w Lublinie.

Wstrząsająca ta tragedia dwojga młodych ludzi wywołała silne wrażenie w dzielnicy Bychawskiej.

Stan zdrowia Góreckiego jest bardzo ciężki.

294

Czad przy ulicy Narutowicza

Cała rodzina w niebezpieczeństwie

Nocy wczorajszej dom Nr. 25 przy ulicy Narutowicza stał się terenem wypadku, który tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności ocalił od śmierci całą rodzinę składającą się z 5 osób.

Oto w wyżej wspomnianym domu oddawna zamieszkuje w niewielkiej izbie rodzina Chudzików. Onegdejszego wieczoru z powodu przejmującego zimna napalono dobrze pod kuchnią a ponieważ nie chciano by się ciepło ulatniało, przeto szczelnie zamknięto szyber poczem cała rodzina udała się na spoczynek.

Czad nie mając ujścia począł stopniowo wypełniać izbę. Wkrótce też znaczna część rodziny leżała już bez przytomności. Na szczęście w nocy przyjechał jeden z kuzynów, który drzwi od mieszkania otworzył a zobaczywszy co się dzieje pootwierał okna i wezwał Pogotowie Ratunkowe. Najbardziej ucierpiał od czadu Jan Chudzik jego syn 24-letni Paweł oraz synowa Seweryna lat 25 inne osoby ucierpiały mniej. Wszystkim poszkodowanym udzieliło pomocy Pogotowie Ratunkowe pozostawiając ich na miejscu.

3

8 11

Pod kołami autobusu. Ulica Fabryczna była w dniu wczorajszym widownią wypadku który nieomal nie pociągnął za sobą życia starszego mężczyzny. Oto wspomnianą ulicą przechodził 62 letni Józef Wojsak zamieszkały ul. Spokojna 14. Nagle nadjechał z dużą szybkością autobus zamiejski. Idący nie zdążył się usunąć i dostał się pod koła doznając ogólnych dość ciężkich obrażeń. Wezwane Pogotowie po udzieleniu pierwszej pomocy przewiozło nieszczęśliwego starowinę na kurację do domu.

7 10

Alfabet w opałach. Pan Majer Alfabet mężczyzna liczący sobie 29 lat życia, miał w dniu wczorajszym nielada przygodę. Oto w godzinach popołudniowych wyszedłszy ze swego domu (Krawiecka 21) na ulicę został zaczepiony obelżywem słowem przez jakiegoś draba. Pan Alfabet poczuł się obrażony, więc ze swej strony zwymyślał owego osobnika. Ten jednak rzucił się na Alfabeta i tak go poturbował że nieborakowi musiało udzielić pomocy Pogotowie Ratunkowe.

5

Odpoczynek „świąteczny” sportowców lubelskich

Okres świąteczny, spowodował że kluby lubelskie zmuszone były do przerwania wszelkiego rodzaju ćwiczeń sportowych, ponieważ jedyna w Lublinie sala gimnastyczna ośrodka na której ćwiczą wszystkie kluby została oddana na „Jasełki”. Przerwa ta potrwa aż do połowy stycznia. Przymusowy ten „odpoczynek świąteczny” wpłynie ujemnie przedewszystkiem na rozwój boksu. Jest nadzieja że w sprawy te wejrzy Okręgowy Urząd W. F. i P. W. i poczyni odpowiednie kroki w celu zmniejszenia „okresu” ustanowionego przez niewiadomo kogo.

6

Ziemia Lubelska z 19 XII 1931 r. (Nr 345)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Jednodniowy król i pewna rodzina z Litwy.

