Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Foksal”

Zapomniana rocznica

Rok 2018 jest dla nas wszystkich rokiem niewątpliwie wyjątkowym: świętujemy bowiem SETNĄ ROCZNICĘ! Setną rocznicę? Ale czego? Jak to czego! Odzyskania bielizny!

Lubelski marzec przed stu laty zapisał się w historii dosyć ponurymi zgłoskami: nie dość, że pogoda była… (po prostu była!), to jakby tego było mało, na miasto padł  blady strach, a wraz z nim złowrogi i przerażający cień trwogi, przerażenia i Bór (to taki las…) jeden wie, czego tam jeszcze pa… (nie, no paść już nie mógł, bo wtedy będziemy mieli w tekście haniebne powtórzenie, a tego nie możemy się dopuścić): niech więc będzie, że groza spłynąła na miasto falą, lepką i gęstą niczym mgła śmierdząca, smogiem dziś zwana. Jednym słowem, Lublin ogarniała fala bieliźnianego terroru. A wszystko to za sprawą szajki złodziei, specjalizującej się w kradzieży bielizny ze strychów (w tych czasach – drogie dziatki – ludzie suszyli bieliznę na strychach, bo… mieli strychy). Wprawdzie zdarzało się już wcześniej, że pojedyncze sztuki garderoby ginęły skradzione przez jakieś indywidua, ale były to niewinne i incydentalne przypadki upadku słabej z definicji, natury człowieczej. Teraz jednak proceder zaboru garderoby urósł do niebotycznych wręcz rozmiarów.

To nie są (i wtedy też nie były) żarty: sto lat temu nikomu w Lublinie nie było do śmiechu, bo – jak czytamy w „Głosie Lubelskim” – w marcu roku 1918  kradzieże bielizny stały się tak częste, że przerażeni perspektywą jej utraty Lublinianie, zupełnie zaniechali korzystania ze strychów. Nie było zapewne w Lublinie żadnej rodziny, która nie przeżywałaby bolesnej straty, najbliższej swemu ciału, części garderoby. Wyobraźcie sobie te sznury rozwieszone w mieszkaniach, dekoracyjnie zdobiące nawet salony i (o zgrozo!) gabinety… Nawet naszego Gabinetu nie ominęło to traumatyczne doświadczenie. Być może współczesny Czytelnik wzruszy lekceważąco ramionami, pytając: gdzie tu dramat, gdzie – ach! – tragedia: wszak we współczesnym mieszkalnictwie galotki suszące się w salonie, łazience lub kuchni są na porządku dziennym (lub nocnym; a jak w mieszkaniu zimno, to i całodobowym). Ale sto lat temu ludzie żyli w sposób cywilizowany i sznur z bielizną w mieszkaniu był rzeczą ekstrawagancką i nieprzyjemną.

Nic więc dziwnego, że policja wszczęła energiczne śledztwo, chcąc szybko przyskrzynić zbrodniarzy: oczami wyobraźni widzimy jak zirytowany komisarz milicji, wychylając się spod dyndających nad jego biurkiem kalesonów, rzuca gardłowe: „Znajdźcie tych drani!”.

Niestety, mimo najszczerszych chęci, stróże porządku byli bezradni wobec ogromu zła i bez powodzenia tropili geniuszy bieliźnianego zła, którzy przez długi czas pozostawali nieuchwytni, a skradziona przez nich konfekcja przepadała bez śladu, jakby rozpływając się w powietrzu (czy można rozpływać się w powietrzu? W powietrzu raczej się zwykło rozwiewać, rozpływanie zostawiając wodzie – lub też innej cieczy). Sytuacja była patowa: mieszkańcom Lublina perspektywa nagłej nagości stanęła przed oczami. Lub też perspektywa bielizny brudnej i nieświeżej, bo niepranej: bo jak tu prać, kiedy uprane w mig kradną! No więc pat (i pataszon) po prostu…

Jednak któregoś marcowego poranka sytuacja niespodziewanie (rzec by można (ale czy trzeba?) gwałtownie) uległa diametralnej zmianie: geniuszom desu-zbrodni (alias dessous występku) powinęła się noga (vel nogi – wszak geniuszy było więcej niż jeden). Oto dzielni funkcjonariusze Milicyi M. (Municyplanej zapewne, choć może i Miejskiej) z pierwszego Komisaryatu, zdybali bieliźniarzy na gorącym uczynku. Niespodziewających się niczego (oprócz oczywiście nowej porcji świeżo upranej bielizny) opryszków schwytano na strychu domu przy ulicy Foksal numer jeden. Było ich trzech, lecz… no pech…

Wzięci na spytki zaczęli dość szybko sypać: wtedy też na jaw wyszła szokująca prawda, że dopuścili się oni trzydziestu kradzieży bielizny w Lublinie! Rozeznanie w tym, co można ukraść  mieli zaś od niektórych praczek, które – być może za udział w reformach (lub innej garderobie) – były z nimi w zmowie. Dzisiaj, na szczęście, prawdziwych praczek już nie ma, ale – na Waszym miejscu – nie cieszyłbym się zbyt szybko: wszak nastaje właśnie era inteligentnych urządzeń AGD, obdarzonych coraz to większymi umiejętnościami. Kto Wam da gwarancję, że za jakiś czas Wasza inteligentna pralka z dostępem do Internetu, nie nawiąże przez Sieć kontaktu z mafią bieliźnianą? Pamiętajcie, ostrzegaliśmy!

Lublinianie mogli odetchnąć z ulgą…

Ale niektóre pytania do dzisiaj nie znalazły odpowiedzi:

  1. czy złodziei było tylko trzech, czy też mieli wspólników, którym udało się uniknąć karzącego ramienia sprawiedliwości?
  2. na co skazano pojmanych: czy nie – na przykład – na pracę przymusową w zakładzie pralniczym, gdzie mogli nadal dać upust swym chorym skłonnościom?
  3. czy skradziona bielizna wróciła do prawowitych właścicieli? (bo jeśli nie, to po co Święto Odzyskania?)
  4. kto to przeczyta(ł)? (bo skoro doszedł do tego miejsca, to jest szansa, że jednak przeczytał).

„Głos Lubelski”  nr  70 z 13 III 1918 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

A na placu (Bychawskim) w dzień targowy, takie słyszy się rozmowy…

Płomienie sięgały trzeciego piętra, a słup czarnego, tłustego dymu wznosił się pod niebiosa. Pożar ogarnął błyskawicznie… coś tam z pewnością ogarnął, ale z pewnością nie w Lublinie 13 kwietnia roku 1916. Tego właśnie dnia w Lublinie nie zanotowano dużych pożarów i straż ogniowa musiała wyjechać jedynie na Olejną 5, gdzie zapaliło się drzewo, złożone przy piecu oraz na Grodzką 24, gdzie zapaliła się słoma i parkan drewniany. Oczywiście oba pożary zostały bardzo szybko ugaszone przez straż.

1

Charakteru dramatycznego nie miały też wydarzenia z ulicy Bychawskiej i z placu Bychawskim zwanego, opisywane tegoż właśnie dnia przez Ziemię Lubelską. A doszło tam, z polecenia magistratu, do przeniesienia targu. Ten istniejący dotychczas na ul. Bychawskiej (wiodącej do przejazdu) na Piaskach, przeniesiono na plac Bychawski (po prawej stronie ul. Foksal, przy rogatce). Zadowolenie magistratu z „dobrej zmiany” nie znalazło przełożenia na zadowolenie adresata tejże, czyli ludności zwykłej (jak zwykle zresztą). Tym razem niewdzięczność władzy okazali handlarze i przekupnie (gorszy sort?), twierdząc, że na nowem miejscu jest im ciasno. O Borze (to taki las), co za ludzie!

