Jak posprzątałem Plac Wolności – historia prawdziwa, dźwiękiem i obrazem, jak żywa!

Od razu wiedziałem, że to nie jest to dobry pomysł: wszystko mi  szło jak po grudzie.Może opowiem Wam kiedyś dlaczego… – dziś nawet nie chcę wspominać imienia złowrogiego Gnoyarza ze Świdnika. Jedyne, co powinniście wiedzieć, to to, że jestem bardzo potężnym czarnoksiężnikiem, z czego się utrzymuję. Tylko dla niepoznaki zatrudniłem się w pewnej szacownej instytucji, będącej Skutkiem Wielce Nieszczęśliwego A Zarazem Szczęśliwego Wypadku. Bo przecież nie dla zarobku: czy normalny człowiek jest w stanie wyżyć z państwowej pensji? Nie, nie jestem tym marszałkiem. Więc nie jest. A więc życie zmusiło mnie do parania się czarnoksięstwem i czerpania z tego korzyści. Jak już wspomniałem, byłem dzisiaj nieźle wkurzony. Idę więc ulicą Panny Maryi, w czarnych myślach się pogrążam, tonę wręcz w zadumie, a tu nagle: słup! Normalnie słup – cholerny taki i zielony słup z ogłoszeniami! Jak Boga kocham: nagle wyrósł mi na drodze! Słupy z reguły są niebezpiecznymi i wymagającymi przeciwnikami – ten, szczęśliwie, był w kondycji takiej jak cała lubelska kultura. Znaczy. oblany kiepskim piwem.

Widowiskowe zwycięstwo poprawiło mi wreszcie humor: mogłem – jak zawsze – odprężyć się karmiąc gołębie na Placu Wolności. Najpierw jednak obowiązek, a dopiero potem przyjemność – skonstatowałem, bo myśleć tak bez przerwy nie można. Czasem trzeba po prostu coś skonstatować.

Utrzymuję się z nietypowych, wymagających magii, zleceń: sprzątam na ten przykład – na zlecenie Urzędu Miasta – miejskie place i skwery. Dzięki magicznej mocy, i mojej niezawodnej lasce (jest bardzo magiczna, naprawdę!) – a może głównie dzięki niej – sprzątam śmieci, z którymi nie radzą sobie tradycyjne służby oczyszczania miasta. Zwłaszcza, że niektóre ze śmieci – nie wiedzieć, dlaczego – uporczywie powracają. Ale ja – jak zawsze zresztą – nie poddaję się. I już. Zabrałem się więc za sprzątanie:

Tabliczką z rasistowskim hasłem „Zakaz karmienia gołębi” zająłem się na początku – kilkanaście sekund magii najwyższej jakości jeszcze nigdy mnie nie zawiodło:

Gorzej z tym żelaznym bezguściem, z  którego – zdarza się zwłaszcza latem- ciecze z tego woda. Niekiedy wręcz sika, niczym krasnal ogrodowy o chorym pęcherzu: jednak tylko głupiec mógłby wziąć to szkaradzieńśtwo za fontannę.

– No, to do roboty – pomyślałem:

A że śmieć był nieco większy, to i cały proces trzeba było powtórzyć kilkukrotnie. Efekt końcowy wart był jednak takiego wysiłku, nieprawdaż? Plac Wolności nareszcie wyglądał jak dawniej.

...nareszcie wyglądał jak dawniej!
…nareszcie wyglądał jak dawniej!

Czas na karmienie gołębi! Przyznacie, że bułka nasączona magią potrafi czynić cuda. Nawet z gołębiami!

A jutro? A jutro, razem z Gołębiem, sprzątamy Plac Litewski.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.