Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Nowa”

Szóstego października!!!

p-10

Ćwiczenie dla spostrzegawczych: znajdź dworzec autobusowy przy ulicy Nowej!

Dzisiaj migawka z roku 1946. W tym miejscu powinien nastąpić wstęp wyjaśniający Czytelnikowi, że w Lublinie, po tzw. wyzwoleniu w roku 1944, było niezwykle trudno, bo ruina, bo spustoszenie, bo dewastacja… i tak co najmniej akapit tekstu w ten deseń…  Poprzestańmy jednak na stwierdzeniu, że dobrze nie było i problemów ówcześni Lublinianie mieli bez liku. O jednym z nich napisała siedemdziesiąt lat temu „Gazeta Lubelska” w wydaniu z dnia szóstego października, w artykule zatytułowanym Sezamie, otwórz się! O co konkretnie chodziło autorowi tego tekstu, dowiadujemy się już z podtytułu: Czyli kłopoty podróżujących Lublinian. Z lektury dowiadujemy się, że źródłem utrapień dla wędrownych mieszkańców Lublina była w owym czasie PKS. Tu ciekawostka: przez lata PKS zmienił(a) płeć: kiedyś mówiło się „lubelska PKS”,  teraz „lubelski PKS”. To nic dziwnego, bo przecież skrót ten oznacza Państwową Komunikację Samochodową, jednoznacznie wskazując, że PKS zawsze była kobietą (tu Waszczyk wykrzyknąć już może: O Borze! (to taki las)…).

1

Teraz kilka faktów porządkujących zwariowaną narrację: w kwietniu 1945 utworzono w Warszawie Państwowy Urząd Samochodowy, któremu podlegały Wojewódzkie Urzędy Samochodowe. 1 lipca 1945 z PUS-u wydzielono organizację samochodową pod nazwą Państwowa Komunikacja Samochodowa. Istnienie PKS zostało usankcjonowane prawnie dekretem Rady Ministrów z dnia 16 stycznia 1946 o utworzeniu przedsiębiorstwa państwowego „Państwowa Komunikacja Samochodowa” (Dz. U. z 1946 r. Nr 4, poz. 31). Jako, że czasy były niezwykle ciężkie, pierwsze przewozy pasażerskie odbywały się za pomocą samochodów ciężarowych, adaptowanych do przewozu osób – w kraju zniszczonym wojną, autobusy również uległy zniszczeniu.

Lubelska PKS miała w tym czasie „pięknie prezentujący się garaż przy ul. Wieniawskiej” i bazę przy ul. Spokojnej. Co ciekawe „wszędzie panował ład, porządek i czystość” – rzecz w późniejszych latach historii PRL już nie tak oczywista… Podobnie jak oczywistym nie był w późniejszym okresie personel, „który życzliwie i bardzo grzecznie” obsługiwał pasażerów – takie były plusy lubelskiej PKS. Były też i minusy, a w zasadzie jeden duży minus: brak odpowiedniej infrastruktury do obsługi pasażerów, czyli poczekalni i kas biletowych. Jednak – jak postulowała „Gazeta” – jedno i drugie można było urządzić na „dworcu” autobusowym w budynku przy ul. Nowej. Wspomniany budynek był własnością Zarządu Miejskiego i mieściła się w nim knajpa o szumnej nazwie „Bar Sezam i gdyby pogadać z właścicielką niemniej „pożytecznego” a z wiekowymi tradycjami „Sezamu”… Właścicielka może by zgodziła się na urządzenie w swoim lokalu poczekalni i kasy „uświetnionej” jej bufetem. Nie wiemy, jak skończyła się ta historia i co stało się z barem „Sezam” – wiadomo jedynie, że rzeczywiście – w późniejszych latach – dworzec autobusowy przeniósł się ulicę Nową. Czy właścicielka baru „Sezam” miała tu w ogóle coś do powiedzenia? Pamiętajmy, że były to czasy niezbyt pod tym względem ciekawe…

Wspomnieliśmy również o braku kas biletowych: w jaki więc sposób sprzedawano bilety? No cóż, raczej nie chcielibyście być konduktorem w roku 1946. „Wozy dalekobieżne” były zatłoczone już na godzinę przed odjazdem i biedny konduktor, czepiając się ścian ciężarówki (autobusów na stanie lubelskiej PKS jeszcze nie było), sprzedaje bilety, wydaje resztę, a także… tłumaczy się przed pasażerami, że nie może udzielić zniżek! Maszyna ruszała o oznaczonej godzinie, a w drodze były przystanki, było więc wysiadanie i wsiadanie podróżnych. W takich właśnie warunkach wiózł konduktor państwowe pieniądze (czyli wpływy ze sprzedanych biletów) np. do Siedlec. Uruchomienie kasy na lubelskim „dworcu” uwolniłoby konduktora od tej troski, ale – co ważniejsze – kasa sprzedawałaby tylko tyle biletów, ile jest miejsc. Dzięki temu pasażerowie nie musieliby zajmować miejsc na godzinę przed odejściem samochodu. I to ostatnie twierdzenie, jest kluczowe do zrozumienia, na czym – przed laty – polegały kłopoty podróżujących Lublinian.

P.S. Fajne streszczenie, nie?

Gazeta Lubelska z 6.X.1946 r. (Nr 275)

Ilustracje ze zbiorów własnych i Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej.
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Katoliku! Czy wiesz komu powierzasz swój korpus?

1

= Dobroczynny wpływ autobusów. (e) Wysokie ceny za kurs dorożkarski, mimo stałego ich normowania przez władze miejskie, nigdy po wojnie nie były dla Lublina nowością. Ogół prawie zżył się z tem w rzadkich przypadkach wzywając interwencji policjanta. Dzisiaj sytuacja nieco się zmieniła. Pasażer, odbywający kurs dorożką, zdziwiony jest uprzejmością dorożkarską i skrupulatnością z jaką mistrze bata gotowi są potrzebującym ich usługi uczynić zadość. Tę nieznaną Lublinowi po wojnie uprzejmość zawdzięczać należy… autobusom. One to właściwie spowodowały przestrzeganie taksy dorożkarskiej ze strony zachłannych niegdyś „dryndziarskich” przedsiębiorców. Tylko, że… jedna jeszcze „pięta Achillesowa zmusza pasażerów do opłacania wysokiego haraczu za przejazd do stacji kolejowej, to – bagaż. Ale i na to znalazłby się sposób, – czy nie pożądanem i korzystnem byłoby np. uruchomienie autobusu osobowo-towarowego?….


Exodus dorożkarzy.

Komunikacja w naszem mieście, przez wprowadzenie autobusów została, co łacno stwierdzić należy, ulepszona. Żałować tylko należy, że dane przedsiębiorstwo nie jest własnością firm chrześcijańskich, lecz że prowadzą je żydzi białostoccy. Jak nas informują obrót jednomiesięczny spółki autobusowej wynosił około 20 tysięcy złotych, co w krótkim, jak widać, terminie zamortyzowało koszt wozów samochodowych. Podatek uiszczany z dochodu danego przedsiębiorstwa na rzecz miasta wynosi zaledwie 7 1/2%. Czy nie za niska stawka? Niech się nad tym zastanowią ojcowie grodowi.

Od chwili wprowadzenia ruchu autobusowego dorożkarze stracili trzy czwarte klientów i jak się dowiadujemy brak zarobków zmusi pewną liczbę właścicieli zarówno jedno jak i dwukonek do opuszczenia naszego grodu. Celem exodusu mają być miasta kresowe w tej liczbie Równe i Łuck. Liczba zaś mających i dobrą i przymuszoną wolę do przeniesienia się na inne bieżnie dochodzi do czterdziestu. Wszyscy oni to Polacy, żydzi bowiem i ze względu na system wożenia i poparcie ludności jako tako wegetują. Żaden żyd bowiem, gdy mu wypadnie skorzystać z dorożki nie wsiądzie do wehikułu goja, a katolik natomiast nie stara się przestrzegać komu powierza losy przewiezienia swego korpusu z miejsca na miejsce i często sadowi się w dorożce mniejszościowej, odbierając w ten sposób zarobek rodakowi.

Czy i na ten fakt nie należałoby zwrócić uwagi społeczeństwo polskiego? Sądzimy że tak.

Lux


POCZ_UWKA

Pułapka kolejowa.

Na stacji kolei żelaznej w Lublinie, na chodniku peronowym między wagonami  znajduje się dużych rozmiarów żelazna pokrywa studzienki, czy też czegoś innego – wzniesiona o kilka cent. nad poziomem chodnika. Zważywszy że chodnik ten jest wąski, – nieoświetlony, ruch na nim, przy każdym przyjściu i odejściu pociągu bardzo ożywiony, a pasażerowie sp[i]esząc nie wiedzą o zastawionej na nich pułapce zaczepiają pokrywę nogą i przewracają się. Może te upadki pasażerów byłyby tylko zabawne czy humorystyczne dla funkcjonariuszów stacji kolejowej gdyby nie to, że pułapka znajduje się na wąskim peronie tuż obok wagonów, a przewracając się czasem wpadają pod wagon, na szyny.

