Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “autobusy”

Powrót taty

= Rury gazowe „biegną” ku Konopnickiej. (e) Od kilku dni dzięki bezchmurnej suchej pogodzie podjęte zostały roboty nad przeprowadzeniem rur gazowych w kierunku ul. Konopnickiej. Za parę więc tygodni ulica ta dość sympatyczna i zaciszna zyska oświetlenie gazowe, a zatem stanie się dostępną dla przechodniów i wieczorem, na co dotąd nie każdy spokojny obywatel by się odważył. Wnioskując z zygzakowatej wędrówki rur gazowych z Krakowskiego Przedmieścia przez ul. Szopena, Okopową i Orlą, przypuszczać należy, iż po przejściu Konopnickiej powędrują dalej na Namiesnikowską w kierunku Rur (tym razem innych już niż gazowe) i tam przyczynią się do rozjaśnienia panujących za rogatką ciemności. „Światłość” robi w tej dzielnicy znaczne postępy.


= Coś jak w bajeczce „o rzepce, dziadku, babce i wnuczce…” (e) Studentki i studenci angielscy , którzy w roku ubiegłym wizytowali lubelską młodzież akademicką, wyrażali zdziwienie, iż tak wiele spotyka się jeszcze na ulicach miast naszych koni… Wobec zastąpienia w państwach zachodnio-europejskich konia przez maszynę, zdziwienie to jest zupełnie zrozumiałe. Jakżeby się jednak zdziwili, a przytem uśmieli goście angielscy (oczywiście wąziutko „pod wąsem”) gdyby tak trafili np. na taki obrazek. Na pryncypalnej ulicy, w święto, w piękną pogodę, gdy tłumy publiczności zalegają szerokie chodniki – pośrodku jezdni zatrzymuje się nagle jednokonna „drynda”, koń staje dęba, a wreszcie nie chce iść zupełnie („naturliwy”, jak mówią dorożkarze). Siedząca w powoziku skonfundowana madame nie wie, czy wyjść, czy jechać dalej… ogląda się z zakłopotaniem na wsze strony, a wokół „pojazdu” gromadzi się grupa ciekawskich żądna świątecznej atrakcji. „Dryndziarz” wśród szeregu niedwuznacznych epitetów i siarczystych soczysto-zawiesistych zaklęć schodzi z kozła i… ciągnie konia wraz z dryndą i skonfundowaną madame… Wreszcie stojący opodal koledzy po bacie pomagają skołatanemu właścicielowi „naturliwego” konia wybrnąć z ciężkiej sytuacji i jakoś po dużych mitręgach puszczają dorożkę „w kurs”… Autentyczne. A numer dryndy? – 140 i coś. Cy więc nie czas byłoby i u nas zastąpić już nieszczęsne zwierzęta maszynami.


1

= Posesje bez wody. (.w) Jak nas znowu dochodzą skargi licznych mieszkańców, od kilku dni wyższe piętra (II i III) niektórych posesji w mieście naszem są pozbawione wody. Jeżeli zaś woda jest, to jedynie w godzinach rannych, przyczem z powodu domieszek jakie posiada nie nadaje się absolutnie do spożycia. Czemu to więc przypisać? Czyżby znowu zepsuło się coś w miejskich wodociągach? Ze względu choćby na konieczność zachowania hygieny, Zarząd wodociągów winien wszelkie niedomagania podobne usunąć w jaknajszybszym tempie.


= Opatrzyć marszrutą… (e). Zwracaliśmy już uwagę na konieczność zaopatrzenia autobusów w tablice z napisami skąd i dokąd kursują. Jest to potrzebne dla ułatwienia orjentacji nie tylko przyjezdnym, ale i publiczności miejskiej. Dwa autobusy otrzymały już tabliczki z napisami (co prawda tak nikłymi, że wieczorem je trudno dojrzeć) reszta zaś pozostaje w stanie „bezimienności”. Należałoby brak ten uzupełnić.


