Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “włamanie”

Umyj ręce przed włamaniem!

4

2

3

1

Express Lubelski i Wołyński z 26.X.1935 r. (Nr 297)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Ofiary… świąt Bożego Narodzenia i wagi ciężkiej

V_0359_1931_0343-00001

Wstrząsająca tragedia młodego wieśniaka

Poszedł do lasu po choinkę a znalazł śmierć

Kilka dni temu mieszkaniec wsi Stara Wieś gminy Zakrzew, powiatu krasnystawskiego niejaki Władysław Stępień lat 32 udał się do pobliskiego lasu celem wycięcia tam niewielkiej choinki. Zaznaczyć należy, że Stępień który był ojcem kilkorga dzieci a kochał je bardzo, chciał im sprawić radość przez wcześniejsze przyniesienie choinki do domu. Uzbroiwszy się w ciężką siekierę – jak już zaznaczyliśmy – udał się do lasu. W czasie ścinania świerka Stępień tak nieszczęśliwie machnął siekierą, że przeciął sobie główną żyłę w nodze.

Krew bluznęła wielkim strumieniem. Nieszczęśliwy wieśniak z trudem począł posuwać się w stronę domu. Każdy krok sprawiał mu olbrzymi ból. Szedł jednak wytrwale, szedł aż dostał się na skraj lasu. Tu już nie mógł ruszyć się dalej. Osłabiony upływem krwi padł na ziemię. Nie tracił jednak nadzieji. Znacząc za sobą krwawy ślad czołgał się w stronę domu, gdzie czekał na niego ukochane dzieci. Tymczasem zmrok zapadał.

Nieszczęśliwemu wieśniakowi z każdą sekundą ubywało sił. Nie mógł już się zupełnie poruszać. Wspomniał na swe małe dzieci i łzy wielkie potoczyły się po jego trupio bladej twarzy. Tak przeleżał kilka chwil. Wreszcie ostatkiem sił zerwał się na nogi a przebiegłszy kilka kroków padł bez życia twarzą na ziemię. Trupa Stępnia znaleziono na drugi dzień.

Wstrząsający ten wypadek przejął do głębi wszystkich mieszkańców okolicznych wiosek.


 Kradzież przez okno

Skazanie złodzieja przez Sąd Okręgowy

Noc była ciemna, kiedy pod okna mieszkania zajmowanego przez Kulmana Frydmana w Byłżycach przybyło dwuch osobników.

Obaj po bacznem rozejrzeniu się na wszystkie strony, szybko wzięli się do wyjmowania szyby okiennej z okna Frydmana.

Złodzieje sprawnie załatwili się z wyjęciem szyby tak, że już w parę chwil później droga do mieszkania była wolna.

Wówczas jeden z nich dostał się do środka, gdzie zapakował w worek garderobę, bieliznę oraz inne drobiazgi. Nadto złodziej zabrał dwa weksle po 100 zł. Obaj złodzieje zabrawszy łup zbiegli.

Na drugi dzień po odkryciu kradzieży poszkodowany Frydman zawiadomił policję.

Przeprowadzone dochodzenie ustaliło, że kradzieży dokonał mieszkanie wsi Chmielnik, położonej w gminie Wojciechów powiatu lubelskiego niejaki Józef Staniszewski lat 25 oraz drugi Władysław Janczerek vel Janczerski. Ponieważ Janczerek zbiegł, przeto przed Sądem Okręgowym w Lublinie stanął tylko Staniszewski.

Sąd po rozpatrzeniu sprawy skazał Józefa Staniszewskiego na 2 lata więzienia z pozbawieniem praw.


 Odważnikiem w szczękę

Krwawy finał porachunków pieniężnych

We wsi Jeziorno mieszkał u swej siostry niejaki Michał Mazur mający porachunki pieniężne ze Stanisławem Bartyską mieszkańcem sąsiedniej wsi Kosarzew Dolny. Pewnego dnia do Mazura przybył Bartyska z żądaniem zapłacenia 30 złotych, które Mazur był mu winien. Mazur jednak odmówił, wówczas pomiędzy obu wieśniakami powstała awantura i bójka.

W pewnej chwili w ręku Bartyski znalazł się odważnik dość znacznych rozmiarów. Zadał on nim potężny cios w szczękę przeciwnika od którego ten padł na ziemię bez przytomności. Okazało się, że „znokautowany” w ten sposób Mazur, doznał zmiażdżenia szczęki. Okaleczenie to lekarze zaliczyli do kategorii ciężkich. Ostatnio Stanisław Bartyska zasiadł na ławie oskarżonych przed Sądem Okręgowym w Lublinie, który uznał go winnym i skazał go za wyżej opisany czyn na 6 miesięcy więzienia.


Przypadkowy pożar domu

ujawnił skład amunicji artyleryjskiej

Kilka dni temu we wsi Łykoczyn powiatu tomaszowskiego z powodu nieosrożnego obchodzenia się ogniem przez Wandziuka Stefana powstał nagle pożar który szybko objął zabudowania gospodarcze oraz dom mieszkalny.

Ponieważ we wsi istnieje straż ogniowa, przeto członkowie jej pośpieszyli na pomoc i poczęli ratować.

Nagle z domu mieszkalnego rozległa się głucha detonacja poczem wyleciał w górę olbrzymi słup ognia. Przerażeni strażacy rzucili się do ucieczki.

Następnie co chwila następowały niezwykle silne wystrzały. Okazało się że były to wybuchy nagromadzonej u Wandziuka jeszcze z czasów wojny amunicji artyleryjskiej i karabinowej. Wybuchy te całkowicie sparaliżowały akcję ratunkową straży ogniowej. W sprawie tej dochodzenie prowadzą władze policyjne.

Ziemia Lubelska z 18 XII 1931 r. (Nr 343)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Psy wciąż gryzą bo hycel jest „niedysponowany”

Całkwita likwidacja groźnej szajki

włamywaczy grasującej na terenie Lublina

Herszt szajki – ostatnie włamanie – paserzy – policja na tropie szajki

zbrodnicza trójka – pod kluczem

Jak wiadomo od pewnego czasu na terenie Lublina poczęła grasować tajemnicza szajka włamywaczy, która w różnych odstępach czasu robiła „skoki” na magazyny i prywatne mieszkania zamożniejszych mieszkańców miasta. I tak w kolejności dokonano włamań do mieszkania p. Temkina – Radziwiłłowska 3, dr. Bobrowskiej – Narutowicza 14, nauczycielki Wierońskiej – Niecała 10 oraz do magazynów p.p. Domiczka i Rudigiera przy ulicy Kościuszki 2 i innych.

Władze policyjne przez pewien czas wobec precyzyjnej i z dużą wprawą wykonywanej „roboty” złodziejskiej nie mogły wykryć sprawców.

Jednak złoczyńcom podwinęła się noga. Policja lubelska dołożyła wszelkich wysiłków i wreszcie w ciągu ostatnich kilku dni szajkę całkowicie zlikwidowała, oddając jej członków do dyspozycji władz sądowych.

Poniżej zamieszczamy dzieje powstania i „pracy” szajki na terenie Lublina, tudzież walkę policji z szajką i jej likwidację.

Przed niedawnym czasem przybył do Lublina znany włamywacz lwowski, niejaki Samotyj Antoni. Osobnik ten wielokrotnie już karany, dokonał ostatnio we Lwowie głośnego włamania do zakładu jubilera Rapsa, gdzie skradł różnych kosztowności na sumę przeszło 100.000 złotych.

Samotyj został aresztowany przez policję lwowską i zasiadł na ławie oskarżonych przed lwowskim Sądem Okręgowym.

Skazany na 2 i pół lata więzienia – Samotyj zbiegł z sali sądowej i znikł na pewien czas z widowni.

Wreszcie, jak to już zaznaczyliśmy  – włamywacz lwowski „wylądował” w Lublinie.

Tu, po zbadaniu „gruntu” zawarł znajomość a następnie stosunek miłosny z kuzynką znanego recydywisty Zygmunta Pelczarskiego – Anną Pelczarską.

Po pewnym czasie Pelczarska została kochanką Samotyja.

„Dobrana para” szybko zawarła przyjaźń z Pelczarskim.

Cała to złodziejska paczka bez trudu doszła do porozumienia. Postanowili oni zawiązać szajkę włamywaczy, a terenem wystąpień złoczyńców miało być miasto Lublin. Samotyj, mając w osobach Pelczarskich wiernych druhów, począł sprzedawać lubelskim paserom zrabowane we Lwowie złote przedmioty, obrączki, kolczyki it.p. przetopione w sztaby.

