Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “1916”

Kukułeczka (generała) Kuka

            12 maja 1916 r. „Ziemia Lubelska” opublikowała na swych łamach odezwę zatytułowaną DO LUDNOŚCI Jen. Gubernatorstwa wojskowego!, zaczynająca się słowami: Na rozkaz Najwyższy Jego ces. i król Apostolskiej Mości, mego Najmiłościwszego Pana, obejmuję urząd generał gubernatora wojskowego na austr.-węg. obszarze okupowanym w Polsce. Na tem stanowisku witam jak najgoręcej ludność powierzonego mi kraju. W ten oto sposób powitał Lublinian, (jak również pozostałych mieszkańców generalnego gubernatorstwa lubelskiego) Karl Kuk, nowo mianowany gubernator Generalnego Gubernatorstwa Lubelskiego. Gubernatorstwo, powołane do życia 1 września 1915 r. obejmowało okupację austrowęgierską w Królestwie Polskim, czyli dotychczasowe gubernie: lubelską, kielecką, radomska i część piotrkowskiej oraz Jasną Górę (wydzieloną z okupacji niemieckiej).

1

            Dalej czytamy:            Zasady sprawiedliwości i życzliwości, któremi mój znakomity poprzednik przy sprawowaniu rządów tego kraju się kierował, będą mi również służyły za wskaźnik. Ów znakomity poprzednik,  to nie kto inny, jak Erich von Diller, poprzedni szef c. i k. okupacji. Kuk nie został przez wszystkich powitany z otwartymi rękoma, o czym świadczy chociażby opinia arystokratycznych kół warszawskich. Maria Lubomirska pisała w swym Pamiętniku: „Diller, były generał-gubernator w Lublinie, bardzo tam ceniony, został mianowany namiestnikiem w Galicji, a do Lublina przybyła natomiast marna figurka wojskowa nazwiskiem „Kuk”. Nie umie ani słowa po polsku i ze wszech miar krzywo nań patrzą na tym wysokim urzędzie”. Czy miał Kuk świadomość wspomnianej niechęci? Trudno powiedzieć, chociaż czytając dalszą część odezwy, takie właśnie możemy odnieść wrażenie: Od Was natomiast oczekuję, że nienagannem zachowaniem się ułatwicie mi życzliwe i przyjazne postępowanie.

20031013

           Karl Kuk

 

Warto na chwilę zatrzymać się przy osobie Karla Kuka. Urodził się 1 grudnia 1853 roku w Trieście, w rodzinie wojskowej – być może o korzeniach słoweńskich lub chorwackich (na co wskazywać mogłoby brzmienie jego nazwiska – w tych językach „Kuk” oznacza „skałę” lub „szczyt górski”). W roku 1876 ukończył Akademię Wojskowo-Techniczną w Wiedniu, następnie jako porucznik rozpoczął służbę w 2-gim pułku saperów. Rok 1883 zastał go jako kapitana w sztabie wojsk technicznych w Trydencie, gdzie opracowywał projekty fortyfikacji. W 1895 r. major Kuk wykładał sztukę fortyfikacji w Wyższej Szkole Wojennej w Wiedniu, a w 1904 – już jako pułkownik –  objął dowództwo Wojskowego Urzędu Kolei Żelaznych, Poczty i Telegrafów. Lata kolejne przyniosły mu stopień generała majora oraz stanowisko komendanta twierdz w Peterwardein (obecnie Petrovaradin) i Komorn (obecnie Komárom). W 1912 r. jako generał porucznik (Feldmarschalleutnant) objął dowództwo Twierdzy Kraków: po wybuchu I wojny światowej, z sukcesem dowodził jej obroną, za co w roku 1915 otrzymał awans na generała broni (Feldzeugmeistra). Jak już wspomnieliśmy, w maju 1916 Kuk przejął stanowisko gubernatorskie i… Wierny intencjom mego Dostojnego Monarchy, któremu dobro Wasze leży na sercu, skieruję me dążenia ku temu, aby według najlepszych sił łagodzić dalej ciężkie rany, zadane krajowi i popierać dalszy pomyślny rozwój tego kraju. „Dostojny monarcha” to, innymi słowy:

Von Gottes Gnaden Kaiser von Österreich;

Apostolischer König von Ungarn;

König von Böhmen, von Dalmatien, Kroatien, Slawonien, Galizien, Lodomerien und Illyrien;

König von Jerusalem etc.

Erzherzog von Österreich;

Großherzog von Toskana und Krakau;

Herzog von Lothringen, von Salzburg, Steier, Kärnten, Krain und der Bukowina;

Großfürst von Siebenbürgen;

Markgraf von Mähren;

Herzog von Ober- und Nieder-Schlesien, von Modena, Parma, Piacenza und Guastalla,

von Auschwitz und Zator, von Teschen, Friaul, Ragusa und Zara;

gefürsteter Graf von Habsburg und Tirol, von Kyburg, Görz und Gradiska;

Fürst von Trient und Brixen;

Markgraf von Ober- und Nieder-Lausitz und in Istrien;

Graf von Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenberg etc.;

Herr von Triest, von Catarro und auf der windischen Mark;

Großwoiwode der Woiwodschaft Serbien etc. etc.

a po polsku:

Z Bożej Łaski cesarz Austrii,

apostolski król Węgier,

król Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilyrii,

król Jerozolimy etc, etc…

arcyksiążę Austrii,

wielki książę Toskanii i Krakowa,

książę Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy i Bukowiny,

wielki książę Siedmiogrodu,

margrabia Moraw,

książę Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy, Guastalli, Oświęcimia i Zatora,

Cieszyna, Frulii, Raguzy i Zadaru,

uksiążęcony hrabia Habsburga i Tyrolu, Kyburga, Gorycji i Gradiszki,

książę Trydentu i Brixen,

margrabia Łużyc Dolnych i Górnych oraz Istrii,

hrabia Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenbergu,

pan Triestu, Cattaro i Marchii Słoweńskiej,

wielki wojewoda województwa Serbii, etc, etc, …

Kaiser_franz

Kawa i pączki…

Mówiąc krótko: Franciszek Józef I (1830-1916), cesarz Austrii, król Węgier i Czech, patron miłośników kawy i pączków, twórca C. i K. Atmosfery Krakowa i Galicji (kawa i pączki? O Borze! – to taki las… Non possumus!). I nic więcej o nim w tym miejscu.

Kuk kończy swą odezwę słowami: Zwracam się do Was wszystkich o poparcie mnie w tej pracy; odnoście się do mnie z pełnem zaufaniem. Podpisano w Lublinie, d. 9 maja 1916 r. – C. i k. Generał Gubernator wojskowy, Karol Kuk, zbrojmistrz polny, w. r.

2

            Co w czasie pierwszych dni swego urzędowania zobaczył nowy gubernator w zacnym mieście Lublinie? Wątpliwe, żeby akurat szedł Szeroką i że natknął się na nieczystość czyli nieporządek w domu Szejnbruma, Bromberga, Brajdego i Kupferszmita oraz na posesjach Chany Grunwald, Sz. Rozentala,  L. Laufmana, Chany Goldbaum. Być może widział też, przez swoje okno, tak ze dwie setki kóz pędzonych przez nieznanego mu osobnika. Po pewnym czasie z rozbawieniem przyglądał się rozhisteryzowanej kobiecie z rozwianym włosem: była to Spesa Rasz szukająca swych… skradzonych pieniędzy. – Zaraz, czy ja widziałem przed chwilą kozy?! Muszę odpocząć… – westchnął.. Oburzył się też bezczelnością M. Aspisa, który naubliżał a potem pobił… w sumie mało istotne, kogo.

