Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “ul. Bychawska”

Powrót taty i inne opowiadania

Kalesony z trokami, przełom XIX i XX wieku (Źródło: Wikipedia)

Rzecz działa się w Lublinie, w mroźny styczniowy dzień 15 stycznia roku 1919. A najprawdopodobniej kilka dni wcześnie, ale nie jest to w tej sprawie najważniejsze – tym niemniej, z kronikarskiego obowiązku, dodajmy, że pod tą datą pisał o tym „Głos Lubelski”. Dodajmy jeszcze, że nie  wiemy też, czy dzień był rzeczywiście mroźny: gazeta w tej kwestii nabrała wody w usta (jeśli takowe posiada). Zakładamy jednak, że w istocie, dzień był mroźny, bo statystycznie w naszym klimacie jest to najbardziej prawdopodobne. Ale ad rem: w tych właśnie dniach, na targu przy ulicy Bychawskiej (za przejazdem) dopuściły się kobiety samosądu na osobie rzeźnika T. i jego towarzyszki życia D.

Jakżeż to – zapytacie – skąd li ta eskalacja przemocy? W czem tem kobietom zawinili T. i D.?

T. – jak wyjaśnia gazeta – był człowiekiem w podeszłym już wieku, ojcem pięciorga dzieci, który poznał bezdzietną wdowę D. właścicielkę domku na placu targowym przy ulicy Bychawskiej. Nie wiadomo czy niezwykła uroda rzeczonej D., czy może jednak fakt posiadania przez nią domku na placu targowym (bo może T. szukał zbytu dla swych kiełbas i szynek?), skłoniły rzeźnika do wspólnego z nią zamieszkania. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie to, że tym samym T. pozostawił bez opieki żonę wraz z dziećmi! Chociaż być może kierował się całkiem logicznymi przesłankami (w osiem osób (D., T., jego Żona i pięć małych Teciątek) trudno się jest pomieścić w niewielkiej zapewne budce targowe), nie spotkał się jego wybór ze społeczną akceptacją, oj nie! Ale o tym za chwilę – najpierw, kolejne fakty: wkrótce potem T. i D. wybudowali mały sklepik (ha! czyli domek jednak za mały!) i razem zaczęli prowadzić handel. D(ama) – chcąc zapewne uniknąć sensacji i plotek – przedstawiła sąsiadom T. jako brata przybyłego z niewoli niemieckiej. 

Tymczasem Żona T., znalazłszy się w nędzy, odszukała niewiernego T. i udała się doń – razem z dziećmi – z żądaniem, aby dał jej na życie. T. nie dość, że odmówił swej prawowitej małżonce wsparcia, to jeszcze chciał ją bić za to, że mu robi wstyd u ludzi przychodząc do niego. Lecz ten jego wstyd był niczym w porównaniu do tego, co go spotkało T. za to jego zachowanie – w tym miejscu  oddajemy głos Głosowi: kobiety, kupujące towary na targu dowiedziawszy się o przyczynie rozpaczy kobiety, rzuciły się na T. pobiły go, oraz jego towarzyszkę, zabrały towary ze sklepu i oddały je żonie i dzieciom. (O BORZE! – TO TAKI LAS…)

Jak dalej potoczyły się losy bohaterów tej opowieści – gazeta nie napisała, zaznaczając jedynie, że T. został pobity do tego stopnia, że zmuszony był udać się do felczera.

Jaki z tego morał – odpowiedzcie sobie sami…

My natomiast, odnotujmy jeszcze – zgodnie z tradycją naszego cyklu – kradzież wartej cztery tysiące marek austriackich bielizny. A patronem dzisiejszej wiadomości z przeszłości są: (wyhaftowane) literki: S. R. oraz S. K. i E. G. No i oczywiście D. i T. Oraz jego Żona

 

„Głos Lubelski”  nr  14 z 15 I 1919 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Krwawy napad bandytów rosyjskich w Lublinie.

(u) W piątek wieczorem do mieszkania Szmula Czarnobrody przy ul. Foksal Nr. 33 wtargnęło 2 ch uzbrojonych w rewolwery bandytów z przyklejonymi brodami i zażądało pieniędzy, lecz wobec wszczętego przez napadniętych alarmu – nic nie zrabowawszy – zbiegli i udali się do mieszkania Jana Ursznalskiego, przy ulicy Spokojnej Nr. 17, gdzie zrabowali 1,200 koron, poczem uciekli.

Następnie ci sami bandyci udali się do mieszkania właścielki domu przy ulicy Bychawskiej  Nr. 60, p. Zimmermanowej, gdzie zamknęli drzwi, a sterroryzowawszy domowników, kazali sobie podać kolację i poczęli plondrować w mieszkaniu. Pobili przytem zięcia Zimmermanowej Bronisława Łabusińskiego.

Podczas tej akcji rabunkowej córka Zimmermanowej, Janina, korzystając z zamieszania wybiegła na ulicę i zaczęła wołać o pomoc.

Na krzyk ten wybiegł z sąsiedniego domu zamieszkały tam protokulant III go komisarjatu  Paradowski z karabinem w ręku.

Spostrzegłszy niebezpieczeństwo, bandyci wybiegli na ulicę, rzucili się na policjanta i rozbroili go, następnie wystrzałem z rewolweru zranili w skroń drugą córkę p. Zimmermanowej p. Annę.

O zajściu dano znać do III go komisarjatu, który zaalarmowała komendanta Policji miejskiej p. Makowskiego. Ten ostatni razem z naczelnikiem wydziału śledczego p. Trąbczyńskim oraz rezerwą I i III-go komisarjatu – zaczął prowadzić rewizję, udając się do różnych kryjówek.

Podczas, gdy policja zajęta była rewizją – na ulicy rozpoczęła się wymiana strzałów między bandytami a ostrym pogotowiem, na którego czele przybył kapitan Gierwatowski.

Podczas pościgu jeden z bandytów skrył się w pobliskim ogrodzie przy ulicy Bychawskiej Nr. 40 którego jednak później odnaleziono w śniegu. Jak się okazało był to współwłaściciel restauracji przy ulicy Bychawskiej p. f. „Zacisze” Rosjanin Piotr Poliszczuk lat 23, (o którym pisaliśmy przed paru tygodniami podczas aresztowania w cukierni Semadeniego).

Na odgłos strzałów przybyła na pomoc straż kolejowa, która współdziałając z żołnierzami i policjantami, przyaresztowała drugiego bandytę, również Rosjanina właściciela tejże restauracji, 27-letniego Andrzeja Jamiljanowa.

Poczem udano się do mieszkania bandytów, gdzie aresztowano ich kolegę Teodora Iwanowa lat 31.

Podczas wymiany strzałów został raniony w pierś i szczękę posterunkowy I-go komisarjatu Słabczyński, którego odwieziono do Szpitala Szarytek na kurację, jak również i ranioną poprzednio p. Annę.

Podczas śledztwa znaleziono przy bandytach sztuczne brody w kieszeni, zaś u Jemiljanowa rewolwer. Poliszczuk zaś zeznał, że rewolwer swój jak również karabin odebrany od policjanta Parakowskiego [!] porzucił w śniegu, gdzie też broń tę istotnie znaleziono.

Bandyci przyznali się również do napadu na mieszkanie p. Jaroszyńskiego, (o którym podawaliśmy w N rze wczorajszym „Głosu”) podczas którego dopuścił się gwałtu na bufetowej p. Jaroszyńskiego.

Rzeczy skradzione wszystkie odebrano. Bandytów zaś odesłano pod silną eskortą na zamek.

Dzięki sprężystości i energicznemu zarządzaniu komendanta Policji p. Makowskiego, przy pomocy Naczelnika wydziału śledczego p. Trąbczyńskiego oraz kapitana Gierwatowskiego, udało się nareszczie schwytać bandytów, którzy niemały postrach wywołali w dzielnicy kolejowej i oddać w ręce sprawiedliwości.


Wagon miodu i powideł

śliwkowych ≡≡≡

zakupię zaraz.

Szczegółowe oferty  wraz z próbkami nadsyłać:

Lublin, skrzynka pocztowa 117.

Głos Lubelski z 23 XI 1919 r. (Nr 295)

i-hate-facebook1

Niewidoczne ceny, nieśmiertelni naciągacze i drewniane podeszwy

W sprawie taks za towary spożywcze. Pamiętamy rozporządzenie Magistratu z dnia 19 października r.b. mocą którego od dn., 31 tegoż miesiąca kupcy i handlujący artykułami spożywczymi zobowiązani są do umieszczania w lokalach na widocznym miejscu i w oknach wystawowych taksy na towary.

Tymczasem taksy te, jak się daje zauważyć, umieszczane są w niestosownych miejscach bo często gdzieś w zacienionym kącie, albo znów pisane nadzwyczaj niewyraźnie, co utrudnia również wielu osobom przeczytanie takowych. Należałoby aby kupcy nasi nie ignorowali publiczności i postarali się o taksy drukowane, a przynajmniej kaligraficznie wypisane i umieszczone w widocznych dla każdego miesiącach. [!] Kupiec nie będzie wtedy omijany przez klijentów, natomiast klijenci nie będą się obawiać, że przepłacili za towar.


 

Wydrwigrosze. Jak wiadomo, C. i K. Komenda Obwodowa podała ogłoszenia, co do prawa wyjazdu urzędników rosyjskich i co do zapomóg dla nich i dla członków ich rodzin. Z tego skorzystali  amatorzy łatwego zarobku i piszą za pieniądze podania o zapomogi biedakom, którzy wcale urzędnikami nie byli i do których przeto powyższe ogłoszenie się nie stosuje. Onegdaj mnóstwo kobiet, zwłaszcza z Czwartku zgłaszało się z podaniami napisanemi, a nawet podpisanemi przez pewnego jegomościa, który na Czwartku obchodził mieszkania biedaków, namawiał ich do podawania próśb, i brał za to po dwa złote, nieraz ostatni grosz.


Tanie obuwie. Inżynier Rykoń skonstruował oryginalne podeszwy z drzewa, które są trzy razy tańsze od skórzanych i chronią nogę od błota i wilgoci. Pokaz nowych podeszw odbywa się na kursach ogólno-kształcących, ul. Bychawska 22 w godzinach wieczorowych, t. j. 7 i pół do 10 wieczorem.

„Głos Lubelski” z 12 XI 1914 r. (Nr 314)

i-hate-facebook1 

Post Navigation