= Awantury na Koziej. (e) Przy ul. Koziej istnieje, jak wiadomo, mleczarnia, herbaciarnia i piwiarnia. Żadna z nich oficjalnie niema z alkoholem nic wspólnego. A jednak roi się tam od pijaków. Np. w dn. 5 b. m. o godz. 11-ej w nocy posterunkowy I-go Komisarjatu zatrzymał tam trzech podchmielonych i awanturujących się osobników, a mianowicie Mikołaja Sidorczuka, Janaszejko i Franciszka Jaworskiego. Wyżej wymienieni sprowadzeni zostali do Komisarjatu, gdzie spisano protokuł celem pocięgnięcia winnych do odpowiedzialności. Czy jednak fakt, iż Kozia jest tak licznie nawiedzana przez zwolenników nadmiernego spożywania alkoholu nie pozostaje „przypadkiem” w ścisłym związku z istniejącymi tam herbaciarniami?… Może tak, może nie – któż jednak zbada ich przepastne tajniki?

Głos Lubelski z 7 III 1925 r. (Nr 66)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Katoliku! Czy wiesz komu powierzasz swój korpus?

1

= Dobroczynny wpływ autobusów. (e) Wysokie ceny za kurs dorożkarski, mimo stałego ich normowania przez władze miejskie, nigdy po wojnie nie były dla Lublina nowością. Ogół prawie zżył się z tem w rzadkich przypadkach wzywając interwencji policjanta. Dzisiaj sytuacja nieco się zmieniła. Pasażer, odbywający kurs dorożką, zdziwiony jest uprzejmością dorożkarską i skrupulatnością z jaką mistrze bata gotowi są potrzebującym ich usługi uczynić zadość. Tę nieznaną Lublinowi po wojnie uprzejmość zawdzięczać należy… autobusom. One to właściwie spowodowały przestrzeganie taksy dorożkarskiej ze strony zachłannych niegdyś „dryndziarskich” przedsiębiorców. Tylko, że… jedna jeszcze „pięta Achillesowa zmusza pasażerów do opłacania wysokiego haraczu za przejazd do stacji kolejowej, to – bagaż. Ale i na to znalazłby się sposób, – czy nie pożądanem i korzystnem byłoby np. uruchomienie autobusu osobowo-towarowego?….


Exodus dorożkarzy.

Komunikacja w naszem mieście, przez wprowadzenie autobusów została, co łacno stwierdzić należy, ulepszona. Żałować tylko należy, że dane przedsiębiorstwo nie jest własnością firm chrześcijańskich, lecz że prowadzą je żydzi białostoccy. Jak nas informują obrót jednomiesięczny spółki autobusowej wynosił około 20 tysięcy złotych, co w krótkim, jak widać, terminie zamortyzowało koszt wozów samochodowych. Podatek uiszczany z dochodu danego przedsiębiorstwa na rzecz miasta wynosi zaledwie 7 1/2%. Czy nie za niska stawka? Niech się nad tym zastanowią ojcowie grodowi.

Od chwili wprowadzenia ruchu autobusowego dorożkarze stracili trzy czwarte klientów i jak się dowiadujemy brak zarobków zmusi pewną liczbę właścicieli zarówno jedno jak i dwukonek do opuszczenia naszego grodu. Celem exodusu mają być miasta kresowe w tej liczbie Równe i Łuck. Liczba zaś mających i dobrą i przymuszoną wolę do przeniesienia się na inne bieżnie dochodzi do czterdziestu. Wszyscy oni to Polacy, żydzi bowiem i ze względu na system wożenia i poparcie ludności jako tako wegetują. Żaden żyd bowiem, gdy mu wypadnie skorzystać z dorożki nie wsiądzie do wehikułu goja, a katolik natomiast nie stara się przestrzegać komu powierza losy przewiezienia swego korpusu z miejsca na miejsce i często sadowi się w dorożce mniejszościowej, odbierając w ten sposób zarobek rodakowi.

Czy i na ten fakt nie należałoby zwrócić uwagi społeczeństwo polskiego? Sądzimy że tak.

Lux


POCZ_UWKA

Pułapka kolejowa.

Na stacji kolei żelaznej w Lublinie, na chodniku peronowym między wagonami  znajduje się dużych rozmiarów żelazna pokrywa studzienki, czy też czegoś innego – wzniesiona o kilka cent. nad poziomem chodnika. Zważywszy że chodnik ten jest wąski, – nieoświetlony, ruch na nim, przy każdym przyjściu i odejściu pociągu bardzo ożywiony, a pasażerowie sp[i]esząc nie wiedzą o zastawionej na nich pułapce zaczepiają pokrywę nogą i przewracają się. Może te upadki pasażerów byłyby tylko zabawne czy humorystyczne dla funkcjonariuszów stacji kolejowej gdyby nie to, że pułapka znajduje się na wąskim peronie tuż obok wagonów, a przewracając się czasem wpadają pod wagon, na szyny.

Przed paru dniami byłem świadkiem, gdy jeden spieszący się pasażer, zaczepiwszy nogą o tę pokrywę, upadł na chodnik peronowy, szczęśliwie gdyż wzdłuż chodnika.

Pomagający mu podnieść się z ziemi tragarz kolejowy oświadczył mi, że pan szczęśliwie upadł, gdyż w przed dzień, jakiś podróżny, zaczepiwszy nogą o tę pokrywę , wpadł pod wagon, szczęściem, że pociąg nie był w ruchu więc wyciągnięto go bez szwanku, – wypadki takie zdarzają się tu prawie codziennie.

Czy by też jakie władze nadzorcze nie chciały zwrócić uwagi na tę pułapkę?

T.


2

Wiosna czy zima? (m) Wczorajszy dzień pełen nastroju wiosennego wywabił na ulicę miasta, zwłaszcza w godzinach południowych sporą ilość jaśniejszych kostjumów i kapeluszy. Ożywił się też nieco park a niektóre niedoświadczone mamusie urządziły dla swych malusińskich spacer wózeczkami. Coś ta zima tegoroczna kręci.

3

Głos Lubelski z 21 I 1925 r. (Nr 21)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Nowy rozkład jazdy autobusów. Gdzie znaleźć dorożkę. Jak chodzić po mieście – PORADNIK. Gratis: ostatni film Maksa Lindera (UWAGA – BARDZO ŚMIESZNY, ALE MAX POPEŁNIŁ PO NIM SAMOBÓJSTWO…)

1

 

 

Rozkład przystanków autobusów. „Linja Dworzec – Uniwersytet”: Dworzec – Plac Bychawski – most na Bystrzycy – róg Bernardyńskiej – Plac Łokietka – Hotel Europejski – Bank Polski – Sąd Okręgowy – Uniwersytet.

„Linja Szpital żydowski – Dworzec”: Szpital żydowski – Czwartek – Plac Targowy – Plac Łokietka – róg Bernardyńskiej – most na Bystrzycy – Plac Bychawski – Dworzec. Wszędzie kurs 40 gr. Od ratusza do Uniwersytetu 20 gr. Dla uczącej się młodzieży 25 gr.


POCZ_1

Rozkład postoju dorożek w mieście. Hotel „Victoria” parokon. 6. Jednokonne: Kapucyńska róg Krakow. Przedmieścia – 12 Trzeciego Maja – 16 Wieniawska róg Krakow. Przedm – 10, Królewska róg pl. Łokietka – 15, Szpitalna obok Teatru – 6, Kowalska róg Nowej (na Kowalskiej) – 15, Lubartowska obok targu – 15, Fabryczna obok fabr. Moritza – 6, Bychawska róg Foksalnej – 15, Dworzec kolejowy 85.


= Czas tę sprawę uregulować. ( w) Bezwątpienia, żyjemy dziś w czasach i sezonie najprzerozmaitszych „pas” przeważnie tanecznych. Nigdy jeszcze bowiem tańce nie były tak rozpowszechnione jak obecnie. Jeżeli jednak znamy doskonale najbardziej zawiłe kroki taneczne schimmy, one-stepa, jawy, tanga i t. p. to w zupełności nie posiadamy sztuki chodzenia po ulicach naszego miasta, a raczej stosowania się do istniejących przepisów dla ulicznego ruchu pieszego. Zagranicą kulturalna publiczność chodzi w jednym kierunku prawą stroną chodnika, a w odwrotnym lewą, lub przeciwnie. W ten sposób nie tamuje się ruchu pieszego. U nas zaś choć również istnieją takie przepisy, każdy chodzi, jak i gdzie chce. Dlatego też w godzinach popołudniowych, gdzie ruch jest najbardziej ożywiony  przejście Krakowskiem Przedmieściem jest połączone z takiemi trudnościami, że ktoś, kto ma pilny interes do załatwienia, woli zejść na jezdnię i narazić się na rozjechanie przez jaki wehikuł, niż przeciskać się chodnikiem przez tłum rozpychający się wzajemnie i idący jak się komu podoba. Każdego przytem uderzyć musi jeden fakt zaobserwowany z naszego życia ulicznego. Dlaczego wszyscy tak wolno chodzą, przystają co krok na środku chodnika urządzają sobie cerele towarzyskie, idą ławą po czterech lub sześciu, tak, że wszyscy ustępować muszą i t. d. i to w godzinach, kiedy na całym świecie wre gorączkowa praca. Czyżby tyle wolnego czasu mieli? Są jednakże i u nas tacy, którzy czasu nie mają i spieszą się do warsztatów pracy. W ich to interesie policja nasza winna przestrzegać ścisłego stosowania się do przepisów dla ruchu pieszego, tak samo, jak i dla ruchu kołowego.


= Nie lada udręka (w ). W pewnym pensjonacie przy ul. Szpitalnej , dość licznie w roku bieżącym zamieszkiwanym, jak nam donoszą, dzieją się rzeczy zgoła nieprawdopodobne. Jedno z mieszkań zajmuje bowiem p. P., która snać postępując w myśl przysłowia „Wolnoć Tomu w swoim domku”, formalnie „bębni” przez noce całe na rozklekotanym klawikordzie nie pozwalając reszcie mieszkańców na zasłużony całodzienną ciężką pracą zawodową  odpoczynek. To też znosić oni muszą tę udrękę z konieczności tylko, albowiem ogólny „głód” mieszkaniowy nie pozwala na natychmiastowe wyemigrowanie. W każdym razie, jak tam jest to jest, dość, że w imieniu tych nieszczęśliwych mieszkańców apelujemy do poczucia ludzkości p. P., gdyby zaś to nie poskutkowało, postaramy się o energiczniejszą interwencję.


= „Niebezpieczny wypadek”. (z) W dniu onegdajszym w godzinach wieczornych na stację Pogotowia Ratunkowego zgłosiła się matka 2 letniego chłopca, Marjana Mazurkiewicza zamieszkałego przy ulicy Ewangielickieh 6, którego podczas zabawy z pokojowym pieskiem – tenże ugryzł w pewne „bardzo dyskretne miejsce” powodując lekkie skaleczenie. Przestraszona o przyszłość jedynaka – matka, czemprędzej pobiegła do lekarza Pogotowia, który ją zapewnił, że synkowi nic nie będzie, a po nałożeniu opatrunku – oddał maleństwo pod opiekę rodzicielki.

Głos Lubelski z 16 I 1925 r. (Nr 16)

Ilustracje z Biblioteki Cyfrowej WBP w Lublinie
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Za kraty, trafił… za kraty

= Wartoby powtórzyć ( w) Rokrocznie niemal władze policyjne w porozumieniu z komendą straży ogniowej wydają zarządzenia przeciwpożarowe, wzbraniające w pierwszym rzędzie ukrywania i gromadzenia materjałów łatwopalnych na strychach domów, klatkach schodowych i t. p. miejscach. W tym „sezonie zimowym” jednak zarządzenie to, ze względów zresztą zupełnie zrozumiałych nie zostało powtórzone, a liczni właściciele szczupłych mieszkań, zwłaszcza w dzielnicy starego miasta, w przeświadczeniu, ze stare rozporządzenie jest już nieobowiązujące, najspokojniej utrzymują na strychach i poddaszach materjały łatwopalne, co bynajmniej zdaje się nie przyczyni się do polepszenia stanu bezpieczeństwa ogniowego. Należałoby więc czemprędzej powtórzyć to zarządzenie wraz z ewentualnemi lustracjami domów w starej dzielnicy miasta.


=Zatarasowane przystanki. (e) T-wo przedsiębiorców, urządzających w Lublinie komunikację autobusową rozmieściło w poszczególnych punktach ulic tabliczki z napisami „Przystanek autobusowy”. Tam też winny zatrzymywać się autobusy. Dzieje się jednak inaczej: zamiast autobusów przy chodnikach zatrzymują się dorożki i pojazdy, wystając tam nieraz godzinami (jak np. koło Sądu Okręgowego), autobus zaś zmuszony jest stawać na środku ulicy, tamując ruch uliczny kołowy, oraz zmuszając pasażerów do przeciskania się między autobusem i zaprzęgami. O wypadek w takich okolicznościach nie trudno, to też należałoby tą sprawę definitywnie uregulować: albo niech w miejscach dzisiejszych przystanków zatrzymują się autobusy, albo też dorożki i inne zaprzęgi. Aut – ant… zdaniem naszem jednak policjanci winni zabraniać zatrzymywania się zaprzęgom w miejscach przystanków autobusowych. Tabliczka z napisem jest dostatecznem ku temu ostrzeżeniem.

1

= Chodziło o postój furmanek – nie o przenośne „jadłodajnie”. (a) Wyrażaliśmy już kilkakrotnie myśl, by celem odciążenia targu, a głównie w celu zapewnienia konsumentom możności kupna artykułów spozywczych bezpośrednio u producentów wiejskich a uniemożliwienia pośrednictwa przekupniom, udzielić zezwolenia właścicielowi obszernego podwórza przy ul S-to Duskiej Nr 10 na urządzenie tam postoju furmanek włościańskich. Tymczasem dzieje się coś wręcz odwrotnego: miast furmanek zajmują place stragany z kiełbasą, samowarem i śledziami (smażonemi!), unikając w ten sposób całkowicie oka policji, a zyskując możność na wielka skalę bezprawnego wyszynku alkoholu, uprawiania gry w karty, oraz dając możność bezkarnego wykonywania swego „zawodu” targowym złodziejaszkom. Należałoby bezwłocznie te skrzętne i pośpieszne przenosiny z targu na plac prywatny ukrócić. Na placu tym mieć może miejsce tylko postój furmanek włościańskich. Podobnie dzieje się również przy ul. Szewckiej, gdzie straganiarze, nie bacząc na łokciowej grubości warstwę błota, poczynają już ustawiać swoje stragany z kiełbasą, samowarem i śledziami, a nieoficjalnie z czymś więcej jeszcze.


= Złe i dobre skutki. (a) Tegoroczna bezśnieżna, i o niespotykanej temperaturze zima ma swoje, jak każda rzecz na świecie, złe i dobre strony. Tych pierwszych zdaje się jest więcej. Anormalna temperatura wpłynąć może nader szkodliwie na zasiewy ozime, zaś dziś już dzięki fatalnym drogom uniemożliwiony został normalny ruch młócenia zboża na wsi i dostawy artykułów do miasta. W ślad za tym postępuje drożyzna zboża, a za tą podwyżka cen innych artykułów. Ujemnych stron ciepłej zimy tegorocznej dopatrzećby się można więcej jeszcze – wystarczy jednak stwierdzić, że zarówno na bliższą jak i na dalszą przyszłość naszych stosunków gospodarczych wpłynie stan taki niekorzystnie. Dobrą stroną tegorocznej zimowej temperatury jest to, że szerokie warstwy mieszkańców mniej cierpią chłód i mniej wydatkują na węgiel. Kto wie jednak czy i to nie odbije się ujemnie na naszej produkcji węgla, a przedewszystkiem na zdrowotności ogółu miejskiego. Z korzyści oczywistych, płynących z zupełnego braku mrozów zanotować należy możność kontynuowania prac przy rozpoczętych jesienią budowlach. Korzystają z tego np. domki oficerskie i „pokrywają” się dachem. Gdzieś w początku maja b. r. zostaną już prawdopodobnie zamieszkane. Reasumując – powiedzieć trzeba, że korzyści z wysokiej temperatury tegorocznej zimy sa nikłe, bardzo nikłe.


Kraciaste palto. Wczoraj, około godziny 8-mej wieczorem krawiec warszawski Acikiewicz kroczył, trochę podchmielony Krakowskiem Przedmieściem. Miejscowa gawiedź podpatrzywszy słaba stronę gościa i jaskrawo reklamowo – kraciaste palto krawca poczęła go molestować, gwiżdżąc piszcząc i poszturchując. Kraciarz się bronił a gawiedź atakowała. Wdał się w ten spór posterunkowy i odosobnił właściciela kraciastego palta w komisarjacie policyjnym.

Głos Lubelski z 14 I 1925 r. (Nr 14)

i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

Post Navigation