Herb Radziwiłłów nadany im przez cesarza w 1547 roku.
Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

Po śmierci Stefana Batorego w roku 1586 w Polsce zapanowało bezkrólewie. Podzielona na dwa obozy szlachta nie mogła osiągnąć porozumienia co do wyboru nowego króla. Brak zgody w tej kwestii doprowadził nawet do podwójnej elekcji – królami obwołano Zygmunta III Wazę i Maksymiliana  Habsburga. Ten impas doprowadził wkrótce potem do wybuchu wojny między stronnictwami popierającymi obydwu kandydatów, wojny zakończonej zwycięstwem pod Byczyną w roku 1588 zwolenników Wazy, na czele z Janem Zamoyskim. Wróćmy jednak do roku 1586, kiedy to doszło do rzeczy bezprecedensowej: na polskim tronie zasiadło dwóch kandydatów na króla. Konsternacja i pytanie – co robić w tej dziwnej sytuacji? Postanowiono skorzystać z instytucji króla tymczasowego (rex pro tempore) – stanowisko zaproponowano księciu  Radziwiłłowi, ale… z tego miejsca zaczyna się opowieść funkcjonująca jedynie w pewnej tradycji żydowskiej, odrzucanej przez oficjalną historiografię.

Mikołaj Krzysztof Radziwiłł „Czarny” (1515-1565).
Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

Cofnijmy się zatem do roku… trudno powiedzieć dokładnie którego. Na pewno przed rokiem 1553 – bo w tym roku, łączony z tą historią przez Wikipedię  Mikołaj Krzysztof Radziwiłł (1515-1565) przeszedł na luteranizm (z którego przeszedł na kalwinizm, z którego następnie przeszedł na arianizm), zaś opowieść nasza wymaga od niego pielgrzymki pokutnej, którą miał odbyć do Padwy we Włoszech. Pielgrzymki do Włoch praktykowali w tym czasie katolicy, a więc logicznym jest że musiał ten fakt zaistnieć jeszcze wtedy, gdy książę wyznawał katolicyzm (no chyba, że nie był tym księciem – ale o tym za chwilę). A że pielgrzymka miała charakter pokutny, książę przywdział strój żebraczy i w takim stroju peregrynował po włoskiej ziemi. Trudno się dziwić, że wszędzie tam, gdzie prosił o gościnę, witano go drwinami i kpinami. Książe? I żebrak? Dopiero rabin Samuel Judasz Katzenellenbogen uwierzył Radziwiłłowi w jego książęcy tytuł i ugościł go prawdziwie po książęcu, z wszelkimi należnymi honorami.

Książę Mikołaj był tak wzruszony postępowaniem rabina, że postanowił mu się,w książęcy sposób, jak najlepiej odwdzięczyć. Po powrocie do kraju, odszukał syna rabina, Saula, który – podobno to fakt historyczny – rzeczywiście pobierał nauki w słynnej szkole talmudycznej w Brześciu Litewskim i stąd właśnie Radziwiłł zabrał go na swój dwór.

Saul wzbudzał powszechny zachwyt wiedzą i mądrością, dzięki którym stał się człowiekiem sławnym na cały kraj. Potrafił zrobić użytek ze swych zalet – został bankierem i dzięki dzierżawom ceł i warzelniom soli na Litwie wkrótce dorobił się olbrzymiego majątku. 17 maja 1578 król wydał Saulowi przywilej na kupno soli wielickiej w Koronie.

Dochodzimy zatem do roku 1586 i owej podwójnej elekcji – koronę tymczasowego króla zaoferowano Radziwiłłowi, ten zaś odmówił i wskazał godnego tej funkcji kandydata: Saula Katzenellenbogena. Ten zaś podobno, 18 sierpnia 1587, wśród powszechnego entuzjazmu, został okrzyknięty w Lublinie królem, zyskując przydomek Wahl (wahl – niem. wybór). Miał panować przez jedną tylko noc i wydać wiele nowych praw i przywilejów poprawiających położenie Żydów w Polsce.