2

Nie wspominał nic o targowych placach Kofta Janusz, lecz wołał jedynie o ogrodów niezapominanie. Odpowiadając na to florystyczne wezwanie skreślmy słów kilka o projektowanym ogrodzie na lubelskich Bronowicach. Rzecz dotyczyła urządzenia ogródków dla dziatwy z ochronek oraz dla młodzieży studiującej w szkołach botanikę. A ponieważ zbytecznym byłoby szeroko omawiać oczywisty pożytek z założenia podobnych ogródków, zatem omawiać go nie będziemy. Wspomnimy jedynie, że na cel założenia takiego ogródka ofiarowano już plac za kościołem na Bronowicach do plantu kolejowego. Jednakowoż placu darowanie  dopiero sprawy całej początkiem było. Bo rzecz pierwsza, to że plac taki musi być ogrodzony. A to niestety w czasach obecnych pociąga za sobą znaczny wydatek. Sczęśliwie w każdych czasach znaleźć można ludzi życzliwych i skłonnych do pomocy: w kwietniu roku 1916 takim człowiekiem okazał się dyr. Halicki, który na ogrodzenie placu przeznaczył dochód z piątkowego przedstawienia „Rewizora”. W tej sytuacji pozostawało już jedynie mieć nadzieję, że na piątkowem przedstawieniu zgromadzi się dostateczna ilość widzów, sympatyzujących z tym projektem, by prace w zakładanym ogródku mogły być natychmiast rozpoczęte. Serce rośnie, nieprawdaż?!

3

4

Może i prawdaż… Ale życie ma różne strony, również i te mniej przyjemne… zwracamy uwagę na brudy i nieporządki panujące na podwórzu i klatkach schodowych domu Waksmana przy ul. Ruskiej 3. Listy lokatorów w tym domu niema, a brama przez całą noc stoi otworem.

5

Dyr. Halicki i pan Waksman… Dr. Jekyll i Mr. Hyde po lubelsku…

 

Ziemia Lubelska z 13.IV.1916 r. (Nr 181)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Wielkieś mi uczyniła pustki…

1

2

3

Głos Lubelski z 10.XII.1925 r. (Nr 339)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Chyba wszystko jest do d…y, bo w Lublinie leżą słupy

2

4

3

Głos Lubelski z 8.XI.1925 r. (Nr 308)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Wiedziałem!

2

1

3Głos Lubelski z 25.VI.1925 r. (Nr 173)

Ilustracje: Lubelska Biblioteka Wirtualna
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Guma. Między innemi

1

+ Kary administracyjne (p) Ryfka Adler, właścicielka sklepu przy ulicy Namiestnikowskiej Nr 19, została skazana na 30 rb. grzywny lub 15 dni aresztu lub za sprzedanie paczki papierosów o 1 kop. drożej niż wskazywała cena.

– (p) Hersz Hochman, wł. domu Nr 3 przy ulicy Foksal, został skazany na 200 rb. grzywny lub 30 dni aresztu za uchybienie przepisom sanitarnym.

– (p) Moszek Wajngarten, wł. domu i rzeźni rytualnej kur, został skazany na 300 rb. grzywny lub 30 dni aresztu za niechlujne utrzymanie kurników.


– Kradzież w kościele. (p) W kościele po Karmelickim p. Dominikowi Górasińskiemu (Sądowa 8) skradziono z kieszeni woreczek z 50 rb. w gotówce. Złodziej zbiegł.


Kradzież (p) Ickowi Kupfermanowi (Kowalska 19) skradziono z sieni skrzynkę z 20 funt. drożdży. Drożdże te wydział śledczy odebrał od Moszka Mandla, sprawcy kradzieży, i osadził go w areszcie.

2

Ziemia Lubelska z 25 III 1915 r. (Nr 84)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Kopci, kopci łapci…

= Wiele krzyku o nic i… pożar prawdziwy.  (e) W dniu onegdajszym Miejska Straż Ogniowa była dwukrotnie alarmowana, wyjeżdżając natychmiast na miejsce pożaru. W południe zaalarmowano Straż z ul. Zamojskiej. Po przybyciu na miejsce okazało się że w sklepie Rusałce od piecyka żelaznego ogrzewającego wnętrzne [!] zajął się wiszący obok impregnowany płaszcz właściciela. Olbrzymie kłęby dymu wydobywające się od strony płaszcza zaalarmwały posterunkowego policji, a ten straż. Tegoż dnia o godz. 7-ej wieczorem na skutek alarmu z ul. Foksalnej Nr 37 udała się straż na miejsce i istotnie stwierdziła pożar. Wybuchł on w piekarni. Na skutek wadliwej konstrukcji kanału dymowego zapaliły się nad piekarnią belki i sufit. Strażacy pod kierownictwem kom. Galanta po godzinnej rzetelnej pracy, po wyrąbaniu palących się belek i części sufitu pożar ugasili.

1

= Zaradzić. (m) Brud jaki panuje na dworcu kolejowym da się choć w części usunąć przez wstawienie kilku spluwaczek i koszów na papiery, papierosy i inne odpadki, któremi zwykle podróżni zaśmiecają poczekalnie. Małe pouczenie o hygjenie i wstawienie tych kulturalnych „przyrządów” a 50 procent dzisiejszego stanu odpadnie.


= „Niedola” rodziny Kotów. (.w) Na gruncie lubelskim przed kilkoma dnia pojawiła się skromna rodzina Kotów w skład której wchodził Michał Kot – ojciec i 4-o jej dzieci. Włócząc się z miasta do miasta, wszędzie przepędzani „bezrobotni” ci ludzie uprawiać poczęli na większą skalę żebraninę, która przy „wydatnej” pracy pozwalała na jakie takie utrzymanie członków rodziny. Gościnny Lublin przytulił Kotów i szczęśliwa gwiazda uśmiechać się już im zaczynała, kiedy nagle lubelska policja, walcząca od pewnego czasu energicznie z żebractwem zatrzymała żebrzącą rodzinę, zabraniając jej nietylko żebraniny i włóczęgostwa, ale nawet przebywania w mieście. Gdzie się więc podzieją biedni ci ludzi?

2

= Listonosze nie mają obowiązku doręczania korespondencji w niedziele i uroczyste święta. (e). Naskutek licznych zapytywań, czy listonosze obowiązani są do doręczania korespondencji i pism w niedzielę i święta, na podstawie zaczerpniętych u miarodajnych źródeł informacyj wyjaśnić możemy, iż nie leży to w obowiązku listonoszy. Na mocy odnośnych przepisów w niedziele i uroczyste święta doręczane są tylko listy pośpieszne i telegramy. W razie zbiegu dwu dni świątecznych – korespondencja doręczana jest w dniu drugim.

Przyjazd żydowskiego pociągu.

Dziś popółnocy o godz. 2-ej przejeżdżał przez stację Lublin, nadzwyczajny pociąg pospieszny, wiozący około sześciuset uczestników wycieczki żydowskiej do Palestyny.

Na st. Lublin od godz. 11-ej panował niepomierny ścisk, albowiem mieszkańcy ul. Lubartowskiej w sile około dwuch tysięcy wykupili bilety peronowe i z ogromnym entuzjazmem wyszedłszy do pociągu żegnali odjeżdżających wycieczkowiczów. Policja kolejowa była wprost w opałach. Żydzi nie przestrzegali nawet najmniejszego porządku. Nie obeszło się bez wybijania szyb. Na przyszłość należy zarządzić, by tego rodzaju demonstracyjne odprowadzania nie miały miejsca na terenie Dyrekcji Radomskiej.

Bezczelność żydów kierowała się pod adresem nielicznych chrześcian, którzy z trudem przeciskali się przez czarny tłum, przybierający dość prowokacyjną postawę.

