Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Lubartowska”

(Przed)Świątecznie o Lublinie i książkach

Okres przedświąteczny, to tradycyjny czas nacechowany czasu brakiem właśnie. Tak jest teraz (O Borze! – to taki las…), tak było i przed osiemdziesięciu laty w Lublinie. Po prostu nie ma czasu na nic, tylko czasem jest chwila czasu, by pomyśleć, że znów nie ma czasu. Nie ma czasu na pisanie, nie ma czasu na czytanie, a tym bardziej czytanie o tym, jak powstaje piwo w browarze K. R. Vettera (tak, proszę sobie wyobrazić, ze w browarze K. R. Vettera powstawało piwo! Bo w browarze, co jest teraz…) Ale jeśli ktoś ma takie pragnienie (nie na piwo, lecz lekturę o nim) zapraszam do „Głosu Lubelskiego” z 23 grudnia 1937 r. (czyli wigilii Wigilii):

A dlaczego nie ma czasu na nic? – może się ktoś zastanawiać. No chociażby dlatego, że ryby trzeba kupić…

…i Broń Borze (taki las, przypomnę) nie zapomnieć o ciastach na świąteczny stół…

…ale przede wszystkim o tym, że pusty talerz na wigilijnym stole to nie dekoracja

A po wieczerzy wigilijnej przychodzi czas na rozpakowanie prezentów pod choinką (znaczy nie ma przeszkód, żebyście je rozpakowali i w innym miejscu – nie musicie wczołgiwać się pod choinkę). W roku 1937 prezentem dla Lublinian była zapowiedź budowy dwóch nowych hal targowych. Niestety, realizacji doczekała się tylko hala przy Lubartowskiej (obecnie, po wielu przebudowach „Bazar” LSS). Na przeszkodzie budowy drugiej stanął wybuch wojny i budynek Dyrekcji Okręgowej PKP (to znaczy budynek stanął tam o wiele później, ale bardziej pisarsko brzmi to w takiej własnie formie).

Kończąc ten niezbyt długi tekst (wybaczcie, brak czasu (wybaczcie brak czasu?)), przyjmijcie od Gabinetu najserdeczniejsze życzenia świąteczne:

Bożych Błogosławieństw! 

Abyście otrzymali wszystko,

czego potrzebujecie!

P. S. Wciąż nie przestaję się dziwić, jak wiele osób nie zgadza się ze stwierdzeniem z zamieszczonej powyżej reklamy. A zatem: ponieważ nie ulega wątpliwości, że KSIĄŻKA ZASTĘPUJE WSZYSTKIE UPOMINKI, worka książek pod choinką każdemu z Was życzę!

 

„Głos Lubelski”  nr  351 z 23 XII 1937 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Z „Kuriera” wycięte… [2] Żeglarze z rozpaczy na jawie

Ulica Lubartowska w roku 1960.

Zapraszamy na kolejną wycieczkę po socjalistycznym Lublinie z roku 1957. Dziś udamy się na zakupy, co – jak zobaczycie – nie było w tamtych czasach rzeczą łatwą. Po pierwsze ulicom naszego miasta po zmroku zdarzało się tonąć  w ciemnościach, czego mogliśmy doświadczyć na ulicy Nowotki (obecnie Radziszewskiego). „Kurier” sugerował, że w ten sposób elektrownia przejawia troskę o pary zakochanych studentów, zapominając jednak przy tym o ludziach samotnych i pozbawionych opiekuńczego ramienia, których opiekuńcze ramię (z powodu nieposiadania tegoż) nie było w stanie uchronić przed wpadnięciem w doły, urozmaicające nawierzchnię wspomnianej ulicy.

Lecz i w dzień na lubelskich ulicach wcale nie było lepiej, o czym mogliśmy się przekonać na „rozbebeszonej” z powodu remontu Lubartowskiej. Obrazek jak z dzisiejszych czasów: samochody robią objazd, szoferzy klną, furmani jeszcze głośniej, a tylko przechodnie nie pozbawieni poczucia humoru, śmieją się. Najweselej jak sami muszą skakać przez rowy i wertepy. Z jednym tylko wyjątkiem: nie ma już furmanów…

…ale może to i dobrze, że ich nie ma (choć osobiście znam jednego, który jest, lecz przez duże F). Bo nie ma też furmanek – a furmanki, jeśli jeszcze tego nie wiecie – zaraz po ciemności i wertepach – były również zmorą lubelskich ulic, o czym przekonuje przypadek ulicy Mełgiewskiej. Znajdowały się tam składy, tak dziś niepopularnego i obwinianego za wszelkie zło, węgla. „Wozarze”, od świtu przyjeżdżający po węgiel, tarasowali furmankami całą ulicę, blokując tym samym przejazd ciężarówkom, które przyjeżdżały do piekarni po chleb. Nie potrzeba już dodawać jak bardzo opóźniły się dostawy chleba do poszczególnych sklepów”.

 

Czy furmanki blokowały jeszcze jakieś inne zakłady produkujące żywność? Można podejrzewać, że mafia złowieszczych węglarzy blokowała też spółdzielnię mleczarską, o czym zdaje się świadczyć relacja ze sklepu spożywczego przy ulicy Wróblewskiego (nadal Wróblewskiego). Miejski Handel Detaliczny, nie zważając na przeciwności losu, stanął na wysokości zadania i – nie chcąc być gorszym od Jezusa – dokonał cudu rozmnożenia masła. Osiemdziesiąt kilogramów masła w ciągu godziny rozeszło się w mgnieniu oka. Aż (a może tylko) trzysta dwadzieścia osób opuściło sklep MHD zadowolonych, a każda z nich dumnie dzierżyła ćwiartkę masła. Ile osób odeszło z kwitkiem? Jednak czasy były lepsze niż obecnie, przynajmniej dla miłośników masła. Bo masło było prawdziwe, a ćwiartka ważyła 25 dkg, a nie 20… Tak, wiem: teraz się mówi kostka, nie ćwiartka, a masło było w osełkach… itd… itd…

Zwróćcie też uwagę, że tytuł tej notki optycznie zajmuje ponad połowę przeznaczonej nań kolumny! I nie trzeba czytać całego artykułu, żeby wiedzieć o czym jest…

 

Spisek furmanów sięgał jednak daleko poza granice miasta. Specjalnie przeszkolone komanda furmańskie blokowały również granice państwowe Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, uniemożliwiając sprowadzanie do kraju części zamiennych do radioodbiorników produkowanych w NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna), CRS (Republika Czechosłowacka czyli Československá republikaČSR) i na Węgrzech. Brakowało w handlu lamp do tych urządzeń, co było nieustanną bolączką naszej socjalistycznej ojczyzny (ojczyzny małą literą!), aż do końca jej istnienia. Telewizor mojego dzieciństwa, biało-czarny Beryl 102 też więcej nie działał niż działał. Rozumiecie, lampy… A były to już lata 80-te!

 

Nie tylko furmani spiskowali przeciwko prawu i sprawiedliwości, ale dzięki rewolucyjnej czujności reporterów „Kuriera” udało się i te knowania zniweczyć. A musicie wiedzieć, że wróg czaił się wszędzie… Nawet w szeregach straży przemysłowej LZM (Lubelskich Zakładów Mięsnych) zalęgło się zło: Bolesław Woliński (członek tejże) miał pilnować, aby z zakładów nikt nie ukradł mięsa. Tymczasem patrol MO (Milicji Obywatelskiej) przyłapał go na kradzieży ośmiu kilogramów słoniny.

Reporterzy „Kuriera” nie tylko ganili, ale również uspokajali (że zapas „Giewontów” w handlu uspołecznionym się nie wyczerpał: szukajcie, a znajdziecie!), chwalili (piekarnie nr 1 (bułki) i 7 (chleb) za to, że teraz pieczywo jest bardzo wcześnie nawet chleb można kupić przed 7 rano, a nie jak dawniej o 10.)…

… oraz wyjaśniali zagadki. Na przykład dotyczące sprzedaży motocykli Jawa. Udało się ustalić, że Jawy trafią do handlu i że będą sprzedawane „na talony”, czyli z przydziału. Czy jednak motocykle trafią w ręce najbardziej potrzebujących? – zapytywał „Kurier”. Rada Miejscowa Związków Zawodowych przy WRN (Wojewódzka Rada Narodowa) dostała przydział na dziesięć sztuk. Dlaczego aż tyle i jakim prawem? – grzmiał z oburzeniem „Kurier”. I takim pytaniom nie było końca, bo Lubelskie Zakłady Spożywcze Przemysłu Terenowego dostały motocykl bezpośrednio z WZH, z pominięciem MHW.  CTZ czyli Cokolwiek To Znaczy.

Nie rozumiem natomiast oburzenia „Kuriera” z powodu przekazania jednej maszyny kierowcy dyrektora Lubelskiego Zarządu Budynków. Ów kierowca napisał w podaniu, że daleko mu chodzić piechotą do pracy. A miał do niej około 20 minut pieszej wędrówki – mieszkał bowiem przy ulicy Narutowicza, a pracował tuż za rogatka Lubartowską. I wiecie co? Redakcja opatrzyła ten przypadek krytycznym komentarzem! Pytam się: dlaczego? Przecież sami napisali, że Lubartowska rozkopana i że trzeba objazdem jechać! To co, miał chłopina do pracy zasuwać piechotą przez Racławickie?!

P.S. Szkoda tylko, że [po siedemdziesięciu latach nadal ] „dziesiątek” jest tak mało w Lublinie. Oj tak…

„Kurier Lubelski”  nr 57 z 31 V 1957 r.

Ilustracje ze zbiorów własnych (foto) i Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej (prasa)
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

 

Bajka o tym, jak Lublin chciał stać się naprawdę

fot_398_iv_0016

„Most żelbetowy” na Bystrzycy. Zdjęcie z wielkiej powodzi w roku 1947.

Gdybym był złośliwy (a nie jestem!, nie? jestem!, nie! jestem?, nie jestem?) zacząłbym ten tekst od wykrzyknięcia O Borze! (to taki las…), bo poruszany temat jest z gatunku tych drażliwie drażniących. Temat ten to Lublin. Dlaczego? Dlatego, że jak Coś człowiek kocha i mu na Tym Czymś zależy, to nie może przejść obojętnie obok faktu tego kochanego Czegoś rozdrapywania i marnowania przez różnych technokratów, krasnych stawian i innych szarlatanów.

Historia Lublina potoczyła się jakoś tak, że naprawdę znaczącym miastem przestał być w XVII wieku, wskutek licznych wojen trawiących ówczesną Rzeczpospolitą. Od tego czasu próbował się Kozi… Lublin (kozi to może być co najwyżej ser! (albo bobek…)) z tego upadku podnosić. Z różnym skutkiem się podnosił i – jak widzimy – raczej się z tego upadku podniósł (no przecież jest nieco lepiej niż np. w czasach saskich…).

Podnoszeniu się z upadku, towarzyszyły Lublinowi sny o potędze… No cóż, skoro powstać miał Lublin ze snu Leszka Czarnego, to takie mojego miasta marzenia senne nie są może niczym dziwnym. Gorzej jednak, gdy sny owe z marzeń przekształcają się w koszmary…

Takie jak ten ostatni, z którego obecnie Lublin obudzić się nie może… Ohady jakieś, metropolie śnią się…

1

Lubelskie ambicje bycia wielkim liczą sobie już z górą przeszło sto lat – wystarczy wspomnieć o planach Wielkiego Miasta Lublina z lat międzywojennych. Dziś jednak tym tematem nie będziemy się zajmować, sięgając jedynie po „Express Lubelski i Wołyński” z 4 listopada 1936 r., gdzie na ostatniej stronie znalazła się informacja o wielkim czteroletnim planie robót inwestycyjnych. Na inwestycje w latach 1937-194o przeznaczano łącznie 6,252,342 złotych – pieniądze te wyasygnowano dla Lublina w ramach wielkiego planu inwestycyjnego opracowanego na najbliższe cztery lata dla całego państwa. Środki przeznaczono głównie na inwestycje drogowe w postaci regulacji i wymiany nawierzchni poszczególnych ulic (szczegółowy wykaz w cytowanym artykule). Ponadto przewidziano wzniesienie dwóch mostów żelbetowych na Bystrzycy i Czerniejówce, a także przesklepienie rzeki Czerniejówki od ulicy Lubartowskiej do Siennej. Tego ostatniego nie dało się jednak zrobić za żadne pieniądze, z prozaicznego powodu: między Lubartowską a Sienną Czerniejówka nigdy nie płynęła. Płynęła zaś… Czechówka i to Czechówkę zaczęto przesklepiać w kolejnych latach. Ergo (czyli więc po polsku) w artykule pomylono ze sobą dwie rzeki.

I cóż można by jeszcze dodać? Większość zamierzeń inwestycyjnych udało się zrealizować: mosty na Bystrzycy i – z tego co pamiętam (ale poprawcie mnie, jeśli się mylę) na Czerniejówce wybudowano, Czechówkę przesklepiać zaczęto, choć dzieło to kończyli już Niemcy w czasach okupacji…

No i Niemcy właśnie sprawili, że tego czteroletniego planu inwestycji miejskiej w stu procentach w wolnej Polsce już nie zrealizowano.

A po wojnie? Od wojny minęło przecież już tyle lat, a Lublin wciąż śni swój sen srebrny o europejskim mieście. Słodkich snów, miasto me! Wszak sen – mara, Bóg – wiara…

P.S. Ceny odrobinę spadły…

Express Lubelski i Wołyński z 4.XI.1936 r. (Nr 302), Gazeta Lubelska z 30.X.1936 r. (Nr 517)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

PanDa?

Sto lat temu w Lublinie był dzień trzydziestego października. Czy równo sto? To zależy od tego, jakiego dnia to czytacie. Wszak ten tekst też nie powstał trzydziestego października, a nawet tego dnia nie został opublikowany. A co dziś w programie? Jest wszystkiego więc po trochu: ciut kapusty, nieco grochu… w każdym kątku po dzieciątku. Koniec rymów.

W dniu dzisiejszym, sto lat temu będącym, „Głos Lubelski” zaanonsował dymisję gabinetu – ku rozczarowaniu niektórych naszych czytelników – nie „Osobliwości”, a austryjackiego.

1

Tego dnia w mieście Lublinie doszło do kilku drobnych incydentów natury kryminalnej, z których każdy jest / żaden nie jest* (*niepotrzebne skreślić) specjalnie godnym odnotowania. Z kronikarskiego obowiązku, wybieramy jedno wydarzonko i… przywołujemy z mroków przeszłości (wskrzeszamy nawet!), kamasznika Bronikowskiego z Zamojskiej. Staje przed Wami żywy ten, o którym być może nikt spośród żyjących już nie pamięta… A człowiek żyje tak długo, jak pamięć o nim… Taka jest moc Słowa!

2

Kamasznika Bronikowskiego z ulicy Zamojskiej 1 okradziono, pozbawiając różnych wyrobów skórzanych na sumę około 1000 koron.

Tego samego dnia ukazały się również dwa wydania „Ziemi Lubelskiej” – dwa, ponieważ „Ziemia” ukazywała się w edycji porannej i popołudniowej. Wydanie poranne „Ziemi” opublikowało m.in. kilka słów o nauczycielstwie:

3

4

Tekst niewątpliwie ciekawy – myślę, że wart jest przeczytania, chociażby w kontekście „dobrej zmiany” w szkolnictwie (czy to już ten czas, by się do lasu odwołać? Być może i morze… O Borze! (to taki las)) [Dwa nawiasy, chronią lasy!].

Z roku 1926 nie posiada „Gabinet Osobliwości” żadnych źródeł prasowych

(nie posiada?

jest i rada

na nieposiadanie:

kontynuuj więc czytanie!),

przenosimy się zatem o kolejnych dziesięć lat do przodu i lądujemy w roku 1936.

Na początek sięgamy po „Express Lubelski i Wołyński” z 30 października 1936 r. i omiatając wzrokiem reklamę lampek nagrobkowych „Polo”…

5

…oraz zastanawiając się dlaczego Pan dał dziecku coś innego…

6

…natrafiamy na informację o wrednych krowach, które spowodowały katastrofę samochodową na szosie pomiędzy Garwolinem. Pomiędzy Garwolinem? Tak, pomiędzy Garwolinem. Czyli między stacją kolejową Garwolin a miastem Garwolin. Pasażerowie na szczęście z opresji wyszli bez szwanku. Krowie szczęście nie dopisało…

7

A w Lublinie? W tych dniach obradował zjazd  przewodniczących oddziałów szkolnych Ligi Morskiej i Kolonialnej z terenu 10 powiatów woj. lubelskiego. „Express” odnotował z radością, że w całym województwie lubelskim LMiK miała w swych szeregach 17.000 młodzieży, zgrupowanej w 300 Kołach Szkolnych.

8

„Głos Lubelski” o Lidze nie pisał, zajął się natomiast róznymi przypadkami zasłabnięcia na ulicy: przy ulicy Lubartowskiej 8 zasłabła Chaja Akierman z Szerokiej 41. Na rogu Unickiej i Lubartowskiej wił się w boleściach Bolesław Oberwajs, przybyły do Lublina w poszukiwaniu pracy. U Oberwajsa stwierdzono silne zaburzenia żołądkowe. Znaczy się głodny…

9

Przewijamy czas o kolejnych 10 lat i trafiamy do roku 1946 i „Gazety Lubelskiej”. W tejże „Gazecie” znajdujemy niezwykle interesującą informację o… tym, co pisał „Głos Lubelski” 20 lat wcześniej, czyli w roku 1926! W ten sposób nasze koło czasu domyka się z głuchym łoskotem: oto przed Wami dzień 30 października 100…, 90…, 80  i 70 lat temu w Lublinie.

10

P.S. Teza, którą stara się udowodnić rzeczony artykuł jawi się prostą i oczywistą. Teza: „Wy, którzy narzekacie, że teraz [t.j. w roku 1946/2016] jest źle i do dudy, przeczytajcie, że naprawdę źle to było 20 lat temu! Nie narzekajcie! Bądźcie dumrni! To mówiłem Ja, ten co rację zawsze ma! Wasz na wieki: Catschy Yayek i Wyłnierze Zaklęci”

P.S. 2 Tak wiem: ten cytowany artykuł jest nie z 29, a z 30 października.

P.S. 3 „Awanturnicza wyprawa na Kijów?” A teraz jest już Inne Podejście do historii. Nie?

Głos Lubelski z 30.X.1916 r. (Nr 300) i 30.X.1936 r. (Nr 297), Ziemia Lubelska z 30.X.1916 r. (Nr 537), Express Lubelski i Wołyński z 30.X.1936 r. (Nr 302), Gazeta Lubelska z 30.X.1936 r. (Nr 517)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Skradziono bieliznę…

1Wiktorowi Jankowskiemu (Narutowicza 34). Ponieważ za bieliznę Wiktor zapłacił 100 zł., był więc piątek 13 marca 1936 r. dla niego dniem pechowym. Pecha nie mieli natomiast Zygmunt Miechowski i Zdzisław Guz (Sieroca 1), bo nie chodzili głodni. A że głód zażegnali ciastem skradzionym Jakubowi Tulerowi (Lubartowska 28)… By nie skupiać się znowu wyłącznie na kradzieżach, odnotujmy tylko, że cytowany „Express Lubelski i Wołyński” sprzed 80 lat wspomniał m.in. o zaginięciu: dziesięcioletniego chłopczyka, dwóch kur, sześciu gołębi i roweru męskiego.

2345


Oraz skarbu żebraczki, co było już sprawą większej rangi, ponieważ „Express” poświęcił jej osobny artykuł (artykulik – mówiąc ściślej). Ryfce Szulmajster, żebraczce, skradziono 298 zł. z kuferka oddanego na przechowanie. Żebractwo okazuje się być więc całkiem intratnym zajęciem – dla porównania: pracownik umysłowy zarabiał w tym czasie od 160 do 300 zł, a wspomniany przed chwilą skradziony rower wart był 250 zł. Moi drodzy: wszyscy na ulicę!

6


Gazeta poświęciła swe łamy nie tylko sprawom kryminalnym: w krótkiej notce zaprezentowano Czytelnikom efekty pracy lubelskiej komisji sanitarnej. Sytuacja nie przedstawiała się zbyt dobrze, czego dowiadujemy się już w tytule: Brud i niechlujstwo. Smutne wyniki lustracji komisji sanitarnej w Lublinie. Komisja kontrolowała posesye kilkudziesięciu zakładów przemysłowych, handlowych i.t.p., stwierdzając brud i niechlujstwo w piętnastu jatkach, sześciu sklepach spożywczych i trzech sodówkach.

9


Przejdźmy do rzeczy mniej przyziemnych: oto wielkimi kroki zbliżał się dzień 19 marca, czyli corocznie obchodzone imieniny Marszałka Józefa Piłsudskiego. W roku 1936 Marszałka nie było już pomiędzy żyjącymi, dlatego też, w dzień Jego imienin, postanowiono uczcić w nastroju poważnym pamięć Tego, który Polskę wywiódł z niewoli i na drogi rozwoju mocarstwowego skierował. Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego postanowił, że nie będą urządzane akademje ani w szerszym zakresie obchody żałobne. Nie uczczono więc, w sposób uroczysty, nawet Tego, który niewątpliwie na wdzięczność i pamięć Narodu sobie zasłużył; co powiedzieliby nasi szlachetni Przodkowie, widząc, że obecnie chce się urządzać miesięcznice każdej (o Borze! – to taki las) pękniętej gumy!

7Tak, nie mylicie się: zgodnie z panującym obecnie klimatem na skanie powyżej zastosowano C E N Z U R Ę! To po to, żebyście nie mogli wszystkiego przeczytać…

Jedyną formą uczczenia pamięci Marszałka miało być przemówienie radiowe Pana Prezydenta Rzeczpospolitej (tak, byli wtedy Panowie Prezydenci) wygłoszone w dniu 18 marca. W związku z tym Komitet zwrócił się z prośbą do wszystkich posiadaczy głośników aby je tak umieścili by przemówienie Pana Prezydenta mogło być słyszane przez domowników ale i na ulicy. Przemówienie miało być utrwalone na stillu i dwukrotnie wyemitowane przez Polskie Radio w dniu 19 marca. W lubelskiej katedrze, na godzinę 10 zapowiedziano uroczyste nabożeństwo za spokój duszy Zmarłego Wodza Narodu, z udziałem władz państwowych i instytucyj. Władze wojskowe przygotowały ponadto przemarsz oddziałów wojskowych przed sztandarem w tak werbla. Jedyną melodią odegraną przez wojskową orkiestrę miał być Hymn Narodowy. Czasem to naprawdę wystarczy…

8

Express Lubelski i Wołyński z 13.III.1936 r. (Nr 73)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Pan Pezydent poluje, bieliźniarze grasują, a Lublin śni o wielkości

1

2

4

3

Głos Lubelski z 11.XI.1925 r. (Nr 310)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Kołnierzyk z baranka, skradli tego ranka…

2

1

3

Głos Lubelski z 9.XI.1915 r. (Nr 311)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Umyj ręce przed włamaniem!

4

2

3

1

Express Lubelski i Wołyński z 26.X.1935 r. (Nr 297)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Gabinet ostrzega sprzedawców!

1

Ziemia Lubelska z 29.IX.1915 r. (Nr 314)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Jednak przecież jakaś władza istnieć musi, która bierze na siebie odpowiedzialność…

1

Głos Lubelski z 23.IX.1925 r. (Nr 261))

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation