Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Księgarnia św. Wojciecha”

(Przed)Świątecznie o Lublinie i książkach

Okres przedświąteczny, to tradycyjny czas nacechowany czasu brakiem właśnie. Tak jest teraz (O Borze! – to taki las…), tak było i przed osiemdziesięciu laty w Lublinie. Po prostu nie ma czasu na nic, tylko czasem jest chwila czasu, by pomyśleć, że znów nie ma czasu. Nie ma czasu na pisanie, nie ma czasu na czytanie, a tym bardziej czytanie o tym, jak powstaje piwo w browarze K. R. Vettera (tak, proszę sobie wyobrazić, ze w browarze K. R. Vettera powstawało piwo! Bo w browarze, co jest teraz…) Ale jeśli ktoś ma takie pragnienie (nie na piwo, lecz lekturę o nim) zapraszam do „Głosu Lubelskiego” z 23 grudnia 1937 r. (czyli wigilii Wigilii):

A dlaczego nie ma czasu na nic? – może się ktoś zastanawiać. No chociażby dlatego, że ryby trzeba kupić…

…i Broń Borze (taki las, przypomnę) nie zapomnieć o ciastach na świąteczny stół…

…ale przede wszystkim o tym, że pusty talerz na wigilijnym stole to nie dekoracja

A po wieczerzy wigilijnej przychodzi czas na rozpakowanie prezentów pod choinką (znaczy nie ma przeszkód, żebyście je rozpakowali i w innym miejscu – nie musicie wczołgiwać się pod choinkę). W roku 1937 prezentem dla Lublinian była zapowiedź budowy dwóch nowych hal targowych. Niestety, realizacji doczekała się tylko hala przy Lubartowskiej (obecnie, po wielu przebudowach „Bazar” LSS). Na przeszkodzie budowy drugiej stanął wybuch wojny i budynek Dyrekcji Okręgowej PKP (to znaczy budynek stanął tam o wiele później, ale bardziej pisarsko brzmi to w takiej własnie formie).

Kończąc ten niezbyt długi tekst (wybaczcie, brak czasu (wybaczcie brak czasu?)), przyjmijcie od Gabinetu najserdeczniejsze życzenia świąteczne:

Bożych Błogosławieństw! 

Abyście otrzymali wszystko,

czego potrzebujecie!

P. S. Wciąż nie przestaję się dziwić, jak wiele osób nie zgadza się ze stwierdzeniem z zamieszczonej powyżej reklamy. A zatem: ponieważ nie ulega wątpliwości, że KSIĄŻKA ZASTĘPUJE WSZYSTKIE UPOMINKI, worka książek pod choinką każdemu z Was życzę!

 

„Głos Lubelski”  nr  351 z 23 XII 1937 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

W okresie przedświątecznym ludzie do wszystkiego się przyzwyczajają…

Z BRUKU LUBELSKIEGO

Migawki przedświąteczne

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Targowiska lubelsie przedstawiają obecnie niesamowity widok. Okres przedświąteczny sprawił że na rynku znalazło się wszystko to, czego dusza zapragnie. Obok wędlin i nabiału, leżą tam stosami słodycze, galanterja, choinki i ozdoby. Wszędzie panuje niezwykły ruch i harmider, spowodowany bądź targowaniem się, bądź też niezwykle głośną reklamą. W „tłoku” nie brak różnego rodzaju ciemnych typów, to też co pewien czas z tłumu wyrywa się okrzyk pełen rozpaczy „okradli mnie”. Koło takiej „ofiary” – zazwyczaj płaczącej – zbiera się w jednej chwili tłum litościwych kumoszek. Po pewnym czasie wszyscy rozchodzą sie a „obrobiona” ofiara idzie z policjantem do Komisarjatu.

Obok jatek na placu za Magistratem stoi stara żydówka z koszem napełnionym cytrynami. Jej krzyk – „tanie cytryny”- słychać na znaczną odległość.  Wokoło niej tłum kupujących. Nagle jakiś łobuziak wywraca kosz, cytryny rozsypują się, a gawiedź czemprędzej zbiera je do… własnych koszyków. „Pracy” tej towarzyszy głośny krzyk starej żydówki. Lecz i ta scena szybko jest zapomniana. Z cytryny nie zostało ani śladu.

Wąskie, strome schody w budynku mieszczącym jatki. W pewnej chwili na szczycie schodów ukazuje się korpulentna postać niewieścia do której poprzyczepiane jest mnóstwo różnych pakunków. Nagle niewiasta potyka się i „zjeżdża” po schodach w dół przyczem wszystkie paczki spadają za nią. Nieszczęśliwej musiał pośpieszyć z pomocą lekarz Pogotowia. Kto się zajął jej paczkami pozostało tajemnicą.

Targ przy ulicy 1-go Maja. Zajeżdża jakiś wieśniak wozem naładowanymi choinkami. W jednej chwili wóz zostaje otoczony kupującymi. Większość „kupujących” bierze towar (choinki) pod pachę i szybko się ulatnia. Wieśniak, który przywiózł około 50 drzewek otrzymał zaledwie pieniądze za… 7.

Naogół jednak tego rodzaju „kawałów” trafia się bardzo mało a to dzięki policji, która na skutek wzmożonego ruchu przedświątecznego zwróciła baczniejszą uwagę na targi.

O tem wiedzą wszelkiego rodzaju „swojacy” i to im psuje „interes”.

Gdzieindziej jakaś kobiecina „targuje” u wieśniaczki osełkę masła. W tem podchodzi inna niewiasta i deklaruje bez targu sumę, którą za masło żąda wieśniaczka. Na ten „podstęp” owa kobiecina chwyta za masło i z całej siły uderza nim w twarz „znajomą”. Oczywiście, że cios zmarzniętym masłem nie pozostaje na „sucho” bowiem z nadwyrężonego nosa owej „paniusi” tryska strumieniem krew. Zajście o musi zlikwidować posterunkowy, lecz tego rodzaju „wypadki” nie przejmują nikogo. W okresie przedświątecznym ludzie do wszystkiego się przyzwyczajają.

1

Ziemia Lubelska z 21 XII 1931 r. (Nr 346)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Dlaczego Marvas (ten z 8 grudnia) dziś jest już Mavasem?!

MawasGłupi żart wieśniaka

zaprowadził go na 6 miesięcy do więzienia

Niezwykłe wydarzenie miało miejsce przed niedawnym czasem na nowobudującej się szosie Fajsławice – Trawniki. Oto przy wspomnianej szosie zamieszkiwał w drewnianej budce słomą krytej dozorca drogowy niejaki Jan Hawryło. W budce tej przechowywał narzędzia i sam spał. Pewnego dnia w godzinach popołudniowych drogą obok budki szedł mieszkaniec Fajsławic Kasper Wójcik. Młodzieniec ten będąc dobrym znajomym Hawryły zapragnął spłatać mu figla. W tym celu zakradł się za budkę i tam podłożył ogień. W jednej chwili budka stanęła w ogniu. Przerażony Hawryło zdążył tylko uratować narzędzia. Za swój „żart” Wójcik stanął onegdaj przed Sądem Okręgowym, który skazał go na 6 miesięcy więzienia.

Wojciech

O krok od śmierci

W niewielkim domku oznaczonym numerem 20 przy ul. Spacerowej, zamieszkiwał z rodziną 22 letni Władysław Świstak, robotnik. W dniu onegdajszym wieczorem w domu Świstaka napalono pod kuchnią, a następnie zasunięto szyber. Oczywiście, że czad węglowy nie mając innego ujścia, począł napełniać izbę, ogarniając tumanami śpiącego Świstaka. Po pewnym czasie nieszczęśliwy robotnik leżał już nieprzytomny. Całe szczęście, że do izby ktoś wszedł przypadkowo, a widząc co się święci wezwał Pogotowie Ratunkowe.

Zaczadzonemu Świstakowi, lekarz udzielił pomocy, pozostawiając go na kuracji w domu. Przy okazji nie od rzeczy bedzie zwrócenie uwagi na ostrożniejsze zasuwanie szybrów, gdyż czad z każdym dniem poczyna zbierać coraz więcej ofiar w Lublinie.

Ziem Lub

Nieszczęśliwy upadek z balkonu. W domu Nr. 11 przy ulicy Króla Leszczyńskiego bawił się na balkonie podwórzowym I piętra 12 letni chłopiec Paweł Matejewicz. W czasie chodzenia po barjerach chłopiec poślizgnął się nagle i runął na ziemię. Skutki upadku były straszne, bowiem nieszczęśliwy chłopiec prócz szeregu bolesnych obrażeń całego ciała – doznał również niebezpiecznego dla życia wstrząsu mózgu. Wezwane Pogotowie Ratunkowe po udzieleniu pierwszej pomocy przewiozło nieszczęśliwego chłopca w stanie groźnym do szpitala dziecięcego.

Oparzona Mucha. Pani Aleksandra Mucha, lat 38, zamieszkała przy ulicy Zamojskiej 23, w czasie pracy przy kuchni, przewróciła garnek z wrzącą wodą, która dotkliwie poparzyła jej ręce i nogi. Pierwszej pomocy nieszczęśliwej kobiecie udzielił lekarz Pogotowia Ratunkowego nakładając jej opatrunki.

GwiazdGwiazd 2

O s t r z e ż e n i e. Ostrzegam przed prowadzeniem jakichkolwiek interesów z inż. Jerzym Teysserem, który po zaręczeniu słowem honoru przeprowadził ze mną tranzakcję oszukańczą czem naraził mnie na stratę tysiąca złotych i jeszcze starał się publicznie mnie zniesławić.

Marja Wildmanowa

Ziemia Lubelska z 13 XII 1931 r. (Nr 338)

Ilustracje pochodzą z Biblioteki Cyfrowej KUL
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

 

Post Navigation