Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “kradzież”

O straszliwej nawałnicy w Lublinie…

…nic dziś nie napiszemy, bo i nie ma o czym.

Lipiec przynosi niewielkie zmiany w „Kurierze z Lublina”: na pól roku żegnamy się z „Ekspresem Lubelskim i Wołyńskim”, ale w zamian za to witamy ponownie na pokładzie „Głos Lubelski” z roku 1937. Jak to mówią: tak „Gabinet” tworzy, jak Łopaciński przysporzy… Bo może nie wszyscy wiedzą, ale materiały do artykułów czerpiemy z zasobów tej zasłużonej dla Lublina instytucji, które obecnie dostępne są powszechnie dzięki Lubelskiej Bibliotece Wirtualnej. Tym razem w zestawieniu zabrakło też „Kuriera Lubelskiego” z roku 1957. To tyle, jeśli chodzi o laurki i kadzenie, w związku z czym mogę zaprosić Was na lipcowy spacer po Lublinie roku 1937.

Koń (z prawej…) i Marszałek Edward Śmigły-Rydz w Lublinie

Nie przebrzmiały jeszcze echa ostatniej wizyty Pana Prezydenta Rzplitej w Lublinie, a już swą wizytę w mieście zapowiedział sam Naczelny Wódz R.P., czyli Marszałek-Rydz Śmigły (a imię jego Edward). Marsz. Śmigły przybywał do miasta nie ze względu na liczne atrakcje i uroki tutejszej metr(o!)polii… Marszałka skierowała do Lublina… miłość do koni, która przywiodła go do objęcia protektoratem honorowym Wystawy Koni, otwieranej w Lublinie w dniu 1 lipca. Marszałek do nasyego miasta zamierzał przybyć dzień później, samochodem z Warszawy o godzinie 11 rano. Komitet powitalny złożony z Ważnych, Mniej Ważnych, Tych Którym Się Wydaje Że Są Ważni oraz tych Rzeczywiście Najważniejszych (czyli zwykłych mieszkańców miasta) miał powitać Marszałka u bramy tryumfalnej wzniesionej przy Alejach Racławickich. Miasto zaś zostało wezwane do przystrojenia się we flagi, etc. etc. – jak to z reguły bywa przy takich okazjach., więc po co się nad tym rozwodzić…?

 

Lipcowe noce gorące i duszne… można nawet spać pod gołym niebem. Albo i nawet w bramie kamienicy… Tak właśnie czyniły lubelskie murzynki (dziś niektórzy powiedzieliby murzyniątka), czyli chłopcy po lat 9-12, ci wieczorowi sprzedawcy gazet. Niektórzy z nich mieli nawet własne „domy”, lecz – mimo to – woleli wypoczynek na dworzu, niż w dusznych i ciasnych suterynach. Ale wielu nie miało nawet dachu nad głową. I wszystko to działo się w mieście szczycącym się 10 najróżnorodniejszymi towarzystwami [opieki] nad dziećmi! Które to towarzystwa, raz po raz, organizowały zbiórki na misje afrykańskie wykupywanie murzynków. Nie ma oczywiście niczego złego w pomocy wszystkim potrzebującym, ale tylko wówczas, jeśli nie sprowadzają się do tego, że panie „prezeski” i panowie „prezesi” różnych dobroczynnych instytucyj zasypiają błogim snem na wygodnych łóżkach pod puchowymi kołdrami w przeświadczeniu dobrze spełnionego obowiązku po „odwaleniu” 1 lub 2 godzinnego zebrania lub posiedzenia, a biedne „murzynki” śpią półnagie, drżąc z zimna w chłodne noce po różnych cegielniach, starych budynkach lub wnękach bram”.

Letnie upały nie tylko poprawiały komfort termiczny śpiących pod gołym niebem dzieci, ale zwiększały również prawdopodobieństwo powstania i rozszerzania się niebezpiecznych pożarów, takich jak ten, który wybuchł na lubelskich Rurach, gdzie spłonęło bowiem 21 zagród z dobytkiem domowym, inwentarzem martwym, drobiem i.t.p. Jednak gdyby nie tak sprężyście prowadzona akcja – pożar gasiło 9 zastępów straży pożarnej – pożar byłby przyjął znacznie większe rozmiary i zamieniłby się w klęskę. Dzieła zniszczenia dopełniły bandy złodziei, które momentalnie rozkradały wszystko, cokolwiek z płonących domów wynoszono, a co ukraść się dało. Otwartemu rabunkowi zapobiegła policja…

A skoro poruszyliśmy już sprawę kradzieży, dzisiejszy spacer kończymy ogłoszeniem: PROSIMY O POMOC W ODNALEZIENIU roweru męskiego, na balonach, malowanego na kolor żółty ze strzałkami czerwono-niebieskimi, kierownikiem niklowym z rączkami na dół obręczami żelaznymi. UWAGA! Z tyłu roweru znajdował się numer rejestracyjny S. 17662.

 O mój Borze!

(to taki las)

Ktoś pomoże?

Czy stracony czas?

 

„Głos Lubelski”  nr  177 z 1 VII 1937 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Kukułeczka (generała) Kuka

            12 maja 1916 r. „Ziemia Lubelska” opublikowała na swych łamach odezwę zatytułowaną DO LUDNOŚCI Jen. Gubernatorstwa wojskowego!, zaczynająca się słowami: Na rozkaz Najwyższy Jego ces. i król Apostolskiej Mości, mego Najmiłościwszego Pana, obejmuję urząd generał gubernatora wojskowego na austr.-węg. obszarze okupowanym w Polsce. Na tem stanowisku witam jak najgoręcej ludność powierzonego mi kraju. W ten oto sposób powitał Lublinian, (jak również pozostałych mieszkańców generalnego gubernatorstwa lubelskiego) Karl Kuk, nowo mianowany gubernator Generalnego Gubernatorstwa Lubelskiego. Gubernatorstwo, powołane do życia 1 września 1915 r. obejmowało okupację austrowęgierską w Królestwie Polskim, czyli dotychczasowe gubernie: lubelską, kielecką, radomska i część piotrkowskiej oraz Jasną Górę (wydzieloną z okupacji niemieckiej).

1

            Dalej czytamy:            Zasady sprawiedliwości i życzliwości, któremi mój znakomity poprzednik przy sprawowaniu rządów tego kraju się kierował, będą mi również służyły za wskaźnik. Ów znakomity poprzednik,  to nie kto inny, jak Erich von Diller, poprzedni szef c. i k. okupacji. Kuk nie został przez wszystkich powitany z otwartymi rękoma, o czym świadczy chociażby opinia arystokratycznych kół warszawskich. Maria Lubomirska pisała w swym Pamiętniku: „Diller, były generał-gubernator w Lublinie, bardzo tam ceniony, został mianowany namiestnikiem w Galicji, a do Lublina przybyła natomiast marna figurka wojskowa nazwiskiem „Kuk”. Nie umie ani słowa po polsku i ze wszech miar krzywo nań patrzą na tym wysokim urzędzie”. Czy miał Kuk świadomość wspomnianej niechęci? Trudno powiedzieć, chociaż czytając dalszą część odezwy, takie właśnie możemy odnieść wrażenie: Od Was natomiast oczekuję, że nienagannem zachowaniem się ułatwicie mi życzliwe i przyjazne postępowanie.

20031013

           Karl Kuk

 

Warto na chwilę zatrzymać się przy osobie Karla Kuka. Urodził się 1 grudnia 1853 roku w Trieście, w rodzinie wojskowej – być może o korzeniach słoweńskich lub chorwackich (na co wskazywać mogłoby brzmienie jego nazwiska – w tych językach „Kuk” oznacza „skałę” lub „szczyt górski”). W roku 1876 ukończył Akademię Wojskowo-Techniczną w Wiedniu, następnie jako porucznik rozpoczął służbę w 2-gim pułku saperów. Rok 1883 zastał go jako kapitana w sztabie wojsk technicznych w Trydencie, gdzie opracowywał projekty fortyfikacji. W 1895 r. major Kuk wykładał sztukę fortyfikacji w Wyższej Szkole Wojennej w Wiedniu, a w 1904 – już jako pułkownik –  objął dowództwo Wojskowego Urzędu Kolei Żelaznych, Poczty i Telegrafów. Lata kolejne przyniosły mu stopień generała majora oraz stanowisko komendanta twierdz w Peterwardein (obecnie Petrovaradin) i Komorn (obecnie Komárom). W 1912 r. jako generał porucznik (Feldmarschalleutnant) objął dowództwo Twierdzy Kraków: po wybuchu I wojny światowej, z sukcesem dowodził jej obroną, za co w roku 1915 otrzymał awans na generała broni (Feldzeugmeistra). Jak już wspomnieliśmy, w maju 1916 Kuk przejął stanowisko gubernatorskie i… Wierny intencjom mego Dostojnego Monarchy, któremu dobro Wasze leży na sercu, skieruję me dążenia ku temu, aby według najlepszych sił łagodzić dalej ciężkie rany, zadane krajowi i popierać dalszy pomyślny rozwój tego kraju. „Dostojny monarcha” to, innymi słowy:

Von Gottes Gnaden Kaiser von Österreich;

Apostolischer König von Ungarn;

König von Böhmen, von Dalmatien, Kroatien, Slawonien, Galizien, Lodomerien und Illyrien;

König von Jerusalem etc.

Erzherzog von Österreich;

Großherzog von Toskana und Krakau;

Herzog von Lothringen, von Salzburg, Steier, Kärnten, Krain und der Bukowina;

Großfürst von Siebenbürgen;

Markgraf von Mähren;

Herzog von Ober- und Nieder-Schlesien, von Modena, Parma, Piacenza und Guastalla,

von Auschwitz und Zator, von Teschen, Friaul, Ragusa und Zara;

gefürsteter Graf von Habsburg und Tirol, von Kyburg, Görz und Gradiska;

Fürst von Trient und Brixen;

Markgraf von Ober- und Nieder-Lausitz und in Istrien;

Graf von Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenberg etc.;

Herr von Triest, von Catarro und auf der windischen Mark;

Großwoiwode der Woiwodschaft Serbien etc. etc.

a po polsku:

Z Bożej Łaski cesarz Austrii,

apostolski król Węgier,

król Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilyrii,

król Jerozolimy etc, etc…

arcyksiążę Austrii,

wielki książę Toskanii i Krakowa,

książę Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy i Bukowiny,

wielki książę Siedmiogrodu,

margrabia Moraw,

książę Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy, Guastalli, Oświęcimia i Zatora,

Cieszyna, Frulii, Raguzy i Zadaru,

uksiążęcony hrabia Habsburga i Tyrolu, Kyburga, Gorycji i Gradiszki,

książę Trydentu i Brixen,

margrabia Łużyc Dolnych i Górnych oraz Istrii,

hrabia Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenbergu,

pan Triestu, Cattaro i Marchii Słoweńskiej,

wielki wojewoda województwa Serbii, etc, etc, …

Kaiser_franz

Kawa i pączki…

Mówiąc krótko: Franciszek Józef I (1830-1916), cesarz Austrii, król Węgier i Czech, patron miłośników kawy i pączków, twórca C. i K. Atmosfery Krakowa i Galicji (kawa i pączki? O Borze! – to taki las… Non possumus!). I nic więcej o nim w tym miejscu.

Kuk kończy swą odezwę słowami: Zwracam się do Was wszystkich o poparcie mnie w tej pracy; odnoście się do mnie z pełnem zaufaniem. Podpisano w Lublinie, d. 9 maja 1916 r. – C. i k. Generał Gubernator wojskowy, Karol Kuk, zbrojmistrz polny, w. r.

2

            Co w czasie pierwszych dni swego urzędowania zobaczył nowy gubernator w zacnym mieście Lublinie? Wątpliwe, żeby akurat szedł Szeroką i że natknął się na nieczystość czyli nieporządek w domu Szejnbruma, Bromberga, Brajdego i Kupferszmita oraz na posesjach Chany Grunwald, Sz. Rozentala,  L. Laufmana, Chany Goldbaum. Być może widział też, przez swoje okno, tak ze dwie setki kóz pędzonych przez nieznanego mu osobnika. Po pewnym czasie z rozbawieniem przyglądał się rozhisteryzowanej kobiecie z rozwianym włosem: była to Spesa Rasz szukająca swych… skradzonych pieniędzy. – Zaraz, czy ja widziałem przed chwilą kozy?! Muszę odpocząć… – westchnął.. Oburzył się też bezczelnością M. Aspisa, który naubliżał a potem pobił… w sumie mało istotne, kogo.

– Dziwne miasto… – pomyślał i zagłębił się w lekturze rozprawy Tadeusza Ciświckiego pt: „Czy Lublin był miastem rosyjskiem i prawosławnem?”

16527_IIIc_01-00005

P.S. Nigdy nie był, Panie Prezydencie… Pan tego nie zmienisz…

Ziemia Lubelska z 12.V.1916 r. (Nr 228)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Kur suma czyli dodawanie drobiu

8I nadszedł maj roku 1936. W mieście Lublinie (a nie mieście Lublin, jak się obecnie, po barbarzyńsku zwykło mówić) opadł już świąteczny kurz: obchody Święta Narodowego Trzeciego Maja były, jak co roku, niezwykle udane i jeszcze zupełnie nieskażone  zarazą zmiany dobrej (na tąż przyszło Lublinianom czekać lat jeszcze bez mała osiemdziesiąt).

9

Temat obchodów majowych uważa się więc niniejszym za zamknięty, do odchodów (nie tylko majowych) to nic nie da się obiecać… ale, ale… ad kury domowe alias drób pospolity wracamy. Dnia 5 maja „Express Lubelski i Wołyński” donosił o wielu wydarzeniach wielkiej dla Lublina doniosłości i znaczenia: oto Stefanowi Drasowi z ulicy Wirowej 4 skradziono cztery kury, wartości 10 złotych… Dras mieszkał pod numerem czwartym i skradziono mu… ile kur? Cztery! Przypadek? Nie sądzę… Ale to jeszcze nie koniec tej tajemniczej sprawy: Marii Dubacz, zamieszkałej przy ulicy Żelaznej 53, również ukradziono kury. Zgadnijcie ile. Pięćdziesiąt trzy? A figę! Siedem… Przypadek? Nie sądzę… Sprawy nie udało się wyjaśnić do dnia dzisiejszego i – prawdopodobnie – pozostanie ona jedną z tych nierozwiązanych zagadek historii, w jakie obfitują podręczniki. Lublin drobiowym Trójkątem Bermudzkim. Hmyzie, Dentkiewiczu i wy z Instytutu Prawdy Nieomylnej! Przed wami nowe zadanie…

1

2

            Nie wiem, czy w ogóle jest sens pisać o kradzieży sztaby żelaznej Szrajerowi z Kalinowszczyzny 45, dokonanej przez braci Kalinowskich (a może Vice Kalinowski z tych Kalinowskich – wszak złodziejski gen dominującym jest) z Sierakowszczyzny Nr. 5 (sztaba została odebrana) czy o kontuzji nogi, której doznał 10-letni Andrzej Wajncyld, wpadłszy pod przejeżdżające auto. Nie ma też sensu wspominać o desce, która w czasie kopania  studni spadła na głowę 53-letniemu Stanisławowi Kołtunowi (kopał Kołtun, nie deska) z Biłgorajskiej 25. Nieszczęście w czasie pracy. Nieszczęście?! Ale czyje? Kołtuna czy deski? A może jednak cyklisty?

3

4

5

            Bo  spadł z roweru i doznał wstrząsu mózgu? A z cyklistą było to tak: Aleksander Skrzypiec, młodzian dziewiętnastoletni, choć przy ulicy Dobrej zamieszkały, cyklistą zbyt dobrym nie był najwyraźniej. Po mieście jeździł jak wariat: któregoś razu pędził ulicą z nadmierną szybkością i wtedy przyszła kryska na matyska: złamała się przednia część roweru i o Olek zaliczył glebę. Po prostui upadł na szosę i uderzył o bruk głową z taką siłą, że doznał wstrząsu mózgu.

6

O Borze! (to taki las) chciałoby się rzec,  a skoro wywołano już las (bo wilków z lasu wywołać się już nie dało), to nie pozostaje już nic innego, cytując Krzysztofa Daukszewicza, wódka! tylko wódka!: Wacławowi Lewandowskiemu (Zgodna 3) skradziono z wystawy sklepowej wódkę wartości 18 złotych.

7

P.S. Jedenaście!

Express Lubelski i Wołyński z 6.V.1936 r. (Nr 125)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Skradziono bieliznę…

1Wiktorowi Jankowskiemu (Narutowicza 34). Ponieważ za bieliznę Wiktor zapłacił 100 zł., był więc piątek 13 marca 1936 r. dla niego dniem pechowym. Pecha nie mieli natomiast Zygmunt Miechowski i Zdzisław Guz (Sieroca 1), bo nie chodzili głodni. A że głód zażegnali ciastem skradzionym Jakubowi Tulerowi (Lubartowska 28)… By nie skupiać się znowu wyłącznie na kradzieżach, odnotujmy tylko, że cytowany „Express Lubelski i Wołyński” sprzed 80 lat wspomniał m.in. o zaginięciu: dziesięcioletniego chłopczyka, dwóch kur, sześciu gołębi i roweru męskiego.

2345


Oraz skarbu żebraczki, co było już sprawą większej rangi, ponieważ „Express” poświęcił jej osobny artykuł (artykulik – mówiąc ściślej). Ryfce Szulmajster, żebraczce, skradziono 298 zł. z kuferka oddanego na przechowanie. Żebractwo okazuje się być więc całkiem intratnym zajęciem – dla porównania: pracownik umysłowy zarabiał w tym czasie od 160 do 300 zł, a wspomniany przed chwilą skradziony rower wart był 250 zł. Moi drodzy: wszyscy na ulicę!

6


Gazeta poświęciła swe łamy nie tylko sprawom kryminalnym: w krótkiej notce zaprezentowano Czytelnikom efekty pracy lubelskiej komisji sanitarnej. Sytuacja nie przedstawiała się zbyt dobrze, czego dowiadujemy się już w tytule: Brud i niechlujstwo. Smutne wyniki lustracji komisji sanitarnej w Lublinie. Komisja kontrolowała posesye kilkudziesięciu zakładów przemysłowych, handlowych i.t.p., stwierdzając brud i niechlujstwo w piętnastu jatkach, sześciu sklepach spożywczych i trzech sodówkach.

9


Przejdźmy do rzeczy mniej przyziemnych: oto wielkimi kroki zbliżał się dzień 19 marca, czyli corocznie obchodzone imieniny Marszałka Józefa Piłsudskiego. W roku 1936 Marszałka nie było już pomiędzy żyjącymi, dlatego też, w dzień Jego imienin, postanowiono uczcić w nastroju poważnym pamięć Tego, który Polskę wywiódł z niewoli i na drogi rozwoju mocarstwowego skierował. Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego postanowił, że nie będą urządzane akademje ani w szerszym zakresie obchody żałobne. Nie uczczono więc, w sposób uroczysty, nawet Tego, który niewątpliwie na wdzięczność i pamięć Narodu sobie zasłużył; co powiedzieliby nasi szlachetni Przodkowie, widząc, że obecnie chce się urządzać miesięcznice każdej (o Borze! – to taki las) pękniętej gumy!

7Tak, nie mylicie się: zgodnie z panującym obecnie klimatem na skanie powyżej zastosowano C E N Z U R Ę! To po to, żebyście nie mogli wszystkiego przeczytać…

Jedyną formą uczczenia pamięci Marszałka miało być przemówienie radiowe Pana Prezydenta Rzeczpospolitej (tak, byli wtedy Panowie Prezydenci) wygłoszone w dniu 18 marca. W związku z tym Komitet zwrócił się z prośbą do wszystkich posiadaczy głośników aby je tak umieścili by przemówienie Pana Prezydenta mogło być słyszane przez domowników ale i na ulicy. Przemówienie miało być utrwalone na stillu i dwukrotnie wyemitowane przez Polskie Radio w dniu 19 marca. W lubelskiej katedrze, na godzinę 10 zapowiedziano uroczyste nabożeństwo za spokój duszy Zmarłego Wodza Narodu, z udziałem władz państwowych i instytucyj. Władze wojskowe przygotowały ponadto przemarsz oddziałów wojskowych przed sztandarem w tak werbla. Jedyną melodią odegraną przez wojskową orkiestrę miał być Hymn Narodowy. Czasem to naprawdę wystarczy…

8

Express Lubelski i Wołyński z 13.III.1936 r. (Nr 73)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Co ciekawsze kradzieże…

8

I od razu wyjaśnienie: nie co ciekawsze, a wszystkie odnotowane przez „Głos Lubelski” z 4 marca 1936 r. – nie oszukujmy się: historia Lublina, nie ważne czy przed 100, 90, 80 czy 70 laty, to w dużej mierze historia kryminalna. Mała i duża. Co więcej, taka jest też Lublina teraźniejszość. A mglisty i deszczowy dzień, jak ten dzisiejszy, nie motywuje do pisania o rzeczach piękniejszych i wznioślejszych. Pozostają zatem wspomniane kradzieże.

12Ene, due… przejdźmy zatem do wyliczanki: Janowi Maksymowiczowi z Dzierżawnej skradziono komórkę… przepraszam, przepraszam: skradziono z komórki! Królika… najprawdopodobniej sprawcą był Szalony Kapelusznik z „Alicji w krainie czarów”. Henryk Jaroszewicz z Warszawy stracił natomiast książki religijne i różańce wartości 274 złotych: dewocjonalia te zniknęły z mieszkania przy ulicy Królewskiej w Lublinie. Złodziej (lub złodzieje) potrzebowali gdzieś schować te wszystkie różańce i dlatego też ukradli Wandzie Białkowskiej (z ul. Narutowicza) torebkę, w której znajdowało się 9 złotych i różne drobiazgi ogólnej wart. 35 zł. Nudna wyliczanka, nieprawdaż? Cóż, życie… Skoro wspomnieliśmy o bardzo pobożnym złodzieju, nie sposób nie wspomnieć też i o rabusiu-ogrodniku – jego łupem padły: fartuch ogrodniczy, nożyce do cięcia trawy i in. ogólnej wart. 22 zł, przedmioty te – jak również płaszcz letni – skradziono z ogrodu przy ulicy Narutowicza. Kto przechowuje płaszcz letni w ogrodzie?! Skalski Roman…

345Wyliczamy dalej: spragniony piwa Marian Szczuka z Dzierżawnej, w piwiarni przy Racławickiej, natknął się na, spragnionego jego portfela, Feliksa Gospodarka z Wieniawskiej. Josefowi Kurlenderowi, zamieszkałemu na Dawnej (od jak dawna, nie wiadomo) skradziono papierosy różnego gatunku na sumę 450 złotych. Kradzieży dokonano ze sklepu przy Cyruliczej.
W rejonie ulicy Szopena grasował natomiast… hydraulik-kryminalista! Stanisławowi Patkowskiemu zniknęła rura wodociągowa z nowobudującego się domu pod numerem 23, zaś Łukaszowi Kuryło, monterowi pracującemu na budowie pod numerem 21, nieznany sprawca podprowadził, oprócz rury wodociągowej, kwitariusz na dostawę piasku z jego pieczątkami i podpisem…

6O Borze! (to taki las) – wyliczać już zakończyć czas! No właśnie… czas. Niestety, z czasem też nie najlepiej: bo jak tu mierzyć czas bez zegara, dokładnie takiego figurkowego, który Władysław Celiński z Niecałej skradł Kazimierzowi Łukaszewiczowi z Wieniawskiej? Spać się człowiekowi chce od tego ciągłego wyliczania… o jaka fajna poduszka! Dobranoc Państwu!

7Rubinsztejn Sura Szajndla zam. przy ul. Lubartowskiej 29 złożyła zameldowanie o kradzieży poduszki wartości 20 zł. dokonanej z balkonu…

Głos Lubelski z 4.III.1936 r. (Nr 63)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Ballada tunelowa

1Tunel to, jak gdyby, taka noc na niby. Noc trwa chwilę krótką i wnet jest raniutko. Słowa te pojawiały się już w „Gabinecie”. Tym razem pretekstem do ich przywołania jest reklama ostatniego seansu w kinoteatrze „Oaza” – 21 lutego 1916 r. wystawiono (wyświetlono) „Tunel”. Trudno powiedzieć czy był to film czy performance innego rodzaju: nie żądajcie odpowiedzi, bo… o Borze – (to taki las!) – sorry: taki mamy gorszego sortu klimat, że nawet norki skryły się do norki. Warto odnotować, że reklama owego „Tunelu” krzyczała dużymi czcionkami zarówno ze szpalt „Głosu Lubelskiego”, jak i konkurencyjnej „Ziemi Lubelskiej”.
A co ponadto wydarzyło się w ówczesnym Lublinie? W mieście – jak pamiętamy – kolejny rok znajdującym się pod okupacją i cierpiącym na niedostatki spowodowane wojną, zwykli ludzie przeżywali dole i niedole dnia codziennego.

POCZ_U_33_0006Był luty – zima w pełni…

2I wtedy właśnie Ignacy Rola ukradł zelówki. No… nie tyle ukradł, co za rzeczoną kradzież skazany został przez Sąd Pokoju II Okręgu m. Lublina na 3 miesiące więzienia. Co się dziwić, wszak warunki były trudne i każdy starał się radzić sobie na własną rękę.

3O wiele cenniejszą od zelówek zdobycz stanowił węgiel: Na stacyi Lublin żandarmi schwytali na gorącym uczynku kradzieży węgla z wagonu Henryka D [nieczytelne]. H.D. po spisaniu odpowiedniego protokołu został osadzony w areszcie policyjnym.

456Być może Pan Henryk, uciął sobie pogawędkę z Heleną Gągot – mieszkanką Świdnika Dużego, odsiadującą 1 tydzień aresztu policyjnego za obrazę sołtysa oraz z Mordką Mandelem, skazanym na 15 dni aresztu za kupno kradzionych rzeczy. W areszcie przebywali w tych dniach również awanturnicy: Ortman Szloma awanturował się na ulicy, Ruchla Goldgrau i Bejla Runtman – w szpitalu św. Józefa. To akurat nie dziwi mnie wcale: ostatnimi czasy zdarzyło mi się kilkukrotnie odwiedzić, wraz z Żoną, placówki tak zwanej „służby zdrowia” i nie raz miałem chęć dać komuś w papę (i nie mam tu na myśli rolki z papą).

7Do aresztu zapuszkowano również dwóch specjalistów od kradzieży kieszonkowej: Zyserman Berek połakomił się na papierosy z kieszeni pana W. Kwatka Hersz już sięgał do kieszeni pana K.H.; jednak K.H. zachował czujność i oddał sprawcę w ręce władz policyjno-wojskowych dla ukarania.

8Tymczasem na ulicy Żmigród doszło do kolejnej spektakularnej kradzieży: oto Wacławowi Orłowskiemu, nieznani sprawcy zwędzili, być może z myślą o wędzeniu, 60 funtów słoniny (ok. 24 kilogramów) wartości 200 koron!

9Dajmy już jednak pokój kradzieżom, zauważając jedynie, że – tym razem – nie dokonano żadnego bezprawnego zaboru bielizny i przechodząc do zagadnień porządku i braku tegoż. Głos w tej sprawie dała redakcja „Głosu” (Lubelskiego): proszeni jesteśmy o zwrócenie uwagi, że w domu Nr 84, przy ul. Bychawskiej urządzono na podwórku formalny śmietnik, z którego wyziewy zarażają powietrze. Zarażanie powietrza to nie tylko przenośnia: w domu tym notowano już parę wypadków zachorowań na tyfus plamisty.

1„Ziemia Lubelska” podaje dodatkowe szczegóły tej śmierdzącej sprawy: Józef Polenicki, właściciel domu przy ul. Bychawskiej 84, w którym było już kilka wypadków zasłabnięć na choroby za[raźliwe], został pociągnięty do odpowiedzialności sądowej za brudne utrzymywanie swego domu. Trudno dziwić się surowości wymiaru sprawiedliwości w przytoczonej sprawie: złe warunki sanitarne w ogarniętym wojną kraju sprzyjały szerzeniu się wielu groźnych epidemii.

2Na Kośminku, tymczasem, doszło do omal nie katastrofy: cudem tylko ogień nie strawił krewnych Mieczysławy Delakowej, przybyłych do niej z Galicji. Delakowa, napaliwszy w piecu, wyszła do miasta, zostawiając w domu śpiącą rodzinę: od rozpalonego pieca zajęła się stojąca obok szafa z ubraniem, czego nie zauważyli śpiący goście. Na szczęście jednak, współmieszkańcy: ujrzeli płomienie i dym i zdążyli na czas wynieść z płonącego mieszkania uśpionych i nieprzytomnych z zaczadzenia [gości] oraz ugasić ogień.

3Sto lat temu w Lublinie… podobnie jak na rosyjskiej widowni wojny: nic ważnego nie zaszło i niema żadnych ważniejszych wiadomości.

4

Głos Lubelski z 20.II.1936 r. (Nr 49) i Ziemia Lubelska z 20.II.1916 r. (Nr82)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Narodowego Archiwum Cyfrowego
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Wołanie o inteligentnego. Niekoniecznie cenzora…

Z pewnością trudno w to uwierzyć, ale zrządzenie losu (wtajemniczeni wiedzą, iż można to sformułowanie traktować dosłownie) spowodowało, że dziś ponownie odwiedzamy Lublin w roku 1936. Ten sam los sprawił, że naprawdę niewiele uwagi godnych rzeczy wydarzyło się dnia 25 stycznia tegoż roku. Przynajmniej według ówczesnej prasy. I w tym miejscu moglibyśmy (O Borze! – to taki las…) zakończyć dzisiejsze wydanie „Kuriera z Lublina” – szczęśliwie z pomocą przyszli nam… złodzieje bielizny! Jak zapewne pamiętacie, rok miniony obfitował w doniesienia o bieliźnianych kradzieżach. Nie inaczej jest i w roku bieżącym.

1
Okazuje się, że majtkowi gangsterzy obrali sobie za siedzibę Majdan Tatarski i stamtąd kierowali operacjami odzieżowymi w całym mieście. Za którymś jednak razem opuściło ich szczęście… Śledztwo ustaliło, że kradzieży bielizny i pościeli na sumę 500 zł. w mieszkaniu Jana Urbanowicza Majdan Tatarski 24 dokonali Stanisław Listos, Majdan Tatarski 51 i Stefan Szczygielski Majdan Tatarski 54. Złodzieji aresztowano. W więzieniu z pewnością nie mogli spodziewać się ciepłej pierzynki…

1To samo wydarzenie z innej perspektywy…

Ciekawostka: redaktorzy „Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego” mieli dla miłośników halki i kalesonów znacznie mniej zrozumienia, niż ich koledzy z „Głosu Lubelskiego”. Opisując bowiem całe zdarzenie napisali, że: złoczyńców aresztowano i przekazano władzom sądowym. Najwyraźniej ktoś z redakcji „Expressu” stracił ulubioną kołderkę…


Minister_SkladkowskiFelicjan Sławoj Składkowski, w latach 1936-1939 pzemier rządu RP,
tutaj jako minister spraw wewnętrznych

 

A teraz coś o czasach: czasy mamy paskudne. Cóż poradzić, takie życie… Nie rozwodzimy się jednak nad tematem, pozostając przy konstatacji, że zapewne nadchodzą złote lata dla cenzury. Oczywiście, nie chciałbym być złym prorokiem, ale nawet Ukochana Żona zauważyła moją niezwykłą skuteczność w tej dziedzinie (znaczy prorokowania). Co – tak na marginesie – wcale mnie nie cieszy („prorokowanie”, nie „Ukochana Żona”!). Ponieważ jednak nie mam wpływu na dar prorokowania, powrót kontroli publikacji i widowisk jest już w zasadzie przesądzony (jedno z widowisk już się nawet skontrolowało). Nawiązując do dziejów cenzury w Polsce, warto przypomnieć, że zupełnie niesłusznie przyjęto kojarzyć tę instytucję wyłącznie z PRL. Nadzór nad publikacjami ma bowiem kilkuwiekową tradycję: wystarczy wspomnieć kościelny indeks ksiąg zakazanych. Cenzura, co oczywiste, istniała i w czasach zaborów i w czasie wojennej zawieruchy 1914-1918. Nie wszyscy jednak wiedzą, że publikacje cenzurowano również w Niepodległej (1918-1939). Zjawisko przybrało na sile zwłaszcza po przewrocie majowym roku 1926, kiedy to do władzy doszedł obóz polityczny zwany Sanacją. Nie dopuszczano wówczas do druku nie tylko artykułów szkodliwych dla polskiej racji stanu (np. propagujących wspieraną przez Sowietów ideologię komunistyczną), ale zdejmowano z łam gazet również artykuły krytyczne dla ówczesnej władzy.

Rzad_Skladkowskiego_1936Rząd Sławoja Składkowskiego (1936) – premier czwarty od lewej

 

W tym też kontekście warto przytoczyć krótką notkę z przywołanego już dziś „Głosu Lubelskiego”. „Głos” był gazetą związaną z ruchem narodowym: w latach 30-tych wyrażane na jego łamach opinie uległy znacznej radykalizacji (podobnie jak pozostała działalność ruchu narodowego): na sile przybierała krytyka rządzącej Sanacji i wystąpienia antyżydowskie. Porównując numery „Głosu” z roku 1926 np. z tymi z roku 1936, bez trudu da się to zjawisko zauważyć.

2
Zapewne taki właśnie, nieprzychylny ówczesnej władzy, artykuł nadesłał do „Głosu” czytelnik St. Białynia, recenzując „Strzępy meldunków” Felicjana Sławoja Składkowskiego („Strzępy…” to wspomnienia Składkowskiego o współpracy z Jozefem Piłsudskim). Redakcja chętnie by rzecz tą opublikowała, ale niestety musi odmówić, gdyż mamy zbyt inteligentnego cenzora, by móc umieścić nadesłane nam rozważania (…) – pozna się na rzeczy dodaje. I ze smutkiem konstatuje: A szkoda, bo są świetne!
Jednak, mimo wszystko, najgorszą formą cenzury jest niewątpliwie auto…

Głos Lubelski z 25.I.1936 r. (Nr 24) i Express Lubelski i Wołyński z 25.I.1936 r. (Nr 25)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej oraz Wikipedii
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Pogodowe kryminałki

1

24 stycznia 1936 r. słońce nad Lublinem wzeszło o godzinie 7 minut 50, a zaszło o 16 minut 7. W kinie „Apollo”, tego właśnie dnia, doszło do radykalnej zniżki cen, zatem nic nie stało na przeszkodzie, by obejrzeć najnowszy dramat wojenny z Jackiem Holtem, zatytułowany „Burza nad Andami”.

lf

W mieście pogoda była o wiele spokojniejsza, zupełnie nieburzowa: temperatura dnia poprzedniego według termometru Bramy Krakowskiej była następująca: godz. 6-ta rano +1, godz. 12 w południe +0, godz. 18 +0. Codzienny raport o pogodzie publikował „Głos Lubelski”. Z tegoż „Głosu” dowiadujemy się też co nieco o kryminalnej codzienności naszego miasta.

2

      Wyobraźcie sobie, że – w owym czasie – przy ulicy Jezuickiej 14 w Lublinie, mieszkał niejaki Józef Czapczyński. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież musiał gdzieś mieszkać. Z drugiej strony, przez te wszystkie lata, był on nie pierwszym, i zapewne nieostatnim mieszkańcem z Jezuickiej 14. To taki żart w stylu angielskim, a zatem wcale nie musi być śmieszny. I pewnie nie jest… Wracając do meritum: Józio pewnego dnia, na drodze swego życia, spotkał Leokadję Oleskównę. Leokadja była panną, na co wskazuje forma zapisu jej nazwiska. Mieszkała w Majdanie Moniackim (pow. Janów). Źródła milczą jak długo trwała ich znajomość i w jaki sposób kształtowały się jej losy. Co nie jest tak ważne, jak to, że nasz bohater obiecał pannie Leokadji ożenek. Miał zająć się formalnościami związanymi ze ślubem: w tym też celu otrzymał od Leosi 150 zł – wtedy też zerwał zaręczyny. Pieniędzy oczywiście nie oddał i… ostatnio aresztowano kilku sprawców napadu a mianowicie… A mianowicie, spytacie zgorszeni, co to ma wspólnego ze sprawą oszusta matrymonialnego z Jezuickiej? Jak się okazuje, zupełnie nic, ale dzięki temu możemy przejść do kolejnej opowieści.

3

      Aresztowani (Stanisław Siczka ze wsi Chmiel, Józef Skrzypek ze wsi Piotrków, Władysław Podsiadły oraz Szczepan Mazura ze wsi Piotrkówek w pow. lubelskim) w listopadzie roku poprzedniego dokonali napadu rabunkowego na Szmula Mitaka i inn. kupców z osady Żółkiewka w pow. Krasnystaw. W owym czasie (to nasz ulubiony zwrot w tym tekście) lubelski Zamek pełnił funkcję zakładu penitencjarnego, nic więc dziwnego, że sprawców napadu osadzono w więzieniu na Zamku.

POCZ_U_4937_0008

      Potem zdarzenia potoczyły się błyskawicznie: Lidji Chomicz Kościuszki 7 skradziono 40 zł gotówki i zegarek wart. 55 zł, Franciszkowi Gołębiowskiemu Narutowicza 26 skradziono z warsztatu wędliny wart. 65 zł, a Halinie Niewiarowskiej Al. Bartosza Głowackiego 17 skradziono z piwnicy 2 liny i 2 bloki żelazne wart. 60 zł. Mało? Izrael Langer S to Duska 20 zawiadomił policję, że Mendel Krochmalnik Szeroka 20 skradł mu odważnik wart. 4 zł. Odważnik? To zrozumiałe: było trzeba przecież jakoś zważyć zwędzoną (nie wędzoną?) wędlinę! Ale bloki, liny i zegarek? MacGywer jeden wie, co z tego da się zrobić…

4

Lublinianie jednak nie poddali się narastającej fali drobnej przestępczości: Felik[s] Abroży Kr. Leszczyńskiego 7 przyłapał na gorącym uczynku kradzieży desek wart. 40 zł z ogrodu, z których jednego, Stefana Grajczyka (Lubomelska 4) zatrzymał. Sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa, trzeba było coś zapalić: Cecylia Dankiewicz Zamojska 3 zawiadomiła policję, że Ryszard Gumieniak skradł jej z kiosku przy ul. Królewskie[j], papierosy wart. 4.50 zł. A że był styczeń, ludzie marzli: Moszek Goldberg, Kr. Leszczyńskiego 23, zawiadomił policję, że Andrzej Gręga Spokojna 7, skradł mu spodnie i kamizelkę wart. 8 zł. Pamiętajmy, że choć temperatura utrzymywała się w granicach zera, w każdej chwili mogło powiać mroźniejszym powietrzem – spodnie i kamizelka wówczas by nie wystarczyły: Eli Ajchenbaum, Złota 2, skradziono futro wart. 250 zł. z przedpokoju. To przelało czarę goryczy: futra z przedpokoju są bardzo cenione w każdych czasach. Złodziejowi (złodziejom?) pozostała jedynie ucieczka. Rowerem… Stanisławowi Moskwa, Mochnackiego 17 skradziono rower wart. 100 zł.

5P.S. O Borze (to taki las…)!

Głos Lubelski z 24.I.1936 r. (Nr 23)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Zuchwała kradzież poduszek

1

Głos Lubelski z 7.XII.1915 r. (Nr 339)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Nie mogło być inaczej

1

Głos Lubelski z 3.XII.1925 r. (Nr 332)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Post Navigation