Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Martwię się, bo nie ja to napisałem. Kurcze…

Podejrzewam, że moje wieczne zmartwienia mają wspólne podłoże z moim pisaniem. Podstawową cechą autora jest bowiem empatia. Jest to umiejętność oglądu danej sytuacji z punktu widzenia innej istoty oraz wczucia się w jej emocje. Jest to również zasadnicza cecha osób zamartwiających się. Taka osoba nie widzi różnicy między tym, co przytrafia się jej samej, a tym, co przytrafia się innym. Nie rozróżnia też tego, co jest, od tego, co mogłoby być.

(…)

Tak więc martwię się.

Na chwilę obecną martwię się, o czym powinna być moja kolejna książka i czy znajdę dla niej wydawcę. Przyznać muszę, że powodzenie książki nie będzie miało jednak większego znaczenia. Nie zmniejszy bowiem mojego poczucia niepokoju. Nawet jeśli kolejna książka okaże się sukcesem, nadal będę żył wyobrażeniami i popadał w niedolę, gotowy na porażki, gdyby książka się nie sprzedała. Podobnie jak nie potrzebuję sukcesu, by wyobrazić sobie euforię, gdyby powieść okazała się bestsellerem, tak samo nie jest mi potrzebna druzgocąca klęska, by zadomowić się w mentalnym królestwie pisarskiego niespełnienia i niedocenienia. Nie chodzi o to, że historie, które już opowiedziałem i które mam zamiar opowiedzieć, mają jakieś ogromne znaczenie. To zaledwie kilka spośród nieskończonego zbioru historii czekających na swego opowiadacza – niektóre zaistnieją w wyobraźni i ktoś się nimi podzieli, inne ktoś naprawdę przeżyje, o innych ktoś będzie marzył, a następnie zostaną zapomniane.

Więc po co ja się martwię?

Ale tak to już jest z osobami wiecznie się martwiącymi. Ja martwię się nawet tym, że się martwię. Istnieje ogromna ilość namacalnych dowodów, że martwienie się ma negatywny wpływ na stan zdrowia i na trawienie.

I to naprawdę spędza mi sen z powiek. Chciałbym trochę od tych zmartwień odpocząć i starszy ja mógłby mi w tym pomóc, gdyby tylko zechciał mi powiedzieć, w jakim kierunku zmierza moja kariera pisarska i jak się miewa mama. Chcę go o to zapytać, ale martwię się, że pytania te mogłyby mieć problematyczne albo wręcz katastrofalne konsekwencje dla wszechświata.

Evan Mandery, Q. Ponadczasowa historia miłosna.

i-hate-facebook1

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: