Gabinet Osobliwości

Któren zawiera w sobie curiosa rozmaite ku wesołości, ale i smutney refleksyi odwiedzającey go publiczności pomieszczone

Archive for the tag “lipiec”

O straszliwej nawałnicy w Lublinie…

…nic dziś nie napiszemy, bo i nie ma o czym.

Lipiec przynosi niewielkie zmiany w „Kurierze z Lublina”: na pól roku żegnamy się z „Ekspresem Lubelskim i Wołyńskim”, ale w zamian za to witamy ponownie na pokładzie „Głos Lubelski” z roku 1937. Jak to mówią: tak „Gabinet” tworzy, jak Łopaciński przysporzy… Bo może nie wszyscy wiedzą, ale materiały do artykułów czerpiemy z zasobów tej zasłużonej dla Lublina instytucji, które obecnie dostępne są powszechnie dzięki Lubelskiej Bibliotece Wirtualnej. Tym razem w zestawieniu zabrakło też „Kuriera Lubelskiego” z roku 1957. To tyle, jeśli chodzi o laurki i kadzenie, w związku z czym mogę zaprosić Was na lipcowy spacer po Lublinie roku 1937.

Koń (z prawej…) i Marszałek Edward Śmigły-Rydz w Lublinie

Nie przebrzmiały jeszcze echa ostatniej wizyty Pana Prezydenta Rzplitej w Lublinie, a już swą wizytę w mieście zapowiedział sam Naczelny Wódz R.P., czyli Marszałek-Rydz Śmigły (a imię jego Edward). Marsz. Śmigły przybywał do miasta nie ze względu na liczne atrakcje i uroki tutejszej metr(o!)polii… Marszałka skierowała do Lublina… miłość do koni, która przywiodła go do objęcia protektoratem honorowym Wystawy Koni, otwieranej w Lublinie w dniu 1 lipca. Marszałek do nasyego miasta zamierzał przybyć dzień później, samochodem z Warszawy o godzinie 11 rano. Komitet powitalny złożony z Ważnych, Mniej Ważnych, Tych Którym Się Wydaje Że Są Ważni oraz tych Rzeczywiście Najważniejszych (czyli zwykłych mieszkańców miasta) miał powitać Marszałka u bramy tryumfalnej wzniesionej przy Alejach Racławickich. Miasto zaś zostało wezwane do przystrojenia się we flagi, etc. etc. – jak to z reguły bywa przy takich okazjach., więc po co się nad tym rozwodzić…?

 

Lipcowe noce gorące i duszne… można nawet spać pod gołym niebem. Albo i nawet w bramie kamienicy… Tak właśnie czyniły lubelskie murzynki (dziś niektórzy powiedzieliby murzyniątka), czyli chłopcy po lat 9-12, ci wieczorowi sprzedawcy gazet. Niektórzy z nich mieli nawet własne „domy”, lecz – mimo to – woleli wypoczynek na dworzu, niż w dusznych i ciasnych suterynach. Ale wielu nie miało nawet dachu nad głową. I wszystko to działo się w mieście szczycącym się 10 najróżnorodniejszymi towarzystwami [opieki] nad dziećmi! Które to towarzystwa, raz po raz, organizowały zbiórki na misje afrykańskie wykupywanie murzynków. Nie ma oczywiście niczego złego w pomocy wszystkim potrzebującym, ale tylko wówczas, jeśli nie sprowadzają się do tego, że panie „prezeski” i panowie „prezesi” różnych dobroczynnych instytucyj zasypiają błogim snem na wygodnych łóżkach pod puchowymi kołdrami w przeświadczeniu dobrze spełnionego obowiązku po „odwaleniu” 1 lub 2 godzinnego zebrania lub posiedzenia, a biedne „murzynki” śpią półnagie, drżąc z zimna w chłodne noce po różnych cegielniach, starych budynkach lub wnękach bram”.

Letnie upały nie tylko poprawiały komfort termiczny śpiących pod gołym niebem dzieci, ale zwiększały również prawdopodobieństwo powstania i rozszerzania się niebezpiecznych pożarów, takich jak ten, który wybuchł na lubelskich Rurach, gdzie spłonęło bowiem 21 zagród z dobytkiem domowym, inwentarzem martwym, drobiem i.t.p. Jednak gdyby nie tak sprężyście prowadzona akcja – pożar gasiło 9 zastępów straży pożarnej – pożar byłby przyjął znacznie większe rozmiary i zamieniłby się w klęskę. Dzieła zniszczenia dopełniły bandy złodziei, które momentalnie rozkradały wszystko, cokolwiek z płonących domów wynoszono, a co ukraść się dało. Otwartemu rabunkowi zapobiegła policja…

A skoro poruszyliśmy już sprawę kradzieży, dzisiejszy spacer kończymy ogłoszeniem: PROSIMY O POMOC W ODNALEZIENIU roweru męskiego, na balonach, malowanego na kolor żółty ze strzałkami czerwono-niebieskimi, kierownikiem niklowym z rączkami na dół obręczami żelaznymi. UWAGA! Z tyłu roweru znajdował się numer rejestracyjny S. 17662.

 O mój Borze!

(to taki las)

Ktoś pomoże?

Czy stracony czas?

 

„Głos Lubelski”  nr  177 z 1 VII 1937 r.

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Pa!(miątki) Lubelskie…

FOT_766_II

„Wyzwolenie” Lublina…

Lipiec 1944 to w Lublinie czas kiedy okupację niemiecką zastąpiła sowiecka. Oczywiście na początku wielu Lublinian uległo iluzji, że odzyskali wolność, jednak z biegiem czasu przekonali się… ale my nie o tym. Okazuje się, że ucieczka Niemców z Lublina wcale nie zakończyła tematu Niemców w Lublinie. 7 lipca 1946 r. „Gazeta Lubelska” opublikowała artykuł pod wiele mówiącym tytułem: Czy mieszkają jeszcze Szwaby w Lublinie. Trudno powiedzieć, czy było to pytanie, bo znaku pytania nie postawiono. Zgorszeniście użyciem obraźliwej dla Niemców formy „Szwaby”? Ludzie nie mogli zapomnieć, tego – co zaledwie wczoraj – „te Szwaby w Polsce zrobiły” (przypomnę: około sześciu milionów Polaków zostało przez Szwabów w latach 1939-45  zamordowanych). Ale „Szwabów” przynajmniej pisano dużą literą, „niemcy” często nie mieli tego szczęścia…

1

Wojna się skończyła – zaczyna autor, kryjący się pod inicjałami JD, po chwili przechodząc do żartu: mamy już dwa lata niepodległą Polskę… Szczęśliwie w drugim zdaniu wyłuszcza istotę problemu i wspomina o śladach niemieckiej obecności w Polsce, nie ma przy tym na myśli tych najbardziej oczywistych: nie mówimy o ruinach czy spalonych budynkach. Aby przekonać się, co to za pamiątki, musicie skorzystać z zaproszenia do… bramy pierwszego lepszego domu w Lublinie, gdzie odnaleźć można pisma i druki pochodzące jeszcze z czasu okupacji niemieckiej. Swoich druków zostawili Niemcy w Lublinie całkiem sporo: wystarczy zajrzeć do dokumentów wytworzonych po wojnie w lubelskim archiwum czy Bibliotece Łopacińskiego, druki takie powszechnie wykorzystywano bardzo powszechnie ze względu na brak zwykłego papieru. Tu chodzi jednak o co innego – i tu autor wymienia np., ogłoszenie wiszące w bramie domu przy ul. Wyszyńskiego 6 (obecnie Niecała), zawierające zarządzenie nr 16 w sprawie obrony przeciwlotniczej z datą… 19 września 1944. Błąd drukarski? W tym czasie Lublin nie był już okupowany przez Niemców: może chodziło więc nie o „niemieckość”, a raczej o „wojenność” rzeczonego obwieszczenia?

3

Obok niego spis przedmiotów potrzebnych do ratunku domu w razie pożaru od wybuchu bomby. A przecież wojna opuściła Lublin już dwa lata wcześniej… W innych miejscach: nie zdjęto z bram spisów lokatorów, pochodzących z czasów okupacji, a na spisach obok nielicznych nazwisk polskich figurują nazw firm niemieckich. Zgroza… I nazwiska różnych Hoffmanów, czy innych Szwabów (jeden z Hoffmanów jest obecnie twarzą zmiany (tej właśnie, o której myślicie), co rodzi podejrzenie, że i innych Szwabów też nie trzeba szukać zbyt daleko….

4

Artykuł ten dowodzi również potrzeby czytania ze zrozumieniem – otóż przykład Pana Krzysztofa (o Borze! – to taki las…) z Krasnegostawu pokazuje, że – wbrew pozorom – nie jest to rzecz prosta i łatwa. Pamiętajcie, nie popełnijcie tego samego błędu co Krzysztof, który uznał, że zdanie Uważamy, że już najwyższy czas, aby te „pamiątki” usunąć jest zachętą do wyburzenia połowy Lublina!  

2

P.S. W ostatniej chwili głos zabrał Pan Krzysztof. Napisał: To nieprawda, ze nie rozumiem. Rozumiem. To ja sprawiłem, że już NIGDY na Placu Litewskim nie dojdzie do takiego wypadku! Do żadnego wypadku tam nie dojdzie. Do niczego tam nie dojdzie! Nigdy! Ha ha ha, ha ha ha, ha…

P.S. 2 Też uważam, że to bez sensu.

Gazeta Lubelska z z 7.VII.1946 r. (Nr 185)

Ilustracje ze zbiorów Lubelskiej Biblioteki Wirtualnej
i-hate-facebook1Polub Gabinet na Facebooku!
Copyright© Gabinet Osobliwości

Lipiec? a.k.a. 1 lipca 2012 r, 31 stopni w cieniu…

… a ma być jeszcze więcej. Temperatura procesorów w laptopie oscyluje między 48 a 55 stopni – nie wiem czy to dobrze, czy źle, wiem że się maszyna (do pisania) nie zawiesza z gorąca.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: lipiec to miesiąc całkiem wporzo. Jedną ma tylko wadę albowiem nie jest czerwcem.

św. Marek Ewangelista

 

 

Źródło: Biesiada Literacka 1880, nr 240, egzemplarz z zasobu Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej

Post Navigation