– Dziwne miasto… – pomyślał i zagłębił się w lekturze rozprawy Tadeusza Ciświckiego pt: „Czy Lublin był miastem rosyjskiem i prawosławnem?”

16527_IIIc_01-00005

P.S. Nigdy nie był, Panie Prezydencie… Pan tego nie zmienisz…

Ziemia Lubelska z 12.V.1916 r. (Nr 228)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

A na placu (Bychawskim) w dzień targowy, takie słyszy się rozmowy…

Płomienie sięgały trzeciego piętra, a słup czarnego, tłustego dymu wznosił się pod niebiosa. Pożar ogarnął błyskawicznie… coś tam z pewnością ogarnął, ale z pewnością nie w Lublinie 13 kwietnia roku 1916. Tego właśnie dnia w Lublinie nie zanotowano dużych pożarów i straż ogniowa musiała wyjechać jedynie na Olejną 5, gdzie zapaliło się drzewo, złożone przy piecu oraz na Grodzką 24, gdzie zapaliła się słoma i parkan drewniany. Oczywiście oba pożary zostały bardzo szybko ugaszone przez straż.

1

Charakteru dramatycznego nie miały też wydarzenia z ulicy Bychawskiej i z placu Bychawskim zwanego, opisywane tegoż właśnie dnia przez Ziemię Lubelską. A doszło tam, z polecenia magistratu, do przeniesienia targu. Ten istniejący dotychczas na ul. Bychawskiej (wiodącej do przejazdu) na Piaskach, przeniesiono na plac Bychawski (po prawej stronie ul. Foksal, przy rogatce). Zadowolenie magistratu z „dobrej zmiany” nie znalazło przełożenia na zadowolenie adresata tejże, czyli ludności zwykłej (jak zwykle zresztą). Tym razem niewdzięczność władzy okazali handlarze i przekupnie (gorszy sort?), twierdząc, że na nowem miejscu jest im ciasno. O Borze (to taki las), co za ludzie!

2

Nie wspominał nic o targowych placach Kofta Janusz, lecz wołał jedynie o ogrodów niezapominanie. Odpowiadając na to florystyczne wezwanie skreślmy słów kilka o projektowanym ogrodzie na lubelskich Bronowicach. Rzecz dotyczyła urządzenia ogródków dla dziatwy z ochronek oraz dla młodzieży studiującej w szkołach botanikę. A ponieważ zbytecznym byłoby szeroko omawiać oczywisty pożytek z założenia podobnych ogródków, zatem omawiać go nie będziemy. Wspomnimy jedynie, że na cel założenia takiego ogródka ofiarowano już plac za kościołem na Bronowicach do plantu kolejowego. Jednakowoż placu darowanie  dopiero sprawy całej początkiem było. Bo rzecz pierwsza, to że plac taki musi być ogrodzony. A to niestety w czasach obecnych pociąga za sobą znaczny wydatek. Sczęśliwie w każdych czasach znaleźć można ludzi życzliwych i skłonnych do pomocy: w kwietniu roku 1916 takim człowiekiem okazał się dyr. Halicki, który na ogrodzenie placu przeznaczył dochód z piątkowego przedstawienia „Rewizora”. W tej sytuacji pozostawało już jedynie mieć nadzieję, że na piątkowem przedstawieniu zgromadzi się dostateczna ilość widzów, sympatyzujących z tym projektem, by prace w zakładanym ogródku mogły być natychmiast rozpoczęte. Serce rośnie, nieprawdaż?!

3

4

Może i prawdaż… Ale życie ma różne strony, również i te mniej przyjemne… zwracamy uwagę na brudy i nieporządki panujące na podwórzu i klatkach schodowych domu Waksmana przy ul. Ruskiej 3. Listy lokatorów w tym domu niema, a brama przez całą noc stoi otworem.

5

Dyr. Halicki i pan Waksman… Dr. Jekyll i Mr. Hyde po lubelsku…

 

Ziemia Lubelska z 13.IV.1916 r. (Nr 181)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Kolejna szafa

POCZ_U_5732

Kościół św. Józefa w w Lublinie: dawniej po-karmelicki, obecnie znów karmelicki. Tak bardzo spodobał się Rawie Ruskiej, że aż chciała go sobie przywłaszczyć. Niedobra Rawa!

Jak napisać tekst o… Jak? Po prostu tak! Jest marzec roku 1916, Lublin, zmęczony wojną, okupacją i zimą,  z utęsknieniem wygląda nadchodzącej wiosny. Bo pragnieniu trawy i słońca, zaprawdę nigdy nie ma końca… Zbliża się właśnie dziewiętnasty dzień miesiąca: w kościele po-Karmelickim obchodzi się uroczystość odpustową ku czci św. Józefa. Najpierw, osiemnastego marca, odprawia się nieszpory o godzinie piątej po południu. W niedzielę odpustową msze święte o godzinie ósmej oraz dziewiątej i pół, uroczysta suma o godzinie 11. W czasie nieszporów konkluzyjnych o godzinie piątej kazanie głosi ks. Cyraski.

1            Józef  nie może jednak poczęstować gości imieninowym ciastem: w Lublinie panoszy się głód cukrowy. Wiadomo, olbrzymie braki w zaopatrzeniu, a jednak… w sklepach i hurtowniach, w drodze łaski i dobrej znajomości, cukier można otrzymać w cenie od 50 do 70 kopiejek za funt. Ale czy sytuacja rzeczywiście jest tak dramatyczna? Koła kupieckie zapewniają, że w kierunku Lublina zmierza kilkanaście wagonów cukru. To niewątpliwie dobra wiadomość, pod warunkiem oczywiście, że cukier trafi w ręce uczciwych sprzedawców, którzy – nadzorowani przez Komitety Ratunkowe i Wydział żywnościowy – będą go sprzedawać po cenach oznaczonych. W innym wypadku do głosu znów dojdzie lichwa cukrowa.

2            Okazuje się jednak, że Wydział Żywnościowy już sprzedaje cukier w wyznaczonych sklepach, do których dołącza właśnie sklep IV-go Lubelskiego Stowarzyszenia Spożywczego przy Namiestnikowskiej 48. Dzisiejszej soboty, deficytowy towar sprzedawany jest od godziny dziewiątej rano: na rodzinę przypadają dwa funty białego proszku. Kupujący nie zapominają o zabraniu ze sobą kart cukrowych, autor natomiast nie poddaje się dziwnej mani nazywania cukru białą śmiercią.

3            Sklep przy Namiestnikowskiej to nie jedyny sklep otwierający dziś swe podwoje w Lublinie: przy ulicy Bernardyńskiej 2, konfekcję damską i dziecięcą nabyć można w pracowni pod nazwą „Michalina i S-ka”. Informacja dla lękających się podstępów złego ducha: sklep jest już poświęcony. Poświęcił ks. Stodolski.

4            Nastrojów w mieście nie poprawia nowe zarządzenie C. i K. Komendanta Obwodu, podpułkownika Turnaua, na mocy którego – zarządzenia, nie podpułkownika Turnaua – rekwiruje się wszelkie rodzaje łoju. Zajęciu podlegają wszystkie zapasy surowca zmagazynowane u rzeźników, wytapiaczy łoju, handlarzy, mydlarzy i garbarzy. Wspomnieni mają również obowiązek meldowania Komendzie Obwodowej aktualnych stanów magazynowych łoju rzeczonego surowca. Kara grzywny i aresztu grozi wszystkim występującym przeciwko postanowieniom Komendy. Takiej samej karze podlegają również  ci wszyscy, którzy przyłapawszy bliźnich na łojowych nadużyciach, nie doniosą o tym władzom. Zaś ci, którzy doniosą, liczyć mogą na nagrodę – to prawda uniwersalna i ponadczasowa. Dobra, zmiana? Niekoniecznie: porządnych cwaniaczki łoją w każdym czasie i przy każdej sposobności… łoj!

5I do tego śledzie holenderskie pakowane w papier pakowy. Autor już nie może? Morze! O Borze (to taki las!) Toże… w zborze (to taki zbór)! Chodźta przez zboże, we wsi Moskal stoi!

O szafie „Głos Lubelski” z 18 marca 1916 r. nie napisał niczego…

6

Głos Lubelski z 18.III.1916 r. (Nr 76)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Autobus z Radzynia jednak nie przyszedł…

Zazgrzytało, zaświstało (choć mógłbym przysiąc, że i załomotało), po czym zapadła cisza. Nareszcie – pomyślałem z ulgą i spojrzałem na tarczę chronometru ­– i to by było na tyle, jeżeli chodzi o dobre wiadomości… chronometr znowu pokazywał rok 1936. Miałem nadzieję, że ten dzien, 8 lutego, przyjdzie mi spędzić w innym roku. A tu tylko trzydziesty szósty i trzydziesty szósty! No cóż, los znów zadecydował inaczej. Jakby już nie wystarczyło nieszczęście o nazwie Lublin. Wyjątkowo pechowe, by nie rzec przeklęte. Zarzuciłem na plecy cieplutki paletocik, wzułem buty, czapkę na głowę i rękawice… na ręce i ruszyłem na miasto.

SM0_1-G-3845Zima na Placu Litewskim

Ale tu śniegu!

1

Śniegi jakie padają od paru dni w lubelskiem, nie są bynajmniej takie małe jakby się zdawało ludziom w mieście, gdzie śnieg topniał przez szereg dni i utrzymuje się dopiero od wczoraj. Czyli, że co? Że gdzieś jest gorzej niż w Lublinie? Na prowincji śniegi są duże, a zaspy potworzyły się na drogach tak wielkie, że spowodowały poważne utrudnienia w komunikacji. Znów zima zaskoczyła drogowców? Najwyraźniej tradycje w zaskakiwaniu liczą już sobie co najmniej 80 lat. Nieźle. Jeśli chodzi o komunikację samochodową, to Lublin jest w tej chwili niemal odcięty od świata. Jeśli jeszcze trochę busiarze posabotują Polskiego Busa, to tak się właśnie skończy… Funkcjonują tylko dwie linje: na Kurów-Warszawa i na Puławy-Kazimierz-Opole. Reszta linji została unieruchomiona od czwartku. Rzeczywiście, dała się zima ludziom we znaki, a teraz to wystarczy, że lada śnieżek poprószy i już klęska narodowa. Na pewno o wielkim szczęściu mogli mówić podróżni wybierający się do Radzynia – dziś rano odszedł jeszcze autobus do Radzynia, ale już wracający do Lublina mieli olbrzymiego pecha: autobus z Radzynia jednak już nie przyszedł… Ale kto by tam chciał w taką pogodę jechać do Radzynia: to nie mój problem, ja tylko do Lubartowa chcę skoczyć na chwil kilka. Lecz cóż to?! Dokumentnie zasypane! „Natomiast na linji lubartowskiej na dziesiątym kilometrze od Lublina, ugrzązł wczoraj autobus, który nie może przedostać się ani w jednym ani w drugim kierunku. Dobrze przynajmniej, że w ogóle można te kilometry jakoś przebrnąć, dzięki czemu przynajmniej pasażerowie dotarli do Lublina na piechotę. Ale autobus pozostał w polu. Zatem nici z podróży do Lubartowa.

SM0_1-U-3461-1Mimo trudnych warunków pogodowych, podjęto próbę przywrócenia normalnej komunikacji samochodowej: Na niektórych linjach autobusowych próbują obecnie rozkopywać zaspy, tak że niedługo podjęte będą próby uruchomienia tych linji. Nieustannie padający śnieg i wiejący wiatr czynił te wysiłki daremnymi: ponieważ jednak śniegi padają z małemi przerwami dalej, a wiatr zdmuchuje śnieg z miejsc odsłoniętych – nie wiadomo czy rozkopywanie miejsc da rezultaty. I dlatego też trzeba się (…) liczyć z kilkudniową przerwą w ruchu autobusowym.

Pomyślałem, że nic tu po mnie – rzeczywiście rok 1936 nie był najlepszym pomysłem. Spróbujmy zatem szczęścia w innym czasie… wróciłem do Wehikułu: szast, prast, świst, zgrzyt… rok 1916!

1Śnieg się jeszcze dobrze nie roztopił na mym szykownym paletociku, a już ponownie wychodziłem na miasto. – Co za smród! – ledwie zdążyłem pomyśleć i już leżałem na plecach w stercie pośniegowego błota. A niech mnie, co tym razem?!

Z miasta. (j) Na ulicach naszego miasta leżą po bokach kupy śniegu i błota, które zwolna topniejąc, wydzielają niemiły zapach i zarażają powietrze. Zacząłem się zastanawiać, gdzie są służbypo prostu, nie mogłem wyjść ze zdumienia, kto za to wszystko odpowiada? Zgadzam się z tym, że „należy je jak najrychlej usunąć i wywieźć za miasto”.

SM0_1-U-3467Za dużo, jak na jeden dzień, tych wszystkich podróży temporalnych. Czas zbierać manatki i wracać do 2016.

Wiiizg, śliiizg, stuku, puku… ­– Ok, wychodzę na miasto – wyszedłem – O Borze! (to taki las…)

 

Głos Lubelski z 8.II.1936 r. (Nr 36) i Ziemia Lubelska z 8.II.1916 r. (Nr 59)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej i Narodowego Archiwum Cyfrowego
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Gumiś to fajny miś?

Wyobraźcie sobie, że budzicie się któregoś styczniowego ranka, dowiadując się, że oto nocą, Sejm Lepszego Sortu Polaków uchwalił, a rząd jeszcze przed świtem, w „Dzienniku Ustaw”, opublikował, ustawę nakazującą obywatelom oddać wszystkie gumowe płaszcze. Powiecie zapewne: „A co też nas mogą obchodzić gumowe płaszcze?” i wrócicie do swoich spraw. I natychmiast się od nich oderwiecie, bo po chwili okaże się, ze nie chodzi wcale o wykonaną z kauczuku garderobę, a o opony z waszych samochodów, rowerów i wszelkich innych pojazdów… Niemożliwe? Możliwe jak najbardziej – już raz rzecz taka się wydarzyła, a miało to miejsce 100 lat temu, w Lublinie…

Rok 1916 był kolejnym rokiem Wielkiej Wojny i kolejnym rokiem austriackiej okupacji Lublina. Wprawdzie działania wojenne przebiegały obecnie z dala od Lubelszczyzny, tym niemniej miasto podlegało bezwzględnym prawom wojennej gospodarki. Austriacy rekwirowali wszystko, co mogło – jak uważali – przynieść im upragnione zwycięstwo nad państwami Ententy. Wystarczy tylko wspomnieć o problemach z naftą czy żywnością: „Kurier z Lublina” wspominał o nich dosyć często. W styczniu roku 1916 przyszła kolej na raczkującą lubelską motoryzację (i nie tylko). „Głos Lubelski” z 15 stycznia opublikował obwieszczenie wydane na podstawie rozkazu c. i k. wojskowego Generalnego Guberni w Lublinie (…) z listopada 1915 roku. W tymże obwieszczeniu, C. i K. Komendant Obwodu podpułkownik Turnau (nie mamy pojęcia, czy to jakiś antenat pana Grzegorza) zarządził w dniu 11 stycznia rekwizycyę gumy.

1I tu następuje ciekawe, nie tylko ze względów językowych, wyliczenie owej, podlegającej rekwizycji, gumy. A gumą były: gumowe płaszcze do kół automobilowych z okuciem, gumowe płaszcze do kół automobilowych bez okucia oraz stare płaszcze gumowe do kół automobilowych. Trudno powiedzieć, czy wspomniane okucie miało coś wspólnego z dzisiejszym felgami, tym niemniej był to element różnicujący wymieniane w rozporządzeniu opony. W dalszej kolejności wspominano o szarych i czerwonych szlauchach do kół automobilowych: nie sposób tutaj stwierdzić, czy szlauchami określano węże gumowe służące do pompowania kół, czy była to nazwa dętek, które są, jakby na to nie patrzeć, gumowych wężami (pożerającymi swój ogon). Wiadomo, że opony dętkowe znane były już od roku 1891, zatem nic nie stoi na przeszkodzie przyjęciu takiej interpretacji – i ta wersja wydaje się najbardziej prawdopodobna.

Ofiarą gospodarki wojennej padli nie tylko lubelscy automobiliści: ucierpiała również, zapewne o wiele liczniejsza, społeczność cyklistów. Rekwizycji podlegały bowiem również: gumowe płaszcze do kół rowerowych i gumowe szlauchy do kół rowerowych. Posiadacze opon bezdętkowych (z lanej gumy) też nie mogli spać bezpiecznie, należało bowiem oddać wszelkie pełne gumy tak do kół automobilowych jak i rowerowych. Blady strach padł i na woźniców: ciemne, jasne i czerwone pneumatyki i gumy do kół powozowych… Nie daj Borze (to taki las…) ulewnego deszczu lub powodzi, jako że w punkcie dziewiątym zarządzenia wymieniono całe stare kalosze. Co ciekawe, oszczędzono posiadaczy kaloszy nowych, bo i tak prawdopodobnie nie było ich w sprzedaży. Cóż, gospodarka wojenna…

Punkt dziesiąty zarządzenia wymieniał pozostałe gumy: wszystkie odpadki gumowe jakiegokolwiekbądź pochodzenia, stare szlauchy maszynowe, uszczelniacze flaszkowe i maszynowe, pierścienie gumowe, etc… Zauważcie, że obecność na końcu listy zwrotu etc. (i tak dalej) sprawiała, że – na dobrą sprawę – okupant był w możności zarekwirować wszystko, co gumowe.

Za gumy nowe oferowano poszkodowanym rekompensatę finansową, według przyjętego w Generalnej Guberni w Lublinie cennika; gumy stare i zużyte skupowano na wagę. Wszystkie wspomniane gumy należało dostarczyć do siedziby c. i k. Komisarza rządowego miasta Lublina lub do właściwego Komendanta c. i k. Posterunku Żandarmerii. Następnie gumodawca dostawał poświadczenie, na podstawie którego, po sprawdzeniu – przez specjalną komisję – wagi i wartości gum, otrzymywał asygnatę kasową. Oczywiście płatną za zgłoszeniem się, przez Kasę c. i k. Komendy obwodowej w Lublinie. Prosta i nieskomplikowana procedura, nieprawdaż?

Biada jednak tym, co gumę chcieliby zachować dla siebie! Za, przeciwko gumie wystąpienie, groziły wszystkim gumośmiałkom surowe konsekwencje: w razie zatajenia, fałszywego podania i niedotrzymania terminu będzie winny pociągnięty do odpowiedzialności karnej i grzywną do 2000 rubli oraz przepadkiem zarekwirowanego artykułu ukaranym.

I co? Nie wkurzylibyście się? Chcecie wekować słoiki, a władza zabiera Wam gumowe uszczelki do słoików… Józefa Janc nie wytrzymała:

2Za obrazę straży policyjnej. Janc Józefa została aresztowana i osadzona pod kluczem za obrazę straży policyjnej.

Głos Lubelski z 15.I.1916 r. (Nr 13)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Post Navigation