Tyle tradycja żydowska… coś w tej całej historii jest jednak nie tak. Znając ówczesne realia trudno uwierzyć w powszechny entuzjazm dla kandydata pochodzenia żydowskiego. Zwłaszcza, że wybór na tron polski kandydata niemieckiego okazał się dla dużej części szlachty nie do przełknięcia i doprowadził do wybuchu wojny domowej. Powszechny entuzjazm zapanował zapewne jedynie w tradycji żydowskiej, wcale się nie zdziwię jeśli zapanuje również w Lublinie. A zapanuje jeżeli to ciekawe podanie odkryje pan Pietrasiewicz. Po drugie, skoro Saul wydał tyle przywilejów to… dlaczego ich nie ma? A powinny być, bo przywileje nie istniały bez papieru, na którym je zapisywano. Ba, nawet je fałszowano: bo nikt by nie uwierzył w jakiś tam ustny przywilej. Po trzecie problem sprawia ów Radziwiłł – chociaż w tym przypadku wcale bym się nie zdziwił, gdyby sprawa ta wynikała nie z nadmiernego optymizmu tradycji żydowskiej, a z niefrasobliwości Wikipedii. Nie mam dostępu do innych źródeł, więc poddam interpretacji to co prezentuje Wikipedia. Mikołaj Krzysztof Radziwiłł „Czarny” zmarł w roku 1565 – nie mógł więc być owym Radziwiłłem,który wskazał Wahla na króla w roku 1586. A że napisano Radziwiłł – do wyboru mamy w tym czasie następujących Radziwiłłów: Mikołaja Krzysztofa (zwanego Sierotką) (1549-1616), syna Mikołaja Krzysztofa z naszej opowieści, Jerzego Radziwiłła (1556-1600) – kardynała, biskupa krakowskiego i wileńskiego, Mikołaja Radziwiłła (1546-1589) – łowczego wielkiego litewskiego, starostę mozynskiego i mereckiego, wojewodę nowogródzkiego, Krzysztofa Radziwiłła Pioruna (1547-1603) – hetmana wielkiego litewskiego, wojewodę wileńskiego, Albrechta Radziwiłła (1558-1592) – ordynata na Ołtyce i Nieświeżu i Stanisława Radziwiłła (1559-1599) – ordynata ołyckiego, marszałka wielkiego litewskiego, starostę żmudzkiego. Każdy z nich żył w roku 1586 i każdy z nich – teoretycznie – mógłby Saulowi złożyć wspaniałomyślną propozycję królowania.

Mikołaj Krzysztof Radziwiłł „Sierotka” (1549-1616)
Muzeum Narodowe w Warszawie
Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

Jednak zastanawiające jest jeszcze co innego: otóż Mikołaj Krzysztof Sierotka, syn Mikołaja Krzysztofa Czarnego, był jednym z najsłynniejszych polskich pielgrzymów w czasach Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Wychowywany na podporę kalwinizmu, po śmierci ojca w roku 1565 przebywał w Rzymie i nawrócił się na katolicyzm. Miał więc, według ówczesnego światopoglądu, za co pokutować (za grzechy ojca swego). Był gorliwym katolikiem i w latach 1582-1584 odbył podróż do Ziemi Świętej, której opis wydał drukiem w roku 1601. Był więc niejako pielgrzymem zawodowym – jego peregrynacja do Palestyny odbiła się szerokim echem w ówczesnej Polsce i być może on jest tym Radziwiłłem z tradycji żydowskiej, zwłaszcza że bywał we Włoszech w sprawach natury religijnej. Niestety, bez dostępu do oryginalnych przekazów żydowskich, nie sposób stwierdzić, który Mikołaj Krzysztof Radziwiłł zaproponował Saulowi tron na jeden dzień – jednak wersja zaproponowana przez Wikipedię jest nielogiczna i niezgodna z prawdą historyczną.

Może więc przywołana dziś opowieść to kolejna ładna legenda naszej historii?  Okazuje się, że bajeczne opowieści leżą nie tylko u zarania naszych dziejów, ale odnajdujemy je na kartach kronik aż do czasów nam współczesnych. I to stanowi o pięknie historii jako nauki…

Bogusław Radziwiłł (1620-1669)
Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

Dzień 18 sierpnia to data, którą najwyraźniej upodobali sobie w naszej historii Radziwiłłowie – przed chwilą wspominaliśmy o roli tej możnowładczej rodziny w opowieści o jednodniowym królu. Niestety nie można zaliczyć do legend tego, co zrobili przedstawiciele kolejnego pokoleniatej rodziny w roku 1655 – Janusz Radziwiłł (1612-1655) i Bogusław Radziwiłł (1620-1669) oddali we władanie Karola X Gustawa (1622-1660), króla Szwecji, Wielkie Księstwo Litewskie. Zdrada Radziwiłłów rozsierdziła nie tylko sienkiewiczowskiego Zagłobę…

Francuska mapa Kamieńca Podolskiego z 1691 r.
Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

A skoro przy Trylogii jesteśmy – dziś przypada rocznica innego jeszcze epizodu historycznego uwiecznionego przez Sienkiewicza – 18 sierpnia 1672 roku Turcy rozpoczęli oblężenie Kamieńca Podolskiego.

Niestety, cztery lata po ślubie zmarła na gruźlicę…
Maria Szatkiewiczówna (1855-1885). Zdjęcie ze strony: sto.szczecin.pl

A Sienkiewicz? 18 siepnia 1881 roku poślubił Marię Szetkiewiczównę (1855-1885).

Józef Chełmoński – „Kazimierz Pułaski pod Częstochową”. Muzeum Narodowe w Krakowie. Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

Wracając do oblężeń słynnych twierdz: wszyscy pamiętamy obronę Jasnej Góry przed Szwedami, którą również uwiecznił na kartach Potopu Henryk Sienkiewicz. Podobnie jak i Szwedom wiek wcześniej, tak i Rosjanom w roku 1772 nie udało zdobyć się jasnogórskiej twierdzy bronionej tym razem przez konfederatów barskich. Dopiero rozkaz królewski zmusił Polaków do kapitulacji w dniu 18 sierpnia. Warto jednak zaznaczyć, że skutecznie odpierali rosyjskie szturmy od 10 września 1770 roku, czyli niemal dwa lata…

Wanda Krahelska (1886-1968). Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

18 sierpień to dzień radosny nie tylko dla Rosjan, którzy zdobyli Jasną Górę, ale dla wielu innych przedstawicieli tego narodu, w tym zwłaszcza dla Gieorgija Skałona (1847-1914), generał-gubernatora warszawskiego, który cudem uszedł z życiem z zamachu bombowego. Dwie bomby rzucone w jego powóz przez Wandę Krahelską (1886-1968) z Organizacji Bojowej PPS okazały się niewystarczające – generał-gubernator został tylko ranny.  Polska Partia Socjalistyczna wydała na Skałona wyrok śmierci za krwawe stłumienie manifestacji ludności w czasie rewolucji 1905 roku (żadnych pączków, żadnej kawy).

Orzeł biały na sztandarze powstańczym z Dąbrówki Wielkiej, 1919 r.; Muzeum w Tarnowskich Górach. Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

W roku 1919, pod Godowem, grupa powstańców Śląskich (w liczbie ok 60 osób) stoczyła zwycięską potyczkę z niemieckim Grenschutzem.

„Sprawa złożenia broni: jako Polak i stary partyzant oświadczam: wytrwam do końca na swoim stanowisku „Tak mi dopomóż Bóg”. Zdrajcą nie byłem i nie będę […] Daremne wasze trudy, mozoły i najrozmaitsze podstępy. Gwarancje wolności wydajecie więźniom, których katujecie jak barbarzyńcy. Wstyd i hańba. Swoim postępowaniem doprowadzacie do zguby samych siebie….”
Józef Kuraś (1915-1947), pseud. „Ogień”. Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

Bogaty w wydarzenia historyczne dzień 18 sierpnia kończymy w roku 1946: tego dnia Józef Kuraś (1915-1947) (pseud. Ogień), wraz ze swym oddziałem, zorganizował i przeprowadził akcję rozbicia i opanowania więzienia św. Michała w Krakowie. Uwolniono wówczas kilkudziesięciu więźniów – żołnierzy AK, WiN, NSZ.

Źródło: pl.wikipedia.org

Post Navigation