Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Poznań”

Krótka rozprawa między Osobami

Szczególny widok ogólny Lublina (ok. 1918 r.)

Sto lat minęło, jak jeden dzień… O Borze!  (to taki las…) jak ten czas szybko leci. W styczniu roku 1918 „Głos Lubelski” postulował przeprowadzenie w Lublinie pewnych zmian. Sto lat minęło…

Rzeczywiście, czas by Lublin pomyślał o godnym przygotowaniu się do roli, którą niezawodnie wypadnie mu odgrywać w dziejach Polski.

Prawda: czas najwyższy (plus sto lat).

Wszak, pod wieloma względami jest on miastem drugiem po Warszawie. Łódź liczebnie większa, nie będzie miał nigdy tego znaczenia kulturalnego, dla kraju, które Lublin miał zawsze, a które musi wzmacniać w przyszłości. jest on pięknym zabytkiem architektonicznym, pełno w nim pamiątek narodowych, ogniskuje (…) ruch handlowy, będzie zawsze niesłychanie ważną strażnicą polskich kresów.

Już nie jest drugim… Wszak mamy Poznań, Gdańsk, Szczecin, Wrocław, Kraków i… sporo innych miast. Nawet Rzeszów…

Sił żywotnych miasta posiadającego tyle wartości, spełniającego tyle zadań, nie wolno osłabiać, nie wolno pomniejszać przez niedbalstwo i skąpstwo. 

I cóż z tego, że nie wolno, skoro wciąż się i pomniejsza, i osłabia…

 Zaspokoić potrzeby kulturalne mieszkańców.

No niby jest Centrum Spotkania Kultur. Bakteryjnych? Są Cosienalia. Most też jest kulturalny. Pod mostem z kulturą już gorzej…

Stworzyć wreszcie takie warunki, któreby nie wyganiały z miasta najlepszych obywateli – tych którzy czują najwrażliwiej, więc nie mogą znieść istniejących urządzeń sanitarnych i innych.

Musicie wiedzieć, że Gdynia jest fajna. Gdańsk też niczego sobie. Sopot? Trochę przereklamowany…

Wyposażenie Lublina w jakie takie warunki schludności i hygieny odbije się natychmiast na zdrowiu i dobrobycie ludności. Wzmoże się szczęście jednostki i gromady.

Już dwa lata wzmaga się szczęście jednostki i gromady z ulicy Wesołej. Ergo: prawda to.

Zakwitnie ta i owa sztuka.

Przybysz z innej miejscowości Polski, znalazłszy w Lublinie środowisko kultury i chyżego postępu w tej czy innej dziedzinie pracy, nawiąże z ludnością stosunki handlowe, przemysłowe, a, wróciwszy do swoich, nie będzie ich bawił opowiadaniami o „porządkach lubelskich”.

Chodź, opowiem Ci bajeczkę.

Nikt nie wątpi, że wobec mających się rozpocząć robót miejskich, czasy brudu, zaduchu, błota i ohydnych kurzaw ulicznych, są w Lublinie na schyłku. Z każdym rokiem będzie lepiej. Musi być lepiej…

…optymizm jest bowiem cechą prawdziwie lubelską.

Zapewne ani Magistrat, ani jego Wydział Budowlany, ani Rada Miejska nie myślą opóźnić sprawy. Ale mogą działać mniej lub bardziej energicznie.

„Mniej działać” już się nie da, energiczniej – c’est impossible.

Otóż stopień tej energii napewno się podwyższy, jeśli opina publiczna miasta nie poskąpi Zarządowi bodźców, przypominań, pochwał i nawet oznak niecierpliwości.

Panie Prezydencie, proszę nie dziękować!

Nie wstydźmy się naszej chęci zdobycia warunków kulturalnych. Więc na wieść o podjętych pracach budowlanych i sanitarnych w naszem mieście, powiedzmy Panu Prezydentowi i panom Radnym: nigdy zawiele wysiłków, nigdy zawiele pośpiechu!

Mówimy więc.

P. S. W Lublinie fajne są trolejbusy. Ale w Gdyni też są, ale nie zamarzają…

 

„Głos Lubelski”  nr  19 z 19 I 1918 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Stanisław Moskalewski (1876-1936)

6 września 1936 w Poznaniu zmarł Stanisław Moskalewski, w latach 1919-1926 pierwszy wojewoda lubelski po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Wsławił się niezwykłą oszczędnością (co dziwne, bo wcale nie Poznaniak!): jako nadzwyczajny komisarz oszczędnościowy przy Prezesie Rady Ministrów w latach 1923-1926 zajął się redukcją wydatków administracyjnych. Zyskał wówczas przezwisko Moskalini,  bo w krótkim czasie zwolnił 29 tysięcy pracowników państwowych… (O Borze! – to taki las). Obszerne materiały dotyczące zmarłego wojewody, to jest wspomnienie o Nim, jak również relację z pogrzebu opublikował „Głos Lubelski” z 10 września 1936 r.:

stanislaw_moskalewski

I czy nie wygląda na takiego, który jest w stanie zwolnić 29 tysięcy osób?
1

 

2

Głos Lubelski z 11.IX.1936 r. (Nr 248)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i z Wikipedii.
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Samobójstwo burmistrza Gdyni!

2

3

Express Lubelski i Wołyński z 30.XI.1935 r. (Nr 332)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

 

Ostrzeżenie dla Świdnika i okolic: proszę nie flirtować z pilotami!

Fabryka samolotów E. Plage i T. Laśkiewicz w Lublinie.

Fabryka samolotów E. Plage i T. Laśkiewicz w Lublinie.

Flirtujący pilot.

W dniu wczorajszym, w godzinach porannych wyruszył z lotniska fabryki samolotów Plage i Laśkiewicz na krótką przejażdżkę pilot fabryczny, szybując przez czas dłuższy ponad głowami uśpionych jeszcze mieszkańców. W czasie lotu, dzielny lotnik pozwalał sobie na przeróżne, najbardziej zawiłe i brawurowe „beczki” i „korkociągi”, aż wreszcie znudzony snać jazdą, postanowił powrócić na lotnisko. Jak zwykle więc, zatoczył ponad terenem fabrycznym olbrzymi łuk i począł obniżać się do lądowania. W tym momencie jednak spostrzegł, gdzieś w oddali łopoczącą na wietrze sukienkę, skierował zatem aparat w tym kierunku i jakgdyby chcąc popisać się przed nadobną właścicielką rozwiewanych szat, na niewielkiej wysokości od ziemi, powtarzać począł swe karkołomne „sztuczki”. Efekt, jak efekt, wypadł nader okazale. Wypadłby jednak stokroć razy lepiej gdyby nie zwykły w takich razach fatalny przypadek. Nieznaczny bowiem [d]efekt w aparacie zmusił odważnego pilota do natychmiastowego lądowania na zupełnie nieodpowiednim terenie, nieopodal przedmieścia Kośminka. Stało się. Nie tracąc przytomności umysłu pilot spokojnie rozpoczął lądowanie na grzęzłym kartoflisku. Kółka samolotu napotkawszy grubo miękki grunt miast potoczyć się z aparatem w dal nagle uwięzły, a rozpędzony całą siłą motoru aparat wywinął koziołka i legł w ciemnym, obrzydliwym błocisku. Zapewne też miękkiemu owemu terenowi zawdzięczając dzielny lotnik wyszedł z owej opresji bez szwanku. Nie da się niestety powiedzieć tego o aparacie.

Skutkiem „plajty” został on niezbyt znacznie coprawda, ale cokolwiek uszkodzony. Na miejscu niefortunnego tego lądowania zebrał się niezadługo spory tłum gapiów, komentując najróżnorodniej przyczyny omal, że nie nowej katastrofy pod Lublinem i lejąc już gorzkie łzy nad świeżym „grobem” polskiego lotnika.


= Aleja Zygmuntowska. (m.) O ile kto nie zna topografii miasta, tego informujemy, iż jest to droga, prowadząca od ulicy Zamojskiej przez łąki do ulicy Szopena. Czy posiada ładne drzewa? Po co? Przecież to dopiero pomysł afiszowy poza którym kryją się dobre chęci Magistratu. A gdyby tak tego roku jesienią dla nieośmieszania, „aleji” wkopano parę drzewek – co? I droga by się wzmocniła i „aleja” byłaby aleją.


= Nie całą noc. (w.) Jesteśmy proszeni o zaznaczenie, że p. P nauczycielka muzyki zamieszkała w pensjonacie Z. przy ulicy Szpitalnej gra na fortepianie nie całą noc, ale od godziny 10 rano do godziny 9 wieczorem.


1

[PONIŻEJ DWA FRAGMENTY FILMU „WSCHÓD I ZACHÓD”‚

 

– Niedoszłe „powstanie” na Wołyniu. Dn. 4-go lutego odbędzie się w Równem rozprawa w trybie doraźnym przeciw bandzie, która za pieniądze sowieckie przygotowywała wybuch zbrojnego „powstania” na Wołyniu.

Przed sądem stanie trzech głównych organizatorów i szpiegów sowieckich, a to: Mikołaj Kałyńczuk, Samuel Radkinia i Jonasz Romanow.

Nadto na ławie oskarżonych zasiądzie 16 agitatorów i kurjerów bolszewickich.


 3

Jak zdusić hydrę drożyzny mięsnej.

Jedną z kardynalnych przyczyn drożyzny mięsa i chleba, tych najniezbędniejszych artykułów codziennej potrzeby i powszechnego użytku, jest zupełne prawie „opanowanie u nas hurtowego handlu tymi artykułami przez żydów”. Oni to samorzutnie, z semicką solidarnością organizując się w trusty, dyktują nam ceny tych artykułów i regulują podaż w celach spekulacyjnych. Olbrzymie kapitały dają im możność skutecznego zwalczania pomniejszych przedsiębiorstw handlowych chrześcijańskich.


Ukarany bluźnierca.

(m) Znany na gruncie Lublina histerjon-prelegent p. Wieniawa-Długoszowski umieścił w jednym z numerów łódzkiego „Kurjera Wieczornego” artykuł, w którym w sposób sarkastyczny i ostry wyraża się o klerze polskim, krytykując jego działalność jako tego, który korzystając z nieuświadomionych mas, „pędzi owce tak, jak im się podoba”.

W dalszym ciągu p. Wieniawa-Długoszowski wyraża się o ceremoniach kościelnych z niebywałem lekceważeniem.

„Naturalnie, księża wynaleźli post, ale do czego? – do ćwiczenia żołądka” i t. p.

Artykuł ten rozpoznawał w dniu 16 b. m. łódzki Sąd Okręgowy a ponieważ ani p. Długoszowski ani jego obrońca do sprawy nie stanęli, postanowiono przeto rozpoznawać ją w nieobecności oskarżonego.

Zbadani świadkowie i biegli zeznali, że istotnie artykuł ten miał na celu szerzenie nienawiści wśród wyznawców Chrystusa.

Zdaniem biegłego, artykuł jest karalny przez Kościół.

Prokurator w przemówieniu swem ostro napiętnował działalność p. Długoszowskiego, dodając, że nie zależy mu na wysokości wyroku, jeno stanowczem ukaraniu.

Sąd, po naradzie, wydał zaoczny wyrok, mocą którego p. Tadeusz Wieniawa-Długoszewski skazany został na 4 miesiące więzienia.

2

Głos Lubelski z 18 I 1925 r. (Nr 18)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Pióro wieczne, a miłość… tragiczna

1

Wstrząsająca tragedia pary zakochanych

Nie chcąc żyć bez ślubu rzucili się pod koła pociągu

W domu Nr. 23 przy ulicy Bychawskiej oddawna zamieszkiwali przy swych rodzinach 20-letni Józef Górecki i 20-letnia Basia Cukierman córka szewca-żyda.

Oboje oni oddawna znali się i przebywali ze sobą. Toteż kiedy przyszły czasy, że ojciec Cukiermanówny począł się oglądać za mężem dla swej córki, ta starała się za wszelką cenę tę chwilę odwlec.

Górecki i Cukiermanówna pokochali się. Miłość ich była wielka, gorąca i nie znała różnic wyznaniowych (on był katolikiem ona żydówką). O ich miłości nikt nie wiedział.

W tych warunkach życie płynęło paru zakochanych spokojnym trybem.

Widmo rozstania jednak zbliżało się ku nim coraz szybciej. Cukiermanóna coraz ciężej była niepokojona przez ojca.

Przecież nie możesz zostać starą panną – mawiał Cukierman do swej córki. Na te słowa zalękniona dziewczyna odpowiadała cichym głosem.

– Jeszcze mam czas. Na tem kończyły się zazwyczaj rozmowy ojca z córką. Ostatnio zakochani, stwierdziwszy że z powodu różnicy wyznań nie będą mogli otrzymać ślubu ani żyć na wiarę, jednomyślnie postanowili rozstać się z tym światem.

W piątek wieczorem Górecki pożegnał się ze swą matką i wyszedł rzekomo do kina, to samo zrobiła w domu Cukiermanówna. Następnie oboje wsiedli do pociągu idącego w stronę Warszawy.

Kiedy pociąg zatrzymał się na stacji w Dęblinie, wysiedli oni na peron i torem kolejowym udali się w kierunku Warszawy. W odległości 1 klm. od stacji zatrzymali się a kiedy nadjechał pociąg, który ich przywiózł do Dęblina rzucili się pod jego koła. Pierwsza dostała się pod parowóz Cukiermanówna ponosząc śmierć na miejscu. Góreckiemu koła parowozu odcięły rękę i zmiażdżyły nogę. Doznał on też ciężkich obrażeń głowy. Pociąg został zatrzymany. Ciężko rannego Góreckiego przewieziono do Dęblina, skąd po udzieleniu pierwszej pomocy został on umieszczony w szpitalu Szarytek w Lublinie.

Wstrząsająca ta tragedia dwojga młodych ludzi wywołała silne wrażenie w dzielnicy Bychawskiej.

Stan zdrowia Góreckiego jest bardzo ciężki.

294

Czad przy ulicy Narutowicza

Cała rodzina w niebezpieczeństwie

Nocy wczorajszej dom Nr. 25 przy ulicy Narutowicza stał się terenem wypadku, który tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności ocalił od śmierci całą rodzinę składającą się z 5 osób.

Oto w wyżej wspomnianym domu oddawna zamieszkuje w niewielkiej izbie rodzina Chudzików. Onegdejszego wieczoru z powodu przejmującego zimna napalono dobrze pod kuchnią a ponieważ nie chciano by się ciepło ulatniało, przeto szczelnie zamknięto szyber poczem cała rodzina udała się na spoczynek.

Czad nie mając ujścia począł stopniowo wypełniać izbę. Wkrótce też znaczna część rodziny leżała już bez przytomności. Na szczęście w nocy przyjechał jeden z kuzynów, który drzwi od mieszkania otworzył a zobaczywszy co się dzieje pootwierał okna i wezwał Pogotowie Ratunkowe. Najbardziej ucierpiał od czadu Jan Chudzik jego syn 24-letni Paweł oraz synowa Seweryna lat 25 inne osoby ucierpiały mniej. Wszystkim poszkodowanym udzieliło pomocy Pogotowie Ratunkowe pozostawiając ich na miejscu.

3

8 11

Pod kołami autobusu. Ulica Fabryczna była w dniu wczorajszym widownią wypadku który nieomal nie pociągnął za sobą życia starszego mężczyzny. Oto wspomnianą ulicą przechodził 62 letni Józef Wojsak zamieszkały ul. Spokojna 14. Nagle nadjechał z dużą szybkością autobus zamiejski. Idący nie zdążył się usunąć i dostał się pod koła doznając ogólnych dość ciężkich obrażeń. Wezwane Pogotowie po udzieleniu pierwszej pomocy przewiozło nieszczęśliwego starowinę na kurację do domu.

7 10

Alfabet w opałach. Pan Majer Alfabet mężczyzna liczący sobie 29 lat życia, miał w dniu wczorajszym nielada przygodę. Oto w godzinach popołudniowych wyszedłszy ze swego domu (Krawiecka 21) na ulicę został zaczepiony obelżywem słowem przez jakiegoś draba. Pan Alfabet poczuł się obrażony, więc ze swej strony zwymyślał owego osobnika. Ten jednak rzucił się na Alfabeta i tak go poturbował że nieborakowi musiało udzielić pomocy Pogotowie Ratunkowe.

5

Odpoczynek „świąteczny” sportowców lubelskich

Okres świąteczny, spowodował że kluby lubelskie zmuszone były do przerwania wszelkiego rodzaju ćwiczeń sportowych, ponieważ jedyna w Lublinie sala gimnastyczna ośrodka na której ćwiczą wszystkie kluby została oddana na „Jasełki”. Przerwa ta potrwa aż do połowy stycznia. Przymusowy ten „odpoczynek świąteczny” wpłynie ujemnie przedewszystkiem na rozwój boksu. Jest nadzieja że w sprawy te wejrzy Okręgowy Urząd W. F. i P. W. i poczyni odpowiednie kroki w celu zmniejszenia „okresu” ustanowionego przez niewiadomo kogo.

6

Ziemia Lubelska z 19 XII 1931 r. (Nr 345)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Krótkie przypomnienie o tym, że…

Jan Henryk Dąbrowski (1755-1818)
Portet nieznanego autorstwa, obecnie w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego.
Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

20 sierpnia 1794 roku wybuchło I Powstanie Wielkopolskie – czyli wielkopolski epizod Insurekcji Kościuszkowskiej. Warto nadmienić, że w jego trakcie sławę zyskał generał Jan Henryk Dąbrowski (1755-1818), który najpierw brał udział w obronie Warszawy, a następnie został przez Kościuszkę wysłany do Wielkopolski. I chociaż powstanie zostało przez Prusaków stłumione, jednak sam Dąbrowski zyskał popularność, która pomogła mu w zorganizowaniu zwycięskiego powstania w roku 1806.

20 sierpnia 1941 roku Niemcy zamordowali 800 Polaków w Czarnym Lesie pod Stanisławowem.

Tadeusz Zawadzki, pseud. Zośka (1921-1943)
Andrzej Krzysztof Kunert „Słownik biograficzny konspiracji warszawskiej 1939-1944”, tom 2, Warszawa 1987
Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

20 sierpnia 1943 roku, w czasie ataku żołnierzy Kedywu Armii Krajowej na graniczny posterunek Grenschutzpolitzei w Sieczychach koło Wyszkowa zginął harcmistrz Tadeusz Zawadzki pseud. Zośka (1921-1943). Czytaliście Kamienie na szaniec…? W samej akcji Zawadzki uczestniczył jako obserwator. Atak na posterunek graniczny w Sieczychach przeprowadzono w ramach akcji „Taśma”, wymierzonej w niemieckie posterunki graniczne na granicy pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem a ziemiami polskimi włączonymi bezpośrednio do III Rzeszy. Do lutego 1944 z powodzeniem zlikwidowano 13 niemieckich posterunków. O śmierci Zośki tak pisał jeden z uczestników wydarzeń,  Stanisław Broniewski, ps. Stefan Orsza (1915-2000):

Marsz na miejsce akcji wykonano planowo. O określonej godzinie oddział był na miejscu, gotów do uderzenia. Powodzenie akcji było całkowicie uzależnione od zaskoczenia Niemców. Tymczasem po rzuceniu granatów nastąpiła chwila wyczekiwania – trwała ona ułamki sekund, lecz była niewątpliwie tym, co wielu teoretyków wojny nazywa kryzysem boju. Kryzys przełamał Tadeusz, podrywając najbliższych chłopców do ataku. Pierwszy wpadł w drzwi strażnicy i tu trafił go śmiertelny strzał w samo serce. Walka została wygrana; strażnica opanowana; Niemcy wybici. Z naszej strony tylko jedna strata – Tadeusz…

I chociaż według innych świadków, w trakcie tej potyczki nie było żadnego momentu kryzysu, niezmiennym pozostaje fakt śmierci Tadeusza Zawadzkiego. Warto również dodać, że akcją dowodził inny harcerz z Szarych szeregów: Andrzej Romocki h. Prawdzic ps. Morro (1923-1944).

Andrzej Romocki h. Prawdzic ps. Morro (1923-1944)
Aleksander Kamiński „Zośka i Parasol”, Warszawa 1970 . s. 225.
Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

Źródło: pl.wikipedia.org

Dziś znęcamy się nad Niemcami…

… lecz nie bez powodu: 21 lipca 1943 roku Niemcy przeprowadzili pacyfikację podkrakowskiej wsi Radwanice. Rozstrzelano 30 osób. A że natura nie znosi próżni i każda akcja rodzi reakcję nawet Niemcy nie mogli pozostać bezkarni. Dowodzą tego dwa inne wydarzenia, których rocznica przypada dziś czyli 21 lipca.

Tego dnia, w roku 1944, 38 osobowy oddział Armii Krajowej, pod dowództwem Franciszka Kochana, pseud. „Obłoński”, rozbiła niemiecki garnizon w Iwoniczu Zdroju. Zwycięstwo to cieszy, bo „nasze, polskie to było zwycięstwo” nie zaś czerwonoarmijne, jak większość zwycięstw na ziemiach polskich w latach 1944 i 1945.

Ze zwycięstwem tym wiąże się mało znany i tragiczny epizod polskiej historii – po udanej akcji AK proklamowano powstanie Rzeczpospolitej Iwanickiej, na czele której stanął dr. Józef Aleksiewicz. 20 września Iwonicz Zdrój został „wyzwolony” przez Sowietów – do akcji wkroczyło NKWD i UB. Aresztowano Aleksiewicza, rodzinę Załuskich (właściciele Iwonicza) i kilka innych osób. Wśród nich byli m.in. Zbigniew Bartosz i dowódca miejscowej placówki AK Irys Jerzy Nowak, pseud. „Pik”. Bartosz trafił do sowieckiego łagru, gdzie zmarł na tyfus. Jerzy Nowak nie trafił wprawdzie do łagru,ale również zmarł – nie na tyfus, a na artykuł. Osiemdziesiąty szósty, ustęp pierwszy i drugi – 16 kwietnia 1947 we wrocławskim więzieniu.

Ironia losu polega na tym, że zanim stracono „Pika” skazano go również, na utratę praw publicznych, honorowych i obywatelskich oraz przepadek mienia. To cena za pragnienie wolności i niepodległości. W Polsce Ludowej była to zbrodnia stawiana na równi z prawdziwymi zbrodniami wojennymi:

„Arthura Greisera należy uznać winnym wszystkich zbrodni i zarzucanych mu przestępstw, z tym ograniczeniem, że zabójstw, uszkodzeń cielesnych i znęcań się Arthur Greiser osobiście nie dokonywał. Za powyższe przestępstwa skazać Arthura Greisera na karę śmierci, nadto orzec utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz konfiskatę całego jego mienia; od momentu ponoszenia kosztów sądowych i uiszczenia opłaty sądowej zwolnić go.”

Nie bez kozery przywołujemy tutaj osobę hitlerowskiego namiestnika Kraju Warty, bowiem 21 lipca 1946 Artura Greisera powieszono na stokach poznańskiej Cytadeli – jak do tej pory była to ostatnia publiczna egzekucja w Polsce. Czy postąpiono słusznie?

Graiser, w latach 1939-1945, nie próżnował – akt oskarżenia wymieniał m. in.:

  • indywidualne i zbiorowe zabójstwa osób spośród ludności cywilnej i jeńców wojennych;
  • czyny polegające na znęcaniu się, prześladowaniu i zadawaniu uszkodzeń cielesnych oraz powodujących rozstrój zdrowia takich osób,
  • systematyczne niszczenie polskiej kultury, grabież polskich wartości kulturalnych oraz germanizowanie kraju i ludności polskiej i bezprawny zabór własności publicznej,
  • systematyczne, bezprawne pozbawienie ludności polskiej jej własności prywatnej,
  • lżenie i wyszydzanie Narodu Polskiego, poprzez głoszenie jego niższości kulturalnej i małej wartości społecznej,
  • przymusowe wysiedlanie całymi osiedlami, ulicami, rodzinami lub indywidualnie na obszar Generalnego Gubernatorstw lub do obozów pracy przymusowej w Rzeszy,
  • prześladowanie i zgładzenie obywateli polskich narodowości żydowskiej lub pochodzenia żydowskiego poprzez wymordowanie w miejscu zamieszkania, gromadzenie w zamkniętych dzielnicach żydowskich, skąd wywożono ich w celu eksterminacji w komorach gazowych pobliskiego obozu straceń Kulmhof w Chełmnie nad Nerem, lżenie ludności żydowskiej czynnie i słownie poprzez zadawanie cierpień fizycznych, uszkodzeń cielesnych i poniżanie godności ludzkiej,
  • wywożenie dzieci polskich wbrew woli rodziców i opiekunów, przymusowe umieszczanie ich w niemieckich rodzinach zastępczych i publicznych zakładach opiekuńczych w Rzeszy, z zerwaniem wszelkiej łączności z rodzinami i polskością oraz nadanie im imion i nazwisk niemieckich.

Artur Greiser w Poznaniu. Bardzo mi przykro, ale nie znalazłem zdjęcia Artura Greisera na szubienicy w Poznaniu.

Dodałbym coś na temat publicznych egzekucji, ale w temacie obiecałem znęcanie się dzisiaj tylko nad Niemcami – o sowietach, enkawudzistach, ubekach, komunistycznych aparatczykach (i upowcach) – jeszcze nie raz zapewne napiszemy

Źródło: pl.wikipedia.org

Post Navigation