… przynajmniej częściowo…
Przeglądając rubrykę „O mnie” zauważyliście, zapewne, zdjęcie przedstawiające mały Gabinecik (zaopatrzone w szereg komentarzy na temat istnienia bądź nie – to teraz nieistotne) – zaczęliście się więc zastanawiać: jak też, na miły Bór (to taki las), do TEGO doszło. Szczerze mówiąc, to nie wiadomo. Niektórzy obwiniają Najwyższego Matematyka i zarzucają Mu błąd w obliczeniach. Inni, odrzucający wiarę w Najwyższego, starają się wyjaśnić TO metodami naukowymi. Niestety, nawet budowany w tym celu Wielki Zderzacz Hadrionów okazał się zupełnie bezużyteczny. Nie zaprzątajcie więc sobie Waszych bystrych umysłów wyjaśnieniem tej nierozwiązywalnej zagadki, miast tego poznajcie historię Gabinetu. Historię opowiedzianą za pomocą unikatowych fotografii. Hartwig, Podbielski, Kiełsznia – ci wybitni fotograficy nie mają z nimi nic wspólnego.
Gabinecik.
Gabinecik to ten osobnik z fotografii w „O mnie”. Jak do tego doszło, że siedząc maltretował niewinnego.plastikowego kota? Jakoś doszło. Lecz zanim doszło, wyglądało to tak:

Czym się cieszył Gabinecik, nie wiadomo. Lecz już wtedy kontemplował, np. smoczki:

Ale nie zawsze było tak wesoło: Gabinecik chciał już siedzieć, a oni KŁADLI GO NA BRZUCHU!!! Oburzające…

Ale w końcu zrozumieli:

Droga do kota stanęła otworem! Gdybyście znaleźli przypadkiem plastikowy ogon, skontaktujcie się ze mną! Proszę!

Potem Gabinecik rozpoczął wędrowanie po świecie. Najpierw, jak Bóg przykazał, na nogach:

Potem odkrył Gabinecik rower:



…i rower z Siostrą:

Jeździli tak we dwoje lata całe, a Gabinecik, w swej wielkiej szlachetności odstępował swój wspaniały sprzęt młodszej Siostrze, wpatrzonej w niego jak we słońce:

Gabinecik szukał wciąż nowych i lepszych środków lokomocji:

Nie, to nie było jeszcze to. Spróbował czegoś innego:

Ale to też nie było to – ten środek transportu również przekazał Siostrze. Używa go do dzisiaj! I wtedy znalazł:

Od najmłodszych lat Gabinecik nie dawał robić się w balona:

Od wczesnych lat dziecinnych uczył się bronić swoich racji. Za pomocą różnych argumentów – bardzo rzeczowych:

To były ciężkie czasy – pełne niebezpieczeństw, więc i argumenty musiały być właściwej rangi. Przyjrzyjcie się dokładniej:


Trzeba było za w szelka cenę bronić Siostry. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, co w chwili nieuwagi, potrafił zrobić z człowiekiem taki banan!

Potem przyszedł kryzys, trzeba było liczyć każdy nabój. Gabinecik znalazł wyjście i z tej sytuacji:

Ale nie da się ukryć, że Gabinecik nie potrzebował aż takich argumentów, by udowodnić swoje racje. Ten miś uważał inaczej:

Mylił się:

Gabinecik od najmłodszych lat ścigał dziennikarską głupotę. Warsztatu uczył się na „Misiu”:

I na niezwykle poczytnym, w tamtych czasach, „Świerszczyku”:

Gabinecik dość szybko dołączył do grona ludzi cywilizowanych – posiadł wiedzę o posiedzeniach:

W tamtych czasach, wszystkie ważne decyzje zapadały na tym właśnie szczeblu. Poniżej unikalne zdjęcia z posiedzenia komitetu redakcyjnego:


– Bo wiesz, ten banan…
Gabinecik od zawsze cieszył się uznaniem ludzi wysoko postawionych. Mikołaje za nim przepadali:



To były czasy: Mikołaje byli bardziej czerwoni…

… i zdjęcia bardziej wyblakłe:

Nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu, że z hołdem przybywali przedstawiciele różnych stanów. Górnicy…

… przedszkolanki…
Nieobce były, w tamtych czasach…, Gabinecikowi bale i zabawy. Potrafił zastrzelić wszystkich kowbojskim przebraniem:

Ale największą furorę zrobił Gabinecik, czarując na balach nadobne księżniczki:

Ale jak miał nie używać swej wrodzonej magii? Gabinecik zawsze był czarujący…

…władczy…

…przystojny…

… i opiekuńczy:


Tak, tak…. Banany na zawsze zdeterminowały mój żywot…. I dlaczego zabrałeś Dyziowi „ijaka” ?!
A co on taki pamiętliwy się zrobił? Dobrze, że siuchawek nie pamięta… I żeby go tam banan jaki nie napadł,cholery teraz wszędzie się dostaną. 🙂
Słodkie. Najlepsze są korony, kołnierze i… rajstopki 😉
Prawda? Brakuje mi teraz tego młodzieńczego szyku… 😀