Przed paru dniami byłem świadkiem, gdy jeden spieszący się pasażer, zaczepiwszy nogą o tę pokrywę, upadł na chodnik peronowy, szczęśliwie gdyż wzdłuż chodnika.

Pomagający mu podnieść się z ziemi tragarz kolejowy oświadczył mi, że pan szczęśliwie upadł, gdyż w przed dzień, jakiś podróżny, zaczepiwszy nogą o tę pokrywę , wpadł pod wagon, szczęściem, że pociąg nie był w ruchu więc wyciągnięto go bez szwanku, – wypadki takie zdarzają się tu prawie codziennie.

Czy by też jakie władze nadzorcze nie chciały zwrócić uwagi na tę pułapkę?

T.


2

Wiosna czy zima? (m) Wczorajszy dzień pełen nastroju wiosennego wywabił na ulicę miasta, zwłaszcza w godzinach południowych sporą ilość jaśniejszych kostjumów i kapeluszy. Ożywił się też nieco park a niektóre niedoświadczone mamusie urządziły dla swych malusińskich spacer wózeczkami. Coś ta zima tegoroczna kręci.

3

Głos Lubelski z 21 I 1925 r. (Nr 21)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Nowy rozkład jazdy autobusów. Gdzie znaleźć dorożkę. Jak chodzić po mieście – PORADNIK. Gratis: ostatni film Maksa Lindera (UWAGA – BARDZO ŚMIESZNY, ALE MAX POPEŁNIŁ PO NIM SAMOBÓJSTWO…)

1

 

 

Rozkład przystanków autobusów. „Linja Dworzec – Uniwersytet”: Dworzec – Plac Bychawski – most na Bystrzycy – róg Bernardyńskiej – Plac Łokietka – Hotel Europejski – Bank Polski – Sąd Okręgowy – Uniwersytet.

„Linja Szpital żydowski – Dworzec”: Szpital żydowski – Czwartek – Plac Targowy – Plac Łokietka – róg Bernardyńskiej – most na Bystrzycy – Plac Bychawski – Dworzec. Wszędzie kurs 40 gr. Od ratusza do Uniwersytetu 20 gr. Dla uczącej się młodzieży 25 gr.


POCZ_1

Rozkład postoju dorożek w mieście. Hotel „Victoria” parokon. 6. Jednokonne: Kapucyńska róg Krakow. Przedmieścia – 12 Trzeciego Maja – 16 Wieniawska róg Krakow. Przedm – 10, Królewska róg pl. Łokietka – 15, Szpitalna obok Teatru – 6, Kowalska róg Nowej (na Kowalskiej) – 15, Lubartowska obok targu – 15, Fabryczna obok fabr. Moritza – 6, Bychawska róg Foksalnej – 15, Dworzec kolejowy 85.


= Czas tę sprawę uregulować. ( w) Bezwątpienia, żyjemy dziś w czasach i sezonie najprzerozmaitszych „pas” przeważnie tanecznych. Nigdy jeszcze bowiem tańce nie były tak rozpowszechnione jak obecnie. Jeżeli jednak znamy doskonale najbardziej zawiłe kroki taneczne schimmy, one-stepa, jawy, tanga i t. p. to w zupełności nie posiadamy sztuki chodzenia po ulicach naszego miasta, a raczej stosowania się do istniejących przepisów dla ulicznego ruchu pieszego. Zagranicą kulturalna publiczność chodzi w jednym kierunku prawą stroną chodnika, a w odwrotnym lewą, lub przeciwnie. W ten sposób nie tamuje się ruchu pieszego. U nas zaś choć również istnieją takie przepisy, każdy chodzi, jak i gdzie chce. Dlatego też w godzinach popołudniowych, gdzie ruch jest najbardziej ożywiony  przejście Krakowskiem Przedmieściem jest połączone z takiemi trudnościami, że ktoś, kto ma pilny interes do załatwienia, woli zejść na jezdnię i narazić się na rozjechanie przez jaki wehikuł, niż przeciskać się chodnikiem przez tłum rozpychający się wzajemnie i idący jak się komu podoba. Każdego przytem uderzyć musi jeden fakt zaobserwowany z naszego życia ulicznego. Dlaczego wszyscy tak wolno chodzą, przystają co krok na środku chodnika urządzają sobie cerele towarzyskie, idą ławą po czterech lub sześciu, tak, że wszyscy ustępować muszą i t. d. i to w godzinach, kiedy na całym świecie wre gorączkowa praca. Czyżby tyle wolnego czasu mieli? Są jednakże i u nas tacy, którzy czasu nie mają i spieszą się do warsztatów pracy. W ich to interesie policja nasza winna przestrzegać ścisłego stosowania się do przepisów dla ruchu pieszego, tak samo, jak i dla ruchu kołowego.


= Nie lada udręka (w ). W pewnym pensjonacie przy ul. Szpitalnej , dość licznie w roku bieżącym zamieszkiwanym, jak nam donoszą, dzieją się rzeczy zgoła nieprawdopodobne. Jedno z mieszkań zajmuje bowiem p. P., która snać postępując w myśl przysłowia „Wolnoć Tomu w swoim domku”, formalnie „bębni” przez noce całe na rozklekotanym klawikordzie nie pozwalając reszcie mieszkańców na zasłużony całodzienną ciężką pracą zawodową  odpoczynek. To też znosić oni muszą tę udrękę z konieczności tylko, albowiem ogólny „głód” mieszkaniowy nie pozwala na natychmiastowe wyemigrowanie. W każdym razie, jak tam jest to jest, dość, że w imieniu tych nieszczęśliwych mieszkańców apelujemy do poczucia ludzkości p. P., gdyby zaś to nie poskutkowało, postaramy się o energiczniejszą interwencję.


= „Niebezpieczny wypadek”. (z) W dniu onegdajszym w godzinach wieczornych na stację Pogotowia Ratunkowego zgłosiła się matka 2 letniego chłopca, Marjana Mazurkiewicza zamieszkałego przy ulicy Ewangielickieh 6, którego podczas zabawy z pokojowym pieskiem – tenże ugryzł w pewne „bardzo dyskretne miejsce” powodując lekkie skaleczenie. Przestraszona o przyszłość jedynaka – matka, czemprędzej pobiegła do lekarza Pogotowia, który ją zapewnił, że synkowi nic nie będzie, a po nałożeniu opatrunku – oddał maleństwo pod opiekę rodzicielki.

Głos Lubelski z 16 I 1925 r. (Nr 16)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

O Litewskim Placu. Jako też, przy sobocie, innych wieści macie krocie

1

POCZ_U_5298

Rozbiórka soboru na ukończeniu. (o) Dzięki łagodnej temperaturze tegorocznej zimy rozbiórka soboru na Placu Litewskim postępuje nieprzerwanie naprzód. Z wielkiego kadłuba, zasłaniającego dotąd gmach Okręg. Dyrekcji R. P. pozostały już tylko szczątki i stos gruzów dokoła. Gruz przewożony jest obecnie na wolną część placu, celem umożliwienia dalszej rozbiórki, tym razem już fundamentów i podziemi. O ile styczeń i luty będziemy mieli pod względem temperatury taki jak grudzień i listopad – to jest nadzieja, iż w ciągu tych dwu miesięcy rozbiórka zostanie ostatecznie zakończona. Plac zostanie wyrównany, a na miejscu  gdzie wznosił się symbol przemocy z czasów niewoli, narazie może urządzony zostanie – estetyczny klomb.


„Bagienko” w śródmieściu. (d) Któż nie zna, położonej nieomal, że w śródmieściu przepastnej ulicy Granicznej. Widocznie dla wyodrębnienia jej od całego miasta pozbawiono ją bruków, trotuarów, obdarzając natomiast licznemi rowami i dołami, w które jak w pułapki wpadają wieczorami mieszkańcy tej nieszczęsnej ulicy, tonącej w wiecznych ciemnościach. Zdarza się nawet, podobno, że pilna potrzeba wezwania pomocy lekarskiej do chorego obywatela tejże ulicy pozostaje nigdy nie zaspokojoną, a to tylko ze względu na bruki i ciemności, gdyż żaden dorożkarz za wszelką cenę odmawia przewiezienia lekarze na tę ulicę, obawiając się o czułość pojazdu i życie konia. Cóż mają czynić biedni mieszkańcy? Przez rok cały zanoszą błagalne modły do Magistratu – oczywiście, jak zwykle bezskutecznie. [Ale] no!, zobaczymy, czy nadchodzący [?] rok przyniesie w tym względzie [jako]wąś poprawę.


Pod kołami autobusu. (d) Jak gdyby na urągowisko, w dzień po ukazaniu się naszej ostrzegawczej notatki, przy ulicy Nowej wydarzył się wypadek. Oto o godz. 9 m. 15 wieczorem w dniu onegdajszym podczas biegu autobusu Nr. 142 W. P. R. przy ulicy Nowej 13 letni Józef Bielak zamieszkały na Kalinowszczyźnie Nr. 7 wskoczył do autobusu tak niefortunnie, że wpadł pod koła, ulegając przejechaniu lewej nogi powyżej kolana. Wezwane na miejsce wypadku Pogotowie Ratunkowe po udzieleniu pierwszej pomocy lekarskiej odwiozło poszkodowanego do szpitala Szarytek.


„Noworoczna” kradzież. (d) Nieznany jakiś „spryciarz” miał w dzień Nowego Roku niezwykłe szczęście, albowiem za darmo zaopatrzył się w wyśmienite artykuły spożywcze, jak konfitury, łakocie, gęsi, i t. d. i t. d. Były one własnością Szmula Wajsenberga, zamieszkałego przy ulicy Lubartowskiej Nr 9, a zapewne przez nieostrożność ukryte w znajdującej się na korytarzu domu szafie. Kradzież popełnioną została mniejwięcej pomiędzy godziną 7 a 8 wieczorem, kiedy wszyscy mieszkańcy kamienicy, przeważnie żydzi przesiadywali w swych mieszkaniach. Ogólna wartość skradzionych artykułów nie przekracza 400 złotych. Zawiadomiona o kradzieży policja wszczęła energiczne dochodzenie.


Okradziony z futra. (d) W dniu onegdajszym Nusymowi Dawidowi Janowskiemu zamieszkałemu przy ul Lubartowskiej 28 podczas pobytu w domu modlitwy przy ulicy Nowy Plac Targowy skradziono futro wartości 200 złotych. Zawiadomiona o kradzieży policja wszczęła energiczne dochodzenie.


Kradzież w zakładzie litograficznym. (d) Przed kilkoma dniami w zakładzie litograficznym przy ul. Bernardyńskiej 8 przez nieznanego dotychczas sprawcę dokonaną została kradzież pewnej sumy gotówki z szuflady stolika. Zawiadomiona o kradzieży policja wszczęła dochodzenie, które, jak się spodziewać należy nie wykryje sprawcy, gdyż o dokonaniu kradzieży zawiadomiono ją nieco zapóźno. bo po kilku dopiero dniach. Sądzić by należało, że w imię obopólnego dobra poszkodowani nie powinni ociągać się z zawiadamianiem policji o wypadku kradzieży, bowiem utrudnia to w wysokim stopniu działalność służby bezpieczeństwa.


„Sezonowe” kalkulacje. (o) Dwie, widać różne, zgoła do siebie niepodobne kalkulacje prowadzą właściciele sklepów z futrami i odzieniem zimowem w różnych porach roku. Pomiędzy zimą i latem istnieje tu olbrzymia różnica, którą trudno doprawdy usprawiedliwić nawet tem znanem zjawiskiem, iż towary sezonowe są zawsze w sezonie droższe. Różnica bowiem w kalkulacji, jaka obecnie w porównaniu z latem  co do cen futer ma miejsce, jest zbyt wielka, nieuzasadniona. Tembardziej dziwnem wydaje się to zjawisko, że zimę mamy lekką dotychczas, a prawdopodobnie i dalsze jej miesiące nie zaznaczą się zbyt niską temperaturą. Oby pomyśleli o tem właściciele sklepów z futrami.


Usiłowanie samobójstwa. (z) W dniu wczorajszym o godz. 8-ej po poł. Pogotowie Ratunkowe wezwane zostało na ul. Orlą Nr 8 gdzie zamieszkały tamże Piotr Lewczuk lat 30, w zamiarze samobójczym napił się esencji octowej. Po udzieleniu poszkodowanemu pierwszej pomocy lekarskiej pozostawiono go na kuracji domowej. Przyczyną targnięcia się na życie – były podobno waśnie domowe.

2Głos Lubelski z 3 I 1925 r. (Nr 3)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation