Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “MPWiK”

Kto się boi bocianów?

Ta pocztówka już u nas gościła – nie jest to wprawdzie rok 1958, ale są konie.

Szczerze mówiąc, nie wiem – ale w ostatnich tygodniach poczułem nieprzepartą ochotę, by publicznie zadać pytanie tej treści. Nie oczekuję jednak odpowiedzi, a nie będąc ciałem na Lubelszczyźnie, oczekiwać wszakże nie muszę. Lecz za duszę odpowiedzieć się nie pokuszę

Wracamy więc do majowego Lublina z roku 1958, by – w ślad za „Kurierem Lubelskim” – zarzucić Cię, Miły Czytelniku, garścią szczegółów z życia codziennego organizmu miejskiego i udowodnić, że w mieście tym nadal nie dzieje się nic nowego, bo wszystko  zdążyło się już w ubiegłych dekadach wydarzyć.

Na początek rzecz niewesoła: miasto pozbywało się koni, a postępowi redaktorzy postanowili wyrazić z tego faktu płynącą, nieukrywaną nawet, radość ogromną. Było się z czego cieszyć? Możemy przekonać się, że nie bardzo. Konie – w imię postępu – ustąpiły miejsca samochodom: dziś ci sami „postępowcy” toczą zaciekły bój z motoryzacją w miastach:

Tylko koni żal…

Jednak nie po raz pierwszy radość Redakcji okazała się mocno przedwczesna. Bo – tak jak widzimy poniżej –  może i pstrokate afisze miały zniknąć z murów, ale nikomu nie przyszło do głowy, że ich miejsce zajmą, nie mniej pstrokate napisy i rysunki, będące wyrazem, nie artystycznego smaku, lecz kultury braku…

Również sześćdziesiąt lat temu miasto terroryzowali motocykliści: i tutaj niewiele się zmieniło, nie ma więc nawet potrzeby dodawania jakichkolwiek komentarzy, poza konstatacją, że miejsce swojskiego Junaka zajęły Hondy i inne zagraniczne wynalazki…

Po prostu usta same składają się do okrzyku:

Ale nie ma co się śmiać, sprawa jest poważna: nie od dziś bowiem wiadomo, że litery wyjęte z kontekstu mają wątpliwą wartość ozdobną. Teraz słów kilka o przyszłości głównego placu miasta: lato się zbliża wielkimi kroki i – „obok budek z lodami” – sam już wiesz Czytelniku, co chcę powiedzieć: „historia lubi się powtarzać”.

I bajora (nie mylić z Michałem, znanym artystą) jak były, tak są – rozsiane po całym mieście, choć może niekoniecznie koło kina „Koziołek” (przy ulicy Lubartowskiej):

…a Miejskie Przedsiębiorstwo (już bez R w nazwie), jak zalewało, tak nadal zalewa (rety, coraz krótsze te zdania…):

Ale nie narzekajmy i cieszmy się tym, co mamy: napojami chłodzącymi bez ograniczeń. Bo nie wiadomo, jak długo jeszcze ten stan rzeczy się utrzyma:

Daj Borze (to taki las…) jak najdłużej.

I jeszcze jedno: dzisiaj też goszczą u nas „artystyczne zespoły koreańskie”. Kropka. O druga… O! Trzy kropki! I wykrzyknik też jest? Ej, to znak zapytania! I znowu wykrz…

„Kurier Lubelski”  nr  140 z 23 V 1958 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Prace kanalizacyjne postępują naprzód.

mms_img1141546055

Ulica Wesoła – 90 lat po rozpoczęciu prac kanalizacyjnych (22.X.2015 r.).

1

2Głos Lubelski z 22.X.1925 r. (Nr 290)

Ilustracje ze zbiorów własnych i z Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Dwaj malcy okradli gołębia… a ścieki zamarzają nie tylko na Bychawskiej, na której piją sprawcy kradzieży i włamań w Lublinie, ale nie wiadomo jak oni tego dokonali i znowu okradli Temkin i Dominko

Kilka słów

w sprawie wyglądu ulic

skanalizowanych i nieskanalizowanych

Na skutek energicznej działalności Dyrekcji Wodociągów i Kanalizacji wygląd pryncypalnych ulic w śródmieściu zmienił się, trzeba przyznać, cokolwiek na lepsze. Jeśli przejść się ul. Krak. Przedmieście w dzień mroźny, bezśnieżny, to dzięki skanalizowaniu i włączeniu ścieków do kanalizacji większości domów, już nie widać tak licznych, jak dawniej, stert lodów, które dozorcy układali z lodu, wyrąbanego z rynsztoków, któremi dawniej płynęły nieczystości zlewowe. Właściciele posesyj skanalizowanych nie potrzebują zatrudniać dozorców domów przy rąbaniu rynsztoków, przyczem wygląd ulicy przed takiemi posesjami zyskał na estetyce. Jednak nie wszyscy właściciele domów dbają o to i zwlekają z odprowadzeniem nieczystości do kanalizacji, przyczyniając się do złej opinji m. Lublina.

Mianowicie, idąc prawą stroną Krakowskiego-Przedmieścia w kierunku Ogrodu Saskiego, już poczynając od ul. Ewangielickiej, widzimy „starannie” przez dozorców ułożone sterty lodu, pochodzące z wody z domu A. Budnego Nr. 49 (przed cukiernią), z wody wylewanej z jatek przy ul. Krótkiej przed sodówkami „Bombonierka”, „Empire”, Kuropatwy i Lengi w domu Nr. 53, ze ścieków podwórzowych domu B-ci Pieniążków Nr. 55, ze zlewów z domu Idzikowskiego, Wajdenbauma i Hurdes Nr. 59 i. t. d.

Lewa strona Krakowskiego-Przedmieścia wygląda cokolwiek lepiej. Niemniej jednak koło domu ss-rów Stodolnickiego 28 i Sz. Bromberga Nr. 22 oraz przy ul. Pijarskiej widać pełno stert  lodu z nieczystościami, które pod działaniem słońca gniją, wydzielając „przyjemne zapachy”. W bocznych ulicach wygląd ich oraz stan sanitarny przedstawia się dużo gorzej. Jaskrawym tego przykładem jest ulica Okopowa, gdzie szeroko rozlewając się po jezdni, płyną ścieki z domu Karwana przy ul. Okopowej 4 oraz z ul. Orlej Nr Nr 4 i 6.

Podobnie przedstawia się ul. Kościuszki, gdzie przed redakcją „Głosu Lubelskiego tworzą się wstrętne sterty lodu, pomieszanego z nieczystościami. Ulica Szpitalna jest zanieczyszczona po stronie Nr Nr nieparzystych ściekami z domu Brodla, ul. Kościuszki 5, z gmachu Poczty Nr. 1 (dotąd nieskanalizowanego!) i z domów Nr. 4 i 6 przy ul. Kołłątaja.

Jeśli taki wygląd mają ulice w śródmieściu, cóż mówić o dzielnicy Lubartowskiej, Starego Miasta, Bychawskiej, 1-go Maja i innych.

Reasumując powyższe, widzimy, że choć wygląd estetyczny i stan sanitarny ulic się polepsza, jednak daleko im do ideału, do którego należy dążyć prezedewszystkiem przez przyłączanie się do kanalizacji.

Obserwator.


Biblioteka Cyfrowa KUL

Biblioteka Cyfrowa KUL


 Z TEATRU

„Dwaj malcy”

Decourella
reżyseria W. Wacławskiego
czyli skandalczna premjera
na scenie lubelskiej

Panie Reżyserze! Czego Pan chciał od nas?! Ogłoszono spektakl, sprzedano (na szczęście dla publiczności) kilka zaledwie biletów, napsuto morze światła elektrycznego i cóż Pan nam pokazał?

Toć w remizie strażackiej, często, amatorskie siły zdobywają się na stokrotnie wyższy poziom artystyczny.

Przecież Teatr lubelski nawet za najgorszych swoich czasów przedstawienia takiego nie dawał. Nie piszę nic o samym kiczu. Taką bujdę pokazywać w dobie dzisiejszej – to istny kryminał.

Ale reżyserja, na Boga!, gdzie szukać i dopatrywać się najsłabszego bodaj muśnięcia ręki reżyserskiej w tym kabotyńskim sztuczydle? Wprowadza Pan na scenę niemowlę w pieluchach i chce Pan, by publiczność wierzyła Panu na słowo, że malec gdy dorośnie pamięta o swych niemowlęcych wyczynach. Cóż pomyśleć o takiej reżyserji, albo były to kpiny z widzów, albo wzorował się Pan na własnej fenomenalnej naturze… Kawał z dzieckiem należy jednak do najmniejszych.

Aktorzy kręcili się po scenie zesztywniali, bez życia, bez zrozumienia nawet tak niewybrednej historji jak „dwuch malców”. Absolutny rozgardjasz, nieumiejętność ról, komedjancki patos (Frenklówna, Wacławski) i brak kultury, a wszystko razem rozpięte na 7 ogromniastych aktów – było karygodną torturą dla tych, którzy się zdobyli na najwyższy wysiłek woli i pozostali do końca.

* *

Stosunek nasz do Teatru lubelskiego, któremu niejednokrotnie dawaliśmy wyraz, polegał  i polega przede wszystkiem na zrozumieniu warunków, w jakich Teatr  ten, się znajduje.

Traktowaliśmy usterki w inscenizacjach i normalne niedociągnięcia w grze autorów jako nieuniknione zło w życiu teatru prowincjonalnego i należeliśmy zawsze do ostatnich, którzy je wytykali, rozumując życiowo, że scena lubelska nie może się przecież zdobyć na rywalizację z teatrami stołecznemi lub eksperymentalnemi Europy zachodniej. Wreszcie stanowisko nasze zawsze było takie, by Teatrowi nie utrudniać pracy i by na rzetelne wysiłki jego zwrócić uwagę publiczności, szczerze pragnąc, by publiczność nasza od teatru nie stroniła.

To co się jednak obecnie wyrabia na scenie lubelskiej nie może w żaden sposób liczyć na wyrozumiałość jej przyjaciół.

Co ma być – niechaj będzie dla nieudolnych eksperymentów p. Wacławskiego et consortes Teatr lubelski służyć dalej nie może!

Juljan Tur.


Przed ostatecznem zlikwidowaniem sprawców

ostatnich włamań i kradzieży w Lublinie

W związku z włamywaniami i kradzieżami, dokonywanemi w ostatnich czasach na terenie m. Lublina, została zarządzona obserwacja elementu przestępczego, oraz wywiady i patrole nocne, które przyczyniły się do zlikwidowania bandy, grasującej na terenie m. Lublina, powiatu lubelskiego i okolicznych powiatów. Banda ta składa się z Kasperskiego Józefa, Mazurka Jana, Spaczyńskiego Czesława oraz Podlaszewskiego Andrzeja i kochanki Mazurka Jana – Bus Marji. Ta ostania pracując  charakterze służącej u mieszkańca m. Lublina Federa Eljasza ułatwiała dokonywanie kradzieży na szkodę tegoż Federa. Dotychczas zdołano im odebrać 3 patefony i maszynę do szycia – pochodzące z kradzieży. Ta sama banda w składzie Kasperskiego, Mazurka i Spaczyńskiego w dniu 28 b.m. usiłowała dokonać wyrobów tytuniowych w budce należącej do Olszewskiego Jana, mieszczącej się przy ul. Al. Racławickie. Podczas rewizji u wspomnianych, znaleziono różne przedmioty pochodzące z kradzieży. Dalsze dochodzenia, w kierunku ujawnienia całkowitej przestępczej działalności tej szajki trwają.


Okradli Gołębia

Gołąb Paweł, zam. w Markuszowie, zameldował o kradzieży worka cukru, wart. 161 zł. na szosie między koszarami wojskowemi a Sławinkem, przez nieznanych sprawców, podczas przejazdu wozem.


Znowu kradzieże u pp. Temkina i Dominki. Temkin Gustawa, Radziwiłłowska 3 zameldowała o kradzieży balji wart. 15 zł. ze strychu domu przez nieznanego sprawcę.

– Dominko Władysław, zam. przy ul. Mikołaja Reja, zameldował o kradzieży 15 kur wart. 40 zł. przez nieznanych sprawców zapomocą oderwania skobla od komórki.


Jak oni tego dokonali? Kowalski Jan zam. we wsi Krzysimów gm. Mełgiew zameldował o kradzieży z targowicy na Kalinowszczyźnie, przez nieznanych sprawców wozu z para koni oraz z znajdującą się na wozie świnią ogólnej wart. 300 zł.


Na Bychawskiej piją… Pociągnięto do odpowiedzialności Wardową Kazimierę, właścicielkę sklepu przy ul. Bychawskiej Nr. 33 za uprawianie potajemnego wyszynku wódki, przyczem zakwestjonowano wódkę w 3 butelkach, pojemności 1 litr, pół litra i piątą część litra.

Ziemia Lubelska z 4 XII 1931 r. (Nr 329)

i-hate-facebook1

Polub Gabinet na Facebooku!

… i pies się po prostu już nie mieści!

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

Stworzono w aplikacji Bitstrips.

i-hate-facebook1

O ustępie (nie)ustępującego Pana Prezydenta

Ogłoszenie.

W wykonaniu postanowienia Lubelskiej Rady Zdrowia i polecenia C. i K. Komendy Obwodowej w Lublinie z d. 5 listopada r. b. Nr 3735, Magistrat m. Lublina podaje do wiadomości:
1. W każdej nieruchomości winien znajdować się ustęp, rozmiary dołu ustępowego, a również ilość sedesów ma być obliczoną przez budowniczego stosunkowo do ilości mieszkańców nieruchomości. Jeżeli właściciel nieruchomości, w której niema ustępów, nie pobuduje takowych w oznaczonym czasie na żądanie Nadzoru sanitarnego, ustęp będzie pobudowany przez Magistrat a pieniądze, należne za budowę, ściągnięte z właściciela nieruchomości w drodze przymusowej.
2. Wobec szerzenia się epidemii, Magistrat zakazuje surowo składania w skrzyniach przeznaczonych na popiół i śmiecie, papierów i odpadków, które można spalić.
Za przekroczenie przepisu niniejszego rozporządzenia odpowiedzialni są właściciele realności, którzy mogą jednak żądać ukarania również lokatorów, których jako winnych wskażą.
Nad przestrzeganiem niniejszego rozporządzenia czuwać będą organy C. i K. Policyi i Magistratu. Właściciele, administratorzy i stróże realności oraz lokatorzy, przekraczający niniejsze rozporządzenia narażają się na surową odpowiedzialność.
Dnia 17 listopada 1915 r.
P r e z y d e n t   m i a s t a
Edward Kołaczkowski

Głos Lubelski z 22 XI 1915 r. (Nr 324)

i-hate-facebook1

Post Navigation