Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “Majdan Tatarski”

Wołanie o inteligentnego. Niekoniecznie cenzora…

Z pewnością trudno w to uwierzyć, ale zrządzenie losu (wtajemniczeni wiedzą, iż można to sformułowanie traktować dosłownie) spowodowało, że dziś ponownie odwiedzamy Lublin w roku 1936. Ten sam los sprawił, że naprawdę niewiele uwagi godnych rzeczy wydarzyło się dnia 25 stycznia tegoż roku. Przynajmniej według ówczesnej prasy. I w tym miejscu moglibyśmy (O Borze! – to taki las…) zakończyć dzisiejsze wydanie „Kuriera z Lublina” – szczęśliwie z pomocą przyszli nam… złodzieje bielizny! Jak zapewne pamiętacie, rok miniony obfitował w doniesienia o bieliźnianych kradzieżach. Nie inaczej jest i w roku bieżącym.

1
Okazuje się, że majtkowi gangsterzy obrali sobie za siedzibę Majdan Tatarski i stamtąd kierowali operacjami odzieżowymi w całym mieście. Za którymś jednak razem opuściło ich szczęście… Śledztwo ustaliło, że kradzieży bielizny i pościeli na sumę 500 zł. w mieszkaniu Jana Urbanowicza Majdan Tatarski 24 dokonali Stanisław Listos, Majdan Tatarski 51 i Stefan Szczygielski Majdan Tatarski 54. Złodzieji aresztowano. W więzieniu z pewnością nie mogli spodziewać się ciepłej pierzynki…

1To samo wydarzenie z innej perspektywy…

Ciekawostka: redaktorzy „Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego” mieli dla miłośników halki i kalesonów znacznie mniej zrozumienia, niż ich koledzy z „Głosu Lubelskiego”. Opisując bowiem całe zdarzenie napisali, że: złoczyńców aresztowano i przekazano władzom sądowym. Najwyraźniej ktoś z redakcji „Expressu” stracił ulubioną kołderkę…


Minister_SkladkowskiFelicjan Sławoj Składkowski, w latach 1936-1939 pzemier rządu RP,
tutaj jako minister spraw wewnętrznych

 

A teraz coś o czasach: czasy mamy paskudne. Cóż poradzić, takie życie… Nie rozwodzimy się jednak nad tematem, pozostając przy konstatacji, że zapewne nadchodzą złote lata dla cenzury. Oczywiście, nie chciałbym być złym prorokiem, ale nawet Ukochana Żona zauważyła moją niezwykłą skuteczność w tej dziedzinie (znaczy prorokowania). Co – tak na marginesie – wcale mnie nie cieszy („prorokowanie”, nie „Ukochana Żona”!). Ponieważ jednak nie mam wpływu na dar prorokowania, powrót kontroli publikacji i widowisk jest już w zasadzie przesądzony (jedno z widowisk już się nawet skontrolowało). Nawiązując do dziejów cenzury w Polsce, warto przypomnieć, że zupełnie niesłusznie przyjęto kojarzyć tę instytucję wyłącznie z PRL. Nadzór nad publikacjami ma bowiem kilkuwiekową tradycję: wystarczy wspomnieć kościelny indeks ksiąg zakazanych. Cenzura, co oczywiste, istniała i w czasach zaborów i w czasie wojennej zawieruchy 1914-1918. Nie wszyscy jednak wiedzą, że publikacje cenzurowano również w Niepodległej (1918-1939). Zjawisko przybrało na sile zwłaszcza po przewrocie majowym roku 1926, kiedy to do władzy doszedł obóz polityczny zwany Sanacją. Nie dopuszczano wówczas do druku nie tylko artykułów szkodliwych dla polskiej racji stanu (np. propagujących wspieraną przez Sowietów ideologię komunistyczną), ale zdejmowano z łam gazet również artykuły krytyczne dla ówczesnej władzy.

Rzad_Skladkowskiego_1936Rząd Sławoja Składkowskiego (1936) – premier czwarty od lewej

 

W tym też kontekście warto przytoczyć krótką notkę z przywołanego już dziś „Głosu Lubelskiego”. „Głos” był gazetą związaną z ruchem narodowym: w latach 30-tych wyrażane na jego łamach opinie uległy znacznej radykalizacji (podobnie jak pozostała działalność ruchu narodowego): na sile przybierała krytyka rządzącej Sanacji i wystąpienia antyżydowskie. Porównując numery „Głosu” z roku 1926 np. z tymi z roku 1936, bez trudu da się to zjawisko zauważyć.

2
Zapewne taki właśnie, nieprzychylny ówczesnej władzy, artykuł nadesłał do „Głosu” czytelnik St. Białynia, recenzując „Strzępy meldunków” Felicjana Sławoja Składkowskiego („Strzępy…” to wspomnienia Składkowskiego o współpracy z Jozefem Piłsudskim). Redakcja chętnie by rzecz tą opublikowała, ale niestety musi odmówić, gdyż mamy zbyt inteligentnego cenzora, by móc umieścić nadesłane nam rozważania (…) – pozna się na rzeczy dodaje. I ze smutkiem konstatuje: A szkoda, bo są świetne!
Jednak, mimo wszystko, najgorszą formą cenzury jest niewątpliwie auto…

Głos Lubelski z 25.I.1936 r. (Nr 24) i Express Lubelski i Wołyński z 25.I.1936 r. (Nr 25)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej oraz Wikipedii
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Gdzie jest mój garnuszek smalcu?

czas13916_1_1931_54_0004

Dzień zmian na lepsze

Dzień dzisiejszy jest o wiele lepszy od dni poprzednich, ponieważ przynosi nowe nieoczekiwane możliwości, niespodziewane spotkania i powodzenie w ryzykownych przedsięwzięciach.

Nadaje się on do załatwiania interesów wszelkiego rodzaju, do pracy umysłowej, studjów naukowych i artystycznych, do zakładania nowych przedsiębiorstw oraz zawierania związków małżeńskich.

Wieczór przynosi potęgującą się przedsiębiorczość i ruchliwość umysłową.


Pogoda na dziś

Chmurno i mglisto gdzieniegdzie drobny opad śnieżny, w ciągu dnia przejaśnienia, na wschodzie umiarkowany mróz. Słaby wiatry wschodnie.


Rzeźnicy wypowiedzieli walkę legalnemu ubojowi.

Prywatne rzeźnie powstają jak grzyby po deszczu.

Od pewnego czasu pewna część lubelskich rzeźników chcąc zwiększyć i tak wysokie, w stosunku do cen żywca, swoje zyski , uprawia więc wielce szkodliwy dla zdrowia konsumentów proceder.

Oto kupione rzeźne zwierzęta niesumienni rzeźnicy, chcąc uniknąć opłat na rzecz Rzeźni Miejskiej oraz chcąc uniknąć fachowej kontroli lekarzy weterynaryjnych, zabijają potajemnie często w warunkach nieodpowiadających najprymitywniejszym zasadom higieny.

Często miast zdrowych, zabijane są sztuki chore co w wielu wypadkach powoduje niebezpieczne zatrucia.

Jedynie surowe kary wymierzane niesumiennym rzeźnikom zmuszą ich do zaprzestania uprawiania tego procederu.

W dniu onegdajszym za nielegalny ubój oraz handel mięsem z tegoż uboju pociągnięto do odpowiedzialności sądowej niejakiego Ignacego Mrozika (Północna 57) któremu zakwestjonowano mięso z całej krowy, Symchę Pecha (Towarowa 37) u którego znaleziono dwa zabite cielaki, oraz Jana Frączka (Majdan Tatarski 25) i Jana Amasiewicza (Bychawska 62) u których zakwestjonowano kilkadziesiąt kilogramów mięsa wieprzowego.

Ponadto pociągnięto w dniu wczorajszym do odpowiedzialności Józefa Stępkowskiego (Ciepła 32) przyczem zakwestjonowano 11 1/2 klg mięsa wieprzowego.


Ogień stłumiono w zarodku.

Podpalenie stacji benzynowej w Lublinie.

Tajemniczy wypadek podpalenia miał miejsce parę dni temu w Lublinie. Oto w godzinach nocnych jakiś nieznany sprawca oderwał zamek od kantoru stacji benzynowej autobusów zamiejskich, mieszczącej się za Magistratem i podłożył ogień pod bańki z benzyną.

Na szczęście ogień spostrzeżono i w zarodku stłumiono. Gdyby nie to pożar mógłby przybrać nieobliczalne rozmiary.

Policja energicznie zajęła się aferą, chcąc pochwycić sprawcę

Jak dotąd jednak wysiłki jej spełzły na niczem.


Na lubelskim bruku.

Janinie Kołodyńskiej (Leśna 4) skradziono z komórki garnuszek smalcu, 1 klg. cielęciny, 5 klg. flaków oraz dwie kury łącznej wartości 25 złotych.

*

Jan Pental (Bychawska 75) zameldował że skradziono mu z komórki wagę firmy „Ideal” oraz szereg towarów na sumę 180 złotych.

*

Za kradzież węgla pociągnięto do odpowiedzialności Marjannę Fiat.

*

Irena Pastwianka zameldowała w policji o przywłaszczeniu sobie na jej szkodę zegarka damskiego przez Chaima Taktelbauma (Rynek 10).

2

Gazeta Lubelska z 26 II 1931 r. (Nr 54)

Ilustracje ze zbiorów Biblioteki Cyfrowej UMCS
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!

 

Post Navigation