Między innymi sprzedał on łomy złote jubilerowi Entenowi. W dalszej swej działalności na terenie Lublina banda weszła w porozumienie z „królem paserów” lubelskich, niejakim Binderem oraz innymi osobistościami tego świata: „Rumunem” którego prawdziwe nazwisko brzmi Kac Eljan, Akselrotem Szlomą oraz Kolendrem i Sztalhamerem.

Wszyskie skradzione rzeczy wędrowały do paserów lub też Pelczarska wywoziła je do Lwowa, gdzie już czekali na nią znajomi Samotyja.

Kiedy Samotyj „oswoił” się na tutejszym terenie, banda przystąpiła do „roboty”.

Rezultaty „pracy” włamywaczy są dobrze znane całemu Lublinowi.

Domiczek, Ritigier, Wierońska, dr. Bobrowska, Temkin, Fajzylber oto nazwiska osób, które padły ofiarami „występów” szajki włamywaczy.

Szereg tych zuchwałych z wielką wprawą dokonanych kradzieży i włamań zmusił władze policyjne do walki z przestępcami, którzy przez pewien czas zręcznie się izolowali od policji, unikając spotkania z nią za wszelką cenę.

Policja jednak nie dawała za wygrane i stale deptała włamywaczom po piętach.

Wreszcie drogą poufnych wywiadów, władze policyjne dowiedziały się o wszystkiem.

Złodzieje czując na sobie rękę policji znikli bez śladu. Policja przeprowadziła bardzo szczegółową rewizję w mieszkaniu Pelczarskiej. Rewizja dała nadspodziewane rezultaty. Oto za doniczką z kwiatami znaleziono ukryte kolczyki złote, jak się później okazało będące własnością okradzionej nauczycielki p. Wierońskiej. W dalszym ciągu rewizji natrafiono na rzeczy pochodzące z kradzieży u p. p. Temkina i Domiczka.

Wszyscy poszkodowani w znalezionych przedmiotach rozpoznali swoją własność.

Policja rozpoczęła pościg za włamywaczami. Pierwszy wpadł w ręce sprawiedliwości herszt szajki Antoni Samotyj. Starał się on przez pewien czas udawać Pelczarskiego. Przyznał się jednak później do prawdziwego nazwiska.

Następnie aresztowano Zygmunta Pelczarskiego, wspólnika Samotyja. W dniu onegdajszym wieczorem aresztowano ukrywającą się kochankę Samotyja – Annę Pelczarską.

W czasie składania zeznań cała zbrodnicza trójka przyznała się do wszystkich popełnionych kradzieży.

Włamywaczy osadzono na Zamku.

Zlikwidowanie tej szajki będącej plagą Lublina jest dziełem naszej policji, za co też należą się jej gorące słowa uznania za owocną i skuteczną walkę z występkiem.

V_0359_1931_0337-00004

Nowe ofiary ślizgawicy

Jeszcze nie przebrzmiały echa onegdajszych nieszczęśliwych wypadków spowodowanych przez ślizgawicę i nieposypywanie piaskiem chodników a już mamy do zanotowania dalsze wypadki którym ulegają nieszczęśliwi przechodnie lubelskich ulic.

Na ulicy Dolnej Panny Marji wskutek ślizgawicy upadła i doznała złamania lewej ręki, Michalina Kwiecień lat 37 zamieszkała ul. Dolna P. M. Nr 17.

Ten sam los spotkał również 50 letnią Łaję Landau zamieszkałą przy ulicy Szerokiej 22, która wsutek upadku doznała złamania prawej ręki.

Jan Koźlik lat 47 ze Snopkowa przechodząc u. Ś-to Duską poślizgnął się  i upadł raniąc się dość poważnie w głowie.

Wszystkim ofiarom ślizgawicy pierwszej pomocy udzieliło Pogotwie Ratunkowe.


Co się stało z młodym chłopcem? Belski Antoni, zam. Pawia 41, zameldował, że w dniu 9 b. . o godz. 16 ej brat jego Belski Bolesław, lat 15 wyszedł z domu zabierając w gotówce 26 zł i 3 dolary i dotąd nie powrócił. Rysopis zbiegłego: wzrost średni, szczupły, twarz okrągła, oczy czarne, włosy ciemne. Ubrany był w marynarkę czarną, krótkie spodenki sportowe koloru jasnego i kamasze carne. Poszukiwania zarządzono.


Psy ciągle gryzą. Hindla Wajman lat 48 zamieszkała Rynek 10, przechodząc przez ulicę została pokąsana przez psa w lewą rękę. Pierwszej pomocy udzielił jej lekarz Pogotowia Ratunkowego.


Czyściciel zatruł się alkoholem. Bolesław Przyczyna lat 25 syn rakarza miejskiego zamieszkały poza mistem na Dziesiątej, w dniu onegdajszym rozpoczął libację z ojcem i bratem. Pił tam bardzo dużo,  tak dużo że w pewnej chwili Bolesław Przyczyna dostał straszliwych boleści i padł na ziemię. Prezrażeni domownicy wezwali Pogotowie Ratunkowe które udzieliło pomocy.

Ziemia Lubelska z 12 XII 1931 r. (Nr 337)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Dwaj malcy okradli gołębia… a ścieki zamarzają nie tylko na Bychawskiej, na której piją sprawcy kradzieży i włamań w Lublinie, ale nie wiadomo jak oni tego dokonali i znowu okradli Temkin i Dominko

Kilka słów

w sprawie wyglądu ulic

skanalizowanych i nieskanalizowanych

Na skutek energicznej działalności Dyrekcji Wodociągów i Kanalizacji wygląd pryncypalnych ulic w śródmieściu zmienił się, trzeba przyznać, cokolwiek na lepsze. Jeśli przejść się ul. Krak. Przedmieście w dzień mroźny, bezśnieżny, to dzięki skanalizowaniu i włączeniu ścieków do kanalizacji większości domów, już nie widać tak licznych, jak dawniej, stert lodów, które dozorcy układali z lodu, wyrąbanego z rynsztoków, któremi dawniej płynęły nieczystości zlewowe. Właściciele posesyj skanalizowanych nie potrzebują zatrudniać dozorców domów przy rąbaniu rynsztoków, przyczem wygląd ulicy przed takiemi posesjami zyskał na estetyce. Jednak nie wszyscy właściciele domów dbają o to i zwlekają z odprowadzeniem nieczystości do kanalizacji, przyczyniając się do złej opinji m. Lublina.

Mianowicie, idąc prawą stroną Krakowskiego-Przedmieścia w kierunku Ogrodu Saskiego, już poczynając od ul. Ewangielickiej, widzimy „starannie” przez dozorców ułożone sterty lodu, pochodzące z wody z domu A. Budnego Nr. 49 (przed cukiernią), z wody wylewanej z jatek przy ul. Krótkiej przed sodówkami „Bombonierka”, „Empire”, Kuropatwy i Lengi w domu Nr. 53, ze ścieków podwórzowych domu B-ci Pieniążków Nr. 55, ze zlewów z domu Idzikowskiego, Wajdenbauma i Hurdes Nr. 59 i. t. d.

Lewa strona Krakowskiego-Przedmieścia wygląda cokolwiek lepiej. Niemniej jednak koło domu ss-rów Stodolnickiego 28 i Sz. Bromberga Nr. 22 oraz przy ul. Pijarskiej widać pełno stert  lodu z nieczystościami, które pod działaniem słońca gniją, wydzielając „przyjemne zapachy”. W bocznych ulicach wygląd ich oraz stan sanitarny przedstawia się dużo gorzej. Jaskrawym tego przykładem jest ulica Okopowa, gdzie szeroko rozlewając się po jezdni, płyną ścieki z domu Karwana przy ul. Okopowej 4 oraz z ul. Orlej Nr Nr 4 i 6.

Podobnie przedstawia się ul. Kościuszki, gdzie przed redakcją „Głosu Lubelskiego tworzą się wstrętne sterty lodu, pomieszanego z nieczystościami. Ulica Szpitalna jest zanieczyszczona po stronie Nr Nr nieparzystych ściekami z domu Brodla, ul. Kościuszki 5, z gmachu Poczty Nr. 1 (dotąd nieskanalizowanego!) i z domów Nr. 4 i 6 przy ul. Kołłątaja.

Jeśli taki wygląd mają ulice w śródmieściu, cóż mówić o dzielnicy Lubartowskiej, Starego Miasta, Bychawskiej, 1-go Maja i innych.

Reasumując powyższe, widzimy, że choć wygląd estetyczny i stan sanitarny ulic się polepsza, jednak daleko im do ideału, do którego należy dążyć prezedewszystkiem przez przyłączanie się do kanalizacji.

Obserwator.


Biblioteka Cyfrowa KUL

Biblioteka Cyfrowa KUL


 Z TEATRU

„Dwaj malcy”

Decourella
reżyseria W. Wacławskiego
czyli skandalczna premjera
na scenie lubelskiej

Panie Reżyserze! Czego Pan chciał od nas?! Ogłoszono spektakl, sprzedano (na szczęście dla publiczności) kilka zaledwie biletów, napsuto morze światła elektrycznego i cóż Pan nam pokazał?

Toć w remizie strażackiej, często, amatorskie siły zdobywają się na stokrotnie wyższy poziom artystyczny.

Przecież Teatr lubelski nawet za najgorszych swoich czasów przedstawienia takiego nie dawał. Nie piszę nic o samym kiczu. Taką bujdę pokazywać w dobie dzisiejszej – to istny kryminał.

Ale reżyserja, na Boga!, gdzie szukać i dopatrywać się najsłabszego bodaj muśnięcia ręki reżyserskiej w tym kabotyńskim sztuczydle? Wprowadza Pan na scenę niemowlę w pieluchach i chce Pan, by publiczność wierzyła Panu na słowo, że malec gdy dorośnie pamięta o swych niemowlęcych wyczynach. Cóż pomyśleć o takiej reżyserji, albo były to kpiny z widzów, albo wzorował się Pan na własnej fenomenalnej naturze… Kawał z dzieckiem należy jednak do najmniejszych.

Aktorzy kręcili się po scenie zesztywniali, bez życia, bez zrozumienia nawet tak niewybrednej historji jak „dwuch malców”. Absolutny rozgardjasz, nieumiejętność ról, komedjancki patos (Frenklówna, Wacławski) i brak kultury, a wszystko razem rozpięte na 7 ogromniastych aktów – było karygodną torturą dla tych, którzy się zdobyli na najwyższy wysiłek woli i pozostali do końca.

* *

Stosunek nasz do Teatru lubelskiego, któremu niejednokrotnie dawaliśmy wyraz, polegał  i polega przede wszystkiem na zrozumieniu warunków, w jakich Teatr  ten, się znajduje.

Traktowaliśmy usterki w inscenizacjach i normalne niedociągnięcia w grze autorów jako nieuniknione zło w życiu teatru prowincjonalnego i należeliśmy zawsze do ostatnich, którzy je wytykali, rozumując życiowo, że scena lubelska nie może się przecież zdobyć na rywalizację z teatrami stołecznemi lub eksperymentalnemi Europy zachodniej. Wreszcie stanowisko nasze zawsze było takie, by Teatrowi nie utrudniać pracy i by na rzetelne wysiłki jego zwrócić uwagę publiczności, szczerze pragnąc, by publiczność nasza od teatru nie stroniła.

To co się jednak obecnie wyrabia na scenie lubelskiej nie może w żaden sposób liczyć na wyrozumiałość jej przyjaciół.

Co ma być – niechaj będzie dla nieudolnych eksperymentów p. Wacławskiego et consortes Teatr lubelski służyć dalej nie może!

Juljan Tur.


Przed ostatecznem zlikwidowaniem sprawców

ostatnich włamań i kradzieży w Lublinie

W związku z włamywaniami i kradzieżami, dokonywanemi w ostatnich czasach na terenie m. Lublina, została zarządzona obserwacja elementu przestępczego, oraz wywiady i patrole nocne, które przyczyniły się do zlikwidowania bandy, grasującej na terenie m. Lublina, powiatu lubelskiego i okolicznych powiatów. Banda ta składa się z Kasperskiego Józefa, Mazurka Jana, Spaczyńskiego Czesława oraz Podlaszewskiego Andrzeja i kochanki Mazurka Jana – Bus Marji. Ta ostania pracując  charakterze służącej u mieszkańca m. Lublina Federa Eljasza ułatwiała dokonywanie kradzieży na szkodę tegoż Federa. Dotychczas zdołano im odebrać 3 patefony i maszynę do szycia – pochodzące z kradzieży. Ta sama banda w składzie Kasperskiego, Mazurka i Spaczyńskiego w dniu 28 b.m. usiłowała dokonać wyrobów tytuniowych w budce należącej do Olszewskiego Jana, mieszczącej się przy ul. Al. Racławickie. Podczas rewizji u wspomnianych, znaleziono różne przedmioty pochodzące z kradzieży. Dalsze dochodzenia, w kierunku ujawnienia całkowitej przestępczej działalności tej szajki trwają.


Okradli Gołębia

Gołąb Paweł, zam. w Markuszowie, zameldował o kradzieży worka cukru, wart. 161 zł. na szosie między koszarami wojskowemi a Sławinkem, przez nieznanych sprawców, podczas przejazdu wozem.


Znowu kradzieże u pp. Temkina i Dominki. Temkin Gustawa, Radziwiłłowska 3 zameldowała o kradzieży balji wart. 15 zł. ze strychu domu przez nieznanego sprawcę.

– Dominko Władysław, zam. przy ul. Mikołaja Reja, zameldował o kradzieży 15 kur wart. 40 zł. przez nieznanych sprawców zapomocą oderwania skobla od komórki.


Jak oni tego dokonali? Kowalski Jan zam. we wsi Krzysimów gm. Mełgiew zameldował o kradzieży z targowicy na Kalinowszczyźnie, przez nieznanych sprawców wozu z para koni oraz z znajdującą się na wozie świnią ogólnej wart. 300 zł.


Na Bychawskiej piją… Pociągnięto do odpowiedzialności Wardową Kazimierę, właścicielkę sklepu przy ul. Bychawskiej Nr. 33 za uprawianie potajemnego wyszynku wódki, przyczem zakwestjonowano wódkę w 3 butelkach, pojemności 1 litr, pół litra i piątą część litra.

Ziemia Lubelska z 4 XII 1931 r. (Nr 329)

i-hate-facebook1

Polub Gabinet na Facebooku!

Na to są kłódki i zamki, żeby zabezpieczyć swe mienie przed ręką złodzieja!

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

W niedzielę dn. 29 listopada o godz. 12 i pół śpieszmy wszyscy na lotnisko!

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ



= Napad na… torebkę… ( w ) Panie zmuszone są mocno dzierżyć w swych rączkach torebki, na które grasują złodzieje. W dniu wczorajszym w bramie przy ul. Probostwo 7 zaczaił się nieznany osobnik, który przechodzącej wówczas Teodozji Wysockiej, wyrwał z rąk torebkę, zawierającą kluczyki, biuletyn do doktora oraz różne dokumenty i nie zatrzymując się ani na mgnienie oka zbiegł w niewiadomym kierunku.


 Niebezpieczne zderzenie.

Autobusy też od czasu do czasu „zabawiają się” w przejeżdżanie osób i furmanek. W dniu onegdajszym, autobus kierowany przez szofera Wacława Józefa wpadł na furmankę, z której wypadł na bruk woźnica Lewczyn Michał zam. przy ul. Krak. Przedm. 4, doznając ciężkiego uszkodzenia ciała. – Ofiarę nieszczęśliwego wypadku odwieziono do szpitala Szarytek.

W.


Od czego są kłódki i zamki…

Na to są kłódki i zamki, żeby zabezpieczyć swe mienie przed ręką złodzieja. Tak przynajmniej uczy nas doświadczenie. Lecz często ludzie o tem zapominają. Oto w dniu wczorajszym Kosińska Stefanja, zam. przy ul. Bychawskiej 30 pozostawiła niezamknięty kosz z bielizną, którą skradł nieznany złodziejaszek. Poszkodowana oblicza stratę na przeszło 100 zł.

W.


Zima więc i udręka zwierząt.

Wraz z okryciem powierzchni ziemi śnieżną szatą zjawił się i moment dający możność znęcania się nad zwierzętami pociągowemi. Wczoraj byliśmy świadkami wprost barbarzyńskich scen. Furmani, nie zaopatrzywszy koni w podkucie, a obarczywszy wozy nadmiarem ciężaru znęcali się nad naszymi przyjaciółmi pracy. Konie potykały się, padały, co doprowadzało dzikich dręczycieli do jeszcze silniejszego wystąpienia. Na tego rodzaju dziki instynkt powinne nasze władze policyjne zwrócić baczniejszą uwagę, wydając przedewszystkiem rozporządzenie, zabraniające w dnie śnieżne i gołoledzi korzystanie z koni bosych, niepodkutych.


Niech popłyną dalsze ofiary na samolot!

Głos Lubelski z 28 XI 1925 r. (Nr 327)

i-hate-facebook1

Przed stu laty na Czechowskiej, dzisiaj na Wesołej…

Z nieporządków miejskich. (Jeszcze jeden głos na puszczy). W stanie najwyższego zaniedbania pozostawioną została ulica Czechowska Dolna na zimę. Wąska sama przez się, zwężona jeszcze w trzeciej części przez głęboki kanał ściekowy, położona na znacznym spadku, przedstawia dla przechodniów poważne niebezpieczeństwo przy wzmożonym obecnie ruchu kołowym. Upośledzone są szczególnie dzieci, dążące lub wracające ze szkoły, po pas w śniegu bez ceremonji spychane przez furmanów do rowu. Strach po prostu bierze o te maleństwa, które obowiązek wypędza z domu na tę zdradziecką ulicę, gdzie trudno uniknąć wypadku. Odpowiedzialność za wypadki z ludźmi na ulicy Czechowskiej wzięli na siebie:

1) Magistrat jako niedbały gospodarz miasta, który jednakże z jednego z domów przy ulicy tej potrafi pobierać nawet specjalny haracz „za wygody miejskie”;

2) Policja miejska, która ulicy tej zdaje się nie znać zupełnie i nie przedsięwzięła w interesie bezpieczeństwa publicznego żadnych środków do zamknięcia ulicy dla ruchu kołowego.


 Skutki ślizgawicy. (u) W poniedz. około g. 9 rano, 19 letnia Helena Kłosowska, zamieszkała przy ulicy Konopnickiej Nr 4, przechodząc ulicą Namietnikowską wskutek ślizgawicy na trotuarze upadła tak nieszczęśliwie, że złamała sobie nogę w biodrze. Zawezwane Pogotowie Ratunkowe, po udzieleniu pierwszej pomocy, przewiozło nieszczęśliwą do szpitala Szarytek. Podajemy to ku przestrodze odnośnych władz, które powinny ściśle przestrzegać uporządkowywania trotuarów przez dozorców domowych.


Poturbowana przez konia. (u) Mieszkanka wsi Majdan Kozicki, gm. Piotrków, pow. Lubelskiego, 46 letnia Marja Plis w obawie kradzieży koni, postanowiła przenocować w stajni hotelu Staropolskiego przy ulicy S-to Duskiej i ulokowała się w saniach. W nocy około godz. 12-ej rozhukane konie tylnemi kopytami kilkakrotnie kopnęły Marję Flis w bok, łamiąc jej 9 i 10 żebro. Zawezwane Pogotowie Ratunkowe po udzieleniu pierwszej pomocy przewiozło poturbowaną do szpitala Szarytek na kurację.


Nagły skon. (u) W poniedziałek przy ulicy Krochmalnej Nr 33 położonej za Cukrownią „Lublin” znaleziono zwłoki właściciela sklepiku, niejakiego Michała Kmiecia lat 32, który zmarł wskutek zaczadzenia. Wezwany lekarz Pogot. stwierdził śmierć. Zwłoki przewieziono do kostnicy.


Złapanie złodzieja. (u) Przed kilkoma dniami zamieszkała w domu przy ulicy Namiestnikowskiej Nr 25 p. Melanja Karpińska wychodząc na korytarz zauważyła mężczyznę operującego przy śpiżarce. Na widok p. K. złodziej zaczął uciekać. P. K. nie tracąc przytomności wybiegła za nim na ulicę, a na krzyk jej przechodzący podówczas żołnierze zatrzymali  śmiałka, którego oddano w ręce policji. Okazało się, iż jest to zawodowy złodziej Józef Woś, zamieszkały na Wieniawie. Znaleziono przy nim wytrychy i klucze. Wosia osadzono w areszcie.


Małoletni złodzieje. (u) Od dłuższego czasu na targu za Magistratem popełniano stale kradzieże ze straganów: Chal Chaciborskiej, Szajndli Zilbertoka, Ruchli Lubelskiej, Ity Cukierman, Józefy Kamińskiej, Brandli Fogielgarn, Chany Lorchy, suma skradzionych rzeczy wynosi około 2,000 koron. Sprawą tą zajął się Wydział Śledczy, który wyjaśnił, iż kradzieży dopuścili się 10 letni Bronisław Samuga, 11 letni Stanisław Kopeć, 13-letni Kazimierz Żabczyński. Skradzione rzeczy oddawali oni niejakiej Franciszce Chryst. Część skradzionych przedmiotów odebrano im, wszystkich osadzono pod kluczem, a sprawę skierowano na drogę sądową.

Głos Lubelski z 20 XI 1919 r. (Nr 292)

i-hate-facebook1

Post Navigation