Głos Lubelski z 8 III 1925 r. (Nr 67)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Trzydzieści osiem i dziewięć

1

(r) Brak zapałek. Po długich i ciężkich cierpieniach mieszkańców naszego miasta, Lublin wreszcie dostał większą ilość nafty, oto zaczyna się utrapienie innego rodzaju. Drobniejsi kupcy i sklepikarze skarżą się iż w niektórych hurtowniach są b. małe zapasy zapałek, a w innych już zupełnie nie ma, wskutek czego cena hurtowa jakoby podskoczyła 20 kop. za tuzin, co równa się cenie naznaczonej przez taksę na sprzedaż detaliczną, wobec czego dają się słyszeć głosy, iż „nie opłaci się trzymać zapałek”. Tak więc, paliliśmy zamiast nafty oliwę, teraz w braku zapałek będziemy musieli nosić w kieszeni hubkę i krzesiwo.


Teatr „Panteon”. Dziś, w niedzielę, wznowienie opery komicznej p. t. „Piosenki Ułańskie” oraz nowa serya obrazów. W próbach prześliczna operetka „Panna z lalką”.

2


Z kraju.

– Z Warszawy.

– Na ostatniej wiorście kolei Warsz.-Wiedeńskiej, jak donosi „Warsz. Dniew.”. stoi obecnie pociąg-łaźnia im. Najjaśniejszej Pani Aleksandry Teodorówny, od rana do wieczora przychodzą żołnierze z rozmaitych oddziałów i otrzymują to, co jest nieodzowne dla żołnierza w czasie wojny podczas wojny – ciepłą odzież i czystość ciała.

Głos Lubelski z 24 I 1915 r. (Nr 24)


1

+ Program „Oazy” na dziś i jutro zapowiada dramat w 4 ch częściach „Cześć nam – śmierć wrogom”, osnuty na tle współczesnych wypadków, „Bombardowanie przez Austrjaków Kamieńca Podolskiego” z natury oraz komiczne obrazy: „Apasze paryscy” i „Głuptasiński, jako urzędnik w banku”.

2

+ W letargu. (p) Kilkoletnia dziewczynka Tupała wpadła w letarg na cmentarzu na Rurach po pogrzebie matki swojej, w którym przebywa już od poniedziałku. Dzieckiem zajęli się lekarze, którzy napróżno starają się przywrócić jej przytomność.

3

+ Poparzenie przez nieostrożność. (p) Na stacji Lublin d. 22 b m. zatrzymał się przed remizą parowóz, na którym znajdował się pomocnik maszynisty Adam Strychalkski i oczyszczał różne części. Palacz, nie wiedząc gdzie znajduje się pomocnik, rzucił szuflę rozżarzonego węgla tak nieszczęśliwie, że cała zawartość szufli trafiła prosto w twarz Strychalskiego, poparzywszy go dotkliwie. Strychalskiego odesłano na kurację do szpitala Jana Bożego.

4

+ Napad i rabunek w Lublinie. (p.) Dnia 23 b. m. nad ranem około godz. 3 ej powracał z przedmieścia Piaski artysta – magik salonowy Kazimierz Miź, który, wszedłszy na ul. Cichą, zatrzymał się przed domem Nr 3. Gdy sięgnął ręką, aby zadzwonić podbiegło kilku drabów, z których jeden zarzucił mu na szyję pętlę rzemienną i powalił na ziemię. Zrabowawszy 8 rb. i zegarek, opryszkowie zbiegli. Policja wdrożyła energiczne śledztwo.

5

+ Złamany mostek. (p) Przy ul. Św. Duskiej od pewnego czasu na wjeździe do jatek złamany jest mostek po którym zwykle przyjeżdżają furgony z mięsem i inne wozy. Konie i przechodnie wpadają do rynsztoku, o wypadek poważny więc więc nie trudno. Warto, aby magistrat zaopiekował się tym złamanym mostkiem, tembardziej, że jest on tak niedaleko.

Ziemia Lubelska z 24 I 1915 r. (Nr 24)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Ogniu krocz ze mną! Nawet Zamojską…

POCZ_ZST

Pożar na jezdni.

W dniu wczorajszym Straż Ogniowa Miejska, władze policyjne i publiczność, akurat w samo południe, zaalarmowane zostały olbrzymim słupem gęstego dymu nad ulicą Zamojską. Kto żyw spieszył na miejsce pożaru, a zbliżywszy się do płonącego objektu, doznawał wrażenia, iż płonie conajmniej pół miasta. Gęste kłęby dymu wypełniły ulicę tak, że trudno było cokolwiek dojrzeć, jadące w kierunku stacji oraz od strony przeciwnej furmanki, powozy, platformy, auta, wstrzymane pokazem na środku jezdni, stłoczyły się i zmieszały, wywołując gwar i rwetes nie do opisania. Na dobitek zatrzymani również przechodnie i gromady ciekawskich tak zapchały część jezdni i chodników bliżej miejsca pożaru, że trudno się było przecisnąć, a tembardziej cokolwiek dojrzeć. Policja z trudem utrzymywała porządek.

I cóż się okazało? – Oto przed kwadransem w tem samem miejscu podobno samochód p. F. właściciela fabryki cykorji na Przemysłowej zaopatrywał się w benzynę, dzięki nieostrożnemu wlewania do zbiornika rozlała się po jezdni i wąskim strumykiem spłynęła do rynsztoka. Według innej wersji benzyna rozlana została na skutek rozbicia się wielkiego butla – z tym płynem na przejeżdżającym wozie ciężarowym. To drugie zdaje się być prawdopodobniejsze. Otóż któryś z przechodzących „gavroche’ów” lubelskich, pragnąc widać urządzić sobie bezpłatną iluminację, Straży Ogniowej przejażdżkę, a współtowarzyszom uciechę – rzucił na spływającą benzynę zapałkę. Buchnął płomień… Na nieszczęście w tym czasie przejeżdżał tamtędy kmiotek z wozem dobrze naładowanym słomą. Płomień wdarł się na wóz i popełznął na szczyt stosu słomy, obejmując ją w oka mgnieniu ze wszech stron. A, że słoma była wilgotna, przeto efekt pożaru zaznaczył się jedynie w olbrzymich kłębach gęstego dymu zaściełającego częściowo ulicę. Konie w mig odprzęgnięto, wóz wywrócono, a resztki dopalającej się słomy ugasiła Straż Ogniowa kilku strumieniami wody puszczonej z hydrantu. Poszkodowany został jedynie kmiotek, który w biały dzień na równej drodze i prawie w śródmieściu stracił „nieodwołalnie” wóz słomy. W pół godziny później ruch uliczny na Zamojskiej był już normalny.

El.


= Druga ofiara czepiania się autobusów. (z) W dniu onegdajszym o g. 8-ej wieczorem zdarzył się nieszczęśliwy wypadek, który omal nie skończył się śmiercią. Mianowicie do jadącego w kierunku stacji jednego z kursujących autobusów uczepił się 16 letni Józef Michaluk, który koło komisarjatu (ul. Foksal) dostał się nagle pod koła samochodu, odnosząc ciężkie obrażenia cielesne. Wezwane na miejsce wypadku Pogotowie Ratunkowe przewiozło nieszczęśliwą ofiarę na stację, skąd po udzieleniu mu pierwszej pomocy lekarskiej (Michaluk ma silnie potłuczoną głowę oraz wybite 2 zęby) – odwiozło go do domu rodziców przy Namiestnikowskiej 22. Jest to już drugi nieszczęśliwy wypadek czepiania się autobusów, w ciągu tak krótkiego czasu. Należałoby jak najszybciej złu zaradzić.

Głos Lubelski z 20 I 1925 r. (Nr 20)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Jest nas coraz mniej i mamy problem z telefonami: MY WIEMY DLACZEGO!

1(r) Czy aeroplanem? Przy spadającym z dachu śniegu, gdy na wszystkich ulicach nieomal co kilka kroków ustawione są na chodnikach prowizoryczne zagrody, aby ominąć dane miejsce, przechodnie muszą iść brzegami ulic. W czasie ślizgawicy brzegi te, najczęściej pochyłe, są niemożliwe do przejścia, a więc możeby dla wygody publiczności miejsca podobne posypywać piaskiem, jak to się robi na chodnikach. Sądzimy, że zgodnie z istniejącym odnośnym przepisem administracyjnym należałoby to robić, bo jakże inaczej ten biedny przechodzień ma przebyć nieraz dość dużą część ulicy, gdy mu grozi przejechanie przez samochód, złamanie nogi lub w najlepszym razie spadnięcie na nos kilkupudowego płatka śniegu z trzeciego piętra.


Nie będzie brat zabijał brata.

Dzielnie się sprawuje legion polski we Francyi, godnie piastując wielkie tradycye polskie. Jakie jednak konflikty trafiają się niejednokrotnie i tam, na dalekim zachodzie: gdy brat przeciwko bratu walczyć musi. Wzruszający epizod na tem tle opowiada francuski „Intransigeant”. Podczas walk ostatnich we Francyi, żołnierze legionu polskiego dowiedzieli się od schwytanych jeńców niemieckich, że pułki niemieckie, w niedalekich okopach nieprzyjacielskich liczą wielu bardzo Polaków. Na propozycję dowódcy legionu, zgłosił się pewien żołnierz na ochotnika i nocą wybrał się na tajemniczą wyprawę. Śmiałek wyruszył na czworakach ku okopom nieprzyjacielskim, a gdy już był bardzo blizko, nucić począł rzewną polską pieśń narodową. Polacy z nad Warty poznali rodaka, wychylać jęli wnet głowy z okopów. Bohaterski legionista, aby misję swą skutecznie przeprowadzić przemówił serdecznie do poznańczyków, tak, że im szare polskie oczy, z pod pilkielhauby wyzierające, łzami zaszły. A przekonał rodaków, mówiąc im, że Polacy, w szeregach francuskich walczący, za sprawę ojczystą bój toczą. Dźwięki swojskie pieśni polskie[j] i słowa legionisty, nie przeszły, bez echa;trafiły do serc polskich, które, choć pod mundurem pruskim, jednako wszystkie po polsku biją.

Nazajutrz Polacy z okopów niemieckich przyszli gromadnie do okopów francuskich, braciom swym oddając się do niewoli.

Nie będzie brat zabijał brata…

Głos Lubelski z 15 I 1915 r. (Nr 15)


+ Z miasta (p) Nieporządki panujące na ul. Bychawskiej, zasługują na zaznaczenie. Śnieg z chodników nigdy nie jest zmiatany, same chodniki, nawet podczas największej gołoledzi, nie są posypywane piaskiem, choć go w pobliżu nie brak. Na ulicy tej stoją 4 latarnie naftowe, ale nigdy w nich wszystkich razem nie palą lampy, tylko czasami, i to zapewne przypadkiem, w jednej lub dwóch kopci się mały płomyczek. Na korytarzach i na schodach w żadnym z domów na tej ulicy nie palą się od dawna lampki. A jednak ulica ta należy do miasta!

Mieszkańcy ul. Foksal również uskarżają się, że gospodarze domów nie oświetlają schodów i korytarzy, co naraża lokatorów na niebezpieczeństwo. Oto w domu Nr 30 przy tej ulicy 12 letni chłopiec, idąc po nieoświeconych schodach, spadł z nich na dół i boleśnie się potłukł. Ciekawem jest co zrobiłby gospodarz domu, gdyby wypadek ten, wynikły z ciemności na schodach, spowodował śmierć lub kalectwo? Zapewne musiałby wynagrodzić rodzinę zabitego ewentualnie zapewnić utrzymanie dla kaleki, jak to obowiązuje np. fabrykantów, którzy niedość dbale zabezpieczają robotnków od maszyn i pasów. I wtedy oszczędność groszowa pana gospodarza na nafcie lub oliwie przyniosłaby mu setki lub nawet tysiące rubli straty. Panowie gospodarze winniby zastanowić się nad taką ewentualnością nieoświecania klatek schodowych  i korytarzy. Ale i policja powinnaby rozciągnąć baczniejszy dozór, nie czekając na skargi poszkodowanych i… protokuły.


Spójrzcie na te słupy: no jak miały się nie plątać...

Spójrzcie na te słupy: no jak miały się nie plątać…

+ Poplątane druty. Od jednego z naszych czytelników otrzymujemy słuszną skargę, że obecnie zarząd naszych telefonów bardzo długo, mianowicie całemi tygodniami nieraz, reperuje t. z. poplątanie drutów telefonicznych, skutkiem którego nie można przez cały czas poplątania korzystać z telefonu. Pożądane byłoby więc rychlejsze nieco naprawienie w ten sposób popsutej komunikacji telefonicznej.


+ Przymusowa ofiara. (p) We środę w kasie gubernialnej w wydziale patentów o trzy kwadranse na drugą, gdy wydział natłoczony był interesantami, ogłoszono, że kto złoży 1 rb. do puszki na Czerwony Krzyż, ten patent otrzyma niezwłocznie. Ogłoszenie to wywołało skutek, gdyż wiele osób złożyło przymusową ofiarę, aby tylko jaknajprędzej załatwić się z wykupieniem patentu, co zawsze trwa kilka godzin.


+ Co z niej będzie? (p) Na początku ub. m. donosiliśmy na tem miejscu o zaginięciu 13 letniej Janiny Piekarskiej. Obecnie została ona odnaleziona we wsi Świdniczek  gm. Wólka, gdzie służyła jako niańka i włościanki Katarzyny Skrzypkowej. Przywieziona do Lublina, do matki, zeznała, że, wyszedłszy do sklepu za sprawunkiem, została zawołana przez dwóch Żydów do mieszkania a potem wsadzona przez nich na wóz i wywieziona z miasta. Gdy przejeżdżali w nocy przez jakąś wieś, narobiła krzyku, wtedy na drogę wyszła Skrzypkowa i odebrała ją od Żydów. Okazało się jednak, że mała kłamie, gdyż Skrzypkowa zeznała, że spotkała ją kręcącą się przy domu. Zainteresowana losem dziecka Skrzypkowa zaczęłą badać Jankę, która rozpłakała się i opowiedziała, że uciekła z Bronowic od ciotki, gdyż ta ją bardzo katowała, że jest sierotą bez ojca i matki, że się nazywa Jadwiga Adamczyk. Skrzypkowa ulitowała się nad dziewczynką i wzięła ją do siebie jako piastunkę do dzieci. Okazuje się przy tem, że Janina była umieszczona przez matkę, wdowę na służbie u nauczycielki w domu przy katedrze, ale sprawowała się źle i uciekła z Lublina w obawie przed matką.


Rekwizycja kołder.

KOPENHAGA (wł) Z Berlina donoszą, że rząd niemiecki zarekwirował dla wojska wszystkie kołdry w składach towarowych.


Pociągi z trupami.

AMSTERDAM (wł) Tutejszy „Telegraph” donosi z Kolonji: Od pewnego czasu przez tutejszy dworzec centralny przechodzą co noc pociągi kolejowe, zapełnione   c i a ł a m i   oficerów niemieckich, poległych w walkach na froncie zachodnim, przeważnie w Alzacji.


4

M ł o d z i e n i e c   lat 18 z dwuklasowem wykształceniem poszukuje posady w Banku lub w innym biurze. Oferty : Gorzków Lublski R. Strużak.


 3

Młodzieniec

z czteroklasowem wykształceniem, Polak, poszukuje jakiegolwiek odpowiedniego zajęcia. Oferty w Administracji dla „Uczciwego”.


S T O L A R Z, 53 lat bez zajęcia poszukuje jakiejkolwiek roboty. Wiadomość w Admnistracji  „Ziemi”.

2

Ziemia Lubelska z 15 I 1915 r. (Nr 15)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation