Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “komunikacja miejska”

TYLKO U NAS: nowy cennik przejazdów komunikacją miejską w Lublinie!

1

Głos Lubelski z 19.IX.1915 r. (Nr 260)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Powrót taty

= Rury gazowe „biegną” ku Konopnickiej. (e) Od kilku dni dzięki bezchmurnej suchej pogodzie podjęte zostały roboty nad przeprowadzeniem rur gazowych w kierunku ul. Konopnickiej. Za parę więc tygodni ulica ta dość sympatyczna i zaciszna zyska oświetlenie gazowe, a zatem stanie się dostępną dla przechodniów i wieczorem, na co dotąd nie każdy spokojny obywatel by się odważył. Wnioskując z zygzakowatej wędrówki rur gazowych z Krakowskiego Przedmieścia przez ul. Szopena, Okopową i Orlą, przypuszczać należy, iż po przejściu Konopnickiej powędrują dalej na Namiesnikowską w kierunku Rur (tym razem innych już niż gazowe) i tam przyczynią się do rozjaśnienia panujących za rogatką ciemności. „Światłość” robi w tej dzielnicy znaczne postępy.


= Coś jak w bajeczce „o rzepce, dziadku, babce i wnuczce…” (e) Studentki i studenci angielscy , którzy w roku ubiegłym wizytowali lubelską młodzież akademicką, wyrażali zdziwienie, iż tak wiele spotyka się jeszcze na ulicach miast naszych koni… Wobec zastąpienia w państwach zachodnio-europejskich konia przez maszynę, zdziwienie to jest zupełnie zrozumiałe. Jakżeby się jednak zdziwili, a przytem uśmieli goście angielscy (oczywiście wąziutko „pod wąsem”) gdyby tak trafili np. na taki obrazek. Na pryncypalnej ulicy, w święto, w piękną pogodę, gdy tłumy publiczności zalegają szerokie chodniki – pośrodku jezdni zatrzymuje się nagle jednokonna „drynda”, koń staje dęba, a wreszcie nie chce iść zupełnie („naturliwy”, jak mówią dorożkarze). Siedząca w powoziku skonfundowana madame nie wie, czy wyjść, czy jechać dalej… ogląda się z zakłopotaniem na wsze strony, a wokół „pojazdu” gromadzi się grupa ciekawskich żądna świątecznej atrakcji. „Dryndziarz” wśród szeregu niedwuznacznych epitetów i siarczystych soczysto-zawiesistych zaklęć schodzi z kozła i… ciągnie konia wraz z dryndą i skonfundowaną madame… Wreszcie stojący opodal koledzy po bacie pomagają skołatanemu właścicielowi „naturliwego” konia wybrnąć z ciężkiej sytuacji i jakoś po dużych mitręgach puszczają dorożkę „w kurs”… Autentyczne. A numer dryndy? – 140 i coś. Cy więc nie czas byłoby i u nas zastąpić już nieszczęsne zwierzęta maszynami.


1

= Posesje bez wody. (.w) Jak nas znowu dochodzą skargi licznych mieszkańców, od kilku dni wyższe piętra (II i III) niektórych posesji w mieście naszem są pozbawione wody. Jeżeli zaś woda jest, to jedynie w godzinach rannych, przyczem z powodu domieszek jakie posiada nie nadaje się absolutnie do spożycia. Czemu to więc przypisać? Czyżby znowu zepsuło się coś w miejskich wodociągach? Ze względu choćby na konieczność zachowania hygieny, Zarząd wodociągów winien wszelkie niedomagania podobne usunąć w jaknajszybszym tempie.


= Opatrzyć marszrutą… (e). Zwracaliśmy już uwagę na konieczność zaopatrzenia autobusów w tablice z napisami skąd i dokąd kursują. Jest to potrzebne dla ułatwienia orjentacji nie tylko przyjezdnym, ale i publiczności miejskiej. Dwa autobusy otrzymały już tabliczki z napisami (co prawda tak nikłymi, że wieczorem je trudno dojrzeć) reszta zaś pozostaje w stanie „bezimienności”. Należałoby brak ten uzupełnić.


= Awantury na Koziej. (e) Przy ul. Koziej istnieje, jak wiadomo, mleczarnia, herbaciarnia i piwiarnia. Żadna z nich oficjalnie niema z alkoholem nic wspólnego. A jednak roi się tam od pijaków. Np. w dn. 5 b. m. o godz. 11-ej w nocy posterunkowy I-go Komisarjatu zatrzymał tam trzech podchmielonych i awanturujących się osobników, a mianowicie Mikołaja Sidorczuka, Janaszejko i Franciszka Jaworskiego. Wyżej wymienieni sprowadzeni zostali do Komisarjatu, gdzie spisano protokuł celem pocięgnięcia winnych do odpowiedzialności. Czy jednak fakt, iż Kozia jest tak licznie nawiedzana przez zwolenników nadmiernego spożywania alkoholu nie pozostaje „przypadkiem” w ścisłym związku z istniejącymi tam herbaciarniami?… Może tak, może nie – któż jednak zbada ich przepastne tajniki?

Głos Lubelski z 7 III 1925 r. (Nr 66)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Pijcie. Denaturat. Jednak. Nie jest. Dobrym pomysłem.

1

Zagubiona walizka. Dn. 12 b. m. szosą od Lublina do Warszawy przejeżdżał samochód, w którym siedziało parę osób. Podczas jazdy wypadła z niego walizka i rozbiła się, przyczem znajdujące się w niej rzeczy wypadły na ziemię. Poszkodowany może się zgłosić po swoją własność pod adresem: folwark Moszczanka (gub. lubelska). W-ny A. Miłkowski.


(Wert.) Otrucia spirytusem denaturowanym. W Parczewie zmarł niedawno wskutek otrucia się spirytusem denaturowanym niejaki Karpik. Obecnie podobny wypadek zdarzył się we wsi Jasionki na Podlasiu, gdzie niejaki Smoliński zachorował ciężko wskutek napicia się wódki, przyrządzonej z denaturatu. Lekarz nie robił nadziei uratowania mu życia, zdaje się jednak, że uda się go ocalić.


Z MIASTA.

Zarząd Czytelni Lubelskiej zawiadamia Szanownych Czytelników-abonentów, że Czytelnia chwilowo musi pozostać nieczynną z powodu zajęcia gmachu na szpital dla rannych. Pragnąć doprowadzić do porządku księgozbiór Czytelni lubelskiej prosimy o oddawanie książek do Biblioteki im. Łopacińskiego w godzinach między 10-tą a 12-tą zrana i między 4-tą a 6 tą po południu. Skoro tylko otwarcie Czytelni możebnym się stanie, zawiadomimy o tem natychmiast Szanownych Czytelników.

W imieniu Zarządu

F. Jaworowska


(r) Podwyższanie się temperatury. Od kilku już dni daje się odczuć podwyższenie temperatury. Termometr wskazywał wczoraj w godzinach rannych 4° powyżej zera. Wskutek kilkudniowego ciepła wszystek śnieg na ulicach stopniał, na wsi zaś, jak nam donoszą, na niektórych t. zw. „polskich drogach” trwa jeszcze doskonała sanna.


(r) Nasi dorożkarze. Dochodzą nas coraz częściej skargi na dorożkarzy lubelskich. Dzięki zwiększonemu ruchowi dorożkarskiemu wskutek przebywania władz wojskowych w mieście od chwili wybuchu wojny i zaprzestania kursowania samochodów, w nocy zwłaszcza, publiczność przyjeżdżająca jest zdana w zupełności na ich łaskę. Istnieją pewne uprzywilejowane ulice, na które żaden dorożkarz nie pojedzie. Inna rzecz, że na owych ulicach można się utopić lub w najlepszym razie koń połamie nogi i „drynda”rozleci się w kawałki. [Jest] tak, to prawda, więc nie sądzimy zbyt surowo wstrętu dorożkarzy do owych ulic. Niczem natomiast nie jest uzasadnione zapłacenia rubla za kurs ze stacyi do miasta, chociażby tylko na ulicę Zamojską. Wypadki takiego zdzierstwa są bardzo częste, wyzyskiwane są zwłaszcza przez dorożkarzy  osoby przyjezdne nie znające stosunków miejscowych. Wartoby nad dorożkarzami rozciągnąć baczniejszą kontrolę, która położyłaby kres nadużyciom.

Głos Lubelski z 16 II 1915 r. (Nr 47)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

SZOK! Przed wojną dziennikarze znali język polski!

1

= O czystość języka. (e) W mieście naszem i okolicy w ostatnich czasach ajenci T-wa Okręgowego p. t. T-wa Okręgowego [Okrętowego – przyp. Red] p. t. „United States Line” rozrzucili w obfitej ilości ulotki reklamowe z portretami okrętów T-wa, szczegółowym opisem wygód i komfortu, jakich podróżującym dostarczają oraz z szeregiem listów dziękczynnych, którzy przyjemności podróży na okrętach wspomnianego T-wa doświadczyli. Język polski, w jakim ulotki wydrukowano, jest tak okropnie okaleczony, że w wielu miejscach trudno się w nim dopatrzeć polszczyzny. Rozpowszechniane tak okaleczonego języka w druku winno być kategorycznie zabronione, a osoby rozpowszechniające podobne do przytoczonych ulotki, bez wiadomości władz, winny być pociągane do odpowiedzialności. Oto niektóre wyrażenia z przytaczanej ulotki reklamowej: „wieński chleb”, „gotowane kartofli”, „rosół mięsowy”, „chrzanny sos”, „dobieran, chłodnę cięcle” i t. p. Jest to t. zw. „Przykładna karta jedzenia” na wspomnianych okrętach – sporządzono ją stosunkowo jeszcze najczyściej po polsku (!)…


= Plac Łokietka oczyszczony (w.) Przed kilku dniami pisaliśmy o niesłychanych harcach, jakie przez cały dzień i długie wieczory wyprawiają na placu Łokietka grupy wyrostków. Jak zdołaliśmy onegdaj zauważyć energiczna interwencja policjanta służbowego ukróciła nieco swawolę niedorostków, a mieszkańcy okolicznych posesji z ulgą odetchnęli. Trzeba jednak, aby ta energia uwidaczniała się zawsze, a z pewnością plac Łokietka będzie z łobuzującej młodzieży oczyszczony.


= Omal nie katastrofa (z). W dniu onegdajszym około godz. 1 ej w południe byliśmy świadkami zderzenia autobusu z jadącą bryczką, jakie miało miejsce na ul. Krakowsk.-Przedmieście róg Szopena, a które tylko dzięki przytomności umysłu szofera – nie skończyło się tragicznie. Autobus wracający od strony Uniwersytetu, na rogu ul. Szopena najechał na bryczkę zaprzężoną w parę koni, która skręcała w bok. Szofer momentalnie zatrzymał maszynę, tak że skutki zderzenia są minimalne. U bryczki złamał się dyszel, zaś u samochodu nastąpiło lekkie uszkodzenie karoserji. Szofer twierdzi, iż dawał sygnały ostrzegawcze, a więc winę ponosi nieuważny woźnica. Na miejscu wypadku pojawiła się policja, która spisała o całym zajściu protokół. Podczas „katastrofy” utworzyło się liczne zbiegowisko ciekawych komentując sobie w różny sposób przyczynę wypadku.


= Wypadek w teatrze wojskowym (z). W dniu onegdajszym, o godzinie 10 ej wieczorem w teatrze wojskowym (za rogatką warszawską) zdarzył się nieszczęśliwy wypadek podczas zabawy tanecznej. Oto jedna z tancerek, niejaka Kazimiera Jarmułówna lat 19 zamieszkała Krak. Przedmieście Nr 6 upadła tak nieszczęśliwie, iż uległa złamaniu lewej nogi. Wezwano telefonicznie Pogotowie Ratunkowe po udzieleniu poszkodowanej pierwszej pomocy lekarskiej, przewiozło ją na kurację do szpitala P. P. Szarytek.


Do kogo to należy?

Cały Lublin zarówno w rannych, jak i popołudniowych godzinach tonie w tumanach smrodliwej, brudnej kurzawy.

To dozorcy zamiatają ulice nie skropiwszy je uprzednio wodą. Są przepisy policyjne, które zabraniają w ten sposób zamiatać ulice, nakazując trotuary i ulice przed zamieceniem zlewać wodą, – stosują je dozorcy, ale latem, w zimie widocznie uważają za zbędne.

Pomijamy już fakt, że zamiatanie „na sucho” ulic i trotuarów jest pracą syzyfową, bowiem kurz unosi się na wysokość piętra, poczem osiada na nowo, aleć od paru dni zamieniono Lublin w wielką hodownię bakcylów i rozsadników wszelkich zarazków. Czyż zaś nie należy mieć względu dla potrzeby mieszkańców, wyrażającej się w możności przejścia przez miasto, – obecnie jest to połączone z zakurzeniem się i ubrudzeniem od stóp do głów i z ostrym bólem głowy. Do kogo to należy, żeby z tem zrobić porządek?

X.

Głos Lubelski z 27 I 1925 r. (Nr 27)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Katoliku! Czy wiesz komu powierzasz swój korpus?

1

= Dobroczynny wpływ autobusów. (e) Wysokie ceny za kurs dorożkarski, mimo stałego ich normowania przez władze miejskie, nigdy po wojnie nie były dla Lublina nowością. Ogół prawie zżył się z tem w rzadkich przypadkach wzywając interwencji policjanta. Dzisiaj sytuacja nieco się zmieniła. Pasażer, odbywający kurs dorożką, zdziwiony jest uprzejmością dorożkarską i skrupulatnością z jaką mistrze bata gotowi są potrzebującym ich usługi uczynić zadość. Tę nieznaną Lublinowi po wojnie uprzejmość zawdzięczać należy… autobusom. One to właściwie spowodowały przestrzeganie taksy dorożkarskiej ze strony zachłannych niegdyś „dryndziarskich” przedsiębiorców. Tylko, że… jedna jeszcze „pięta Achillesowa zmusza pasażerów do opłacania wysokiego haraczu za przejazd do stacji kolejowej, to – bagaż. Ale i na to znalazłby się sposób, – czy nie pożądanem i korzystnem byłoby np. uruchomienie autobusu osobowo-towarowego?….


Exodus dorożkarzy.

Komunikacja w naszem mieście, przez wprowadzenie autobusów została, co łacno stwierdzić należy, ulepszona. Żałować tylko należy, że dane przedsiębiorstwo nie jest własnością firm chrześcijańskich, lecz że prowadzą je żydzi białostoccy. Jak nas informują obrót jednomiesięczny spółki autobusowej wynosił około 20 tysięcy złotych, co w krótkim, jak widać, terminie zamortyzowało koszt wozów samochodowych. Podatek uiszczany z dochodu danego przedsiębiorstwa na rzecz miasta wynosi zaledwie 7 1/2%. Czy nie za niska stawka? Niech się nad tym zastanowią ojcowie grodowi.

Od chwili wprowadzenia ruchu autobusowego dorożkarze stracili trzy czwarte klientów i jak się dowiadujemy brak zarobków zmusi pewną liczbę właścicieli zarówno jedno jak i dwukonek do opuszczenia naszego grodu. Celem exodusu mają być miasta kresowe w tej liczbie Równe i Łuck. Liczba zaś mających i dobrą i przymuszoną wolę do przeniesienia się na inne bieżnie dochodzi do czterdziestu. Wszyscy oni to Polacy, żydzi bowiem i ze względu na system wożenia i poparcie ludności jako tako wegetują. Żaden żyd bowiem, gdy mu wypadnie skorzystać z dorożki nie wsiądzie do wehikułu goja, a katolik natomiast nie stara się przestrzegać komu powierza losy przewiezienia swego korpusu z miejsca na miejsce i często sadowi się w dorożce mniejszościowej, odbierając w ten sposób zarobek rodakowi.

Czy i na ten fakt nie należałoby zwrócić uwagi społeczeństwo polskiego? Sądzimy że tak.

Lux


POCZ_UWKA

Pułapka kolejowa.

Na stacji kolei żelaznej w Lublinie, na chodniku peronowym między wagonami  znajduje się dużych rozmiarów żelazna pokrywa studzienki, czy też czegoś innego – wzniesiona o kilka cent. nad poziomem chodnika. Zważywszy że chodnik ten jest wąski, – nieoświetlony, ruch na nim, przy każdym przyjściu i odejściu pociągu bardzo ożywiony, a pasażerowie sp[i]esząc nie wiedzą o zastawionej na nich pułapce zaczepiają pokrywę nogą i przewracają się. Może te upadki pasażerów byłyby tylko zabawne czy humorystyczne dla funkcjonariuszów stacji kolejowej gdyby nie to, że pułapka znajduje się na wąskim peronie tuż obok wagonów, a przewracając się czasem wpadają pod wagon, na szyny.

Przed paru dniami byłem świadkiem, gdy jeden spieszący się pasażer, zaczepiwszy nogą o tę pokrywę, upadł na chodnik peronowy, szczęśliwie gdyż wzdłuż chodnika.

Pomagający mu podnieść się z ziemi tragarz kolejowy oświadczył mi, że pan szczęśliwie upadł, gdyż w przed dzień, jakiś podróżny, zaczepiwszy nogą o tę pokrywę , wpadł pod wagon, szczęściem, że pociąg nie był w ruchu więc wyciągnięto go bez szwanku, – wypadki takie zdarzają się tu prawie codziennie.

Czy by też jakie władze nadzorcze nie chciały zwrócić uwagi na tę pułapkę?

T.


2

Wiosna czy zima? (m) Wczorajszy dzień pełen nastroju wiosennego wywabił na ulicę miasta, zwłaszcza w godzinach południowych sporą ilość jaśniejszych kostjumów i kapeluszy. Ożywił się też nieco park a niektóre niedoświadczone mamusie urządziły dla swych malusińskich spacer wózeczkami. Coś ta zima tegoroczna kręci.

3

Głos Lubelski z 21 I 1925 r. (Nr 21)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Nowy rozkład jazdy autobusów. Gdzie znaleźć dorożkę. Jak chodzić po mieście – PORADNIK. Gratis: ostatni film Maksa Lindera (UWAGA – BARDZO ŚMIESZNY, ALE MAX POPEŁNIŁ PO NIM SAMOBÓJSTWO…)

1

 

 

Rozkład przystanków autobusów. „Linja Dworzec – Uniwersytet”: Dworzec – Plac Bychawski – most na Bystrzycy – róg Bernardyńskiej – Plac Łokietka – Hotel Europejski – Bank Polski – Sąd Okręgowy – Uniwersytet.

„Linja Szpital żydowski – Dworzec”: Szpital żydowski – Czwartek – Plac Targowy – Plac Łokietka – róg Bernardyńskiej – most na Bystrzycy – Plac Bychawski – Dworzec. Wszędzie kurs 40 gr. Od ratusza do Uniwersytetu 20 gr. Dla uczącej się młodzieży 25 gr.


POCZ_1

Rozkład postoju dorożek w mieście. Hotel „Victoria” parokon. 6. Jednokonne: Kapucyńska róg Krakow. Przedmieścia – 12 Trzeciego Maja – 16 Wieniawska róg Krakow. Przedm – 10, Królewska róg pl. Łokietka – 15, Szpitalna obok Teatru – 6, Kowalska róg Nowej (na Kowalskiej) – 15, Lubartowska obok targu – 15, Fabryczna obok fabr. Moritza – 6, Bychawska róg Foksalnej – 15, Dworzec kolejowy 85.


= Czas tę sprawę uregulować. ( w) Bezwątpienia, żyjemy dziś w czasach i sezonie najprzerozmaitszych „pas” przeważnie tanecznych. Nigdy jeszcze bowiem tańce nie były tak rozpowszechnione jak obecnie. Jeżeli jednak znamy doskonale najbardziej zawiłe kroki taneczne schimmy, one-stepa, jawy, tanga i t. p. to w zupełności nie posiadamy sztuki chodzenia po ulicach naszego miasta, a raczej stosowania się do istniejących przepisów dla ulicznego ruchu pieszego. Zagranicą kulturalna publiczność chodzi w jednym kierunku prawą stroną chodnika, a w odwrotnym lewą, lub przeciwnie. W ten sposób nie tamuje się ruchu pieszego. U nas zaś choć również istnieją takie przepisy, każdy chodzi, jak i gdzie chce. Dlatego też w godzinach popołudniowych, gdzie ruch jest najbardziej ożywiony  przejście Krakowskiem Przedmieściem jest połączone z takiemi trudnościami, że ktoś, kto ma pilny interes do załatwienia, woli zejść na jezdnię i narazić się na rozjechanie przez jaki wehikuł, niż przeciskać się chodnikiem przez tłum rozpychający się wzajemnie i idący jak się komu podoba. Każdego przytem uderzyć musi jeden fakt zaobserwowany z naszego życia ulicznego. Dlaczego wszyscy tak wolno chodzą, przystają co krok na środku chodnika urządzają sobie cerele towarzyskie, idą ławą po czterech lub sześciu, tak, że wszyscy ustępować muszą i t. d. i to w godzinach, kiedy na całym świecie wre gorączkowa praca. Czyżby tyle wolnego czasu mieli? Są jednakże i u nas tacy, którzy czasu nie mają i spieszą się do warsztatów pracy. W ich to interesie policja nasza winna przestrzegać ścisłego stosowania się do przepisów dla ruchu pieszego, tak samo, jak i dla ruchu kołowego.


= Nie lada udręka (w ). W pewnym pensjonacie przy ul. Szpitalnej , dość licznie w roku bieżącym zamieszkiwanym, jak nam donoszą, dzieją się rzeczy zgoła nieprawdopodobne. Jedno z mieszkań zajmuje bowiem p. P., która snać postępując w myśl przysłowia „Wolnoć Tomu w swoim domku”, formalnie „bębni” przez noce całe na rozklekotanym klawikordzie nie pozwalając reszcie mieszkańców na zasłużony całodzienną ciężką pracą zawodową  odpoczynek. To też znosić oni muszą tę udrękę z konieczności tylko, albowiem ogólny „głód” mieszkaniowy nie pozwala na natychmiastowe wyemigrowanie. W każdym razie, jak tam jest to jest, dość, że w imieniu tych nieszczęśliwych mieszkańców apelujemy do poczucia ludzkości p. P., gdyby zaś to nie poskutkowało, postaramy się o energiczniejszą interwencję.


= „Niebezpieczny wypadek”. (z) W dniu onegdajszym w godzinach wieczornych na stację Pogotowia Ratunkowego zgłosiła się matka 2 letniego chłopca, Marjana Mazurkiewicza zamieszkałego przy ulicy Ewangielickieh 6, którego podczas zabawy z pokojowym pieskiem – tenże ugryzł w pewne „bardzo dyskretne miejsce” powodując lekkie skaleczenie. Przestraszona o przyszłość jedynaka – matka, czemprędzej pobiegła do lekarza Pogotowia, który ją zapewnił, że synkowi nic nie będzie, a po nałożeniu opatrunku – oddał maleństwo pod opiekę rodzicielki.

Głos Lubelski z 16 I 1925 r. (Nr 16)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

W przypadku konieczności dostanie się gdzieś w Lublinie, proszę nie korzystać z komunikacji miejskiej

Bo zdaniem ZTM, korzystniej jest jechać w klimatyzowanym smrodzie, niż w świeżym powietrzu:

Jednak to nie spragnieni świeżego powietrza pasażerowie, a kierowcy spragnieni wyższych zarobków są przyczyną całej tej „afery”.

Ciekawe na kogo spadnie wina za klimatyzacji niedziałanie po odebraniu pasażerom prawa do otwarcia okna. Na kierowców osobówek, bo wielu otwiera okna w swoich samochodach? Na mieszkańców, którzy mają śmiałość wietrzyć swoje mieszkania? Czy może na pieszych – bo bezczelnie chodzą po mieście i wdychają świeże powietrze?

Źródło: kurierlubelski.pl.warszawa.gazeta.pl

Post Navigation